poniedziałek, 31 sierpnia 2015

42. Trochę lubię być sama.

- Emma, przydałoby się, żebyś wydała jakiś nowy singiel we wrześniu - powiedziała Iris przerywając moją rozgrzewkę na próbie.
- Daj mi pomyśleć - zamyśliłam się. - "DNA". 
- Jesteś pewna? - spytała.
- Tak. Coś nie tak jest z "DNA"?
- Nie, czemu - wzruszyła ramionami. - Dam znać górze - wzięła telefon z torebki i wyszła na zewnątrz. 
- Dobra - wzięłam kartkę i długopis. - Na wejście zaśpiewam "Ghetto Baby", razem z tańcem, więc ściągnijcie na jutro na próbę Shay i Amelię - układałam plan występu na Fusion Fest. Z racji tego, że album wyszedł półtora miesiąca temu, mogłam zaśpiewać piosenki, których wcześniej nie wykonywałam. - "4ever" na koniec - mówiłam bardziej do siebie pod nosem, niż do zespołu. Wcześniej "DNA". O, i "This Love", "Untouched" i "Made". Finito!
- Załatwione - wróciła Iris. - Góra zorganizuje reżysera i dadzą nam znać, kiedy kręcimy teledysk.
- Super. Ułożyłam setlistę na występ - podałam jej kartę.
- Okej, fajnie - przejechała po niej wzrokiem. - Weźcie się do pracy, bo połowy piosenek nie wykonywaliście, ja jadę do siedziby, zadzwonię też po Shay i Amelię, jutro przyjadą.
Iris wyszła, a my zabraliśmy się do pracy.

Dwa dni później byłam z powrotem w Birmingham, tym razem nie w domu zakopana w pościeli, ale w pracy. Obsługa zaprowadziła nas do garderoby, gdzie w spokoju mogliśmy przygotować się do występu. Znaczy, kto mógł , ten mógł, mnie czekała ścianka i wywiad przed występem. Siedziałam sobie spokojnie, rozgrzewałam głos, wizażystka zajmowała się moimi włosami, kiedy do środka weszli Tom i Max.
- Chłopaki! - ucieszyłam się. Podbiegłam do nich, bo akurat wizażystka skończyła malować mnie  i układać moje włosy.
- Więc to prawda, wciąż żyjesz - powiedział Max.
- Bardzo śmieszne - walnęłam go w ramię. - Tom, tak bardzo cię przepraszam, spóźnione wszystkiego najlepszego - powiedziałam ze skruchą.
- Życzenia urodzinowe złożone prawie miesiąc później przyjęte - powiedział z udawaną powagą. - A teraz serio, co się z tobą stało?
Dałam im znak, żebyśmy wyszli na zewnątrz.
- Więc? - spytał, kiedy zamknęłam drzwi od garderoby.
- Oh, nie udawajcie, że nie wiecie - mruknęłam. - I nie prawcie mi kazań. Jeśli chcecie się wymądrzać, dam wam numer do Hayley, jest w tym bardzo dobra ostatnimi czasy.
- Ok, powiem tylko, że gdyby dało się z tobą porozmawiać, to dowiedziałabyś się, że nic nie jest takie, jakie się wydaje.
- Max... - upomniałam go.
- Dobra, dobra, już skończyłem - uniósł ręce w obronnym geście. - Ale przyjdziesz na moją imprezę?
- Maaax... - jęknęłam.
- Ej, nie rób nam tego - wtrącił się Tom.
- Toooom... - znowu jęknęłam.
- Nie będzie go - powiedział Max. - Nathan wraca go Gloucester.
Wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Niech będzie, że przyjdę.
- Wheeey! - ucieszyli się. - I zaśpiewamy dzisiaj "Broken Strings"?
- Chłopaaaki... - znowu jęknęłam. Trzeci raz w ciągu minuty.
- Będziemy się wydurniać i w ogóle, w ogóle nie będzie klimatu - powiedział Tom. - Byłaś ostatnio na youtube? Czytałaś komentarze? Ludzie to kochają.
- No dobra - westchnęłam. Naprawdę nie miałam na to ochoty, ale Tomowi i Maxowi po prostu nie mogłam odmówić.
- Super, spadamy, zaraz ścianka - uściskali mnie i tyle ich widziałam.
Wróciłam do środka i dopadła mnie Iris.
- Emma przebieraj się, zaraz...
- Ścianka, wiem, wiem.
Wzięłam moje ubrania i poszłam się przebrać.


Koszulę zawiązałam na biodrach i poszłam na Iris na ściankę. Czy wspominałam już jak ciężko jest tam stać i wyglądać jak człowiek, kiedy przez cały czas ludzie robią ci zdjęcia? Kiedy stwierdziłam, że już starczy, odwróciłam się w stronę Iris, a tam... całe The Wanted. Całe. Z Nathanem na samym przodzie.
- Cześć chłopaki - powiedziałam nawet na nich nie patrząc i czym prędzej wróciłam do garderoby. - Nie mogę wyjść razem z nimi na scenę - powiedziałam zapadając się w fotelu.
-Emma, już się zgodziłaś... - upomniała mnie Iris.
- Wiem - jęknęłam.-
- Wchodzisz do nich "Say It On The Radio".
- Słucham? - szybko podniosłam głowę.
- "Say It On The Radio".
- Od kiedy znowu śpiewają "Say It On The Radio"? - powiedziałam bardziej sama do siebie niż do niej.
Coś kombinowali, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Potrzebowałam Hayley. Próbowałam do niej zadzwonić, ale nie odbierała. Pewnie była już na festiwalu i nie słyszała telefonu, albo nawet nie wzięła go z domu, co też się jej zdarzało.
W końcu przyszła kolej na mnie. Na pierwszy ogień poszło standardowo "Ghetto Baby". Piosenka się skończyła i wyciągnęłam jedną słuchawkę z ucha.
- Cześć Birmingham! - powiedziałam. - Bardzo się cieszę, że mogę tu być. Miałam ostatnio chcąc niechcąc małą przerwę, ale bardzo się cieszę, że mogę wystąpić po raz pierwszy od dłuższego czasu właśnie tutaj, u siebie. Mam też kilka niespodzianek, dokładnie trzy i są to trzy piosenki z mojej płyty, których nigdy wcześniej nie śpiewałam na żywo, więc bardzo się denerwuję, ale męczyłam je przez ostatnie dwa dni, myślę, że będzie dobrze. Musi być dobrze. To właśnie jest jedna z nich, wcześniej ostatni raz śpiewałam ją pół roku temu, kiedy ją nagrywałam i teraz na próbach okazało się, że jest jakby... trudna - zaśmiałam się. - Dużo, dużo słów, zresztą sami usłyszycie, to jest "Untouched".
Zaczęłam śpiewać i już w połowie refrenu zaczęłam dawać znaki ludziom z obsługi, którzy mieli swoje obozowisko kilkanaście metrów od sceny, a moje metr sześćdziesiąt mi w tym nie pomagało. Na drugiej zwrotce w końcu mnie zauważyli, więc mogłam pokazać im, żeby przyciszyli perkusję, a podgłośnili mnie, bo jak zwykle słyszałam tylko Matta.
- Więc... Spodobało wam się? - spytałam publiczność, gdy piosenka się skończyła. Odzew był bardzo pozytywny. - Okej, ulżyło mi. Czy teraz rozumiecie, co miałam na myśli, kiedy powiedziałam, że jest dosyć ciężka? W zasadzie, to zmęczyłam się - podeszłam do Matta, bo obok niego stała moja woda.
- Emma, co jest następne? - spytał cicho.
W odpowiedzi prawie oplułam go wodą, na co publiczność, a było jej sporo, głośno się zaśmiała.
- Kochani, to mój perkusista - wskazałam na Matta - co z resztą widać, bo siedzi przy perkusji. Ma na imię Matt, przywitajcie się z nim - wyciągnęłam rękę z mikrofonem w stronę tłumu, kiedy ludzie piszczeli, ja piłam wodę. - Matt jest taką osobą, że nawet gdybyśmy śpiewali te same piosenki w tej samej kolejności przez rok, on i tak pytałby się, co następne. Jak właśnie zrobił to przed chwilą.
- Nienawidzę cię - zaśmiał się.
- Ja też cię kocham, Matty - powiedziałam odkładając butelkę. - Więc Matthew i wszyscy pozostali, teraz piosenka, którą już słyszeliście, jeśli byliście na przykład w tym roku na koncercie pewnego fajnego boysbandu, na którym też miałam okazję występować... - musiałam przerwać, żeby dać ludziom się wypiszczeć. - Tak się składa, że tych pięciu fajnych kolesi napisało ją dla mnie, co było bardzo, bardzo miłe. To jest "Made".
Gdzieś w połowie piosenki zobaczyłam, że The Wanted stało pod sceną i oglądali mój występ. Dokładnie całe The Wanted. Na sekundę moje spojrzenie i Nathana się spotkało, ale szybko odwróciłam wzrok.
- Nie wiem jak wy, ale ja bardzo lubię tę piosenkę - powiedziałam poprawiając odsłuch. - Teraz druga z dzisiejszych trzech niespodzianek. "This Love".
Jakoś samo tam wyszło, że przy "You took my hand, you told me it'll be okay" i moje i Natha spojrzenia znowu się spotkały. Co ciekawe, nie czułam wściekłości, jak kiedy ostatni raz z nim rozmawiałam, czyli kiedy trzasnęłam mu drzwiami przed nosem, ale raczej smutek. Szybko odwróciłam się tyłem do ludzi, potrzepałam szybko oczami, żeby przegonić łzy. To samo było przy "I've never felt anything like this before". Nie wiedzieć czemu, ta piosenka jakoś bardzo przypominała mi o nim i wszystkim, co z nim związane, mimo że powstała wiele miesięcy temu...
- Kochani, mój czas powoli się kończy. Naprawdę powinnam mniej gadać, bo inni ludzie czekają, żeby tu dla was zaśpiewać - kiedy tak sobie gadałam Shay i Amelia weszły na scenę. Razem z sześcioma tancerzami. Kiedy wczoraj wpadły na próbę od razu wiedziałam, że coś kombinują.
Powiedziały, że dzień wcześniej Iris dzwoniąc do nich z informacją, żeby przyszły na próbę powiedziała też, że "DNA" będzie następnym singlem i tak przypadkiem ułożyły całą choreografię. Obiecały, że to nic męczącego, wyciągnę każdy dźwięk, a że wykonuję singiel po raz pierwszy to czemu nie.
- Wiecie, wydałam poprzedni singiel już jakiś czas temu - dalej gadałam. - Więc pomyślałam, że pora na kolejny. I to jest też trzecia niespodzianka na dzisiaj. Mój kolejny singiel, wykonywany po raz pierwszy tutaj, przed wami, w Birmingham, w moim domu. Przed wami "DNA".
Byłam mega skoncentrowana i ta koncentracja się opłaciła, nie tylko nie pomieszałam kroków w tej niezbyt skomplikowanej choreografii, ale też wyciągnęłam każdy dźwięk, zwłaszcza ten długi pod koniec piosenki, którego najbardziej się bałam. Z tego, co widziałam ludzie chyba wydali z siebie pisk zadowolenia, którego w odsłuchu nie słyszałam. Po skończonej piosence zrobiłam grupowy uścisk ze wszystkimi tancerzami, po czym zbiegli ze sceny. Wyciągnęłam jedną słuchawkę.
- Podobało wam się? - tak, podobało. - Bardzo się cieszę. Niestety, mój czas na Fusion Fest dobiega powoli końca - buczenie. - Wiem, wiem, też chciałabym jeszcze zostać. Dlatego rozstaniemy się z takim BANG! Najlepsze na koniec i oto przed wami piosenka, której granie na żywo sprawia mojemu perkusiście Mattowi najwięcej przyjemności, a przynajmniej tak twierdzi. Nie chwaląc się, mój drugi numer jeden, nie tylko w UK - zaśmiałam się. - "4ever".
Ostatnia piosenka więc mogłam się zmęczyć, skakałam i wydurniałam się na scenie. W połowie drugiej zwrotki moją uwagę przyciągnęły strony podtrzymujące dach sceny. Nie żeby wcześniej ich tam nie było, teraz po prostu narodził się w mojej głowie lekko szalony pomysł, za który pewnie mi się oberwie. Po drugim refrenie w momentach, kiedy śpiewały tylko Holly i Mollie, albo była tylko muzyka... wspięłam się na strop. Zobaczyłam też kątem oka, jak cały mój zespół zerka po sobie niepewnie, to samo The Wanted koło sceny, w stronę Iris wolałam nie patrzeć.
- Wow - powiedziałam, kiedy skończyłam piosenkę. - Stąd mogę zobaczyć o wiele, wiele więcej. O rany, jest was tu tak dużo - zauważyłam. - Gdybym wiedziała, że na górze jest tak fajnie, weszłabym tutaj na pierwszej piosence i stała tutaj cały występ - zaśmiałam się. - Niestety mój czas dobiegł końca. To była prawdziwa przyjemność występować dla tak wspaniałej publiczności, mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy ponownie. Przy okazji, w poniedziałek na mojej stronie pojawią się daty koncertów w ramach mojej pierwszej trasy koncertowej, która odbędzie się w styczniu. Tak tylko mówię, jakbyście chcieli wpaść. Dobra, chłopaki - spojrzałam na zespół. - Weźcie coś zagrajcie w czasie, kiedy ja będę próbowała zejść.
Chwilę mi to zajęło, jak zwykle okazało się, ze zrobienie czegoś niemądrego jest łatwiejsze niż wyjście z tego. Kiedy już byłam na ziemi ukłoniłam się z całym zespołem, zabrałam swoją wodę i zeszliśmy ze sceny.
- Nie zabijaj mnie - powiedziałam słodko do Iris.
- Ja... - stała z rozdziawioną buzią. - Nie mam do ciebie siły,  nawet nie wiem, co mam ci powiedzieć - westchnęła. - Tylko tyle, że idziesz prosto na wywiad.
Iris i Ben poszli ze mną na wywiad, reszta udała się do garderoby.
- Prosto ze sceny, świeżo po występie, jest ze mną Emma Collins - przedstawił mnie prowadzący.
- Hello - uśmiechnęłam się.
- Emma, zniknęłaś nam na kilka ostatnich tygodni.
- Tak, wcześniej byłam bardzo, bardzo zajęta, co dosyć się na mnie odbiło - powoli dobierałam słowa. - Ale naprawdę potrzebowałam tych kilku tygodni, żeby odpocząć, naładować baterie, spędzić trochę czasu z rodziną.
- Wykonałaś dzisiaj kilka nowych piosenek i muszę szczerze powiedzieć, uwielbiam je.
- Dziękuję, to bardzo miłe. W takim razie rozpieść siebie i kup album, jest całkiem niezły - zaśmiałam się.
- Wiem! Już go mam!
- Naprawdę? Dziękuję! Razem z moją managerką i rodziną to już pięć sprzedanych kopii.
- Nie zgrywaj się, album radzi sobie świetnie.
- Tak, słyszałam, że idzie nienajgorzej - zaśmiałam.
- Więc powiedz nam, jak to jest występować po raz pierwszy z nowym materiałem, którego wcześniej nie wykonywałaś, do tego w swojej rodzinnej miejscowości.
- Och, wspaniale. Uwielbiam występować z Birmingham, wow, to drugi raz dopiero - zaśmiałam się. - Ale daje mi to dużo energii i nie wyobrażam sobie, żeby zaśpiewać piosenki po raz pierwszy gdzieś indziej niż u siebie w domu. Z resztą okazało się, że przy niektórych piosenkach muszę naprawdę się skupić, bo jest ciężkie. Nie były takie trudne, gdy je nagrywałam - zaśmiałam się.
- Jedną z piosenek, które zaśpiewałaś jest twój następny singiel "DNA". Dlaczego wybrałaś tę piosenkę?
- Wybrałam "DNA" na singiel, bo... - zaczęłam się zastanawiać. Nie powiem przecież, że dlatego, że nagrałam ją ze znanym producentem i mam pewność, że będzie hitem. - Wiesz, to jest piosenka o miłości tak naprawdę. Kiedy ją nagrywałam, mogłam rozegrać to tak, żeby miała wesołe, słodkie, cukierkowe brzmienie, ale czułam, że chcę zrobić coś innego, coś bardziej mrocznego. I myślę, że nawet słowa są nietypowe jak na piosenkę o miłości. W sensie, kto śpiewa o DNA?
- Ty - zauważył dziennikarz.
- Ja - zaśmiałam się. - Ale, wiesz, ty masz DNA, ja mam DNA, każdy ma DNA, ono sprawia, że jesteśmy tym, kim jesteśmy i teraz sama nie wiem, co mówię, lepiej się zamknę.
- Powinni puszczać tę piosenkę na lekcjach biologii.
- Taaak! Iris, możemy to załatwić - spojrzałam na managerkę, która ledwie powstrzymywała się od śmiechu. - Teraz naprawdę serio, zaśpiewałabym to nawet, jeśli nie byłby to mój następny singiel, bo od wydania płyty, zobaczyłam tyle komentarzy, że nigdy nie dam rady zaśpiewać tego na live'ie nigdy nie wyciągnę tego długiego, wysokiego dźwięku, więc pomyślałam, dobra, teraz im pokażę.
- Moim zdaniem wyszło świetnie.
- Dziękuję! Proszę, hejterzy, możecie się udławić waszymi mądrościami. Nie, sorry, to było niegrzeczne, nie udławiajcie się, to niebezpieczne, można umrzeć, nie chcę, żeby ktokolwiek umierał.
- Jakie są twoje plany na najbliższe tygodnie?
- Szczerze, to nie wiem. Wróciłam do pracy dwa dni temu, nic nie wiem. Pewnie będę promować singiel, zgaduję, że pokażę się w telewizji i radiu...
- Mówiłaś coś o trasie, koncertowej...
- O tak! Robię trasę w styczniu. Jeszcze tyle czasu, a ja już jestem podekscytowana. To będzie pierwsza trasa, która jest moja, tylko moja, gdzie to ja jestem na świeczniku... Nie lubię być w centrum uwagi, co ja robię?
- Teraz zagramy w pytanie, odpowiedź.
- Okej - kiwnęłam głową.
- Powiedz pierwsze, co przyjdzie ci do głowy.
- Okej - znowu kiwnęłam głową.
- Jak opisałabyś się jednym słowem?
- Dziwna.
- Jak twoi znajomi opisaliby cię jednym słowem?
- Yyyy Dziwna.
- Dokończ zdanie. Trasa z The Wanted była...
- wspaniałym przeżyciem,
- Ulubiona emotikona?
- Serduszko - powiedziałam słodkim głosem.
- Pierwsza gwiazda, w której byłaś zakochana?
- Ricky Martin.
- Twoja piosenka na karaoke?
- Nie chodzę na karaoke.... Emmm... Ale jeśli musiałabym to,,,, "Wannabe" Spice Girls. Cooo? - spytałam sama siebie.
- Co nigdy cię nie męczy.
- Spotkania z fanami.
- Twoja ikona stylu.
- O rany... Nie mam stylu. Emma Stone.
- Blondyni czy bruneci.
- Yyyyyy - zawiesiłam się na dłuższą chwilę. - Nie wiem, kolor nie jest istotny.
- Dziękujemy, to była Emma Collins!
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do kamery.

