piątek, 27 września 2013

25.Zdrowie Emmy.

Koncert w Birmingham był idealny. Chociaż rozpłakałam się po skończeniu supportu, rozpłakałam się po piosence z The Wanted, rozpłakałam się, bo chociaż bardzo chciałam, nie mogłam zostać dłużej w Birmingham i PRAWIE rozpłakałam się, kiedy zobaczyłam ludzi czekających na MNIE koło mojego tourbusa. Ben siłą wciągnął mnie do niego po dwóch godzinach stania z fanami.
Koncert w Bournemouth przebiegł dobrze, ale to nie on mnie interesował. Położyłam się spać w tourbusie, a kiedy się obudziłam byłam już w Londynie i były moje urodziny! Jeśli chodziło o ten jeden dzień w roku byłam jak małe dziecko. Do tego była premiera mojego teledysku do "4ever", ale ją przespałam i tweety jako ja pisała Iris. Obudziłam się tylko o drugiej w nocy, żeby przejść z busa do hotelu i padłam z powrotem jak długa.
Rano wyjątkowo wstałam bez budzika, wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam na śniadanie do restauracji. Wszyscy albo jeszcze spali, albo im się nie spieszyło, tak czy inaczej nikogo znajomego nie widziałam. Zjadłam sama i wróciłam na górę po telefon. W ostatniej sekundzie zdążyłam odebrać połączenie.
- Halo?
- Wszystkiego najlepszego! - usłyszałam rodziców i Sarah.
- Och Dziękuję,  jesteście pierwsi - powiedziałam wesoło. - Może oprócz ludzi na Twitterze.
- Pierwsi? - zdziwiła się Sarah. - A twoja banda i The Wanted? Nie wpadli o świcie?
- Nie, jeszcze dzisiaj ich nie widziałam.
- Pewnie jesteś zajęta, masz próbę dźwięku czy coś, zadzwoń, jak będziesz miała chwilę - powiedziała mama.
- Jasne, zadzwonię. Kocham Was! Rany, moje pierwsze urodziny bez was - westchnęłam.
- Dorastasz - stwierdził tato. - Dobra, do pracy rodacy, nie mówię tylko o Emmie, ale o nas wszystkich.
- Pa, zadzwonię potem - rozłączyłam się.
Zabrałam swoje wszystkie graty (kto w ogóle je przyniósł, skoro ja ledwie widziałam na oczy?), zjechałam windą i sama zapakowałam się do tourbusa. Miałam tylko nadzieję, że nic mi się nie pomieszało i w nocy jedziemy dać drugi koncert w Brighton, a nie że śpimy w hotelu i jedziemy dopiero rano, bo to oznaczałoby, że taszczyłam to wszystko na darmo.
Weszłam do tourbusa, wszyscy byli już w środku.
- Dzień dobry, cześć i czołem - powiedziałam jak gdyby nigdy nic i usiadłam na kanapie.
Zachowuj się naturalnie, Emma. Nie ma nic gorszego niż wymuszone życzenia, na pewno zaraz wszyscy się na mnie rzucą. Ale mijały minuty i nic się nie działo... Iris siedziała z telefonem, laptopem i z czym tylko jeszcze się dało, Josh brzdąkał na gitarze, dziewczyny czytały gazety, wszystko po staremu. No dobra, może chcą to zrobić jak już będziemy w o2 Arenie.
Po kilkudziesięciu minutach dojechaliśmy na miejsce, ekipa już rozkładała scenę, ja szłam do garderoby szukając drzwi z napisem "Emma Collins". Idę, idę, słyszę The Wanted. Drzwi do ich garderoby były otwarte, wsadziłam głowę do środka.
- Cześć chłopaki.
- Siema! - powiedzieli jeden przez drugiego. I tyle.
No dobra, w międzyczasie moja ekipa mnie minęła i poszła do garderoby, ruszyłam ich śladami, aż zzaa rogu wyskoczyła na mnie Mollie.
- Wszystkiego najlepszego! - szepnęła mi do ucha i mocno przytuliła.
- Oh, dziękuję kochanie - uściskałam ją mocno.
- To musi być świetne, nie dość, że masz urodziny, premierę teledysku, to jeszcze występujesz na o2 - uśmiechnęła się.
- Tak, jest super - jest mega, chociaż ty jedyna pamiętasz, kocham cię, Mollie.
Poszłyśmy do garderob (wyjątkowo miałam swoją własną, reszta była osobno), minął cały dzień, próba dźwięku, nawet wizażystka, kiedy zostałyśmy same, złożyła mi życzenia. Na pół godziny przed występem odeszłam z telefonem i schowałam się w jakimś składziku. Wybrałam numer i przyłożyłam telefon do ucha.
- Słońce, nie powinnaś się rozgrzewać przed występem? - zapytała mama po odebraniu połączenia.
- Jeszcze zdążę...
- Masz dziewiętnaste urodziny, powinnaś brzmieć weselej.
- O moich urodzinach pamiętała tylko Mollie i makijażystka - powiedziałam trzepiąc szybko oczami, żeby się nie rozpłakać.
- Niemożliwe.
- A jednak...
