czwartek, 30 maja 2013

13. Imprezuj jak The Wanted

Zadowolona, że Nathanowi spodobał się zegarek, szłam z nim i Tomem Daleyem do wyjścia.
- Chwila! - krzyknął Daley, jakby właśnie coś mu się przypomniało.
- Co się stało? - spytał Nath.
- Emma, muszę cię o coś prosić.
- Wal śmiało - powiedziałam.
- Moje dwie przyjaciółki są twoimi fankami i zabiłyby mnie i nie wpuściłyby do domu, gdyby nie poprosił, żebyś to podpisała - wyciągnął ze sportowej torby dwie płytowe wydania singla.
- Jeju, pewnie! - powiedziałam i zaczęłam szukać w torebce markera.
- Tego szukasz? - Nathan pomachał mi pisakiem przed nosem. Musiał go podnieść wcześniej.
- Dzięki. Jak się nazywają?
- Sophie i Nikita.
Podpisałam obie płyty i wpadł mi do głowy pewien pomysł.
- Masz Keek, prawda? - spytałam.
- No mam.
- Jeśli chcesz możemy im nagrać wiadomość - zaproponowałam.
Keek to taki filmikowi twitter, można na nim umieszczać 35-sekundowe filmiki.
- Pewnie! Spodoba im się - powiedział Tom i wyciągnął telefon. Dał mi głową znak, że zaczął nagrywać.
- Hej Sophie, hej Nikita, tu Emma Collins. Podpisałam wasze płyty, dziękuję za wasze wsparcie, bo to także dzięki wam singiel pokrył się dzisiaj złotem - poczułam, jak Nathan robi głupie miny za moimi plecami. - Idź sobie! - machałam na oślep do tyłu rękoma. - Tak.. O czym mówiłam? A już wiem. Dziękuję jeszcze raz i mam nadzieję, że macie się dobrze. Paaa! - pomachałam do telefonu.
- Dzięki Emma, będą mnie kochać na wieki - powiedział Tom.
- Nie ma sprawy. Dobra panowie - spojrzałam na zegarek. - Muszę lecieć, płyta sama się nie nagra. Do piątku! - ruszyłam szybciej do wyjścia, samochód już na mnie czekał.
- Jak było? - spytał Arthur po wejściu do samochodu.
- Dobrze, do momentu, w którym Nathan wygadał się, że jadę z  nimi w trasę.
- Jedziesz z nimi w trasę?
- Oh, przepraszam, że ci nie powiedziałam. To miało wyjść dopiero za tydzień.
- Nie ma sprawy. Mam wolne w czasie trasy, prawda?
- Tak, będę jeździć tourbusem. Boże, jest jeszcze tyle do zrobienia, muszę zebrać zespół, wybrać z pięć, sześć piosenek, które będę śpiewać, management musi załatwić tourbus i to wszystko... - wpadłam w słowotok i lekką panikę.
- Spokojnie, czy kiedyś było coś z czym nie dałaś sobie rady? Ile razy Iris dzwoniła z jakimiś rewelacjami pięć minut wcześniej? Zawsze dawałaś radę - pocieszył mnie Arthur.
- Dziękuję - powiedziałam z uśmiechem, chociaż nie mógł, go zobaczyć, bo patrzył na drogę.

Resztę środy i czwartek spędziłam w studiu, po to, żeby w piątek móc oddać się przygotowaniom do imprezy. Jedyną rzeczą w czwartek niezwiązaną z płytą było napisanie na twitterze życzeń dla Nathana.

