poniedziałek, 29 kwietnia 2013

9.

Teledysk zobaczyłam dwa dni przed premierą. Rodzice i Sarah przyjechali do Londynu obejrzeć go ze mną.
Siedzieliśmy w jakiejś sali w wytwórni, Ben razem z nami, Iris siedziała z kamerą, cwaniara zobaczyła video wcześniej. Przygaszono lekko światło i zaczęło się.
Najpierw dochodzę do worka treningowego, do którego przypiełam pinezką zdjęcie, i podeszł pierwszy strzał. - Jak mogłaś uderzyć zdjęcie Toma Daleya? - szepnęła Sarah.
- Bolało mnie to, uwierz.
Potem były przemieszane sceny - jakieś trzaskania drzwiami, kilka ujęć, jak siedzę i czekam, bo się spóźnia (to było całkiem zabawne, kręciliśmy to w jednym lokalu, zmieniałam tylko stoliki i przebierałam swetry, bo i tak nie było widać mnie całej w kamerze). Najlepsze było ujęcie, jak wychodzę z toalety i widzę Toma flirtującego przy barze z dziewczyną. Zakłada jej włosy za ucho i tak dalej. Po skończeniu ujęcia statystka wyglądała jakby miała się posikać ze szczęścia. A Daley był z tego powodu bardzo zadowolony - mówiłam, podrywacz. Było ujęcie, jak w końcu wkurzona wychodzę z restauracji, ta nieszczęsna scena, jak wpadam na niego na ulicy, aż w końcu wylewam się na niego i wracam do domu. Kontynuacją tego był, kręcony wcześniej (cóż za ironia), moment, kiedy budzę się rano, jego nie ma, wraca do domu, kiedy zamykam walizkę z jego ciuchami, podstawiam mu ją obok nogi i wyciągam z ręki klucze. Wszystko było przemieszane scenami, jak uderzam w worek, serio, kręcąc to wyglądałam, jak pajac, nie wiem, jak to zrobili, że wyglądam, jak człowiek.
Teledysk się skończył, światła się zaświeciły, a ja się rozpłakałam.
- Emma, co ci jest? - spytała mama.
- No bo, no bo... - pociągałam nosem. - To mój pierwszy teledysk i ja po prostu nie mogę w to uwierzyć - wytarłam łzy wierzchem dłoni.
- Mamo, zerwała pół minuty temu z Tomem Daley. Każdy by płakał - powiedziała Sarah.
Zaśmiałam się.
- Ktokolwiek sławny by nie wystąpił w tym teledysku, powiedziałabyś to samo - zaśmiałam się. - Iris, jak to z tym jest, podaj mi daty jeszcze raz.
- W poniedziałek premiera teledysku na youtube, w piątek po świętach premiera singla jako singla, na itunes, wydanie płytowe i inne i zapamiętaj tą datę, bo zaczynasz wtedy pierwsze jakby tour. Będziesz jeździła od radia do radia, podpisywała płyty w galeriach i tak dalej.
Pokiwałam głową.
- I tak nie zapamiętam, dlatego mam ciebie - wzruszyłam ramionami.
- A, i po drodze prawdopodobnie będziesz zamiast Cher Lloyd w jakiejś śniadaniówce. Kilka minut, temat o ludziach przed dwudziestką, którzy odnieśli sukces.
- Nie odniosłam jeszcze sukcesu.
- Dlatego musimy dobrze wypromować twój singiel - poklepała mnie po ramieniu.
- To potem - powiedziałam. - Teraz idę na kolację z rodzicami i siostrą.
- Myślałam, że jedziesz do domu? - zdziwiła się mama.
- Nie opłaca mi się na jeden dzień, w poniedziałek od rana jestem zabiegana.
- A na święta to dotrzesz? - spytał tato.
- Bez sarkazmu, proszę. To co, PizzaHut?
Pożegnałam się z Benem i Iris i pojechałam z rodzicami i siostrą do restauracji. Zjedliśmy dwie duże pizze i deser, ale przez ten czas dużo rozmawialiśmy, żeby nadrobić jak najwięcej czasu.
Wieczorkiem wróciłam do mieszkania, trochę posprzątałam i poćwiczyłam z płytą. Serio, wydawanie pieniędzy na osobistego trenera jest bez sensu. A płyta? Kilka funtów z gazetą. Czysta oszczędność. Jak już skończyłam ćwiczyć (czytaj wyglądać jak łamaga), tętno tak mi podskoczyło, że nawet po długiej kąpieli nie mogłam zasnąć. Co tam ćwiczenia, co tam dieta, poszłam do kuchni, zrobiłam ciastka z czekoladą. Jako, że się nie spieszyłam zajęło mi to ponad godzinę i takim o to sposobem w środku nocy wrzuciłam na twittera zdjęcie ciasteczek:

Kto chce ciastko? :) x

Jak też się okazało, robienie ciasteczek bardzo usypia, więc ledwie zjadłam dwa i padłam do łóżka jak zabita. Obudził mnie sms od Iris, że premiera teledysku jest o północy. Ona nie chce się mieszać w mojego twittera, więc sama mam o tym napisać.

Hej #Emmies! Chcę tylko powiedzieć, że dziś o północy na moim kanale vevo będzie premiera teledysku do Black Box! Kto się cieszy? :) xx #BlackBoxMusicVideo

