wtorek, 17 grudnia 2013

33. Jestem złym człowiekiem.

Uwierzcie lub nie, ale podpisywanie płyt jest wbrew pozorom jednym z najnudniejszych zajęć, jakie się robi w tej branży. Jasne, miło jest spotkać fanów, usłyszeć od nich miłe słowo i tak dalej, ale to machanie tą ręką z pisakiem jest strasznie monotonne. Kiedy rozmawiałyśmy o tym na przerwie, Iris stwierdziła, że jest to równie monotonne, co mój strój.
- Dobrze, jutro ubiorę się bardziej wystrzałowo - wywróciłam oczami.
- Nie, jutro powiesz, że ci się nie chciało, bo musiałaś wstać o szóstej.
- Muszę jutro wstać o szóstej? - spytałam, bo do tej chwili nic mi o tym nie było wiadomo. 
- No tak - powiedziała Iris tonem, jakby wspominała mi o tym już setki razy. - O siódmej wyjeżdżamy, o dziesiątej zaczynasz w Cardiff.
- Dobrze, będę wystrzałowa jak nigdy - ukłoniłam się i wróciłam dalej podpisywać płyty. 
Usiadłam za stolikiem, a ochrona znowu zaczęła dopuszczać do mnie ludzi. 
- Hej, jak masz na imię? - spytałam pierwszej osoby, która podeszła. 
- K-K-Katie - odpowiedziała dziewczyna podając mi płytę do podpisania.
Tak robiłam za każdym razem, pytałam o imię i pisałam "Dla kogośtam, Emma xx". To nie fabryka, żeby lecieć "następny, następny". 
- Czy ty się trzęsiesz? - spytałam. 
- Może troszkę. Bo tak.. tak.. długo czekałam na to, marzyłam, żeby cię spotkać, jesteś dla mnie wzorem do naśladowania i...
- O rany, proszę, ty zaraz się rozpłaczesz, a ja nie wiem, co robić, kiedy ludzie płaczą - wstałam z krzesła i przez stół ją przytuliłam. - Jesteś śliczną dziewczyną, nie płacz - powiedziałam cicho, głaszcząc jej głowę. - Już dobrze? - spytałam po chwili. 
Katie pokiwała głową i pociągnęła nosem.
- Proszę twoja płyta i uśmiechnij się - oddałam jej podpisane CD. 
Iris podeszła z kamerą. 
- Jestem złym człowiekiem, ludzie przeze mnie płaczą - wygięłam usta w podkówkę. 
Kilka osób później...
- To dla ciebie - dziewczyna, której nie zdążyłam jeszcze spytać o imię, podała mi małą torebkę prezentową.
- O rany, dziękuję, nie trzeba było - powiedziałam biorąc od niej torebkę. - Ben, daj sobie spokój, przecież to nie bomba - machnęłam ręką na idącego w moim kierunku ochroniarza. 
Otworzyłam prezencik, w środku była słodka bransoletka z małych srebrnych koralików, dopiero po chwili zobaczyłam, że na części było wygrawerowane "EMMIES", po jednej literze na każdym koraliku.
- O rety, nazwa fandomu, to takie słodkie - uśmiechnęłam się i od razu założyłam bransoletkę na rękę. - Jak masz na imię?
- Amelia.
- Oh, moja tancerka ma na imię Amelia! - ucieszyłam się. - A ty jesteś tak słodka, jak ona - uśmiechnęłam się oddając Amelii płytę. - To takie słodkie! - powiedziałam do Iris pokazując bransoletkę. Skubana wie, kiedy się zakręcić z kamerą. - Nigdy jej nie zdejmę. Dziękuję, Amelia - powiedziałam do kamery i wzięłam się za podpisywanie płyty od kolejnej osoby.

Kiedy wróciłam do mieszkania po podpisywaniu płyt I REHABILITACJI, byłam padnięta, a musiałam jeszcze spakować się. I tak, Iris miała rację. Rano nie miałam sił ani chęci na bycie fashion. Dlatego założyłam zwykłą bluzkę, dżinsy, trampki i obwiesiłam się bransoletkami.
- Mogłam się z tobą założyć, właśnie bym wygrała - powiedziała Iris z satysfakcją, kiedy wsiadałam do auta.
- Spałam pięć godzin, daj mi spokój - powiedziałam zakładając okulary na nos i układając się do snu. Nieco ponad dwie godziny później obudziła mnie Iris, byliśmy już w Cardiff, niedługo mieliśmy dojechać na miejsce. Miałam dzięki temu chwilę na ogarnięcie się, poprawienie makijażu, włosów i pozbycie się śladu od pasa na policzku.
Zajechaliśmy od strony tylnego wejścia, wysiadłam z samochodu, obsługa poprowadziła mnie, Iris i Bena na miejsce, przed samym wejściem, wzięłam od Iris pisaki do podpisywania, wyszłam zza parawanu, ludzie zaczęli piszczeć, lekko uśmiechnęłam się i pomachałam i usiadłam na swoje miejsce. Ben już miał dawać znak, że wpuszczać ludzi, kiedy podbiegła dziewczyna z obsługi.
- Pani Collins, podać coś do picia?
- Po pierwsze, Mandy - przeczytałam imię z jej plakietki - nie mów do mnie per pani. Napiłabym się coli i zjadła M&M'sy, ale mogę wysłać po nie Iris, albo sama pójdę, jak będę miała przerwę.
- Nie, nie, wszystko pani... wszystko ci przyniesiemy.
- Okej, dziękuję - uśmiechnęłam się.
Ben dał znak, żeby wpuszczać ludzi i momentalnie ustawiła się mega długa kolejka od stolika, przy którym siedziała, aż do... no sama nie wiem dokąd, chyba poślę tam Iris, żeby sprawdziła.
Podpisałam kilka płyt, wróciła Mandy z M&M'sami i puszką coli.
- Dziękuję, nie trzeba było - powtórzyłam.
- Nie ma problemu - Mandy odwzajemniła uśmiech i odeszła.
Podpisywanie płyt zajmowało w moim mniemaniu całą wieczność, chociaż były i przyjemne czy zabawne sytuacje.
- O mój Boże - powiedziałam głośno. - Iris, mam nadzieję, że nagrywasz. Chłopak. Mam fana płci przeciwnej. Dobra, kilku było w Londynie, ale oto pierwszy w Cardiff. Dla kogo? - spytałam biorąc płytę i otwierając pisak.
- Dla Agnes.
Zaczęłam pisać, nagle podniosłam wzrok do góry.
- Nie wyglądasz na Agnes - stwierdziłam błyskotliwie.
- Agnes to moja dziewczyna. Miała wczoraj wycinany wyrostek, powiedziała, że jeśli nie zdobędę dla niej twojego podpisu, wytnie mi mój zdrowy wyrostek pilnikiem do paznokci.
- Wow - powiedziałam lekko w szoku.
- Żartuję - chłopak zaśmiał się. - Ładnie poprosiła, swoim słabym głosikiem, czy mógłbym przyjść i postać tu parę godzin.
- O rany i zgodziłeś się - pisnęłam. - Serio, jesteś najlepszym chłopakiem jakiego można sobie wymarzyć, powinieneś dostać nagrodę.
- Jestem pewien, że dla ciebie chłopak też byłby w stanie stać po autograf.
- Nie, raczej wątpię - Tony, jako typowy licealny samiec alfa wrzuci nie zgodziłby się na czekanie w tłumie podekscytowanych nastolatek, choćbym umierała, a... hmm mój przyszły chłopak Nathan, raczej miałby problem, żeby stać w kolejce po swój własny podpis. - Agnes ma twittera?
- Ma.
- Daj mi jej nazwę - powiedziałam biorąc do ręki telefon.
Chłopak, jakkolwiek nie miał na imię, podał mi nazwę Agnes, po czym mogłam zacząć obserwować ją na twitterze.
Jakiś czas później już naprawdę nie mogłam wytrzymać z dwóch powodów: chciało mi się siku i byłam głodna. I miałam ochotę na burgera z Burger Kinga, a ja jedząca burgery to naprawdę żałosny widok.
- Kochani, przepraszam, ale naprawdę potrzebuję chwilę przerwy. Wracam za 15 minut, przepraszam - szybko zmyłam się. - Iris, kup mi burgera, ja idę do toalety - powiedziałam szybko mijając ją.
Załatwiłam szybko swoje potrzeby, potem miałam chwilę, żeby zjeść, w międzyczasie weszłam na chwilkę na twittera.
Przejrzałam tablicę i w końcu zatrzymałam się na tweecie, który mignął mi przed oczami 4587213048 raz z kolei. Nathana tweecie.

Ten album jest idealny, jasne?

A razem z tweetem screenshot mojej płyty na jego telefonie. To milusie. Ale pobawimy się.

@NathanTheWanted to miłe (: A teraz przyznawaj się, co chcesz, że się podlizujesz? ;P

Zadowolona z siebie, jeszcze nie wiem czemu, wytarłam usta serwetką i wróciłam do podpisywania płyt.
Po kolejnych kilku godzinach wracałam do samochodu z obolałą ręką i mega listą osób, które proszą o follow na twitterze. W sumie od tego mam to konto, żeby dawać radość innym, więc co mi szkodzi, po drodze zaczęłam obserwować wszystkich, a droga była dosyć długa, bo jechałam prosto do Birmingham, gdzie miałam spać w swoim własnym osobistym domowym łóżku najbliższe dwie noce, co skutecznie umilało mi tą podróż, zwłaszcza, że nie widziałam rodziców i Sarah odkąd byłam w domu przez weekend, zaraz po trasie z The Wanted. Po miesiącu nawet dwa dni w domu cieszą.
- Jestem taka padnięta - przeciągnęłam się w samochodzie.
Że wszystkich znanych mi sławnych osób, tobie podpisywanie płyt zajmuje najwięcej czasu - stwierdziła Iris.
- To nie fabryka, Iris. Z każdym rozmawiam, niektórzy chcą zdjęcie, przecież nie powiem "Nie, spadaj, śpieszę się do domu, ale pamiętaj, żeby kupić następny singiel".
- Niektórzy tak robią, chociaż nie tak dosadnie.
- Ja nie jestem niektórzy.
Byliśmy już prawie, prawie i Birmingham, ale to prawie mogło się ciągnąć w nieskończoność, bo jeśli mieszka się w mieście, w którym przecinają się trzy autostrady, to właśnie ostatni odcinek drogi zajmuje statystycznie najwięcej czasu. W końcu jednak samochód dojechał pod mój dom, Iris piętnasty raz powtórzyła mi, o której zaczyna się podpisywanie i gdzie, ale już dawno jej nie słucha i z grzeczności poczekałam, aż skończyła i wyskoczyłam z auta, krzycząc na odchodne:
- Cześć.
Najlepszą częścią jest, że nikt nie wie, że przyjeżdżam, kiedy pytali o to, waliłam ściemę, że nie mogę, nie mam czasu, coś wymyślałam, aż tu nagle tadam, stoję przed domem. I na dodatek sama wchodzę do domu, bez pukania, co oznacza, że wiem też, kto wchodził do środka ostatni, mój tato, tylko on nie ma w zwyczaju przekręcania zamka zaraz po wejściu.
- Zgadnijcie, kto przyszedł - powiedziałam głośno, żeby każdy domownik, niezależnie gdzie jest, usłyszał mnie.
Po chwili usłyszałam kroki z salonu i dwie pary stóp schodzące po schodach, pewnie mam wyszła z łazienki a Sarah z pokoju, a po chwili cała trójka się na mnie rzuciła.
- Emma, co ty tu robisz? - spytała Sarah z miną, jakby zobaczyła ducha.
- Przyjechałam się przekimać dwie noce, można?
- Przecież miałaś nie mieć czasu - wtrącił tato.
- Kłamałam. Chciałam wam zrobić niespodziankę.
- Mogłaś zadzwonić, zrobiłabym ci coś dobrego do jedzenia, bo sama skóra i kości z ciebie zostały - stwierdziła mama.
- Oj mamo, daj spokój, jestem zmęczona - powiedziałam rzucając w kąt torbę z ciuchami.
- Em, mama ma rację, schudłaś - zauważyła Sarah.
- To przez stres - machnęłam ręką. W przyszłym miesiącu wytarguję trzy tygodnie wolnego, więc będziesz miała czas, żeby mnie utuczyć - poklepałam mamę po ramieniu. - Dobra, czy doczekam się dzisiaj herbaty? - spytałam.
- Ale gwiazdorskie zachcianki - prychnął tato, idąc do kuchni, pewnie właśnie, żeby zrobić mi herbatę.
- No, chodź, opowiadaj - mama poprowadziła nas do salonu.
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
- Ummm.. Zaraz wrócę, to ważne - powiedziałam szybko i wyszłam do ogrodu, zamykając za sobą drzwi, które chociaż trochę ograniczy gumowe ucho Sarah.
- Cześć Nathan - odebrałam starając się brzmieć, jak najbardziej normalnie, jakby w ogóle mnie nie ruszało, że do mnie dzwoni. A uwierzcie, ruszało.
- Już przykładasz sobie lód do nadgarstka, czy jeszcze się trzymasz?
- Jeszcze żyję, ale po jutrzejszym dniu raczej zakoszę mamię mrożonkę z zamrażalnika - zaśmiałam się siadając na huśtawce.
- Mamie?
- Tak, jutro podpisuję w Birmingham i udało mi się wyprosić u Iris dwie noce w domu.
- To miłe, że spędzisz trochę czasu z rodziną. O której jutro zaczynasz?
- O dziesiątej. A że to dosyć daleko, to o dziewiątej muszę wyjść. Ale na razie się tym nie przejmuję, spędzę wieczór z rodzicami i siostrą.
- Dobra, nie zajmuję cię już dłużej, ciesz się nimi. A, i jeszcze jedno - dodał.
- Tak?
- Jestem bardzo zawiedziony twoim brakiem wiary w moją bezinteresowność.
Roześmiałam się.
- I może jeszcze foch do tego? - spytałam.
- Na razie nie, ale wiedz, że poważnie nad tym myślę.
- Dobra, mam się na baczności - zaśmiałam się.
- Miej, miej. To na razie.
- Papa - rozłączyłam się zanim do głowy znowu przyszłoby mi coś w stylu "tęsknię za tobą".
Wróciłam do salonu i usiadłam obok siostry.
- Co u Nathana? - spytała podając mi kubek z herbatą.
- Skąd pomysł, że to Nathan? - próbowałam zachować kamienną twarz.
- Błagam cię - prychnęła, a ja poczułam, jak się czerwienię.
- Emma, znamy cię - powiedziała mama.
- To tylko przyjaciel.
- Nie umiesz kłamać - stwierdził tato biorąc łyk napoju.
- Nie macie ciekawszych tematów? - spytałam ostro.
- Och, zapomniałabym - mama wstała i podeszła do komody w korytarzu. - Przyszło do ciebie parę listów, nie wiem, czemu na ten adres.
- O rany, mam nadzieję, że się nie rozniesie - ostatnie czego mi było trzeba to skrzynka przed domem zawalona listami od fanów. Lubię listy od fanów, ale kiedy przychodzą na adres managementu. - Dzięki - wzięłam od mamy listy.
Przejrzałam koperty - operator od telefonu, bank, pewnie znowu chcieli wcisnąć mi złotą kartę kredytową, znowu bank, katalog z asosa i... list. Rzekomo nadawcą był "FanClub Emmy Collins", zapewne z wymyślonym adresem. A dlaczego z wymyślonym? Bo znałam ten charakter pisma bardzo dobrze. Co więcej, potrafiłam bardzo dobrze podrabiać to pismo, wyrobiłam się w tym po tylu latach odrabiania nieswoich zadań przez moje miękkie serce.
- Wiecie, przejrzę to na górze i od razu wezmę prysznic - powiedziałam wstając z kanapy i biorąc ze sobą listy i herbatę.
- Tylko wracaj do nas szybko - powiedziała mama.
- Spoko - powiedziałam już ze schodów.
Poszłam szybko do pokoju, usiadłam na łóżku, otworzyłam kopertę i wtedy byłam już pewna, że wiedziałam czyje to pismo...



