piątek, 28 czerwca 2013

16. Bliżej nieokreślony pisk radości.

Po zamieszczeniu filmiku o przesłuchaniu w sieci pojechałam z Iris do studia.
- Nie powiedziałam ci wcześniej, ale mamy dla Ciebie niespodziankę - powiedziała kiedy wchodziłyśmy do budynku.
- Uu, jaką? - zaklaskałam w dłonie.
- Zaraz zobaczysz - weszłyśmy do studia.
- O Boże... - zaniemówiłam.
- Emmo, specjalnie dla ciebie Wayne Hector - powiedziała Iris z uśmiechem.
Normalni ludzie słuchają piosenek, czasami zwracają uwagę na wykonawcę, żeby później przesłuchać inne piosenki. Wokaliści zwracają uwagę na producenta. A Wayne Hector jest jednym z najlepszych.
- Witaj Emmo, jestem Hector - uścisnął mi dłoń.
- Poznać pana to wielki zaszczyt, nie wiem, co mam powiedzieć - wciąż byłam oszołomiona.
- Przede wszystkim bez żadnego per pan.
- Hector przyjechał na jeden dzień do Londynu, specjalnie, żeby się z Tobą spotkać - poinformowała Iris.
- Emmo, obejrzałem twoje występy w XFactorze, słuchałem twojego singla i myślę, że mam idealną piosenkę dla ciebie. Oczywiście, jeśli chcesz - powiedział.
- Czy chcę? Oczywiście, że chcę!
- Zatytułowałem ją "DNA", proszę, tu masz tekst - podał mi kartkę papieru, którą wzięłam drżącymi rękami. - Teraz poznaj się z muzyką.
Puścił mi podkład i nucił pierwsze sylaby wersów, żebym wczuła się w piosenkę.
- Rozumiesz mniej więcej? - spytał.
- Tak, tylko nie wiem, co mam dokładnie zrobić w tej delikatnej części po mostku.
- Myślałem o czymś... hymnowym? Chociaż nie wiem, czy to odpowiednie słowo.
- Chyba rozumiem - przypomniałam sobie recenzję "Learn To Love Again", tam też pisali o czymś hymnowym i pewnie mieli na myśli ten moment przed refrenem.
- To co, nagrywamy? - spytał.
- Tak,  pewnie - przeszłam za szybę i założyłam słuchawki na uszy.
Zaśpiewałam raz.
- Było świetnie, ta część, o której mówiliśmy też, ale zróbmy to jeszcze raz - powiedział.
- Pewnie.
Zaśpiewałam drugi raz.
- Dobra. Teraz poczekaj chwilę... - Wayne postukał coś w laptopie, pojeździł suwakami, w sumie zajęło mu to dłuższą chwilę. - To nie jest wersja finalna, po prostu usłyszysz ją i w odpowiednich dla ciebie miejscach dodasz coś od siebie.
- Okej.
Pododawałam jakieś ochy i achy, poprzeciągałam dźwięki i takie tam.
- Dobra, możesz wrócić tutaj i poczekać.
Usiadłam na krześle obok niego, patrzyłam, jak skleja wszystko w całość.
- Szczerze, Emmo, jesteś jedną z najlepiej współpracujących wokalistek. Wchodzisz, śpiewasz dwa razy i piosenka jest dosłownie zrobiona - powiedział kiwając głową z uznaniem.
- Dziękuję, bardzo miło mi to słyszeć - uśmiechnęłam się i nawet lekko zawstydziłam.
- Mamy to? - spytał Hector swojego pomocnika. Ten po krótkim momencie kiwnął głową. - Emma, mamy to.
- Już? - zdziwiłam się i puścili mi już skończoną wersję piosenki. - Bardzo mi się podoba.
- To dobrze, jeszcze raz wspaniale się z tobą pracowało, mam nadzieję, że to nie ostatni raz powiedział przygotowując się do wyjścia. - Ja też mam taką nadzieję - uśmiechnęłam się. - To może jeszcze zdjęcie? - spytałam.
- Pewnie - uśmiechnął się, ustawiliśmy się, a Iris pstryknęła fotkę.
- Iris, uszczypnij mnie - powiedziałam, kiedy Hector już wyszedł ze studia.
- Nie muszę, to działo się naprawdę - zaśmiała się.