Potem naszła mnie refleksja, co by tu robić cały dzień... Może... zakupy? To nie tak, że co tydzień sobie bimbam. To w zasadzie druga niedziela od dawien dawna, kiedy nie mam, co ze sobą zrobić. Zadzwonił mój telefon.
- Cześć Ben - powiedziałam wesoło.
- Co robisz? Wychodzisz gdzieś czy coś?
A tego co wzięło...
- A ty co? Przecież masz wolne, tak?
- Jestem twoim ochroniarzem, jakbyś zapomniała.
- Taa, ale w niedziele pilnowałeś mnie, jak był wywiad czy coś tam, a nie na zakupach.
- To mam przyjść czy nie?
- Nie, dam sobie radę. Ale jakbyś mógł zadzwonić po samochód?
- Co z tego będę miał?
- Bezinteresowność to twoje drugie imię - mruknęłam. - Możesz wpaść potem na ciastka.
- Umowa stoi. Samochód będzie za godzinę.
Rozłączyłam się i pobiegłam ubrać się. Samochód czekał pod budynkiem idealnie o czasie.
- Witaj, Arthur - przywitałam się z kierowcą.
- Cześć, Emma. Tam gdzie zawsze?
- Tak jest.
Pół godziny później byłam na miejscu.
- Mam twój numer, więc jeśli chcesz, możesz pojechać do domu, zadzwonię po ciebie.
- Dzięki, Em.
Wysiadłam i weszłam szybko do centrum handlowego. Ogromnego centrum handlowego. Naszło mnie na szpilki. Dużo szpilek. Nawet nie chcę mówić, ile kasy poszło tylko na buty. Do tego jeszcze spodnie i inne takie. Mama byłaby dumna, dopóki nie zobaczyłaby rachunku.
Zamierzałam już zbierać się do domu, szłam holem, trzymałam milion toreb i szukałam w torebce telefonu, miałam zadzwonić po Arthura i spokojnie jeszcze zdążyłabym kupić kawę w Starbucksie. Wszystko szło bardzo ładnie do momentu, aż jedna z toreb mi wypadła.
- No świetnie - mruknęłam.
Schyliłam się po torbę, podnosząc się, poczułam, jak zderzam się z kimś idącym z naprzeciwka.
- Przep... - podniosłam się.
- Emma!
- Andy and Joel! Co za niespodzianka! Nie mieliście być w Azji czy gdzieś?
- Jedziemy, ale dopiero po świętach - powiedział Andy.
- A ty co, zakupy? - Joel pozaglądał mi do reklamówek.
- Taa, muszę się obkupić póki mam czas.
- Właśnie słuchaliśmy tydzień temu radia! To było mega, mówię ci, będzie hit!
- Mam nadzieję, dzisiaj o północy teledysk. Nie żeby coś, ale możecie nabić mi wejścia - zaśmiałam się.
Tędy nie tędy, staliśmy na środku holu i gadaliśmy, aż w końcu wylądowaliśmy w Starbucksie.
- Serio, Azja brzmi super - powiedziałam, znowu przyssysając się do rurki od frappucino.
- Też w końcu tam wylądujesz - stwierdził pewnie Joel. - Jesteś uparta i pracowita, więc... sorry na moment - wyciągnął z kieszeni dzwoniący telefon. - No, Kath... jesteś już?... dobra, idę - schował telefon do kieszeni. - Niniejszym opuszczam was, zresztą zaraz pewnie pojawią się Adam i Ryan.
- Co, Kathryn? - spytał Andy.
- Tak, coś z prezentem dla jej mamy, nie wiem, o co chodzi - wzruszył ramionami i machnął ręką. - Siema!
- Pantofel? - spytałam.
- I to jaki - zaśmiał się Andy.
Tak sobie siedzieliśmy i gadaliśmy, aż w tym samym momencie obydwojgu zadzwoniły telefonu.
- Tak? - odebrałam.
- Obiecałaś mi ciastka i kawę! - usłyszałam Boba z wyrzutem w telefonie.
- Jak obiecałam, to dostaniesz! - zaśmiałam się.
- Wiem, bo już po ciebie jedziemy z Arthurem. Jesteśmy dwie ulice dalej, więc możesz wychodzić.
- Emm... - spojrzałam na Andy'ego i szybko wyczytałam, że też pewnie będzie się już zbierał. - Okej, będę przy głównym - rozłączyłam się.
- Muszę lecieć - powiedzieliśmy jednocześnie.
- Bob dzwonił, obiecałam mu ciastka - zaśmiałam się.
- Adam i Ryan na mnie czekają przed głównym wejściem, nie wejdą do środka, bo w życiu się nie odnajdziemy.
- Czyli idziemy w jedną stronę - wstałam i zaczęłam próbować zebrać się z torbami.
- Czekaj, pomogę ci - Andy wziął wszystkie reklamówki.
- Dziękuję, kochany jesteś.
Szybko doszliśmy do głównego wyjścia, na zewnątrz Ryan i Adam ucieszyli się na mój widok.
- Emma! Wykorzystujesz go jako tragarza?! Super! - krzyknął Adam i przybił mi piątkę i przytulił mnie na powitanie, Ryan poszedł w jego ślady.
-Wcale nie, nikogo nie wykorzystuję, sam chciał nieść.
- Oddawaj piątkę! - zaśmiał się Adam..
- Ale z ciebie dżentelman... - prychnęłam z udawanym fochem.
- Dobra, żartuję - ściągnął mi czapkę z głowy i rozczochrał włosy.
-Powinnam cię za to zabić, ale daruję ci - powiedziałam wyrywając mu czapkę i poprawiając włosy.
- Dobra, gdzie tak w ogóle Joel? - spytał Ryan.
- Kathryn zadzwoniła - wyjaśnił Andy.
W tym momencie pod wejście podjechał Chervolet Captiva i wysiadł Ben.
- Czas na moje ciastka! - powiedział biorąc od Andy'ego moje torby. - Cześć chłopaki!
- Cześć Ben - powiedzieli chórem.
- Wy się znacie? - zdziwiłam się.
- Ben był naszym pierwszym ochroniarzem - powiedział Eyan.
- Świat jest zbyt mały, żeby mogła to ogarnąć - stwierdziłam. - Na razie, chłopaki, miło było was spotkać, pa!
- Na razie! - odpowiedzieli chórem (dobrze im to wychodziło) i wsiadłam do auta.
- Iris? Co jest w tym wielkim białym worku? - spytałam.
- Poczta od fanów.
- Mam pocztę od fanów? Super, mam co robić po południu.
- Najpierw dasz nam ciastka - powiedziała stanowczo.
- Miło, że odwiedzacie mnie bezinteresownie poza godzinami pracy - mruknęłam. - Więc bezinteresownie zrób mi zdjęcie z moimi wszystkimi torbami - podałam jej telefon.
- Twitteromaniak - mruknęła. - Uśmiechnij się. Już, możesz się chwalić zakupami.
- Dziękuję - wzięłam od niej telefon i wysłałam tweeta.