Alexandra - tak, słyszałam o Tomie, zajadłam to ciastkami, żeby przeżyć tą stratę ;) Tak serio, też nie mam nic przeciwko homoseksualistom, mam ogromny szacunek do Toma, że powiedział o tym, i nic nie jest w stanie usunąć go z drugiego miejsca na mojej liście wymarzonych mężów :P Poza tym powiedział "I still fancy girls", więc może jest jeszcze nadzieja ;)
A teraz kilka innych spraw.
Jak widać rozdział jest po ponad tygodniu i jest dosyć krótki, ale staram się jak mogę. 
Dwa, będę robiła co w mojej mocy, ale nie gwarantuję, że dodam rozdział w najbliższym czasie. Wiadomo, święta, poza tym będę w domu, a tam nie potrafię zebrać się do czegokolwiek z pisaniem bloga czy nauką włącznie, poza tym będzie też mój tato, więc już całkiem nic konstruktywnego nie zrobię, po Nowym Roku jadę na narty... Zobaczymy jak to będzie xx

poniedziałek, 9 grudnia 2013

32. Czy wspominałam już, jak bardzo cię kocham?

Nie miałam czasu na wyrzucanie z siebie zazdrości. Jestem zajętą osobą, dziewczyną, która musi wypracować sobie sukces. I nadszedł dzień premiery mojej płyty i to właśnie na niej musiałam skoncentrować całą swoją uwagę. Siedziałam z Iris w siedzibie managementu, żonglowałyśmy między sobą facebookiem i twitterem, zazwyczaj sama staram się zajmować wszystkimi kontami (może oprócz tego na youtube, naprawdę nie umiem skleić filmiku), żebym to ja miała kontakt z fanami, a nie management. A jeśli obiecałam, że każdy, kto prześle mi zdjęcie kupionej płyty, zrzut ekranu, na którym widać, że kupili płytę na iTunes czy cokolwiek, otrzyma ode mnie follow, to teraz muszę obserwować, obserwować, obserwować i jeszcze raz obserwować. Jakby tego było mało o dwunastej miałam być w radiu. Josh razem ze mną, bo miałam śpiewać akustyczne "4ever" i wpadł do biura dosłownie w ostatnim momencie, zanim zaczęłam na niego wyklinać pod nosem. Do radia dojechaliśmy w ostatniej chwili, jeszcze byłam lekko zdyszana, kiedy zaczynaliśmy wywiad.
- I już jest z nami, już przybyła w ostatniej chwili, jeszcze zziajana Emma Collins - zapowiedział mnie prowadzący.
- Jestem, jestem - powiedziałam.
- Jesteś, jesteś, a nie jesteś u nas bez powodu, otóż powodem jest premiera twojej debiutanckiej płyty "4ever".
- Tak. Do dziś - uśmiechnęłam się szeroko.
- Opowiedz nam w takim razie coś o płycie.
- Tak więc jest na niej czternaście utworów, w tym "Ghetto Baby", które śpiewałam na castingu do XFactora i którym otwierałam trasę The Wanted, jest też "Broken Strings", które coveruje razem z The Wanted właśnie, oprócz tego do sześciu piosenek napisałam słowa, w tym do jednej sama napisałam muzykę, bo jest bardzo wolna, z fortepianem, czyli to mój konik, a dwóch jestem współautorką - wyliczałam, wszystko, co przyszło mi do głowy. - Jedną piosenkę napisali chłopcy z "The Wanted" - dodałam szybko.
- Dwie piosenki to covery, czyli dwanaście jest twoich, z czego sześć napisałaś sama, a dwóch jesteś współautorką, tak?
- Tak.
- Wiesz, że to bardzo dobry wynik, Emmo? Zwłaszcza, że dzisiaj nikogo już nie dziwi, jeśli ktoś wydaje płytę, a nie kiwnął przy jej tworzeniu palcem.
- Nie wyobrażam sobie, żebym ja miała takie coś zrobić - pokiwałam przecząco głową. - Żałuję, że nie mogłam jeszcze bardziej przyłożyć się do tej płyty, ale moim celem, do którego konsekwentnie będę dążyć jest nagranie płyty, na którą wszystkie piosenki napiszę sama.
- To bardzo ambitne.
- Cała ja - zaśmiałam się.
- Nawiążmy teraz do trochę innej sprawy, nieco ponad miesiąc temu jeden z magazynów utytułował się najseksowniejszą dziewczyną poniżej 25. roku życia. Co ty na to?
- Taaa, pamiętam ten dzień... - westchnęłam. - Byłam wtedy w trasie z The Wanted, chłopcy, ja i mój zespół siedzieliśmy w jednej garderobie przed próbą dźwięku, męska część grupy dobre pół godziny się czaiła na listę, jak już się pojawiła, całą ostro komentowali, aż w pewnym momencie zamilkli, więc poszłam zobaczyć, co się stało i zobaczyłam siebie na pierwszym miejscu - westchnęłam. - I to było straszne! Miałam na sobie dresy i w ogóle, a poza tym nie jestem seksowna, więc to jest dla mnie nieporozumienie - pokręciłam głową.
- A jednak ktoś tak zdecydował.
- Był niespełna rozumu - powiedziałam krótko.
- To teraz już standardowo, jakie plany na najbliższe miesiące?
- Teraz czeka mnie promocja płyty, podpisywanie w kilku miastach, występuję też na kilku festiwalach, po drodze planuję małe wakacje, wracam na festiwale, nie pamiętam dokładnie jakie, ale na pewno The Fusion Fest w Birmingham pierwszego września jest moim ostatnim.
- A potem?
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami.
Wywiad jak wywiad, potem zaśpiewałam akustyczne "4ever", wróciłam do managementu, gdzie Iris wprowadzała mnie w plany na najbliższe dni.
- Zaczynamy pojutrze, oczywiście od Londynu, jeszcze nie wiem dokładnie gdzie, dowiem się jutro. Później jest Cardiff, Birmingham, Nottingham, Manchester, Newcastle, Glasgow.
- Spoko.
- Świetnie, na razie możesz iść do domu, zacznij szykować sobie stylizacje czy coś - mruknęła zabierając się za papiery.
- Jenyyy, to tylko podpisywanie płyt - wywróciłam oczami.
- Ale to nie znaczy, że masz wyjść w dresie - spojrzała na mnie karcąco. - No, zmykaj, auto czeka na dole.
- Do domu to jeszcze daleko, mam rehabilitację, na którą wysłał mnie twój doktorek - westchnęłam. - Taa, i powinnam wyjść jakieś dziesięć minut temu. Nara.
Szybko zebrałam się do wyjścia, byłam tak zestresowana, że się spóźnię, że nawet noga nie bolała mnie, kiedy zbiegałam po schodach. Zaczęła boleć, jak już siedziałam w aucie. Arthur na szczęście zrozumiał powagę sytuacji, wcisnął gaz do dechy bardziej niż zwykle i mogę z ręką na sercu przyznać, że byłam prawie na czas.
Po godzinnej serii dziwnych, nie wiem jak mających się do mojej kostki ćwiczeń, wróciłam do domu. Naprawdę chciałam zabrać się za coś pożytecznego dla ludzkości, ale najpierw, jak zawsze, chciałam tylko sprawdzić internet, wiadomo facebook, twitter, te sprawy. Takim też sposobem zostałam, niestety lub nie zauważona na Skypie. Poszłam do kuchni po colę, wróciłam - jeb, połączenie. Od Nathana. Najpierw poczułam to przyjemne uczucie w żołądku i uśmiech na twarzy, a wtedy przypomniałam sobie o tym przeklętym duecie.
- Weź się w garść - mruknęłam i odebrałam połączenie.
- Siema, Londyn! - powiedział wesoło Nathan.
- Siema... Los Angeles? Jesteś w LA, no nie?
- Jak ostatnio sprawdzałem to tak. Czekaj chwilę, coś ci pokażę - sięgnął po telefon, chwilę coś w nim robił i przybliżył komórkę do kamerki.
- Nathan, jest niewyraźnie, nie widzę - pokręciłam głową.
- Twoja płyta! Świeżo ściągnięta z iTunes - powiedział z dumą.
- O rety! To takie miłe! Dziękuję - uśmiechnęłam się. - Razem z kopią Iris, to już dwie.
- Głupolu, jesteś dziewiąta na liście iTunes.
- Serio? - zdziwiłam się, a że mu nie wierzyłam, aż weszłam, żeby sprawdzić. Faktycznie. Dziewiąte miejsce. Wow.
- Teraz co, podpisywanie?
- Zgadłeś. Zaczynam za dwa dni. Jestem taaak podekscytowana - rozłożyłam ręce na całą szerokość.
- Podpisywanie jest fajne. Chociaż trochę boli ręka.
- Muszę poćwiczyć podpis - stwierdziłam.
- Proszę - powiedział Nath, dopiero po chwili zorientowałam się, że nie do mnie, tylko patrzył gdzieś za komputer. - Spoko, będę za pięć minut. To był Kev - powiedział już do mnie. - Muszę wychodzić.
- Jasne, obowiązki wzywają.
- To tego... na razie.
- Pa - uśmiechnęłam się. Już miałam kursor na zakończeniu połączenia, kiedy naszło mnie na - Nathan?
- Tak?
- Tęsknię za tobą - powiedziałam najszybciej jak umiałam, bo wymagało to ode mnie naprawdę wiele odwagi.
- Ja za tobą też, Em - powiedział Nathan uśmiechając się.
- To pa - dalej zostało mi szybkie mówienie, więc w końcu skończyłam rozmowę, w której szczerze zaczynałam się kompromitować.

