czwartek, 28 marca 2013

7. Groupie Emma.

Zespół wyszedł na scenę, razem z Sarah śpiewałyśmy z nimi słowo w słowo. Dobrze, że jutro nie nagrywam płyty, bo z moim gardłem będzie cienko. Ale ten wieczór jest tego wart.
- Sarah, przysięgam, nauczę się grać "Learn To Love Again" - przekrzykiwałam piosenkę.
- Na klawiszach?
- Na perkusji!
- Ale ty nie umiesz grać!
- Nauczę się! - krzyknęłam i wróciłam do wykrzykiwania słów piosenki.
Nauczę się. Łatwo powiedzieć. Nie mam czasu iść do dentysty, a co dopiero nauczyć się grać na perkusji.
Po ponad godzinie koncert się skończył i cierpliwie czekałyśmy na swoją kolej wejścia za kulisy. W końcu się udało.
- Sarah, błagam cię, tylko nie piszcz - upomniałam ją przed wejściem.
- Bardzo śmieszne - zmrużyła oczy.
- No kogo nasze oczy widzą! - usłyszałam, gdy weszłyśmy do środka.
- Hej, Emma - przywitałam się z chłopakami, co było tylko formalnością, wszyscy wiedzieliśmy, jak się nazywamy. - To moja siostra, Sarah - wskazałam na młodą, chłopcy przywitali się też z nią.
- I jak się podobało? - spytał Andy.
- Było mega! - powiedziała Sar.
- Dokładnie. Marzę sobie, żeby na swoich koncertach mieć tyle mocy - powiedziałam.
- Masz już daty, czy coś? - spytał Adam.
- Żeby dawać koncerty trzeba mieć co grać, na razie nad tym pracuję. Myślę nad premierą płyty gdzieś tak w czerwcu, lipcu.
- Będziemy pierwsi, którzy ją kupią - zapewnili.
- Trzymam was za słowo - zaśmiałam się. - Hej, ty też chodzisz wszędzie z kamerą wśród zwierząt? - zapytałam Ryan.
- Nie wiem, kogo jeszcze masz na myśli, ale tak. W zasadzie... - zajrzałam do torebki i wyjęłam kamerę - mam ją ze sobą i wybaczcie, ale teraz już wylądujecie w niedzielę na youtubie.
- Nie ma sprawy.
- Sarah, pobawisz się w operatora? - podałam siostrze kamerę. - Zrobisz tak: zaczniesz filmować od przepustki i w górę i wylądujesz w końcu na mojej twarzy, tylko bez zbliżenia. A wy czekajcie w ciszy, dopóki nie powiem Lawson, ok?
- Tak jest.
Sarah włączyła kamerę, przytrzymała kilka sekund naprzeciw przepustki i przejechała w górę, na moją twarz.
- Cześć, to znowu ja - powiedziałam. - Wiem, że jest niedziela, ale w tym, właśnie tym momencie, w którym mówię jest środa wieczór, jestem w miejscu popularnie zwanym "kulisami", a razem ze mną są - moja siostra Sarah, daj mi to na chwilkę - wzięłam od niej kamerę, sfilmowałam ją i szybko jej oddałam - oraz, Taaadam, Lawson! - wskazałam rękami na zespół, a Sarah pokierowała kamerą za moimi rękami.
- Cześć! - krzyknęli chłopcy.
- Emma jest naszą groupie - powiedział Joel.
- Chciałbyś - prychnęłam. - Dzięki, Sarah.
Wzięłam od siostry małą kamerę.
- W zasadzie, wiecie co - powiedział Andy. - i tak musimy czekać, aż ekipa spakuje sprzęt, więc możecie posiedzieć z nami.
- W sumie... - spojrzałam na Sarah. - Kurde, masz jutro szkołę...
- Rodzice powiedzieli, że mogę jutro siedzieć z tobą.
- Świetnie! Zostajecie!
Po kilkudziesięciu minutach tędy nietędy w końcu wybłagałam od Adama, żeby nauczył mnie grać "Learn To Love Again". Wprawdzie potem za karę mam składać z nim perkusję do pudeł, ale warto. Nie wiem, czy ja jestem taka pojętna, czy to po prostu nie jest zbyt trudne, ale niecałą godzinę później praktycznie umiałam grać. Jedną piosenkę, ale zawsze coś.
- Sarah, podaj mi telefon i słuchawki - poprosiłam siostrę.
- Po co ci? - spytała.
- Zrobię sobie odsłuch - powiedziałam wsadzając słuchawki do uszu.
Puściłam piosenkę i zaczęłam grać. Wprawdzie dwa razy się potknęłam, ale to i tak dobrze.
- Adam, wykopujemy cię z zespołu - powiedział Andy. - Teraz Emma gra na perkusji.
- Och, dzięki - wydurniał się Adam. - Wiem, że jest ładniejsza ode mnie, ale bez przesady.
- I młodsza i bardziej utalentowana... - mruknęłam. - Teraz umiem grać na dwóch instrumentach.
- Jakich dwóch?
- Klawisze i perkusja.
- Na perkusji znasz jedną piosenkę...
- Od czegoś trzeba zacząć - pokazałam mu język, - A tak serio, będziemy się zbierać, dziękuję wam za wszystko, i koncert i po, było naprawdę mega.
- Cała przyjemność po naszej stronie.
Narobiliśmy sobie jeszcze masę zdjęć, kiedy czekałam z Sarah na taksówkę.
- Boże, Emma, to najlepszy prezent urodzinowy, jaki dostałam - powiedziała siostra w drodze do domu.
- Co? Jaki urodzinowy?
- No przecież mam za dwa tygodnie urodziny... Myślałam, że to prezent.
- Nie - powiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. - Na koncert poszłyśmy tak o, rekreacyjnie. Na urodziny mam dla ciebie coś innego.
- Co, co, co?! - Sarah zaczęła podskakiwać na tylnym siedzeniu.
- Nie powiem ci! - prawda była taka, że jeszcze nic nie miałam. Ale to szczegół, którego Sarah nie musiała znać.
- No dobra... Nagrywałam cię, jak grałaś na perkusji.
- Wiem, widziałam. To zdecydowanie będzie najlepszy vlog od... od zawsze.
 
Następnego dnia rano, jak zawsze mam w zwyczaju, pierwsze co, to weszłam na twittera. W interakcjach jak zawsze pełno spamu, ale gdzieś tam czaiła się wzmianka o mnie w tweecie Lawson.
 
@EmmaCollins ostro wymęczyła wczoraj perkusję, zacięcie ucząc się grać "Learn To Love Again".
 
Dodane było zdjęcie, jak gram, a raczej męczę perkusję, nawet nie wiem, który z nich i kiedy je zrobił. Bardziej zaciekawiła mnie odpowiedź The Wanted pod spodem.
 