@NathanTheWanted wszystkiego najlepszego mój ulubiony już nie nastolatku ;) xx

Jednym z dobrych aspektów brania udziału w talent show i bycia w miarę miłym dla wszystkich są zawarte tam znajomości, które zostają po zakończeniu programu. I tak na przykład do tej pory mam kontakt z fryzjerką i makijażystką. I takim sposobem miałam pięknie zrobione włosy i mocny smoky eye. Ubrana w czarną sukienkę kupioną przed świętami w Birmingham, szpilki Crisian & McCaffrey, które kupiłam hurtowo z innymi kilkoma parami i pasującą do całości torebką ruszyłam na imprezę. Lokalizacja imprezy standardowo wyciekła, przed klubem czekało stado paparazzi, a ochroniarze uważnie pilnowali, żeby żaden nie dostał się do środka. Chciałam szybko przemknąć do środka, ale pomyślałam, o Sarah, która nie wybaczyłaby mi, że nie zobaczy w gazecie, jak wyglądałam, więc postałam tam chwilę i pozwoliłam im nacieszyć aparaty moją osobą. Podałam ochroniarzowi nazwisko, które pewnie łatwiej byłoby mu znaleźć, gdyby Sykes pokusił się o alfabetyczną listę. Na wejście dostałam drinka w bardzo intensywnie limonkowym kolorze, a po chwili podszedł do mnie Nathan.
- Hej, Emma, cieszę się, że jesteś - powiedział przytulając mnie na powitanie. - Patrz!- wystawił rękę w moim kierunku.
- Już go nosisz! - uśmiechnęłam się na widok zegarka.
- No ba! Chodź siądziesz sobie, bo długo na tych szpilkach nie wyrobisz - prowadził mnie przekrzykując muzykę.
- Nie wiesz, ile można wyrobić po paru głębszych - stwierdziłam.
- Wierzę, że dzisiaj się dowiem.
Na kanapach siedzieli ludzie bardziej i mniej mi znani.
- Moja droga koleżanko, dostaniesz zaszczytne miejsce z twoimi ulubionym zespołem The Wanted i naszymi dwiema uroczymi dziewczynami, Nareeshą i Kelsey. I Kevinem, którego jeszcze nie ma - powiedział, kiedy doszliśmy na miejsce.
- Emma! - powiedziała wesoło reszta zespołu.
- The Wanted! - krzyknęłam w taki sam sposób.
Chłopcy wstali i przywitali się ze mną.
- Wy się nie znacie, prawda? - Nathan jeździł wzrokiem po mnie i dwóch dziewczynach. - Emma, to jest Kelsey, dziewczyna Toma - Nareesha, dziewczyna Sivy.
- Miło mi was poznać - wymieniłam z nimi uściski rąk i uśmiechy.
Brunetka dyskretnie zerkała na moje buty, spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Przepraszam - dziewczyna lekko się zawstydziła. - Projektuje buty i tak lubię sobie popatrzeć, jakie ludzie noszą.
- Wiem! Przecież to twoje buty! - zorientowałam się, co mam na stopach.
- Faktycznie, to moje buty - w słabym świetle dziewczyna sama ich nie rozpoznała.
- Dobra wiem, co to oznacza - powiedział Siva. - Siądźcie sobie obok siebie. - popatrzyłyśmy na niego zdezorientowane. - Nunu, tylko się czaisz, aż  żeby zrobić sobie z nią zdjęcie w twoich butach.
Zaśmiałam się i usiadłam obok Nareeshy, Siva zrobił nam zdjęcie tak, żeby uchwycić buty.
- Okej, teraz chcę zdjęcie z obiema dziewczynami, trzymaj - podałam Nathanowi telefon.
- Czemu rozkazujesz mi w moje urodziny?
- Twoje urodziny były wczoraj.
Mruknął coś pod nosem, ale zrobił mi zdjęcie z Kels i Nareeshą. Ledwie usiadł na kanapie, Max szturchnął go i kiwnął głową w stronę wejścia.
- Tom Daley - mruknął.
Nathan wstał i poszedł w tamtym kierunku, najwidoczniej latał i witał każdego, kto przychodził. To się chłopak nalata...
Po chwili muzyka ucichła, a usłyszeć dało się głos Nathana:
- Witam wszystkich. Chciałbym bardzo gorąco podziękować wam za waszą obecność, która wiele dla mnie znaczy. Mam nadzieję, że wszyscy będą się dobrze bawić i miło wspominać. Dobra, imprezę czas zacząć!
Muzyka zaczęła grać, a Nathan wrócił na swoje miejsce.
- To co - Max wziął kieliszek do ręki - za naszego Nathana, który już nie jest BabyNathem.
- On zawsze będzie BabyNathem! - powiedziałam. - Nie ważne czy będzie miał dwadzieścia, czy trzydzieści lat.
- Właśnie! - zgodziła się Nareesha.
- Mniejsza z tym, pijmy już - powiedział zniecierpliwiony Jay.
- Uuu, czuję, że ktoś będzie się jutro zmagał z mega kacem - stwierdziłam patrząc na niego.
- Masz na myśli siebie? - spytał Tom.
- Teraz akurat Jaya.
- Nie znasz tych chłopców, nie wiesz, do czego są zdolni - powiedziała Kelsey.
- Świetnie! Możemy w końcu napić się za mnie?! - zapytał zniecierpliwiony Nathan.
Każdy napił się tego, co miał w swoim kieliszku.
- Dobra, czas podbić parkiet - powiedział Nath wyciągając rękę w moim kierunku.
- Co?
- Idziemy tańczyć!
Posłusznie wstałam i poszłam za nim.
- Czy to nie ty cały czas powtarzasz, że nie umiesz tańczyć? - spytałam.
- Bo nie umiem - wzruszył ramionami.
- To już jest nas dwoje.
Jak na dwie osoby nieumiejące tańczyć szło nam całkiem nieźle, a w międzyczasie uraczyliśmy się po jednym drinku.
- Wiesz, co musimy koniecznie zrobić? - próbowałam przekrzyczeć muzykę.
- Co?
- Muszę mieć zdjęcie z tobą, Tomem i Andy'm. Wiesz, moi wszyscy trzej chłopacy.
- Genialne! Chodź! - pociągnął mnie w bliżej niezidentyfikowanym kierunku.
- Gdzie? O! Andy i Tom w jednym miejscu, jak wspaniale! - wykazałam aż za dużo entuzjazmu.
- Ona jest aż tak pijana? - spytał Andy.
- Nie, nie - uspokoiłam się lekko. - Nie jestem pijana, mam tylko ten super podekscytowany, zabawowy stan, kiedy wszystko jest wspaniałe i dlatego teraz zrobimy sobie razem zdjęcie, bo wszyscy jesteście moimi chłopakami.
- Co? - znowu spytał Andy.
- Nie czytałeś gazety? O Boże, jestem z ciebie tak dumna. Napisali, że umawiam się z wami trzema.
- Obrotna jesteś.
- Wiem. Co nie zmienia faktu, że nie mam czasu na umawianie się z kimkolwiek. A poza tym lubię was, dlatego chcę zdjęcie. Ale nie mam telefonu - zorientowałam się, że nie mam ze sobą torebki. No tak, została przy stole.
- Zrobimy moim, potem ci prześlę - Nathan wyciągnął z kieszeni swoją komórkę.
Kiedy już pstryknęliśmy sobie czworokątową fotkę. Doszedł do nas Max.
- Emma, to małe coś, co Nareesha nazwała torebką, ci wibruje - powiedział.
- Długo tak dzwoni? - spytałam.
- Non stop od dwóch minut.
- Przepraszam chłopaki, to musi być coś ważnego.
Na telefonie miałam siedem nieodebranych połączeń od Iris, nie dzwoniłaby, gdyby to nie było coś ważnego, tym bardziej w piątek wieczorem.
- Tam są schody, na górze jest balkon, jeśli chcesz zadzwonić - wskazał mi kierunek Jay.
- Dziękuję.
Wyszłam na balkon i oddzwoniłam.
- Iris, stało się coś?
- Emma, jak się bawisz? - spytała, jak gdyby w ogóle do mnie nie dzwoniła.
- Dzwoniłaś do mnie jakieś 10 razy, co się dzieje?
- Na pewno nie potrzebujesz mnie jutro?
- Iris... Pewnie będę spała do południa, dam sobie sama radę z kacem - wywróciłam oczami.
- A w poniedziałek?
- Po prostu powiedz o co chodzi - westchnęłam.
- Chcemy ze znajomymi zrobić mały wypad na weekend, wrócę w poniedziałek, najpóźniej we wtorek - zaczęła szybko się tłumaczyć.
- Jedź - powiedziałam krótko.
- Ale na pewno? - spytała zdziwiona.
- Na pewno. Dam sobie radę, jest jeszcze Ben.
- Świetnie, wyślę ci tylko na maila co i jak w poniedziałek i w sobotę. Dziękuję, kocham cię!
- Jedź już, odpocznij sobie, nie ma za co, też Cię kocham! - odsunęłam szybko telefon od twarzy i rozłączyłam się.
Trochę to dziwne, że zachciało jej się jechać na weekend w piątek po dwudziestej, jak widać, nawet moja managerka jest bardziej spontaniczna ode mnie.
Wróciłam do środka, po drodze zgarnęłam z tacy jakiegoś drinka i usiadłam koło The Wanted.
- Ty tak serio? - spytał Tom.
- Serio w sensie, że co?
- Będziesz całą noc piła te lekkie drinki?
-Tak - pokiwałam głową.
- Jedziesz z nimi w tour, już oni cię tego oduczą powiedziała Kelsey.
- Właśnie! Musisz napić się czegoś porządnego, chociaż kolejnego za trasę.
- Jestem pewna, że nie raz opijemy to już w czasie jej trwania.
- Nie! - uparł się Tom. - I właśnie teraz załatwię ci coś mocniejszego i wzniosę toast przez mikrofon.
- Tom, przestań, to urodziny Nathana, powinno chodzić o niego.
- Co o mnie? - spytał Sykes.
- Niech oni ci powiedzą - machnął ręką Parker i zniknął gdzieś.
- Tom chce wypić kolejkę za tour z Emmą, ale ona nie chce, bo mówi, że to twoje urodziny bla bla bla - wyjaśniła bardzo rzeczowo Kelsey.
- Bardzo proszę, wódka dla wszystkich - Tom zaszalał i wrócił z tacą pełną kieliszków. Dużych kieliszków.
- To jest dobry pomysł! Idziemy, Tom - stwierdził Sykes i obaj zniknęli.
Po chwili muzyka znowu ucichła.
- Prosimy o uwagę - zaczął Tom. - Niech każdy weźmie do ręki kieliszek, szklankę czy cokolwiek z czego pije.
- Chcielibyśmy wznieść toast - kontynuował Nathan. - Jak już pewnie wiecie przez moją głupotę, obecna tutaj Emma Collins...
- Bardzo utalentowana i skromna - dodał Tom.
- Dokładnie, będzie supportować The Wanted w czasie trasy koncertowej. Jest to dla nad wielki zaszczyt, tym bardziej, że Emma, jak sama mówi od dawna jest fanką The Wanted, a także z tego względu, że mimo że miała inne opcje wybrała nas. Mamy ogromną nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało. Za Emmę! - podniósł kieliszek do góry.
O to właśnie mi chodziło. To nagłe zainteresowanie moją osobą. W jednej chwili kilkadziesiąt par oczu zaczyna zerkać na mnie. Ludziom wydaje się, że skoro wygrałam talent show i nagrywam płytę, to jestem niesamowicie pewna siebie i lubię zainteresowanie swoją osobą, a tak nie jest.
Mimo że go nie widziałam, to czułam na sobie wzrok Toma, więc dzielnie przechyliłam kieliszek, standardowo się krzywiąc.
- Mogę panią prosić? - obok siebie nagle zobaczyłam Toma, ale tym razem Daleya.
- Ależ naturalnie - lekko sie w ukłoniłam i sama z siebie zaczęłam się śmiać.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tyle tańczyłam. Chociaż było mnóstwo ludzi, wolałam obracać się wśród tych, których w miarę znałam, rozmawiając z chłopakami z Lawsona poznałam dziewczyny Joela i Ryana - Kathryn i Stacey. Buty może i były mega wygodne mimo swojej wysokości, ale jednak czasami przydałoby się usiąść, zwłaszcza, że przeróżne drinki różnego rodzaju dały się ze znaki mojej trzeźwości.
- Co, już wymiekasz? - spytał wesoło Max.
- Daj mi spokój, proszę. Wiesz, kiedy ostatni raz byłam na imprezie? Chyba na Sylwestra, więc trochę więcej wyrozumiałości.
- Na Sylwestra? - krzyknął.
- Co na sylwestra? - spytał Siva, który właśnie wrócił z Nareeshą.
- Emma ostatni raz balowała w sylwestra - powiedział Max.
- To nie zdziwię się, jak naszym tempem padnie dzisiaj na tej kanapie - stwierdził Mulat.
- No sorry bardzo, że wolę pojechać w weekend i zobaczyć rodziców i siostrę, zamiast balować w Londynie.
- No i ja ją rozumiem - powiedziała Nareesha. - Też wolałabym zobaczyć rodzinę niż chlać w Londynie.
- Nie jeździsz zobaczyć rodziny, a i tak nie pijesz - wtrącił Max.
- Bo mnie to nie kręci, jeśli Kelsey - pokazała ręką na dziewczynę przy barze, która właśnie obalała shoty z Tomem - lubi się napić od czasu do czasu, to fajnie, ale ja nie muszę. Siva może wyjść z wami, ale ja wolę obejrzeć w domu film - wzruszyła ramionami.
- Mogę przychodzić oglądać filmy z Tobą? - spytałam.
- Pewnie - zaśmiała się dziewczyna.
- To napijmy się za damską solidarność - stwierdził Max.
- Wolę oglądać filmy, ale czasami trzeba się napić, ale dzisiaj to będzie chyba nieść mnie do taksówki - powiedziałam wypijając drinka do dna.
Zaczęło grać "Mirrors" Justina Timberlake'a.
- Uwielbiam tą piosenkę! - krzyknęłam i kiedy skończyłam zorientowałam się, że Nareesha zrobiła to samo. Spojrzałyśmy na siebie, roześmiałyśmy i ruszyłyśmy na podbój parkietu.
Potem dobrą godzinę spędziłyśmy na gadaniu o butach, torebkach i tym podobnych, po czym Tom stwierdził, że jestem za trzeźwa i zaciągnął mnie do baru na shoty. Tak, w liczbie mnogiej.
- Wiesz, ty jesteś chłopakiem, to jeszcze ujdzie, ale mi jako dziewczynie nie wypada tak się zalać - stwierdziłam, kiedy odeszliśmy od baru.
- Dziewczyno, zabaw się częściej niż raz do roku - wywrócił oczami.
- Robiłam to kiedyś, aż rok temu na spotanie poszłam z przyjaciółką do klubu...
- I co się tam stało? - spytał.
- Był tam mój chłopak... - zaczęłam i chyba na szczęście przerwał mi Max.
- Tom, idziesz zapalić? - spytał.
- Jasne.
- Idę z wami - dodałam. - Potrzebuję świeżego powietrza.
Max z tacy przechodzącej obok kelnerki zabrał szklankę, powąchał i dał mi:
- Trzymaj, cola.
- Jak dobrze - wzięłam głęboki oddech na balkonie. Tego mi trzeba było - świeżego, chłodnego powietrza. No, względnie świeżego, bo Max i Tom zaraz zaczęli fajczyć.
- Cholera, zostawiłem telefon - Max pomacał się po kieszeniach. - Potrzymaj to, zaraz wrócę - podał mi papierosa i wszedł do środka.
Usłyszałam ciche pstryk pstryk, spojrzałam w dół.
- Świetnie - mruknęłam.
- Nie zwracaj na nich uwagi - machnął ręką Tom. - Nie palisz, co? - spytał zaciągając się. Pokręciłam głową. - Wiedziałem - uśmiechnął się. - Bliżej ci do Nareeshy niż Kelsey.
- Co masz na myśli?
- Pilnujesz się, pewnie nigdy porządnie się nie zalałaś, nie palisz, nie przeklinasz...
- Z tym ostatnim byś się zdziwił - przerwałam mu.
Na balkon wrócił Max, a z nim reszta The Wanted z Kelsey i Nareeshą, bez Nathana.
- Trzymaj - oddałam mu papierosa.
Pogadaliśmy dłuższą chwilę, w końcu zrobiło mi się zimno, więc wróciłam do środka, napiłam się z Lawsonem, z Tomem Daleyem, znowu się wytańczyłam. Koło trzeciej stwierdziłam, że mój organizm nieprzystosowany do imprez ostatnim czasem potrzebuje snu, więc pożegnałam się ze znajomymi, w drodze do wyjścia znalazłam Sykesa.
- Nathan, zmywam się - powiedziałam.
- Już?!
- Taa, ostatnimi czasy wyszłam z wprawy. Dziękuję za zaproszenie, naprawdę świetnie się bawiłam.
- Dobra, ale musisz dać mi ostatni taniec - wyciągnął rękę z moją stronę.
- No niech ci będzie.
Zatańczyliśmy, później zadzwoniłam po taksówkę, a Nathan kulturalnie ze mną na nią poczekał przy wyjściu, co niezrozumiale poruszyło paparazzi.
- Czy oni stoją tu całą noc? - spytałam.
- A co lepszego mają do roboty? - wzruszył ramionami.
W końcu taksówka przyjechała, pożegnałam się z Nathanem, w domu dokonałam wielkiego wysiłku i zmyłam makijaż.