- "Tęsknię za tobą"? Co mi strzeliło do głowy?! - pytałam samą siebie rozmawiając z Hayley przez telefon.
- Powiedziałaś mu o swoich uczuciach, co w tym złego? - spytała Hay, jak zwykle coś jedząc.
- To, że nie mówię o swoich uczuciach. Nigdy - mruknęłam.
- I może właśnie w tym problem? Ale spójrz, jemu powiedziałaś, to znaczy, że traktujesz go inaczej, wpływa na ciebie, jest ważny. Poza tym, wiesz, musisz zacząć dawać mu widoczne sygnały, skoro na horyzoncie pojawiła się panna Grande.
- Nikt. Się. Nie. Pojawił - wysyczałam każde słowo. - Ona ma chłopaka.
- Chłopak nie ściana, można przestawić.
- Hayley, nie pomagasz mi - powiedziałam przez zęby.
- Ona cię ostrzega - usłyszałam Chrisa.
- Czy Chris słyszał mnie cały czas? - spytałam zszokowana i zażenowana. Aha, czyli cały czas byłam na głośnomówiącym.
- Erm, możliwe - mruknęła Hayley.
- Świetnie... To co kuzynku, masz jeszcze jakieś złote rady?
- Emma, zrobisz, jak zechcesz, ale ten koleś lata za tobą od dobrze ponad miesiąca, kto wie, czy nie dłużej. I może sobie być słodki i opiekuńczy, ale wiecznie czekać nie będzie. W końcu pojawi się jakaś Ariana czy ktoś inny, a wtedy Nathan stwierdzi, że po co ma latać, skoro może wziąć to, co jest.
- Że co, ty też brałeś, co było? - spytała go Hayley. Wyczuwam kłótnie.
- Ja to co innego, w życiu bym nie latał za laską dwa miesiące. Wracając do Emmy, jak Hay mówiła, chłopak nie ściana, a jeśli Nathan będzie chciał, to uwierz, przestawi jej tego chłopaka.
- Ty lepiej uważaj, żeby ciebie nikt nie przestawił.
- Ej, Hayley, nie wygłupiaj się, ja to co innego! - krzyknął za nią.
- Hayley, wracaj! - krzyknęłam. - Hayley, rozmawiałyśmy o mnie!
- Masz rację, przepraszam, już jestem cała twoja - powiedziała po chwili.
- Więc jakieś jeszcze złote rady? Bo z tego co na razie mówicie, wychodzi, że powinnam wsiąść w pierwszy samolot do Ameryki i wskoczyć Nathanowi do łóżka.
- Nie, skarbie, nie. Jeśli naprawdę mu na tobie zależy, nawet nie obejrzy się za jakąś Arianą. A jeśli się obejrzy, to znaczy, że nie jest ciebie wart - stwierdziła.
- Hayley, wiesz, że właśnie zaprzeczasz sama temu, co powiedziałaś wcześniej? - spytałam.
- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - założę się, że przeszywała Chrisa spojrzeniem.
- Wiesz, pudełko lodów będzie dzisiaj bardziej użyteczne od ciebie. Zadzwoń, jak pogodzisz się z moim kuzynem - rozłączyłam się i cisnęłam telefonem w łóżko.
Hayley naprawdę była dobrą przyjaciółką, ale żeby naprawdę mogła pomóc, musi mieć swój wewnętrzny spokój, a w tej chwili przez Chrisa ma mały wewnętrzny orkan.
Dobra, kto może przewidzieć, czy Sykes poleci na pannę Grande... Dobra, wiem, nikt. Ale jest ktoś, kto może mieć podobny sposób rozumowania. Czyli facet. A najlepiej facet, który ma z nim dobry kontakt, ale nie jest z nim na tyle blisko, na przykład po tej samej stronie oceanu i w tym samym zespole, żeby wszystko, co powiem potem mu wyśpiewać. Na  przykład ktoś, kto teraz jest Bóg wie gdzie i skacze z trampoliny do wody. Znaczy, mam nadzieję, że nie aktualnie w tym momencie, bo go potrzebuję.
Chwyciłam z powrotem telefon i wybrałam numer.
- Proszę, odbierz, proszę, odbierz - mruczałam pod nosem.
- Słucham?
- Tom Daley, mój ulubiony Tomie, wspaniały przyjacielu, czy wspominałam już, jak bardzo cię kocham?
- Dobra, mów, co chcesz - zaśmiał się.
- Rady. I lepiej, żebyś miał czas, bo to zajmie chwilę.
- Spoko, mam czas, ale nie lepiej spytać Hayley o radę, czy kogoś?
- Nie, potrzebuję męskiego punktu widzenia, a mój kuzyn to nawrócony szmaciarz, więc się nie liczy.
- Nawrócony szmaciarz?
- Swego czasu potrafił miał po dwie dziewczyny w miesiącu, więc nie przesadzam nazywając go tak, poza tym wie, że tak go nazywam. Wróćmy do mnie.
- No wal śmiało.
- Więc, zacznijmy od tego, że jeśli dwójka ludzi pracuje w tej samej branży i jedna z tych osób robi to, czym się zajmują z kimś innym, to ta druga osoba może poczuć się... zraniona. Mniejsza z tym, masło maślane. Moja koleżanka, w zasadzie koleżanka mojej siostry, tak właśnie, koleżanka mojej siostry - nie musiał przecież wiedzieć, że chodzi o mnie - bardzo, ale to bardzo lubi jednego chłopaka. On też ją lubi, bo jej to powiedział, ale ona nie chce popędzać rzeczy, chce upewnić się, że to jest to. On na to się zgodził, prawda, był, w sumie dalej jest, odwiedza ją, jest słodki i opiekuńczy, ale w szkole projekt, który mógłby spokojnie zrobić z nią, robi z inną dziewczyną i jest bardzo zajęty, więc nie będą widzieć się przez jakiś czas. Więc jakie jest prawdopodobieństwo, że wypnie się na koleżankę mojej siostry i wsadzi język do gardła tej drugiej? - kurde, nie poszło mi tak źle, brzmi to całkiem wiarygodnie, mogłabym pisać scenariusze do filmów.
- Niech zgadnę. Koleżanka twojej siostry nazywa się Emma, jest jej siostrą, ten chłopak ma na imię Nathan i po drugiej stronie oceanu nagrał piosenkę a Arianą Grande? - chyba jednak nie poszło tak dobrze.
- Czemu przyszło ci to do głowy?
- Szkolny projekt? Jest lipiec, Em.
Pacnęłam się z hukiem w czoło.
- Dobra, to może ta dziewczyna ma na imię Emma i może ten chłopak to Nathan i może współpracuje z Arianą Grande. I może Emma była bardzo, ale to bardzo zraniona, dlatego nie potrafiła zaufać mu od początku i może Nathan zmęczył się zabieganiem o nią.
-  Em, gdybym był teraz gdzieś obok, to najpierw pogłaskałbym cię to tej twojej pustej główce, a potem pacnął z całej siły.
- Tom mówię poważnie - westchnęłam. - Mogę też przestać mówić o sobie w trzeciej osobie, jeśli chcesz.
- Byłoby fajnie. Ale przejdźmy do rzeczy. Gadałem z Nathanem parę razy, przez telefon i twarzą w twarz, wtedy na festiwalu i uwierz mi, nie ma takiej opcji, żeby się tobą zmęczył. A duet to tylko duet, nawet ja wiem, że mają jednego managera... - no tak, Scooter. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o niego.
- Skąd wiesz, że wydają singiel? - o tym nie mówiłam, to sam wspomniał.
- Coś mi przed chwilą śmignęło na twitterze.
- Już?! - jedną ręką szybko zalogowałam się na twittera, a znalezienie tweeta Ariany długo nie zajęło. - Och, bo się porzygam od słodkości - trzasnęłam laptopem.
- Emma, przyjaźnię się całe życie z dwiema dziewczynami, uwierz lub nie, ale cię rozumiem, wiem, że cokolwiek nie powiem i tak będziesz bezsensownie zazdrosna.
- Przejrzałeś mnie - mruknęłam.
- Więc powtórzę jeszcze raz. Nathan szaleje za tobą i będzie szalał, poza tym Ariana ma chłopaka.
- Dobra, już uspokajam się - położyłam się na łóżku. - Wierz albo nie, ale pomogłeś mi. Zaprosiłabym cię na playstation 4, ale pojutrze wyjeżdżam na tydzień podpisywać płytę.
- PS4 powiadasz? Co się odwlecze, to nie uciecze.
- Nie wątpię - zaśmiałam się.
- A ty zajmij się czymś konstruktywnym, żeby twoja malutka główka nie zajmowała się głupotami.
- Dobra, zrobię może twitcam - stwierdziłam. -To na razie i dziękuję.
- Polecam się na przyszłość.
Rozłączyłam się i stwierdziłam, że twitcam to faktycznie nie głupi pomysł. Ale czym byłby twitcam bez napisania o tym na twitterze.

Co powiecie na twitcam? (: xx

Dałam sobie pół godziny, ubrałam ładną bluzkę, poprawiłam włosy i makijaż, bo oczywiście zdążyłam kilka razy przetrzeć oko, zjadłam coś, wzięłam z kuchni coś do picia i zaczęło się.
- Hello! To ja, Emma, jak widzicie. Bo nie wiem, kogo innego moglibyście się tu spodziewać, a jeśli mieliście nadzieję zobaczyć kogoś innego, to przepraszam, że was zawiodłam. Tak czy inaczej, siedzę sobie tutaj sama, a uwierzcie mi, mieszkanie w pojedynkę jest mega nudne. Naprawdę mega. Dlatego skoro już tak się nudziłam, to pomyślałam, że porozmawiam z wami - nagle rozległ się dzwonek do drzwi. - Ups. Ktoś dzwoni do drzwi, nie wiem, kto to, bo jest względnie późno, ale pójdę otworzyć. Zostańcie tu, w razie, gdyby to był morderca, będziecie świadkami. Zaraz wracam - zaśmiałam się i pobiegłam otworzyć drzwi.
- Pani Emma Collins? - spytał mężczyzna w brązowym stroju z kwiatami.
- Eee, tak - zdziwiłam się.
- To dla pani - podał mi rzeczony bukiet kwiatów.
- Ale ja nie zamawiałam...
- To normalne, zazwyczaj ludzie nie zamawiają sami sobie kwiatów. Proszę podpisać.
Walnęłam parafkę, podziękowałam i zamknęłam drzwi. O rany, na palcach jednej ręki potrafię policzyć, ile razy w życiu dostałam kwiaty. Kiedy wygrałam XF, dostałam dwa bukiety, jeden od programu, jeden od The Wanted, na urodziny - od The Wanted, w zeszłym roku na walentynki, jeszcze rok wcześniej jeden kwiatek, liczy się jako bukiet?
Otworzyłam małą kopertę i wyjęłam z niego liścik.

Mam nadzieję, że dalej czekasz ;) xxx

O matko, o matko, o matko. Kwiaty od Nathana. Kwiaty od Nathana. Kwiaty od Nathana. Z chęcią poskakałabym nad nimi jeszcze chwilę, ale przypomniało mi się, że mam twitcam na chodzie, więc szybko wsadziłam kwiaty do wody i wróciłam przed komputer, po drodze wymyślając jakąś historyjkę, w razie gdyby o to pytano.
- Wróciłam! Mam nadzieję, że dalej ktoś tu jest, jak widać żyję, nie był to morderca, ani włamywacz. Teraz nikt już nie będzie nam przeszkadzał, możemy mieć miłą rozmowę, więc śmiało pytajcie o co chcecie, postaram się odpowiedzieć na jak najwięcej waszych pytań...



Mam pewne złe wieści... Znaczy, czy się sprawdzą, to czas pokaże. Otóż, wielkimi krokami zbliża się sesja (brr...), a ja może i nie mam egzaminu z matematyki po tym semestrze, ale mam kolokwium czy tam zaliczenie, w sumie wychodzi na to samo, muszę to zdać. A że uczenie matmy w szkole nie za bardzo wychodzi, uczę się jej praktycznie sama oglądając eTrapeza (większość z Was pewnie nie wie, o czym mowa, ale uwierzcie mi - na studiach się dowiecie. I szczerze, ostatnio dosyć się obijałam, jeśli o matmę chodzi i dopiero dzisiaj koleżanka uświadomiła mi, że muszę obejrzeć ponad dwadzieścia filmików, które trwają średnio 30-60 minut, a samo obejrzenie, to nie wszystko, trzeba też porobić jakieś zadanka. Do czego zmierzam... Muszę przyłożyć się do tej matmy, porządnie, dlatego nie wiem jeszcze jak odbije się to na blogach, możliwe, że rozdziały będą krótsze, albo dodawane rzadziej, jeszcze nie wiem. Po prostu, uznałam, że powinnam Was uprzedzić...
Ale to w przyszłości, teraz wróćmy do tego, co teraz ;)
Anonimku, doceniam Twój pomysł z anoreksją, cięciem się, szpitalem i tak dalej, ale nie jestem dobra w takich drastycznych rzeczach ;P Nie mniej jednak mam już plan, nie sądzicie chyba, że wsadziłam tu Arianę tak bez powodu ;)

PS Woohoo! 20000 wyświetleń! (: Wiem, że kilka dni temu cieszyłam się ze stu tysięcy na pierwszym blogu, ale ten jest jakoś mniej czytany, a poza tym każda okrągła liczba przyprawia mnie o radość :)
AKTUALIZACJA: W linku, który jest zaznaczony gdzieś tam w rozdziale jest odnośnik do płyty, możecie też w nią wejść tutaj z prawej strony na górze ;)

wtorek, 3 grudnia 2013

31. Jak wiele chcesz usłyszeć?

Obudziło mnie łomotanie.
- Niech cię szlag, kimkolwiek jesteś - mruknęłam zakrywając głowę kołdrą, żeby wyciszyć hałas.
Miałam nadzieję, że ten ktoś sobie odpuści i będę mogła iść dalej spać. Ale nie odpuszczał. Poszłam spać o godzinej, przy której już nie mówi się noc, tylko nad ranem i budzenie mnie, którakolwiek by teraz nie była, jest najgorszym świństwem na świecie, bo chociaż oglądanie z Nathanem gwiazd na dachu, a w życiu tyle nie widziałam na niebie w Londynie było najlepszym, co mnie spotkało, to teraz musiałam to odespać.
- Poddaję się - mruknęłam.
Wstałam z łóżka i z grymasem na buzi poszłam otworzyć.
- Nie zdziwię się, jeśli kiedyś spłoniesz żywcem z takim wstawaniem.
Przekręciłam rękę Nathana, żeby sprawdzić godzinę. Dobra, południe, każdy miałby prawo mnie obudzić.
- Nie powinieneś być na lotnisku? - spytałam.
- W tym momencie powinienem wsiadać do taksówki, albo spóźnię się i będzie cała kolejka ludzi, którzy mnie zabiją. Ale przyszedłem się pożegnać.
- To nie przyszedłeś się pożegnać wczoraj?
- Och, cicho bądź - powiedział i mocno mnie przytulił. - Uważaj na siebie.
- Ty też - powiedziałam cicho.
- Dobra, teraz już naprawdę muszę lecieć - pocałował mnie w czoło i odwrócił się do wyjścia.
O nie, to za mało jak na półtora miesiąca.
- Nathan - powiedziałam w ostatniej chwili, zanim drzwi się zamknęły, a Nath zajrzał do środka.
Zrobiłam krok do przodu, przyciągnęłam go do siebie i mocno wpiłam mu się w usta.
- Będę tu na ciebie czekać - powiedziałam cicho. Nathan uśmiechnięty patrzył mi prosto w oczy i głaskał po policzku. - No już, spadaj na ten samolot, na co czekasz?
- A tak, pa - Nathan drygnął i wybiegł z mieszkania.
- Schodami będzie szybciej! - krzyknęłam za nim, ale nie byłam pewna, czy słyszał.
Dobra, skoro już wstałam, rychło w czas tak poza tym, to pora zacząć zmieniać się w człowieka. Za dwie godziny przyjdzie wizażystka, która zajmie się moimi włosami i twarzą, bo sama jestem strasznym beztalenciem, więc wypadałoby wziąć kąpiel.
Napuściłam sobie mnóstwo wody do wanny, zrobiłam mnóstwo piany i caluteńka się w niej zanurzyłam. Umyłam włosy i siedziałam w wannie, dopóki nie stwierdziłam, że moje palce są wystarczająco pomarszczone (serio, z tego się nie wyrasta). Wygniotłam wodę z włosów ręcznikiem, założyłam bieliznę i włożyłam ukochany gruby puchowy szlafrok, ale po chwili stwierdziłam, że mamy lipiec, najcieplejszy w Anglii od... dawna i puchowy szlafrok wygląda śmiesznie, więc zamieniłam go na mój słodki urodzinowy różowy szlafrok i zrobiłam szlafrokową imprezę. Jednoosobową imprezę, nie było to tak żałosne, jak brzmiało. Puściłam głośno muzykę, skakałam po kanapie, na śniadanie (chociaż pora wskazuje na obiad) zjadłam trzy porcje płatków z mlekiem i bawiłam się świetnie, dopóki nie przyszedł zabójca zabawy - Iris.
- Czy w szale tej zabawy wymyśliłaś, jak rozwiążesz swój problem z butami? - spytała ściszając muzykę.
- Tak! - klaskałam w dłonie. - Naszedł mnie, kiedy po czubek głowy zanurzyłam się w wannie pełnej piany.
- Więc? - spytała Iris, kiedy przez dłuższą chwilę nie kontynuowałam.
- Więc, sukienka i żakiet zostają takie same, a buty... - poszłam do garderoby i przyniosłam pudełko z nieśmiganą parą...
- Conversy? - spytała Iris, jakby żartowała.
- Kristen Stewart mogła, to ja nie mogę? Plus, dalej trochę kuleję, a na potrzeby mojego wizerunku mogę moje kulenie udoskonalić, wtedy wszystkim będzie mnie szkoda - powiedziałam zadowolona z siebie.
- No nie wiem... - Iris przygryzła wargę.
- Irissss - jęknęłam. - Spójrz na te buty i ten żakiet - dałam jej chwilę, żeby się napatrzyła. - Są stworzone dla siebie.
- Może i tak, ale z szortami, a nie sukienką.
- Szorty mają długość tej sukienki, więc w czym problem? Muszę tylko trzymać nogi razem, jak będę siadać - wywróciłam oczami.
- Rób, co chcesz - westchnęła i machnęła ręką.
- Tak zrobię.
Niedługo później przyszła wizażystka, założyła mi na głowę termowałki, bo tylko na takie był czas i zajęła się moją twarzą, a w międzyczasie Iris nagrywała mnie, żebyśmy miały z czego zrobić filmik.
- Heeeej - pomachałam do kamery starając się nie ruszać głową - właśnie szykuję się, a raczej jestem szykowana na premierę filmu. Niestety dalej mam małe problemy z kostką i nie mogę ubrać butów, które chciałam, muszę założyć inne. Jednym pewnie się spodoba, innym mniej... Chwila, oglądacie to, więc jest niedziela, czyli już zostałam skrytykowana, a to spoko - machnęłam ręką. - Chcę tylko powiedzieć, że czuję się dobrze, z tym jak wystąpię i że chodzi głównie o moją kostkę, bo nie zamierzam ryzykować odnowienia się kontuzji dla jednego wieczoru w szpilkach. O właśnie! Mogę na chwilkę wstać? - spytałam makijażystkę, po jej pozwoleniu się podniosłam. - Mam na sobie mój wspaniały szlafrok! - uśmiechnęłam się. - I jestem malowana i czesana i będę ładnie wyglądać i czuję się jak Aniołek Victoria's Secret. Tyle, że ludzie nie będą robić mi dzisiaj zdjęć w bieliźnie... Tak czy inaczej, wracam do przygotowań i pozwalam Melanie dokończyć pracę.
Iris wyłączyła kamerę, a Mel dokończyła malowanie.
Kiedy byłam już ładnie umalowana, włosy były ładnie ułożone, założyłam sukienkę, żakiet i buty.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym zapięła żakiet i nie podwinęła rękawów. Rozumiem, że to premiera, ale litości, mam być sobą, a nie udawać elegancką damę, którą nie jestem. To się nazywa kompromis - swobodna elegancja. Iris znowu włączyła kamerę:
- Okej, więc, jak widać jestem już gotowa - cofnęłam się dwa kroki, żeby kamera obejmowała mnie całą. - Tak oto wyglądam, jeśli ktoś mnie nie widział. Wiem, że nie wszystkim pewnie podoba się mój wybór butów, ale jak już mówiłam, wszystkim nie dogodzę, a dla mnie najważniejsza jest moja noga. Tak więc, oto idę, mam nadzieję, że film chociaż będzie dobry - uśmiechnęłam się do kamery, a Iris wyłączyła nagrywanie.
- Auto już czeka, baw się dobrze i pamiętaj, uważaj, co mówisz.
- Tak, wiem, wiem - wywróciłam oczami i wyszłyśmy z mieszkania. 
Dojechałam na miejsce, naprawdę byłam wściekła na Iris, że nie chciała iść ze mną. Boże, nie cierpię czerwonych dywanów... Jedyną dobrą rzeczą takich imprez jest, że są tam pracownicy, którzy pokazują ci, gdzie masz się ustawić i generalnie co robić. 
- Emma Collins, dobrze, że jesteś, baliśmy się, że nie przyjdziesz przez nogę, proszę ustaw się fotografom tutaj - ubrana  na czarno dziewczyna ze słuchawką w uchu zrobiła to, o czym mówiłam. 
Dobra, Em, głęboki oddech i uśmiech na usta. Ciężko jednak naturalnie się uśmiechać i nie wyglądać jak zdezorientowane ciele, kiedy cały tabun fotografów chce, żebyś spojrzała właśnie w jego obiektyw. Po dłuższej chwili lekko kulejąc przeszłam dalej, do dziennikarzy. 
- Witaj, Emmo - powiedziała jakaś dziennikarka.
- Cześć - uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam ani jak ma na imię, ani z jakiej telewizji jest. I tak kilka razy. 
Dopiero na sam koniec, tuż przed wejściem na salę spotkałam chłopaków z Lawsona.
- O rany, w końcu ktoś kogo znam - uśmiechnęłam się. 
- Wheeey, jest i Emma! - powiedział Joel. - Piątka!
- Naprawdę nie chce mi się tu być - powiedziałam przybijając piątkę.
- Co ty gadasz, film o zombiakach, będzie fajnie - stwierdził Andy. 
- Zombiaki? Świetnie. Ale wiecie, event cztery dni przed premierą płyty, jak miałoby mnie tu nie być, management chyba popełniłby zbiorowe samobójstwo. 
- A więc to takie buty.
- Spoko, luz, obejrzę film, pójdę na afterparty, najem się, będzie fajnie - chyba bardziej samą siebie próbowałam przekonać niż ich. - Albo pojadę prosto do domu. 