Dwa dni później pojechałam do BBC Radio 1, żeby albo na antenie świętować debiutancki singiel na pierwszym miejscu, albo na antenie zachowywać dobrą minę do złej gry, gdyby się jednak nie udało. Nie chciało mi się stroić, ani zakładać szpilek, więc postawiłam na luźny sweter i trampki, a klucze od mieszkania i telefon wrzuciłam do torebki Iris.
- Jest z nami Emma Collins, której "Black Box" ma szanse zostać dzisiaj numerem jeden. Emmo, jak nastroje? - powiedział prowadzący.
- Dobrze, dziękuję. Jestem dobrej myśli, nawet jeśli będę druga albo trzecia, to i tak dobry wynik.
- Fani coraz bardziej się niecierpliwią, więc może zdradzisz nam rąbka tajemnicy, kiedy możemy spodziewać się płyty?
- Cały czas nad nią pracuję, chcę, żeby wszystko było zrobione jak najlepiej, tak naprawdę to bardzo pracochłonny proces, teraz doszło mi wiele obowiązków związanych z supportowaniem The Wanted, ale jeśli płyta będzie kompletna przed dwudziestym szóstym, czyli przed rozpoczęciem trasy, to myślę, że wydam ją ja przełomie czerwca i lipca. Ale to nie jest żadna wiążąca obietnica! Mój management mnie zabije - zaśmiałam się.
- Wybraliśmy kilka pytań od fanów, które chcielibyśmy tobie zadać.
- Pewnie, nie ma sprawy.
- Pierwsze, czy jesteś spokrewniona z Jayne Collins, założycielką The Wanted?
- Chyba wpiszę to sobie do bio na Twitterze - zaśmiałam się. - Nie, nie jestem spokrewniona z Jayne, a szkoda, bo była naprawdę wspaniała jako manager The Wanted. No ale nazwisko Collins jest dość powszechne, chodziłam do liceum z dziewczyną o takim samym nazwisku, a nie byłyśmy rodziną.
- Czyli jak widać, nie każdy Collins jest spokrewniony z Emmą. Drugie pytanie jest o twoją relację z Cheryl Cole.
- Och, tęsknię za nią. Mamy ze sobą kontakt, ale dawno się nie widziałyśmy, jestem bardzo zajęta, Cheryl przebywa dużo w Los Angeles, jakoś nie możemy się spotkać. Ale faktem jest, że Cheryl bardzo dużo dla mnie znaczy, bez niej nie byłabym tu gdzie jestem, ona w programie popychała mnie do przodu, nie pozwoliła mi się poddać, kiedy miałam problemy z gardłem, bardzo wspierała całą grupę. Umożliwiła mi występ z The Wanted, bo to ona zadbała, żebym to  nimi miała duet. A przede wszystkim zaczęło się od jej piosenki, nie wiedząc, że jest w jury przyszłam na casting z "Ghetto Baby", więc wszystko, co powiązane z nią jakoś przynosi mi szczęście. Tak więc, Cheryl jeśli to słyszysz, dziękuję ci za wszystko i tęsknię za Tobą. Boże, zaraz się rozpłaczę - zaśmiałam się machając jak głupia rękami, żeby nie zacząć płakać.
- Cheryl, czy ty to słyszysz, doprowadziłaś ją do placzu! - powiedział prowadzący. - I trzecie pytanie, jak czułaś się czekając na finałowy werdykt.
O Boże, ze sto razy już na to odpowiadałam, ale dzięki temu to wspomnienie jest tak żywe, jakby to było wczoraj...
Stałam trzymając Cheryl za rękę, miałam olbrzymie szpilki, trzęsły mi się nogi... Po drugiej stronie kawałek ode mnie stał Scott i tak czekaliśmy jak na ścięcie.
- Zwycięzcą jest... - powiedział prowadzący robiąc tą dramatyczną przerwę, w czasie której publiczność przekrzykiwała się "Scott!", "Emma!", "Scott!". - Emma! - ogłosił w końcu. Poszło konfetti i fala braw, ja schowałam twarz w dłoniach. Cheryl mnie przytuliła.
- Mówiłam ci, że wygrasz! Bardzo się cieszę - powiedziała.
- Dziękuję ci za wszystko, to dzięki tobie jestem tak daleko - odpowiedziałam pociągając nosem, bo nie wiem, kiedy ale się rozpłakałam.
Odwróciłam się do Scotta.
- Scotty!
Chłopak objął mnie, podniósł do góry i obrócił w powietrzu.
- Emma, cieszę się bardziej, niż gdybym to ja wygrał - przekrzykiwał wrzawę.
- Scott, wiesz, że zasługujesz na tą wygraną tak samo jak ja, jeśli nie bardziej - powiedziałam.
- Oj, przestań wariatko! Ciesz się! 
Poszedł do mnie Simon i pozostali jurorzy, szczerze mi podziękowali, prowadzący dał mi kwiaty i mikrofon.
- Wow... - powiedziałam i się zacięłam. - Wow... Trochę nie mogę w to uwierzyć, bo jeszcze kilka miesięcy temu nie liczyłam, że przejdę castingi. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy na mnie głosowali, chciałabym podziękować rodzinie, która zawsze mnie wspierała i przyjaciołom, chciałabym podziękować uczestnikom programu, dzięki wam te trzy miesiące były wyjątkowe, dziękuję także obsłudze, Gemmie i Melanie za stroje i makijaż, a także naszym kucharkom Caitlyn i Violi. A przede wszystkim trenerom i jurorom, przede wszystkim Cheryl, dziękuję ci za wszystko.
- Dobrze Emmo - wtrącił prowadzący - teraz obejrzymy twoją drogę od castingów do tego momentu.
Pokazali wszystko - casting, bootcamp, pierwszy live, kiedy byłam chora i zapłakana, kiedy występowałam z The Wanted...
Tyle myśli przewinęło się przez moją głowę w trakcie sekundy po usłyszeniu pytania, a odpowiedziałam po prostu:
- Byłam bardzo zestresowana, ale nie czułam tej presji, że jest następny odcinek i muszę do niego przejść.
- Dobra, zostały nam trzy pierwsze miejsca w liście, na którymś z nich jesteś ty. Już teraz dowiadujemy się, że na trzecim miejscu jest... The Saturdays! Zostałaś ty i zwycięzcy poprzedniego notowania, czyli One Direction. Kogo typujesz?
- Umm, One Direction są dużą konkurencją, ciężko byłoby ich pobić... Nie wiem, nie wiem, powiedz po prostu - zacisnęłam kciuki.
- Na drugim miejscu jest... "One Way Or Another", a to znaczy, że Emma zajmuje pierwsze miejsce!
Z mojego gardła wydobył się bliżej nieokreślony pisk radości i tupałam w miejscu, jak mała dziewczynka.
- Aaaaaa! O Boże, nie wierzę w to!
- To lepiej uwierz, bo na dole czekają na ciebie fani. Chcesz się z nimi zobaczyć?
- Oczywiście! - powiedziałam, a moje serce wypełniała taka duma i szczęście. Piosenka, z którą początkowo kojarzyło mi się tyle złych wspomnień, przyniosła mi tyle szczęścia.
Zeszłam na dół, za mną szła Iris trzymając naszą małą kamerę. Gdy wyszłam z budynku tłum stojący za barierkami zaczął śpiewać refren. Oczy zaszły mi łzami.  Gdy skończyli zaczęłam podchodzić do każdego, przytulać się, robić zdjęcia i rozdawać autografy.
- Emmo, musisz iść na górę po statuetkę - powiedziała Iris.
- Nie, nie mogę, nie zajęłam się jeszcze wszystkimi, nie mogę stąd pójść - odpowiedziałam. - Możesz mi ją przynieść?
- Chyba tak. A zdjęcie?
- Można zrobić tutaj, jest ładna pogoda.
- No dobra - Iris poszła z prowadzącym do budynku, a koło mnie natychmiast pojawił się Ben.
- Wyluzuj się, nic mi nie zrobią - powiedziałam.
- Płacą mi za stanie obok ciebie.
- To miłe, że tak sumiennie przykładasz się do pracy - zaśmiałam się.
- Emma, możesz napisać z dedykacją? To dla koleżanki, jest w szpitalu i nie mogła przyjść - poprosiła szybko jedna fanka, strasznie się przy tym stresując.
- Ojej, nie denerwuj się tak - uśmiechnęłam się do niej. - Jak ma na imię?
- Jackie.
Podpisałam płytę "Dla Jackie, zdrowiej :) Emma xx".
- Proszę.
Dziewczyna nieśmiało wyciągnęła rękę z telefonem.
- Pewnie - zaśmiałam  się. - Ben, zrób nam zdjęcie, przydaj się na coś - podałam mu telefon, a on zrobił, o co go prosiłam.
- Skończyłaś już? - spytał po chwili.
- Nie, bo jeszcze z tyłu są osoby, a nie mam, jak do nich dojść - podrapałam się po głowie. Iris i prowadzący audycję wrócili z moją statuetką, a koleś miał też megafon. Człowieku, z nieba mi spadłeś. - Pożyczam - wyrwałam mu urządzenie. - Mogę prosić o ciszę przez moment? - spytałam. Trochę to zajęło, ale w końcu było względnie cicho. - Bardzo cieszę się, że jest was tu tyle, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Ale chciałabym też, żeby każdy mógł pójść stąd do domu z podpisaną płytą, wspólnym zdjęciem czy czymś, więc proszę bardzo, żeby osoby, z którymi już rozmawiałam przeszły na tył, żeby te z tyłu mogły przyjść pod barierki.
Ludzie powoli zaczęli się przesuwać. W tym czasie zrobiono mi zdjęcie ze statuetką i wróciłam do fanów. W sumie stałam tam koło półtora godziny, Iris i Ben siłą zaciągnęli mnie do samochodu.
- Telefon dzwonił ci jak opętany - powiedziała managerka podając mi komórkę.
- Hayley. Kompletnie zapomniałam, że obiecałam jej weekend w Londynie. I Chris? - zdziwiłam się.
- Kto to Chris?
- Mój kuzyn. Dwa lata starszy, totalne ciacho, czasami żałuję, że jestem z nim spokrewniona. Najpierw Hayley - zadzwoniłam do przyjaciółki. - Hej, Hay. Dzwoniłaś do mnie.
- Tak. Wiem, że byłyśmy wstępnie umówione na weekend, chciałam tylko spytać, czy to dalej aktualne, bo przed chwilą dowiedziałam się o pierwszym miejscu, ogromne gratulacje tak w ogóle i chyba możesz być zajęta.
- Głupolu, zaproszenie dla ciebie zawsze jest aktualne, choćbym nie wiem, jak była zajęta.
- To świetnie, o siedemnastej będę w Londynie.
- Do zobaczenia - rozłączyłam się i wybrałam numer Chrisa.
- W końcu, gwiazdko, dodzwonić się do ciebie nie idzie.
- Cóż za miłe powitanie - które były u nas standardem.
- Gratuluję pierwszego miejsca!
- Dzięki, kuzynie marnotrawny. Musimy to opić.
- Co powiesz na ten weekend?
Kompletnie zaskoczył mnie tym pytaniem. Z jednej strony byłam już umówiona z Hayley, alr z drugiej stęskniłam się za tą małą cholerą. W sumie mogę spędzić weekend z nimi na raz.
- Okej, świetnie. Będziemy świętować z Hayley.
- Hayley Hayley?
- Hayley Hayley ma chłopaka. Masz nieświeże informacje.
- Jakoś przeżyję, Londyn to duże miasto, dużo tam ładnych dziewczyn. To przyjeżdżam jutro, dam ci znać, o której.
- Do zobaczyska.
Rozłączyłam się i dałam telefon Iris do torebki.
- To weekend masz już zaplanowany?
- Na to wygląda.
Znowu rozległy się wibracje.
- To znowu twój, moje dźwięki są włączone - podała mi komórkę.
- Tom Daley? - zdziwiłam się. - No witam pana - odebrałam.
- Witam panią, będę na weekend w Londynie, reflektuje pani jakieś drinki?
- A bardzi chętnie, ale nie będę sama, bo mam zapowiedzianą dwójkę gości.
- A to się dobrze składa, bo drugie dno mojej propozycji jest takie, że będę z Sophie i Nikitą, podpisywałaś im ostatnio płyty.
- Tak, pamiętam. To tego, zadzwoń do mnie, jak będziecie w Londynie, zgadamy się.
- Pewnie, to na razie.
Znowu wrzuciłam Iris telefon do torebki.
- Męczący weekend się zapowiada - zaśmiał się Ben.
- Ja coś czuję, że to będzie ostatni wolny weekend przed trasą - stwierdziłam.