@LawsonOfficial, przestańcie kraść naszą groupie! Znajdźcie sobie własną!
 
Teraz chyba kolej, żebym ja coś napisała.
 
@thewanted @LawsonOfficial nie jestem groupie żadnego z was! ;)
 
To co, ja też wrzucę zdjęcie. Wybrałam jakieś, na którym jest cały zespół i ja z Sarah.
 
Wczoraj byłam z @SarahColl na wspaniałym koncercie @LawsonOfficial. Chłopcy, jesteście niesamowici!
 
W natłoku wszystkich zabawnych zdjęć nawet nie zauważyłam, że w końcu zweryfikowali moje konto. Poinformowała mnie o tym kilka godzin później Sarah.
- No i co się nic nie chwalisz? - pacnęła mnie w głowę poduszką.
- Ale że o co chodzi?
- Jesteś zweryfikowana! - krzyknęła i pokazała mi telefon przed nos.
Faktycznie, koło mojej nazwy wyskoczył charakterystyczny niebieski znaczek.
- Nie widziałam tego wcześniej! Ale bajer...
 
Zweryfikowali mnie! W końcu! :) xx
 
Ogółem spędziłam miły dzień w Birmingham, spotkałam się nawet ze znajomymi, ale już następnego dnia rano musiałam wracać pociągiem do Londynu. Muszę sobie w końcu kupić samochód. Dopiszę do listy. Zaraz za mieszkaniem. Z dworca odebrali mnie Iris i Bob.
- Jedziemy do studia, mamy dla ciebie nową piosenkę - oświadczyła podekscytowana managerka.
- Co? - zdziwiłam się. -  Jak ciągle będziecie dokładać mi nowe piosenki, to nigdy nie skończę tej płyty.
- Wiem, wiem, ale sama Cher Lloyd poleciła ci tą piosenkę.
- Czyli co, ona jej nie chciała, to wciśnięto ją mi? 
- Nie, nie. Ona nie mogła jej wziąć, bo wcześniejsze umowy jej na to nie pozwoliły, dlatego poleciła ją tobie. Spodoba ci się. Będziesz trochę rapować...
- Rapować?! Chyba oszaleliście.
- Em, wyluzuj - powiedział Bob. - Przecież ta cała Lloyd uczyła cię tego w XFactorze, jak razem występowałyście.
- Ale wydurniać się za kulisami czy nawet "rapować" jedną zwrotkę to nie to samo, co mieć swoją taką piosenkę.
- Nie przesadzaj... - wywróciła oczami Iris. Akurat zadzwonił jej telefon. - Halo?... Ach, tak, tak. Tak, już daję - podała słuchawkę w moją stronę, zakrywając przy tym mikrofon. - Manager Cher. Albo i sama Cher.
- Słucham? - wzięłam od niej komórkę.
- Emma? Tu Cher Lloyd - usłyszałam w słuchawce.
- Tak, to ja, miło mi - mimo, że już spotkałam się z nią kilka razy, dalej byłam szalenie spięta w kontaktach z kimś sławnym.
- Mam nadzieję, że nie dzwonię zbyt szybko i słyszałaś już o piosence?
- Tak, tylko nie wiem, czy to dobry pomysł - powiedziałam.
- Doskonały! Widziałam tekst, słuchałam melodię, śmiało możesz robić z tego kolejny singiel. I nie przejmuj się zwrotkami, uczyłaś się od najlepszej - zaśmiała się.
- Ja po prostu nie wiem, czy mam...
- Swag? Masz na scenie i to wystarczy.
- No dobra, wierzę ci. O czym ona w ogóle jest? Jeszcze nie widziałam tekstu.
- O miłości do muzyki. A ty tą miłość w sobie masz, dlatego ta piosenka jest świetna dla ciebie. Muszę już kończyć, mam zaraz wywiad, pamiętaj, wierzę w ciebie. Na razie.
- Dzięki - uśmiechnęłam się do słuchawki i rozłączyłam. - No dobra, szybciej do tego studia, mamy piosenkę do nagrania.
- No i to mi się podoba! - powiedziała Iris.
W końcu dojechaliśmy do studia, Jim, który w głównej mierze zajmował się nagrywaniem płyty pokazał mi tekst i puścił melodię.
- Behind The Music*... Nieźle - powiedziałam z uznaniem.
- Czujesz to? Wiesz, kiedy masz wchodzić? - spytał Jim.
- Tak sądzę - wstałam i poszłam na drugą stronę szyby, założyłam słuchawki i stanęłam przed mikrofonem.
Ledwie zaczęłam śpiewać, kiedy Iris na chwilę wyszła, zaraz wróciła i znowu wyszła. Po chwili znowu wróciła tym razem z The Wanted. Jak gdyby nigdy nic przerwałam śpiewanie.
- O mój Boże... - powiedziałam. - Przepraszam, Jim. Odłożyłam słuchawki i wyszłam zza szyby. - Co wy tu robicie? Jestem taka szczęśliwa.
Widziałam ich już kilka razy, ale mimo to, za każdym razem znowu byłam oszołomioną i nieśmiałą fanką.
- Doszliśmy do wniosku, że Lawson próbują nam zakosić fankę, więc musieliśmy interweniować - powiedział Tom.
Zaśmiałam się.
-  Nikt mnie wam nigdy, przenigdy nie ukradnie.
- I tego się trzymaj. Co, nagrywasz płytę? - Nathan złapał tekst piosenki.
- Taa, dostałam nową piosenkę dziś rano, mam wrażenie, że nigdy jej nie skończę - westchnęłam.
- To kiedy premiera? - spytał Max.
- Nie mam pojęcia, chyba pod koniec czerwca, początek maja, na razie za trzy dni wydaję singiel, kręcę teledysk... masakra - pokręciłam głową.
- No ale, jak się chce wydać płytę w takim tempie...
- Wiem, wiem... Kilka piosenek jest moich, miałam je napisane od dawna, kilka, jak na przykład tą - wskazałam na kartkę w ręce Nathana - dostałam, przy kilku jestem współautorem. Więcej czasu zabiera samo nagrywanie stu tysięcy warstw i wywiady.
- No to idź, nagrywaj tą piosenkę, a my tu posłuchamy, ok?
- Pewnie, nie ma problemu - wróciłam na swoje stanowisko, założyłam ponownie słuchawki i zaczęłam śpiewać.
- Jim, mam pomysł - powiedziałam i wyszłam zza szyby, bo byśmy się zbyt nie dogadali, bo była dźwiękoszczelna. - A gdyby tą część - wskazałam kilka wersów na kartce zaśpiewać grupowo. No wyobraź sobie kilka głosów na raz...
- To mogłoby być dobre... - powiedział z uznaniem. - Tylko musimy wytrzasnąć jakieś chórki.
- Tak z siedem do dziesięciu osób, chłopcy i dziewczyny...
- Dokładnie. Dziewczyno, jesteś geniuszem.
- W zasadzie - odezwała się Iris. Spojrzałam na nią, a ona wzrokiem wskazała mi na The Wanted.
- W zasadzie, moglibyście to zrobić? - spytałam. - W zasadzie - znowu naszła mnie fala pomysłów. - Gdybyście wy zgodzili się, poprosiłabym jeszcze Cheryl i Scotta i Cher, bo to w końcu miała być jej piosenka...
- My jesteśmy na tak - powiedział Nathan i spojrzał po chłopakach. Wszyscy pokiwali twierdząco głowami.
- O Boże, dziękuję wam. Iris zadzwoń do manager Cher. Ja zadzwonię do Cheryl i Scotta - wzięłam telefon i wykręciłam numer najpierw do Cheryl. Zgodziła się. Scott też. Akurat była z nim Olivia, ona też się zgodziła.
- Cher może przyjść dzisiaj po południu, ale ma tylko pół godziny - powiedziała Iris.
- To nic, damy radę. Tylko... - zawahałam się na chwilę. - Jim, da się to zgrać pojedynczo, czy muszą być wszyscy razem?
- Emma, moja droga, wszystko się da - powiedział ze stoickim spokojem Jim, przyzwyczajony już do tego, że co rusz panikuję.
The Wanted skończyli i chwilę po tym, jak wyszli, przyjechała Cheryl, zaraz po niej Scott i Olivia. Czekając na Cheryl słuchałam jeszcze kilka razy singla, który miał wyjść za trzy dni. Im bliżej tym coraz bardziej się denerwowałam. W końcu przybyła Cher, chwilę też z nią pogadałam i w końcu mogłam wyjść ze studia, w którym spędziłam cały dzień.
- Ten tydzień był dla ciebie całkiem dobry - zauważył Ben, kiedy jechaliśmy do domu.
- Czemu?
- Miałaś wolne pół środy i czwartek, dzisiaj nagrałaś piosenkę ze swoimi idolami, teraz masz wolny weekend - wymieniał.
- Tak, a w poniedziałek wychodzi singiel, mam ekspresowym tempem dwa dni, żeby nakręcić teledysk, wypromować piosenkę... Żyć nie umierać. Ale sama tego chciałam, więc nie narzekam.
- Wiesz, ze wszystkich gwiazd i gwiazdeczek, które spotkałem, ty masz w sobie najwięcej pokory - powiedział z uznaniem.
- To komplement?
- Tak. Większość marudziła, że to paparazzi, że to wytwórnia im się miesza w płytę, że to fani zaczepiają ich na ulicy. A ty, uśmiechasz się do paparazzi, ewentualnie udajesz, że ich nie widzisz, choćbyś nie wiadomo, jak była spóźniona zawsze masz czas na zdjęcie z fanem, nie kłócisz się, tylko rozmawiasz z wytwórnią... To rzadko spotykane w show-biznesie.
- Och, dziękuję ci, Ben. Muszę pomyśleć nad podwyżką dla ciebie - poklepałam go po ramieniu. - Pa, Bob, cześć, Arthur - pożegnałam się z ochroniarzem i kierowcą i weszłam do budynku, w którym mieszkałam.
Doczłapałam się do mieszkania, rzuciłam w kąt swoje rzeczy, przebrałam się w dresy i włączyłam laptopa. Piątek wieczór z colą, laptopem i w dresach. Na bogato, prawdziwie gwiazdorski styl. Weszłam na twittera. The Wanted o mnie wspomnieli, ciekawe.