Obudziłam się o trzynastej.
- Ja to mam spanie - mruknęłam przeciagając się. Irytował mnie dźwięk mojego własnego głosu. - O Boże, kac - szepnęłam.
Zaczął dzwonić mój telefon. Idealne wyczucie czasu.
- Halo? - mruknęłam.
- Cześć, jak po imprezie? - krzyknęła Sarah.
- Dziecko, nie drzyj się tak  - potarłam sobie skroń.
- O, to widzę, że się udała.
- Tylko nie mów rodzicom, że leżę skacowana.
- A leżysz w swoim łóżku przynajmniej?
Rozejrzałam się po pokoju.
- Tak, to zdecydowanie mój pokój i tak leżę sama - uprzedziłam kolejne pytanie.
- To dobrze. Podobno na kaca dobre są banany. Albo shake bananowy. Na pewno coś z bananami.
- Nie mam sił iść do kuchni po wodę, a co dopiero po banany do sklepu - mruknęłam.
- Tylko proponuję. Trzymaj się i spróbuj nie umrzeć.
- Okej, ucałuj rodziców, pa - rozłączyłam się.
Powoli podniosłam się z łóżka, poczłapałam do kuchni, wypiłam sporą część butelki, poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Chociaż było to bardzo bolesne w pewnym sensie, wysuszyłam włosy, bo stwierdziłam, że jednak spróbuję te banany. Ubrałam się wygodnie, nie chciało mi się malować, a patrząc na moje oczy okulary były konieczne, włosy związałam w luźnego koka, wzięłam portfel i telefon i wyszłam do sklepu. Pierwszy raz od całej wieczności nie miałam w uszach słuchawek, ale myślę, że dzisiaj moja głowa by ich nie wytrzymała. Kupiłam banany, mleko, wodę i szalenie pożywne chipsy.
Cały dzień przebimbałam na kanapie. Nie wiem, czy banany pomagają na kaca, ale dawno ich nie jadłam, więc trochę nadrobiłam.
Wieczorem rozległ się dzwonek do drzwi. Zdziwiona kto i co może ode mnie chcieć poszłam otworzyć.
- A wy co tu robicie? - spytałam.


Chyba stwierdzam, że pisanie o imprezach nienjest moją mocną stroną :P

wtorek, 21 maja 2013

12. Trójkąt na śniadanie.

- No co tam piszą o tobie? - spytał Ben.
- Uwaga uwaga. Spotykam się z Tomem Daleyem, Nathanem Sykesem i Andy'm z Lawsona - wywróciłam oczami.
Wzięłam do ręki kubek z herbatą, usiadłam w fotelu i zaczęłam czytać.
 
Emma Collins (18), mimo że jest zapracowana produkcją debiutanckiej płyty oraz promowaniem własnej osoby po wygraniu ostatniej edycji programu XFactor, nie może narzekać na nudę w życiu osobistym. Jak sama przyznała, debiutancki singiel "Black Box" napisała ponad rok temu, w skutek złych doświadczeń na tle miłosnym. Teraz chyba już pogodziła się ze złamanym sercem, a raczej jest ono rozerwane między kilku znanych przystojniaków. Jednym z nich jest olimpijski reprezentant Tom Daley (18), którego Emma poznała na planie swojego teledysku, gdzie grał jej chłopaka. Jak widać na zdjęciach, dobrze bawili się w swoim towarzystwie, śmiali się i robili sobie wspólne zdjęcia. Niedawno też "przypadkiem" spotkali się w rodzinnym mieście Toma, Plymouth, gdzie Emma była w czasie promocji singla. Nie odeszło się bez wspólnych zdjęć i wymiany tweetów.
Innym kandydatem do serca Emmy jest najmłodszy członek zespołu The Wanted, Nathan Sykes (19). Emma i Nathan poznali się w czasie trwania XFactora, gdzie zespół w jednym z odcinków pełnił funkcję mentora. Na materiałach zza kulis można było zauważyć, że Sykes pomagał Emmie uspokoić nerwy przed występem (tydzień wcześniej była bliska eliminacji). Już kilka tygodni później The Wanted ponownie pojawili się w programie, w odcinku, w którym uczestnicy wykonywali dwa duety z gwiazdami i, tak, tak, występowali z Emmą. Jakby tego było mało pojawili się na widowni w czasie finału oraz przynieśli zwyciężczyni bukiet kwiatów. Jak na razie to wszystko można podpiąć pod kibicowanie uczestniczce programu, bo przecież zawsze pojawiali się tam całym zespołem, poza tym Nathan w tamtym czasie spotykał się z Dionne Bromfield. Później jednak ponownie można było zobaczyć zespół koło Emmy, kiedy złożyli jej wizytę na planie teledysku, wtedy już oficjalnie było wiadomo, że Sykes ponownie jest singlem. Równie dobrze można by przyjąć, że to Jay McGuiness albo Max George czują miętę do Emmy, ale kilka dni później paparazzi przyłapali samego Nathana wchodzącego do budynku, w którym Emma miała sesję zdjęciową, później razem z niego wyszli. Sykes składał wizytę dziewczynie? Oprócz tego próbuje przekonać do siebie młodszą siostrę Emmy, Sarah. W dniu jej urodzin odbył z dziewczynami videorozmowę i życzył dziewczynie wszystkiego najlepszego na twitterze.
Jest też trzeci facet, z którym widywano Emmę - Andy Brown (25), wokalista zespołu Lawson. W marcu Collins razem z siostrą była na koncercie zespołu w Birmingham, spędziła także czas z zespołem za kulisami. Przed świętami Emma i Andy pili razem kawę w kawiarni w jednym z londyńskich centrów handlowych, a później, jak na dżentelmana przystało, Andy pomógł Emmie zanieść torby to samochodu.
Przejrzyjcie naszą obszerną galerię zdjęć Emmy ze znanymi i przystojnymi i sami zdecydujcie z kim waszym zdaniem wygląda najlepiej. Piszcie na nasz twitter z hashtagiem #ShipEmma.
 
Poniżej i na stronie obok były zdjęcia z planu teledysku, zza kulis programu i faktycznie skubańce złapały mnie i Sykesa, kiedy przyniósł mi do podpisania umowę o support i mnie z Andym. Szkoda, że spóźnili się o kilka minut, kiedy był z nami Joel.
- Ale pierdoły... - zamknęłam gazetę, ze stołu szybko wzięła ją Iris.
- Masz bogatsze życie miłosne niż ja, a jestem od ciebie starsza - powiedziała czytając artykuł, jeśli można to tak nazwać. Znowu zadzwonił mój telefon. Sarah.
- Tak, czytałam - powiedziałam.
- Bajer, nie?
- Nie, nie bajer. Teraz będę musiała tłumaczyć się z tego w każdym wywiadzie i nic tylko czekać, aż ja i oni zaczniemy tracić obserwujących na twitterze.
- Niby czemu?
- Nie pamiętasz co było, jak poszła plota, że Nathan spotyka się z Cher Lloyd? 6 tysięcy w plecy.
- Nie martw się, będzie dobrze. Poza tym to tylko Twitter. Dobra, muszę wracać na lekcje, pa - Sarah rozłączyła się, a ja patrzyłam na ikonkę twittera w telefonie.
- Chcą się ze mną bawić? Śmiało - mruknęłam i wzięłam się za pisanie tweeta.
 
#ShipEmma... Łączę się z jedzeniem.
 
- Boże, jakie to śmieszne! - ciskam telefonem do torebki. - Nie można słowa z nikim zamienić, bo zaraz się z nim spotykam.
- Emma, musisz być na to przygotowana i się przyzwyczaić - powiedziała Iris. - Jedziesz w trasę z The Wanted, to dopiero początek.
- Wiem - odchyliłam głowę do tyłu i zamknęłam oczy.
- A z lepszych wiadomości - kontynuowała - rozmawiałam dzisiaj z wydawcą, muszą wydać drugi nakład singla na płycie.
- Serio?! Masz coś jeszcze dobrego?
- Brakuje ci dwóch tysięcy do złota. Zliczają i te multimedialne i płytowe.
- O Boże... - zabrakło mi słów w gębie. - Ale ty Tak na serio?!
- Tak - pokiwała głową z uśmiechem. Nagle zadzwonił jej telefon i wyszła z pomieszczenia.
- Gratulacje, mała - uśmiechnął się Ben.
- Dwa tysiące, dwa tysiące - zaczęłam szeptać.
Wróciła Iris.
- Pojutrze występujesz w śniadaniówce - powiedziała siadając.
- Znowu?
- Tak, coś będą się jarać młodymi z sukcesem przed dwudziestką, ale spokojnie, nie będziesz sama.
- Kto jeszcze? - spytałam, a w głowie jak mantrę powtarzałam "tylko nie one direction".
- I tu może być zabawnie - powiedziała nerwowo.
- Kto, Iris?!
- Tom Daley i Nathan - powiedziała szybko.
- O jeny, to będzie komedia albo tragedia - mruknęłam i przygryzłam wargę.
 
 
Następnego wieczoru malując paznokcie rozmawiałam z mamą na głośnomówiącym.
- Ustawcie nagrywarkę, będę jutro w śniadaniówce - powiedziałam.
- To świetnie, o czym będziesz mówić?
- Coś o sukcesie przed dwudziestką czy coś tam. Co ja mogę wiedzieć o sukcesie...
- Oj ty to jednak głupiutka jesteś.
- A, będę tam z Tomem Daleyem i Nathanem Sykesem. Sarah chyba posika się ze szczęścia - uśmiechnęłam się na myśl o reakcji mojej siostry, kiedy zobaczy mnie z jej dwiema miłościami zycia na jednej kanapie. Mama dłuższą chwilę nic nie odpowiadała. - Mamo? Jesteś tam? - spytałam.
- Ubierz się jak kobieta.
- Jezu, mamo - wywróciłam oczami.
- Mówię serio. Załóż szpilki, a nie tylko te trampki i trampki. 
- Dobrze, założę szpilki, które niedawno kupiłam i... - zamyśliłam się nad tym, co mam jeszcze w szafie - żakiet. I ta mała pikowana torebka, którą dzisiaj miałam. Tak, będzie dobrze.
- A co dzisiaj w ogóle robiłaś?
- Byłam w studio, na kawie, w studio, a potem musiałam kupić nowe opakowanie na zegarek dla Nathana, bo oryginalne zalałam colą. Właśnie muszę ten zegarek wyciągnąć z torebki - już miałam iść, kiedy przypomniało mi się, że mam mokre paznokcie. - Może później - mruknęłam.
- Po prostu ubierz się ładnie, bo będziesz tam z dwoma przystojniakami.
- Mamo, ci przystojniacy mogliby być twoimi dziećmi, to dziwnie brzmi, kiedy tak ich nazywasz - nie wiem czemu, skrzywiłam się.
Nienawidzę. Programów. Śniadaniowych. Może inaczej, lubię je, kiedy ogladam je leżąc w łóżku i jedząc płatki. Nienawidzę, kiedu muszę wstać o świcie,  żeby to inni mogli mnie oglądać. Zgodnie z obietnicą złożoną mamie, nawet nie spojrzałam na trampki i mam nadzieję, że ubrałam się wystarczająco kobieco. Miałam przeczucie, kiedy ostatnio chodziłam w tych szpilkach z nudów po domu, przynajmniej trochę je rozchodziłam. Wychodząc zgarnęłam szybko torebkę i zeszłam do samochodu. Iris dzisiaj ze mną nie było, Ben miał wolne, jakieś sprawy rodzinne, więc jechałam sama z Arthurem. Zadzwonił mój telefon.
- Cześć, Iris - odebrałam.
- Emma, jeśli do czasu zakończenia twojego udziału w programie singiel osiągnie złoto, będziesz śpiewać - kocham ją, ale czasami jest zbyt bezpośrednia.
- Cześć, też miło mi cię słyszeć. A tak poza tym, powinnam wiedzieć o tym wcześniej?
- Pośpiewaj sobie w samochodzie, to dojdziesz do siebie. Muszę kończyć, pa.
- Pa.
Powydawałam z siebie jakieś bliżej niezidentyfikowane dźwięki, niech będzie, że pośpiewałam.
Trafiłam do studio, gdzie miłe panie zrobiły mi herbatę i zajęły się moimi włosami i twarzą. Nie cierpię tych telewizyjnych tapet, człowiek potem traci pół godziny i 1/3 płynu miceralnego, żeby zmyć to badziewie. Kiedy ja już na luzie siedziałam sobie na kanapie za kulisami i piłam herbatę łaskawie pojawili się Nathan i Tom Daley. Emanujący urokiem od wejścia, poza tym sam fakt, że to faceci, sprawia, że mniej będzie z nimi roboty.
- Collins? - zdziwili się jednocześnie.
- Sykes? Daley? - udałam zdziwienie. - A tak serio? Nie wiedzieliście, że też tu będę? - pokręcili głowami. - Frajerzy, ja wiedziałam.
- Fajnie, tylko brakuje Andy'ego - zaśmiał się Nathan.
- O Boże, czytałeś? - spytałam zażenowana.
- Ja też - pomachał ręką z uśmiechem Tom.
- O Boże, to takie żenujące - zasłoniłam twarz rękoma.
- Ee tam gadasz - machnął ręką Sykes.
- A tak w ogóle, z którym z nas zaczęłaś umawiać na początku? - spytał Daley.
- Wiecie co - zmrużyłam oczy i wyciągnęłam telefon. - Wyglądacie bardzo męsko w tym momencie - powiedziałam i zrobiłam zdjęcie w momencie, kiedy panie makijażystki machały im pędzlami po twarzy. - I zgadnijcie, co zrobię z tym zdjęciem...
 