Pierwsze pół piątku wykorzystałam na gruntowne wysprzątanie mieszkania, chociaż wątpię czy Hayley albo Chris zwróciliby uwagę na cienką warstwę kurzu czy nieumytą podłogę. Przed piątą przyjechał Arthur i pojechaliśmy na dworzec po Haykey i Chrisa, który też miał przyjechać koło tej godziny. Kuzyn przyjechał wcześniej.
- O Boże, chyba z rok cię nie widziałam - powiedziałam, kiedy przytulając podniósł mnie do góry, był naprawdę wysoki.
- Na święta się widzieliśmy - odpowiedział stawiając mnie na ziemi. - Hayley jeszcze nie ma?
- Zaraz powinna być. Ma chłopaka, więc się zachowuj - wytargałam go za ucho.
- Zawsze się zachowuję.
- Na przedświątecznym przyjęciu w pracy twojej mamy podrywałeś stażystkę aka córkę szefa - wypomniałam mu. - Córkę szefa!
- Skąd to wiesz?!
- Sarah - pokazałam mu język.
- Jak ją złapię...
Rozległo się jakieś powiadomienie, zrozumiałam tylko "Birmingham" i nie było nic o opóźnieniu, czyli wywnioskowałam, że pociąg będzie lada moment. Tak też się stało i już chwilę później machałam ręką na rozglądającą się wokół Hayley.
- Jak się stęskniłam! - powiedziałyśmy jednocześnie ściskając się.
- O, Chris - zdziwiła się dziewczyna.
- Cześć, Hayley.
- Mam małe nagromadzenie gości dzisiaj, ale to nic, będziemy się świetnie bawić.
- Mogę się z tobą przespać? - spytała Hay Chrisa.
- Hayley?! - krzyknęłam.
- Słyszałem, że masz chłopaka...
- Miałam. Do wczoraj.
- Co? - zdziwiłam się.
- Zerwał ze mną. Tak po prostu. Bez powodu. Dlatego weekend w Londynie to to, czego mi trzeba. Możemy się napić?
- Tak, jasne, może chodźmy najpierw do mnie, zostawicie swoje rzeczy - objęłam dwójkę gości i ruszyliśmy do auta, a ja modliłam się, żeby ten weekend nie skończył się zatruciem alkoholowym, skandalem, niechcianą ciążą i tym podobnymi...

Dojechaliśmy do mojego mieszkania, Hayley poszła wziąć prysznic, ja poprosiłam Arthura, żeby pojechał do jakiegoś sklepu i kupił alkohol. Dużo alkoholu. Po niedługim czasie zapukał do moich drzwi i wręczył mi torbę.
- Dziękuję ci bardzo. Miłego weekendu!
- Uważaj na siebie mała - machnął mi ręką. Zamknęłam nogą drzwi i włożyłam reklamówkę do lodówki.
- To jak śpimy? - spytał Chris.
- Ja z Hayley, a ty w gościnnym. Chyba, że Hayley w gościnnym a ty na kanapie - odpowiedziałam.
- A nie przewidujesz opcji ja i Hayley w gościnnym?
- Przestań! - rzuciłam w niego poduszką.
- No co? - zaśmiał się. - Sama zaproponowała.
- Chris! Była z kolesiem półtora roku, nie wie, co mówi, ostatnie, czego jej trzeba to jednorazowe numerki - uderzałam go w ramię z każdym słowem, ale wątpię, żeby go to ruszało. - Łapy przy sobie. Dzisiaj pijemy tu, ale jutro wyjdziemy w miasto.
- Czemu dopiero jutro?
- Jutro wyjdziemy większą paczką. Z Tomem Daleyem.
- Tym Tomem Daleyem? - spytał zdziwiony.
- Tak.
- Uuu, Emma, w końcu wróciłaś do gry i to w jakim stylu!
- Nie wróciłam do żadnej gry, to tylko znajomy.
- I umawia się z tobą na sobotni wieczór?
- Przyjeżdża do Londynu ze znajomymi - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Ale teraz serio - Chris odrobinę spoważniał. - Emma, to już rok, pozbieraj się po tej łajzie, znajdź sobie kogoś.
- To nie jest takie proste. Ciężko mi jest komuś zaufać...
- Jeśli ktoś tu powinien cierpieć, to na pewno nie ty przez rok, tylko on, bo stracił taką świetną dziewczynę. Zresztą, trochę pocierpiał w sensie fizycznym.
Chris był jedynakiem, ale spędziliśmy dużo czasu razem w dzieciństwie i traktował mnie i Sarah jak młodsze siostry, sam wobec nas był opiekuńczy jak starszy brat. Dlatego, chociaż and Chris and Tony nic nie powiedzieli, było wiadomo, kto podarował mojemu byłemu chłopakowi purpurowe limo pod okiem. Oficjalna wersja była taka, że Tony zagapił się w telefon i wszedł w słup. Tak, to brzmi bez sensu.
W końcu z łazienki wyszła Hayley.
- To co, pijemy?

Joł, joł, zdałam maturę :D
Odebrałam wyniki sześć godzin temu, ale jakoś jeszcze ze mnie nie zeszło :P
Moją szczerą i obiektywną opinią stwierdzam, że średnio mi się ten rozdział podoba, ale do oceny pozostawiam go Wam :) xx

wtorek, 18 czerwca 2013

15. Jesteś stworzona dla nas.

Obudziłam się po ósmej, a świadomość, że spotkanie mam dopiero o dwunastej była jednocześnie wspaniała, ale i trochę dziwna, bo nie miałam co ze sobą zrobić. Zjadłam porządne śniadanie, ubrałam się, pomalowałam się, włosy jako tako się układały, więc zostawiłam je rozpuszczone. Zobaczyłam stos gazet, które kupiłam tylko dlatego, że zadzwoniła Sarah i krzyknęła do słuchawki, że muszę kupić, bo jest tam coś o mnie. I nie, nie zawsze swatali mnie z członkami zespołów czy reprezentantami olimpijskimi. Czasami chwalili mój ubiór i robiłam się dumna jak paw. Apropo Sarah, kiedy wzięłam się za przeglądanie gazet, przyszła mi od niej wiadomość. Myślałam że pewnie kolejna krzykliwa "KUP GAZETĘ TAKĄ I TAKĄ, JESTEŚ TAM!!!", ale zamiast tego dostałam masą, zanim załadował się obrazek, wyświetlił się podpis: "Jak mogłyśmy o tym zapomnieć?!". To było zdjęcie z pierwszej trasy The Wanted, na koncert poszłam z Sarah i jakimś cudem udało nam się zrobić zdjęcia z Nathanem. Zadzwoniłam do siostry.
- Skąd to wytrzasnęłaś?! - spytałam.
- Sprzątałam w komputerze i jakoś znalazłam. Moje też mam.
- Czemu mi go nie wysłałaś?
- Bo boję się, że dasz na Twittera czy gdzieś...
- Dobry pomysł... W ogóle - spojrzałam na zegarek na ścianie - czemu nie jesteś w szkole?
- Miałam wczoraj stan podgorączkowy i mama kazała mi zostać w domu.
- Przewrażliwiona jak zawsze.
- A ty co dzisiaj robisz? - spytała.
- O dwunastej mam spotkanie, potem będę siedziała w studio. Iris jeszcze nie ma, więc będę sama.
- Gdzie jest?
- Pojechała gdzieś ze znajomymi. A żeby było sprawiedliwie, Benowi też dałam wolne. Wytwórnia mnie zabije to za, co jeśli przez te dwa dni ktoś chciałby mnie porwać dla okupu, jestem ich najcenniejszym towarem marketingowym.
- Och, daj spokój. Co za spotkanie?
- Z The Wanted, zapewne w sprawie trasy.
- Mogę iść zamiast Iris, ile jedzie pociąg?
Zaśmiałam się.
- A nie byłaś chora dwie minuty temu?
- Oj tam oj tam. Ktoś musi reprezentować twoje interesy.
- Radziłam sobie przez pierwszy miesiąc, więc myślę, że z niezbyt dojrzałym zespołem też dam sobie radę.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Poczekaj chwilkę - powiedziałam do słuchawki i podeszłam do wejścia.
- Uuu czy słyszę obcasy? Ktoś tu się odwalił na spotkanie z ciachami.
- A spadaj - powiedziałam przekręcając zamek w drzwiach.
- Arthur? - zdziwiłam się widząc kierowcę w drzwiach.
- Próbowałem się do ciebie dodzwonić. Musimy jechać.
- Jest dopiero jedenasta.
- Sprawdziłem adres. To na drugim końcu miasta. To tego jest remont drogi i trzeba jechać objazdem.
- Szlag by to... Sarah, muszę kończyć, odezwę się wieczorem - rozłączyłam się zgarniając torebkę i klucze.
Poszłam szybko za Arturem do samochodu, objazd był na tyle beznadziejny, że całą wieczność staliśmy w korkach, w trakcie których zamieściłam na Twitterze zdjęcie od siostry.
 
Moja siostra dzisiaj przypomniała mi, że pierwszy raz spotkałam @NathanTheWanted na długo przed XFactorem.
 