To był bardzo dobry dzień ;) x

Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu.
- Arthur, też wpadasz na ciastka? - spytałam.
- Nie, dzięki, żona czeka - odpowiedział.
- Rozumiem, cześć.
Ja i Iris niosłyśmy moje torby, a Ben wziął wielki worek z listami od fanów.
- Ben, wyrzuć te listy na dywanie w salonie, Iris, jakbyś mogła to wrzuć zakupy na moje łóżko, zrobię wam kawę i zaraz wrócę - pobiegłam do kuchni, włączyłam ekspres i postawiłam w czajniku wodę na herbatę dla siebie, wybrałam najładniejsze ciastka, zrobiłam dwa kursy kuchnia - salon i usiadłam razem z nimi, tyle, że ja na dywanie oparta o kanapę.
- Zanim zaczniesz przynieś mi swojego laptopa, trzeba wrzucić filmik - poprosiła Iris.
Podniosłam się, pobiegłam do sypialni, potykając się po drodze o jakieś buty rzucone na środku i wróciłam z komputerem.
- Powinnaś mieć hasło - powiedziała Iris włączając go.
- I tak leży cały czas w mieszkaniu, więc po co? Poza tym nic tam nie ma.
- Mimo wszystko, bezpieczeństwo przede wszystkim.
- Iris, nie jestem pewna czy w tym zdaniu chodziło o komputer - powiedziałam otwierając pierwszą paczkę. Lekko się zawahałam - Ben, jakie jest prawdopodobieństwo, że jakaś nielubiąca mnie osoba wysłała mi bombę?
- Wszystko jest prześwietlone.
- Serio?! - zdziwiłam się. - Jezu, żartowałam.
Otworzyłam paczkę.
- Ooch... Dostałam misia - uśmiechnęłam się.
Jak się później okazało niejednego. I mnóstwo listów, kolaży ze zdjęć i próśb o follow.
- Emma, co jak co, ale ciastka umiesz robić - powiedział Ben z pełną buzią.
- Miło mi. Iris, wrzuciłaś już filmik?
- Dwie sekundy... Tak.
- Super, wejdź na twittera, będę ci podawać nicki, a ty będziesz klikać "follow".
W sumie spędziłam nad listami ze cztery godziny. Ben zrobił mi zdjęcie, jak miałam je porozrzucane wokół siebie.

To było wspaniale spędzone kilka godzin, dziękuję za wasze listy i prezenty! :) xxx

Iris i Ben zadzwonili sobie po taksówki.
- Pamiętaj o jutrzejszej sesji - przypomniała Iris.
- Już zapomniałam. Co to za gazeta w ogóle?
- Girlfriend. Więc bądź wyspana i najlepiej głodna.
- Tak jest! - zasalutowałam, zamknęłam za nimi drzwi i poszłam do kuchni po chipsy.
- Głodna mam być jutro, nie dzisiaj - mruknęłam i usiadłam przed telewizorem.
Obejrzałam jakiś głupkowaty program, poszłam się umyć i spać.

Rano przyjechała po mnie moja świta i pojechaliśmy pod wskazany adres. Nie była to moja pierwsza sesja, ale za każdym razem miałam to uczucie podniecenia, bo nigdy nie wiadomo, jaki jest temat na sesję i tak dalej.
- Dzień dobry, jestem Tanya, fotograf, miło mi - podeszła do mnie wysoka szatynka, bardzo ładna, zdecydowanie stała po złej stronie aparatu.
- Emma, miło mi - wymieniłam z nią uścisk dłoni. - To Iris, moja managerka i Ben, któremu oficjalnie płacę chyba za bycie moim ochroniarzem - zaśmiałam się.
- Miło mi - przywitała się z uśmiechem Tanya. - Emmo, chcieliśmy, żeby sesja była kolorowa, radosna, trampki, kolorowe rurki, te sprawy. Pasuje ci? Zawsze masz prawo do zakwestionowania czegoś.
- Nie, nie, brzmi dobrze - uśmiechnęłam się.
- Świetnie, jeśli byłabyś tak miła iść szybko do makijażystki, rozumiesz, im wcześniej zaczniemy, tym szybciej skończymy, pójdziesz na wywiad i będziesz wolna - uśmiechnęła się.
- Podoba mi się twoje myślenie - zaśmiałam się i poszłam do makijazystki.
Strój może i miał być kolorowy, ale makijaż miałam lekki smoky eye i bardzo mi się to podobało. Miałam kilka fajnych stylizacji, do tego nie miałam zastrzeżeń do żadnego elementu, więc sesja minęła szybko i już niedługo potem czekałam na wywiad.
Po chwili przyszła dziennikarka, przywitałyśmy się, włączyła dyktafon i zaczęłyśmy.
- Emma, miała miejsce premiera twojego pierwszego singla, jak się z tym czujesz?
- Jestem bardzo podekscytowana, to coś nowego, ta piosenka czekała rok, żeby usłyszał ją świat, w końcu się doczekała.
- Aż rok?
- Tak. Napisałam ją rok temu, pierwotna wersja była trochę inna, ale ta też chyba nie jest najgorsza.
- Jaka była pierwotna?
- Gram na fortepianie, więc była na ten właśnie instrument. Wydałam ją w takiej wersji, bo wierzę, że wytwórnia, wie, co jest dla mnie dobre. Poza tyn obiecuję, że ludzie usłyszą oryginał.
- Powiesz, co skłoniło cię do napisania tej piosenki?
- Przepraszam,  nie chcę na razie o tym rozmawiać, więc jeśli tego momentu mogłoby nie być w gazecie...
- Nie ma sprawy. To może tak... "Black Box" jest w pewnym sensie o miłości, a jak z miłością jest u Emmy Collins?
- Umm... Na razie skupiam się na nagrywaniu płyty, promocji singla, to naprawdę sporo zajmuje czasu, kiedy miałabym się z kimś widywać? - zaśmiałam się.
- Ale to bardziej twój świadomy wybór czy tak po prostu wyszło?
- W pewnym sensie sama nikogo nie dopuszczam, mam problemy z zaufaniem związane właśnie z piosenką, a z drugiej... sama nie wiem... Na razie chcę się skupić na wypracowaniu sobie marki, bo chcę być znana przez to, co robię, a nie przez spotykanie się z kimś.
- W twoim teledysku wystąpił Tom Daley. Jak się z nim pracowało?
- Tom jest bardzo miły, zabawny, emm no i przystojny - zaśmiałam się - ale bardzo dobrze nam się razem pracowało. Może z wyjątkiem sceny, kiedy miałam się z nim kłócić przed restauracją, bo cały czas się śmialiśmy, ale w końcu się udało. Atmosfera na planie była bardzo dobra.
- Zobaczymy go w twoich następnych teledyskach?
- Nie wiem, zobaczymy, ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo nawet nie wiem, jaki będzie następny singiel - zaśmiałam się.
Dziennikarka zadała mi jeszcze kilka pytań, po czym mogłam przebrać się w swoje ciuchy.
Szłam go garderoby, kiedy usłyszałam Iris.
- Tak? - odwróciłam się.
- Ktoś do ciebie - powiedziała i nagle za nią pojawił się Nathan Sykes.
- Nath? - zdziwiłam się. - Co tu robisz?
- Przegrałem zakład i przysłali mnie z umową dla ciebie - pomachał białą teczką.
- Ok, poczekasz chwilę, przebiorę się tylko w swoje ciuchy.
- Jasne - wzruszył ramionami.
Weszłam szybko do garderoby, przebrałam się i po chwili wróciłam.
- Dobra, pokaż mi te papierki - powiedziałam.
- Już je czytałam, podpisuj - powiedziała Iris.
- Okeeej - wzruszyłam ramionami i czytałam dalej.
- Emma?
- Szukam czegoś... - mruknęłam. - Dziesięć procent?! Ładnie... - podpisałam papiery i oddałam Nathanowi z uśmiechem. Dostaję dziesięć procent tego, co zarobią.
- Widziałem teledysk. Klasa - powiedział Nathan z uznaniem.
- Oo, dziękuję - uśmiechnęłam się. - Jeszcze nie zaglądałam do internetu, nie mam pojęcia,co ludzie o nim sądzą, więc wciąż trochę się denerwuję.
- Emma, jesteś ulubienicą tłumów, zwyciężczynią XFactora, logiczne, że to pokochają.
- Niech ci będzie. Ale to nie zmienia faktu, że się denerwuję - upierałam się przy swoim.
Rozmawiając wyszliśmy z budynku, Nathan poszedł do swojego auta, ja z Benem i Iris do swojego, na kolejny wywiad. Ten zapowiadał się fajnie.
- Jedziemy do Entertainment Focus, zazwyczaj robią wywiad i wiesz, takie szybkie pytanie odpowiedź - wyjaśniła Iris.
- Aaa, pamiętam, The Wanted mieli coś takiego przy wydawaniu pierwszego singla.
- Czy ty na każde zagadnienie masz odpowiedź związaną z The Wanted? - spytał Ben.
- Prawie każde.