Po kilku innych wykonawcach przyszła kolej na The Wanted. Przyglądałam się ich występowi z boku, czekając na swoją kolej na wejście na scenę. Kiedy zaczęło się "Say It On The Radaio" Iris zamontowała mi na nowo mój odsłuch.
Nathan i pozostali zawsze buzowali przy tej piosence, ale teraz to było coś więcej i przysięgam, że śpiewał bezpośrednio do mnie.
- Iris, nie chcę tam iść - wymamrotałam, kiedy piosenka się skończyła.
Wtedy zaczęło się "Broken String".
- Za późno - wypchnęła mnie na schody, na których czekałam na swoją kolej.
Jeszcze zanim wyszłam na scenę, zorientowałam się, że wcale nie będzie luźniej atmosfery, nikt nie będzie się wygłupiał. Zabiję Toma i Maxa. Na drżących nogach wyszłam na scenę, kiedy nadeszła moja kolej, cały czas zastanawiając się, jak mam stać twarzą w twarz z Nathanem i śpiewać z nim o miłości. Kiedy jednak już do tego doszło, ruszyło mnie coś innego. To, jak bardzo dawało od niego alkoholem. Był totalnie nawalony. Zdezorientowana popatrzyłam na stojących za nim Jaya i Toma, a oni ledwie wzruszyli ramionami. Musiałam zmienić taktykę, nie mogłam tak stać z nim twarzą w twarz, śpiewałam więcej do ludzi niż do niego.
Na koniec ukłoniłam się, Siva po dżentelmeńsku podał mi wziął mnie pod rękę i odprowadził do zejścia.
- To była nasza wspaniała przyjaciółka Emma Collins! - powiedział.
Przy schodach wyciągnęłam mu odsłuch i upewniwszy się, że mikrofon trzyma skierowany do ziemi, powiedziałam:
- On jest totalnie nawalony...
- Wiem, uwierz, że próbujemy jakoś doprowadzić go do porządku i staramy się, żeby się nie przewrócił.
- Miałam wrażenie, że "Say It On The Radio" to wykrzyczałby mi w twarz, gdyby mógł.
- Emma...
- Nie, nie, nie - pokręciłam głową. - Wracaj do chłopaków.
Zeszłam ze sceny i nie czekając na Iris poszłam do garderoby.
- Jak poszło? - spytał Josh.
- Nie chcę o tym gadać - ucięłam szybko.
- A może właśnie powinnaś. Najlepiej z Nathanem, bo wszyscy wiedzą, że chodzi o niego.
- Możesz ze mnie zejść?
- Chodź - złapał mnie w łokciu i wyprowadził z garderoby.
- Josh... - nie zareagował. - Josh!
- Powiedz, o co chodzi.
- O matko - mruknęłam. - W LA... Nathan całował się z Arianą...
- Wszyscy wiedzą, że udają, żeby wypromować singiel - wzruszył ramionami.
- Nie, nie. On całował się z nią za kulisami. Za kulisami. Wiesz... Lubię go, ale... Już to przerabiałam. Nie chcę powtórki z Tony'ego.
- Okej, rozumiem. Ale może, gdybyś z nim porozmawiała...
- Powiedziałby mi, że to nie tak, jak myślę, że to nie to, na co wyglądało. Nic, czego nie usłyszałabym wcześniej. Nie chcę wplątywać się w takie coś. Poza tym... uczucia jednym, ale... trochę lubię być sama. Niezależna. Dzielę czas tylko miedzy pracę i rodzinę, nie muszę patrzeć na nikogo innego, chociaż chciałabym mieć kogoś. Ale może teraz to jeszcze nie czas - wzruszyłam ramionami. - Możemy już wrócić?
- Chodź tu - objął mnie ramieniem i wróciliśmy do garderoby.
W środku odtwarzałam sobie w głowie tę rozmowę, aż wzięłam kartkę i zaczęłam pisać...



Hej, hej, hej :D
Jak widać wróciłam też na tego bloga :D
Tak jak na drugim, mam nadzieję, że ktoś jeszcze tu zagląda i mam nadzieję, że uda mi się wrzucić kilka rozdziałów, zanim znowu codzienność mnie pochłonie ;)

środa, 26 sierpnia 2015

41. On Cię kocha.

Następne dwa dni praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Chyba że do kuchni po coś do jedzenia, lub do łazienki. Żyłam sobie w spokoju, powoli zmieniając się z nastolatki w... dziada, aż trzeciego dnia ktoś zaburzył mój spokój i bardzo uporczywie dobijał się do drzwi. Na palcach do nich podeszłam, zajrzałam przez judasz i szczerze, nawet nie byłam zaskoczona. Zastanawiałam się tylko, kto zawita do mnie pierwszy. Otworzyłam drzwi i wpuściłam Hayley do środka.
- Emma, co się z tobą dzieje?- spytała. - Twoi rodzice świrują w Birmingham, cały dzień wczoraj z Chrisem i Sarah przekonywaliśmy, że lepiej będzie jeśli ja po ciebie pojadę.
- Po mnie? - spytałam.
- Tak, po ciebie. Okłamałaś nas wszystkich, wróciłaś trzy dni wcześniej, nie dajesz znaku życia, okłamałaś Iris... Schudłaś - zmierzyła mnie wzrokiem. - Em, co się dzieje?
Zbierałam się w sobie, żeby powiedzieć to na głos, wcześniej tego nie zrobiłam, nikomu nie powiedziałam, co się stało, po prostu nie potrafiło mi to przejść przez gardło. Do oczu naszły mi łzy, obróciłam się na pięcie, poszłam do sypialni i z powrotem położyłam się do łóżka.
- O mój Boże - Hay stanęła w drzwiach jak wryta. - Czy mieszka tu z tobą też banda bezdomnych? - spytała.
- Nie, to tylko ja - powiedziałam biorąc łyk coli prosto z dwulitrowej butelki.
- Więc, powiesz mi w końcu? - usiadła obok mnie na łóżku.
Spuściłam wzrok i wzięłam głęboki oddech.
- Nathan całował się z Arianą.
- Co?!
- Nie każ mi tego powtarzać, ledwie raz przeszło mi przez gardło - powiedziałam przez łzy.
- O, nie. Tak mi przykro - Hayley objęła mnie, a ja rozpłakałam się jeszcze bardziej. - Ciiii, będzie dobrze, cii...
- Nie będzie - mruknęłam. Nie wiesz, co stało się dwadzieścia cztery godziny wcześniej, pomyślałam. - Było mi do tego stopnia źle, że napisałam piosenkę - powiedziałam, żeby zmienić temat.
- Po Tony'm też napisałaś piosenkę i to był hit, więc będzie z tego jakiś profit - zażartowała.
- O nie, nie, nie. To bardzo smutna piosenka, ludzie zaczęliby popełniać masowe samobójstwa - stwierdziłam. - Chodź, zagram ci.
Wstałam z łóżka i poszłyśmy do drugiego pokoju. Usiadłam przy klawiszach, zaczęłam grać i śpiewać i z trudem dotrzymałam do końca, jak tylko skończyłam rozryczałam się na dobre.
- Em, to naprawdę piękna piosenka - przytuliła mnie, ale ja dalej się nie uspokoiłam. - Chodź, położymy się do łóżka.
Poszłyśmy z powrotem do sypialni, ja sobie cicho łkałam, a Hay głaskała mnie po głowie.
- Emma, chodzi o coś więcej niż tylko przyłapanie go z Arianą, prawda? - spytała.
- Jednocześnie nienawidzę go, ale też... brakuje mi go. Czuję się taka pusta...
- Co się stało?
Poczułam, że jeśli o tym powiem, najdzie mnie kolejna fala płaczu, ale kiedyś musiał nadejść ten moment.
- Spałam z nim.
Przez swój płacz usłyszałam ciche westchnięcie Hayley. Już miała coś powiedzieć, ale z torby zaczął dochodzić dzwonek jej telefonu.
- Daj mi chwilkę - wyciągnęła telefon i odebrała. - Hej, Chris... Tak, jestem... Tak, wszystko dobrze, znaczy... tak jakby... Potrzebujemy chwili... Nie, raczej nie... Jutro, tak jutro... I emm, powiedz Sarah, żeby kupiła lody. I czekoladę... Dobra, papa. Przyjedź po nas na dworzec - rozłączyła się. - Em, jutro jedziemy do Birmingham - zwróciła się do mnie.
- Zauważyłam - skrzywiłam się.
Było mi dobrze, jak tak siedziałam sobie sama. To znaczy, oczywiście, tęskniłam za rodzicami, Sarah i generalnie całą rodziną, ale nie chciałam mieć ich zwalonych na głowę, pytających co się dzieje.
- Wiem, o czym myślisz, ale obiecuję ci, że tak nie będzie - złapała mnie za rękę. - Nikt nie będzie męczył cię pytaniami, będą tylko troszczyć się, żebyś nie umarła z głodu. Zwłaszcza po tym, co stało się w LA.
- He?
- Do prasy ktoś przesłał zdjęcie, jak wynoszą cię z karetki na noszach, redakcja dopisała coś o przemęczeniu i tak dalej - powiedziała Hayley. - Twoja mama prawie dostała ataku paniki, dlatego to takie ważne, żeby mieli cię blisko siebie.
- I nikt nie będzie mnie męczył? Ani za nadto nadskakiwał?
- Tak - zapewniła.
- No dobra - westchnęłam. - Ale na razie wracamy do leżenia.
Hayley położyła się obok i zaczęła głaskać mnie po głowie.
- Ona jest takim typem człowieka - powiedziałam w końcu po jakichś dwóch godzinach myślenia.
- Kto? Co?
- Mówi się, że ładni ludzie mają w życiu łatwiej. I Ariana jest właśnie takim ładnym człowiekiem, który pokazuje palcem, co chce i to dostaje. Teraz na przykład wymarzyła sobie sławę w UK i Nathan jej ją zapewni - mruknęłam.
- Nie generalizuj ładnych ludzi. Ty też jesteś ładna, a na wszystko sama zapracowałaś. Zabroniłaś chłopakom w ogóle wspominać o tobie czy twoim albumie, bo chcesz wszystko osiągnąć sama.
- Bo są dwa typy ładnych ludzi. I Ariana to ten gorszy - powiedziałam.
Podniosłam się z łóżka, sięgnęłam po notes i długopis i położyłam się z powrotem.
- Ładne - powiedziała Hay, kiedy napisałam kilka linijek.
- Ale... coś mi nie pasuje - stwierdziłam. - Muszę... napisać coś przed tym. To będzie refren.
- Emma...
- Nie przeszkadzaj mi, ja tu tworzę - uciszyłam ją gestem ręki. - Dobra, co chciałaś? - spytałam po półtora godziny, kiedy stwierdziłam, że piosenka jest skończona.
- Eeee - dziewczyna musiała się chwilę zastanowić. - A, może weszłabyś na twittera, bo ludzie mogą niedługo zacząć popełniać masowe samobójstwa.
- Jezu, dobra - wywróciłam oczami - sięgnęłam po telefon. - Ups...
- Gdzie masz ładowarkę? - wywróciła oczami.
- W walizce.
Po chwili Hayley podłączyła mi telefon do ładowarki, a ja mogłam wejść na twittera. Najpierw przyszło pięć miliardów smsów, że ktoś próbował się do mnie dodzwonić, milion nieodebranych połączeń, pierdyliard smsów od rodziców, Sarah i Hayley i nawet od Nathana, ten to ma tupet.

Em, proszę odbierz. Albo włącz telefon.

Nie odpuszczę dopóki z tobą nie porozmawiam. 

Emma... 

Wiem, że nawaliłem, ale... zależy mi na Tobie i raczej nie przestanie. 

Skubany, przyszedł mu sms, że włączyłam telefon, bo po chwili zaczął dzwonić. Ale ja nie zamierzałam odbierać.
Weszłam na twittera.

Żyję.

- Wow, Emma, rozumiem, że ci się nie chce, ale mogłaś bardziej się wysilić - stwierdziła Hayley.
- No dobra - wywróciłam oczami. - Twitlonger, pasuje ci?

Hej, baaaardzo, bardzo przepraszam, że zniknęłam na kilka dni, wiem, że wiele osób się martwiło, ale okoliczności tego wymagały. Nie rozmawiałam z Iris, ani z nikim innym z managementu, więc może mi się oberwać za to, co zaraz napiszę, ale chcę być szczera. Tak, zdjęcia z LA są prawdziwe, byłam w szpitalu, było to spowodowane lekkim osłabnięciem (jet lag i te sprawy). Dlatego tak niespodziewanie wróciłam do Londynu szybciej, niż było to zaplanowane, po prostu wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, a ja potrzebuję właśnie kilku dni spokoju. Tak więc robię sobie przerwę, nie wiem, jak długo potrwa, Iris na pewno zadba o to, żeby wszystko było jasne. 
Do zobaczenia wkrótce, kocham Was, 
Emma xx

- Zanim coś powiesz, tak wiem, że odrobinę i tak nagięłam rzeczywistość - powiedziałam.
- Nie zamierzałam nic mówić - uniosła ręce w obronnym geście, ale ja wiem, że kłamała.
W mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzałam zlękniona na Hayley.
- Na palcach pójdę zobaczyć kto to - powiedziała cicho.
Po chwili usłyszałam, jak otwiera drzwi i na chwilę zamarłam. W sensie... nie musiałam jej chyba mówić, że nie chcę nikogo oglądać. W sypialni pojawiła się Iris.
- Cześć kłamczucho - powiedziała.
- Cześć. Skąd wiedziałaś, że tu jestem? - spytałam.
- Mam swoje sposoby. Widziałam twitlongera. Powinnaś go najpierw uzgodnić z kimś, wiesz o tym?
- Tak, tak - wywróciłam oczami.
- Dobra, zajmę ci tylko chwilę, nie chcę, ale muszę. Ile chcesz tego wolnego?
- Do końca świata i jeden dzień dłużej - mruknęłam.
- Em... Mogę odwołać ci wszystkie występy, ale nie dam rady odwołać wszystkich wywiadów na następne półtora miesiąca.
- Odwołaj mi wszystkie koncerty, oprócz Fusion Fest w Birmingham - powiedziałam. - To akurat za... trzy i pół tygodnia. Do tego czasu chciałabym mieć wolne.
Iris przeglądała kalendarz, w którym miała wpisane moje wszystkie występy, wywiady, sesje...
- Spoko... Zaraz... Nie. Za tydzień jest spotkanie w wytwórni.
- Po co?
- Simon chce, Simon zwołuje... - mruknęła.
-Dobra, przyjadę na zebranie - powiedziałam.
- Skoro tak, to spoko. Spotkamy się kilka dni przed występem. Trzymaj się - Iris mocno mnie przytuliła. - Pilnujcie jej tam w tym Birmigham - powiedziała do Hayley.
- Spoko - uśmiechnęła się.