Dzisiaj podglądaliśmy @EmmaCollins w studiu. Spodziewajcie się czegoś ekstra!

Podałam dalej i zaczęłam przeszukiwać "normalne" interakcje**.

Co powiecie na mały follow spree? #RT

I tak nie mam nic lepszego do roboty, a mogę uszczęśliwić kilkadziesiąt osób, jak da radę. Muszę robić coś dobrego dla ludzkości, póki mam czas.
 
 
*Tak, będę popierdzielać piosenki innym i podawać jako Emmy :P Tak nawiasem możecie proponować jakieś w komentarzach ;)
** Zweryfikowane konta na twitterze mają dwie zakładki w interakcjach: o wzmiankach od zweryfikowanych kont i od tych niezweryfikowanych. Ci, którzy mają twittera, wiedzą o co chodzi ;)

Tak więc tadam! Jest i Lawson i The Wanted :D Następny zapowiada się ciekawiej w mojej głowie, będzie i premiera singla i robienie teledysku i BARDZO dobra wiadomość... Postaram się go dodać w czasie świąt, bo potem znowu nie będę miała kiedy :(

A tymczasem znowu mam dla Was zadanie:
1) NAZWA FANDOMU DLA EMMY.
2) PODSYŁAJCIE PIOSENKI, KTÓRE MOŻEMY UKRAŚĆ ORYGINALNYM WYKONAWCOM I DAĆ EM :)

niedziela, 17 marca 2013

6. Come home.

Co było w XFactor, a nie było mówione:

Na jeden tydzień nastąpiła zamiana mentorów, grupa Cheryl dostała Simona, który miał za zadanie, jak najbardziej utrudnić dobry występ Emmie i Olivii. Dlatego też dał Em "Parachute" Cheryl Cole, które miało być wiernym odtworzeniem jednego z występów Cheryl. Był ten odcinek z dwoma duetami z gwiazdami. Emma występowała z Cher Lloyd ("Want U Back") i The Wanted, którzy postawili na "I Found You". Szczęśliwie Collins doszła do finału, który był podzielony na dwa dni, po sobotnim etapie odpadła Olivia, na openingu do drugiego dnia Emma, Scott i Brian śpiewali "Chasing The Sun" (Em część Maxa i Nathana ;), a na swojej części w drugiej zwrotce wypatrzyła TW na widowni). I tak oto tadaaam - wygrała :P a The Wanted przynieśli jej z tej okazji kwiaty do garderoby ;).

Teraz akcja toczy się około 2, 5 - 3 miesiące po zakończeniu XFactor.