Niedługo później byliśmy na miejscu, zajęłam sobie miejsce w wygodnym fotelu, poczekałam, aż kamera była gotowa i zaczęliśmy. Wywiad, jak to wywiad, żadnych rewelacji, lepsza była ta druga część.
- The Wanted czy One Direction?
- The Wanted - odpowiedziałam chyba zbyt szybko. - Uu, teraz mam przeciw sobie milion Directioners.
- Starbucks czy Coffee Heaven?
- Starbucks.
- Kawa czy herbata?
- Herbata, ale nigdy nie odmiówię frappucino w Starbucksie.
- Ulubiona piosenka?
- Wonderwall, Oasis.
- Pierwsza gwiazda, w której byłaś zakochana?
- Ricky Martin. Ale nie był jeszcze gejem.
- Słodkie czy ostre?
- Słodkie - mam nadzieję, że chodziło im o jedzenie.
- Ulubione miejsce?
- Birmingham.
- Ulubiony element ubioru?
- Hmm.. Lubię moje buty. Wszystkie.
- Najgorsze kłamstwo, jakie powiedziałaś?
- Hmm... O, mam. Powiedziałam mojej siostrze, że nie mam numeru do The Wanted.
- Pierwszy koncert, na którym byłaś?
- Koncert The Wanted w Manchesterze w 2011.
- Ostatni koncert, na którym byłaś?
- Lawson w Birmingham w marcu.
- Ulubiony uczestnik ostatniej edycji XFactor?
- Ummm... Ja - zaśmiałam się. - Nie, żartuję. Umm... Scott.
- Ulubiony juror?
- Cheryl.
- Co trzymasz w czarnej skrzynce?
- Drobniaki, żeby kupić "Black Box" na itunes.

Takim sposobem w końcu byłam wolna. We wtorek i środę siedziałam w studio, a wieczorem w końcu dotarłam do domu na Wielkanoc :).


O Boże, tak się męczyłam nad tym rozdziałem, aż w końcu jakiś taki dłuuuugi wyszedł. Czy tylko mi się tak zdaje? :)
EDIT: świeżutki singiel The Wanted do posłuchania tu.

środa, 3 kwietnia 2013

8."Black Box" w akcji!