Obejrzałam film, w sumie nie był taki zły, w trakcie naszła mnie też refleksja, że gdyby zombie wyszły z ekranu, jako jedna z niewielu miałabym szansę ucieczki, bo mam wygodne buty. Po filmie znowu przyszła pora na kilka wywiadów, porozmawiałam też z kilkoma fanami i zmyłam się do domu. 

***
Dwa dni później o tej samej porze marzyłam, żeby umrzeć. Leżałam w dresach na sofie w salonie, z gorącym kompresem na brzuchu, gorącą herbatą w jednej ręce i czekoladą z orzechami w drugiej. Jedno z nich w końcu musiałam odłożyć, bo zadzwonił mój telefon. 
- Cześć, Nathan - odebrałam i starałam się brzmieć jak najbardziej normalnie. Co, jak co, ale o moim wyjątkowo ciężkim okresie nie musiał wiedzieć. 
- Hej, oglądałem zdjęcia z premiery, ślicznie wyglądałaś. 
- O tak, trampki i sukienka, to jest to - wiem, że dwa dni temu mi się to podobało, ale teraz chciałam umrzeć.
- Em, wszystko gra?
- Tak - mruknęłam.
- Na pewno?
Ugryzłam kawałek czekolady.
- Jak bardzo szczera mogę być z tobą i jak wiele chcesz usłyszeć? - spytałam z pełną buzią.
- Wiesz, że możesz mówić mi wszystko.
- Mam okres. Chcę umrzeć. 
- Yyy.. Taa, tego się nie spodziewałem..
- A pytałam... - westchnęłam. 
- O tym powinnaś raczej porozmawiać z Hayley... Albo twoją siostrą. 
- Nie muszę z nikim rozmawiać, mam wszystko pod kontrolą. Dobra, zmieńmy temat, bo robi się to dziwne... Jak tam w LA, czy gdziekolwiek jesteś?
- A dobrze, wszystko dobrze. Słuchaj, jest coś i chciałem powiedzieć ci to sam, żebyś dowiedziała się bezpośrednio ode mnie, a nie z twittera czy facebooka.
- Mów śmiało.
- Więc... nagrałem duet. Z Arianą Grande. 
Emocje na wodzy, Em.
- Fajnie. Dobry będzie?
- Nam się podoba.
Świetnie, teraz jeszcze mówi o niej i sobie w jednej osobie. 
- Jestem pewna, że piosenka jest świetna. Słuchaj, zaraz ma wpaść Iris, obgadać szczegóły promocji, więc powinnam ogarnąć się czy coś. 
- Trzymam kciuki za płytę, jestem pewien, że będzie się pięła w górę aż miło.
- Mam nadzieję - zaśmiałam się. - To... do usłyszenia, papa.
Rozłączyłam się. Zazdrość, to nie zazdrość, to okres. Nathan i Ariana Grande. Wzięłam kostkę czekolady do buzi. I jeszcze jedną. I jeszcze jedną. Pewnie będzie o miłości. Pewnie zrobią do niej teledysk. Pewnie będzie słodki aż do omdlenia. Pewnie potem będą promować tą piosenkę w każdej możliwej stacji radiowej i w każdym możliwym programie śniadaniowym. I pewnie spędzą dużo czasu razem. I pewnie z każdej strony będą huczały plotki. STOP! Co się ze mną dzieje? Nie jestem typem zazdrośnicy. Nigdy nie byłam. Więc dlaczego tego zazdrosna o jedną głupią piosenkę? Nikt nie powiedział, że to będzie singiel. Nikt nie powiedział, że będzie teledysk. Poza tym, czy ona nie ma przypadkiem chłopaka? Spokój, Emma, jesteś oazą spokoju. Chrzanić to, jestem zazdrosna. Nawet nie wiem czemu, ale jestem. Nie dobrze, nie dobrze... 


Jak widzicie, przypuszczenia niektórych z Was się spełniły. No co, nie może cały czas być słodko i kolorowo ;P. 

sobota, 30 listopada 2013

30. Nie ma nikogo lepszego.

Rano szybko zjadłam śniadanie, ubrałam się i na telefon Iris wyszłam z domu. Po dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce festiwalu, spokojnie czekałam sobie w garderobie na swoją kolej na próbie dźwięku, kiedy do środka wpadła dziewięcioosobowa chmara w postaci The Wanted & Lawson.
- O rany, więcej was matka nie miała? - zaśmiałam się i każdego po kolei uściskałam.
Jestem też prawie pewna, że nikt nie widział, jak Nathan ukradkiem dał mi buziaka w policzek.
- Co ci się stało, biedne dziecko? - spytał Ryan.
- Chochliki zastawiły na mnie pułapkę w postaci kabla na środku przejścia.
- Taa, to mogło zdarzyć się tylko tobie - stwierdził Adam.
- Uznam to za komplement.
Do środka wpadła Iris.
- Emma, próba - podniosła wzrok zna telefonu. - O matko, skąd was tu tyle? - spytała na widok wszystkich. - Nieważne, szybko, szybko, nie mamy czasu - popędziła.
- Iris, nawet jakbym chciała, mam ograniczoną prędkość - powiedziałam biorąc kule i mijając ją.
Zgrabnie zeszłam z trzech schodków i kuśtykałam sobie o kulach aż...
- Skąd się wzięło to błoto?! Przecież nie padało od tygodnia - nie było opcji, żebym przeszła, bo kule ugrzęzłyby mi w błocie, a to była jedyna droga na scenę.
Na moje szczęście napatoczył spóźniony jak zwykle Matt.
- Ty, stój - \zagrodziłam mu kulą drogę. - Musisz mnie tam wnieść - powiedziałam.
- Płacisz to wymagasz - wzruszył ramionami i wziął mnie na ręce.
- Dzięki - powiedziałam, kiedy postawił mnie na scenie. - Iris, jaka kolejność? - spytałam, kiedy już wsadziłam sobie odsłuch do uszu i dostałam mikrofon do ręki.
- Taka jak na trasie, z tym, że ostatnie jest "4ever".
- Czyli "Ghetto Baby" - Iris uparła się, że jednak będę dalej do śpiewać, przynajmniej do czasu wydania płyty - "Locked Out Of Heaven", "Ego", "Made", "Black Box" i "4ever"?
- No przecież właśnie to powiedziałam. Ale nie próbujcie wszystkiego nie mamy tyle czasu, za godzinę wpuszczają ludzi, do tego czasu scena musi być przygotowana dla... kogoś tam - machnęła ręką.
- Oki doki.
Zagraliśmy trzy piosenki i zgodnie z zaleceniami Iris szybko zmyłam się ze sceny. W garderobie czekała już na mnie makijażystka, która zajęła się moją twarzą i włosami, taka była wielofunkcyjna. Szybko też przebrałam się w zestaw na scenę.

I Iris i mama cały czas czepiały się, że ubieram się zbyt zwyczajnie na scenę. Oh well, Little Mix ubierają się wystarczająco nadzwyczajnie, ktoś musi wprowadzić trochę prostoty. A propo Little Mix właśnie występowały, kiedy zlokalizowałam Maxa i Andy'ego i razem z nimi oglądałam występ. Po chwili przyszedł też Nathan.
- Siema - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę do przybicia piątki, Nathan na szczęście zajarzył, o co chodzi, bo inaczej wyglądałoby to głupio. 
- Siema, ładnie wyglądasz.
- A dziękuję. 
- Zaraz wracam - powiedział po przeczytaniu smsa na telefonie. 
- A ten gdzie pognał? - spytał Max.
- Nie mam pojęcia - wzruszyłam ramionami. 
Żartowaliśmy sobie w trójkę, słuchaliśmy muzyki, po chwili poczułam, że ktoś za mną stoi. Odwróciłam się i...
- Daley! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. - Co ty tu robisz?
- Słucham Little Mix - kiwnął głową w stronę sceny. - Nie no, wiesz, nie chcę być pod kreską, to wpadłem.
- Awww, oglądałeś wczorajszy wywiad?
- Taa, nie miałem wyjścia, Sophie i Nikita u mnie były, okupiły telewizor. 
- Taa, miło słyszeć, że cały dzień pilnowałeś, żeby nie przegapić mnie w telewizorze - poklepałam go w ramię. - Aha! Już wiem, gdzie przed chwilą zniknąłeś - oskarżycielko wskazałam palcem na Nathana. - Poszedłeś po niego!
- Brawo, Sherlocku - wtrącił Andy. - Nie domyślilibyśmy się, kiedy przyszli razem. 
- Andy, jeśli myślisz, że nie dam rady skopać ci tyłka tylko dlatego, że masz metr dziewięćdziesiąt, a ja nogę w gipsie, to się grubo mylisz - stuknęłam go kulą w nogę. 
- Dobra, dobra, groźna jesteś, wierzę na słowo - uniósł ręce w obronnym geście.
- Ha, więcej, z tymi kulami jestem nawet w stanie dosięgnąć czubka twojej głowy bez stawania na palcach i wyciągania ręki w górę!
Andy miał metr dziewięćdziesiąt, z moimi stu sześćdziesięcioma centymetrami wzrostu ciężko było poklepać go po głowie. 
- Niestety nie możesz mi tego zademonstrować, bo w tym momencie spadam przygotować się do występu.
- Na razie - powiedzieliśmy chórem, a Andy poszedł do garderoby się przygotować. Na jego miejsce po chwili przyszedł do nas Tom, Parker tym razem. Po dłuższej chwili na scenę weszli Lawson, zaśpiewali wszystkie single i jakieś covery, po nich mieli występować Union J, a po nich była pora na mnie, więc zmyłam się do garderoby, podpiąć odsłuch, rozgrzać struny głosowe i tak dalej. 
Ani się obejrzałam a była moja kolej, żeby wyjść na scenę, po drodze spotkałam Nathana i Toma Daleya, którzy czekali na mnie z serdecznymi kopniakami na szczęście. Najpierw mój zespół wszedł na scenę, założyli instrumenty, złapali pałeczki czy cokolwiek, potem prowadzący zapowiedział mnie i przeprowadziłam prawdopodobnie najżałośniejsze wejście na scenę w historii, jak gdyby nigdy nic powoli doszłam sobie do krzesła, usiadłam wygodnie, kule oddałam komuś z obsługi i wtedy muzyka zaczęła grać. Zaczęliśmy mało oryginalnie od "Ghetto Baby". 
- To było prawdopodobnie najtragiczniejsze wejście na scenę w historii, proszę nie wrzucajcie tego na YouTube - zaśmiałam się. - Jak widać mam pewne trudności z mobilnością, dlatego przez następne pół godziny będę siedzieć na tym krześle jak trusia, a fakt, że po mnie na scenę wchodzi pięciu gorących kolesi, znanych jako The Wanted, którzy będą skakać i tak dalej wcale mi nie pomaga. Dlatego postaram się zaśpiewać najlepiej, jak potrafię, żeby nikt o mnie nie zapomniał w momencie, kiedy zejdę ze sceny. Więc teraz pora na mój cover "Locked Out Of Heaven".
Wszystko szło ładnie, zaśpiewałam zgodnie z planem, kiedy na koniec przyszedł czas na "4ever" jednak wstałam z krzesła, bo choćby nie wiadomo jak się chciało na siedząco nie da się wydobyć wszystkich dźwięków. Jak na trzeci raz, kiedy wykonywałam tą piosenkę poszło bardzo dobrze, jeszcze nie zdążyła mi się znudzić. 
Skończyliśmy, ładnie się ukłoniłam, potem ukłoniłam się w jednej linii z zespołem i naprawdę chciałam już zejść ze sceny, ale Iris z moimi kulami gdzieś zniknęła.
- Gdzie jest Iris? - spytałam cicho i spojrzałam na Josha i Matta, którzy stali po moich bokach.
- Moja managerka z kulami zniknęła - powiedziałam do mikrofonu. - Iris, gdzie jesteś?
- Och, chrzanić to - powiedział Matt i zanim mogłam zareagować wziął mnie na ręce. 
- Matt, puść mnie - zaczęłam wierzgać zdrową nogą. 
- Emma, prędzej byś się zabiła niż zeszła z tych schodów - stwierdził.
- Jak myślisz, że dostaniesz za to podwyżkę, to się grubo mylisz. Co więcej, jak jutro zobaczę zdjęcie tego, co właśnie zaszło i dopisek, że z tobą chodzę, to cię zatłukę.
- Złość piękności szkodzi - postawił mnie na ziemi i poklepał mnie po głowie. 