- Emma? - zaczęła Hay po kilku godzinach oglądania łzawych filmów.
- Hm? - mruknęłam.
- Rozmawiałaś z nim chociaż?
- Przyszedł do mojego pokoju, próbował się tłumaczyć, ale doskonale wiem, co miałby do powiedzenia, więc oszczędziłam nam tego - powiedziałam wsadzając od buzi łyżkę lodów.
- Słońce, wiem, że myślisz, że pewnie nagadałby ci tych samych bzdur, co Tony, ale... może, to faktycznie nie było to, na co wyglądało - powiedziała niepewnie.
- Jeśli usta dwóch osób się, dotykają, wygląda to dosyć oczywiście dla mnie - stwierdziłam.
- Wiem, wierzę w to, co widziałaś, ale... - zawahała się. - Nie wierzę, że Nathan by to zrobił.
- Widzisz, też nie byłam w stanie w to uwierzyć.
- I tak uważam, że powinnaś z nim porozmawiać - powiedziała cicho.
- Wleciało i wyleciało, daj spokój - powiedziałam wstając z łóżka.
- Co robisz?
- Muszę się spakować do domu - krzyknęłam wywalając pudełko po lodach.
- Pomogę ci ogarnąć ten bur... - urwała.
Wróciłam do sypialni, zobaczyć, co zobaczyła.
Hayley podnosiła z podłogi zdjęcia, które oglądałam w akcie masochistycznym i potem niedbale rzuciłam.
- On cię kocha - powiedziała machając mi fotkami przed twarzą.
- Skończ - wyrwałam jej zdjęcia i wsadziłam do szuflady.
- Ty naprawdę nie widzisz, ile rzeczy dla ciebie zrobił?! Myślisz, że jak często to zespoły latają do swoich supportów z umową? Nigdy, management to robi, a Nathan przyszedł z papierami na twoją sesję zdjęciową. Sama mówiłaś, pierwszy dobiegł do ciebie, kiedy zasłabłaś w Manchesterze, w Birmingham oglądał spod sceny twój występ przed koncertem i nie mógł oderwać od ciebie wzroku... Z resztą wiesz to wszystko, ale jesteś głupia i uparta.
- Jak masz tak na mnie siadać, tu równie dobrze możesz pojechać do Birmingham już dziś - powiedziałam zbierając butelki z podłogi
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Z trudem, ale tak.
Hayley pokręciła ze zrezygnowaniem głową i poszła do łazienki.

OCZAMI NATHANA

Przez ostatnie trzy dni non stop dobijałem się do Emmy. Nie odbierała, nie odpisywała, nic. Siedziałem w garderobie w Las Vegas bijąc się z myślami, czy nie spróbować znowu do niej zadzwonić. Do środka wszedł Scooter.
- Nath, musimy obgadać występ z Arianą - powiedział.
- Musimy to robić? - spytałem z przekąsem. - Naprawdę nie mam ochoty na nią patrzeć, a tym bardziej stać z nią na jednej scenie - powiedziałem chowając telefon do kieszeni.
- Dasz radę - klepnął mnie w ramię od niechcenia. - Nie wyolbrzymiaj całej tej sytuacji.
- Nie zaczynaj - powiedziałem przez zęby.
Naprawdę żałowałem, że reszta została w LA, Tom albo Jay z pewnością rozładowaliby atmosferę.
- Chodź na próbę - westchnął.
Poszedłem za nim na scenę, podpiąłem odsłuch, wziąłem mikrofon do ręki i usiadłem na skraju sceny. Ariana występowała w dużym klubie, a ja miałem zaśpiewać z nią to przeklęte "Almost Is Never Enough", po sali kręcili się ludzie z obsługi. Usłyszałem muzykę w odsłuchu, zaraz usiadła obok mnie Ariana. Udając, że poprawiam spodnie, trochę się od niej odsunąłem. Skończyliśmy piosenkę, bez słowa wstałem i ruszyłem za kulisy. Ariana dobiegła do mnie jeszcze na scenie i złapała mnie za przedramię.
- Chociaż udawaj, że zachowujesz się normalnie - powiedziałam upewniwszy się, że obydwoje mamy wyłączone mikrofony.
- Nie mam ochoty na ciebie patrzeć, a tym bardziej zachowywać się normalnie - odparłem.
- Nathan, chyba nie chcesz, żeby ludzie zwęszyli, że coś jest nie tak, co? Jeśli ci to pomoże to, nie wiem... Wyobrażaj sobie tę przeklętą Emmę, jak na mnie patrzysz.
- Nawet o niej nie wspominaj - syknął i wróciłem do garderoby.
Usiadłem w fotelu i zadzwonił mój telefon. Tom.
- Cześć młody, jak Vegas? - spytał.
- Mam ochotę stąd uciec - powiedziałem zrezygnowany. - Ustaliliście coś?
- Nie pytaj skąd i jak, ale wiem, że niestety, Emma odwołała wszystko i to dosłownie wszystko do końca sierpnia. Pojawi się dopiero na Fusion Fest
- No tak, Birmingham. Wcześniej nic?
- Nic, pewnie zamknęła się w domu. Nath, może... daj jej czas.
- Może masz rację, dzięki - westchnąłem.

OCZAMI EMMY

Następnego dnia wróciłam z Hayley do Birmingham, Chris, odebrał nas z dworca.
- No witam moje piękne panie! - rozłożył szeroko ramiona.
- Hej, Chris - przytuliłam się do niego. - Jesteś jedynym chłopakiem, na którym można polegać - powiedziałam.
Kuzyn spojrzał zdezorientowany na Hayley, ta tylko pokręciła głową.
- Mam komuś przyłożyć? - spytał.
- Chętnie, ale najpierw zawieź mnie do domu.
Ruszyliśmy od auta, pół godziny później byłam już u siebie. Rodzice byli jeszcze w pracy, ale Sarah czekała na mnie w kuchni.
- Emma! - podbiegła do mnie, jak tylko przekroczyłam próg.
- Hej, mała - uśmiechnęłam się lekko i mocno ją przytuliłam.
- Mama zrobi dzisiaj curry - powiedziała.
- Super. Idę do siebie.
- Em? Wiem, że mamy się ciebie o nic nie pytać, ale pozwól mi siedzieć u ciebie, nie będę się odzywać - obiecała.
- Chodź - objęłam ją.

TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ

Tydzień spędziłam zamknięta w swoim pokoju, następny tydzień spędziłam z Sarah na Ibizie, pojechałyśmy same, bo urlop rodziców wyczerpał się w maju, kiedy to ich wysłałam na wakacje. Po powrocie Hayley siadła na mnie, że gdybym miała normalne życie, już dawno musiałabym zebrać się do kupy, tak jak było z Tony'm. Fakt, wtedy cały weekend przepłakałam, ale w poniedziałek w szkole zachowywałam zimną twarz, mimo spojrzeń i szeptów na korytarzu. A teraz, dostałam trzy tygodnie wolnego, mogłam użalać się nad sobą całymi dniami. W końcu jednak Hayley wpadła do mnie razem z Iris.
- Okej, dosyć tego dobrego - powiedziała Iris. - Jesteś piękna, zdolna, masz przed sobą świetlaną przyszłość, nie możesz załamywać się przez faceta - ostatnie słowo wypowiedziała niemal z obrzydzeniem.
- Kiedy Tony cię zranił, poszłaś na przesłuchanie i wygrałaś XFactor, pomyśl, czego możesz dokonać tym razem - dodała Hayley.
Nie chciałam tego przyznać, ale miały rację. I tak oto teraz, weszłam pewnym siebie krokiem na próbę przed występem na Fusion Fest. Pierwszym występem od trzech tygodni. Występem na tym samym festiwalu co The Wanted. Ale to nie ważne. Skupiam się na pracy.
- Cześć wszystkim! - krzyknęłam otwierając drzwi.
-Emma! - zabrzmiał wesoły chór.
Przywitałam się z każdym po kolei.
- Powiesz nam, co się stało? Wtedy w LA? - spytała niepewnie Mollie.
- Nie. A to dlatego, że nie jesteśmy tu, żeby robić mi grupową terapię, tylko żeby skupić się na pracy - powiedziałam rzucając swoje rzeczy w kąt. - No, skoro jest już po premierze płyty, to co nowego zaprezentujemy na Fusion Fest? - spytałam zacierając ręce.




poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kilka słów...

Wiem, nie było mnie mega długo i przepraszam za to. I nie tylko za to.
Próbowałam napisać rozdział przez bardzo długi czas, ale przyznam, że nie spędzało mi to snu z powiek. Bloga założyłam rok temu, a od tego czasu wiele się zmieniło, przede wszystkim ja się zmieniłam i zgaduję, że (przynajmniej teraz) pisanie bloga nie jest czymś, czym mam ochotę się zajmować, już nie chodzi o brak czasu, który fakt faktem był powodem w czerwcu i na początku lipca, ale o brak chęci. Każdy z nas tak ma, że coś na początku nas mega jara i spędzałybyśmy całe dnie przy tym, a z czasem ta fascynacja spada i tak właśnie stało się ze mną...
Nie wiem, może jeszcze wrócę do pisania, jeśli coś zmieni się w moim życiu i będę miała pustkę do zapełnienia, ale raczej  nie prędko.
Dziękuję Wam za cały ten czas, kiedy ze mną byłyście i za wszystkie komentarze! :*

środa, 23 kwietnia 2014

40. Nie mogę na ciebie patrzeć.

Nathan i Ariana. Całowali się. Odsunął się od niej, a sekundę później drzwi, którymi weszłam trzasnęły. Wtedy odwrócił się w moją stronę i pobladł, jakby zobaczył ducha.
- Emma... - powiedział cicho.
Pokręciłam głową, odwróciłam się i zaczęłam biec, aż wpadłam wprost na Matta.
- Właśnie szedłem powiedzieć ci, że my zwijamy do hotelu, ty możesz zostać z chłopakami jak... Em, wszystko gra? Dobrze się czujesz, jesteś blada jak ściana.
- Trochę słabo mi - przyznałam.
- Chodź na powietrze - powiedział.
Akurat staliśmy obok bocznych drzwi, więc pchnęłam je i szybko wyszłam na zewnątrz, Matt zrobił coś na telefonie, schował go do kieszeni i usiadł obok mnie na betonie.
- Wszystko ok?
- Nie - odpowiedziałam. I nie chodziło mi tylko o moje roztrzaskane na milion kawałków serce. - Rozmazujesz mi się. I słabo mi.
- W takim razie, chociaż nie będziesz zadowolona, dobrze, że zrobiłem, to co zrobiłem.
- Co zrobiłeś? - spytałam, ale przez dłuższą chwilę nie odpowiadał. - Nie - jęknęłam. - Tylko nie Iris.
- Sorry.
Wtedy drzwi otworzyły się i cała banda wypadła na zewnątrz.
- Emma? Emma? Słyszysz mnie? - zapytała Iris.
- Mam tylko zamknięte oczy, nie umarłam - powiedziałam cicho.
- Mollie, daj swoją wodę - powiedziała, po chwili poczułam, jak butelka dotyka moich ust. Zrobiłam kilka łyków.
W międzyczasie poczułam czyjąś rękę na nadgarstku i usłyszałam, jak Oliver oddala się rozmawiając przez telefon.
- Ollie, jeśli dzwonisz na pogotowie oficjalnie cię nienawidzę i nie jesteś już moim ulubionym keybordzistą - wymamrotałam.
- Trzeba cię pilnować jak małe dziecko - mruknęła Iris.
Drzwi z hukiem się otworzyły i usłyszałam znajomy, obecnie znienawidzony głos:
- Co się dzieje?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nathana. Emocje mają ogromną moc. Moja złość, na przykład, dała mi siłę, żeby podnieść się na równe nogi, chociaż parę sekund temu nie miałam siły mówić.
- Emma, co ty... - Matt i wszyscy inni zaczęli protestować.
- Czy możecie zamknąć się i dać mi spokój? - warknęłam.
Zrobiłam kilka kroków, aż zrobiło mi się ciemno przed oczami...

Obudziłam się w karetce, poczułam coś na ręce, automatycznie chciałam to zerwać.
- Hola, hola - poczułam rękę łapiącą mnie za dłoń.
Otworzyłam oczy, zobaczyłam ratownika medycznego, który powstrzymał mnie przed wyrwaniem wenflonu z ręki.
- Co to? - spojrzałam na kroplówkę.
- Witaminy.
- Historia lubi się powtarzać - mruknęłam. Rozejrzałam się po samochodzie. - Gdzie Iris?
- Szatynka, która próbując przekonać kogoś do swoich racji wymachuje na lewo i prawo ręką, w której trzyma iPhone'a i powtarza "jestem jej managerką"?
- Tak.
- Nie mogliśmy jej wziąć nie jest z rodziny - odpowiedział.
- Jest moją managerką! - jęknęłam.
- Nie jest z rodziny - powtórzył, jak zacięta płyta.
Westchnęłam.
- Długo będziecie mnie trzymać?
- Prawdopodobnie... tak.
- Słucham?
- Omdlenie, ledwie wyczuwalne tętno, uderzenie w głowę, trupia bladość... - zaczął wyliczać.
- Jestem Brytyjką. Bladość mam we krwi - powiedziałam.
- Inne rzeczy nie.
Na tym rozmowa się skończyła. Zaczęłam odtwarzać w pamięci wszystko, co stało się, zanim zemdlałam... Zacisnęłam mocno wargi, żeby się nie rozpłakać i patrzyłam tępo przed siebie.
Po kilku minutach dojechałam na miejsce, pobrano mi krew, zrobiono prześwietlenie, podano nową kroplówkę i kazano czekać w pokoju. Położyłam się na boku i patrzyłam przed siebie, nie wiem, kiedy po policzku popłynęła mi pojedyncza łza. Drzwi do sali otworzyły się, otarłam ją szybko wierzchem dłoni i obróciłam się.
- Jeszcze jeden taki numer i odchodzę - powiedziała siadając na krześle obok łóżka.
- Kiedy mnie wypuszczą? - spytałam.
- Prawdopodobnie dopiero rano.
- Co?!
- Szpital w Manchesterze przesłał im twoją kartę, wiedzą, że to nie pierwszy raz, zatrzymają cię na obserwacji.
- Świetnie - mruknęłam. - Kup mi na jutro bilet - powiedziałam po chwili ciszy.
- Bilet gdzie?
- Do Londynu.
- Emma, mamy samolot za trzy dni.
- Po prostu zrób to - obróciłam się do niej tyłem powstrzymując się od płaczu.