Dwaj prawdziwi faceci @NathanTheWanted @TomDaley1994 ;) x
 
- Nie zapomnij napisać, że brakuje ci Andy'ego.
- Och, zamknij się - rozczochrałam jego idealnie ułożone włoski. - Jedyną osobą, która zajarała się tym artykułem jest Sarah...
- Kto? - spytał Tom.
- Moja siostra, a każda normalna osoba widzi, że ten artykuł jest wyssany z palca i bez sensu, bo jak umawiać się z trzema na raz?!
- Dopóki nikt nie przyłapie cię na czymś konkretnym z kimś, nie przejmuj się. Słuchaj starszego - Nathan rozłożył się na fotelu.
- Hmm, a to nie ty straciłeś sześć tysięcy obserwujących po plotkach o Cher Lloyd?
- To było trzy lata temu, po sprawie z... - zawahał się - po sprawie z Dionne już nic ich nie ruszy.
Zapadła niezręczna cisza, bo co powiedzieć, kiedy koleś wspomniał swoją byłą. Na szczęście z wybawieniem przyszedł pan z produkcji.
- Wchodzicie na trzy minuty, musimy założyć wam mikrofony.
Podnieśliśmy nasze tyłki, poszliśmy za nim, założyli nam mikrofony i po chwili już siedzieliśmy na kanapie i czekaliśmy na wejście na wizję. Co rusz to jeden, to drugi podszczypywał mnie w bok. Tak, posadzili mnie po środku.
- Uspokójcie się - syknęłam próbując bezskutecznie zasłonić się rękami.
Do porządku doprowadzili się dopiero, kiedy prowadzący usiedli na przeciwko.
- Jak dzieci - mruknęłam, za co oberwało mi się ostatni raz od Toma.
W studio rozległo się "Wchodzimy za 5, 4, 3...". Dwa i jeden nigdy nie mówią, bo wtedy zazwyczaj leci czołówka czy coś i słychać to na wizji.
- Witamy po przerwie, tak jak obiecywaliśmy są już z nami nasi goście: Emma Collins, zwyciężczyni ostatniej edycji XFactora w wieku 18 lat, Nathan Sykes z The Wanted, których debiutancki singiel zajął pierwsze miejsce, kiedy Nathan miał 17 lat i Tom Daley, brązowy medalista na olimpiadzie w Londynie, który w wieku 14 lat w Pekinie był najmłodszym w historii reprezentantem UK na olimpiadzie - przedstawił prowadzący.
- I jak nietrudno się domyślić, będziemy z nimi rozmawiać o tym, jak sukces kiedy jest się jeszcze nastolatkiem wpływa na życie - dodała jego koleżanka. - Emma, jak wygrana wpłynęła na twoje życie?
- To był duży przełom, gdyby nie program, teraz pewnie siedziałabym na studiach i pisała egzamin czy coś - mówiłam powoli, ostrożnie dobierając słowa. - Nastąpił strasznie duży przeskok, bo w jednej chwili byłam zwykłą nastolatką, a w drugiej musiałam dorosnąć, usamodzielnić się, przyzwyczaić do pociągów na linii Londyn - Birmingham, zaczęły się wywiady, nagrania, paparazzi, fani... Mam fanów! Do tej pory to do mnie nie dochodzi! - zaśmiałam się.
- No ale są też plotki?
Na ekranie pojawiły się jakieś zrzuty z artykułów z różnych gazet.
- O, jest ten wczorajszy - mruknęłam.
- No właśnie, jak to jest z tymi plotkami? Nie robi się niezręcznie, jeśli jednego dnia czytacie, że jesteście razem, a następnego siedzicie obok siebie?
- Nieee - powiedzieliśmy w trójkę.
- Mnie łączono z połową żeńskiej reprezentacji olimpijskiej, więc plotki o romansie z gwiazdą popu to zawsze jakaś odmiana - powiedział Tom.
- Poza tym, Emma jest tak miła i urocza, że te plotki to sama przyjemność - dodał Nathan.
- Och, jesteście słodcy - powiedziałam z uśmiechem.
Potem Tom poopowiadał z innej beczki jakieś sportowe historie, taka przerwa między mną i Sykesem i przyszła kolej na Natha.
- Nathan, jak to jest odnieść sukces w wieku 17 lat i jak nagle wszystkie nastolatki chcą wziąć z Tobą ślub?
- Dopóki nie włamują się do mojego domu albo pokoju hotelowego, jest ok - zażartował. - Ale tak serio, na początku było ciężko, było tylko nas pięciu, Jayne i małe studio, radia nie chciały na początku grać "All Time Low" tylko dlatego, że jesteśmy boysbandem. Ale mimo wszystko ten "sukces" - nakreślił w powietrzu cudzysłów - wydaje mi się, że mnie nie zmienił. Razem z chłopakami pilnujemy siebie na wzajem, żeby nikomu nie odbiła palma.
- Rodzina też odgrywa dużą rolę - dodałam. - Moi rodzice bardzo pilnują, żebym nie zaczęła gwiazdorzyć, zwłaszcza mama. O właśnie! Do której kamery mogę mówić? - spytałam.
- Do tamtej - prowadząca wskazała mi palcem.
- Mamo - podniosłam nogę. - Mam szpilki. Moja mama pilnuje też, żebym czasem ubrała się jak kobieta, bo najczęściej widać mnie w trampkach i wczoraj powiedziałam jej, że będę tu z Tomem i Nathem, a pierwsze co ona odpowiedziała to "załóż szpilki".
- To bardzo ładne szpilki - stwierdził Tom.
- Dziękuję, Crisian & McCaffrey.
- Wiedziałem, że gdzieś już je widziałem! - krzyknął Nathan.
- Skończmy gadać o moich butach - powiedziałam z zażenowaniem.
- To może szybko, każde z was o złej stronie sławy - zaproponował prowadzący.
- Hejty - powiedzieliśmy jednocześnie.
- Jet lag - dodał Nathan.
- Brak czasu dla rodziny - dodałam ja.
- Emmm - zawiesił się Daley. No tak on był znany z czegoś innego niż śpiewania. - dieta.
- O Boże - szepnęłam i zaśmiałam się.
- Jaką macie radę dla kogoś kto jednak za wszelką cenę chce odnieść sukces?
- Wydaje mi się - zaczęłam - że niezależnie od tego, czy chce się być sportowcem, aktorką, modelką, piosenkarzem czy kimkolwiek, potrzeba mieć wiele samozaparcia i pracy nad sobą. Nie dać się tym, którzy nam źle życzą i zawsze być sobą. I mieć kogoś, kto będzie nas trzymać przy ziemi, żeby palma nie odbiła, bo potem można skończyć na odwyku albo gdzieś.
- I jakie są wasze plany na najbliższe tygodnie?
Zapadła chwila ciszy, spojrzałam na chłopaków, którzy kulturalnie czekali, aż ja zacznę.
- Mówcie pierwsi, dajesz Tom.
- Mam kilka zawodów w maju, to tyle - wzruszył ramionami.
Spojrzałam na Natha.
- Panie mają pierwszeństwo.
- Mów, bo wbiję ci szpilkę w piętę - powiedziałam niewinnie.
- Niedługo fanów czeka niespodzianka, mnie czeka impreza...
- Ma jutro urodziny - powiedziałam.
- Wszystkiego najlepszego! - powiedzieli prowadzący.
- Oj, dziękuję - powiedział z uśmiechem. - Dobra szybko, urodziny, niespodzianka dla fanów, trasa w maju, Emma też...
Wydałam z siebie stłumiony pisk, który miał brzmieć jak "Nathan!". Chłopak spojrzał na mnie i dopiero wtedy do niego doszło.
- Emmo, też robisz trasę koncertową?
- Nie, ja nie robię trasy - zakryłam twarz dłonią.
Tom patrzył to na mnie, to na Natha z pełną niezrozumienia miną.
- Miał nic nie mówić do następnego piątku - powiedziałam cicho.
- Dobra, jest na żywo, poszło w eter, Kevin mnie zabije - ja i Sykes spojrzeliśmy na stojącego dalej Kevina, który był lekko rozbawiony, a lekko wkurzony. - Miało być oficjalnie powiedziane dwudziestego szóstego, ale trudno. Emma będzie supportować The Wanted na całej trasie koncertowej.
- To wspaniała wiadomość - powiedziała prowadząca.
- Nie dla  niego, obetną mu wypłatę, za to, że się wygadał - zażartowałam.
- Na koniec rozmowy dobra wiadomość - powiedział prowadzący trzymając się za słuchawkę w uchu - właśnie dostaliśmy wiadomość, że pierwszy singiel Emmy Collins właśnie pokrył się złotem!
- O Boże... - powiedziałam z uśmiechem, a Tom i Nathan zrobili mi zbiorowego przytulasa.
- A to oznacza, że już po krótkiej przerwie na prognozę pogody Emma dla nas zaśpiewa, wracamy za kilka chwil.
Zeszliśmy z anteny, podszedł do mnie koleś, który zmienił mi mikrofon na jakiś badziewny odsłuch. Po prognozie pogody, która pewnie i tak się nie sprawdzi, prowadzący powiedzieli kilka słów i przyszła kolej na mnie, podkład puszczony tradycyjnie, jak to w śniadaniówkach, z płyty. Zrobiłam swoje, Nathan i Tom stali niedaleko i cały czas mnie obserwowali.
Kiedy skończyłam, skończył się też program, zdjęli ze mnie tą całą elektronikę, zrobili naszej trójce kilka zdjęć, żeby mieć co dać na stronę internetową, twittera, facebooka i nie wiadomo co jeszcze i już niedługo później szłam z chłopakami do windy i machałam torebką, aż zerwał się łańcuszek, a torebka spadając na ziemię się otworzyła i cała jej zawartość znalazła się na podłodze: telefon, klucze, drobniaki rzucone luzem, bo portfel się nie mieści, błyszczyk, papierek po batoniku a koło stóp Nathana - pudełko z jego zegarkiem, które zapomniałam wyciągnąć.
- Nie ruszaj! - krzyknęłam, chociaż miło było z ich strony, że pomagali mi zbierać moje rupiecie. Rzuciłam się do pudełka, ale Nathan był szybszy.
- Co to jest? - spytał.
- Nieważne - bezskutecznie próbowałam zabrać mu pudełko.
- Chyba jednak ważne.
- No dobra - westchnęłam zrezygnowana. - Urpdziny masz dopiero jutro, a imprezę w piątek, ale niech będzie. Wszystkiego najlepszego - powiedziałam i schowałam się za Daleyem.
- Skąd wiedziałaś?! - spytał Nathan po otwarciu pudełka, po jego twarzy widziałam, że prezent był trafiony.
- Mam siódmy zmysł - powiedziałam z dumą.
- Dzięki, Emma - przytulił mnie i potrząsnął mną na boki.
- Nie ma za co - odpowiedziałam z uśmiechem.