Budzę się o siódmej w mieszkaniu wynajętym przez wytwórnię. Mieszkam w nim dopóki w końcu nie będę miała czasu, żeby zdecydować się na coś swojego. Za 45 minut przyjedzie po mnie samochód, jadę do jakiegoś programu śniadaniowego. Po raz setny odkąd skończył się XFactor. Chociaż teraz i tak się to uspokoiło, największy zapierdziel miałam zaraz po finale, codziennie dawałam po kilka wywiadów. Dzisiaj będę mówić o debiutanckim singlu, który w końcu wydaję, planach i takich tam i o kampanii przeciw przemocy w sieci.
Punkt 7:45 do moich drzwi puka Ben. Mój ochroniarz. Do tej pory nie odczułam, żeby był mi jakoś koniecznie potrzebny, ale przynajmniej jest zabawny. Uparła się na niego Iris, moja managerka.
- Cześć Ben - witam go z uśmiechem.
- Hej, Em, auto już czeka - odpowiada.
Wyszłam z mieszkania i windą zjechałam na parter. Programy śniadaniowe, ogólnie występy w telewizji miały to do siebie, że i tak zawsze malują i czeszą, więc z domu można wyjść jak ładnie ubrany kocmołuch.
Pod budynek telewizji zajechaliśmy od strony tylnego wejście, wyjść mogę przednim, bo już będę wyglądała jak człowiek.
8:10, jestem idealnie o czasie. Od razu idę do wizażystki, która zajmuje się mną, jak trzeba. Jestem gotowa kilka minut przed moim wejściem, akurat leci reklama, prowadząca, Holly, podeszła się ze mną przywitać.
- Jestem Holly Willoughby, miło mi - podała mi rękę. - Emma, mi również - odwzajemniłam uścisk. - Uwielbiam cię w Celebrity Juice.
- Miło to słyszeć - uśmiechnęła się. - Za chwilę wchodzimy, więc chodź już usiądziemy.
Podprowadziła mnie do białej sofy, na której usiadłam, ona na przeciwko mnie.
- Witamy po przerwie, tak jak obiecałam naszym gościem jest zwyciężczyni ostatniej edycji XFactor - Emma Collins.
- Heeej - pomachałam do kamery.
- Emma, program się skończył, wszyscy czekają na twój singiel, kiedy w końcu się doczekają?
- Singiel jest gotowy już dawno, tylko czeka na premierę. I teledysk. Piosenka w radiu ma premierę bodajże 18 marca, za dwa dni zaczynamu kręcić teledysk, którego premiera jest przewidziana na 25 marca.
- Wow, to bardzo szybko, małe odstępy czasu - zdziwiła się Holly.
- Tak, ale doszłam do wniosku, że w końcu muszę się zmobilizować, bo planowałam premierę już dwa razy, zmieniłam linię instrumentalną i tak wyszło.
- A zdradzisz nam o czym jest ta piosenka?
- Piosenka jest o... - zastanowiłam się chwilę - dziewczynie, która ma chłopaka, ale on jest nie fair w stosunku do niej, oszukuje ją i w końcu dostaje kopa w cztery litery. W takim dużym skrócie.
- Czyli skoro pierwszy singiel jest w pewnym sensie o nieszczęśliwej miłości, to czy cała płyta taka będzie?
- Nie, nie! Znaczy ciągle nad nią pracuję, mam nadzieję, że nie. Wybrałam tą piosenkę, bo sama ją napisałam około rok temu i nie chciałam chować jej do szuflady.
- Czyli to ty jesteś tą źle traktowaną dziewczyną?
- To moja tajemnica - zaśmiałam się.
- No dobrze, a powiedz, jak zmieniło się twoje życie od czasu XFactora...
- Mam zdecydowanie mniej czasu dla siebie i rodziny. Kursuję między Londynem i Birmingham, skąd pochodzę. Już trochę się z tym oswoiłam, ale i tak jest ciężko. Najbardziej czuję, że zaniedbuję rolę starszej siostry. Sarah ma prawie 16 lat, jest w tym wieku, kiedy musi sie wygadać, a mnie przy niej nie ma... Wbrew pozorom więcej czasu zajmuje mi udzielanie wywiadów i tak dalej niż nagrywanie płyty. Już by była zrobiona, jakbym koncentrowała się tylko na niej! - zaśmiałam się.
- Wywiady wyrywają cię od pracy, czysta przyjemność! - zaśmiała się Holly.
- Na przyjemności jest pora wieczorem. I to rzadko. Ale dzisiaj jadę do domu i idę z siostrą na koncert, więc może dostanę zastrzyk energii.
- Czyi koncert?
- Lawson. Grają w Birmingham, od dawna kombinowałam jak tu zrobić, żeby mieć jutro wolne.
- Lubisz boybandy, co? The Wanted, Lawson...
- W sumie... - zamyśliłam się. - Można tak powiedzieć, ale wiesz, to ciacha, kto by ich nie lubił? Ale nie tylko. Słucham przecież Coldplay, Cheryl, Adele... Ale tak, Lawson i The Wanted to jest to.
- Zamierzasz spotkać się z nimi po koncercie?
- Nie mam pojęcia... Do tego trzeba chyba mieć vipowskie wejściówki, nie wiem, jakie kupiła Iris. Mam nadzieję, że stać mnie na dwa vip bilety - zaśmiałam się.
- Skoro już jesteśmy przy twojej managerce... Podobno pomaga ci robić filmiki dla fanów?
- Tak, tak. Vlogi zaczęły się w XFactorze, gdzie musiałam je dodawać, co tydzień i w sumie weszło mi to w nawyk. To bardzo fajne móc podzielić się z innymi swoimi planami, tym, co się właśnie robi. Poza tym to dzięki fanom wygrałam, głosowali na mnie, jestem im coś winna. The Wanted robią takie filmy co środę i to jest bardzo miłe. Tyle, że ja robię udostępniam je w niedzielę. Bo się w nią urodziłam, więc...
- Rozumiem - zaśmiała się Holly. - Ostatnio zaangażowałaś się też w kampanię przeciwko cyber przemocy, powiesz nam coś więcej?
- Cyberprzemoc jest czymś, czego można się spodziewać, ale nie da się na to uodpornić. Na moim prywatnym koncie na facebooku musiałam zablokować wszystkie funkcje nieznajomym, nawet moja siostra! I to już jest przegięcie. Rozumiem, można nie lubić mnie, można mnie hejtować, ale obrażanie mojej siostry jest nie w porządku, ona nic nie zrobiła... Poza tym, to bardzo boli. Wiadomo, że zawsze znajdzie się ktoś, kto skrytykuje to, co robisz, powie ci, że jesteś beznadziejna i tak dalej. Nienawidzenie jest proste. Dużo prostsze niż akceptacja, czy konstruktywna krytyka. Mam taką wadę, że czytam wszystko, co ktoś o mnie napisze, wszytsko wyświetla mi się w powiadomieniach na twitterze, i to bardzo smutne, kiedy ludzie, którzy mnie nie znają, piszą mi, że jestem beznadziejna, życzą mi śmierci... Nie lubię o tym mówić, bo chcę, żeby ludzie myśleli, że jestem silna, sama to pokazać sama sobie... - głos zaczął mi się łamać. - Wydaje mi się, że to zaczęło się tak na dobre, kiedy wystąpiłam w programie z The Wanted, ludzie zobaczyli, że fajnie się razem bawiliśmy i stwierdzili, że chcę ich tylko wykorzystać dla sławy. A najsmutniejsze było to, że większość z nich to fani zespołu, a jestem przecież jedną z nich, odróżnia mnie tylko fakt, że miałam możliwość spędzić kilka godzin w towarzystwie swoich idoli. I nie zdziwię się, jeśli jutro zobaczę masę wiadomości, że chcę wykorzystać Lawson, żeby stać się popularną... Ludzie po prostu muszą zrozumieć, że słowa potrafią ranić niekiedy bardziej niż czyny - kilka pojedynczych łez spłynęło po moich policzkach.
- Dziękuję ci, Emmo za ten wywiad, mam nadzieję, że zwłaszcza twoja ostatnia wypowiedź da ludziom do myślenia.