W końcu wbiegłam na spotkanie spóźniona, ale jako że to The Wanted to nie przejęłam się specjalnie.
- Usłyszeliśmy stukot obcasów i wiedzieliśmy, że to ty - powiedział Max, jak weszłam.
- Pomyślałby kto, że chodzę tyle w obcasach.
- Chcesz coś pić? - Tom otworzył mała lodówkę.
Zobaczyłam kątem oka charakterystyczną czerwoną puszkę.
- Colę poproszę - powiedziałam siadająx wygodnie na krześle.
W momencie, kiedy zorientowałam się, że jest ich tylko czwórka, do środka weszła zguba Nathan.
- Wiedziałem, że widziałem cię już wcześniej! - krzyknął na mój widok.
- Tak, mieliśmy z nią sesję wczoraj - powiedział Jay.
- Nie o tym mówię - pokazał im telefon.
- O proszę - powiedzieli wszyscy.
- Sarah sprzątała w komputerze i to znalazła. Wyglądam tam strasznie.
- Głupia jesteś - powiedział Tom kładąc przede mnie puszkę napoju.
- Niech będzie, że uznam to za pieszczotliwy kompelement. Dobra, po co tu jesteśmy? - spytałam.
- Żeby porozmawiać o trasie - powiedział Siva.
- Okeeej - powiedziałam powoli.
- Chcielibyśmy, żebyś była poniekąd jakąś integralną częścią tej trasy, dlatego myśleliśmy, żeby nagrać wspólny cover, który śpiewalibyśmy razem na koncertach - powiedział Max.
- Okej, podoba mi się - pokiwałam głową z aprobatą. - Jaka piosenka?
- Myśleliśmy o czymś, co w oryginale śpiewa chłopak i dziewczyna i wtedy my z tobą dobrze byśmy w tym wypadli.
- Dobra, czyli to raczej będzie jakaś miłosna piosenka, tak? Bo większość spiewanych przez duety taka jest.
- Myśleliśmy... - zaczął Tom.
- Dużo ostatnio myślicie - zaśmiałam się.
- Zastanawialiśmy się - kontynuował Nathan nad "Broken Strings" Nelly Furtado i Jamesa Morrisona.
- Uwielbiam tą piosenkę! Jestem na tak.
- Dobra, potem zajmiemy się podziałem tekstu - powiedział Jay i zaczął przerzucać jakieś kartki. - A tu jest próbka plakatu do akceptacji.
- A co mam tam akceptować? - spytałam biorąc papiery.
- Czy pasuje ci twoje zdjęcie.
Pierwszy był plakat z wypisanymi datami koncertów, u góry było zdjęcie chłopaków, napis The WANTED i trochę mniejszy "ze specjalnym udziałem Emmy Collins" i z boku moje zdjęcie. Drugi był poziomy baner, taki jaki będzie pewnie wisiał na telebimach, zdjęcia były podobne, tylko nie było dat.
- Świetne - pokiwałam głową.
- Następna rzecz, to sprawy techniczne - kontynuował Siva. - Chodzi nam o muzyków, transport, techników.
- Muzyków na pewno będę miała swoich, chórki, tourbusa też wytwórnia załatwia.
- Chwila, Emma będzie miała tylko instrumenty. Żadnej sceny, dekoracji, nic - powiedział Jay. - Na luzie można jej rzeczy załadować w nasze tiry.
- Dobrze mówi - stwierdził Tom.
- Czyli mój sprzęt przetrasportujecie wy? - upewniłam się.
- Tak. Technicy, chcesz mieć swoich, czy zadowolisz się naszymi?
- W sumie... - zastanawiłam się. - Nie wiem, czy jest sens brać ekipę na kilka piosenek.
- Czyli nasi, świetnie.
Nagle po pomieszczeniu zaczęły się nieść wibracje mojego telefonu.
- Przepraszam, to Iris - spojrzałam na wyświetlacz. - Jestem trochę zajęta - mruknęłam do słuchawki.
- Mamy przejebane - to był jeden z niewielu razy, kiedy usłyszałam ją klnącą.
- W związku z czym?
- Z trasą.
- A co z nią nie tak?
- Summertime Ball - powiedziała.
- Co ma koncert na Wembley do trasy? - spytałam.
- Daj ją na głośnik - powiedział cicho Tom.
Włączyłam głośnomówiący i wyciągnęłam telefon kawałek przed siebie.
- Przyjęcie wygranej w XFactorze zobowiązało cię do wzięcia udziału w Summertime, przed chwilą to zobaczyłam, kiedy przeglądałam umowy.
- Jesteś w Londynie? - zdziwiłam się.
- Tak, przeglądam dokumenty.
- Nieważne. Dalej nie rozumiem.
- Summertime Ball jest 9 czerwca. I dzień przed i dzień po masz koncert w ramach trasy.
- Wyluzuj się, Iris - powiedział Max. - My też gramy na Summertime. Tylko to jeszcze nie jest oficjalne.
- I jak zamierzacie się wyrobić? - spytała.
- Zagramy koncert, wsiadamy w tourbus, dojeżdżamy do Londynu, robimy krótką próbę dźwięku, czekamy na nasz występ, gramy i jedziemy.
- Oh, no dobra. Skoro mówicie, że się wyrobimy, to nie ma sprawy.
- Będziemy trochę zmęczeni, ale od tego jest kawa i red bull.
- To wasza trasa i wasza decyzja, ja umywam ręce - powiedziała Iris. - Emma, na po południe masz studio, mamy dla ciebie piosenkę.
- Na którą?
- Szesnastą.
- Na razie - rozłączyłam się i schowałam telefon. - Na czym skończyliśmy?
- Że zajmą się tobą nasi technicy.
- Okej... Co dalej?
- Już chyba została nam tylko ta piosenka - powiedział Max.
- Macie tekst? - spytałam.
- Mamy - podali mi kartkę i znowu zadzwonił mój telefon. - No, litości, czy to jakaś gorąca linia... - nie patrząc na wyświetlacz odrzuciłam połączenie. - Dobra, musimy to podzielić... Moja propozycja jest taka, żebym ja śpiewała tą część, którą śpiewa Nelly, Jamesa podzielimy między was i jeden z was będzie śpiewał razem ze mną tą część wspólną. Oprócz tych fragmentów - zaznaczyłam palcem na kartce - które moglibyśmy zaśpiewać wszyscy razem.
- Masz łeb na karku - pokiwał głową Tom.
- Tylko jak zdecydujemy, kto ma śpiewać z tobą? - spytał Max.
- Umm... Może zrobię to z każdym pokolei i zobaczymy, kiedy wyjdzie najlepiej? - zaproponowałam.
- Może zrobię to z każdym pokolei... Wyjęte z kontekstu brzmi dwuznacznie - stwierdził Nathan.
- Zawsze wiedziałem, że jesteś inny i zboczony - powiedział Jay. 
Wszyscy się zaśmiali.
- Dobra, kto pierwszy? - spytałam opanuwyjąc śmiech. 
- Ja mogę - przesunął się do mnie z krzesłem Tom.
- Okej. Tu zaczniemy - pokazałam mu tekst. - Raz, dwa trzy...
Zaśpiewaliśmy razem kawałek piosenki, potem był Siva, Jay, Nathan i na końcu Max. 
- Myślę, że moja i Emmy barwa są zbyt różne - powiedział Seev.
- Ja i Jay też nie za bardzo zgrywamy się w całość - powiedziałam.
- Emma ma bardzo uniwersalny głos, zaśpiewała "Livin On A Prayer", Adele, solo Nathana z "I Found You" - mówił Jay z naciskiem na to ostatnie - potrafi zaśpiewać nisko, z tonacji w jakiej zechce i dlatego najlepiej brzmi jednocześnie z Nathanem.
Wszyscy patrzyli to na mnie to na Natha.
- Wchodzisz w to? - spytał. 
- Okej - wzruszyłam ramionami. Znowu zadzwonił telefon. - Zaraz go wyłączę - powiedziałam zirytowana.
- Odbierz po prostu - stwierdził Max. 
- Mamo, mam spotk...
- Czy ty wiesz, ile ludzi rocznie umiera na raka płuc? - przerwała mi.
- Emmm.. W Anglii czy na świecie? - lekko mnie zatkało.
- Nie rób sobie ze mnie żartów. A twój głos, nie jest ci go szkoda?!
- Mamo, o czym ty mówisz? 
- Widziałam w internecie zdjęcia z imprezy, na której byłaś w piątek. Z papierosem w ręce. Nie tak cię wychowywałam.
- Mamo - i wszystko stało się jasne - to nie był mój papieros. Ja nie palę. Max musiał się wrócić do środka i poprosił, żebym przytrzymała.
The Wanted spojrzeli na mnie podejrzliwie.
- Och... - sukcesywnie zamknęłam jej usta. - Max to ten łysy? 
- Tak.
- Nie szkoda mu jego głosu? 
- Nie wiem mamo. A o twoim reagowaniu na plotki pogadamy, gdy przyjadę. 
- Czyli kiedy?
- Za tydzień. Mam spotkanie, pa.
Rozłączyłam się, zanim zdążyła coś dodać. 
- Jest przeciwnikiem palenia - wyjaśniłam chłopakom dalej dziwnie się na mnie patrzącym. - Na czym stanęło? 
- Śpiewasz partie z Nathanem. 
- A, racja. 
Spędziliśmy jeszcze chwilę na omówieniu dokładnie piosenki, kto co śpiewa, a co śpiewamy wspólnie. Przećwiczyliśmy ją kilka razy o szło nam całkiem nieźle. 
- Bóg nam cię zesłał Emmo Collins - powiedział Tom, kiedy zbierałam się do wyjścia. 