Wprawdzie poprzedni rozdział ma  mega mało komentarzy, ale muszę zwiększyć tempo, bo mi się akcja obsunęła, więc dodaję teraz. :)

Juuhu, jutro ostatni egzamin ;D




czwartek, 16 maja 2013

11. Radiotour.

W czasie Wielkanocy kochana Iris zmontowała Behind The Scenes z teledysku. Był Tom Daley, było The Wanted z wizytą, były te nieszczęsne wybuchy śmiechu, wszystko. Good job, Iris.

 Po świętach w domu we wtorek rano wróciłam do Londynu. Na spokojnie pojechałam taksówką z dworca do mieszkania, rozpakowałam się i chwilę później zadzwonił mój telefon.
- Kiedy będziesz w Londynie? - zadzwoniła Iris.
- Już jestem u siebie.
- Za 10 minut będzie u ciebie auto, widzimy się w studio.
- Ale...
- Nie ma ale, wiem, że napisałaś dwie piosenki.
- Cholerny twitter - mruknęłam.
- Dziewięć minut - rozłączyła się.
Kocham ją, ale czasami włączał się jej pracoholizm.
Założyłam kurtkę i zeszłam na dół, stwierdziłam, że poczekam na zewnątrz.
Wkrótce przyjechało auto.
- Cześć Arthur - przywitałam się z kierowcą.
- Cześć, Emma. Jak święta?
- Bardzo dobrze, dziękuję.
Niedługo później byłam w studio, Iris i Ben już tam byli.
- Jedziesz z tym koksem.
- W zasadzie w całości mam tylko jedną piosenkę, do drugiej mam tylko słowa - powiedziałam.
- To dawaj tą pierwszą, tylko czekaj, szef musi przyjść.
- Szef?
- No od wytwórni.
W tym momencie do pomieszczenia wszedł wysoki, łysy mężczyzna, pewnie widziałam go kilka razy na korytarzu.
- No dobra - usiadłam przy fortepianie, zagrałam, zaśpiewałam i już.
- Emma, to takie... inne - stwierdził Ben.
- Jaki ma tytuł? - spytał "szef". Czemu nie znam jego imienia?
- Ummm.. - zapomniałam o tytule, ale ciapa. Przeleciałam wzrokiem po tekście - Gravity.
- Świetne, ale nie wiem, czy pasuje do płyty.
- Słucham? - chyba koleś zaczął mnie wkurzać.
- Nie wiem, czy wpisze sie w klimat płyty. Nie pasuje do "Black Box" czy "Behind The Music".
- Pasuje. I będzie na płycie - samą siebie zaskoczyłam tonem swojego głosu. - Albo będzie na płycie, ale nie będzie płyty. Nie można mówić, że coś nie pasuje, kiedy ja nawet nie wiem, jaka ta płyta ma być.
- Emma, spokojnie - Iris, położyła rękę na moim ramieniu. - Pokaż nam drugą piosenkę.
Jim, mój producent, nie ten łysy koleś, który wie lepiej, co pasuje do MOJEJ płyty, przejrzał tekst.
- Wiesz, co mi pasuje do tej piosenki? - spytał. - Pop/rockowe klimaty. Gitara, perkusja i tak dalej. Coś trochę w stylu Lawson?
- Widzę twoją wizję, podoba mi się, ale nie wiem, jak to ubrać w melodię. Tylko... - zawachałam się. - Nie wiem, czy nie będę miała zbyt dużego misz maszu na płycie. Mam "Black Box", które bez obrazy, ale przez was zajeżdża dubstepem, "Behind The Music", jak sama powiedziałam trochę oldschoolowe "Under The Sun", wolne "Gravity", jak teraz dołożę pop/rockowe to...
- Będzie dobrze, Emma. Szukasz siebie. To lepsze niż gdybyś próbowała robić coś w jednym stylu, co może w ogóle by do ciebie na pasowało. Po tej płycie będziesz wiedziała, z czym czujesz się lepiej - przekonał mnie.
- Niech bedzie, że ci zaufam - uśmiechnęłam się. - Iris?
- Tak?
- Musimy znaleźć mi muzyków.
- Co? - łaskawie oderwała wzrok od telefonu.
- Płytę nagrywają muzycy wytwórni, a ja potrzebuję muzyków na trasę z The Wanted. A przede wszystkim gitarzysty na radiotour.
- Gitarzystę już masz - powiedziała.
- Słucham?
- Znalazłam go dla ciebie przed świętami, jak już byłaś w Birmingham - wzruszyła ramionami.
- Zatrudniłaś kogoś dla mnie bez konsultacji ze mną?
- Spokojnie, podpisał na razie umowę tylko na radiotour, zawsze możesz go potem zwolnić.
- Reszta zespołu ma być wybierana przy mnie - powiedziałam.
- Dobrze, o co ta afera? - Iris wywróciła oczami.
- Nieważne - wzięłam głęboki oddech. - Dobra, nagrajmy tą piosenkę.
Nagranie "Gravity" zabrało cały dzień. Następnego Jim pokazał mi gotową wersję. Będzie całkiem inna od wykonywanej na żywo, fortepian na nagraniu brzmiałby za mało delikatnie. Na początku nie miało to dla mnie sensu, ale kiedy usłyszałam gotową wersję, wiedziałam, że to jest to.
- Świetna robota - powiedziałam.
- Na razie pracujemy nad tą drugą piosenką, jak wrócisz z radiotour, będzie gotowa.
- Dzięki, muszę lecieć, mam jakieś nagranie wywiadu - wyszłam ze studia i pojechałam odpowiadać setny raz na te same pytania.