Weekend dosłownie cały przebimbałam. Jedyną pożyteczną rzeczą było ogarnięcie w sobotę filmiku na niedzielę. Iris przyjechała do mnie po południu i odpowiadałam na pytania. Najgorsze jesy to, że chyba będę musiała odpuścić odpowiadanie na pytania, bo zwyczajnie nie mam na to czasu. Nie, że w ten weekend, ale ogólnie. W niedzielę poszłam na zakupy, kupiłam Emmie na urodziny słuchawki, a skoro już byłam w sklepie kupiłam sobie takie same, tylko białe. I jeszcze dostałam rabat na kolejne zakupy. Żyć nie umierać normalnie.
Za to w poniedziałek nie było już tak kolorowo. Premiera singla. Najpóźniej o 7:30 musze być w Capital Radio. Zwlekłam się z łóżka kilka minut przed szóstą, dzień wcześniej wieczorem przygotowałam sobie ciuchy, musiałam je tylko sennie na siebie włożyć i zrobić sobie twarz na człowieka. Bo występy w radio mają niestety to do siebie, że chociaż to radio, to i tak mają tam kamery i najczęściej umieszczają filmiki z wywiadów czy występów w sieci. Zrobiłam dokładnie makijaż, miałam chwilę czasu, więc wyprostowałam włosy. Idealnie w momencie, kiedy skończyłam do drzwi zapukał Ben. Z karmelowym frappucino w ręce.
- Och, kochany, wiesz, czego potrzeba człowiekowi o poranku - uśmiechnęłam się, zamknęłam mieszkanie, wzięłam od niego kawę i zjechaliśmy windą na dół. Wiedziałam, że czeka mnie najwyżej 50 metrów piechotą, więc wyskoczyłam sobie w skórzanej kurtce, chociaż pogoda zdecydowanie wskazywała, żeby założyć coś grubszego. Iris czekała w aucie i od rana wysyłała do kogoś wiadomości.
- Iris, kogo męczysz od rana?
- Ustawiam ci promocję singla.
- Ludzie o tej porze funkcjonują?!
- Tak, Em, od samego rana zarabiamy - powiedziała, nieprzerwanie wstukując literki. - Dobra, powiedz coś ładnie, daj mi kamerę - wyciągnęłam z torebki mały przedmiocik i podałam go managerce.
- Heeeej - przeciągnęłam wciąż trochę ospale. - Jadę do Capital FM. Mam dzisiaj premierę singla, strasznie się denerwuję... Nie mówię, że chcę numer jeden, po prostu nie chcę, żeby go zeszmacili w recenzjach.
Weszłam szybko na twittera.
Aaaa! To dzisiaj! #BlackBox
Po kilkunastu minutach dojechaliśmy pod budynek Capital FM. Po wydaniu singla na płycie będę objeżdżać stację Capital w każdym większym mieście. To daje z dziesięć samych Capitali. Do tego są jeszcze inne stacje... Trzymajcie mnie.
Wjechałam z Iris i Benem windą na odpowiednie piętro. Asystentka czy ktoś pokierowała nad w odpowiednią stronę.
- Panno Collins, coś do picia? - spytała.
- Herbatę poproszę - odpowiedziałam z uśmiechem. Już zrezygnowałam z powtarzania, żeby nie mówić do mnie per pani czy panna. I tak nie słuchali.
- Jestem Lisa a to jest Dave - przedstawiła siebie i kolegę prowadząca. - Wchodzimy za dwie minuty, więc rozsiądź się, Alice właśnie przynosi ci herbatę.
- Dziękuję - podziękowałam z uśmiechem. Iris i Ben usiedli z boku. - Dobra, 5, 4, 3... - powiedział Dave. - Witamy po przerwie, teraz jest już z nami Emma Collins, która będzie towarzyszyć nam podczas pierwszej emisji jej debiutanckiego singla "Black Box". Jak się czujesz Emma?
- Bardzo dobrze, dziękuję. Przekażcie Alice, że robi naprawdę świetną herbatę.
- Przekażemy, przekażemy - powiedziała Lisa. - Trzy miesiące temu wygrałaś XFactor, wiele się zmieniło?
- Mieszkam w Londynie, rzadziej widzę rodziców, mam mało czasu i więcej osób rozpoznaje mnie na ulicy. W dużym skrócie.
- A gdybyś mogła porównać swoje życie przed programem i po, co było lepsze?
- To są dwie różne sprawy... - zamyśliłam się. - Wydaje mi się, że wciąż jestem tą samą sobą, trochę nieśmiałą, w trampkach zamiast szpilek, z kłopotami z zaufaniem... z drugiej strony wiem, że program wiele zmienił, zdecydowanie w końcu odważenie się na pójście na casting było jedną z najlepszych rzeczy, która mnie spotkała. Czuję, że w końcu dorosłam, usamodzielniłam się...
- Ale z praniem chyba u ciebie krucho - Lisa wskazała palcem na moją koszulkę. - Emma ma koszulkę z napisem "ostatnia czysta bluzka".
- Tak, do prania przydałaby mi się mama pod ręką - zaśmiałam się. To wcale nie była ostatnia czysta bluzka.
- O ciuchach, managerce, płycie i pytaniach nadesłanych przez was będziemy rozmawiać już za chwilę, tymczasem przed wami Bruno Mars - Dave poruszył jakieś suwaczki i przyciski i w poleciała muzyka.
- Program zaczyna się o szóstej, o której przychodzicie do stacji? - spytałam.
- Koło piątej - odpowiedziała Lisa. - Ale w soboty zaczynamy o ósmej, wiec można pospać.
- To straszne. Nie wyobrażam sobie, jakbym miała wstawać o czwartej czy jeszcze wcześniej.
- Dobrze płacą - zaśmiał się Dave. - Dobra, wracamy.
- Jak już mówiliśmy, od niedawna jest z nami Emma Collins, zwyciężczyni ostatniej edycji XFactor, a teraz przepytamy ją z pytań nadesłanych przez was - Lisa wyciągnęła na wierzch kartkę. - Emma, który opening w XFactor był twoim ulubionym?
- Zdecydowanie ostatni - powiedziałam szybko. - Drugi dzień finału, byłam ja, Scott i Brian, śpiewaliśmy "Chasing The Sun", pozostała trzynastka robiła "oh oh oh oh...". Miałam na sobie taki krótki top, na brzuchu namalowane to słońce, które miały dziewczyny w teledysku. Chciałam mieć je na policzku, ale byłby problem z makijażem, kiedy mielibyśmy je zmyć, dlatego zrobiliśmy je na brzuchu. Kiedy zaczynałam śpiewać swoją drugą część zobaczyłam na widowni The Wanted, to dało mi takiego kopa, że zeskoczyłam z kilkumetrowego podestu.