- Słucham? - popatrzyłam na niego, jakby był obłąkany.
- Opatrzność nam cię zesłała jako support, może i jesteś dziewczyną, ale pod pewnymi względami jesteś podobna do nas, jak nikt inny. Jesteśmy stworzeni dla siebie - wygłosił swoją wspaniałą mowę. 
- Podrywasz mnie? - spytałam, na co reszta wybuchnęłam śmiechem. - Po pierwsze masz dziewczynę, po drugie nie tędy droga - wzruszyłam ramionami. - Która w ogóle jest godzina?
- W pół do drugiej - powiedział Siva.
- Świetnie... Co ja mam robić dwie i pół godziny - zaczęłam wyciągać telefon, żeby zadzwonić do Iris, ona nigdy nie miała problemu ze znalezieniem zajęcia. 
- Weź się do roboty i zrób płytę? - zaproponował Nathan.
- Z przyjemnością, ale studio mam zarezerwowane od szesnastej. Naprawdę, mam wrażenie, że stoję w miejscu z tym wszystkim... 
- Emma, na to potrzeba czasu. Lepiej robić coś dłużej, ale żeby wyszło coś porządnego, niż szybko i byle jak - powiedział Max. 
- Iris coś mówiła o nowej piosence, może ruszę do przodu. Tylko mam pewne obawy...
- Siądź tu z powrotem i opowiadaj.
Usiadłam i położyłam sobie torebkę na kolanach.
- Piosenki bardzo od siebie odbiegają. Jest to przerobione na dubstep "Black Box", w jednej rapuje, inna jest pop-rockowa, jeszcze inna całkiem wolna, totalny misz-masz... Sama nie wiem.
- Jesteś zadowolona z każdej z tych piosenek?
- Tak - powiedziałam po krótkim zastanowieniu.
- Czyli wszystko będzie dobrze - powiedział Nathan. 
Uśmiechnęłam się lekko.
- Jestem zadowolona, ale wciąż mam ich za mało. 
- Ile?
- Upokarzające pięć. Po prawie czterech miesiącach. 
- Widać, że jesteś nowa - zaśmiał się Tom. - Zauważ tylko, że nie siedziałaś w studio przez cztery miesiące non stop. Dajesz wywiady, robiłaś radio tour, jeździsz do Birmingham, występujesz. Ludzie, którzy siedzą w studio non stop mają czasami po takim czasie mniej zrobione od ciebie. 
- Ile piosenek napisałaś sama? - spytał Siva. 
- Trzy. W tym do jednej tylko słowa. 
- To tym bardziej możesz być z siebie zadowolona.
- Dzięki, chłopaki - uśmiechnęłam się. - Przez dwie i pół godziny mogłabym pójść na siłownię, pobiegać albo wykazać inną aktywność fizyczną, ale chyba wolę jeść. 
- Emma? - zawołał Max, który nie wiem kiedy, znalazł się z Nathanem na boku coś kombinując.
- Tak?
- Tak czysto teoretycznie, gdybyśmy teoretycznie napisali piosenkę i teoretycznie dali ją tobie, to czy teoretycznie wciągnęła ją na płytę? 
- Teoretycznie myślę, że byłoby to możliwe. Co kombinujecie?
- Tom nieświadomie podsunął nam pomysł. 
- Ja? - zdziwił się Parker.
- Kiedy gadałeś, że The Wanted i Emma są dla siebie stworzeni.
- Czyli to będzie piosenka religijna, o tym, że Bóg mnie wam zesłał?
- Akurat kto jak kto, ale ty powinnaś wiedzieć, że żeby wpaść na pomysł - powiedział Nathan.
- No w sumie masz rację - przypomniało mi się, jak wpadłam z dziewczynami na Tony'ego przed centrum handlowym i wyrzuciłam mu, że dla niego byłam tylko grą.
Zadzwonił mój telefon. Znowu.
- Iris, litości - odebrałam. 
- Zmiana planów, jak skończysz bądź w moim biurze, musimy omówić pewne rzeczy.
-W zasadzie już skończyłam, będę za jakieś pół godziny, jak nie więcej, bo to na drugim końcu miasta. A ty w tym czasie skmiń mi coś do jedzenia.
- Jasne.
Rozłączyłam się. 
- Jak mówiłam, Iris zawsze potrafi zorganizować czas. To do kiedyśtam - machnęłam im ręką i wyszłam. 
- Czeeeeść - usłyszałam za sobą. 
- Cześć Arthur, jedziemy do biura Iris - powiedziałam po wejściu do samochodu. 
- Jasne. Jak spotkanie? - spytał odpadalając silnik. 
- Dobrze. W zasadzie. Chyba mam jedną piosenkę na płytę. A za kilka dni może i dwie.
Po pół godziny byłam na miejscu. 
- Helloł, Iris - powiedziałam wchodząc bez pukania i rozsiadając się na fotelu. 
- Cześć, Emma. Mamy dużo roboty.
- Jak zawsze.
- Teraz więcej. 
- No dobra, o co chodzi? 
- Musimy zrobić przesłuchania na basistę, perkusistę i keybordzistę...
- Jest takie słowo? - spytałam.
- Nieważne, czy jest, ważne, że trzeba go znaleźć. I chórki.
- Wiem, wiem... Kiedy? 
- W przyszłym tygodniu. 
- Drugiego muszę być w domu.
- Tak, pamiętam. 
Bez pukania do gabinetu wszedł Josh.
- What's up, Josh? Nie widziałam cię jakieś... dwa tygodnie - przybiłam sobie z nim piątkę. 
- Wiem, że tęskniłaś.
- No ba. Wracając do przesłuchań. Jak chcemy to zrobić? 
- Mogę coś powiedzieć? - spytał Josh.
- Pewnie, po to tu jesteś - powiedziała Iris. 
- Myślę, że powinniśmy zrobić to tak: dać ogłoszenie, ludzie niech zrobią filmiki, jak grają, i wybierzemy najlepszych.
- To jest myśl, ale przejdzie tylko z instrumentami. Ludzie w filmikach potrafią robić różne rzeczy z głosem, a ja nie mam czasu, żeby składać nowe chórki, kiedy okaże się, że jednak nie umieją śpiewać. 
- Czyli jak, instrumenty na filmach, chórki na żywo? - spytała Iris. 
- Mam jeszcze jedną wątpliwość. 
- No dajesz.
- Myślę, że powinniśmy wybrać kilka lub kilkanaście osób z nagrań i spotkać się z nimi, żeby zamienić z nimi kilka słów. Żeby zobaczyć, czy się z nimi dogadujemy. Bo to jest ważne, tak? Spędzimy trzy tygodnie w jednym busie, a ja wolę otaczać się ludźmi, z którymi mam dobry kontakt. 
- Nie zdążymy zrobić tego w przyszłym tygodniu - stwierdziła Iris patrząc w kalendarz.
- To zróbmy to w następny poniedziałek. Josh, masz wtedy czas? - spytałam.
- Jasne - wzruszył ramionami. 
- Jak to ogłosimy? Nie zmieści się w 140 znakach na Twitterze - stwierdziła managerka.
- Możemy zrobić to, co wychodzi nam najlepiej, czyli powiedzieć to w filmiku - zaproponowałam.
- Świetnie, daj kamerę, zrobimy to teraz. 
Wyciągnęłam urządzenie z torebki i podałam Iris. 
- Ułóż sobie przemowę w głowie. 
- Już - kiwnęłam głową i po chwili zobaczyłam czerwoną lampkę oznaczającą, że nagrywa się. - Hej, to ja, Emma. Mam wielkie ogłoszenie. Szukamy perkusisty, basisty i keybordzisty, wciąż nie wiem, czy jest takie słowo. Więc jeśli chcecie spróbować, a w przyszłości może ze mną koncertować, wysyłajcie zgłoszenia na adres e-mail, który widzicie na dole ekranu. Zgłoszenie powinno zawierać nagranie, na którym gracie, może to być dowolna piosenka, wasza własna kompozycja, cokolwiek oraz wasze dane kontaktowe, przede wszystkim numer telefonu. Z kilkorgiem z was spotkam się w Londynie 8 maja i wtedy wybiorę trójkę z was. Zgłoszenia możecie wysyłać do 2 maja, więc spieszcie się. Inną sprawą są chórki, do których przesłuchiwani będziecie na miejscu, więc jeśli chcecie spróbować, żeby uzyskać więcej informacji piszczie na drugi mail, który teraz widzicie na ekranie. Pa i do zobaczenia -i uuśmiech numer pięć. 
Iris zatrzymała nagrywanie.
- Masz maile, na które mogą wysyłać zgłoszenia? - spytał Josh.
- Spoko loko, zaraz je założymy - przysunęłam do siebie laptopa, założyłam maile, po czym Iris wkleila adresy w filmik i dodała na youtube, a ja puściłam tweeta.
- Och, Emma, prawie zapomniałam - powiedziała. 
- Tak? 
- W czwartek jedziesz do BBC Radio 1, "Black Box" ma szansę na pierwsze miejsce. 
- Serio?! - podniosłam się. - Mogę mieć pierwsze miejsce w BBC i zapomniałaś mi o tym powiedzieć?! - krzyknęłam. - Josh, słyszysz, pierwsze miejsce?! - potrząsnęłam go za ramiona.
- Tak, słyszę, tylko ja tłumię radość w sobie -powiedział wyswabadzając się z moich dłoni. - Ale naprawdę, cieszę się - powiedział. 
Numer jeden. Debiutancki singiel numerem jeden. Jeśli się uda, to będzie naprawdę coś. 