 W piątek musiałam wstać przed piątą (tak, piatą rano). Ubrałam się, pomalowałam, Iris uczesała mnie w samochodzie i zaczęliśmy promocję. Pierwszy przystanek - Brighton.
- Jest piąta rano - powiedziałam do kamery, kiedy tylko ruszyliśmy. - Zaczynamy promocję "Black Box", które jest do pobrania z itunes za dwie godziny. Jestem śpiąca. Dzisiaj czeka na mnie jeszcze Southampton, Plymouth, Bristol i Cardiff. Ale damy radę. Mam wygodne buty, luźny sweter, ładną fryzurę dzięki mojej kochanej Iris... Będzie dobrze - uśmiechnęłam się.
Przez wypadek na drodze prawie się spóźniłam.
- Nie cierpię tego auta - powiedziałam, kiedy staliśmy w korku.
- Jesteś w nim półtora godziny, jeszcze nie wiesz czy go lubisz - stwierdził Kevin.
- Nie lubię. W Chevrolecie mam koło siedzenia schowek, w którym mam słodycze - powiedziałam zakładając ręce.
- Do tamtego byśmy się nie zmieścili, a jeśli już to było by nam ciasno - powiedziała zza kamery Iris.
Dobra, jedyną dobrą rzeczą w tym aucie było to, że mogło zmieścić sześć osób.
Do budynku radia wbiegłam w ostatniej chwili, dwie minuty przed planowanym wejściem na antenę.
- Jest z nami Emma Collins, której pierwszy singiel "Black Box" można już teraz pobrać z iTunes lub kupić w wersji płytowej. Emma, jesteś podekscytowana?
- Bardzo. Do tego stopnia, że kiedy stałam w korku, ściągnęłam singiel z iTunes. Żeby nie było tak, że nikt go nie kupił.
- Spodziewasz się sukcesu?
- Nie oczekuję, że piosenka nagle znajdzie się na pierwszym miejscu, będzie grana non stop czy coś. To tylko mała część tego, nad czym pracuję, ale fajnie by było gdyby ktoś ją pobrał. Legalnie.
Poodpowiadałam na kilka pytań co kilka piosenek, zaśpiewałam akustycznie "Black Box" i ruszyłam dalej w drogę. A raczej chciałam, bo przed budynkiem czekali fani.
- O jejciu, co wy tu robicie? - spytałam.
- Emma, nie mamy czasu - szepnęła Iris, a Ben zaczął prowadzić mnie do auta.
- Przestańcie, oni czekają tu na mnie - odsunęłam się, zaczęłam robić sobie zdjęcia, rozmawiać, ale wszystko w kontrolowanym czasie.
Po następnych dwóch godzinach wylądowałam w Southampton. Tym razem udało mi się być wcześniej, więc mogłam porozmawiać z fanami, którzy czekali przed budynkiem.
- Emma, podpiszesz? - spytał ktoś.
- O Boże, kupiłaś już singiel na płycie i zdążyłaś tu przyjść? - spytałam zdziwiona. - Iris, masz marker?
Managerka podała mi pisak i zabrałam się za podpisywanie płyt, zdjęć, zeszytów, cokolwiek, co wpadło mi w ręce.
- Em, słucham "Black Box" cały czas - powiedziała inna dziewczyna.
- Już pobrałaś?
- Tak!
- Legalnie?
- No pewnie! Z iTunes!
- Jesteś bardzo dobrą Emmy! - przytuliłam ją.
Niedługo potem weszłam do radia. Po wywiadzie, akustycznym wykonaniu i znowu sptkaniu z fanami ruszyłam w kierunku Plymouth.
- W tej przedobiadowej porze zawitała do nas Emma Collins! - przedstawił mnie prezenter. - Jak leci, Em?
- Mimo tego, że wstałam o piątej, jest dobrze. Spotkałam mnóstwo fanów, niesamowicie przeżycie.
- Od czasu wygrania programu, co jest twoim ulubionym wspomnieniem?
- Ooo jeju... - zamyśliłam się. - Chyba jestem w trakcie tworzenia tego wspomnienia. Radiotour to w sumie taka mini trasa, spotykam mnóstwo fanów, to coś nesamowitego. To wszystko jest takie nowe dla mnie. Pierwsze radiotour, pierwsza płyta, pierwszy teledysk... - zaczęłam wyliczać.
- Iii tu ci przerwiemy. Teledysk. Jak się pracowało na planie?
- Było bardzo miło. Miałam wspaniałą ekipę, zakładałam mnóstwo ciuchów.
- A jak ci się pracowało z naszym Tomem Daleyem?
- Waszym Tomem? Aaa fakt! - pacnęłam się w czoło. Jestem w Plymouth, on tu mieszka!  Cześć Tom, jeśli to słuchasz.
- Tak, nasz chłopiec! - zaśmiał się prezenter. -  Jak się sprawdził jako aktor?
- Pracowało nam się bardzo dobrze, Tom jest bardzo miły, zabawny, no wiecie, przystojny. To było coś nowego dla nas obojga, więc momentami nie potrafiliśmy zachować się profesjonalnie, zwłaszcza kiedy mieliśmy być poważni, a wybuchaliśmy śmiechem. Obawiam się, że reżyser mnie teraz nienawidzi i na pewno nie zgodzi się na kręcenie kolejnego teledysku.
- Czyi był pomysł na teledysk, kto zajął się zaplanowaniem tego?
- Wydaje mi się, że reżyser, on mi powiedział mi co i jak, kiedy przyszłam.
- A nie próbowałaś wprowadzać jakichś małych zmian? Jakiś cmok cmok?
- O Boże, jakbym słyszała moją siostrę! - krzyknęłam. - Wtedy zamiast "moja siostra wygrała XFactor", byłoby "moja siostra całowała Toma Daleya" - oparłam policzek na dłoni. - Ale mieliśmy tylko jeden dzień na zrobienie teledysku, nie było czasu na majstrowanie scenariuszem, dziękuję - zaczęłam bawić się nerwowo rękawem od swetra. Nie cierpiałam tych pytań, człowiek spędzi z kimś miło czas na planie teledysku, a potem wszyscy z jakimiś cmokami wyjeżdżają.
- No dobra, wiemy, że Tom nie był jedynym przystojniakiem na planie teledysku...
- Mówisz o Benie? Mógłby być moim ojcem, nie patrzę na niego w tych kategoriach - powiedziałam z udawaną powagą.
- A The Wanted?
- Aaaa, chłopcy. Uwielbiam ich, jestem ich wielką fanką. Jedni z najmilszych ludzi, jakich poznałam.
- Który jest twoim ulubionym?
- O nie, nie dam się podpuścić. Powiem któregokolwiek, to za dwa dni przeczytam, że z nim chodzę, nie ważne, czy ma dziewczynę, czy nie. Nie dam się tak łatwo.
Po skończonym wywiadzie spytałam tylko, gdzie jest najbliższy McDonald's i Strabucks, porozmawiałam znowu chwilę z fanami i mieliśmy jechać do restauracji pod dwoma złotymi łukami, ale już miałam opóźnienie.
- Mak i Starbucks są naprzeciwko siebie, to może po prostu rozdzielimy się i ja pójdę po kawę, a wy po jedzenie? - zaproponowałam.
- Ty i Ben pójdziesz po kawę, a ja i Josh po jedzenie - stwierdziła Iris. Josh to gitarzysta, którego zatrudniła, ma szczęście, nie będę go zwalniać.
Zatrzymaliśmy się na parkingu po McDonald'sem i rozdzieliliśmy zgodnie z planem. Zabranie ze sobą Bena było najlepszym pomysłem, bo on niósł napoje innych, ja tylko swoje frappucino. Wiem, wredne to :). Doszliśmy z powrotem do auta, Iris, jeszcze nie wróciła.
- Nie chce mi się wsiadać - powiedziałam i oparłam się o samochód.
- Popraw sobie sznurówkę - powiedział Ben upijając łyk kawy.
Spojrzałam na buty, faktycznie jedna wylazła. Podałam mu napój, oparłam nogę o zderzak i zaczęłam poprawiać sznurówkę. W międzyczasie przyjechało jakieś auto, ktoś z niego wysiadł, ale nie przyłożyłam do tego specjalnie wiele uwagi.
- Tom, mi tylko colę - krzyknął jakiś chłopak.
- Spoko - odpowiedział inny.
Chwila, znam te głos. Odwróciłam się.
- Daley?
- Emma! Co ty tu robisz? - ucieszył się na mój widok i podszedł do mnie.
- Powiedzmy, że mam wycieczkę krajoznawczą - przytuliliśmy się na powitanie. - A tak serio, mam promocję singla.
- Faaaktycznie, dzisiaj wyszedł - chłopak dostał olśnienia.
- Zapomniałeś! - wskazałam na niego oskarżycielsko palcem.
- Kupię, jak tylko wrócę do domu, słowo - uniósł rękę.
- Niech ci będzie - powiedziałam z udawaną łaską.
- Tom, potem poflirtujesz, daj nam najpierw jedzenie - krzyknął ktoś z jego auta, a Daley odpowiedział bardzo niecenzuralnym gestem w jego stronę. W tym momencie do auta wróciła Iris i Josh.
- Cześć, Tom - uśmiechnęła się do chłopaka.
- Hej, Iris.
- Zastanawiałam się, czy trafimy przypadkiem na ciebie, czy nie. Ale teraz naprawdę musimy lecieć, Bristol czeka - gestem zaprosiła mnie do auta.
- Zdjęcie! - krzyknęliśmy jednocześnie. Daley wyciągnął telefon, pstryknął fotkę, ja szybko rozbiłam to samo i wsiadłam do samochodu. Jak tylko zapięłam pas, weszłam na twittera i dodałam zdjęcie z Tomem.

Czym byłaby wizyta w Plymouth gdybym nie spotkała Toma Daleya? :) x

W tym samym momencie, w którym wyświetliło się, że tweet został wysłany, zapiszczało mi powiadomienie, że oznaczono mnie w poście. Idealne zgranie w czasie, Tom też dodał zdjęcie z dopiskiem:

Oh, cześć @EmmaCollins (: x 


Po Plymouth przyszedł czas na Bristol i Cardiff. Kiedy jeszcze byłam w drodze zapiszczało mi kolejne "zweryfikowane"* powiadomienie. Kolejne od Toma.

@EmmaCollins, mam, tak jak obiecałem! ;)

I zrzut ekranu, jak "Black Box" pobierało się z iTunes.

@TomDaley1994 Grzeczny chłopiec, jestem z Ciebie dumna ;) x

Trzy tweety. Dokładnie tyle wystarczy, żeby media zaczęły mnie z nim swatać. Trudno. W sumie... to w końcu Tom Daley. A z racji tego, ze Tom Daley to Tom Daley to nie będę specjalnie marudzić, jak przeczytam, że ja coś z nim.

W Cardiff nocowałam, a rano wyjechałam do Birmingham. Z racji tego, że to moje miasto, spędzę tam trochę więcej czasu. Najpierw standardowo radio, potem jeszcze centrum handlowe, gdzie na żywo odpowiadałam na pytania. Ludzie po prostu wcześniej wrzucali je do pojemnika, a ja losuję.
- "Dlaczego zdecydowałaś się pójść do XFactor?" - przeczytałam pierwsze. - Oh lubię takie mądre pytania. Poszłam na casting, bo stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia. Chciałam spróbować swoich sił, gdyby się nie udało to trudno, poszłabym na studia, nie stawiałam wszystkiego na jedną kartę.
Iris podała mi kolejną karteczkę.
- Najważniejsze dla mnie osoby to... Przede wszystkim rodzice i moja siostra. Pewnie gdzieś tu jest, zerwała się ze szkoły. Saraj, znajdę cię - rozejrzałam się wokół. A z tej trójki naj naj naj jest Sarah właśnie. Jest najważniejszą dla mnie osobą na świecie i jeśli ktoś będzie tak głupi i ją skrzywdzi, następnego dnia nie będzie żyć.  Ale chłopcy, nie bójcie się. Jestem miła, Sar też, możecie do niej zarywać - zaśmiałam się.
- Ulubiona piosenka i dlaczego. Moją ulubioną piosenką jest "Wonderwall" Oasis. Ale mam szczerą nadzieję, że nie wiecie, kto to śpiewa. I jest to ta piosenka dlatego, że ma w sobie po prostu coś wyjątkowego i zamierzam wytatuować sobie wers tekstu. Tylko jeszcze nie wiem, gdzie - wzruszyłam ramionami.

Po prawie godzinie takiego odpowiadania na różne i różniejsze pytania zaśpiewałan akustycznie piosenkę i zwinęłam się do domu. Dosłownie. Rodzice zaprosili mnie, Iris, Bena, Josha i Artura na... coś. Ni to obiad, bo za wcześnie, ni to śniadanie, ale zawsze lepiej niż McDonald's.
- Mamo, tato, Sarah, Iris i Bena znacie, to jest Josh, mój gitarzysta i Arthur, mój kierowca - przedstawiłam wszystkich i poszłam z siostrą do kuchni zrobić kawę, herbatę czy co tam kto chciał.
- Słodki ten twój gitarzysta - stwierdziła.
- Ma na imię Josh, po drugie zapomnij - powiedziałam wyciągając filiżanki z szafki.
- Ale że o co ci chodzi? - zrobiła minę niewiniątka.
- Też miałam szesnaście lat i to wcale nie było tak dawno i też miałam maślane oczy na widok każdego przystojniaka.
- Tylko stwierdziłam fakt.
- Poza tym jest za stary dla ciebie.
- Niby czemu? - spytała.
- Bo ma 25 lat.
- Szlag - powiedziała cicho.
Zaśmiałam się.
- Może poszukaj kogoś w swoim przedziale wiekowym? - zaproponowałam. - Tak max trzy lata starszy, żeby ojciec zawału nie dostał.
- To... - zaczęła.
- Tom Daley jest trzy lata starszy, ale się nie liczy - wywróciłam oczami. - Poszukaj kogoś kto nie ma miliona obserwujących na Twitterze?
- Chcesz wszystkie najlepsze sztuki zostawić dla siebie - powiedziała z udawanym wyrzutem.
- Rozgryzłaś mnie. Jeżdżę między Londynem i Birmingham, a teraz będę jeszcze kursować do Plymouth - powiedziałam z sarkazmem.
- Em, widziałam te tweety - powiedziała z głupim uśmieszkiem. - Tak jak milion innych osób.
- Sarah! - krzyknęłam lekko. - To tylko tweety - dodałam ciszej. - Po prostu wpadliśmy na siebie w Plymouth.
Nie interesuje mnie, kto to zobaczy i co za dwa dni przeczytam w gazecie.
- Okej. Ale obiecaj mi, że powiesz, kiedy będziesz się umawiać z kimś pięknym i znanym?
- Obiecuję - uśmiechnęłam się. - Ale ty to jednak głupia jesteś - dodałam cicho.

Po obiedzie przyszła pora na wyjazd i Nottingham, Sheffield, Manchester, Liverpoolu i to tam tym razem spałam. Wieczorem już w hotelu weszłam po raz pierwszy tego dnia na Twittera. Interakcje szalały. Chwila... weszłam na iTunes. O Boże... Jestem na pierwszym miejscu w brytyjskim iTunes... Po dwóch dniach...