Po wyjściu ze studia, na dole czekali na mnie fani. To jest tak samo miłe za każdym razem, kiedy ich widzę. Potrafią stać niewiadomo, jak długo, tylko po to, żeby zobaczyć mnie lub usłyszeć "Cześć". Rozdałam kilka autografów, zrobiłam parę zdjęć z fanami, wróciłam z Benem i Iris do auta. Miałam dwie godziny do następnego wywiadu, stwierdziłam, że czas na kawę i coś do jedzenia. Pojechaliśmy do Starbucksa, wzięłam karmelowe frappucino i jakieś ciastko, Ben, jak na dużego dwumetrowego faceta przystało, dużą czarną kawę, a Iris na nowej diecie zieloną herbatę.
- Bilety dla ciebie i Sarah - podała mi białą kopertę. - Tak, VIP, zawierają wejście za kulisy.
Podskoczyłam na fotelu, otworzyłam kopertę. Dwa bilety i dwie smycze z kartami do wejścia za kulisy.
- Iris, jesteś wielka! - schowałam kopertę do torebki. - O której skończymy następny wywiad?
- Najpóźniej o 14. O 15 masz pociąg do Birmingham.
- Jesteś pewna, że zdążę? To godziny szczytu, a muszę się spakować.
- Zdążysz, zdążysz. A jak nie, to cię zawiozę.
- O nie, nie, nie. Obiecałam wam wolne od 15 i jutro cały dzień. Więc po prostu musimy zdążyć.

Udało się. Wprawdzie wbiegłam do pociągu w ostatniej chwili, ale zdążyłam. Zajęłam miejsce, ostatni raz sprawdziłam, czy wzięłam wszystko. Przez wszystko mam na myśli kopertę z biletami. Zresztą, wiele innych rzeczy nie miałam - parę spodni, koszulki i jakieś drobiazgi. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam muzykę. Zawsze jadąc pociągiem do domu miałam taki mały stres, żeby nikt mnie nie poznał. Na szczęście ludzie nie mają w zwyczaju przypatrywać się innym i zastanawiać, czy widzieli ich w telewizji.
- Przepraszam, to miejsce jest wolne? - wskazał ktoś palcem na miejsce obok mnie.
- Tak - kiwnęłam głową i dalej bawiłam się telefonem.
- Emma?
Podniosłam głowę. No nie, tylko tego mi tu brakowało.
- Świetnie... - mruknęłam, kiedy Tony (tak, ta mała zdradzająca mnie gnida) siadał koło mnie.
Zachowuj się z klasą, Emma. Nie pozwól, żeby miał z czym pójść do gazety.
- Co tam, Em? - spytał jak gdyby nigdy nic.
- No, jestem ostatnio trochę zajęta. Ostatnio znaczy trzy miesiące.
- Tak, wszędzie cię pełno. W dobrym znaczeniu, udało ci się coś osiągnąć, tak jak marzyłaś.
- Taaaak. Może osiągnęłabym to wcześniej, gdybyś nie odradzał mi pójścia na casting rok wcześniej - powiedziałam gorzko.
- Czyli co, to moja wina, że dopiero teraz gdzieś dochodzisz?
- Nie, tylko mówię - uniosłam ręce w obronnym geście.
- Zabrzmiało to inaczej.
- Co u Kayli? - zmieniłam temat. Nie byłam pewna, czy to było pytanie poniżej pasa dla niego czy dla mnie..
- Rozstaliśmy się...
- Przykro mi - nie było. Nawet nie starałam się, żeby brzmiało szczerze.
- A tego... co robisz jutro? Może chciałabyś...
- Nie zaczynaj - przerwałam mu. - Chyba jesteś śmieszny.
- Emma...
- Po tym wszystkim, co mi zrobiłeś, masz czelność pytać się mnie, czy nie chciałabym coś tam?
- Nie wyolbrzymiaj tego - wywrócił oczami.
Chyba się przesłyszałam. Wyciągnęłam też drugą słuchawkę z ucha.
- Słucham?! Nie wyolbrzymiaj? Byliśmy razem prawie rok, a ty zdradzałeś mnie z moją kuzynką. I dziwisz się, że nie mam ochoty cię widywać, ani z tobą rozmawiać? Proszę Cię, bądź tak łaskaw i nie odzywaj się do mnie przez resztę drogi.
Założyłam słuchawki na uszy i odwróciłam się w stronę okna.
Zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz.
- Po co do mnie dzwonisz? - odwróciłam się do Tony'ego.
- Sprawdzam numer.
- I co? Będziesz mnie prześladować i wydzwaniać? Jak groupie czy coś? Sorry, telefony mają opcję, że twoje połączenia nigdy do mnie nie dojdą.
- Tak, tak, dodasz mnie do czarnej listy. Ale nie zmieścisz tam kilki tysięcy telefonów. Mógłbym przypadkiem napisać twój numer na Facebooku albo twitterze.
- Nie zrobisz tego - wysyczałam.
- No wiesz, wypadki chodzą po ludziach.
Chwyciłam swoją torbę i wyszłam do innego przedziału. Modliłam się niech ta podróż w końcu się skończy, pojadę do domu i zjem coś, cokolwiek ugotowała mama.
W końcu. Birmingham. Wysiadłam szybko z pociągu i rozejrzałam się po peronie. W końcu wypatrzyłam Sarah machającą jak szalona.
- Sarah... - uściskałam ją.
- Emma, głupku, nie zaniedbujesz mnie - pacnęła mnie w ramię.
- Oglądałaś? Nie powinnaś być wtedy w szkole?
- Nagraliśmy z rodzicami, obejrzałam, jak wróciłam. Naprawdę mamy wejściówki za kulisy?
Pokiwałam twierdząco głową.
- O Boże, jak super!
- Cześć mała Sarah - usłyszałam za plecami. Zacisnęłam wargi.
Sarah nic nie odpowiedziała, zmierzyła go z góry do dołu.
- Emma, tato czeka w aucie - złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
- Bezczelna, jak zawsze - powiedziałam z uśmiechem.
- Bezczelna jestem tylko dla niego. Wiadomo, że nie byłabym bezczelna na przykład dla The Wanted.
- Zapomnij. Poza tym nawet nie mam w nimi kontaktu od XFactora.
- No ale przecież występowałaś z nimi, przynieśli ci kwiaty, jak wygrałaś, obserwują cię na twitterze...
- I to tyle Sarah.  Nie mogę do nich zadzwonić "Hej, spotkacie się ze mną i moją siostrą?".
- Masz ich numery? - zaświeciły się jej oczy.
- Nie mam i przestań - dałam jej kuśkańca w bok.
W końcu doszłyśmy do taty.
- Mała Emma - uściskał mnie. - Kiedy ty tak urosłaś?
- Nie urosłam, tylko mam telewizyjną tapetę - zaśmiałam się.
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu.
Już od progu poczułam - kurczak na obiad.
- Cześć mamo! - krzyknęłam, rzucając torbę na ziemię.
- Emma! - mama uściskała mnie.
- Nie mogę oddychać - wyszeptałam. - Poza tym, nie wiem, o co wam chodzi, codziennie gdzieś mnie widać - zażartowałam.
- Ale to nie to samo. Umyj ręce, zaraz jedzenie.