Mogłabym przepowiadać przyszłość. Pozwoliłam swoim złym przyzwyczajeniom się wypełnić i poranek zaczęłam od plotkarskich stron. No cóż, jedna z nich podniosła mi ciśnienie lepiej niż kawa.

Emma Collins czuła się wczoraj baaaardzo, bardzo miło z Nathanem Sykesem, Tomem Daleyem, swoim perkusistą i kilkoma innymi...
Emma wczorajszy festiwal spędziła z bardzo męskim i bardzo przystojnym gronie. Na zdjęciach, które napływają do nas od samego rana można zobaczyć Emmę z uśmiechem na ustach rzucającą się Tomowi Daleyowi na szyję, przytulającą się do Nathana Sykesa, roześmianą z Adamem Pittsem z Lawson, a co najważniejsze niesioną na rękach (dwa razy!) przez swojego perkusistę. 
Słodka dziewiętnastolatka z Birmingham jak widać nie narzeka na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej, wydaje się jednak, że sama do końca nie wie, czego chce i lubi mieć pod ręką wiele opcji do wyboru.

Pod spodem był jeszcze link do ogólnej galerii z festiwalu. Myślałam, że krew mnie zaleje. Iris zawsze powtarza, że robię błąd, ale już mam tak, że wszystko muszę sprostować na twitterze, bo inaczej nie przeżyję całego dnia. Większej kupy bzdur dawno nie widziałam... Toma nie widziałam dwa miesiące, pewnie powinnam przywitać go z grobową miną, Nathan przytulił mnie dosłownie przez ułamek sekundy, bo bolała mnie noga, z Adamem po prostu się śmialiśmy, a Matt pomagał mi w mobilności.

Jak widać ucieszenie się na widok kogoś, kogo nie widziało się dwa miesiące jest złe, pocieszenie przez przyjaciela, kiedy bolała mnie noga, jest złe, śmianie się jest złe, a najgorsza jest chyba pomoc w zejściu ze sceny... 

Koniec, nie mam dzisiaj siły na media społecznościowe. Jeszcze coś mnie podkusiło, żeby przeczytać komentarze pod tym "artykułem"... Cóż, słyszałam już gorsze epitety na swój temat.
Później zadzwoniła do mnie Iris z, jak to nazwała, wspaniałymi wieściami. Rozmawiała ze swoim znajomym ortopedą (ma znajomych w każdej chyba dziedzinie przysięgam), obiecał, że obejrzy moją nogę, jeśli będzie okej, to da mi spokój z gipsem i zamiast niego dostanę ortezę, coś takiego jak gips, co ma usztywnić moją kostkę, ale mogę to ściągać.
- Fajnie, ale czy ja wiem, czy to takie wspaniałe - zamyśliłam się.
- Tak. Jest wspaniałe do tego stopnia, że jak już ściągniesz gips można zrobić sesję na okładkę, a będzie miało to miejsce jutro.
- Iris - chciałam, ale przerwać, ale że to Iris, to nie miałam szans.
- To tego, bądź gotowa za godzinę, jedziemy do lekarza, na razie - i rozłączyła się zanim miałam szansę coś powiedzieć.

Jak później się dowiedziałam pan doktor ortopeda i moja Iris znają się z liceum, a znają to mało powiedziane, bo przez całe liceum ze sobą chodzili. Smutniejszą wiadomością jest to, że rozstali się przed wyjazdem na studia, bo wybrali uczelnie na dwóch różnych końcach kraju. Smuteczek. Ale po tych wszystkich latach nadal utrzymują kontakt, co jest mega urocze.
Tak czy inaczej pan doktor ortopeda/były chłopak Iris pozbawił mnie gipsu, poinstruował mnie jak zakładać ortezę i kazał przyjść na kontrolę za tydzień. A Iris już umawiała na jutro studio na sesję okładkową do płyty.

Jako że Iris to Iris i zawsze dzieje się to, czego chce, sesja następnego dnia odbyła się. Chociaż wszystko trwało sto razy dłużej niż powinno, w tym przez moją nogą, wszystko wyszło też bardzo ładnie, kolorowo, tak jak chciałam. Teraz pozostawało czekać aż graficy się tym zajmą, poprawią, co im zdaniem trzeba i ktoś inny zmontuje z tego ładną książeczkę okładkową na płytę. Przy okazji też postawiłam na minimum oryginalności i stwierdziłam, że skoro "4ever" w sumie promuje płytę, bo singiel wchodzi do sprzedaży dwa tygodnie przed płytą, więc w sumie ją promuje i takim sposobem płytę też nazwałam "4ever".
Potem poleciało z górki, nawet nie wiem, kiedy minęły mi dwa tygodnie, promocja singla, zaproszenie na premierę filmu i ani się obejrzałam, a do rzeczonej premiery został jeden dzień. Co oznacza, że niestety został jeden dzień do wyjazdu The Wanted na półtora miesiąca do Ameryki, co niezbyt mnie uszczęśliwiało i pięć dni do premiery płyty. Wszystko pięknie się układało, włączając w to moją nogę, dopóki nie przymierzałam szpilek, które planowałam założyć na premierę.
- Oh, Emma, wyglądasz przepięknie - powiedziała zachwycona Iris.
- Mam na sobie rozciągnięty dres...
- Chodzi mi o buty. Jak patrzę na nie, to widzę całą ciebie jutrzejszego dnia i wiem, że będziesz wyglądała najlepiej - pisnęła zachwycona.
- O rany, jestem zestresowana. Nie wiem, co robić na takich imprezach. Nie chodzę na takie eventy, nie pozuję na czerwonym dywanie, ja śpiewam - zaczęłam się martwić. Żeby dodać sobie otuchy zaczęłam przechadzać się w butach po pokoju, ale z własnej głupoty obracając się, zrobiłam to na nodze, która była skręcona.
- Ała, ała, ała - syknęłam i szybko usiadłam.
- O nie, powiedz, że żartujesz - Iris się przeraziła.
- Chciałabym - mruknęłam. - Co ja teraz zrobię?
- Poczekaj, zadzwonię do Jima, może da radę obejrzeć teraz twoją nogę.
Jim to już wspomniany doktor ortopeda/były chłopak Iris.
Kiedy Iris wyszła z pokoju zadzwonić, ja przygotowana, że pewnie będę musiała wyjść, przebrałam się z dresów.
- Załatwione - zadowolona z powrotem weszła do pokoju. Zadowolenie zniknęło, kiedy przeczytała smsa. - Cholera - westchnęła.
- Coś się stało? - spytałam.
- Jestem umówiona z Davidem... No nic, odwołam - zabrała się za pisanie.
- Nie, Iris, nie - machnęłam ręką. - Idź, ja sama dam radę pojechać do lekarza.
- Na pewno?
- Tak, należy ci się chwila relaksu, ostatnie dwa tygodnie harowałaś jak wół nad promocją płyty, idź.
- Dzięki - podeszła i pocałowała mnie w policzek. - To lecę, zamówię ci taksówkę - powiedziała idąc do wyjścia.
- Dzięki - odkrzyknęłam.
Przebrałam bluzkę, założyłam z powrotem ortezę na nogę, a już miałam nadzieję, że rozstałam się z nią na dobre, poprawiłam włosy i makijaż, zjechałam windą na dół idealnie o czasie, kiedy dojechała taksówka. Podałam kierowcy adres i już niedługo byłam na miejscu. O kulach weszłam do środka i poszłam prosto do znanego mi gabinetu. Zapukałam do drzwi i wsadziłam głowę do środka.
- To ja - powiedziałam wesoło, chociaż nie było mi do śmiechu.
- Emma, wchodź - Jim/doktor ortopeda/były chłopak Iris gestem zaprosił mnie do środka. - Co zmajstrowałaś z tą nogą? - spytał.
- Jutro idę na premierę jakiegoś filmu, przymierzałam szpilki, no i... boli - wzruszyłam ramionami.
Jim obmacał mi kostkę i powiedział:
- No jutro szpilek na pewno nie założysz.
- Świetnie - mruknęłam.
- I skoro noga dalej cię pobolewa, wygląda na to, że jednak musisz iść na tą rehabilitację, tutaj masz namiary na rehabilitanta - zapisał coś na kartce i podał mi ją - powiedz, że jesteś ode mnie.
- Okej, dzięki - schowałam wizytówkę do torebki i zebrałam się do wyjścia. - Na razie doktorku, nie chcę żeby zabrzmiało to niemiło, ale do niezobaczenia.
- Mam nadzieję - zaśmiał się.
Za rogiem był postój taksówek, więc ten kawałek przeszłam się, wsiadłam do pojazdu, kiedy byłam już w drodze, zadzwoniła do mnie Hayley.
- Hej, Hay, co u ciebie? - odebrałam wesoło.
- Nie bajeruj, wiem, że Nathan leci jutro do Stanów. Zrobiłaś w końcu jakiś krok, czy dalej zachowujesz się jak dziecko? - spytała.
- Właśnie wracam od ortopedy, miło, że interesujesz się moją nogą - odpowiedziałam z sarkazmem. - A tak serio, rozmawiałam kilka dni temu z Nathanem i wiesz, jeśli po powrocie z Ameryki nie będzie jeszcze zmęczony zabieganiem o mnie, to... no wiesz, spikniemy się.
- Wiesz, jeśli po ponad dwóch miesiącach nie będzie zmęczony zabawą w kotka i myszkę, to koleś jest wielki - stwierdziła. - Ale dlaczego dopiero po Ameryce? Wiesz, że i tak do tego dojdzie, to po co czekać?
- Bo po co składać deklaracje, jeśli przez półtora miesiąca będziemy po dwóch stronach oceanu?
- Aaa, spryciula, zostawiasz sobie otwartą furtkę, jakby na horyzoncie pojawił się ktoś lepszy, a ty, a ty.
- Hayley.. Wiesz, że nie ma nikogo lepszego. I nie będzie.
- Oj wiem, droczę się tylko.
Wytężyłam drugie ucho i dopiero po chwili zajarzyłam, co słyszę.
- Hayley! "4ever" leci w radio! - krzyknęłam do słuchawki.
- Moja bratanica uwielbia tą piosenkę - powiedział taksówkarz.
- Tak, jest całkiem spoko - zaśmiałam się.
- Emma, chętnie dalej bym z tobą omawiała bezsensy twojej relacji z panem Sykesem, ale właśnie Chris dobija się do drzwi.
- Spoko, pozdrów go i postarajcie się nie zrobić dzieci - rozłączyłam się, zanim zdążyła mnie zripostować.
Dojechałam pod dom, zapłaciłam taksówkarzowi, windą wjechałam na moje piętro i jakież było moje zdziwienie, kiedy pod drzwiami zobaczyłam...
- Nathan?
- Hej, gdzie byłaś?
- U lekarza - kiwnęłam głową na ortezę, która znowu zagościła na mojej nodze.
- Chyba musi cię ten lekarz lubić, że przyjmuje cię po dwudziestej pierwszej.
- To znajomy Iris, więc wiesz... Co tu w ogóle robisz? Powinieneś się pakować.
- Spakowany jestem już dawno, tylko, no wiesz, chciałem cię zobaczyć.
- To miłe - uśmiechnęłam się lekko zawstydzona. To może wejdźmy do środka - zaczęłam szukać kluczy w torbie.
- W zasadzie... Zagadałem z kim trzeba i możemy iść w fajniejsze miejsce. Nie żebym miał coś do twojego mieszkania, jest bardzo ładne.
- Okej, zdam się na ciebie, ale pamiętaj o mojej ograniczonej mobilności.
- Spoko, nie idziemy daleko - powiedział wciskając w windzie najwyższe piętro.
- Nathan, wyjście z budynku jest na poziomie 0.
- Kto powiedział, że wychodzimy? - uśmiechnął się tajemniczo.
Wysiedliśmy z windy, przeszliśmy kawałek, weszliśmy po kilku schodach i znaleźliśmy się na... dachu.
- Wow... nawet nie wiedziałam, że da radę tu wejść - powiedziałam.
Słońce już zachodziło, niebo robiło się jak uroczo pomarańczowe, robiło to bardo miłą atmosferę.
- No widzisz, mam swoje sposoby, żeby wejść wszędzie.