Rano lekarz powiedział mi, jak beznadziejne są moje wyniki, że mam się wziąć za siebie, jeść zdrowo i regularnie, nie przemęczać, przepisał jakieś witaminy i wypisał mnie do domu.
Przez całą drogę nie odzywałam się, w hotelu wzięłam z recepcji kartę do mojego pokoju, ruszyłam w kierunku windy, kiedy Iris złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w drugą stronę.
- Co ty robisz? - spytałam.
- Najpierw śniadanie - odparła i wylądowałyśmy w restauracji.
Zamówieniem śniadania dla mnie zajęła się oczywiście Iris, bo ja najwidoczniej nie umiem tego zrobić.
- Kupiłaś mi bilet? - spytałam.
- Emma, o co cho...
- Prosiłam tylko o wcześniejszy bilet do domu - powiedziałam przez zęby, ale spokojnie.
- Tylko kiedy powiesz mi, o co chodzi - uparła się.
- Iris, to ty pracujesz dla mnie, nie ja dla ciebie - wiem, zabrzmiało to ostro i wyszłam na sukę, ale nie miałam ochoty na jej psychologiczne bzdety. Wzięłam ostatni kęs do buzi i ruszyłam do windy. - Aha, bilet na dzisiaj - dodałam na odchodne.
Czekałam na windę, drzwi się otworzyły i wypadł z niej cały mój zespół. Świetnie, tylko tego mi było trzeba.
- Em, jak się czujesz?
- Wszystko dobrze?
- Co ci powiedzieli w szpitalu?
- Ta, wszystko gra, mam po prostu wziąć się za siebie - odpowiedziałam na lawinę pytań. - Wiecie, Iris dalej je, pogadajcie z nią, na razie - szybko wyminęłam ich, weszłam do windy, wcisnęłam przycisk i pojechałam na górę.
Szybko, ale cicho przemknęłam do mojego pokoju, zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i powoli osunęłam się na ziemię. Tarcza, którą zbudowałam wokół siebie, żeby nie rozryczeć się wśród ludzi, zaczęła pękać, teraz byłam sama. Podniosłam się na nogi, rozebrałam i poszłam pod prysznic. I tak się zaczęło. Stałam, a z oczu niekontrolowanie leciały mi łzy, szlochałam tak bardzo, że nie mogłam wziąć oddechu. Czułam do siebie wstręt, miałam ochotę zdrapać z siebie każdy kawałek skóry, którego kiedykolwiek dotknął Nathan.  Nienawidziłam siebie, nienawidziłam jego, nienawidziłam całego świata, miałam ochotę położyć się w łóżku i zostać tam na zawsze. Tak też zrobiłam. Ubrałam się w dresy i położyłam. I dalej płakałam. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Nie zamierzałam podnosić się, ani otwierać.
- Emma, to ja, otwórz! - usłyszałam Iris. - Wiem, że tam jesteś.
Dobra, niech jej będzie, byle tylko przestała się drzeć pod tymi drzwiami, zanim Sykes usłyszy.
Wstałam otworzyłam drzwi i z powrotem położyłam się do łóżka.
- Emma - zaczęła spokojnie. - Kupię ci ten bilet, ale musisz mi powiedzieć, co się dzieje... - usiadła obok mnie.
- Po prostu chcę... wrócić do domu - głos mi się załamał i rozpłakałam się.
- Em?
- Nie chcę tu być, Iris - wyszeptałam.
- Ale... co się stało?
Nie mogłam jej powiedzieć, czułam wstyd i wstręt.
- Proszę, Iris - powiedziałam przez łzy.
- Dobrze, zobaczę, co dam radę załatwić - pogłaskała mnie po głowie i podniosła się do wyjścia.
- Weź mój laptop i zrób to tutaj - powiedziałam spokojniej, chociaż po policzkach dalej leciały mi łzy.
- Dobrze - Iris wzięła komputer i znowu usiadła na łóżku. Oparłam się o nią głową i płakałam nie wydając żadnego dźwięku. - Jest samolot o osiemnastej.
- Idealnie - powiedziałam cicho.
- Zrobione - powiedziała po chwili. - Zejdę do recepcji, żeby wydrukowali mi kartę pokładową.
- Iris... - zawołałam, kiedy już stała w drzwiach. - Nie mów nic nikomu, dopóki nie wylecę.
Przyglądała mi się uważnie przez chwilę.
- Dobrze - pokiwała głową i wyszła.
Położyłam się na boku i zamknęłam oczy. Skupiłam się na swoich oddechu, żeby przestać ryczeć. Wydaje mi się, że zasnęłam, w każdym bądź razie, obudziło mnie pukanie. Pewnie Iris wróciła z kartą pokładową.
Podniosłam się z łóżka, otworzyłam drzwi i... to nie była Iris. Wręcz przeciwnie. Nathan. Chciałam bez słowa zamknąć drzwi, ale przytrzymał je ręką.
- Muszę z tobą porozmawiać - powiedział.
- Nie wydaje mi się - powiedziałam przez zęby. - Teraz zabierz tę rękę, bo chciałabym zamknąć drzwi.
Nic z tego, próbował wejść do środka, ale tym razem ja zablokowałam drzwi stopą. Jak się mieszka samemu w Londynie, trzeba umieć sobie radzić.
- Em, to nie tak ja...
- Stop - przerwałam mu. - Jeśli powiesz "To nie tak jak myślisz", przysięgam, że wybuchnę. Tony powiedział to samo, sekundę zanim go spoliczkowałam, kiedy złapałam go z Kaylą, więc jeśli nie chcesz dostać w twarz, to daj mi spokój.
- Daj mi tylko coś wytłumaczyć.
- Co wytłumaczyć? Pozwól, że ja to zrobię. Wprawdzie nie mam w tym doświadczenia, ale "udawanie pary" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu - nie oznacza całowania się za kulisami, bo zgadnij, nikt tam wam zdjęcia nie zrobi. Chociaż mogłam zrobić wam tę przysługę, wtedy sprzedaż na pewno by wzrosła...
- Emma, to nie...
- Nie przerywaj mi - wysyczałam. - Nie mogę na ciebie patrzeć. Kiedy tak tu stoisz, ja zastanawiam się, czy czuję większy wstręt do ciebie, czy do siebie przez to, co stało się 24 godziny zanim złapałam cię z Arianą. I chociaż wstyd mi to przyznać, to przepłakałam przez ciebie całe morze łez. Nienawidzę. Cię. Słyszysz? Nienawidzę. Nigdy, ale to przenigdy ci nie zaufam. Mam tylko w sobie na tyle dojrzałości, żeby nie odzwierciedlać mojego życia osobistego na twitterze i tym podobnych i tylko dlatego, że nie chcę jakiś dramatów i domyśleń, nie będę bawiła się w jakiś unfollowanie i tym podobne. Ale nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
Po tych słowach odpuścił, cofnął się kilka kroków i mogłam zamknąć drzwi. Wtedy moja maska znowu opadła. Osunęłam się na podłogę i zaczęłam cicho łkać.  Weź się w garść, powiedziałam do siebie. Dwa głębokie oddechy.
Podniosłam się z podłogi, rzuciłam walizkę na łóżko i wyciągnęłam jakieś mniej zdezelowane dresy, generalnie ubrałam się bardziej do ludzi.


Chwyciłam hotelowy telefon i zamówiłam obiad do pokoju, podładowałam telefon, dokończyłam pakowanie, kiedy ktoś zapukał do drzwi, już miałam się rzucić, żeby otworzyć, ale stwierdziłam, że poczekam chwilę.
- Room service - usłyszałam.
Dobra, teraz można.
- Nie chcę zabrzmieć przemądrzale, ale od kiedy to recepcjoniści przynoszą obiady do pokoi? - spytałam wpuszczając do środka Seana, recepcjonistę, który wybawił mnie od kolesia, który pomylił pokoje dwie noce temu.
- Restauracja ma teraz ogromny ruch, a nas na recepcji jest aż za dużo - powiedział wjeżdżając z obiadem do środka.
- Okej. Tak czy inaczej dziękuję. Za obiad i za to dwie noce temu.
- Wykonuję tylko swoją pracę. Może to nie mój interes, ale... wszystko w porządku?
Rzygałam tym pytaniem. Wszyscy do oporu pytali mnie o to, kiedy rozstałam się z Tony'm, a teraz znowu to samo...
- W zasadzie to... nie - odpowiedziałam. - Ale wracam dzisiaj do domu - wskazałam na spakowane torby - więc z czasem będzie lepiej - uśmiechnęłam się słabo.
- Rozumiem. W takim razie, życzę smacznego - Sean wskazał na tacę z obiadem i wycofał się do wyjścia.
- Dziękuję - powiedziałam i kiedy drzwi się zamknęły zabrałam się za jedzenie.
Mięso, sałatka, ryż, Iris byłaby zadowolona, gdyby widziała mój obiad. Z resztą, zobaczyła go, bo jak tylko wzięłam pierwszy kęs do ust, zaczęła dobijać się do pokoju.
- Twoja karta - podała mi kartę papieru do ręki.
Złożyłam ją i wsadziłam do tej samej kieszeni w plecaku, co paszport.
- Nie powiem nic nikomu do osiemnastej, ale potem, kiedy będą pytać, poinformuję tylko, że poleciałaś do domu, bo tak chciałaś - dodała.
- Dobra - odpowiedziałam i powoli drobiłam obiad.
Było pyszne, chciałam to zjeść, ale nie mogłam...
- Iris, chcę to zjeść, ale nie mogę - westchnęłam.
- Rozumiem. Po prostu zadbaj o siebie w Londynie.
- Jasne - pokiwałam głową.
- Zamówiłam ci taksówkę, zaraz będzie na dole.
- Więc chyba pora się wymeldować - stwierdziłam.
Iris pomogła mi z walizkami, zjechałyśmy windą na dół, wymeldowałam się i przyjechała taksówka.
- Zadzwonisz sama do rodziców, czy ja mam to zrobić? - spytała.
- Zrobię to z taksówki - skłamałam.
Nie zamierzałam dzwonić do rodziców, ani jechać do Birmingham. Myślą, że jeszcze trzy dni będę w Los Angeles i niech tak zostanie. Potem wymyślę, że mam robotę w Londynie. Chciałam spokoju, nie potrzebowałam wszystkim dopytujących się, co mi się dzieje.
Uściskałam Iris i weszłam do taksówki. Trzy godziny później byłam już wysoko nad ziemią. Zjadłam dwie paczki orzeszków, wsadziłam słuchawki do uszu i zamknęłam oczy. Obudziłam się kilka razy w trakcie lotu, ale generalnie cały przespałam. Całe lotnisko przeszłam z okularami na oczach, złapałam taksówkę i pojechałam do mieszkania, gdzie... tak, zamknęłam drzwi, rzuciłam torby, zdjęłam buty i poszłam spać.

Obudziłam się o szóstej, podeszłam do lustra. Wyglądałam jak siedem nieszczęść. Poduszka odciśnięta na twarzy, oczy  całe zapuchnięte, czarna koszulka cała oblazła mi pościelą... Pokręciłam głową, westchnęłam i podeszłam do walizki. Wyciągnęłam z niej stare, dobre dresy, choć w nie najlepszym stanie i poszłam wziąć prysznic. Stałam pod wodą całą wieczność i gapiłam się w ścianę. Już nie miałam sił płakać. Później zamówiłam chińszczyznę, ale... nie mogłam. Wzięłam jeden kęs i czułam, że jeśli zjem chociaż gram więcej, zwymiotuję. Podeszłam do tablicy korkowej, na której miałam przyczepione mnóstwo zdjęć. W tym z Nathanem. O dziwo nie poczułam nienawiści czy niechęci. Poczułam się słaba. Samotna.
Co jeśli... Co jeśli to faktycznie nie było to, na co wyglądało? Może coś mi się przewidziało? Może moja wyobraźnia z przemęczenia płatała mi figle?
Moje dziwne rozmyślania przerwały wibracje telefonu.
- Cześć, Iris - starałam się brzmieć normalnie.
- Jezu, czemu nie dałaś znać, że jesteś w domu, zamartwiałam się.
- Przepraszam, byłam zmęczona, zapomniałam - strasznie dużo kłamię ostatnimi czasy.
- Dzwoniłaś do rodziców?
- Tak, tato dzisiaj po mnie przyjedzie - znowu kłamstwo.
- Okej, trzymaj się.
- Pa - rozłączyłam się.
Odczepiłam zdjęcia od tablicy i wzięłam je ze sobą do łóżka. Nathan zranił mnie, to było niezaprzeczalne i niepodważalne. Tylko dlaczego czułam się taka... pusta. Jakby brakowało we mnie jakiegoś elementu układanki.
Nie wiem jak, nie wiem czemu i po co, ani nawet kiedy wzięłam do ręki telefon i wykręciłam jego numer. Jednak kiedy usłyszałam jego "Halo" w telefonie poczułam jakieś ciepło w sobie. Dopiero, kiedy powiedział "Emma?" ocknęłam się i wróciłam do żywych. Szybko się rozłączyłam.
- Czemu jestem taką idiotką? - pacnęłam się w czoło.
Moje wyzywanie samej siebie przerwał dzwoniący telefon. Nathan. Co mam robić? Co mam robić? Wzięłam głęboki oddech i odebrałam.
- Tak? - spytałam.
- Dzwoniłaś do mnie - powiedział.
- Ta, przez przypadek. Miałam telefon w tylnej kieszeni i jakoś samo się zadzwoniło - brzmiałam jednocześnie obojętnie i ostro.
- Aha, okej.
- No to cześć - rozłączyłam się szybko.
Położyłam się na skos na łóżku. Głowę miałam na poduszce, na której spał Nathan, kiedy nocował u mnie, jak była burza. Czemu mój mózg przypomina sobie takie rzeczy?!
Koniec, trzeba wyjść. Przebrałam się z powrotem w moje wyjściowe dresy i podeszłam do lustra.
- No, śmiało Em. Uśmiech - powiedziałam, po czym wygięłam usta w dziwny łuk. Ani to wyglądało naturalnie ani ładnie.
Jeszcze jedna próba. Wyglądam, jakby jadła coś ohydnego. To bez sensu. Po co mam się uśmiechać. Wzięłam okulary i portfel i wyszłam do sklepu na zakupy. Kręciłam się między regałami bez celu dobre pół godziny, aż doszło do mnie, że dobrze byłoby wrzucić coś do koszyka. Naprawdę chciałam wziąć się za siebie, dlatego kupiłam i zdrowe i śmieciowe jedzenie w proporcjach pół na pół. I butelkę wina. No dobra, dwie. I sześciopak piwa.
Wróciłam do domu, wypakowałam zakupy, przebrałam się w domowe dresy i włączyłam komputer. Zaczęłam przeglądać strony wszystkich możliwych szmatławców, pocieszając się, jakie głupie plotki chodzą o innych, kiedy o mnie nikt nic nie wie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Zjeżdżałam w dół strony The Sun, aż zobaczyłam nagłówek "Played with love got Emma brokenhearted"*. Słucham?
Zakup premium członkostwa na stronie kosztował mnie jakieś grosze, ale musiałam zobaczyć ten artykuł zanim ukaże się w jutrzejszej gazecie.

Praktycznie od samego początku mówi się o domniemanych związkach Emmy Collins (19), a to z Nathanem Sykesem (20), a to z Tomem Daleyem (19), ale cała trójka, jak jeden mąż wszystkiemu zaprzecza. Tymczasem Emma, która mogłoby się wydawać, jeszcze przez kilka dni miała być w Los Angeles, niespodziewanie przyleciała wczoraj do Londynu i, przepraszamy, nie wyglądała najlepiej. Tom Daley w tym czasie jest na zawodach z Meksyku, ale to nie o niego tutaj chodzi. Otóż Emma nie była w LA sama i nie mamy tu na myśli jej zespołu, czy managementu. Dużo czasu spędzała właśnie z Nathanem, który z zespołem zatrzymał się nawet w tym samym hotelu. Tak, jak u nas plotkuje się o romansie tej dwójki, tak w Ameryce media spekulują na ten związku Nathana i Ariany Grande, z którą ostatnio nagrał duet, który ostro promują w całych Stanach nie szczędząc sobie przy tym słodkich spojrzeń na scenie. Czy więc nagły powrót Emmy oznacza, że amerykańskie media miały rację? Czy Nathan zmęczył się walką o względy słodkiej blondynki z przyjacielem i zajął się Arianą Grande? Emma zawsze wychwalała muzykę zespołu Lawson, w tym ich ostatni singiel "Brokenhearted", który najwidoczniej bardzo dobre opisuje jej stan.

Gapiłam się w ekran, jak głupia. Co. Za. Szuje. Trzasnęłam laptopem i rozpłakałam się. Jak oni śmieli. Nienawidzę prasy. Nienawidzę dziennikarzy. Nienawidzę ludzi wtykających nos w nieswoje sprawy. Chciałabym zapaść się pod ziemię, gdzie nie dochodziłyby do mnie żadne głosy z zewnątrz...
Wzięłam lody z zamrażalnika i powoli jadłam je, z czasem zrobiła się z nich mało apetyczna papka, ale mi to nie przeszkadzało. Nawet nie wiem, kiedy zrobiła się 23. Zgasiłam światło i chciałam iść spać. Byłam tylko ja i cztery ściany. Absolutna cisza, mimo to nie mogłam zasnąć. Spojrzałam na zegarek. Kiedy zrobiła się pierwsza?! Wzięłam słuchawki, puściłam cicho muzykę i zamknęłam oczy, to powinno pomóc. Nie pomogło. Zapomniałam, że mam na telefonie wersję "Almost Is Never Enough", którą nagrałam z Nathanem. Tak, nie trzeba mi było wiele, znowu po policzkach zaczęły lecieć mi łzy.


*Parafraza wersu z "Brokenhearted" Lawsona ;)


Ekhem... Hej, czy coś. 
Wiem, że długo mnie nie było i tak dalej, pisałam już wyjaśnienie na pierwszym blogu, nie mam siły się powtarzać, ale za to zdradzę Wam parę szczegółów, co planuję ;) Taka nagroda za Wasze czekanie. Dwa, trzy rozdziały będą jeszcze takie łzawe, potem może trochę przymulone, ale później Emma wróci z podwójną siłą ;)

środa, 19 lutego 2014

39. Namiesza ci w głowie, a potem zniszczy doświadczeniem.

Kiedy się obudziłam, Nathana nie było obok, na poduszce leżała za to karteczka.

Chciałem być obok Ciebie, kiedy się obudzisz, ale mamy pilne spotkanie,a Ty mocno i słodko spałaś ;) Nathan xx

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Sięgnęłam po telefon. Miałam wiadomość od Iris.

Jak coś, to wszyscy jemy śniadanie na dole. W towarzystwie zawsze lepiej ;)

Wzięłam prysznic, lekko malowałam rzęsy, i dopiero wtedy coś zauważyłam.
- O ja cież pierdzielę - nachyliłam się bliżej do lustra.
Malinka na obojczyku.
- No ja go zabiję - mruknęłam.
Dokończyłam malowanie, wygrzebałam z walizki jakąś lekką chustkę, którą zakryłam dowody zbrodni i zjechałam na dół. W restauracji siedzieli Iris, Matt, Josh i Holly.
- Dzień dobry - powiedziałam wesoło zajmując miejsce.
- A ty co taka wesoła? - zdziwiła się Iris.
Zazwyczaj przez pierwsze dwie godziny od wstania burczałam coś pod nosem zamiast odpowiadać.
- A czemu mam nie być? Jest piękna pogoda, dobrze się czuję, nic mnie nie boli... Omlety i sok, dziękuję - wtrąciłam w wypowiedź zamówienie dla przechodzącej obok kelnerki. - Więc czemu mam nie być wesoła?
Matt złapał mnie za brodę, obrócił moją twarz w jedną stronę, w drugą, do dołu, do góry...
- Jest coś dziwnego w twojej twarzy... - stwierdził dalej mi się przyglądając.
- Masz rację - powiedziałam. - W nocy zdążyłam wstrzyknąć sobie botoks.
- Nie, to nie to - pokręcił głową kompletnie ignorując bezsensowność mojej wypowiedzi. - Dziewczyny zazwyczaj promienieją tak po... seksie.
- Rozgryzłeś mnie - westchnęłam. - Koniec końców wpuściłam do siebie tego kolesia, który dobijał się przez dwadzieścia minut i trochę się zabawiliśmy.
- Ty coś ukrywasz - pokiwał na mnie palcem.
- Już mówiłam, jesteśmy w Los Angeles, dobrze spałam, z małymi przeszkodami, ale koniec końców miałam dobry sen - wkładałam wiele wysiłku w to, żeby nie zacząć się uśmiechać na wspomnienie ostatniej nocy. Nie na wspomnienie pijanego kolesia dobijającego się do mojego pokoju, na wspomnienie tego, co było potem. - To wszystko.
- Właśnie, co było z tym kolesiem? - spytała Iris.
- W skrócie był pijany, chciał pójść do łazienki, ale pomylił drzwi i wyszedł na korytarz i tak się zakręcił, że znowu pomylił drzwi i zaczął dobijać się do mnie - wyjaśniłam szybko.
- Zostawić cię samą w pokoju, zaraz coś ci się przytrafia - pokręcił głową z dezaprobatą Matt.
- Co, załatwiłeś jakiejś dziewczynie ścieżkę wstydu rano w hallu? - odgryzłam się.
- A wyobraź sobie, że nie - wystawił język.
- Och wow, wpiszę tę datę w kalendarzu - udałam zszokowanie.