Zjedliśmy obiad, wsadziłam naczynia do zmywarki (nie wiem, jak mama, ale ja to właśnie rozumiałam przez zdanie "Ja pozmywam").
Przebrałyśmy się z Sarah, pomalowałyśmy i byłyśmy gotowe do wyjścia.
- Już gotowe? - spytał tato.
- Tak jest!
Poszłyśmy do auta, na miejscu byłyśmy przed czasem, na spokojnie zajęłyśmy swoje miejsca.
- Emma, jaram się - powiedziała Sarah.
- Też się cieszę, ale błagam, przestań krzyczeć "Emma, Emma".
- A, no tak.
W końcu, jak to zawsze bywa, pięć minut spóźniony zespół wszedł na scenę...

No więc, jak się podoba skończenie sprawy  XFactorem? Mam tyyyyle pomysłów, co by tu można wsadzić, ale niestety są trochę oddalone w czasie :P
Żeby nie było tak, jak ostatnio, będę się starała dodawać rozdział, co tydzień, ale nie obiecuję, że dam radę.

PS Wymyślcie nazwę dla fandomu Emmy, wierzę w Was ;)

poniedziałek, 11 marca 2013

5. Tydzień szósty.

-... Beth - powiedział w końcu Louis.
O Boże... Przeszłam. Przeszłam dalej. Beth odpadła. Spojrzałam na nią znowu ze łzami w oczach. Strasznie płaczliwy ten odcinek. Przytuliłam ją mocno.
- Beth... Przepraszam... Przepraszam, że odpadłaś... - powiedziałam, przez płacz.
- A spróbuj nie wygrać tego programu, to ci nie daruję - powiedziała.
- Kocham Cię, Beth.
- Ja ciebie też.
- Beth? - odezwał sie prowadzący. - Podejdź do mnie, teraz zobaczymy twoją drogę, jaką przeszłaś od castingów do tego momentu.
Puścili film, Beth ciągle trzymała moją rękę. Pokazany był jej casting, bootcamp, dom jurorów, urywki występów, wypowiedzi jurorów...
W końcu program się skończył, podeszła do nas Cheryl.
- Och, dziewczyny - przytuliła nas. - Jest mi tak strasznie przykro... Dlatego nie głosowałam, nie chciałam odsyłać żadnej z was do domu.
- Wiemy - odpowiedziała Beth.
- Chodźcie, zrobimy sobie zdjęcie - wzięła nas na bok.
Nie wspominałam o tym wcześniej, ale każdy kto odpadnie następnego dnia występuje w programie śniadaniowym. Nigdy tego nie oglądałam, ale dzisiaj wstałam specjalnie wcześniej, żeby obejrzeć Beth. Scott zszedł ze mną.
- Jest z nami Beth Linson, która wczoraj niestety pożegnała się z programem XFactor. Witaj, Beth - powiedziała prowadząca.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się.
- Wczoraj przegrałaś w dogrywce z Emmą Collins, wiele mówiło się o waszej przyjaźni w programie, co o tym powiesz?
- Występ Emmy byłby o wiele lepszy, gdyby była zdrowa, wczorajszy był raczej średni, ale jurorzy dali jej jeszcze jedną szansę. Cieszę się jej szczęściem, ale wiem, że wczoraj byłam lepsza - powiedziała pewnie Beth.
- Wow... to takie... nie w jej stylu - powiedział Scott.
- A jakie były wasze stosunki? - spytała prowadząca.
- Lubię Emmę, ale jeśli chodzi o program ona musiała być w centrum uwagi. Cheryl faworyzowała ją na tle naszej grupy. Przez ostatni tydzień wszystko kręciło się wokół Emmy i jej choroby, nasze grafiki były dostosowywane do niej. Nie powinno tak być, nikt nie powinien być traktowany lepiej tylko dlatego, że ma zapalenie krtani. Emma wkupiła się w łaski widzów i jurorów udając niewinną nastolatkę, a wcale taka nie jest..
Scott wyłączył telewizor.
- Co robisz?!
- Przecież wszyscy wiedzą, że to kłamstwa! Nie wiem, czemu ona to robi, ale nie jesteś taka, jak mówi - powiedział.
- Ona chce mnie załatwić - powiedziałam słabo.
Kilka godzin później wszyscy jurorzy pojawili się w domu, siedziałam z Cheryl i Olivią w tym samym pokoju, co zawsze.
- W tym tygodniu temat to "Gwiazdy XFactor" - powiedziała Chez. - Emma z powodu twojego gardła zmieniłam piosenkę, którą miałaś wykonywać. Miało to być "Bleeding Love" Leony Lewis, ale dostanie to Olivia.
- Super! - dziewczyna ucieszyła się.
- A ty zaśpiewasz "Swagger Jagger" Cher Lloyd.
- Okeeej. W końcu jestem taka pewna siebie i przebiegła.
- Beth robi to, bo chce skupić na sobie uwagę, zrobić trochę zamieszania, żeby było o niej głośno.
- Skoro tak mówisz...
- A, jeszcze jedno - wtrąciła Cheryl. - Gwiazda odcinka jest też gościnnie mentorem, będzie wam dawać wskazówki w sobotę i niedzielę.
- Syto - pokiwała głową z uznaniem Olivia.
W środę wieczorem nagrywałam vloga. Beth zastępował Scott.
- Hej, to ja, Emma. Jak widać, znowu mi się udało. Jedną nogą byłam już poza programem, ale udało się. Jak słyszycie brzmię już trochę lepiej niż w niedzielę, mam nadzieję, że mój występ też spodoba się bardziej niż ostatni. A piosenka... jest adekwatna do rewelacji nadesłanych przez Beth. Nie chcę wypowiadać się na ten temat, bo jeśli ktoś chce wierzyć w to, co powiedziała, to będzie wierzył niezależnie od tego, co ja powiem. A jeśli ktoś wspiera mnie, to wie, że to nieprawda.
Odpowiedziałam na kilka pytań, w sumie vlog był wyjątkowo długi. Niech będzie, że wyrównałam zeszły tydzień.
W sobotę rano pierwszy raz pod studiem czekali paparazzi. Na szczęście była też Cheryl i pomogła mi przez to przejść.
- Czy to prawda, że Emma jest faworyzowana i show jest ustawione na jej wygraną?
- Jaka naprawdę jesteś za kulisami?
- Jestem ponad to, co mówiła Beth i nie zamierzam tego komentować - powiedziałam krótko i weszłam do studia.