#BlackBox na pierwszym miejscu iTunes! Jesteście niesamowici! Może mały follow spree? ;) RT!

Zanim zasnęłam przyszła do mnie Iris, aby przekazać meeega wieści. 
- Wczoraj nie było to jeszcze do końca pewne, ale teraz już jest. Jutro jedziesz do Glasgow i Edynburga - powiedziała.
- Serio?! - podskoczyłam na łóżku. - Czy to już kwalifikuje się jako międzynarodówka? No wiesz, jestem Angielką, jadę do Szkocji...
- Emma. Idź spać - Iris wywróciła oczami i wyszła do swojego pokoju. 
Rano miałam naprawdę mało czasu dla siebie. Jedynie tyle, co ubrała się i pomalowałam, o 7:30 musieliśmy wyjechać, żeby być w Glasgow na czas. Pogoda była bardzo przygnębiająca, szaro, pochmurno i morko, idealne warunki na drzemkę.
- Emma, wstawaj - szturchnął mnie Josh.
- Spadaj - nakryłam się kurtką po uszy.
- Zaraz będziemy na miejscu, popraw się i rozśpiewaj - zabrał mi kurtkę i rzucił na fotel obok.
- Jesteś człowiekiem bez serca - poprawiłam się leniwie na fotelu.
Starłam spod oczu rozkruszoną w czasie snu maskarę, założyłam słuchawki na uszy i szukałam czegoś, co mogłaby pośpiewać, żeby rozchulać głos.
Idąc za tropem The Wanted, wiodącym od ich filmików na Wanted Wednesday, pokazującym ich jak śpiewają "Lose My Mind" przed występem, zrobiłam to samo. W sumie nie chciało mi się nic robić, więc zaśpiewałam dwa razy to samo i wyłączyłam muzykę.
- Ile spałam tak w ogóle? - spytałam.
- No ze trzy godziny - stwierdziła Iris.
- Dlatego jestem taka przyćpiana - ponownie się przeciągnęłam i sięgnęłam do torby.
- Miałaś nie pić tego badziewia - spojrzał na mnie oskarżycielsko Ben.
- No wiem... Ale bez tego nie dam rady dzisiaj - broniłam się otwierając puszkę z energy drinkiem.
Akurat kiedy skończyłam pić i zjadłam ciastka, dojechaliśmy pod budynek radia. Weszłam do środka, wypiłam herbatę, weszłam na wizję, wywiad niewiele różniący się od tych sprzed dwóch dni. Następny i ostatni był Edynburg, gdzie scenariusz się powtórzył. Wreszcie znalazłam się znowu w Londynie, w mieszkaniu byłam przed północą. Ze zmęczenia padłam do łóżka jak długa, nawet nie ściągając butów...

Kilka dni później sesję nagraniową przerwał mój telefon, który zapomniałam wyłączyć.
- Sarah, nie mogę rozmawiać oddzwonię później - powiedziałam szybko.
- STÓJ! - krzyknęła.
- Coś się stało? - spytałam.
- Widziałaś gazetę? - spytała rozbawiona.
- Jaką gazetę? Sarah, jestem zajęta.
- Ale musisz to zobaczyć sama. Chyba że wolisz się dowiedzieć na twitterze.
- Która to gazeta? - spytałam zniecierpliwiona, tylko po to, żeby dała
mi spokój.
- Tatler, rubryka plotkarska - powiedziała podjarana.
- Plotki? Serio? - spytałam zażenowana.
Poprosiłam asystentkę Iris, żeby poszła do sklepu, w międzyczasie ja dokończyłam piosenkę. Po kilku minutach dziewczyna wróciła. Przekartkowałam magazyn, aż w końcu trafiłam na odpowiednią stronę.
- O Boże... - wywróciłam oczami. - Oni tak na poważnie?

* Zweryfikiwane konta mają dwa rodzaje interakcji - od zwykłych kont i od zweryfikowanych ;)

Ufff... W końcu udało mi się dokończyć ten Twój rozdział. Nigdy więcej radiotour. Nigdy więcej. Następny postaram się dodać szybciej niż za dwa tygodnie ;)

czwartek, 2 maja 2013

10. Święta z weną.

Święta spędziłam w spokoju, w domu, w Birmingham, gdzie mogłam wyjść w dresie do sklepu i nikogo to nie ruszało. Paparazzi byli zbyt leniwi, żeby tu przyjechać i chwała im za to. W piątek mała Sarah miała urodziny.
- Masz coś przeciwko, jeśli na oglądanie filmów sprowadzę Hayley? - spytałam, kiedy rano siedziałam u niej w pokoju oglądając gazety.
- A zapraszaj. To tylko oglądanie filmów, prawdziwa impreza będzie na tydzień - machnęła ręką.
- Sarah... za tydzień mnie nie ma. Przepraszam.
- Co? Ale Emma... to moje szesnaste urodziny. Obiecałaś - spojrzała na mnie z zawodem.
- Wiem, ale... Iris ustawiła całą promocję od piątku i...
- Nie no, rozumiem - wzruszyła ramionami, ale widziałam żal w jej oczach.
- Emma, Sarah! Śniadanie! - zawołała mama z dołu.
- Idź na dół, zaraz zejdę - wygoniłam ją z jej pokoju i poszłam do siebie.
Weszłam na twittera.
Happy birthday to my lil sis @SarahColl. She's sixteen today! Love you xx #HappyBirthdaySarah*
 
Świetnie. Ale to nie wystarczy.
#HappyBirthdaySarah - jeśli zobaczę to w trendach zrobię wieeeelki follow spree :)
 
Tak lepiej. Sarah o niczym innym nie marzy bardziej niż o trendach.
Wzięłam dokładnie schowane przed nią słuchawki i zeszłam na dół.  Rodzice zobaczyli mnie kątem oka (którego z medycznego punktu widzenia nie mają) i na mój znak wyciągnęli ukradkiem swój prezent i zaczęli śpiewać "Happy Birthday". Sarah mięczak, jak to ma w zwyczaju się rozpłakała, ale to akurat może mieć po mnie.
- Dobra, starczy, jesteście okropni - powiedziała, ocierając łzę.
Ode mnie dostała wspomniane sto lat temu słuchawki, od rodziców nowy telefon. Po śniadaniu wszyscy razem poszliśmy do kina, później na obiad, póżniej do sklepu po górę żarcia na wieczór. W sumie to nie wiem, po co nam tego aż tyle skoro będziemy tylko we trójkę...
Rodzice minęli się w drzwiach z Hayley, byli na tyle mili, że zmyli się do znajomych. W sumie było to bez znaczenia, bo i tak siedziałyśmy w moim pokoju i oglądałyśmy seriale.
- Bez sensu. Ciągle do niego wraca, odchodzi, wraca, odchodzi... - komentowała Sarah.
- Nieee, to jest jakaś siła wyższa. Czaisz, grawitacja, czy coś... - mruknęła Hayley. 
- Jezu, nic się z wami nie da obejrzeć? - rzuciłam w nie paluszkami. Ups, będę spała w okruchach.
- Dobra, dobra, już nie gadamy - szepnęła Sarah.
Wkurzało mnie to ich gadanie, ale w sumie miały rację. Główna bohaterka latała jak bumerang... Coś ją ciągle do niego przyciągało... Tak mniej więcej co trzy odcinki... Tak, wpadłam w fazę.
Zerwałam się z łóżka i usiadłam przy biurku, poszukałam szybko jakieś kartki i zaczęłam pisać.
- Emma? - spytała Hayley.
- Ciii - przyłożyłam długopis do ust. Zaczęłam nucić pod nosem. - Coś zawsze mnie do ciebie przyciąga...
- Co?
- Cicho! - znowu zaczęłam nucić. - To nigdy nie trwa długo...
- Co jej jest? - Hayley szepnęła do Sarah.
- Ostatni raz widziałam ją taką rok temu - mruknęła siostra. - Jak zerwała z Tony'm i napisała "Black Box".
- Znowu z kimś zerwała? - spytała.
- Nie, piszę piosenkę, cicho bądźcie - podeszłam do keyboardu i zagrałam kilka sekund. - Wróciłam do biurka i znowu zaczęłam pisać.
Dwie i pół godziny później miałam napisaną piosenkę. Nie tyle że tekst. Całą linię melodyczną. Zagrałam, śpiewałam sobie w głowie. Tak, to jest to.
- Chcecie usłyszeć? - spytałam dziewczyny.
- Pewnie! - krzyknęły jednocześnie.
- Chodźcie na dół, jednak fortepian to fortepian - wzięłam kartki i poszłyśmy do salonu.
Usiadłam przy instrumencie, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam grać i śpiewać. Jak na pierwszy raz poszło mi całkiem nieźle. Dziewczyny siedziały jak osłupiałe.
- I wymyśliłaś to oglądając serial? - spytała Hayley.
- Mniej więcej.
- Zadzwoń z tym do Iris. Musisz dać to na płytę - stwierdziła Sarah.
- Zagram jej to po świętach, bo teraz będzie nie wiadomo co jej strzeli do głowy. I na bank dam to na płytę, nie ma innej opcji. Dobra, możemy oglądać dalej - pociagnęłam je za sobą na górę.
- Właśnie! - krzyknęła Hayley. - Widziałam teledysk. Pierwsza klasa - powiedziała z uśmiechem. - Tom Daley, ty farciaro! - sprzedała mi kuśkańca w bok.
- A ty dasz wiarę, że ona nawet nie próbowała zmieniać scenariusza, żeby się z nim pocałować? - powiedziała Sarah z niedowierzaniem.
- Jezu, Sarah - wywróciłam oczami. - Opanuj się.
Weszłam szybko na twittera. Yeah! #HappyBirthdaySarah na 1. miejscu!
- Sarah! Cho no tu!
- Co znowu? - spytała
- Jak myślisz, ile osób o imieniu Sarah ma dzisiaj urodziny? - najechałam myszką na trend.
- O Boże... To dla mnie?! Em!!! - uściskała mnie.
- Ja też dostanę trend w urodziny? - spytała Hayley.
- Zobaczymy, co da się zrobić. Ale, Hay, to dopiero za pół roku. Dobra laski, muszę zrobić follow spree. Obiecałam - westchnęłam.
To był szczęśliwy dzień dla wielu, bardzo wielu osób, bo po raz pierwszy skończyłam z limitem.