Zjedliśmy i każdy rozszedł się do pokoju. No cóż, jestem pewna, że każdy, kto wyszedł wczoraj, ma dzisiaj kaca. Jeszcze dobrze nie zamknęłam drzwi, ktoś zaczął do nich pukać. Mam nadzieję, że tym razem to nie pijany sąsiad.
- Hej - uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć - Nathan wszedł do środka, zamknął drzwi i czule mnie pocałował.
- Co tam masz? - zajrzałam mu za plecy, za którymi trzymał jedną rękę.
- Przepustki dla ciebie i całego zespołu na nasz dzisiejszy koncert - dał mi komplet smyczy z identyfikatorami.
- Dzięki.
- A teraz coś ci pokażę - powiedział i zaczął ściągać koszulkę.
- Co robisz? - spytałam. - Znaczy wiesz, nie żeby mi się nie podobało, ale jest jedenasta...
Nathan odwrócił się do mnie plecami.
- O wow - zatkało mnie. - Napadł cię wilkołak czy coś? - zapytałam.
Sporą część pleców Natha pokrywały czerwone ślady. Że... że niby ja?
- Jeśli ty jesteś wilkołakiem, to tal - odpowiedział z powrotem zakładając koszulkę (po co?!).
- Ach tak? - ściągnęłam chustkę. - Remis - wskazałam na malinkę na obojczyku.
Nathan zaśmiał się lekko.
- No to remis.
- Tyle, że ty nie paradujesz zazwyczaj bez koszulki, a ja bez chustki to i owszem, zwłaszcza w tym upale.
- Hmm... Cóż mogę powiedzieć - zamyślił się. - Nawet nie jest mi przykro. Cześć, mam próbę dźwięku - powiedział szybko i wybiegł z pokoju.
- Facet.... - westchnęłam.
Dzień wolny... Co zrobić z tym fantem. Włączyłam laptopa i zadzwoniłam do Hayley na Skypie.
- Następnym razem, jak nie będziesz się odzywała tak długo, nawet nie odbiorę - powiedziała na dzień dobry.
- Zawsze można liczyć na miłe powitanie z twojej strony - westchnęłam. - Ale masz rację. Jestem najgorszą przyjaciółką na świecie - schyliłam głowę z pokorą.
- Nie użalaj się nad sobą, lepiej powiedz, co u ciebie.
- Jestem w LA, jest wspaniale, tak ciepło, jakbym była na wakacjach, a nie w pracy.
- W Anglii też jest wyjątkowo ciepło, więc ten fragment pominęłam. Poza tym, Em, jest lato, po co ci ta chustka?
Ha, byłam już przygotowana na to pytanie. Stanęłam na łóżku i odeszłam kawałek od laptopa.
- Widzisz? Mam tylko spodenki i białą bokserkę, potrzebuję tej chustki, żeby mi tu trąciło trochę stylem - powiedziałam.
- Niech ci będzie. To, co mi kupiłaś? - zaklaskała w ręce.
- A co byś chciała?
- Coś czego nie dostanę w Anglii - powiedziała jak oczywistą oczywistość.
- No tak, jasne. Jak z tobą i Chrisem? - spytałam, bo od dłuższego czasu wszystko kręci się wokół mnie, powinnam zainteresować się też nią.
- Zaskakująco dobrze. Szczerze? Kiedy zaczęliśmy się spotykać, nie pomyślałam, że to przetrwa tak długo - Hayley sama była zdziwiona.
- Szczerze, to ja też - zaśmiałam się.
- No, a co z tobą i panem Sykesem? I wyskakującą jak spod ziemi panną Grande?
- Dobrze - powiedziałam lekko się uśmiechając.
Oczywiście, zamierzałam powiedzieć jej o tym, co stało się ostatniej nocy, ale twarzą w twarz, żeby widzieć jej reakcję i żeby powstrzymać ją przed wyznaniem tej sensacji Chrisowi.
- Tak po prostu? Dobrze? To znaczy co? Przestaniecie bawić się w podchody? Zaczniecie bawić się jak dorośli ludzie?
- Możliwe. Ale to nie jest takie proste - westchnęłam. - Mam szansę podbić Amerykę. I chcę zrobić to jako Emma Collins, nie jako dziewczyna Nathana Sykesa - wyjaśniłam.
- Tak, tylko pamiętaj, że karierę kiedyś skończysz i lepiej żebyś nie skończyła wtedy sama.
- Oj wiem, przecież wiem - wywróciłam oczami.
-I co zamierzasz z tym zrobić? - spytała.
- O rany, Hay, kiedy zrobiłaś się taka... zrzędliwa?
- Przecież za to mnie kochasz - wyszczerzyła się do kamerki.
- Niby tak - zaśmiałam się. - Miałam przygodę ostatniej nocy.
- Przygodny seks z nieznajomym?
- Nie - wywróciłam oczami. - Czasami zastanawiam się, czy ty i Matt nie jesteście rozdzielonym w dzieciństwie rodzeństwem - stwierdziłam.
- Matt to twój hot perkusista?
- Przypominam ci tylko, że chodzisz z moim kuzynem. I tak, Matt to mój perkusista. A poza tym męska zdzira. I nie, nie uprawiałam przygodnego seksu z nieznajomym. Nieznajomy za to próbował wejść do mojego pokoju w środku nocy.
- Co?!
- Jak opowiesz to Chrisowi, przypilnuj, żeby nie dotarło do mojej mamy, bo zaraz będzie się denerwować dzwonić do mnie w środku nocy i siać panikę - wywróciłam oczami i streściłam jej historię.
- A ten recepcjonista jakiś do rzeczy?
- Hayley - westchnęłam i zaśmiałam się. - Koniec tej rozmowy. I nie tylko dlatego, że nie mam dzisiaj siły na twoje żarciki, ale dlatego, że zamierzam iść zakupy, żeby wam coś kupić, a kończy mi się czas, bo jeszcze idę dzisiaj na koncert.
- Jasne, rozumiem, odrzucasz mnie dla odlotowych amerykańskich sklepów - otarła niewidzialną łzę.
- Na razie, wariatko - posłałam jej całusa do kamerki i skończyłam rozmowę.

Zakupy? 

Wysłałam smsy do Holly, Mollie i Iris. Holly leczy kaca, Iris ma trochę roboty, ale Mollie była chętna. Poszłyśmy do najbliższej galerii handlowej i zaczęłyśmy obchodzić wszystkie sklepy.
- Wiesz, ceny w dolarach wydają się takie niskie, ale jak się je przeliczy na funty, to wychodzi na to samo, co w Anglii - stwierdziła.
- Dlatego zostańmy przy dolarach, mniej boli - zaśmiałam się. - Wiem, że nie potrzeba mi kolejnej bluzki w paski, ale kiedy myślę, że miałabym jej nie kupić, zaczyna mnie boleć głowa.
- Bluzek w paski nigdy za wiele - poklepała mnie po ramieniu. - Em, bo tak się zastanawiałam...
- Tak?
- Bo wiesz... faceci są tacy ślepi i w ogóle. I myślałam, że może gdybym... no wiesz... zakręciła się koło Matta, ale tak wiesz... inaczej... nie jak siostra czy koleżanka z pracy, tylko... inaczej, to może...
- Nie, nie, nie, nie, nie - chociaż w tym bełkocie ciężko było zrozumieć treść, mi się udało, a teraz moim zadaniem było wyperswadowanie jej tego z głowy. - Mols, takie coś nigdy nie działa. Zaczniesz grać w jego grę, tylko bardziej namiesza ci w głowie, a potem zniszczy doświadczeniem, a potem powie coś w stylu "No co ty, Mollie, jesteś dla mnie jak młodsza siostra" - przeraziło mnie, jak idealnie naśladowałam jego głos.
- Pewnie masz rację - mruknęła.
- Wiesz co, odkładamy te bluzki w paski, idziemy na kawę - odłożyłam ciuchy na półkę i pod ramię wyszłam z nią ze sklepu.
Obie zamówiłyśmy frappucino i usiadłyśmy przy stoliku.
- Co jest z tymi dziewczynami, że zawsze ciągnie je do tych najgorszych typów? - spytałam.
- Emma, sama jesteś dziewczyną.
- O nie, nie, nie. Mój chłopak, fakt, był kapitanem szkolnej drużyny, i tak, zerwaliśmy, bo mnie zdradzał, ale nie zakochałam się w nim, bo pociągała mnie jego mroczna i niegrzeczna strona, czy dwudniowy zarost. Jest tylu miłych chłopców, Mol, dlaczego nie znajdziesz sobie studenta... prawa?
- Dobra, dobra, ale wiesz, jak to jest, każda dziewczyna chciałaby złego chłopca, który były dobry tylko dla niej. Nie kłam - zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wiem o czym mówisz - zaśmiałam się. - Zrobisz, jak zechcesz, ale... takie gierki to jego specjalność, nie twoja i może to się skończyć po prostu tak, że... stracisz szacunek do samej siebie.
- Więc mam odpuścić?
Uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
- Dzięki za wszystko, Em.
- Nie ma sprawy - uściskałam Mollie.

Po zakupach spokojnie wróciłyśmy do hotelu, aż w holu wpadł na nas właśnie Matt.
- Czy ty się przed kimś chowasz? - spytałam, bo dosłownie chował się za wysokim kwiatkiem.
- Ta dziewczyna przy recepcji...
- Co z nią? Mówiłeś, że nie zabawiałeś się wczoraj...
- Nie, powiedziałem, że żadna dziewczyna nie wychodziła rano z mojego pokoju - syknął. - Może coś tam było w klubie i może za dużo jej powiedziałem, a skoro tu przyszła, to najwidoczniej jest nakręconą wariatką i do końca życia się od niej nie uwolnię, jeśli teraz mnie złapie, więc pomóż mi - pisnął błagalnie.
- Naważyłeś piwa, to je wypij - wzruszyłam ramionami, może wreszcie dostanie nauczkę. - Chodź, Mols.
- Nie, czekajcie! - wyskoczył zza kwiatka i właśnie wtedy dziewczyna przy recepcji go zobaczyła. - Cholera. Proszę, jedna z was musi mnie kryć.
- O mnie zapomnij, nie chcę, żeby ktokolwiek potem mnie z tobą łączył - uniosłam obronnie ręce.
- Matt! - dziewczyna była coraz bliżej.
- Mollie? - spojrzał błagalnie na nią.
- Nie! - odpowiedziałam za nią, za nim sama zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, ale za późno, żeby powstrzymać Matta.
Zanim zdążyłam zareagować, przyciągnął do siebie i pocałował Mol, a jego koleżanka z ostatniej nocy gwałtownie zmieniła kierunek i ruszyła do wyjścia. Teraz mogłam tylko czekać, aż Mollie się rozpadnie. W końcu Matt odsunął się od niej.
- Poszła? - rozejrzał się wokół. - Uratowałaś mi skórę.
- Jasne - odpowiedziała słabo dziewczyna.
- Chodź, Mol, miałyśmy pokazać Holly, co kupiłyśmy, jak wrócimy - złapałam ją za rękę i pociągnęłam do windy. - Przysięgam, że go zastrzelę! - wyrzuciłam z siebie, jak tylko drzwi się zamknęły.
- Emma...
- Mollie, tylko proszę nie rozpamiętuj tego, błagam, bo będzie cię to zżerać od środka.
- Nie zamierzam - odparła. - Nic między nami nie ma, nie było i nie będzie.
Zabrzmiała zaskakująco szczerze. Mówiła prawdę, a nie uspokajała mnie i brzmiało to prawdziwie.
- Okej - wykrztusiłam w końcu.

Kilka godzin później wszyscy czekaliśmy już na koncert The Wanted. Wszyscy, jak zazwyczaj robią ludzie w przepustkami, stali obok stanowiska akustyka, bo wbrew powszechnej opinii, to stamtąd, nie spod sceny był najlepszy widok, ale ja jestem powsinogą i włóczyłam się za kulisami, lubiłam być tam, gdzie coś się dzieje, pomagałam chłopakom z odsłuchami i tak dalej. Kilka minut przed rozpoczęciem koncertu Nathan poszedł wyprowadzić mnie zza kulis.
- Póki pamiętam... - powiedziałam. - Co chciałeś mi powiedzieć wczoraj? - spytałam.
Przygryzł dolną wargę.
- Musimy teraz?
- Fakt, że chciałeś powiedzieć to wczoraj, w średnio typowym momencie na rozmawianie, a nie chcesz teraz, napawa mnie podejrzeniami - założyłam ręce.
- Dobra - westchnął. - Ale pamiętaj, to tylko praca, tak?
- Nathan... Prosto z mostu i do rzeczy.
- Scooter chce, żebyśmy z Arianą udawali parę - wyrzucił z siebie.
Nic nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam na niego z całkowitym poker facem. Przez dłuższą chwilę.
- Powiesz coś? - spytał starając się odczytać coś z mojego wzroku.
- Nie spodziewałam się takiego czegoś. Ale... taki jest show biznes... Nie powiem, że podoba mi się to, czy coś, ale... sam powiedziałeś, to tylko praca.
- Ale wszystko między nami okej, tak?
- Tak, jasne - wcale nie. - Idź przygotować się na występ, ja idę do swoich - uśmiechnęłam się lekko i poszłam na stanowisko akustyka.
- Wszystko gra? - spytała Iris.
- Jasne, czemu miałoby nie grać?  - wzruszyłam ramionami.
Nagle podeszła do mnie Mollie i za łokieć odciągnęła mnie kilka centymetrów.
- Nie uwierzysz, co właśnie zrobiłam - powiedziała zadowolona.
- Co zrobiłaś? - spytałam niepewnie, nie wiedząc, czego się spodziewać.
- Spławiłam Matta - przysięgam, urosła ze dwa centymetry.
- To znaczy?
- Podszedł do mnie przed chwilą i zaczął coś w stylu "Mollie, to co zaszło wcześniej w hallu" - mi udawanie jego głosu wychodziło lepiej. - A ja mu na to "Matt, ile ty masz lat, to był tylko pocałunek dla przykrywki". Miał minę... Nie potrafię jej opisać...
- Wyobrażam sobie - uśmiechnęłam się. - Jestem dumna, przybij piątkę.
W końcu koncert się zaczął, chłopaki dali z siebie wszystko, jak zawsze z resztą. I jak zawsze chciałam zaraz po ich zejściu ze sceny, wbiec do ich garderoby i powiedzieć, jacy byli wspaniali. Przeszłam przez jedne drzwi, kawałek dalej, przez drugie, które prowadziły korytarzem wzdłuż prosto do garderoby, ale już po jednym kroku zobaczyłam Nathana i Arianę...