- Pamiętamy, filmik z tym momentem był hitem w internecie - powiedział Dave. - Okej, czy jest jakieś pokrewieństwo między tobą a Jayne Collins, pierwszą managerką zespołu The Wanted?
- Nie, nie ma. Nazwisko to zbieg okoliczności. Ale moja managerka Iris jest jakoś spokrewniona z Jayne, nie pamiętam jak, jakaś piąta woda po kisielu. Ale zawsze.
- W jednym z programów telewizyjnych powiedziałaś, że twój singiel jest o dziewczynie, która daje sobie spokój z kolesiem, który źle ją traktuje. Powiedziałaś też, że sama napisałaś tekst rok temu. Wniosek jest chyba oczywisty...
Spojrzałam nerwowo na Iris.  Posłała mi kamienną minę numer 5, mów, ale nie za dużo i będzie na ciebie.
- Taaak - zaczęłam bawić się zegarkiem - to ja napisałam tekst i cały wpłynął z mojego serca po pewnych przykrych okolicznościach, o których nie chcę mówić, bo dzisiejszy poranek jest wystarczająco depresyjny - zaśmiałam się.
- Rozumiemy, następne pytanie - Lisa spojrzała na kartkę. - Ze wszystkich bliskich ci osób, która jest najważniejsza?
Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam głośno powietrze.
- Kto pisze te pytania? - zaśmiałam się. - Wiadomo, ważna dla mnie jest moja rodzina, rodzice, siostra, Iris i Ben, także Cheryl, z którą dalej mam kontakt, ale z nich wszystkich najważniejsza jest  moja siostra Sarah - zamyśliłam się chwilę. - Tak, Sarah jest najważniejsza i serio, jeśli ktoś byłby na tyle głupi, żeby ją zranić, powinien być przygotowany, że następnego dnia będzie martwy.
- Wow, zapamiętajcie to - powiedział Dave. - Teraz krótka przerwa na reklamy, a już po chwili usłyszycie pierwszy singiel Emmy!
- Boże, jak się denerwuję... - powiedziałam, gdy upewniłam się, że lecą już reklamy. - Iris, nie nagrywaj - jęknęłam.
- Spokojnie, sami jeszcze nie słyszeliśmy tego, ale wiemy, że na pewno jest świetne - powiedziała z uśmiechem Lisa.
- Mam nadzieję - zaczęłam nerwowo stukać nogą.
Po chwili reklamy się skończyły.
- Tak jak obiecałem, reklamy się skończyły, a przed wami debiutancki singiel Emmy Collins, "Black Box"! - Dave przesunął suwakami i muzyka zaczęła lecieć.
Siedziałam spięta, wsłuchiwałam się w każdy dźwięk i szukałam jakiś nieistniejących błędów. Nawet nie wiem, kiedy cała piosenka przeleciała.
- My naprawdę lubimy tą piosenkę, a wasze opinie ślijcie na naszego twittera z hashtagiem #BlackBox - powiedziała Lisa.
- Ale poczekajcie, aż wyjdę, żebym nie mogła tego przeczytać - dodałam.
- Nie wiem, czy jest czego się bać, bo już teraz, w tym momencie #BlackBox jest w trendach na twitterze.
- To nie znaczy, że ludzie ją chwalą - stwierdziłam.
- Emma jest dzisiaj pesymistką...
- Realistką - wtrąciłam.
- ... dlatego dzisiaj już ją pożegnamy, ale jestem pewny, że zobaczymy się z nią, kiedy jej piosenka będzie numerem jeden - Dave puścił piosenkę.
- Dziękuję, było bardzo miło was poznać - wstałam i uścisnęłam im ręce.
- Chwila, chwila, jeszcze czas na zdjęcie - powiedziała Lisa.
Zrobiliśmy zdjęcie i wyszłam z Iris i Benem.
- Denerwuję się chyba bardziej niż przed ogłoszeniem wyników na finale XFactora - powiedziałam wchodząc do auta.
- Co rusz to mówisz - zauważył Ben.
- Więc Emma - Iris włączyła kamerę. - Jak się czujesz tuż po premierze?
- Dziwnie... w sensie... nie da się już tego odwrócić, poszło w eter, teraz tylko mogę czekać na opinie... i zrobić teledysk - uśmiechnęłam się.
Dałam dwa wywiady, posiedziałam godzinę w studio udając, że coś robię, wieczorem z bijącym sercem weszłam na twittera. Czas przeczytać opinie. Weszłam w wyszukiwanie hashtagiem. Trzeba też umieć oddzielić opinie od hejtu, a najlepiej czytać te tweety, w których jestem oznaczona. Jak na przykład:
@EmmaCollins już uwielbiam tą piosenkę, nie mogę się doczekać, aż będę mogła ją kupić, ale mam nadzieję, że płyta nie będzie cała w dubstepie? #BlackBox
Na takiego konskrutkywnego tweeta można, a nawet powinno się odpisać.
Spokojnie, nie będzie, to taki jednorazowy wyskok :) xx
W międzyczasie zauważyłam, że #BlackBox jest w trendach na pierwszym miejscu.
#BlackBox trenduje na pierwszym miejscu! Dziękuję!
Nastepnego dnia nadszedł czas na zrobienie pierwszego teledysku. Zaczęło się od rozmowy z reżyserem.
- Mam taki pomysł: będą trzy perspektywy. Jedna to retorspekcje, z tego, jak ten drań, którego zaraz poznasz cię traktował, flirtował z innymi, spóźniał się i takie tam, druga, pakujesz sobie jego rzeczy, na końcu on przychodzi do mieszkania i dajesz mu spakowaną walizkę i trzecia, jak tłuczesz worek treningowy. Wiesz będą przemieszane, jak to w teledysku.
- Zdaję się na ciebie.
- Jedno ujęcie będziemy kręcić na ulicy, dostaliśmy pozwolenie, to z workiem na prawidziwej siłowni, mieszkanie na pewno w studio, pracujemy nad lokalami. Zaczynamy za godzinę od scen w mieszkaniu.
- Nie ma sprawy - reżyser odszedł na bok. - Kto jest moim fałszywym chłopakiem? - spytałam Iris.
- Zaraz tu będzie, spodoba ci się - zapewniła mnie.