Udało nam się! Zaczęłabym obserwować więcej osób, ale mam limit :( Może następny follow spree when "Black Box" będzie na 1. miejscu? ;) xx

Dałam szybko RT tweetowi Sarah i wyłączyłam twittera.
- Dobra, trzeba to oblać - zeszłam do kuchni, po chwili wróciłam z winem i kieliszkami.
- Masz trochę na trawienie - podałam kieliszek siostrze. - Tylko zagryź potem chipsami czy coś.
Tędy nie tędy cichaczem obaliłyśmy butelkę.
- Cicho! - uciszyłam je gestem. - Słyszę wibracje, ale nie widzę telefonu - delikatnie zeszłam z łóżka i szłam za dźwiękiem. Telefon znalazł się w ostatniej chwili i szybko odebrałam nie patrząc nawet kto dzwoni.
- Halo?
- Siema, Collins - usłyszałam w słuchawce.
- Siemaaa... - powiedziałam niepewnie, bo nie mogłam rozpoznać głosu.
- Wyślę ci zaraz smsa z adresem na moje urodziny, sprawdzam tylko numer.
- Jezu, Sykes. Nie poznałam cię - odetchnęłam. Numer w niepowołanych rękach to ostatnie, czego potrzebowałam.
- Nathan Sykes?! - krzyknęła Sarah, a Hayley zaczęła się chichrać jak głupia.
- Zamknijcie się, kretynki - powiedziałam do nich. - Sorry za tą dzicz w tle - mruknęłam do słuchawki.
- Wesoło tam macie.
- Taa, Sarah ma urodziny, włączyła nam się głupawka.
- Włącz video rozmowę - nakazał.
- Po co?
- No po prostu włącz.
- Okej - włączyłam video. - Co teraz?
- Idź z telefonem do Sarah.
Usiadłam z telefonem na łóżku między dziewczynami.
- Hej, Sarah - Nathan pomachał. - I cześć koleżanko, której imienia nie znam.
- To Hayley.
Dziewczyna pomachała do kamerki, w tym samym momencie zadzwonił jej telefon, więc szybko się ulotniła.
- Wszystkiego najlepszego, mała Collins! - krzyknął i usłyszałam charakterystyczny trzask.
- Czy ty właśnie zrobiłeś zrzut ekranu?
- Nieeee - łgał jak z nut.
Oko za oko. My też zrobiłyśmy zrzut.
- Tak czy inaczej wszystkiego najlepszego, szesnastko.
- Jeju, dziękuję! - głos Sarah zrobił się piskliwy, jak zawsze, kiedy robi się nieśmiała.
- Młoda, to tylko Nathan, wyluzuj się - wywróciłam oczami. - Skąd w ogóle masz mój numer?
- Mam swoje sposoby - ruszył zabawnie brwiami. - Ale powiem wam, strasznie jesteście podobne. A gdzie zniknęła koleżanka Hayley?
- Gada przez telefon, pewnie z chłopakiem - powiedziała już normalnie Sarah.
- Sykes, co ty w ogóle chcesz dostać? - spytałam.
- Haha, wymyśl coś - zaśmiał się. - Muszę kończyć, Jess mnie woła. Na razie.
- Cześć - powiedziałyśmy jednocześnie.
Kilka sekund później przyszedł mi sms z adresem.
- Sarah wpisz ten adres w mapach - podałam jej telefon. - O mamuniu.
- Co to? - spytała.
- Klub w Londynie, w którym wszystko jest naj, naj, naj - powiedziała.
- I co z nim? - spytała Hayley, która właśnie wróciła.
- Nathan robi tam urodziny.
- Idziesz do niego na urodziny!? - krzyknęły jednocześnie.
- Jak się robi biznesy, to się i zaprasza na urodziny... - mruknęłam.
- Jakie biznesy?! - krzyknęła Sarah.
- Cholera... - mruknęłam. - Ale nikomu ani słowa. To ma zostać tajemnicą do dwudziestego szóstego - pogroziłam im palcem.
- Słowo harcerza - powiedziały jednocześnie.
- Żadna z was nie była w harcerstwie, pierdoły. Będę supportowała The Wanted na trasie koncertowej.
Sarah wydała z siebie dziki pisk.
- Moja siostra jedzie w trasę z The Wanted! - znowu pisk.
- Zamknij się, kretynko - pacnęłam ją w tył głowy. - Nikomu ani słowa, to nie może wyjść do dwudziestego szóstego - ponownie pogroziłam obu dziewczynom palcem.
- Jasne jak słońce - zapewniła Hayley.
W telefonie zapiszczało mi powiadomienie z twittera.

Wielkie "Heeeej" od @EmmaCollins i jej młodszego (i milszego ;P) sobowtóra @SarahColl. Gdzieś tam jest też Hayley koleżanka.

I zdjęcie z rozmowy. Dosłownie tak napisał "Hayley koleżanka" (ang. Hayley The Friend).

@NathanTheWanted oh, spadaj, jestem milszą siostrą Collins ;)

- Hmm.. Sarah, sprawdź interakcje.
Po chwili kolejny dziki pisk.
- Obserwuje mnie! W urodziny! Tyle wygrać.
- Emma... - Hayley zmrużyła oczy. - Czy ty i on...?
- Nie - odpowiedziałam krótko.
- Ale jeszcze półtora roku temu był twoim mentalnym drugim chłopakiem.
- W programach rozrywkowych się dorasta - wzruszyłam ramionami. - "Pamiętnik" czy "Bez mojej zgody"? - spytałam trzymając  dwa filmy w rękach.
- "Bez mojej zgody" - powiedziały jednogłośnie.

Obejrzałyśmy film, rozpłakałyśmy się jak dzieci, w międzyczasie wrócili rodzice, wyśmiali nas, jak można płakać trzeci raz oglądając film. Byłyśmy zbyt śpiące, żeby oglądać następny, więc Sarah poszła do siebie, a Hayley spała razem ze mną.
- W ogóle, musisz do mnie przyjechać na weekend - podniosłam się z łóżka. - Ostatni weekend miesiąca? Dopiero wtedy mam luz.
- Jesteśmy umówione - ziewnęła Hay, a po chwili obydwie spałyśmy jak zabite.

Rano zjadłyśmy śniadanie, wzięłam od rodziców auto i w trójkę pojechałyśmy na zakupy.
- Ale skąd wiesz, że chce zegarek? - spytała Hayley.
- Umiem czytać tweety między wierszami - powiedziałam oglądając już kupione cacko.
- Ale biały? On ma już biały - powiedziała Sarah.
- Może zgubił? Jezu, wiem, że pisał o białym zegarku. Zresztą, dobra, jak stwierdzi, że to nie to, to dam wam po parze z moich nowych butów.
- A ile ich masz?!
- Boże, nie wiem, ostatnio, jak poszłam na zakupy, weszłam do sklepu, jakiegoś butiku z butami, okazało się, że sprzedają tam Crisian & McCaffrey i były tak wygodne, że kupiłam kilka par.
- Przecież one kosztują majątek - pisnęła Sarah.
- Wiem, nie mów mamie.
- Panie, spraw, żeby ten zegarek to była klapa - powiedziała Hayley.
- Nie ma takiej opcji - zaśmiałam się. - Chodźmy, poszukamy sukienki na tą meeeega imprezę!
Zeszłyśmy mnóstwo sklepów, w końcu znalazłam tą jedyną i torebkę w tym samym sklepie.
Wracałyśmy już do auta, standardowo ze Starbucksem w rękach, aż nagle.
- Szlag by... - powiedziałam.
- Co? - Sarah podniosła wzrok.
- Siema Collins i Coben - powiedział Tony.
Wyminęłam go bez słowa.
- Emma, jak na kogoś, kto pewnie zarobi ze dwa miliony w rok, zachowujesz się strasznie niedojrzale - powiedział za mną, a to podziałało, jak płachta na byka.
- Ha, i to cię boli? - zawróciłam się. - Gdybyś wiedział, że mi się uda, trzymałbyś interes w spodniach, a język w swoich ustach, prawda?
- Emma, ty dalej o tym - wywrócił oczami. No myślałam, że strzelę mu w ryj.
- Dalej o tym?! Bawiłeś się mną przez rok! A ty potraktowałeś mnie jak szmatę. I to z kim. Kaylą... Chociaż teraz zastanawiam się, czy nie było ich więcej przez ten rok...
- Wiesz, że nie. I wróciłabyś do mnie, gdyby nie Craig.
- Właśnie. Craig. Powinnam mu dziękować codziennie, za to, że powiedział mi prawdę. W sumie tobie też dziękuję, że puszczałeś się na lewo, bo inaczej pewnie dalej bym się z tobą dusiła, nigdy nie poszła na casting i nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem - wysyczałam.
- Jesteś na parkingu przed centrum handlowym... - chyba chciał być zabawny.
- Zaraz go pieprznę - Hayley zrobiła krok w przód, ale Sarah ją złapała.
- I szczerze - kontynuował. - To dalej coś do mnie czujesz...
- Słucham?! - dobrze, że nic nie piłam, bo przysięgam, że bym się udławiła na amen.
- Gdyby twój stosunek był do mnie obojętny, spływałoby po tobie to, co się stało, nie rozpamiętywałabyś tego za każdym razem. Przyznaj się, dajesz żywisz do mnie uczucia.
- Tak, masz rację. Czuję do ciebie narastającą z każdą sekundą nienawiść.
- To zawsze jakieś uczu...
- Zamknij się - przerwałam mu. - Nikt ani nic nie zraniło ani nie zrani mnie tak, jak ty. Ja naprawdę cię kochałam, a ty... Dla ciebie byłam tylko zabawką. I uwierz mi, walnęłoby we mnie tysiąc piorunów i to nie bolałoby tak, jak wtedy, kiedy zobaczyłam cię w tym klubie czy kiedy usłyszałam prawdę od Craiga. I lepiej dla ciebie, żebyś się zmienił, bo karma cię w końcu dopadnie. I nie mogę uwierzyć, jak głupia byłam rok temu, bo nawet po tym, czego dowiedziałam się od Craiga, przez moment myślałam, żeby do ciebie wrócić - w gardle urosła mi gula, a do oczu zaczęły nachodzić łzy.
- Okej, starczy - Sarah wzięła mnie pod jedną rękę, Hayley pod drugą i poszłyśmy do samochodu.
- Wszystko ok? - spytała Hay w aucie.
- Tak - powiedziałam krótko i odpaliłam. - 5 miliardów centrów handlowych, a on musiał przyleźć akurat tutaj - wysyczałam.
Jechałyśmy w ciszy, a mi w głowie zaczęło układać się... coś.
- Sarah wyciągnij telefon i pisz, włącz dyktafon cokolwiek - nakazałam.
- Chwila... Już.
Z jej i Hayley perspektywy mogło to wyglądać na niezrozumiany bełkot, ale mi układało się w całość. Odwiozłam szybko przyjaciółkę do domu, wróciłam z Sarah do nas i spisałam cały bełkot nagrany na jej telefon na kartkę.
- Mam piosenkę - powiedziałam z dumą.
- Znowu?! - zdziwiła się.
- Tak! A wiesz co to znaczy? Że trzy piosenki na płytę są napisane by moi - uśmiechnęłam się.

Dwie piosenki w dwa dni. Birmingham dobrze na mnie działa ;) xx

Tweet.
 
*Napisałam to po angielsku, bo jakoś lepiej mi brzmiało niż po polsku ;) i pewnie jeszcze nie raz to zrobię ;)

Hejho, hejho! Małymi kroczkami zbliżamy się do tour! :) Jeśli ktoś nie zauważył dodałam zakładkę "Bohaterowie", bo łatwo się pogubić ;) xx