Heeeej.
Po pierwsze przepraszam, że rozdział jest taki krótki, naprawdę chciałam, żeby był dłuższy, ale z drugiej strony chciałam też dodać, go w tym tygodniu, a dzisiaj jest ostatni dzień, kiedy mam czas pisać, do tego jest 23:18, a jutro mam zajęcia o ósmej, więc muszę się sprężać. 
Za to w następnym rozdziale przewiduję dużo akcji, więc wyczekujcie go :D
Axelle Love, sama nie mam pojęcia, jaki głos ma Emma :P Dobieram jej piosenki bez ładu i składu, takie pod które można podłożyć jakąś historię, lub które mi się chwilowo podobają ;)

wtorek, 11 lutego 2014

38. Wiem, czego chcę.

Złapałam Nathana za szyję i nawet nie wiem, kiedy znalazłam się na jego kolanach. Wpletłam palce w jego włosy, zaczął całować mnie po szyi i tak, wtedy oczywiście zadzwonił telefon. Zamarliśmy w bezruchu.
- Odebrać? - spytał.
- Nie wiem, to Twój telefon - wzruszyłam ramionami.
Nathan pocałował mnie w ramię i sięgnął po komórkę.
- Dziwne, Iris. Halo?... Emma? - spojrzał na mnie.
Zaczęłam machać rękami jak opętana, bezgłośnie powiedziałam, żeby odpowiedział, że śpię, że nie wie, gdzie jestem.
- Yy, nie, nie ma jej ze mną, wydaje mi się, że mogła pójść spać, bo po obiedzie wyglądała jakby była w ciąży.
Walnęłam go w ramię i to naprawdę porządnie, ale tylko się zaśmiał.
- Jasne, jak ją spotkam, powiem, że jej szukasz... tak, powiem, że to pilne, na razie - rozłączył się i odłożył telefon. - Iris...
- Tak, wiem, to pilne, blabla, jak nie oddzwonię, to mnie zabije blabla - wywróciłam oczami. - Taki telefon powtarza się przynajmniej raz w tygodniu. Ale niech jej będzie, idę się obudzić - zeszłam z jego kolan. - Wolałabym zostać - powiedziałam poprawiając bluzkę - ale praca wzywa - uśmiechnęłam się, ruszyłam do wyjścia, ale po trzech krokach stanęłam. - Zobaczysz, czy nie ma jej na korytarzu?
- Jasne - zaśmiał się, otworzył lekko drzwi i wsadził przez nie głowę. - Czysto.
- Świetnie, na razie - pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Tempo, Emma, tempo, cała długość korytarza przed tobą.
Szłam szybkim krokiem, jeszcze tylko dwa pokoje, bam, drzwi windy otworzyły się i wyszła z nich Iris.
- Emma, wszędzie cię szukam! - powiedziała na mój widok. - Gdzie byłaś? Nathan twierdził, że śpisz - zaczęła mi się podejrzliwie przyglądać.
- Yyy... Ja właśnie... - szybko szukałam w głowie jakiejś wymówki. Naprawdę na razie nie chciałam, żeby ktoś wiedział cokolwiek na temat tego czegoś między mną a Nathanem.
I wtedy zobaczyłam tabliczkę za plecami mojej managerki.
Zapraszamy na taras widokowy na ostatnim piętrze.
- Byłam na tarasie widokowym. Mega widok - powiedziałam z uznaniem.
- Ach tak? A jak znalazłaś się na tym piętrze, skoro nie szłaś do pokoju od strony wind?
- Schodami - odpowiedziałam szybko. Za szybko, kolejne podejrzliwe spojrzenie. - Serio, czy ty wiesz, ile ja zjadłam na obiad? Zresztą, Tom na zdjęcia. Więc, o co chodzi?
- Robimy babską noc.
Patrzyłam na nią tępo przez kilka sekund.
- I to ta poważna sprawa niecierpiąca zwłoki? - spytałam.
- Tak. Holly i Molly już robią zakupy. A, no i robimy to u ciebie w pokoju.
- Okej, czyli wszystkie będziemy oglądać filmy, jeść niezdrowe przekąski, ale tylko ja będę spać w okruchach, spoko - pokiwałam głową. - W takim razie idę się teraz przespać, wpadajcie później, jakbym nie otwierała, dobijajcie się, albo zadzwońcie na pogotowie, bo nie zamierzam stamtąd wychodzić, papa - weszłam do pokoju, ścianęłam buty i padłam do łóżka.
Obudziła mnie Molly.
- Wstawaj, Em, przyjdziemy za pięć minut - powiedziała.
- Jasne, już się ogarniam - przeciągnęłam się.
Podeszłam do lustra, otrzepałam okruszoną maskarę spod oczu, poprawiłam łóżko. Po chwili rozległo się pukanie do pokoju.
- Witam panie - powiedziałam wpuszczając Holly, Mollie i Iris do środka. - Co dla mnie macie?
- Krakery, ciastka, czipsy, winogron i...
- Wino! - dodała Iris.
- Wow, pozwalasz mi zrobić coś zniegodnego z prawem. Jestem w szoku.
- Jak już masz się upijać, to przy mnie.
- My mamy babski wieczór, a co robią chłopcy? - spytałam.
I jak na zawołanie znowu rozległo się pukanie do drzwi. Tym razem Matt.
- O właśnie pytałam, co robicie - powiedziałam wpuszczając go do środka. - Jak to co? Błagam, to LA, idziemy szaleć, trzeba coś powyrywać, gdzie, jak nie tu - odpowiedział poprawiając włosy przy lustrze.
Wywróciłam oczami i przy okazji zobaczyłam grymas na twarzy Mollie. O nie, tylko nie to.
- Wiesz, Matty, pamiętaj tylko, że dziewczyny też potrafią się bawić, więc uważaj, żeby jakaś kiedyś nie załatwiła ciebie tak, jak ty wszystkie do tej pory - powiedziałam.
- Nie ze mną te numery - zaśmiał się. - Tak więc żegnam panie, miłego oglądania "Pretty Woman" czy innego badziewia, do zobaczenia jutro - ukłonił się i wyszedł.
- Czy ktoś może pi przypomnieć, dlaczego go zatrudniłam? - spytałam siadając z dziewczynami na łóżku. - Chwila, ty to zrobiłaś - wskazałam na Iris.
- Bo jest dobry w tym, co robi? Nie mówię o wyrywaniu lasek, chociaż w tym najwidoczniej też, ale o graniu na perkusji.
- To fakt, jest dobry i kiedy nie zmienia się w... typowego faceta, jest jak starszy brat - przyznałam.
- Kiedyś w końcu pozna dziewczynę, która go odmieni i dorośnie - stwierdziła Holly.
Mols nic nie mówiła, tylko skubała pościel.
- Okej, otwórzmy to wino - powiedziałam.
Trzy butelki wina i miliard okruszków w mojej pościeli później Mollie w łazience rozmawiała z rodzicami, Holly i Iris już się zwinęły, a ja trzepałam kołdrę.
- Dobra, idę spać - Mollie wyszła z łazienki.
- Co u rodziców? - spytałam.
- Wszystko dobrze - dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła do wyjścia.
- Mollie? - zawołałam.
- Tak?
- Usiądź na chwilę - położyłam kołdrę, usiadłam i poklepałam miejsce obok siebie.
- O co chodzi? - spytała lekko przestraszona.
Głęboki oddech, pójdę prosto z mostu.
- Lubisz Matta?
- Oczywiście, lubię wszystkich w zepsole, jesteśmy jak rodzina - powiedziała błądząc wzrokiem na boki.
- Nie o takim lubieniu mówię - wywróciłam oczami. - Widziałam dzisiaj twoją minę, kiedy gadał o swoim wyrywaniu.
- To głupie, prawda? - spytała patrząc w podłogę.
- Nie, to nie jest głupie - objęłam ją. - Matt jest głupi. W pewnym sensie.
- To zwykły gracz... Tylko by mnie zranił...
- Nie chcę go oczerniać, ani mówić o nim za jego plecami, ale chociaż kocham go jak brata, to tak. Jest taka możliwość. Nie dorośł do związku, dlatego bawi się w te wyrywanki na jedną noc.
- Do tego nie jestem tą jedyną, która go odmieni, więc przypadło. Może zacznę z powrotem zakochiwać się w aktorach - zamyśliła się.
- Hello, jesteśmy w Los Angeles, jutro możesz któregoś spotkać na ulicy - zaśmiałam się.
- Emma, to zostanie między nami? - spytała.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się i przytuliłam ją. - Zasługujesz na kogoś, kto będzie cię traktował jak księżniczkę, pamiętaj.
- Będę. Dziękuję za wszystko. Idę spać - uśmiechnęła się i wyszła.
- O rany - powiedziałam, kiedy już byłam sama. - Ze wszystkich ludzi na świecie musiała zacząć zakochiwać się właśnie w Matcie?! - spytałam patrząc w sufit.
Żadna z nas nie wyolbrzymiała. Owszem, był kochany, był świetnym przyjacielem, ale był beznadziejny jako facet. Gorszy jest chyba tylko Simon Cowell.
A swoją teorię umocniłam następnego dnia w garderobie przed występem.
- Traktujesz dziewczyny przedmiotowo i w końcu karma się odwróci, zapamiętaj moje słowa - ostrzegłam go któryś raz  z kolei.
- Wcale nie, to nie tak, że nie chcą, nie robię nic wbrew ich woli - bronił się w swój beznadziejny sposób.
- Tak? A ilu z nich obiecałeś, że zadzwonisz i tego nie zrobiłeś?
- Nie chce mi się liczyć - stwierdził.
- Masz rację, lepiej policz swoje choroby weneryczne.
W garderobie oprócz nas byli tylko Josh i Holly i do tej pory siedzieli cicho, teraz wydali z siebie zbiorowe "uuuu".
- Jesteś taka sztywna, jeśli chodzi o te sprawy. I wiem dlaczego - powiedział pewnie Matt.
- Ach tak? Słucham? - założyłam ręce.
- Seksu ci potrzeba.
- Wara od mojego życia seksualnego.
- Nie można odczepić się od czegoś czego nie ma.
- Nie mam to rzeżączki, w przeciwieństwie do ciebie.
- Ach tak? Kiedy ostatni raz uprawiałaś seks?
Teraz już wszyscy patrzyli na mnie i czekali na odpowiedź. Wszystko zostaje w rodzinie, raz kozie śmierć.
- W lutym - nie pytał, którego roku.
- Pół roku?! - oczy wyszły mu na wierzch. 
- W zasadzie to półtora.
- Twoje narządy jeszcze istnieją czy już zanikły? - spytał.
- Nic nie zanika, idioto - uderzyłam go w ramię. - Po prostu nie puszczam się na lewo i prawo jak ty.
- Nie chodzi o puszczanie się, tylko o  spuszczanie z siebie stresu. Jakby ktoś się tobą zajął, przestałabyś być taka spięta całe życie - stwierdził krzyżując ręce. -  Nic nie słyszę w odsłuchu, nic nie słyszę... Przyciszcie Matta, bo słyszę tylko perkusję... Czemu jeszcze nikt nie ma założonego odsłuchu... - udawał mnie.
- Naprawdę niewiele mi brakuje, żeby cię spoliczkować - powiedziałam.
- To jakiś rodzaj gry wstępnej? Bo wiesz... Mogę do ciebie wpaść po występie.
- Matt! - miałam ochotę go zamordować. Ktoś zapytał do drzwi. - Masz szczęście - powiedziałam. - Proszę!
- Hej, mogę cię porwać na chwilę? - Nathan wszedł do środka.
- O, Nathan, może ty masz ochotę... - zaczął Matt.
- Nie, nie ma - przerwałam ostro i wyszłam z Nathem na korytarz.
- Ochotę na co?
- Na nic - machnęłam ręką. - Co tam?
- Włącz bluetooth w telefonie - powiedział i zaczął grzebać w swoim.
- Już.
Nathan zaczął przesyłać mi plik.
- Czy to jest to, co myślę? - spytałam.
- Nie wiem, o czym myślisz, ale tak.
- Super! - ucieszyłam się. Nie mogłam się doczekać, aż posłucham piosenki, którą wczoraj nagraliśmy.
Już do mnie doszła, już miałam ją puścić, kiedy zza rogu wyszła Ariana.
- O siema - zawołała.
Myślę, że może mogłabym ją polubić. Gdyby wyraźnie nie podwalała się do mojego przyszłego chłopaka i nie mówiła czasami tym denerwującym tonem, jakby zaraz miała zemdleć.
- Hej - odpowiedzieliśmy jednocześnie.
- Scooter cię szuka - powiedziała do Nathana.
- Gdzie jest?
- U mnie.
- To do zobaczenia później - powiedział do mnie Nath, Ariana uśmiechnęła się i poszli.
Później poszło już normalnie, próba występy, jakiś wywiad. Kiedy już zbieraliśmy swoje rzeczy z garderoby, weszli Tom i Max.
- Siema Parker, masz ochotę na kolejny zakład? - spytałam.
- Zapomnij. Przychodzimy z pokojową propozycją.
- Mamy taki klub, z którym mamy niepisaną umowę, że jak się ładnie uśmiechniemy, wpuszczają naszych znajomych poniżej dwudziestu jeden lat. Czytajcie: Nathana - wyjaśnił Max. - I właśnie dzisiaj się tam wybieramy. Reflektujecie?
Rozejrzałam się po wszystkich, nie widziałam sprzeciwu.
- Spoko - odpowiedziałam.
- To widzimy się wieczorem, na razie.