Na dachu spędziliśmy kolejne kilka godzin. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, w tym o moim butowym problemie na premierę czy o tym, co The Wanted będą robić w USA.
- Gramy parę koncertów, w kilka z Carly Rae Jepsen, kończymy album, jest też jeden projekt, który dotyczy tylko mnie, ale to jeszcze nie jest do końca pewne, więc nie chcę nic mówić.
- Spoko, ale jestem pewna, że co by to nie było, zrobisz to świetnie - uśmiechnęłam się.
- A ty, stresujesz się przed premierą płyty?
- Z każdą chwilą coraz bardziej - westchnęłam. - Ale, Nathan, proszę, zero promocji z twojej czy w ogóle The Wanted strony.
- Ale czemu? - spytał.
- Bo jeśli płyta odniesie jakiś sukces, nie chcę, żeby ludzie mówili "To dzięki The Wanted, oni ją wypromowali"... Wiesz, jak jest z Little Mix i Zaynem...
- Mogę ustąpić na jeden tweet - uparł się. - Ale nie będzie to nic w stylu "Idźcie, kupcie płytę Emmy", tylko nie wiem, napiszę do ciebie, że płyta jest świetna.
- Nie wiesz, czy jest świetna, nie słyszałeś jej - stwierdziłam.
- Ale słyszałem ciebie i wiem, że mogłabyś śpiewać największy badziew, a każdy by to kupił.
- Uznam to za komplement - zaśmiałam się.



Helloł, helloł :) 
Na początek zdradzę, że obuwniczy problem na premierę Emma ma już rozwiązany ;) Znaczy, ja mam, ona wpadnie na to w następnym rozdziale ;) 
Zdradzę też, że zbliża się zbliża się dużo emocji, wahań, łez (nie tylko tych radości), no, mam nadzieję, że będzie się działo, jeszcze zobaczymy, jaki wyjdzie efekt końcowy ;)
Jeśli macie jakieś propozycje tego, co może się stać, piszcie w komentarzach, może a nuż wykorzystam jakiś Wasz pomysł :)

wtorek, 26 listopada 2013

29. Może chciałbyś zostać...

- Nathan, zaraz odpadną mi kciuki - jęczałam po trzech godzinach grania w Play Station.
- Niech ci będzie - powiedział i odłożył pada na stolik. - Więc przypuśćmy, że siedzisz teraz sama. Co robisz?
- Mam nawyk, jeśli jest się osobą publiczną, jest bardzo zły. Wpisuje swoje imię w googlach, na tumblrze, twitterze i czytam, co wyskoczy. Sprawdzam, co ludzie o mnie piszą.
- Brzmi fajnie, gdzie laptop?
- Ale że co? Będziemy wpisywać moje imię i nazwisko i czytać? - spytałam głupio. Boże, może tylko żartował.
- No tak, to przed chwilą powiedziałaś - bez słowa uprzedzenia, czy pozwolenia, wpakował się do mojej sypialni, po chwili wrócił z laptopem.
- Dobra, włączamy tumblr - trzymając laptopa na kolanach wszedł na stronę i w wyszukiwarce wstukał "Emma Collins". - Jesteś dziewiętnastoletnią milionerką i to robisz w wolne wieczory?
- Nie jestem milionerką. Jeszcze.
- Jak nie? Dostałaś milion za trasę.
- Ale musiałam zapłacić zespołowi. To nie jest milion. Jeszcze! - zauważyłam. - Po premierze płyty dostanę.
- O jak fajnie, dotarłem do tych postów, gdzie ludzie piszą, co o tobie myślą.
- Pokaż no tego laptopa - przesunęłam komputer w swoją stronę.
Następne kilka minut zleciało na czytaniu opinii ludzi na mój temat. Jedne były pozytywne, inne mniej.

Nie mogę doczekać się płyty Emmy.
Nowy singiel Emmy jest o wiele lepszy od poprzedniego. 
Lubię Emmę, ale za dużo czasu spędza z The Wanted i Lawson, jakby chciała wykorzystać znajomość z nimi do zwiększenia swojej popularności.

Doszło do tego też parę opinii na temat, z kim tworzyłabym ładniejszą parę...

Wiem, że jest między nimi siedem lat różnicy i Andy powiedział, że traktuje Emmę  jak młodszą siostrę, ale sądzę, że byliby słodką parą.
Mogą zaprzeczać, ale zwłaszcza na zdjęciach z The Wanted Arena Tour widać, że coś jest między Emmą i Nathanem i chociaż chcą, nie potrafią tego ukryć.

Teraz dało się wyczuć drobną niezręczność w powietrzu... Właśnie dlatego nie wpisuje się w internecie własnego nazwiska siedząc z kimś innym.
- Okej, starczy tego dobrego - powiedziałam zamykając laptopa.
- Ej, zaczynało się robić ciekawie - Nathan zaczął protestować. - Chociaż w sumie, dobrze, że zabrałaś. Powinienem się zbierać.
- Już? Która godzina? - spojrzałam na zegarek, było po północy. Wtedy coś innego przykuło moją uwagę. - Słyszysz ten dźwięk? - spytałam.
Nathan zaczął się wsłuchiwać, a ja podeszłam do okna.
- Chyba będzie burza... Czy coś... - żadne "coś" nie istniało. Nie było możliwości, żeby nie było burzy. Drzew wyglądały, jakby miały zgiąć się w pół, a dwie dziewczyny, które nieszczęśliwie szły pod wiatr... no ledwie szły. - Jesteś pewien, że chcesz tam wyjść?
Nath podszedł do okna.
- No teraz to na pewno zadzwonię po taksówkę - stwierdził.
- Myślisz, że tylko wieje, czy będzie z tego burza? - spytałam zaciągając zasłony.
- Burza i to jak sto pięćdziesiąt. Nie czułaś jak cały dzień było duszno?
- Prawie cały dzień spędziłam w klimatyzowanych pomieszczeniach, więc nie.
W tym momencie zaczął padać deszcz. Chociaż padać to mało powiedziane, woda lała się z nieba jakby ktoś odkręcił kran.
- No i wykrakałeś - mruknęłam.
- Emma... Chyba nie boisz się burzy? - spytał lekko rozbawiony.
- Oczywiście, że nie, co ja mam pięć lat?
Naprawdę nie boję się burzy, ale takich normalnych burzy, nie kiedy znienacka wali piorunami tak, że mam wrażenie, że walnął w mój balkon. Wtedy każdy by się przestraszył.
- Nie boisz? - zaśmiał się i wtedy walnął kolejny piorun, po czym i Nathanowi przestało być do śmiechu.
Znowu grzmotnęło, chciałam odsunąć się od okna, ale zaaferowana mega burzą, jakby zapomniałam, że mam nogę w gipsie i bezmyślnie się na niej oparłam.
- Auć, auć, auć - szybko podniosłam ją do góry.
- Wszystko dobrze, usiądź lepiej - Nath pomógł mi dojść do kanapy.
- Oparłam się na nodze. Mógłbyś podać mi lekarstwa, tam z torebki na blacie?
- Jasne - podszedł do torebki, wyciągnął fiolkę z tabletkami i podał mi butelkę wody.
- Dzięki - powiedziałam popijając tabletkę. Lampy zaczęły migać... Świetnie, jeszcze tylko tego brakowało...
Szybkie myślenie, Emma. Mogłam albo pozwolić mu wyjść, czyli zachować się... no jak Emma. Albo... mogłam rozegrać to, jak, hmm, no Hayley. Czyli przebiegle.
- Więc spytam jeszcze raz, jesteś pewien, że chcesz wyjść na zewnątrz?
- A masz jakąś inną propozycję?
- Znaczy, no wiesz... na zewnątrz jest niebezpiecznie... i w sumie... no wiesz, mam wolny pokój i ten... - jąkałam się, najnormalniej w świecie się jąkałam. Miało być Hayley, wyszło Emma, jak zwykle.  - To może chciałbyś...
Nie zdążyłam dokończyć, bo wysiadł prąd. Najzwyczajniej na świecie nagle BAM i ciemno. Nathan włączył latarkę w telefonie i usiadł obok mnie i schował telefon do kieszeni.
- To na czym skończyłaś?
Chcemy czy nie, tak już jest, że kiedy jeden zmysł wysiada, jak na przykład wzrok w ciemności, inne się wyostrzają. Słyszymy najmniejszy szmer, oddech drugiej osoby, nie widzimy jej, ale wiemy, czujemy, że jej rękę od naszej dzieli kilka centymetrów, może i milimetrów, napięcie rośnie i rośnie...
- Że może chciałbyś zostać...
Nie wiem nawet, jak to się stało, ale nasze nosy nagle dzieliły milimetry, a jak to się zazwyczaj kończy... Nasze usta dotknęły się, poczułam rękę Nathana w swoich włosach... Po chwili jednak delikatnie odsunął się i oparł swoje czoło o moje.
- Powoli... Sama to mówiłaś, pamiętasz?
- Tak, pamiętam - przygryzłam wargę.
Nagle wróciło światło, ale za to walnął porządnie piorun i to gdzieś naprawdę blisko, bo przysięgam, że usłyszałam trzask łamanego pnia. Serio nie boję się burz, ale to było tak nagłe, że serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
- Em, tylko szczerze, boisz się?
- Może trochę - powiedziałam cicho i znowu walnął piorun.
- Oj, chodź tu - przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił głaskając po plecach.
Siedzieliśmy tak sama nie wiem ile, ale zrobiłam się mega śpiąca.
- Nathan? - podniosłam głowę. O proszę, kto zasnął pierwszy. Wygląda na to, że jednak wyszło na moje. - Nathan, wstawaj - potrząsnęłam nim lekko.
- Co, co się dzieje? - chłopak szybko się podniósł.
- Nic, chodź ze mną - wzięłam kule, a Nathan grzecznie poszedł za mną do sypialni.
- Kładź się - powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę, Nathan zaraz położył się obok mnie.
Nie interesowało mnie, że nie zmyłam makijażu, że byłam w ciuchach, chciałam tylko spać.
Obudziły mnie niosące się po łóżku wibracje telefonu. Tyle że nie mojego.
- Nathan - mruknęłam. Nic. - Nathan - szturchnęłam go.
- Hm?
- Telefon.
Obrócił się z boku na plecy i wygrzebał komórkę z kieszeni.
- Halo?... yhym... nie... nie interesujcie się... yyy, tak pamiętam... o której?... Dobra, będę, na razie - rozłączył się.
- Co tam?
- Za dwie godziny muszę być pod salą prób, skąd jedziemy na występ.
- Gdzie jest ta sala?
- W pizdu na zadupiu.
- To masz jakby mało czasu - przeciągnęłam się.
- Spoko, spoko, beze mnie nie pojadą - stwierdził mocno mnie przytulając.
- Taa, bez ciebie nie pojadą, tak jak beze mnie nie będzie próby, na której mam być o dwunastej.
- Czyli za dwie godziny.
- Co? Jest dziesiąta?! - podniosłam się szybko. - O matko, o matko, o matko... - mamrotałam pod nosem układając w głowie jakiś plan jak wyrobić się zanim Iris przyjedzie po mnie o 11:30. - Dobra. Ja idę wziąć prysznic, jakbyś był głodny czy coś, to wiesz, gdzie jest kuchnia, czuj się jak u siebie - wyrwałam z łóżka, na jednej nodze doskoczyłam do garderoby, wzięłam ciuchy i dokicałam do łazienki.
Nie miałam czasu na mycie, suszenie i układanie włosów, dlatego stwierdziłam, trudno, najwyżej założę coś na głowę. Wzięłam prysznic robiąc standardową powódź na podłodze, pomalowałam się, próbowałam ujarzmić nieforne włosy, z których każdy żył swoim życiem, ubrałam się i wyszłam z łazienki.