WOOHOO, W KOŃCU UDAŁO MI SIĘ COŚ WYSKROBAĆ :)
PARADOKSALNIE, NIBY MAM WAKACJE, ALE NIE MAM CZASU NA PISANIE, DZIWNE... 0.o
ALE, JAK ZAWSZE, NASTĘPNY POSTARAM SIĘ DODAĆ SZYBCIEJ ;)



piątek, 7 czerwca 2013

14. Jesteśmy przyjaciółmi.

- A wy co tu robicie? - spytałam.
- Afterparty - wzruszył ramionami Tom, jakby to była najoczywistsza oczywistość.
- Afterparty?
- Wpuścisz nas czy będziesz nas trzymać w drzwiach? - spytał Jay.
- Jasne, wchodźcie - otworzyłam szerzej drzwi, The Wanted z dziewczynami wtoczyli się do środka, a ja pobiegłam zamknąć drzwi do sypialni, gdzie sukienka do tej pory była rzucona na krześle, a wczorajsze szpilki i dzisiejsze tenisówki były rozwalone na środku pokoju i dziękowałam sama sobie, że wcześniej chciało mi się bawić kosmetykami, więc byłam w miarę umalowana, a na pewno wyglądałam lepiej, niż kiedy wstałam.
- Nie jestem pewna, czy każdy będzie miał gdzie siedzieć, poza tym nie wiem, czy mam coś do jedzenia - powiedziałam wracając do nich, na co goście zaczęli machać reklamówkami.
- Chyba nie sądziłaś, że Nareesha pozwoliłaby nam wpaść bez zapowiedzi z pustymi rękoma - powiedział Siva, za co dostał kuśkańca od dziewczyny.
- Chodzi po prostu o dobre maniery - obroniła się Nareesha.
- I jej dobre maniery uratowały was od głodowania u mnie. Dobra, co tam macie?
- Piwoooo! - Max zadzwonił torbami.
- Z tym chyba spasuję - stwierdziłam.
- No Emma - jęknął Nathan.
- Dobra, może jedno - westchnęłam. - Sprawdzę, czy mam coś do jedzenia - pobiegłam do kuchni.
- Emma, wracaj! - krzyknęła za mną Kelsey.
Na stoliku rozkładali całe mnóstwo pojemników na wynos z jedzeniem.
- Jezu, napadliście na Subway czy co?
- Mamy kanapki, tak zgadłaś z Subwaya, sałatki z kurczakiem i bez, zaraz dojedzie jeszcze pizza i mnóstwo plastikowych sztućców, żebyś nie musiała potem sprzątać - powiedziała Nareesha.
- Świetnie, mój pierwszy normalny posiłek dzisiaj, bo do te pory jadłam banany.
- Czemu banany? - spytał Siva.
- Rano koło trzynastej zadzwoniła do mnie siostra i powiedziała, że podobno banany pomagają na kaca. Jakoś specjalnie tego nie odczułam. I nie chcę myśleć, skąd wymyśliła ten sposób, bo ma szesnaście lat - zamyśliłam się lekko. Popatrzyłam na gości. - A to dobre - zaśmiałam się - nigdy nie pomyślałabym, że na tym narożniku zmieści się sześć osób - wszyscy oprócz Maxa siedzieli na kanapie, on na jednym z dwóch moich mega wygodnych foteli i byłam bardzo zadowolona, że drugi został dla mnie.
Rozsiadłam się wygodnie, kiedy po blacie w kuchni zaczęły nieść się wibracje od mojego telefonu i było to naprawdę nieznośne.
- Przepraszam na moment - podniosłam się z fotela i poszłam po komórkę. - Czy nie powiedziałam ci, że masz wolne? - spytałam Iris.
- Tak, wiem, ale nie działa internet, a miałam wysłać ci plan na poniedziałek i wtorek, więc muszę to zrobić przez telefon - wyjaśniła szybko. Też wolałaby pewnie robić teraz coś innego. - Pisz szybko.
- Czekaj, wezmę coś do pisania - wróciłam do salonu, wyciągnęłam notes i długopis i usiadłam przy stoliku na podłodze - No mów - powiedziałam wypluwając nakrętkę z ust.
- O jedenastej masz sesję zdjęciową, nie wiem dokładnie o co chodzi, ale Arthur wie wszystko gdzie cię zawieźć i tak dalej, więc to nieważne. O piętnastej idziesz na nagranie Friday Download...
- Sesja trwa cztery godziny?
- Nie wiem ile, może będziesz miała czas coś zjeść. Po nagraniu jedziesz do studia i zrób coś konstruktywnego, proszę.
- Ile trwa nagranie programu?
- Koło godziny, ale dolicz make up i te sprawy. Dobra, wtorek. To ci się spodoba. Zaczynasz o dwunastej, masz spotkanie z The Wanted...
- Po co? - rozejrzałam się po gościach.
- Pewnie coś z trasą, raczej nie chcą zabrać cię na ryby. Nie przerywaj to szybciej skończymy. Nie wiem, ile wam zejdzie, ale potem znowu dobrze by było, gdybyś posiedziała w studiu.
- Po co mi mieszkanie, jak mam studio... - mruknęłam. - Iris, co z muzykami? Trasa jest za niewiele ponad miesiąc, a ja nie mam nic. Oprócz gitarzysty. Nawet nie wiem, jakie piosenki będę śpiewać.
- Spokojnie, Emma, zajmiemy się tym w przyszłym tygodniu - powiedziała Iris ze stoickim spokojem.
- W czwartek jadę do Birmingham, bo mama ma urodziny, uwzględnij to przy planowaniu.
- Wszystkim się zajmę. Muszę kończyć, trzymaj się.
- Co tam masz w planach? - spytał Jay, kiedy odłożyłam telefon na stół.
- Sesja, Friday Download, studio, studio, studio, spotkanie z wami - wskazałam na nich palcem - i znowu studio studio studio - wzruszyłam ramionami.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pewnie pizza - powiedziała Nareesha.
- Otworzę, zapłacę od razu - Nathan podniósł się z kanapy.
- Siadaj! Ludzie, dajcie mi chociaż za pizzę zapłacić - wywróciłam oczami i poszłam do sypialni po portfel, szłam przez salon do drzwi, popatrzyłam na tych roześmianych wariatów i przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- Zamawiała pani pizzę? - usłyszałam po otworzeniu drzwi, a "pani" było trochę śmieszne, bo chłopak wyglądał jakby był w moim wieku.
- Tak sądzę - dałam mu odpowiedni banknot. - Dostaniesz jeszcze dychę, jeśli coś dla mnie zrobisz.
- Jeśli będę potrafił.
- Wchodź - gestem zaprosiłam go do środka, poleciałam znowu do swojego pokoju i wyciągnęłam z szuflady polaroid. - Zrobisz nam zdjęcie, najpierw tym - podałam mu aparat - a potem tym - i telefon. - Max, wciskaj się tam koło nich, nad nich, pod nich, albo czekaj, pomóż mi przesunąć stół - przestawiliśmy mebel i usiedliśmy reszcie w nogach.
Po chwili zdjęcia były zrobione.
- Dziękuję bardzo - wzięłam od chłopaka aparat, telefon i dałam mu obiecaną dychę.
- Ej, ty jesteś Emma Collins, wygrałaś ostatniego XFactora, prawda? - cholera, zczaił się.
- Taaaa. Emm, i dam ci jeszcze piątkę, żebyś nikomu nie powiedział, gdzie mieszkam?
- Nie, nie, nikomu nie powiem, chciałbym tylko zdjęcie - spojrzał na mnie błagalnie.
- Okej, daj telefon. Czy któreś będzie tak dobre i zabawi się w fotografa? - spytałam.
- Ja to zrobię - Kelsey podniosła się z kanapy. - Powiedzcie "cheese". Zrobione - oddała dostawcy telefon.
- Dziękuję! Moja siostra umrze z zazdrości - powiedział chowając telefon i kierując się do wyjścia.
- Masz siostrę? - spytałam. - Czekaj chwilę - mam za dobre serce, stanowczo za dobre. Wyjęłam z szuflady swoje zdjęcie, nie, to nie narcyzm, Iris kazała mi je podpisać jakieś sto lat temu, oczywiście tego nie zrobiłam, oprócz tego jednego które podpisałam teraz. - Jak ma na imię? - spytałam.
- Jennifer.
Podpisałam zdjęcie, imiennie oczywiście, "Dla Jennifer", żeby nie mogła go potem opchnąć w internecie.
- Dzięki, będzie sprzątała mój pokój do śmierci. Emmo Collins, jesteś aniołem! - krzyknął i wyszedł.
- O Jezu - wywróciłam oczami. - Jestem aniołem słyszeliście? - spytałam wracając do salonu, ale wszyscy tam już pokładali się z tego ze śmiechu. - Bardzo śmieszne. Max, pomóż mi przesunąć stół na miejsce - poprosiłam i chwyciłam za krawędź.
- Czekaj, ja to z nim zrobię - Nathan podszedł i mnie zastąpił.
Ja w tym czasie poszłam do sypialni schować aparat i przyczepić zdjęcie na moją super tablicę, na której przyczepione były różne pamiątki i zdjęcia.
- Ale syf - usłyszałam za sobą i się odwróciłam.
- Panie Sykes, nie wie pan, że nie wchodzi się do sypialni damy bez zaproszenia?
- Damy? Nie widzę tu damy - rozejrzał się wokół.
- Och, spadaj - zaśmiałam się i rzuciłam w niego pierwszą rzeczą, która wpadła mi w ręce, chustka chyba, która też nie była na swoim miejscu.
- Zrobimy wymianę. Ja prześlę ci zdjęcie z wczoraj, a ty mi to sprzed chwili.
- Okej, włączaj bluetooth - powiedziałam wychodząc z nim z sypialni i przezornie zamykając drzwi, żeby uchronić mój bałagan.
Wymieniliśmy się zdjęciami, a wczorajsze z imprezy Nathana standardowo po chwili znalazło się na twitterze.
- Emma, jesteś z Birmingham, tak? - spytał Jay.
- Tak, a co?
- Nie brzmisz jak broomy* - stwierdził.
- A jak co? - spytałam. No, zobaczymy czy się poznają.
- Nie no, słychać, że jesteś z Birmingham, ale jest jeszcze coś innego - powiedziała Nareesha.
- No więc co?
- Brzmisz trochę jak... - zawiesił się Nathan.
- Jak... - spojrzałam po nich.
- Mówisz trochę jak Nathan i geordie* - stwierdził Tom.
- Brawo panie Parker - zaklaskałam. - Jak miałam siedem albo osiem lat przeprowadziłam się z rodzicami z Newcastle do Birmingham. A moja babcia była z Gloucester i bardzo dużo się mną zajmowała, dlatego chciałam mówić jak ona. I stąd wziął się mój jedyny i niepowtarzalny akcent, bo na przykład moja siostra brzmi jak typowe Birmingham.
- Okej, więc wypijmy za jej akcent, albo po prostu wypijmy - powiedział Jay biorąc butelkę do ręki.
- Nie masz żadnych zdjęć na ścianach - powiedziała Kelsey rozglądając się wokół.
- Bo to nie moje mieszkanie. Wytwórnia je wynajmuje, a ja nie wiążę w nim przyszłości. Mieszkam tu dopóki nie wydam płyty i nie dostanę za nią kasy, dopiero wtedy będę mogła coś kupić.
- Ile masz pokoi? - spytał Siva.
- Razem z salonem trzy. W sypialni mam jeszcze garderobę, więc powiedzmy, że trzy i pół.
- Masz garderobę?! - Nareeshy rozbłyszczały oczy.
- No mam. Chcesz zobaczyć?
- Jeszcze pytasz? - dziewczyna wstała i poszłyśmy do mojego pokoju.
- Nie przestrasz się na widok bałaganu - powiedziałam otwierając drzwi - nie miałam czasu posprzątać.
- W porządku - zaśmiała się.
- I voila - otworzyłam drzwi. - Chyba nawet Sarah Jessica Parker w "Seksie w wielkim mieście" miała większą - stwierdziłam.
- Ważne, że w ogóle jest. O, masz moje buty - uśmiechnęła się.
- Tak, miałam dobry dzień i kupiłam kilka par. Nie wiem po co, aż tyle, skoro prawie nie chodzę na obcasach.
- Szpilek nigdy za wiele - powiedziała.