Wieczorem, wieczorem. Do wieczora zdążyłam się rozchorować. Nie miałam gorączki, po prostu mega bolała mnie głowa i nie miałam siły podnieść się z łóżka. Tom musiał osobiście przyjść na kontrolę, żeby stwierdzić, że faktycznie nie nadaję się do wyjścia.
- Fakt, nic z ciebie dzisiaj nie będzie - stwierdził patrząc jak wyglądam jak ostatnia ofiara. - Dzisiaj ci się upiekło.
- Wow, ale ze mnie szczęściara - mruknęłam.
- Trzymaj się, ktoś musi śmiać się rano z naszego kaca - pocałował mnie w policzek. - Powiem reszcie, że nie czekamy na ciebie.
- Miłej zabawy - uśmiechnęłam się lekko i Tom wyszedł.
Leżałam kilka minut, w końcu stwierdziłam, że  czas doczłapać się do łazienki. Napuściłam pełną wannę wody, leżałam sobie w niej dobre dwadzieścia minut, ale w efekcie tylko bardziej rozbolała mnie głowa. Wróciłam do łóżka, puściłam cicho muzykę i spróbowałam zasnąć.
Obudziło mnie łomotanie. Spojrzałam na zegarek, było parę minut po północy. Znowu walenie w drzwi. Podeszłam do nich na palcach. Znowu łomotanie, aż doskoczyłam. Ktoś wkładał wiele wysiłku, żeby dostać się do mojego pokoju.
- Kto tam? - spytałam.
- Wpuść mnie!
- Spytam jeszcze raz, kto to?
- Daruj sobie ten akcent i otwórz te cholerne drzwi!
Znowu kilkukrotne walenie i przysięgam, drzwi się poruszyły, a cała ta sytuacja przestała być zabawna. Nie żeby była chociaż przez chwilę. A ja, jak to mam w wielu sytuacjach, prawie zaczęłam płakać. Litości, on zaraz wyrwie klamkę. Podeszłam do telefonu i zadzwoniłam na recepcję.
- Słucham? - usłyszałam recepcjonistę.
- Jest taka sprawa... - głos mi drży i ciężko zebrać myśli, kiedy ktoś ciągle puka do drzwi. - Jakiś mężczyzna próbuje dostać się do mojego pokoju.
- Słucham?
- Jakiś facet dobija się do mojego pokoju, więc jakby mógł pan przysłać ochronę, albo policję, było by super.
- Oczywiście, już się tym zajmuję, w którym pokoju pani jest?
- 606.
- Proszę poczekać - odpowiada recepcjonista i rozłącza się.
"Błagam, szybciej", powtarzam cicho siedząc skulona na podłodze koło łóżka. Po chwili pukanie ustało. W skupieniu przyglądałam się drzwiom. Po chwili znowu ktoś zapukał, tym razem lekko i spokojnie. Cicho podeszłam do drzwi  i nasłuchiwałam.
- Jestem Sean Anderson, pracuję w recepcji, czy może pani otworzyć drzwi?
To mógł być Anderson z recepcji, ale to mógł też dalej być ten facet, tylko zmienił taktykę. Stałam obok drzwi, ale nic nie mówiłam.
- Wiem, że pani tam jest, rozwiązałem problem tamtego mężczyzny, proszę otworzyć.
- Skąd mogę wiedzieć, że to pan? - spytałam.
Chwila ciszy.
- Mam klucz uniwersalny, którym mogę otworzyć drzwi, ale nie wolno mi tego zrobić, póki pani na to nie pozwoli.
Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam lekko drzwi. Faktycznie, koleś za drzwiami był w garniturze i widziałam go, kiedy wróciłam z występu. Otworzyłam drzwi szerzej i wpuściłam go do środka.
- Kim był ten mężczyzna? - spytałam cicho.
- Mieszka w pokoju obok, był dosyć zaspany i mocno pijany, chciał pójść do toalety, ale pomylił drzwi i wyszedł na korytarz. Potem zorientował się, ale zaczął dobijać się do złego pokoju. Myślał, że jest pani jego żoną i nie chce go wpuścić.
- Nie wpuściłabym, nawet gdybym była - stwierdziłam.
- Jest pani roztrzęsiona, może nie pani wypije sobie coś z minibarku?
- Mam dziewiętnaście lat.
- W takim razie może przynieść pani herbaty?
- Mogę zejść z panem na dół? - spytałam. - Nie chcę być teraz sama.
- Oczywiście.
Założyłam szybko trampki i wyszliśmy z pokoju.
- I proszę nie mówić mi per pani - powiedziałam, kiedy byliśmy w windzie.
- Oczywiście - zaśmiał się.
Zjechaliśmy na parter, usiadłam w jednym z foteli, recepcjonista po chwili przyszedł z kocem i herbatą dla mnie. Owinęłam się kocem i usiadłam skulona w fotelu z kubkiem herbaty. Próbowałam uspokoić bijące jak oszalałe serce. Dzisiaj już na pewno nie zasnę. Piłam cicho herbatę, z nadzieją, że w końcu przestanę się trząść, kiedy drzwi hotelu otworzyły się i usłyszałam:
- Emma?
Podniosłam wzrok. Nathan, Mollie i Dan wrócili z imprezy.
- Nathan - powiedziałam cicho i rzuciłam mi się w ramiona.
- Co się stało? Cała się trzęsiesz - przyjrzał mi się troskliwie.
- Miałam małe sensacje - powiedziałam.
- Co się stało, Em? - spytała Mollie.
- W skrócie pijany facet pomylił pokoje i w środku nocy próbował wejść do mojego - wyjaśniłam po krótce. - Niby nic takiego, ale po prostu się przestraszyłam.
- Ale w końcu się go pozbyłaś?
- Tak, zadzwoniłam na recepcję. Nie chciałam być sama w pokoju, dlatego siedzę tutaj.
- Chodź, zaraz cię ululamy - Nathan objął mnie delikatnie i poprowadził do windy.
- Emma?
Spojrzałam w stronę recepcji.
- Tak?
- Zostawiłaś kartę do pokoju na stoliku - Sean z recepcji wskazał głową w miejsce, gdzie faktycznie leżała moja karta.
- Dzięki - uśmiechnęłam się i wróciłam po kawałek plastiku.
Wsiadłam do windy z Nathanem, Mollie i Danem, ja i Sykes wysiedliśmy na szóstym, oni jechali jedno wyżej. Weszłam do pokoju, wpuściłam Nathana ze sobą.
- Jak było w klubie? - spytałam.
- Nie tak interesująco jak u ciebie, z tego co słyszę - odpowiedział. - Wystaw rękę.
Nie wnikałam po co, po prostu to zrobiłam. Latała w każdą stronę, jak u narkomana na głodzie.
- Emma, dalej się trzęsiesz. Chrzanić herbatę, coś innego ci pomoże - poszedł do minibarku i wyciągnął z niego jakiś trunek.
- Nathan, wiesz, że nie mogę, będę mieć potem kłopoty - powiedziałam.
- Spoko, podmienimy z butelką u Sivy w pokoju, zawsze tak robię - wyznał nalewając do dwóch szklanek, po czym jedną mi podał. - Czemu nie zadzwoniłaś, jak to wszystko się stało, hm?
- Byłam przerażona... Tak bardzo, że recepcjonista trzy minuty prosił przez drzwi, żebym wpuściła go do środka. Poza tym, po co? Nie chciałam nikomu psuć zabawy - wzruszyłam ramionami i napiłam się mały łyczek.
Nie wiem, co to było, ale smakoszem alkoholu na pewno nie jestem.
- A nie mówiłem ci, że do mnie możesz dzwonić zawsze, o każdej porze?
- Pewnie mówiłeś - uśmiechnęłam się lekko.
- Dobra, kładź się, jesteś zmęczona - wziął ode mnie szklankę i poprowadził mnie do łóżka.
Posłusznie wsunęłam się pod kołdrę. Nathan pocałował mnie w czoło i już miał gasić lampkę przy moim łóżku.
- Możesz zostać? - spytałam.
- Słucham?
- Czy możesz położyć się obok mnie i poczekać z gaszeniem światła, aż zasnę? Naprawdę nie chcę być sama - powiedziałam cicho.
- Ten koleś naprawdę cię przestraszył, co? - zapytał ściągając trampki i bluzę i kładąc się obok mnie.
- Dziękuję - powiedziałam obejmując Natha, kiedy on wsuwał rękę pod moją głowę.
Było mi tak dobrze, mogłabym tak leżeć dniami i nocami. Zeszło ze mnie całe przerażenie, dopiero teraz zauważyłam, że już nie boli mnie głowa i czuję się całkiem dobrze, uspokoił mi się oddech i tętno. Pewnie dlatego Nathan myślał, że już śpię. Delikatnie zaczął wysuwać swoją rękę spod mojej głowy.
- Tak szybko się nie wywiniesz - zaśmiałam się.
- O ty spryciulo, siedziałaś tak cicho, myślałem, że już śpisz - powiedział.
- Na razie się uspokoiłam - podsunęłam się lekko do góry, nasze twarze znalazły się na jednej wysokości. - Dziękuję - powtórzyłam się. - Gdyby nie ty, pewnie dalej siedziałabym na dole i piła kolejną herbatę, albo nie wiem... grała w karty z recepcjonistą.
- Zawsze do usług - uśmiechnął się.
Popatrzył przed siebie, twarz miał zwrócona do mnie bokiem, przybliżyłam się żeby pocałować go w policzek, ale w tym samym momencie Nathan odwrócił głowę w moją stronę i w efekcie pocałowałam go w usta. Odsunęłam się lekko i spojrzałam mu w oczy. Nathan złapał mnie delikatnie za podróbek, nasze usta znowu się połączyły. Najpierw spokojnie i delikatnie, potem coraz namiętniej, mocno przyciągnął mnie do siebie. Przechylił się do przodu, w efekcie czego z siadu przeszliśmy do leżenia. Był na górze, obejmowałam go nogami, rękami przyciągałam go do siebie za szyję, chociaż bliżej już się nie dało. Ale ja chciałam więcej. Czułam jego dłoń ściskającą moje udo i usta błądzące po mojej szyi. Drugą ręką jeździł wzdłuż mojego tułowia, delikatnie muskając piersi. Przygryzłam dolną wargę, gdy podniósł nosem moją bluzkę i zaczął składać pocałunki na moim brzuchu. Szybkim ruchem zdjęłam jego koszulkę i przyciągnęłam jego usta z powrotem do moich. Nagle on odsunął się. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Emma... - szepnął cicho. - Jesteś zmęczona, przestraszona, nie myślisz trzeźwo.
- Nie, mylisz się - powiedziałam. - Wiem, czego chcę - wyraźnie zaakcentowałam każde słowo i z powrotem zaczęłam go całować.
- Em - znowu lekko mnie odsunął. - Muszę ci o czymś powiedzieć.
- Jutro - mruknęłam całując jego szyję i okolice uszu.
- Powinnaś o czymś wiedzieć.
- Jeśli nie chodzi o jakieś choroby weneryczne, to naprawdę nic mnie nie interesuje.
- Ale... - zaczął.
- Spójrz mi w oczy i powiedz, że tego nie chcesz - powiedziałam.
Mógł sobie mówić, ale i tak by się nie wyłgał, widziałam pożądanie w jego oczach. To właśnie z tym pożądaniem spojrzał na mnie i znowu zaczął całować. Inaczej niż przed chwilą, kiedy myślał, że to tylko niewinne zabawy. Teraz jego usta były bardziej agresywne, jakby ciągle chciał więcej.
Teraz ja siedziałam na nim, jego ręce błądziły pod moją koszulką, ja obcałowywałam każdy centymetr jego torsu, jednocześnie rękami rozpinając jego spodnie. Zsunęłam je Nathanowi do kolan, później on kilka ruchami nóg zrzucił je na podłogę. Nath znowu obrócił nas tak, że on znajdował się na górze, zębami rozwiązał sznurek od spodenek które robiły mi za piżamę, przygryzłam wargę, żeby stłumić lekki pisk, wbiłam palce w jego plecy. Jednak w całej tej ekstazie moja odpowiedzialna i rozsądna strona nie dała o sobie zapomnieć.
- Nathan... - powiedziałam cicho, a kiedy popatrzył na mnie nadal z ustami w okolicach mojego pępka, spojrzałam na niego wymownie.
Odsunął się ode mnie, sięgnął do spodni po portfel, wyciągnął z niego dokładnie to, o co mi chodziło i na razie położył obok. Teraz mogliśmy kontynuować. Usiadłam na nim okrakiem,  przygryzłam płatek jego ucha, zjeżdżałam ustami coraz niżej i niżej, patrząc mu w oczy chwyciłam zębami gumkę od jego bokserek, odchyliłam ją kilka centymetrów i puściłam. Ocierając się całym ciałem o niego wróciłam do jego ust, ale ledwie zdążyłam je musnąć, kiedy Nathan jednym ruchem ściągnął moją bluzkę i zaczął bawić się moimi piersiami. Wsadziłam dwa palce centymetr za jego bokserki i przejechałam po całym obwodzie. Nathan puścił mnie na chwilę, złapał leżącą obok prezerwatywę. Po chwili przejechał swoimi dłońmi po moim rękach splótł swoje palce z moimi, a moje ciało zaczęła ogarniać fala jeszcze większej przyjemności...



Macie zboczuchy :P Pisałam to wczoraj do drugiej w nocy, więc doceńcie mój wysiłek, chcę zobaczyć tu mnóstwo komentarzy! :P

Witam Cię, Anusiaku, zostaje Ci wybaczone :P

Jutro mam ostatni egzamin, trzymajcie za mnie kciuki, bo chcę zdać i móc cały czwartek grać na Guitar Hero :P

Piszę jedną ręką, bo drugą trzymam telefon, jest to dosyć kłopotliwe, więc kończę, do napisania :) xx

czwartek, 6 lutego 2014

37. Our feelings will show.

Obudziło mnie łomotanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Fuck, zaspałam. Teraz już nawet wiedziałam, kto się dobija. Iris. Zerwałam się na równe nogi.
- Tak, wiem, przepraszam - mówiłam otwierając drzwi.
- Masz piętnaście minut na oddanie klucza do recepcji - Iris weszła do środka, chyba po to, żeby obejrzeć w jakim stanie jest pokój. Było czysto, jak miałoby być, skoro byłam tu jedną noc.
- Okej, okej, tylko się ubiorę, twarzą i włosami zajmę się później - nie wiem, czy próbowałam uspokoić siebie czy ją.
- Pamiętaj, że dzisiaj będzie gorąco - przypomniała i zostawiła mnie samą.
Ubrałam się, zebrałam do kupy swoje rzeczy, wymeldowałam się z hotelu i wsiadłam do samochodu, w którym reszta już na mnie czekała. Bez śniadania, bez makijażu, z nieuczesanymi włosami.
- Molly, zrób coś z moimi włosami, proszę - powiedziałam do dziewczyny, bo siedziała najbliżej.
- Umiem tylko kłosa, więc szału nie będzie - stwierdziła ściągając gumkę do włosów z mojej ręki.
- Słówko do kamery, Em - powiedziała Iris.
- Wooo, jesteśmy w Ameryce! - wcale nie powiedziałam tego w ekscytujący czy szczęśliwy sposób. - Wiem, że tak nie brzmię, ale jestem naprawdę mega podekscytowana, po prostu jet lag jest silniejszy ode mnie. I od mojego budzika, bo zaspałam. Dlatego jadę na występ bez makijażu - podniosłam na chwilę okulary - bez śniadania, Mol teraz mnie czesze... W pewnym sensie jestem trochę zawiedziona, bo w końcu, po raz pierwszy w życiu jestem w Nowym Jorku i nie mam czasu na nic. Nawet nie widziałam Statuy Wolności. Ale zamierzam to nadrobić, kiedy zrobię, co mam do zrobienia w Ameryce, wrócę do Nowego Jorku i będę zwiedzaaaać! Jestem głodna tak w zasadzie - mruknęłam.
Zadzwonił mój telefon.
- Yhyhyh, gdzie jesteś telefonie? - spytałam grzebiąc w torbie.
- Nie wierć się - upomniała Molly.
- Sorry, mam - wygrzebałam komórkę. Nathan. Zachowuj się naturalnie. - Halo?
- Jak tam, Collins?
- Zaspałam - przyznałam się.
- A mówiłem, idź spać!
- Poszłam! Nie moja wina, że jet lag był silniejszy ode mnie! - powiedziałam obronnym tonem.
- Dobra, wygrałaś, jet lag jest suką - przyznał.
- Chciałam wyrażać się jak dama, ale tak, to miałam na myśli - zaśmiałam się.
- Tom dumny ze swoich fotograficznych zdolności, wysyła ci właśnie zdjęcie, które zrobił wczoraj i...
- Jak nie dasz tego na publiczny widok, to cię zniszczę - usłyszałam Toma w tle.
- Rozpatrzę jego grzeczną prośbę - zaśmiałam się.
- Muszę kończyć, pędzimy na samolot.
- Gdzie lecis... znaczy, gdzie lecicie? - spytałam.
- Chicago.
- Oh, okej - zachowuj się normalnie Em, zachowuj się.
- A ty wiesz w końcu, gdzie występujesz?
- Dzisiaj Nowy Jork, jutro Boston, pojutrze Waszyngton i później dwa razy Los Angeles - wymieniłam. - Rany, to brzmi tak nierealnie.
- Przyzwyczaisz się - zaśmiał się.
- Mam nadzieję, że będę miała szansę się przyzwyczaić.
- Na pewno, pokochają cię, bo kto by tego nie zrobił - powiedział Nathan i po nagłym urwaniu zdania domyśliłam się, że nie wszystko chciał powiedzieć.
- Kończ to, ma zobaczyć zdjęcie! - usłyszałam Toma.
- Okej, kończę, zobaczę zdjęcie i zaraz napisze Tomowi, jakie jest wspaniałe - zaśmiałam się. - To na razie.
- Do usłyszenia.
Rozłączyłam się i sprawdziłam mmsa. Wow, samozachwyt Toma nie był ani trochę przesadzony. Nie wiem, jak je zrobił, ani w którym momencie występu, ale słońce było za mną i dawało to taką delikatną poświatę za mną.

Wygrałeś, jest świetne, zasługuje na instagram ;)

Wysłałam wiadomość do Toma, ale nie zamierzałam zakładać żadnego konta w tym momencie, byłam zbyt skupiona na tym, że jestem głodna.
- Iriiiis... - jęknęłam.
- Emma, obiecuję, jak dotrzemy na miejsce będziesz mogła jeść aż do występu z przerwą na próbę dźwięku i nie będzie mnie interesowało, czy wydyma ci brzuch czy nie - Iris była wyraźnie czymś zajęta w telefonie, pewnie czymś związanym ze mną, ale mnie to nie interesowało, bo byłam GŁODNA.
- Masz i siedź cicho - Olivier rzucił czym we mnie.
Paczka M&M'sów.
- Dlaczego tak długo ją przede mną chowałeś?! - spytałam.
- Bo miały być dla mnie, ale chociaż kocham cię, nie mogę cię już znieść - przyznał.
- Awww, ja ciebie też kocham, teraz jeszcze bardziej - powiedziałam z pełną buzią.
- Zmiany w planie - Iris oderwała wzrok od telefonu.
- Jakie zmiany?
- Nie ma Waszyngtonu. Po Bostonie lecimy prosto do LA. Ekonomiczną.
- Myślę, że jakoś przeżyjemy - stwierdziłam.
Ekonomiczna to nie koniec świata, ani luk bagażowy, większość ludzi na świecie tak lata.

Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. O matko, kocham Amerykę, żadnych paparazzi, zero. Uwielbiam być anonimowa. Dostałam garderobę, tam już miałam zająć się makijażem, kiedy wpadła Iris (nawet nie wiem, kiedy wyszła prawdę mówiąc) i ogłosiła:
- Próba dźwięku.
- Ale... - zrobiłam podkówkę z ust. - Miałam zjeść i zrobić makijaż.
- Em, wiem, ale to nie zależy ode mnie, wszyscy idziemy - machnęła ręką do wyjścia.
Wszyscy wyszliśmy i poszliśmy na scenę.
- Ile tu wchodzi ludzi? - bardziej mruknęłam do samej siebie niż spytałam, widząc przestrzeń rozciągającą się wokół sceny.
- Będzie około stu tysięcy - powiedziała Iris jak gdyby nigdy nic.
- Co? - wytrzeszczyłam oczy. - Mam zaśpiewać przed stoma tysiącami ludzi w Ameryce?! W Anglii nie śpiewałam przed tak wielką publicznością.
- Błagam cię, każdy odcinek X Factora ogląda kilka milionów osób.
- Serio? - popatrzyłam na nią z powątpiewaniem.
Naprawdę właśnie porównała występ przed stoma tysiącami żywych ludzi do występowania w telewizji. Różnica stref czasowych źle na nią wpływa. Odbębniłam próbę i poleciałam z powrotem do garderoby, nie czekając na nikogo. Miałam rzucić się na jedzenie, ale stwierdziłam, że lepiej najpierw zająć się makijażem, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znowu będę musiała wyjść. Kiedy w końcu podeszłam do stołu z jedzeniem...
- Serio? - mruknęłam. - Czym tu mam się najeść?
- No co, zdrowe odżywianie - trącił mnie Matt.
- Oh, spadaj, ty zdążyłeś zjeść śniadanie w hotelu. A ja co, mam się najeść owocami?
- Są jeszcze paluszki - wskazał głową na przekąskę.
- Tak i są to moje paluszki, jak ktoś je ruszy, to poucinam ręce - zagroziłam.
- Nie możesz uciąć moich rąk, te ręce tworzą cuda na perkusji - stwierdził.
- A chcesz się założyć, że mogę? - spytałam słodko.
- Opaski na ręce - Iris każdemu rozdała po opasce, której, broń Boże, nie mogliśmy ściągnąć, bo, no cóż, obsługa nie zna każdej pojedynczej osoby, która pojawi się na scenie, a każda nieupoważniona osoba znajdująca się za kulisami zostaje wykopana szybciej niż się pojawiła.