- Już myślałem, że utopiłaś się w tej łazience - powiedział Nathan. 
- Nie, robiłam z siebie człowieka.
- Dziwne, pół godziny temu też wyglądałaś na człowieka. A teraz siadaj - Nath postawił coś na blacie. 
Podeszłam i zobaczyłam zrobione specjalnie dla mnie śniadanie.
- Och, dziękuję, nie musiałeś - uśmiechnęłam się. - Ty jadłeś?
- Tak, w trakcie robienia jedzenia tobie.
- Oh, jeszcze raz dziękuję - nie mogłam się nadziwić, nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś zrobił mi śniadanie. 
- Ty sobie jedz, ja muszę lecieć do hotelu ogarnąć się i przebrać i mam na to - spojrzał na zegarek - mało czasu. Zgadamy się jeszcze, pa - pocałował mnie w policzek i tyle go widziałam. 
Jadłam sobie śniadanie, w międzyczasie Josh zadzwonił, czy może wziąć Alice na próbę (jasne!), potem Ben, że samochód będzie za 10 minut, zabrałam swoje manatki, zjechałam na dół windą i jakież było moje zdziwienie, kiedy wsiadłam do auta, a w środku byli tylko Ben i Arthur. 
- Gdzie Iris? - spytałam. 
- Zadzwoniła, że dojedzie trochę później.
- Uhu, ktoś tu zabalował - zaśmiałam się.
- A jak twój wieczór, Emmo? - spytał Arthur.
Fuck, zapomniałam, że Bena może nie było, ale Arhur wczoraj prowadził i słyszał, że ja też byłam umówiona. 
- Aaa bardzo dobrze, dziękuję - odpowiedziałam neutralnie.
- A co takiego robiłaś? - spytał Ben.
- Nic szczególnego - powiedziałam szybko. Ciut za szybko. 
Pół godziny później dojechaliśmy na miejsce, gdzie byli już wszyscy, oprócz Shay i Amelii, bo obydwie po trasie bolały mięśnie, więc na razie mają wolne. W końcu poznałam też dziewczynę Josha.
- Okej, skoro jesteśmy tu wszyscy - powiedziałam usadowiwszy się wygodnie w fotelu - to ustalmy, co wykonujemy na najbliższych festiwalach. Pomińmy "Black Box" i "4ever", bo to oczywiste. 
- Zostałabym przy coverze "Locked Out Of Heaven" - powiedziała Holly. 
- Jest chwytliwe, więc może być na festiwale - pokiwałam głową. - Co dalej?
- Chcesz coś nowego z płyty? - spytał Matt.
- Myślę nad tym... Musimy pamiętać, że w sumie pięć piosenek jest już znanych - zamyśliłam się na chwilę. -Może zostawimy skład z trasy, ale wyrzucimy "Ghetto Baby", bo już mi się przejadło... Chociaż nie... Nie wiem, zróbmy próbę dźwięku do tego, co na pewno śpiewam, Iris przyjedzie, to coś wymyśli. 
Tak też się stało, a prosto z próby pojechałyśmy na wywiad. O którym jak zwykle dowiedziałam się w ostatniej chwili. 
- Emma, czemu masz czapkę? Nigdy nie nosisz czapek - spytała w drodze.
- No ten tego... zaspałam i nie miałam czasu na zabawę z włosami - wzruszyłam ramionami jak gdyby nigdy nic.
- Ach, tak, ciekawe przez kogo nie miałaś czasu - zaśmiała się cicho.
- Iris, przypominam, że to ty spóźniłaś się do pracy - odpowiedziałam. 
- Młoda jesteś, nic nie wiesz o życiu - powiedziała szybko.
Dojechałyśmy na miejsce, szybko poprawiono mi makijaż i zaczęło się. Ten wywiad był w sumie zabawny, podrzucano mi balony, w których były karteczki z pytaniami od fanów. 
Przebiłam pierwszy.
- Jaki był twój ulubiony opening w XFactorze? - przeczytałam. - Hmm. To trudne pytanie, ale pierwsze, co przyszło mi do głowy, to opening drugiego dnia finału, kiedy ze Scottem i Brianem śpiewaliśmy "Chasing The Sun" i naprawdę mi się podobało.
Następny balon.
- Nathan Sykes czy Tom Daley? O rany, czemu wszyscy są tacy monotematyczni?! - zaśmiałam się. - A tak serio. Żaden z nich. Nie cierpię ich - powiedziałam prosto do kamery. - Nie no, żartuję, uwielbiam ich obu, ale jesteśmy tylko przyjaciółmi. Chociaż w zasadzie, Tom jest pod kreską, bo przez półtora miesiąca rozmawiałam z nim - zamyśliłam się - dwa razy. W jego urodziny i w moje. Więc tak, jak nie ma czasu zadzwonić, to jest po kreską. Chociaż... jakby nie to, że byłam w trasie z The Wanted, Nathan pewnie też by nie zadzwonił, więc to trochę nie fair - zamyśliłam się. - Obaj są pod kreską - stwierdziłam. Lepiej do mnie zadzwoń, pierdoło - powiedziałam do kamery. - Pewnie tego nie obejrzy, chyba ma zawody - wzruszyłam ramionami.
- Jeśli już, to nie ogląda, jesteśmy na żywo - dodała prowadząca.
- Co? - zdziwiłam się. O rany, dobrze, że nie powiedziałam czegoś głupiego, ani nie zaczęłam rzucać cholerami i tym podobnymi. 
- Ty, Nathan i Tom macie między sobą taki trójkąt... - powiedziała prowadząca.
- Przyjacielski - zaznaczyłam.
Następny balon.
- Jaka jest twoja idealna randka? Hmm.. Wiecie, nie jestem zbytnio wymagająca, nie potrzebuję kolacji w wystawnych restauracjach, czy innych fajerwerków... W zasadzie nie byłam na randce od wieków -zamyśliłam się na chwilę. Nie byłam pewna, czy kłamałam mówiąc, że nie byłam od wieków, bo nie do końca wiedziałam, jak traktować wczorajszy wieczór... - Ale wiecie co? Wydaje mi się, że jeśli naprawdę, naprawdę lubi się drugą osobę, to nawet granie na PlayStation i jedzenie pizzy będzie idealne.
Następny balon.
- Czy nosisz sztuczne rzęsy? Miałam sztuczne rzęsy na kilku występach w XFactorze, ale od tego czasu nie nosiłam sztucznych rzęs.
Następny.
- Masz więcej sportowych butów czy szpilek? Dajcie mi policzyć... Wydaje mi się, że sportowych... Na pewno sportowych, samych conversów mam masę. Poza tym nie jestem dziewczyną w szpilkach. Jestem dziewczyną w trampkach. Chociaż obecnie raczej dziewczyną w jednym trampku - pomachałam zdrową nogą. 
Następny balon.
- Czy masz rodzeństwo? Mam młodszą siostrę, ma na imię Sarah, ma 16 lat i podkochuje się w większości moich znajomych. I za ostatnie zdanie mnie zabije - dodałam po chwili.
I kolejny.
- Jaki był ostatni sms, jakiego dostałaś? Muszę sprawdzić - machnęłam do Iris ręką, żeby podała mi telefon. - Ostatni sms był od mojej siostry, pytała, czy mogę wziąć ją w sobotę na festiwal. 
- Możesz?
- Tak, mogę, jestem najlepszą siostrą na świecie - zaśmiałam się.
Balon.
- Czy kiedy już będziesz miała chłopaka, powiesz o tym fanom? O, to ciekawe pytanie. Tak, powiedziałabym prędzej czy później, bo takie rzeczy nie utrzymają się w sekrecie, ale też nie zrobiłabym tego od razu na drugi dzień... Mam na myśli, że poczekałabym kilka tygodni, bo wydaje mi się, że chciałabym nacieszyć się tym związkiem póki byłby tylko mój.
- I nie zapeszyć.
- Tak, dokładnie. O, to może powiem przy okazji, to że jem w kimś obiad, piję kawę, czy jestem na spacerze nie znaczy od razu, że umawiam się z tym kimś.
Dokończyłam wywiad, było w sumie przyjemnie, po czym wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać się na jutro. Spakowałam do plecaka tabletki w razie gdyby jednak bolała mnie noga, słuchawki, książkę, chociaż jeszcze się nie zdarzyło, żebym na wyjeździe miała czas czytać, za dużo się dzieje, przygotowałam sobie zestaw na występ i ani się obejrzałam, zrobił się środek nocy, wzięłam kąpiel i poszłam spać. 



Przepraszam, że skończyłam w takim nijakim momencie, ale dzisiaj naprawdę mam beznadziejny humor i jakoś brak mi weny :(

poniedziałek, 18 listopada 2013

28. Jakbyś chciał...

Nathan wrócił z torbami pełnymi zakupów, a ja, mimo chorej nogi, prędko rzuciłam się do kuchni, żeby wygrzebać z nich coś do jedzenia.
- Spokojnie, przecież nie ucieknie - zaśmiał się.
- Z moim stanem każdy i wszystko dałoby radę uciec - stwierdziłam.
- Zawsze możesz jeszcze rzucić kulą, to powali przeciwnika.
- Dobra, wygrałeś.
- Emma, naprawdę chciałbym jeszcze zostać, ale obiecałem mamie, że wrócę dzisiaj do domu - powiedział wyraźnie rozdarty.
- Tak, jasne, leć. Nathan, nie widziałeś mamy z miesiąc, szybko, zanim spóźnisz się na pociąg.
- Zobaczymy się jakoś niedługo? - spytał z nadzieją.
- W piątek jadę do Birmingham, ale w poniedziałek na pewno będę w Londynie, to możesz do mnie zadzwonić - powiedziałam z uśmiechem.
- No to... Do zobaczenia - powiedział, mocno mnie uściskał i pocałował w policzek. - Dziwnie będzie nie widzieć twojej mordki codziennie - powiedział dalej mnie przytulając.
- Nawzajem - uśmiechnęłam się.
Nath ostatni raz odwzajemnił uśmiech i wyszedł.
Dobra, czas przemyśleć jakieś nieskomplikowane i łatwe zakładające się stylizacje. No i na tyle szerokie, żeby przeszły przez gips. Chwała Bogu, że to czerwiec. Stałam przed wpół pustą szafą, kiedy przyszedł mi sms.

Poniedziałek, 8:30, wywiad i występ w śniadaniówce.

Dzięki, Iris, wiesz, jak przekazywać człowiekowi złe wiadomości. Zaraz drugi sms.

O 15:30 radio i spotkanie z fanami.

Podwójne dzięki Iris. Szkoda, że pan doktorek oprócz mówienia medycznym słownictwem nie potrafił wypisać mi zwolnienia, wtedy wszyscy mogliby cmoknąć mnie w tyłek.
Dwa dni w Londynie na szczęście przeleciały szybko i ani się obejrzałam, a w piątek zawitał do mnie tato, do tego z prezentem:
- Management przywiózł to do nas, przyszło do ciebie - podał mi pudełko.
- Już, wychodzimy tylko zobaczę co to - położyłam pakunek na blacie w kuchni i otworzyłam. - Wow...
- Co to?
- Sony przysłało mi Play Station.
- Ty nie umiesz grać.
- To się nauczę, dostałam nawet gry.
- A z jakiej to okazji. Żeby się przypodobać. Niedługo pewnie przyślą mi telefon, bo to robi im darmową reklamę. Stwierdzili pewnie, że jestem już na tyle znana, że mogą we mnie inwestować swoje zabawki. Dobra, idziemy.
 Tato podniósł wielką walichę.
- Czy ja się pomyliłem, czy ty przyjeżdżasz na dwa dni do domu? - spytał.
- Taaa, ale tak sobie pomyślałam, że może mama zrobiłaby mi pranie czy coś - powiedziałam niewinnie.
- Ehh, no chodź, zobaczymy co na to twoja rodzicielka.
Tato wziął walizkę, ja torebkę i klucze do domu i poszliśmy do windy.
- Jesteś strasznie cicha - zauważył, kiedy jechaliśmy samochodem.
- Wydaje ci się - uśmiechnęłam się. - Wiesz, muszę oszczędzać gardło poza pracą, jednak śpiewanie dzień w dzień jest jednak męczące. A w przyszłym tygodniu mam festiwale, potem promocję singla, promocję płyty, czyli cały czas śpiewanie.
- Powinnaś wziąć sobie wolne. Może noga ci do śpiewania nie jest potrzebna, ale jednak chodzenie, jeżdżenie jest męczące.
- Wiem, tato, ale uwierz mi, festiwale są naprawdę ważne. To tam najwięcej ludzi może usłyszeć mnie na żywo i powiedzieć "Wow, ona faktycznie umie śpiewać", potem kupić moją płytę, przyjść na koncert i tak dalej...
- Wpadniesz w pracoholizm.
- Nie, myślę, że nie. Do większości rzeczy Iris ciągnie mnie za włosy - zaśmiałam się. - Na szczęście teraz mam dwa dni w domu, mogę posiedzieć w spokoju, wystawię nogę na stoliku w salonie i nikt mnie stamtąd nie ruszy - powiedziałam zadowolona.
- Hmm, ty to wiesz, jak się ustawić, może też sobie skręcę kostkę - zamyślił się tato.

Po dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce.
- Co w tym domu tak ciemnawo, światło wam odcięli? - spytałam odpinając pas.
- Może mama coś ogląda i nie chce jej się włączyć światła.
Tato wziął walizkę i podał mi kule, ja z jakże wielkim brakiem gracji wysiadłam z samochodu i ruszyłam w kierunku domu.
- Już jesteśmy! - powiedziałam, kiedy weszłam do środka. Cisza.
Otworzyłam drzwi od salonu, które NIGDY nie były zamknięte.
- Wszystkiego najlepszego! - w salonie byli wszyscy moi znajomi ze szkoły, których praktycznie nie widziałam odkąd skończyłam szkołę.
- O. Mój. Boże. Co wy tu wszyscy robicie?
- Niespodziankę dla ciebie, co myślisz, że tylko The Wanted mogą? - spytała Sarah zakładając mi imprezową czapeczkę na głowę.
- O rany, jesteście tacy kochani - ucieszyłam się i próbowałam nie rozpłakać.
Wyściskałam każdego po kolei, w sumie kilkanaście osób, mama przyniosła torta, którego sama zrobiła i było bardzo, bardzo mega przyjemnie.
Kochałam Iris, Bena, mój zespół, The Wanted, Lawson i tak dalej, ale wspaniale było spędzić czas ze starymi znajomymi, którzy znają mnie od zawsze i byli przy mnie zawsze, kiedy ich potrzebowałam.
- Gdzie zgubiłaś Chrisa? - spytałam Hayley.
- W Manchesterze, dzisiaj miał ostatni egzamin, przyjedzie jutro - powiedziała.
- Jak wam w ogóle jest?
- A bardzo dobrze, naprawdę zmienił się na lepsze - powiedziała z uśmiechem.
- To dobrze.
- A co z tobą i panem N.?
- Hayley... - westchnęłam.
- No co "Hayley"? Zbierzcie się w końcu i zachowujcie jak dorośli ludzie, a nie jak dzieci. Ty chcesz go, on chce ciebie, w czym problem?
- To właśnie nie jest takie proste...
- Nie zaczynaj znowu z tym zaufaniem - wywróciła oczami. - Tony to nie Nathan, Nathan to nie Tony. Przecież on nie byłby w stanie skrzywdzić muchy.
Zadzwonił mój telefon.
- Przepraszam na chwilę.
- To on? - spytała próbując spojrzeć na wyświetlacz. - Nie kłam, widzę, że to on. Widzę ten uśmieszek, przede mną go nie ukryjesz! - krzyczyła za mną, kiedy ja odskakiwałam na jednej nodze do kuchni.
- Halo? - odebrałam, kiedy wyszłam poza strefę hałasu, którą stanowił nie tylko głos Hayley, ale muzyka i rozmowy.
- Hej - usłyszałam głos Nathana. - Co tam tak głośno?
- Rodzice, Sarah i Hayley zrobili mi przyjęcie niespodziankę, zaprosili znajomych ze szkoły i tak sobie siedzimy.
- To miłe.
- No pewnie, że tak. A co u ciebie?
- A tak sobie dzwonię, siedzę właśnie w pociągu do Londynu, jutro występujemy.
- To powodzenia, ja wracam w niedzielę wieczorem, Iris już zaplanowała mi cały poniedziałek, w ogóle nie dadzą człowiekowi odpocząć.
- To może tego... jak już zrobisz co masz zrobić, może chciałabyś, nie wiem... wyjść gdzieś... nie, to głupie, masz nogę w gipsie... - chłopak zaczął się plątać i to było takie słodkie, musiałam powstrzymywać się, żeby nie zacząć się śmiać.
- Mam nowe play station - powiedziałam szybko. - Mógłbyś wpaść z pizzą i moglibyśmy pograć czy coś... Jakbyś chciał...
- Okeeej, ale jestem słaby w FIFĘ.
- Spoko, ja nie umiem w ogóle grać, więc luz - zaśmiałam się.
- To... jesteśmy umówieni?
- Tak - odpowiedziałam przygryzając wargę. - Muszę wracać do gości...
- Jasne, baw się dobrze, do poniedziałku.
- Papa - rozłączyłam się i mocno oparłam głowę o półkę.
- Play Station?! - mruknęłam do siebie z wyrzutem.
- Zaprosiłaś go do siebie na Playa? - spytała Hayley.
Nie wiedziałam, że tu jest, więc lekko się przestraszyłam.
- Nie wiesz, że się nie podsłuchuje? - spytałam odwracając się przodem do niej.
- Przecież sama wiesz, że mi wolno. Więc... Umówiłaś się  z nim na Play Station?
- Nie patrz tak na mnie, nie wiem, czemu, to pierwsze, co przyszło mi do głowy, bo dzisiaj je rozpakowałam. O matko, nie chcę zginąć w strefie przyjaźni - jęknęłam szarpiąc rękaw od jej żakietu.
- Na to nie ma szans - prychnęła. - Napięcie seksualne rozsadziłoby tą strefę.
- Hayley!
- Nie łam się, mała - poklepała mnie po ramieniu. - Można to też rozegrać w ten sposób. Niektórzy lubią dziewczyny, które potrafią też być kumplem. O, o, o! - Hay podskoczyła z podekscytowania w miejscu. - Wiesz, co jest super? Rozbierane play station. Tylko musicie grać w coś, w co szybko można przegrać, albo wygrać.
- Nie mów, że to robiłaś... - patrzyłam na nią z przerażeniem. Zero odpowiedzi. - Nie mów, że robiłaś to z Chrisem.
- Nie mówię - odpowiedziała szybko.
- O Boże - zasłoniłam twarz rękami, próbując pozbyć się tego widoku z mojej wyobraźni. - Jesteś jeszcze gorsza w Play Station niż ja!
- Wiem - powiedziała z przebiegłym uśmieszkiem.