Na razie wszyscy kręcili się po scenie bez ładu i składu, kamera nas kręciła, bo przypadkiem ktoś zrobi coś śmiesznego i da się to do Xtra Factor. Nie mogliśmy nic zacząć póki nasz "gościnny mentor" nie przyjedzie. Będzie nas pouczać, poprawiać, a także wybierze nam strój na występ. Wydurniałam się w kącie ze Scottem i Brianem, nagle podbiegła do nas Olivia.
- Emma, nie odwracaj się - powiedziała przejęta.
- Czemu? Poza tym to logiczne, że kiedy powiesz mi, żebym czegoś nie zrobiła, to to zrobię.
No i się odwróciłam.
- O mój Boże - powiedziałam.
- Proszę wszystkich o uwagęv- wszyscy uczestnicy zebrali się wokół reżysera. - Zaczynamy próby, powitajmy gościnnego mentora i gwiazdę jutrzejszego odcinka, The Wanted!
Wszyscy zaczęli klaskać, a ja stałam z rozdziawioną buzią
Zespół przywitał się z każdym z każdym z osobna.
- Emma Collins, do mnie! - powiedział reżyser przez megafon. - Występujesz pierwsza, Kevina dzisiaj nie ma, ale mówił, że wiesz, co masz robić.
- Tak wiem, zaczynam ze schodów.
Podbiegłam na swoje miejsce i czekałam na znak, żeby zacząć. To właśnie była ta gorsza część prób - często na sobotnich nie było odsłuchów. A do tego dzisiaj patrzyło na mnie całe The Wanted, które właśnie siadało na, tak, tak NA stole jurorów.
Swagger jagger, swagger jagger, you should get some of your own...
Zeszłam ze schodów, wykonałam tą swoją minimalną część choreografii - nie mogłam tańczyć cały czas, bo dostałabym zadyszki, a do ostatnie czego trzeba przy nie do końca wyleczonym gardle.
Skończyłam i stanęłam przed zespołem.
- Ugh, nie cierpię tej piosenki - powiedział Tom. - Nie ciebie, tylko piosenki, ty jesteś urocza.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
- Mówiłem wam, że ta Beth łże jak pies - powiedział Max.
- Emma, zbyt się spinasz - powiedział Nathan.
- Wiem, tylko jedną nogą byłam już poza programem, mam jeszcze małe problemy z gardłem i Beth robi mi antyreklamę. Trochę mnie to przytłacza - wzruszyłam ramionami.
- Wyluzuj się, dziewczyno - Sykes zszedł ze stołu, złapał mnie za ramiona, zaczął mną trząść i kręcić we wszystkie strony i machać moimi rękami.- Co, lepiej?
- Taak - zaśmiałam się.
- Emma, chodzi o to - wtrącił Siva. - Haters gonna hate, ale ty się tym nie przejmuj, tylko rób swoje.
- Nienawidzenie jest proste. A wiesz, co jest najlepszą ripostą? - spytał Tom. - Sukces.
- A tak poza tym, moja siostra cię uwielbia - uśmiechnął się Jay.
- Dzięki - reżyser wywołał kolejną osobę, a ja wróciłam do garberoby.
Niedziela nie jest już tak wyluzowana, jak sobota. Niby robimy to samo, tylko koniec dnia jest trochę inny. Produkcja zabroniła mi śpiewać opening, bo gardło jeszcze nie jest do końca zdrowe, ale muszę stać i ruszać ustami. Żeby nie dawać następnych tematów dla Beth. The Wanted się podzieliło - Jay i Siva dają ostatnie wskazówki dla uczestników, a Tom, Max i Nathan wybierają stroje w garderobie.
- Jeśli tak zaśpiewasz na żywo, miejsce w następnym odcinku masz zapewnione - powiedział Siva.
- Jesteś pewien? - zapytałam.
- Pewnie! - krzyknął Jay. - Masz w sobie coś takiego.. taki sceniczny swag.
- Coś takiego jak Nathan - dodał Siva.
- Na scenie jesteś lwem scenicznym, ale jak tylko z niej zejdziesz, robisz się nieśmiała i zestresowana. Niepewna siebie.
- Racja - pokiwałam głową.
- Leć do garderoby, przygotowali ci strój.
Tak też zrobiłam.
- No, co tam dla mnie macie? - spytałam.
- To - wskazał z dumną Tom.
Przejrzałam ciuchy i lekko się skrzywiłam.
- Jak coś ci się nie podoba, to mów śmiało - powiedział Max.
- Spodenki - mruknęłam nieśmiało.
- Ha, mówiłem! - powiedział z satysfakcją Nathan. - Te lepsze, prawda? - podał mi inne.
- Zdecydowanie lepsze, sorry Tom - uśmiechnęłam się do bruneta.
- Ale włosy masz tak, jak ja chcę - powiedział Parker.
- To znaczy?
- Wyprostowane. I gruba czarna kreska na powiece.
- Ale na ustach żadnej czerwonej szminki, tylko jasny błyszczyk - wtrącił Sykes.
- Mi pasuje! Nie cierpię szminek - wzdrygnęłam się. - Spojrzałam na zestaw jeszcze raz. - XFactor jest biedniejszy o parę conversów - stwierdziłam.
- Możecie brać sobie ciuchy od tak o?
- Nie wszystkie. Chociaż cały zestaw z drugiego występu im zabrałam... - zamyśliłam się. - I teraz wezmę sobie conversy i może tą czapkę.
- Bierz ją, bierz, czapek nigdy nie zawiele - powiedział Sykes nie odrywając wzroku od telefonu.
- Mi tam się podobało twoja bluzka na "Glad You Came" - stwierdził Max.
- Miałam cały brzuch na wierzchu.
- O to chodzi - zaśmiał się Nathan. - Właśnie! GYC! - o nie, tego bałam się najbardziej, że przywołają to. - Byłaś świetna, to było najlepsze wykonanie tej piosenki, jakie słyszeliśmy.
- To prawda - potwierdzili Max i Tom.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
Po chwili do garderoby przyszła kolejna osoba, więc ja się zmyłam.
Pół godziny przed livem byłam już gotowa, czekałam tylko, aż dostanę odsłuch i zacznie się program. Podbiegli do mnie Tom i Nathan z kamerą.
- Powiedz "Cześć, jestem Emma Collins, a to jest Wanted Wednesday" - nakazali.
- Ehmmm,,, ok. Teraz?
Pokiwali głowami.
Spojrzałam w ich małą kamerę.
- Cześć, jestem Emma Collins z XFactor, a to jest WantedWednesday - powiedziałam z uśmiechem.