Występ jak występ, Boston jak Boston, myślami już dawno byłam w Los Angeles. Co było głupie, bo nawet nie miałam pewności, że spotkam The Wanted, ale już świadomość przebywania w jednym mieście napawała mnie ekscytacją. Ale to raczej nie ekscytacja była odpowiedzialna za moje beznadziejne samopoczucie w trakcie lotu.
- Jak się czujesz? - spytała po raz setny Iris.
- Tak samo, jak gdy pytałaś się o to dwie godziny temu - mruknęłam.
- A może ty nic nie jadłaś? Albo nie piłaś?
- Odżywiam się może i gównianie, ale nie jestem małym dzieckiem, żeby zapomnieć, że mam zjeść. Ale jakbyś załatwiła mi trochę wody, byłoby super.
- Jasne, zaraz dostaniesz - Iris poszła złapać stewardessę, po chwili dostałam wodę.
Napiłam się i stwierdziłam, że spróbuję zasnąć. Obudziłam się jakąś godzinę przed lądowaniem.
- Jak się czujesz? - spytała Holly.
- Nie wiem, przez pierwsze kilka minut po przebudzeniu nie pamiętam nawet jak się nazywam - zaśmiałam się.
- Em... Bo... Martwię się...
- O co?
- Nie o co, tylko o kogo. O ciebie.
- Słucham? - spojrzałam na nią zdziwiona.
- Boję się, że dzieje się z tobą to samo, co w trakcie trasy z The Wanted. Znowu nie masz kiedy jeść, a jeśli już jesz, to coś śmieciowego, jak frytki albo M&M'sy. I nie tylko ja się martwię. Josh i Matt też to zauważyli, tylko nic nie mówią.
- Hols, to słodkie - objęłam ją. - Ale przysięgam, że nic mi się nie dzieje. Może jestem trochę przemęczona i fakt, nie odżywiam się najlepiej, ale obiecuję, że pierwszą rzeczą po przyjeździe do hotelu będzie zjedzenie normalnego obiadu w restauracji - uśmiechnęłam się lekko.
- Okej - Holly pokiwała głową.
Jak obiecałam tak zrobiłam i jak tylko zostawiłam rzeczy w pokoju, wyszłam na obiad. Czekałam cierpliwie na windę, a kiedy przyjechała i drzwi się otworzyły...
- Emma? Śledzisz nas czy co? - spytał Tom.
- Co... wy tu robicie? - byłam równie zdziwiona jak Tom, ale chyba jednak nie tak bardzo jak Nathan, bo on nie mógł z siebie wydusić słowa.
- Mieszkamy.
- Nie miałaś być w Waszyngtonie? - spytał Nathan.
- Zmiana planów, prosto z Bostonu, przyleciałam tutaj.
- Więc dokąd teraz zmierzasz?
- Idę na dół do restauracji na obiad, obiecałam to Holly, ponieważ część mojego zespołu jawnie obawia się, że wyląduje w szpitalu.
- Coś się dzieje? - zapytał Nath.
- Nie, było mi tylko trochę słabo w samolocie, a znacie Holly, Josha i Matta, zaraz panikują - machnęłam ręką.
- Oh litości - stwierdził Tom. - Nie będziesz jadła tutaj. Bierz torebkę, czy co tam potrzebujesz, żeby wyjść do ludzi, pokażemy ci, gdzie się je w tym mieście.
- Tom, ale ja jestem naprawdę, naprawdę głodna - jęknęłam.
- To niedaleko - upierał się.
- No dobra - westchnęłam. - Chodźcie - machnęłam na nich ręką i poszłam do pokoju.
- Mieszkamy na jednym piętrze, wyczuwam imprezę - powiedział Tom.
- Wszyscy? - spytałam.
- Nie, Jay, Siva i Max mają pokoje piętro wyżej.
- Dobra, jestem gotowa - stwierdziłam zakładając torebkę przez ramię.
- Szybko poszło, zupełnie jak nie dziewczynie - mruknął Tom.
- Spadaj - pacnęłam go w ramię. - Więc, gdzie mnie porywacie? - spytałam, kiedy wyszliśmy z hotelu.
- Niedaleko - powiedział Parker, słowny jak zawsze.
- No tak, to wszystko wyjaśnia.
- Za rogiem jest taka restauracja - dopowiedział Nathan.
- Aaa za rogiem, no tak, przecież jem tam za każdym razem, jak jestem w Los Angeles - sarkazm moim największym przyjacielem. - O nie, a miałam taki spokój - jęknęłam. - To wszystko wasza wina - stwierdziłam.
- Co?
- Hieny po drugiej stronie ulicy. Nikt się mną tu nie interesuje, mogę robić, co chcę, a wyjdę z wami i od razu BAM!
- Ma się ten fejm - stwierdził Tom.
- Voila, oto jesteśmy - powiedział Nathan, otworzył drzwi i wpuścił mnie przodem do środka.
Weszłam do środka, zajęliśmy stolik, po chwili przyszła kelnerka z kartami.
- Raaany, jestem taka głodna - powiedziałam przeglądając menu.
- Serio? - Tom spojrzał na mnie z powątpiewaniem. - Ile taka chudzina może zjeść?
- Zdziwiłbyś się - powiedziałam jednocześnie z Nathanem.
- A ty, młody, skąd możesz to wiedzieć? - Tom popatrzył podejrzliwie na Nathana.
To, że tam spotkaliśmy się parę razy, nie było tajemnicą, ale też jakby nikt o tym nie wiedział.
- Tom, byliśmy z nią trzy tygodnie w trasie - pięknie wymyślił to na poczekaniu.
- Mogę już przyjąć zamówienie? - podeszła do nas uśmiechnięta kelnerka.
- Dajesz, Em - Nath kiwnął na mnie głową.
- Hmm, dobra, na starter mała sałatka z pieczywem czosnkowym, później frytki ze stekiem, dużym i dobrze wysmażonym, do picia cola, dużo coli, a na koniec - przeleciałam szybko na kartę deserów - brownie. I truskawkowy smoothie.
Tom i Nathan patrzyli na mnie z szeroko wytrzeszczonymi oczami, kelnerka była bardziej subtelna, chociaż i tak nie do końca udało jej się ukryć zdziwienie. Trudno jej się dziwić, jesteśmy w Hollywood, świątyni szkieletów, nikt nie zamawia tu takich porcji.
Chłopcy złożyli swoje zamówienia i cierpliwie czekaliśmy. Tomowi zadzwonił telefon, wyszedł na zewnątrz i zostałam sama z Nathanem.
- Czemu tak dziwnie się na mnie patrzysz? - spytałam.
- Po prostu wciąż jestem zaskoczony, że cię tu spotkaliśmy - powiedział.
- Wciąż, to nie uprawnia cię do wgapiania się we mnie - sięgnęłam przez stół i zakryłam jego twarz moją ręką.
- Ale to bardzo dobrze, że tu jesteś, bo nie wiedziałem, czy starczy mi na coś czasu, ale skoro jesteś tu wcześniej, na pewno się uda.
- Okeeej, o ile to coś nie jest naćpaniem mnie i wywiezieniem do domu publicznego w Meksyku.
- Hmm, ostatnim razem jak sprawdzałem, planowałem co innego, ale ciekawe rzeczy dzieją się w twojej głowie - przyznał.
- Okej, skoro nie chcesz mnie wywieźć do Meksyku, to spoko - odetchnęłam. - Więc, co to jest to coś?
- Nie mogę ci powiedzieć, gdzie wtedy niespodzianka? Musisz przyjść do mojego pokoju.
Spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Teraz to znowu brzmi, jakbyś chciał wywieźć mnie do Meksyku dla kasy.
- Uwielbiam twoje poczucie humoru, ale nie, nie wywiozę cię do domu publicznego w Meksyku - zaśmiał się.
Wrócił do nas Tom.
- O czym sobie gawędzicie?
- O domach publicznych w Meksyku.
- Taaa, zawsze wiedziałem, że jesteście dziwni - spojrzał na nas, jakbyśmy uciekli z wariatkowa.
Kelnerka przyniosła napoje i moją sałatkę.
- W końcu jedzenie - zatarłam dłonie.
- Prawdopodobnie znowu stwierdzisz, że jesteś mega głodna i nie wiesz, o czym mówimy, ale powinniśmy cię ostrzec, że steki tutaj są naprawdę ogromne - powiedział Tom.
- Takie mniej więcej jak twoja głowa - stwierdził Nathan.
- Moja głowa jest mała, a ja jestem naprawdę głodna.
- Stówa, że nie zje wszystko - powiedział cicho Tom do Natha.
- Ach tak? - spytałam. - Dobra. Jeśli nie zjem wszystkiego dam wam po stówie, jeśli zjem, dostaję sto dolców od każdego z was.
Chłopaki spojrzeli po sobie.
- Spoko - odpowiedzieli równocześnie.
- Nie wiem, jak wy, ale ja potem idę na zakupy, dostanę dwieście dolarów za nic - ucieszyłam się.
Biedne, głupie dzieci, nie wiedzą, co to znaczy głodna Emma.
Zjadłam swoją sałatkę.
- Co, już czujesz sytość w żołądku? - spytał usatysfakcjonowany, nie wiem z jakiego powodu, Tom.
- Nie, w zasadzie, to boję się, że zaraz zacznie mi burczeć w brzuchu - wyznałam cicho.
- Kłamie, na pewno kłamie - stwierdził Nathan z założonym rękami.
- Nic z tego, już możecie wyskakiwać z kasy - uśmiechnęłam się słodko.
- Zaraz zniknie ci ten uśmiech z twarzy - w momencie, kiedy Tom to powiedział, kelnerka postawiła przede mną i przed nimi talerze.
O ja cież pierdzielę, ale się wkopałam. Tak, lubię jeść. Lubię jeść dużo i kiedy za parę lat mój metabolizm zacznie zwalniać, to się na mnie odbije, ale to, co zobaczyłam na tym talerzu, chyba przerasta nawet mnie.
- Ty, Tom, miałeś rację, przestała się uśmiechać - Nathan wybuchnął śmiechem.
Ścięłam ich obu spojrzeniem.
- Jeszcze nie wiecie, do czego jestem zdolna, gdy chodzi o dwie stówy - powiedziałam i zabrałam się za jedzenie. - O matko, jakie dobre - mruknęłam po pierwszym kęsie.
- No bam my wiemy, gdzie się stołować - Tom dumnie się wyprostował.
- Tak, tak, zajmij się jedzeniem - machnęłam na niego ręką.
Było naprawdę, ale to naprawdę pyszne, ale kiedy z talerza ubyło mi niewiele więcej niż połowa, poczułam, że mam dość. Odetchnęłam głęboko.
- Co, już się najadłaś?
- Po moim trupie - mruknęłam.
Z trudem wszystko zjadłam, kiedy już skończyłem i dziękowałam temu, kto wymyślił luźne bluzki, kelnerka przyniosła deser. Spojrzałam na ciastko i napój z żądzą mordu w oczach.
- Wiesz, Em, czasem lepiej przegrać dwie stówy niż umrzeć z przejedzenia - powiedział Nathan.
- Tu nie chodzi o kasę - spojrzałam na niego zmrużonymi oczami. - Tu chodzi o honor.
- O matko, jaka honorowa się nagle zrobiła - mruknął Tom robiąc mi zdjęcie.
- Co robisz? - spytałam z pełną buzią.
- Zdjęcie.
- Tak jakby trzecie - dopowiedział Nathan.
- Po co?
- Żeby wszystkim to pokazać, bo jakby, nie daj Boże, przypadkiem ci się udało, muszę mieć na to namacalny dowód, bo nikt nam nie uwierzy.
- O rany, teraz czuję presję otoczenia - stwierdziłam. - Matko, to gorsze niż chubby bunny z piankami.
- Robiłaś to? - spytali równocześnie.
- Chyba oszaleliście - spojrzałam na nich z przerażeniem. - Chociaż Sarah tak mi tym truje, że chyba się zgodzę, żeby dała mi spokój.
- Pamiętaj, żeby nas o tym poinformować, musimy to nagrać.
- No raczej! Nie będę zapychała sobie japy piankami na ilość, żeby potem nikt o tym nie wiedział. A teraz cicho - zamknęłam oczy - skupiam się na powiększaniu objętości mojego żołądka.
Gryzek po gryzku, łyczek po łyczku, zajęło to całe wieki, ale skończyłam.
- Wygrałam - powiedziałam słabo zsuwając się z krzesła.
Tom i Nathan patrzyli na mnie z rozdziawionymi paszczami.
- Nie. Wierzę - szepnął zszokowany Tom.
Kelnerka przyniosła rachunek, to i sięgnęłam do portfela.
- Co robisz? - spytał Nathan.
- Wyciągam portfel, żeby zapłacić za siebie?
- Haha, nic z tego - powiedział Tom. - My płacimy, znaczy, jeden z nas.
- Nie, no przestańcie. Wystarczy, że ograbiłam was z dwóch stów.
- Zapomnij, kobieto - Nathan machnął na mnie ręką. - Masz, twoja zasłużona stówa - podał mi banknot, Tom poszedł w jego ślady.
- A dziękuję - uśmiechnęłam się chowając pieniądze do portfela.
-  Orzeł czy reszka? - spytał Nathan Toma.
- Reszka.
Sykes rzucił monetą.
- Sorry, Parker, płacisz - powiedział z satysfakcją.
- Więcej z wami nie wychodzę - stwierdził.

Wróciliśmy do hotelu, poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Wygrałam, ale za jaką cenę, miałam wrażenie, że zaraz pęknę. Spróbuję zasnąć, może mi przejdzie. Yhym, już pospałam. Ledwie zamknęłam oczy, ktoś zapukał do pokoju. Nie chciało mi się wstawać, więc krzyknęłam:
- Kto to?
- Nathan.
Zaskakująco szybko jak na mój agonalny stan zeskoczyłam z łóżka i poszłam otworzyć drzwi.
- Oh, Nathan, jak długo cię nie widziałam! - udałam zaskoczenie. - Ile to było? Dziesięć minut?
- Dobra, dobra, daruj sobie - machnął ręką. - Chodź - jedną ręką złapał moją kartę do pokoju, drugą złapał mnie i wyszliśmy z pokoju.
- Co robimy? - spytałam.
- Zamierzam cię naćpać i wysłać do domu publicznego w Meksyku - wywrócił oczami.
- Spoko, jestem tak najedzona, że przeżyłabym tam rok o samej wodzie - stwierdziłam.
- Po tym co dzisiaj zobaczyłem w restauracji, jestem skłonny uwierzyć ci we wszystko - powiedział wpuszczając mnie do swojego pokoju.
- A tak serio, po co mnie tu przyprowadziłeś? - spytałam.
- Siadaj tam - wskazał palcem na krzesło przy stole, na którym stał laptop i mały mikrofon, taki sam, którego używam, żeby nagrać w domu demo piosenki, zanim pójdę z nią do studia.
- Więc znowu spytam, co robimy? - zapytałam siadając na miejscu.
- Dokładnie to posłuchaj i zapamiętaj każde wejście - założył mi słuchawki na uszy i puścił piosenkę.
"Almost Is Never Enough". Serio?
- Nathan, znam to - powiedziałam.
- Cicho siedź kobieto i słuchaj.
Nie mu będzie, przesłuchałam piosenkę dwa razy, zwracając uwagę na techniczne detale.
- Dobra, panno Collins - powiedział Nathan siadając obok mnie - powinna pani wiedzieć, że gdyby zależało to ode mnie, nagrałbym tą piosenkę z panią. I dlatego zrobię to teraz.
- Co? - spytałam.
- Masz tekst - podał mi kartkę, wyciągnął mi jedną słuchawkę i wsadził w swoje ucho - puszczam sam podkład, a ty śpiewasz.
- Fajnie - stwierdziłam.
Na serio się skupiłam i zaczęłam śpiewać, dopiero wtedy sobie uświadomiłam, że nigdy tak na dobrą sprawę, nie skupiłam się na tekście, zajęłam się tym dopiero teraz. I im bardziej wgłębiałam się w tekst, tym dziwniej było śpiewać tę piosenkę z Nathanem, bo częściowo niebezpiecznie opisywała nas. A jeszcze dziwniej zrobiło się, kiedy przyszła pora na część Nathana. Mikrofon był jeden, więc przybliżył się do mnie, a kiedy ma się twarze w odległości 15 centymetrów, ciężko w końcu nie złapać kontaktu wzrokowego, tym razem moment ten przypadł, na Nathana "Try to deny it as much as you want, but in time our feelings will show" i kontakt już się nie skończył. Skończyła się za to piosenka, Nathan nie odrywając ode mnie wzroku, wcisnął na klawiaturze coś, co pewnie skończyło nagrywanie i wyciągnął nam słuchawki.
Delikatnie zaczęliśmy się do siebie zbliżać, Nathan przejechał czubkiem swojego nosa po moim, po policzku, aż nasze usta delikatnie się złączyły.




Hej, hej, hej :)
Wydaje mi się, że trochę tu nudnawo i przydałoby się więcej akcji, a niestety, albo i stety, moje akcje są najczęściej destruktywne, więc brace yourself na rozlew krwi :D No dobra, może obejdzie się bez krwi, ale troszkę namieszamy ;)