***
W niedzielę tato odstawił mnie do Londynu, nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam zrobić porządek w garderobie (zawartość trochę inna niż na obrazku, ale chciałam, żebyście zobaczyły garderobę Emmy tak jak i ja ją widzę ;)).
W poniedziałek musiałam wstać o 6:30, o siódmej być gotową do wyjścia, żeby przed ósmą dotrzeć do studia na program, gdzie mieli w mojej porannej twarzy zrobić... twarz.
Ilość rzeczy, jakie mogę założyć jest naprawdę ograniczona, ale myślę, że każdy powinien to zrozumieć w moim stanie, poza tym jest czerwiec, więc dżinsowe szorty przejdą nawet o ósmej rano.

Iris czekała z Benem w samochodzie z kawą i kanapką w ręce.
- O rany, to jest jak powrót do kwietnia, kiedy praktycznie codziennie jeździliśmy gdzieś o świcie i przynosiliście mi kawę - powiedziałam słodkim głosikiem.
- Emma, nie zaczarujesz nas tymi wspomnieniami, wiemy, że się spóźniłaś 10 minut - powiedział Ben.
- Powiedz lepiej coś mądrego do kamery, filmik na niedzielę sam się nie zrobi - powiedziała Iris.
- Czeeeeść! - pomachałam wesoło. - To znowu ja. Jest poniedziałek rano, może wam się wydawać, że jest niedziela, ale żyjecie w błędzie, jest poniedziałek rano, dokładnie piętnaście po siódmej, zdradzę wam, że jestem bez makijażu - zdjęłam okulary i zrobiłam głupią minę - jadę do telewizji udzielić krótkiego wywiadu i zaśpiewać mój najnowszy singiel "4ever", teraz jest część, w której powinnam powiedzieć, że wychodzi 30 czerwca na iTunes i innych stronach i sklepach, ale to pominę. Jak widać skręcona kostka w gipsie nie uprawnia do wolnego, ale mogę za to bezkarnie nosić szorty
- Oh już dajcie spokój, chodzę o kulach, myślicie, że to takie proste? - spytałam wgryzając się w kanapkę.
Po półgodzinie spędzonej głównie w porannych korkach dojechaliśmy pod budynek studia nagraniowego, gdzie czekali na mnie nikt inni jak paparazzi.
- Oh, jak ja za tym nie tęskniłam - powiedziałam z przekąsem.
Ben wysiadł pierwszy, obszedł samochód, otworzył drzwi z mojej strony, podał mi kulę i pomógł mi się wygramolić. Właśnie przez takich ludzi jak paparazzi człowiek musi ubierać okulary o ósmej rano. Dzielnie powoli maszerowałam do wejścia, a Ben robił mi przejście.
- Emma, jak twoja noga? - spytał jeden.
- Mogło być lepiej.
- Kiedy wracasz do pracy?
- Cały czas w niej jestem - prychnęłam. Akurat doszłam do studia - Dziękuję, miłego dnia - powiedziałam, chociaż dalej się przekrzykiwali.
Weszliśmy do środka, miałam szybko zrobiony makijaż, ułożone włosy i ani się obejrzałam, a siedziałam na kanapie i czekałam na wejście na wizję.
- Witamy po przerwie, jest z nami Emma Collins, która mimo kontuzji ma bardzo pracowity czerwiec. Witaj Emmo - przywitała mnie prowadząca.
- Witam - powiedziałam z uśmiechem.
- Wiemy, że wiele osób o to pyta, to może powiedz nam, co stało się z twoją nogą? - spytał drugi prowadzący.
- Zdarzyło się to na ostatnim koncercie podczas trasy The Wanted w Dublinie, po piosence, którą wykonywaliśmy wspólnie, wracałam ze sceny do swojej garderoby, było ciemno, nie zwróciłam uwagi, na co staję i tak oto noga zaplątała się w kable i musiałam jechać do szpitala, gdzie dowiedziałam się, że skręciłam kostkę.
- Musiało boleć... To dosyć niefortunny moment, bo jak wiadomo letnie miesiące są bardzo intensywne dla wokalistów, festiwale i tak dalej, nie planujesz zwolnić tempa?
- Z jednej strony jest to niefortunne, a z drugiej patrzę na to z perspektywy, że mogłam potknąć się o kable na początku trasy i wtedy dwa tygodnie prób, wylewania z siebie siódmych potów, wszystko poszłoby na marne, zamiast ruszać się, nie wiem, siedziałabym na szczycie schodów. Ale jednak tak, noga w gipsie jest dosyć kłopotliwa w czerwcu.
- Jakie masz plany na najbliższe tygodnie?
- W tym tygodniu występuję na dwóch festiwalach, później promuję singiel, dalej festiwale, później promocja płyty, festiwale i naprawdę nie wiem, co dalej.
- Masz już wyznaczoną dokładną datę premiery płyty?
- Tak, mogę powiedzieć, że płyta ma premierę 14 lipca - powiedziałam z dumą.
- A tytuł?
- No... tego jeszcze nie mam. Muszę zrobić sesję okładkową i wymyślić tytuł, to pierwsze może być kłopotliwe z moją nogą, ale dam radę - zapewniłam.
- Wierzymy w ciebie. Powiedz nam jeszcze, jak ci się pracowało z The Wanted? Trzy tygodnie z pięcioma chłopakami mogą być jak wakacje, albo jak horror.
- To było coś pomiędzy - zaśmiałam się. - Ja i chłopcy mamy naprawdę świetny kontakt, traktujemy się tak trochę jak rodzeństwo, było też kilka z początku średnich sytuacji, z których potem wszyscy się śmiali, więc to były bardziej wakacje niż horror.
- Dobrze, skoro teraz wiemy już wszystko, o nodze Emmy, najbliższych planach, nadchodzącym albumie i opinii o pracy z The Wanted możemy przejść do pogody na dzisiejszy dzień, a tuż po niej Emma zaśpiewa swój najnowszy singiel "4ever" - powiedziała prowadząca i zeszliśmy z anteny.
Kiedy leciała pogoda, ja miałam chwilę na przygotowanie się, Iris dała mi w tym czasie odsłuch, do studia wszedł mój zespół, który nie wiem, kiedy dojechał, masa ludzi wniosła instrumenty. Chociaż siedziałam jak kołek, dałam z siebie wszystko, zaśpiewałam najlepiej jak potrafiłam. Wkrótce było po wszystkim, wszystko zwinęliśmy, miałam całe sześć godzin przerwy przed radiem, Iris za mnie zadecydowała, że poświęcimy je na wymyślenie nazwy albumu.
- Iris, to wymaga kreatywności, a kreatywności nie można włączyć przyciskiem.
- Myślę, że Starbucks ci pomoże.
- Przekonałaś mnie - przekomarzałyśmy się tak, kiedy wychodząc ze studia uświadomiono mnie, że czasu będę miała mniej, bo przed budynkiem czekali fani.
Kolejną godzinę zajęło mi robienie zdjęć, podpisywanie plakatów i przeróżnych innych rzeczy. Kiedy już upewniłam się, że "obsłużyłam wszystkich", poświęciłam bezowocnie swój czas na wymyślanie nazwy albumu, a potem pojechałam, tym razem z samym Joshem do radia, gdzie w planach była tylko wersja akustyczna.
Był wywiad, w którym pytania niewiele różniły się od tych rano w telewizji, potem jednak przeszliśmy do innego pomieszczenia na parterze, gdzie była mała scena, z której miałam odpowiadać na pytania fanów, którzy wrzucili swoje imiona na kartce do naczynia i pokolei miałam losować, oni będą wchodzić na scenę, zadawać mi pytanie, przytulać, czy cokolwiek będą chcieli zrobić. Stety niestety, ilość osób tam była ograniczona, bo wejściówki wygrywali w konkursie, z drugiej strony, szkoda, że nie każdy kto chciał mógł wejść. Tyle że wtedy nie wyszłabym stamtąd przez kilka dni. Setką osób zajmowałam się prawie trzy godziny. Kilka osób było tak zestresowanych, że pobladło i prawie się popłakało, jak do mnie podeszli, ale wtedy użyłam sprawdzonej metody, przytuliłam każdego, powiedziałam miłe słowo. A pytania były przeróżne - od jakiej maskary używam, do ulubionego dania.
- Mamy też niespodziankę. Trzy osoby, które wzięły udział w konkursie, który trwa teraz na antenie naszego radia, chociaż tutaj nie są, mogą zadać Emmie pytanie poprzez naszą antenę.
Dwie pierwsze osoby miały dosyć zwykłe pytania, pytanie trzeciej intrygującą miało samą zapowiedź.
- Trzecia osoba - powiedział prowadzący - prosiła o nieujawnianie jej imienia, oraz żeby ktoś inny powiedział jej pytanie, czyli ja, a brzmi ono - podniósł wyżej kartkę, którą ktoś przed chwilą mu przyniósł - Emmo, wydajesz się być rozsądną osobą, jestem pewna, że jesteś wspaniałą przyjaciółką, powiedz proszę, tak jak poradziłabyś przyjaciółce, co mam zrobić, jeśli zdradził mnie chłopak. Ciężko mi bez niego, tęsknię za nim, chociaż bardzo mnie zranił...
Pytanie uderzyło we mnie jak grzmot z jasnego nieba. Przez chwilę się zawiesiłam, ale szybko wróciłam do kontaktu. Nie wiem, kim jesteś, ale dobrze trafiłaś, na czym, jak na czym, ale na zdradach to się znam.
- Okej... Uwierz mi, że teraz jest ci ciężko, ale to minie. Nie dzisiaj, nie jutro, ale minie. W końcu przestaniesz myśleć o tym, co ty zrobiłaś źle, bo uświadomisz sobie, że to nie twoja wina, tylko twojego chłopaka. Nie chcę mówić ci, co masz robić, bo każdy związek jest inny, ale czasami po prostu nie warto dłużej walczyć. Uwierz mi, wiem, o czym mówię. Teraz boli, ale kiedyś przestanie, a nie masz gwarancji, że jeśli wróciłabyś do chłopaka, nie zraniłby cię drugi raz, jeszcze bardziej. Decyzja należy do ciebie, ale ja nie wróciłabym do niego. I nieważne co, pamiętaj, że jesteś wspaniałą osobą, jedyną w swoim rodzaju i jeśli tego nie zauważył to po prostu jest głupi albo ślepy.
Mówiłam szybko, nawet nie wiem, kiedy tak bardzo się otworzyłam. Zwłaszcza z tym "wiem, o czym mówię". Jeśli podłapie to jakaś telewizja, stacja radiowa, gazeta, będą o to pytać przy każdej okazji... Może Iris walnie jakąś klauzulkę, uwielbia zabraniać czegoś dziennikarzom, czasami mam wrażenie, że sprawia jej to perwersyjną przyjemność.
- Dobra, spadamy, Arthur, najpierw odwieziesz mnie - powiedziała do kierowcy.
- Nie, nie, nie! Iris muszę być szybko w domu - byłam umówiona z Nathanem, ale o tym wiedzieć nie musiała.
- Emma, jestem umówiona, raz możemy pojechać inaczej.
- Ja też jestem umówiona - odpowiedziałam szybko, dopiero potem do mnie doszło, co powiedziała Iris. - Chwila, z kim? - moja nałogowa pracoholiczka ma randkę? Co? Jak?
- A ty z kim?
- Ja pytałam pierwsza.
- David - powiedziała w końcu. - Ten z Wembley - podpowiedziała.
- David z Wembley reżyser festiwalu?! - spytałam zdziwiona. - Arthur, najpierw Iris! Jak?!
- Dałam mu swój numer i powiedziałam, że może zadzwonić, jak skończymy trasę, no to zadzwonił, no to się umówiliśmy.
- O rany, jak super! - podskoczyłam na fotelu.
Przez całą drogę udało mi się uniknąć odpowiedzi na pytanie z kim ja się umówiłam, w miarę moich możliwości wbiegłam, jeśli można to tak nazwać, do mieszkania. Szybko wrzuciłam naczynia do zmywarki, porozrzucane ciuchy wrzuciłam do szuflady w garderobie specjalnie przeznaczonej do wrzucania na szybko ciuchów, zaścieliłam łóżko, ogarnęłam sypialnię, nie wiem po co, nie zamierzałam go tu przecież zapraszać... Z tego wszystkiego zapomniałam, że lepiej byłoby gdybym zamiast zbędnego sprzątania przebrała się, ale na to zabrakło mi czasu, bo zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Już idę! - krzyknęłam.
Jak się nie ma czasu na przebranie, trzeba wyeksponować wdzięki. Ściągnęłam żakiet, koszulka na ramiączkach akcentuje, co trzeba. Szybko pokuśtykałam do drzwi.
-  Zamawiała pani pizzę?
- Niech pomyślę...
- Może pizzę i colę - Nathan wyciągnął butelkę zza pleców.
- Tak lepiej, wchodź - otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam go do środka.
- Jak występ? - spytałam prowadząc go do salonu.
- Dobrze, dobrze. Jak wywiady?
- Też dobrze.
- Więc mówisz, że Sony przysłał ci Play Station, i to na dodatek model, który wychodzi za trzy miesiące? - spytał oglądając pudełko.
- Tak? Nawet nie wiedziałam - wzruszyłam ramionami. - Ale za pewne muszę dodać zdjęcie z tym wspaniałym urządzeniem, więc czyń honory - podałam mu telefon, wrzuciłam zdjęcie na twittera z odpowiednim podpisem, a Nathan zajął się podłączanie sprzętu.
- W co gramy? - spytałam, kiedy skończył.
- Assasin's Creed. Teraz cię zniszczę dziewczynko - powiedział dając mi pilot.


Nie podoba mi się ten rozdział... Znaczy są dobre moim zdaniem momenty, ale raczej jest średni :P