- Przepraszam - podeszła do nas dziewczyna. - Jestem Larissa, wizażystka.
- Emma, bardzo mi miło - uścisnęłam jej rękę.
- Mogłabyś pójść teraz ze mną, żeby zrobić ci makijaż?
- Tak, jasne - poszłam za nią do małego pomieszczenia opisanego "garderoba".
- To jest Remi, stylistka - przedstawiła koleżankę.
- Emma - podałam jej rękę.
- Moja koncepcja jest taka: na większości scen będziesz miała te hollywoodzkie fale, w tej, której pakujesz tego kolesia zrobimy ci kłosa, a na siłowni zwykłego kucyka, ok?
- Dla mnie super - uśmiechnęłam się.
- Jeśli chodzi o ciuchy - wtrąciła Remi. - Kilka razy cię przebierzemy. Będziesz inaczej ubrana na siłowni, kiedy pakujesz mu rzeczy, kilka innych zestawów też mam przyszykowanych, bo wizja Mike'a nie jest jeszcze do końca jasna.
- Emma! - usłyszałam głos Iris, po chwili weszła do garderoby. - Czas żebyś kogoś poznała - pociągnęła mnie za rękę. - To jest...
- Tom Daley, Iris nie jestem kretynką.
Bezczelnie zmierzyłam go wzrokiem z góry do dołu.
- Emma - powiedziałam słabo, wymieniając z nim uścisk dłoni. - Muszę z nim zrywać? - spytałam głośniej, kilka osób się zaśmiało.
Te mięśnie pod koszulką... Mięśnie mięśniami, ale to nie zmienia faktu, że to.pewnie podrywacz, sto razy za dużo kontaktu wzrokowego.
- Więc, co tu robisz Tomie Daley?
- Iris do mnie zadzwoniła z propozycją, stwierdziłem, że czemu nie, zawsze to jakieś nowe doświadczenie.
- Mówiłam to samo, jak szłam do XFactora, teraz robię teledysk, więc możesz skończyć jako aktor - zaśmiałam się.
- Tom, zapoznasz się z planem - krzyknął reżyser.
- Iris, skąd go wytrzasnęłaś?! - pisnęłam cicho.
- Calm your boobs, Emma - powiedziała. - Powiedzmy, że mam znajomości.
- Larissa, Remi! - krzyknął Mike. - Zaczynamy od sceny z pakowaniem.
- Emma, możemy cię prosić? - spytały dziewczyny i poszłam do garderoby.
Przebierałam się chyba więcej razy niż podczas XFactora, wczesnym wieczorem, kiedy robiło się lekko ciemnawo przenieśliśmy się na zewnątrz.  Druga ekipa czekała w jednej z restauracji, w której miałam czekać na przystojnego, ale wciąż drania, w końcu wyjść i trafić na niego przed wejściem.  Zablokowałam jedną z głównych ulic, ludzie mnie nienawidzą.
- A więc jeszcze raz, wychodzisz, spoglądasz lekko na prawo, idziesz w lewo, trafiasz na Toma, no i kłóćcie się czy coś - Mike wziął megafon do ręki. - Kamera! Akcja!
Wyszłam z lokalu, zrobiłam wszystko, jak należało, zobaczyłam Toma i obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Przepraszam - powiedziałam.
- Przerwa, potrzebuję kawy - Mike wstał z krzesła.
Iris podeszła do mnie z kamerą.
- To najbardziej nieprofesjonalnie robiony teledysk wszech czasów - powiedziałam.
- Emma, ktoś do ciebie - powiedział ktoś z obsługi.
Podeszłam do barierek.
- Na litość Boską, to The Wanted, wpuścić ich!
- Powiedz Wanted Wednesday - powiedział Jay.
- Hej, to ja, a to jest Wanted Wednesday! Litości chyba z trzeci raz to robię. A co wy tu robicie?
- Przyszliśmy odwiedzić naszą ulubioną zwyciężczynię XFactora - Max wytargał mnie za ucho. - A no i gratulacje z okazji singla!
- Jest świetny - dodał Nathan.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się.
- Mam teraz przerwę, więc może zostaniecie trochę dłużej, zobaczycie mój nieprofesjonalizm? - zaproponowałam.
- Jestem na tak - powiedział Tom, reszta też pokiwała głowami.
- Ummm... Ben! Skombinuj mi 6 krzeseł! - krzyknęłam, z chłopakami był jeszcze Kevin.
- Ben? - powiedział Kev, kiedy mój ochroniarz przyszedł z krzesłami.
- Kevin? - zdziwił się i obaj się uścisnęli.
- To wy się znacie? - spytałam, The Wanted byli równie zdziwieni, co ja.
- Przecież jesteśmy kuzynami.
- No tak, widzę pewne podobieństwa - Jay wskazał na ich brzuchy, wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Daley?! - krzyknął Nathan. - Co ty tu robisz?
- Gram złego i porzuconego - Tom podszedł do nas i przywitał się z chłopakami.
- Tak, zaraz go rzucam, tylko muszę przestać się śmiać.
Podeszła Iris, znowu z kamerą.
- Odwiedzili nas The Wanted - wskazałam na nich ręką. - A także dowiedzieliśmy się, że mój Ben i ich Kevin to kuzyni. Niespodzianka.
- Dobra, Nathan zacznij od swojej sprawy - powiedział Siva.
- Jakiej sprawy? - spytałam.
Chłopak zawiesił się na chwilę.
- Chwila... - popatrzył na Toma - Dobra, ty już wiesz. Nie rób sobie planów na dziewiętnastego kwietnia, idziesz do mnie na urodziny - powiedział Sykes.
- Okeeej, uznam to za zaproszenie, mimo że to stwierdzenie, dobrze, przyjdę.
- Zaraz wracam - Daleya zawołał reżyser.
- Wyślę ci adres. Ale jest jeszcze jedna sprawa - kontynuował Nath.
- No więc jaka? - spytałam. Cisza. - Wydusicie to wreszcie?
- 26 maja - zaczął Tom - zaczynamy trasę koncertową The Wanted Arena Tour II. Dlatego chcieliśmy cię spytać czy zostaniesz naszym supportem?
Zamurowało mnie na chwilę.
- O Boże... Jeszcze pytacie?! Jasne, że tak! - krzyknęłam.
- Ale... wiesz, że chodzi nam o całą trasę? - upewnił się Max. - 16 koncertów?
- No wiem! O Boże - złapałam się za głowę.
- Emma...
- Iris, nie ma Emma i nie interesuje mnie, co mówią ci od managementu! Jedziemy na Arena Tour!
- Trzy minuty - rozległo się w megafonie.