Po krótkim zwiedzeniu mojej mikrogarderoby wróciłyśmy do reszty.
- Mam klawisze? - spytał Nathan.
- Keyboard mam.
- Zagraj nam twój oryginalny "Black Box" - poprosił Tom, jeśli jego ton można było nazwać prośbą.
- To mi go przenieście z tamtego pokoju - pokazałam i palcem zamknięte drzwi, po chwili Nathan stawiał keyboard koło mnie.
- Boże, jakie to uparte... - westchnęłam. - Jakbyście kupili singiel, to byście mieli ta wersję.
- Kupiliśmy. Chcemy to usłyszeć na żywo.
- Jakie marudy - mruknęłam i zaczęłam grać.
Wykonałam im pierwszą zwrotkę i refren a potem sprytnie i płynnie przeszłam w "Warzone".
- Hej, przecież to... - zaczął Max, ale przerwałam mu kiwnięciem głowy.
- To była moja piosenka przez dużą część zeszłego roku, aż rodzice i siostra zabronili mi ją grać w domu i śpiewać, żeby przestała się dołować - powiedziałam nie przerywając grania.
- Czemu?
- Bo słuchałam i grałam ją non stop, dzień w dzień przez kilka dobrych tygodni - zamyśliłam się. Teraz uznawałam ten czas za stracony i zmarnowany.
- Emma? Ziemia do Emmy. Wszystko dobrze? - spytał Nathan.
- Tak - skończyłam grać i usiadłam na swoje miejsce.
- Nie chcesz o tym pogadać?
- Nie, nic mi nie jest - stwierdziłam biorąc łyk piwa.