- Idealnie! Lecimy dalej - i tyle ich widziałam.
Po chwili zamontowano mi odsłuch i niewiadomo kiedy zrobiła się dwudziesta.
Opening, szybkie przywitanie przez prowadzącego.
- Dzisiejszy odcinek jest specjalny, bo mentorzy nie są mentorami. Dzisiaj są tylko jurorami, a rolę mentorów zajął zespół The Wanted! - brawa, brawa, zespół wszedł na scenę. - The Wanted wystąpią dzisiaj dla nas, ale to dopiero na koniec odcinka, tymczasem powiedzcie, jak pracowało się wam przed dwa ostatnie dni z naszymi zawodnikami.
- To było naprawdę wspaniałe doświadczenie móc spotkać tylu utalentowanych ludzi. Każdy z nich jest inny, każdy jest oryginalny, mają pomysł na siebie, a nawet jeśli nie mają, to czyni ich wyjątkowymi - powiedział Max.
- Dobrze, więc dzisiaj jako mentorzy zapowiedzcie pierwszą osobę, która będzie występować.
- Przed wami najbardziej zarozumiała, zbyt pewna siebie, okropnie wkurzająca uczestniczka programu... - zaśmiał się Tom.
- Dobra, tylko żartujemy - przerwał mu Nathan. - Przed państwem najskromniejsza, najpracowitsza i najładniejsza uczestniczka programu - Emma Collins.
Rozległy się brawa, a ja czułam jak się czerwienię. Puszczono filmik i reszta zawodników zeszła szybko ze sceny, na szczycie schodów zostałam ja, szybko na scenę wchodzili tancerze.
- Powodzenia! - krzyknęli chłopcy z The Wanted i też schowali się za kulisami.
- Startujesz za 5,4, 3, 2,1... - rozległo się w słuchawce.
- Swagger Jagger, swagger jagger, you should get some of your own, count that money, get your game on, get your game on, get your, get yor game on...
Zaczęła grać muzyka, więc zbiegłam po schodach i zaczęłam kręcić się między tancerzami. Najgorsza była ta część, która jakby miałam rapować. Chciałam zrobić to po swojemu, ale Cheryl uparła się, żebym pokazała znowu coś nowego. No to pokazałam. Miałam w sobie tyle swagu, jak nigdy do tej pory, aż bałam się, żeby ludzie tego przypadkiem nie kupili aż za bardzo.
Skończyłam, nawet nie wiem od czego, miałam lekką zadyszkę.
- Wow - powiedziała Cheryl z uśmiechem, kiedy publiczność przestała klaskać. - To było niesamowite! Prawie uwierzyłam w ten Twój swag. Naprawdę, niewiele w tym mojej pracy, ale jestem dumna z tego, jak pomogli ci chłopcy z The Wanted, mówię też o stronie psychicznej.
- Taką ciebie chcę oglądać - uśmiechnęła się Kelly. - Wesołą, uśmiechnięta, ubraną jak nastolatka, a przede wszystkim z głosem jak dzwon.
Simon siedział z kamienną twarzą, nic nie dało się z niej wyczytać.
- Proszę państwa... - powiedział poważnie - Ona wróciła! - krzyknął i nawet się uśmiechnął. - Nie wiem, czy to tylko kwestia tego, że jesteś prawie zdrowa, czy chcesz stawić czoło pewnym sprawom, czy to The Wanted tak na ciebie działają, nieważne! Ważne, że robisz, to co kochasz i że znowu robisz to świetnie!
Podobnie, jak tydzień temu, znowu chciało mi się płakać. Tym razem ze szczęścia. Oceny jurorów rzadko różniły się od werdyktu widzów, więc chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że przeszłam dalej.
- Jeśli i wam podoba się wielki come back Emmy, głosujcie wysyłając sms o treści 1 pod numer 72003 lub dzwońcie pod numer 493256001 - powiedział prowadzący. - Pamiętajcie także o twitterze Emmy, @EmmaCollins, gdzie odpowiada na pytania i tak dalej.
Wróciłam za kulisy, jak zawsze przy wejściu ze sceny czaiła się kamera.
- Wróciłam! - powiedziałam wesoło.
Chłopcy z The Wanted, którzy stwierdzili, że skoro są mentorami, to muszą być bliżej nas, więc siedzieli z nami za kulisami, rzucili się na mnie.
- Wiedzieliśmy, że będziesz świetna - przekrzykiwali się.
- Dzięki - rozkleiłam się.
- Czemu ty płaczesz? - zdziwił się Siva.
- No ze szczęścia - pociągnęłam nosem.
- Iii? - dziwił się Tom.
- No bo... tydzień temu już praktycznie mnie nie było, byłam chora, zdołowana przez to wszystko z Beth - rozkleiłam się na dobre.
Max i Jay zrobili mi zbiorowego przytulasa, Nathan pacnął mnie w daszek od czapki.
- I tak oto - powiedział do kamery - mała Emma ryczy. Mimo tego, że poszło jej świetnie - wzruszył ramionami.
- Och spadaj - pociągnęłam nosem. - Dobra, Brian skończył, zaraz przyjdzie, pogadajcie z nim.
Podeszłam do makijażystki, żeby poprawiła mi makijaż, potem siadłam sobie z boku z telefonem. Tak, to nawyk.
A tam niespodzianka:
"@NathanTheWanted zaczął Cię obserwować". O jak miło.
Półtora godziny później przyszedł czas na wyniki. Jurorzy, dzisiaj nie mentorzy, siedzieli przy stole, wyjątkowo nie byliśmy podzieleni na grupy, staliśmy tak, jak chcieliśmy, ja między Olivią i Scottem, The Wanted stało za nami dwa stopnie wyżej.
- Dzisiejszy odcinek XFactor wygrywa... Emma Collins!
Przez pierwsze dwie sekundy w ogóle nie zajarzyłam, że to o mnie chodzi.
- Co, ja?! - zdziwiłam się. Przytuliłam Olivię i Scotta i podbiegłam do The Wanted.
Przybiłam z wszystkimi piątki. Jay wziął mnie na barana i przebiegł wokół uczestników.
- No postaw mnie! - powiedziałam przez śmiech i w końcu postawił mnie na ziemi i stanęłam obok nich.
Wiecie co? Znudził mi się już ten XFactor i niniejszym ogłaszam, że od następnego rozdziału i nie będzie XFactora, w końcu trzeba ruszyć dalej, nie? ;)