- O Boże... - wywróciłam oczami. - Jak znowu zacznę się śmiać, to Mike mnie zabije...
- Co ci nie wychodzi? - spytał Max.
- Wychodzę z restauracji, wpadam na mojego "chłopaka" - nakreśliłam cudzysłów w powietrzu - i mam się z nim pokłócić, a zaczynam się śmiać.
- Chodź ze mną - powiedział Tom. - Wyobraź sobie, że to ta gra, co nie wolno się zaśmiać, możesz odwracać wzrok i wszytsko, ale nie wolno ci się śmiać. Jak przegrasz, stawiasz piwo - odszedł kilka metrów ode mnie. - Start!
Zaczęłam iść w jego kierunku, dajesz Em, dasz radę. Udało się!
- Teraz jeszcze raz!
Tym razem zaczął robić głupie miny. Dałam radę.
- Dobra, dzięki Tom. Mike, zaczynamy, póki pamiętam, jak to się robi! - krzyknęłam.
- Emma i Tom na miejsca! Iii... akcja!
Wyszłam z restauracji, rozglądnęłam się, trafiam na Toma, próbuje mnie objąć i tak dalej, a ja wyrywam się i dochodzę.
- Idealnie! Wracamy do studia, ostatnia scena na siłowni!
Ekipa zaczęła zbierać sprzęt, a ja krzątałam się to tu to tam.
- Emma powiedz coś, behind scenes samo się nie zrobi.
- Prawie kończymy... przenosimy się znowu do studia, robić ostatnią scenę, będę boksować czy coś... Ale! Jestem prawie cały dzień na obcasach, a prawie nie bolą mnie nogi, te buty są świetne! Ukradnę je - szepnęłam. - Już mam wprawę po XFactorze.
- Kradłaś ubrania? - spytała Iris.
- Nie kradłam. Pozwalali nam. Poza tym co, wzięłam dwie pary butów i kurtkę skórzaną chyba tylko...
- Emma, my lecimy - usłyszałam głos Nathana.
- Dziękuję wam za odwiedziny, naprawdę miło było mi was widzieć i dziękuję za zrobienie mnie waszym supportem, naprawdę nie wiecie, ile to dla mnie znaczy.
- Na dniach przejdziemy do ciebie z umową albo management ją podeśle - powiedział Jay.
- Emma, twój telefon - Ben podał mi komórkę.
- Nieznany? Na mój numer? - zdziwiłam się. - Halo?
- Dzień dobry, tu Melanie Phillips z Modest Management, dzwonię w imieniu zespołu One Direction z zapytaniem czy byłaby pani zainteresowana supportowaniem zespołu w czasie kilku koncertów na trasie w UK.
- Umm.. w jakim terminie miałoby się to odbywać? - nie miałam zamiaru się godzić, grałam na czas. Serio? Supportować 1D? Po tym, jak pojechałam po jednym z nich za kulisami XFactora...
- Maj, czerwiec.
Spojrzałam na The Wanted.
- Przykro mi, mam już podpisaną umowę na support innego artysty w tym okresie.
- Rozumiem, gdyby zmieniła pani zdanie, proszę dzwonić pod ten numer.
Rozłączyłam się.
- Po moim trupie - mruknęłam.
- Co tam? - spytała Iris.
- Dzwonił do mnie management One Direction, chcieli mnie na support. Po moim trupie.
- I tak po prostu im odmówiłaś? - zdziwił się Tom.
- No tak. Supportuje was. Poza tym, to jedzie komercją na kilometr, po tym, jak zjechałam ich w XFactorze - wzruszyłam ramionami.
- Co?! - krzyknęli równocześnie.
- No normalnie. Byli gwiazdami pierwszego live'a, ja miałam ostatnią próbę, śpiewałam "Glad You Came", idę sobie potem do garderoby, a jeden z nich, Zayn czy jakoś tak, do mnie, że przynajmniej lepiej niż The Wanted - zespół wywrócił oczami. - To odpowiedziałam mu, że lepiej niż otwierająca piosenka. Kolesi zatkało.
- noo... zazwyczaj ludzie się im podlizują a nie disują - powiedział Nathan.
Usłyszałam, że ktoś z ekipy woła mnie do auta.
- Muszę lecieć, jeszcze raz dziękuję za odwiedziny - pożegnałam się z zespołem i weszłam do busa.
Pół godziny później byłam z powrotem w studio. Ubrana na sportowo, z włosami związanymi z kucyk, czekałam, aż zaczniemy kręcić. Kazali mi się trochę rozgrzać, żeby było widać, że się ruszam, więc założyłam na uszy słuchawki, skakałam i śpiewałam "Glad You Came". Do momentu, aż kątem oka, którego  medycznego punktu widzenia nie posiadam, zobaczyłam Iris z kamerą.
- Nie waż się dać tego do filmiku - powiedziałam. - So basically, zaraz kręcimy ostatnie ujęcia, było bardzo fajnie, ale nie mogę się doczekać, aż pójdę po kawę do Starbucksa - przeszedł mnie lekki dreszcz z zimna i przypomniało mi się, że ten krótki top, miał naprawdę cienki materiał. Założyłam szybko ręce na klatce piersiowej. Moze trochę za szybko.
- Co jest? - spytała Iris.
- No wiesz. Jest tu trochę zimno - spojrzałam na nią porozumiewawczo.
- Boże, Emma - zaśmiał się Ben.
- Jesteś facetem, nie zrozumiesz - mruknęłam.
Pół godziny później było już po wszystkim, jechałam do domu i sprawdzałam w drodze twittera. Tom wrzucił zdjęcie ze mną zrobione gdzieś między ujęciami:
Na planie z @EmmaCollins.
Przesłałam tweeta dalej z dopiskiem:
Kto zgadnie, co Tom robił ze mną na planie? :)
Oprócz tego The Wanted napisali, że nadchodzą wielkie wiadomości. Domyśliłam się, że chodzi o support.
MUSZE TROCHĘ NADGONIĆ, BO MI SIĘ AKCJA PRZESUNĘŁA W CZASIE ;)
A TAK POZA TYM - Prima Aprilis! :)
JESZCZE JEDNA SPRAWA - ZNOWU BĘDĘ TRUŁA O FANDOMIE :P WYBIERZCIE JEDNĄ Z TRZECH OPCJI, KTÓRA NAJBARDZIEJ WAS SIĘ PODOBA: EMMATORS, EMMIES, COLLINERS :)
MOŻECIE TEŻ DALEJ PODSUWAĆ SWOJE PROPOZYCJE :)
XX

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Przepraszam :(

Chodzi o to, że na czas nieokreślony muszę zawiesić oba blogi... Myślałam, że dwa radę z dwoma i maturą za pasem, ale jednak to zbyt wiele I muszę na serio zacząć się uczyć. Naprawdę przepraszam, ale obiecuję, że wrócę w maju.