Chłopcy i dziewczyny zwinęli się koło pierwszej, zostawiając mnie ze sporą jeszcze ilością jedzenia, którą zjadłam w niedzielę. Tego dnia, kiedy popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze, wyglądałam trochę jak typowe nieszczęśliwe kobiety w filmach. Wiecie, włosy w niezidentyfikowanym układzie, luźny dres i kawałek pizzy w ręce. Tak, zdecydowanie wyglądałam, jakbym grała w filmie dziewczynę, która cierpi po skończonym związku. Ale nie ja, ja po prostu byłam leniwa. Po swoim związku przestałam cierpieć już jakiś czas temu i mimo że wczoraj na własne życzenie sobie o nim przypomniałam, to spłynęło to po mnie. Skończyłam jednak objadać się koło piętnastej, pamiętałam, że następnego dnia mam sesję, a na nich jednak lepiej nie mieć brzucha wydętego od obżarstwa.
Byłam bardzo wdzięczna osobie, która ustawiła sesję na jedenastą, mogłam się spokojnie wyspać i korki były o wiele mniejsze.
- Arthur, wiesz w ogóle co to za sesja? - spytałam w drodze.
- Nie, wiem tylko, gdzie mamy jechać. Nikt ci nie powiedział?
- No właśnie nie - stwierdziłam, że skoro Iris jest niewiadomo gdzie ze znajomymi, to Benowi też należy się wolne.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił. - O której mam być?
- Nie mam pojęcia, o której skończy się sesja, więc bądź przed drugą, bo mam nagranie programu o piętnastej.
- Nie ma sprawy.
Wysiadłam z samochodu, weszłam do budynku i podeszłam do recepcji.
- Emma Collins, na sesję zdjęciową.
- Tak, już proszę, już panią prowadzę.
Tylko wywróciłam oczami, serio powtarzanie pięćset razy, żeby nie mówić mi per pani jest już nudne.
Szłam szybko za recepcjonistką długim korytarzem, wjechałyśmy windą na trzecie piętro (serio, tam można wejść w minutę...) i znowu szłyśmy korytarzem.
- Proszę tutaj, reszta już czeka - powiedziała otwierając mi drzwi.
- Co? Jaka reszta? - spytałam zdezorientowana i weszłam do środka. - Serio, to znowu wy? Śledzicie mnie czy coś? - zapytałam widząc, kogo miała na myśli.
- Serio? Śledzimy? Wiesz w ogóle co to za sesja? - spytał Jay.
- Szczerze, to nie.
- Emma, to jest sesja do trasy, kogo się spodziewałaś?
- Dobra, nie wiedziałam w ogóle, o co chodzi, dlatego zdziwiłam się na wasz widok - podniosłam ręce w obronnym geście.
- ... i jest tutaj Emma! - znikąd pojawił się Nathan z kamerą.
- Heeej, it's Wanted Wednesday!
- W zasadzie jest poniedziałek, ale to nic. Emma, jak mogłaś nie wiedzieć, że tu będziemy?!
- Normalnie, w ogóle nie wiedziałam, co to za sesja - wzruszyłam ramionami z miną niewiniątka.
- Niepoinformowana i spóźniona - pokręciła głową z dezaprobatą.
- Jest 11:02! To żadne spóźnienie! - pacnęłam go w czoło i poszłam do fotografa, który powiedział mi co i jak.
Po dżentelmeńsku poszłam na pierwszy ogień. Nie przeszkadzali mi ludzie od sesji, ale dziwnie było pozować w The Wanted, których gdzieś w głębi, powoli, nieśmiało zaczynałam traktować jak znajomych. Najpierw miałam za sobą białe tło, potem zmienili je na to z zaznaczonymi kreskami pokazującymi wzrost.
- Hej, wy mieliście kiedyś taką sesję, no nie? - spytałam.
- Brawo, Sherlocku - powiedział Max, a do ręki dostałam tabliczkę, taką jaką dostajecie na komisariacie, jak was zatrzymają z nazwiskiem i jakimś numerem i robią wam zdjęcie do akt. Na mojej zamiast numeru sprawy czy czegoś pisało "Wanted as a support".
- Mieliście identyczną sesję! Nathan miał na tabliczce "Wanted for being socially awkward"!
- Tak, mieliśmy.
Ubrana byłam typowo jak The Wanted - skórzana kurtka, dżinsowe rurki i trampki.
- Zmieńcie tło, zawołajcie zespół - powiedział fotograf i po chwili tło znowu było białe, a chłopcy stali wokół mnie.
- Przebierzcie Emmie bluzkę! Na coś seksownego, w ogóle nie odznacza się na ich tle w tej bokserce pod kurtką - zarządził znowu.
- Bokserka to najseksowniejsza bluzka! - powiedziałam, ale chcąc nie chcąc poszłam do garderoby.
Po minucie wróciłam w krótkim topie odsłaniającym brzuch, dobrze, że dalej miałam na sobie kurtkę, bo czułabym się zdecydowanie niekomfortowo.
- Emma, możesz iść sobie usiąść, napić się herbaty czy coś, teraz sam zespół, chłopaki pojedynczo i dopiero potem wrócisz w sukience.
- Okeej - powiedziałam i zadowolona poszłam po herbatę, skubnęłam miskę z winogronem i usiadłam pod ścianą z telefonem, co jakiś czas zerkając na The Wanted. Po chwili dosiadł się do mnie Nathan, też z herbatą w kubku.
- Nie powinieneś być tam przed aparatem?
- Teraz mamy pojedynczo - wskazał głową w kierunku Maxa samotnie stojącego przed aparatem.
- Więc jaka historia kryje się za twoim zakazem śpiewania "Warzone"? - spytał.
- Takie tam... Nieważne - zbyłam to machnięciem ręki, udając, że to nic takiego. Już wplątałam w to Cheryl, nie chciałam nikogo więcej.
- Emma... Napisałem tą piosenkę, jej wymowa jest dosyć jasna.
- Nathan, jest sesja zdjęciowa, wszyscy mają dobry humor, na co komu jakieś zwierzenia? Poza tym ani rok temu, ani dzień temu nie wyobrażałam sobie siebie zwierzającej się idolowi.
- Pewnie też nie sądziłaś, że wygrasz XFactor, a teraz co? Poza tym to już nie jest tylko relacja, idol-fanka, w ogóle fakt, że jesteś naszą fanką, uwierz mi, jest dla nas wielkim zaszczyt, ale poza tym jesteśmy współpracownikami, jesteśmy przyjaciółmi, Emma. Ale jasne, jeśli nie chcesz, to nie naciskam.
Zrobiliśmy po łyku herbaty w tym samym momencie.
- Ma na imię Tony - wyszło z moich ust, nawet nie wiem kiedy. No skoro już wyszło, to stwierdziłam, a niech mu będzie. - Zerwałam z nim rok temu... Pewnego dnia, kiedy niby miał siedzieć w domu chory, wpadłam na niego w klubie, kiedy całował się z moją kuzynką...
- Z kuzynką?!
- Przyszywaną - wyjaśniłam szybko - nasi rodzice przyjaźnili się od zawsze, całe dzieciństwo spędziłyśmy razem.
- I ona...
- Tak... Najlepsze jest to, że on wciskał mi takie kity, że poszłam z nurtem "Fight For This Love" i nawet chciałam do niego wrócić.
- Niee! - Nathan popatrzył na mnie z miną, błagającą mnie, żebym powiedziała, że żartuję.
- Taaak. Dopiero jego, teraz już były, przyjaciel Craig, nie mógł znieść tej sytuacji i powiedział mi, że to wcale nie był jeden raz... I wtedy poszłam z nurtem "Warzone", aż wszystkim w domu, łącznie z moją siostrą, która też jest waszą fanką, obrzydła ta piosenka.
- Ee, to jedziemy na jednym wózku doświadczeń - szturchnął mnie łokciem Nathan.
- Tsaa... Ale nie wracajmy już do tego i niech to zostanie między nami, ok?
- Słowo harcerza - wystawił dwa palce z poważną miną.
- Nigdy nie byłaś harcerzem, prawda?
- Nie - zaśmiał się.
- Nathan, twoja kolej! - zawołał fotograf. - Emma, możesz iść się przebrać.
Nath pomógł mi wstać i poszłam do garderoby, gdzie przebrano mnie w szałową złotą sukienkę i czarne szpilki. Wróciłam na plan, zrobiono kilka zdjęć mi samej, po chwili wrócili chłopcy, też przebrani, w garnitury.
- Ulala, panowie - zmierzyłam każdego z góry do dołu.
- Ulala, Emma - powiedział Tom i zmierzył mnie.
- Powiem Kelsey - zaśmiałam się.
Mogę śmiało powiedzieć, że te zdjęcia, ze mną w sukience i nimi w garniturach była chyba jedną z najseksowniejszych rzeczy, jakie przytafiły mi się do tej pory.
Po sesji, pędem leciałam na nagranie Friday Download, dopiero w drodze mnie otrzeźwiło...
- Arthur... Czy Friday Download nie prowadzi przypadkiem Dionne Bromfield? - spytałam.
- Tak, na pewno ona, moja córka to ogląda.
- Super... - mruknęłam.
Wiem, że powinnam zachować się profesjonalnie i dorośle, ale większa część fanów The Wanted nie darzy jej sympatią, nie tylko ze względu na Natha, ale na to jak zdarzało jej się do nich odnosić. Ale spokojnie Emma, Iris już by to wyczuła i dawała mi kazanie: "Emma, to nie żarty, to Twój najgorętszy okres, jeśli teraz coś ci się nie uda to XFactor ci nie pomoże".
 W końcu dotarłam do studia, dogadałam się, że jestem prosto z sesji i nie potrzebuję make upu (moja cera będzie mi wdzięczna) i zaczęliśmy nagrywanie. Oprócz Dionne było jeszcze kilka innych osób, około mojego wieku, które to prowadziły. Pytali o te same nudne rzeczy, jak XFactor, singiel, bla bla, wiedziałam, że prędzej czy później dojdą do The Wanted.
- Emma, podobno jedziesz w trasę z chłopakami z The Wanted - powiedział jeden z prowadzących.
- Tak, podobno jadę. Będę ich supportować na wszystkich szesnastu koncertach. Jestem ich wielką fanką, więc to dla mnie naprawdę coś.
- Jesteś ich fanką, więc powiedz, jak to jest spotkać ich w czasie programu, a teraz z nimi pracować? - spytała tym razem Dionne.
- Kiedy pierwszy raz spotkałam ich w XFactorze, byłam po bardzo ciężkim tygodniu, prawie odpadłam z programu, byłam bardzo zestresowana i niepewna siebie, ale oni bardzo, bardzo pomogli mi wrócić na właściwy tor i jestem im za to ogromnie wdzięczna. Kiedy jednak później występowaliśmy razem w specjalnym odcinku, w którym wszyscy śpiewali dwa duety z gwiazdami, ja miałam pierwszy z Cher Lloyd, wtedy myślałam, że chyba chcą się mnie pozbyć, bo kazali mi śpiewać "I Found You", a solo Nathana, które też ja miałam wykonać było jednym z najbardziej stresujących momentów w programie. Jestem im bardzo wdzięczna, że wybrali właśnie mnie, spośród tylu wokalistów i zespołów i jestem pewna, że będzie nam się świetnie pracowało, bo mimo tego sukcesu, który odnieśli, wciąż są normalnymi chłopakami - mówiłam i mówiłam, ale kątem oka widziałam Dionne skubiącą rąbek spódnicy, co wskazywało, że ten temat nie był jej zbyt na rękę.
Po nagraniu programu pojechałam do studia, miałam w sobie tyle energii, że byłam pewna, że zrobię dziś coś dobrego na płytę...

* Broomy to akcent charakterystyczny dla Birmingham i okolic, geordie dla północno-wschodniej części Anglii, okolic Newcastle upon Tyne (taki na przykład ma Cheryl Cole).

Siema siema :D
Tak to jakoś dziwnie jest, że czasami siedzę z otwartym polem do pisania bloga przez godzinę i nic nie mogę wymyślić, a innym razem piszę po nocach (jak teraz :P).
Dam wam mały spoiler tego, co czeka w najbliższym czasie: pytania, piosenka, próby, łzy, pot i zgrzytanie zębami. Dobra, z tymi trzema ostatnimi żartuję :P Wiem, że nic Wam nie przybliżyłam, taki był plan, cierpliwość popłaci ;) xxx