- Em, wiesz jak jest przed występem, wszyscy zabiegani i tak dalej, na pewno szykują dla ciebie coś specjalnego na potem - zapewniała mama.
- Nie wiem... - westchnęłam. - Muszę kończyć, jak sama zauważyłaś muszę rozgrzać głos.
- I nie smuć się!
Wróciłam do garderoby, porozgrzewałam się i z moim uśmiechem "wszystko gra, nikt nie zapomniał o moich urodzinach, nawet ich nie mam" poszłam na swoje miejsce na platformie. Skup się, Emma, jesteś w pracy.
Skupiłam się i dałam z siebie wszystko, absolutnie wszystko, zapomniałam o problemach czy smutkach.  Zadowolona z występu wróciłam do garderoby, gdzie czekała na mnie miła niespodzianka.
- Co wy tu robicie? - spytałam zdziwiona.
- Wszystkiego najlepszego! - krzyknęli chłopcy z Lawsona i pokazali mi przeogromny bukiet kwiatów.
- Dziękuję, jesteście mega kochani! - wyściskałam ich wszystkich.
- Co, ostatnie naście, za rok dwójka z przodu, stara dupa z ciebie - powiedział Ryan.
- Jakiś ty miły, o stary, przypomnij mi, co ty masz po dwójce?
- Nie czepiaj się - wystawił język.
- Dobra, co te świry z The Wanted ci zmalowały? - spytał Andy.
Niech cię szlag, Andy, musiałeś mi przypomnieć...
- Emm, oni chyba tak jakby zapomnieli - powiedziałam cicho. - Albo może w ogóle nie wiedzą - dodałam szybko.
- Co? Emma, cały twitter jest o twoich urodzinach - powiedział Andy.
- Andy, jesteśmy tutaj w pracy, cały dzień przygotowywaliśmy koncert, twitter nie jest na liście priorytetów.
- Chcielibyśmy być lepszymi przyjaciółmi niż oni i uatrakcyjnić ci urodziny, ale o piątej rano mamy samolot do Stanów... - powiedział Adam.
- Jesteście kochani i wiem, że gdybyście mogli, zrobilibyście mi najlepsze urodziny na świecie, ale rozumiem was przecież - uśmiechnęłam się. - Samo to, że tu jesteście i dostałam największy bukiet kwiatów na świecie znaczy bardzo dużo. Zbiorowy przytulas - rozłożyłam ręce czując, że zbiera mi się na płacz i razem się przytuliliśmy.
- Nadrobimy to po naszym powrocie - obiecali.
- Trzymam was za słowo - zaśmiałam się. - Koncert się zaczyna, idźcie oglądać.
- A ty?
- Ja muszę się przebrać, jeszcze tam wracam - wyjaśniłam.
- No tak. To jeszcze raz wszystkiego najlepszego, uśmiechaj się jak najwięcej, bo to ostatnie naście! - krzyknął Ryan już z korytarza.
- A idź ty - mruknęłam pod nosem.
Przebrałam się w sukienkę, niestety nie dałam sobie rady z odsłuchem i już miałam szukać po garderobach kogoś, kto mógłby pomóc mi przymocować go, kiedy przypomniałam sobie, że jedynym człowiekiem, z którym mam ochotę dzisiaj rozmawiać jest Mollie. Wzięłam telefon i wybrałam numer. Szanse, że odbierze były niewielkie, ale udało się.
- Halo?
- Mollie, przyjdź proszę do mojej garderoby, potrzebuję pomocy.
- Jasne, już idę.
Po chwili dziewczyna przyszła, pomogła mi przymocować odsłuch i wróciła do reszty, zauważyła, że nie mam humoru i wolę być sama.
Siedziałam w sukience i trampkach, zajadając urodzinową depresję winogronem, aż rozległo się pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek, za wcześnie, żeby był już cover.
- Proszę - powiedziałam
- Emma, potrzebujemy cię - do środka wszedł Kevin.
- Już "Broken Strings"? - zdziwiłam się.
- Nie, ale wiemy, że raz Nathan już używał twojego odsłuchu i chyba będzie musiał znowu, bo jego siadł, nic nie słyszy.
- Kev, mam go już zamontowanego - jęknęłam pokazując mu plecy.
- Emma, jesteś naszą jedyną nadzieją...
- No dobra - westchnęłam. - Rozmontuje go po drodze - wstałam z kanapy. - Czy wy w ogóle zdajecie sobie sprawę, jak niehigieniczne to jest? To, że raz nasze uszy są podobne i mój odsłuch na niego pasuje, nie znaczy, że nasze bakterie też są - mówiłam po drodze odrywając taśmę i wyplątując się z kabli.
- Poczekaj chwilę, zaraz podejdzie - powiedział Kevin, kiedy staliśmy już koło sceny i czekałam, aż Nathan przyjdzie zmienić odsłuch, ja tymczasem słuchałam chłopców.
- Okej, teraz piosenka, którą wszyscy znacie - zaczął Nathan. Pierdoło, miałeś zmienić odsłuch, a nie zabawiać publiczność. - Normalnie wybieralibyśmy właśnie pięć dziewczyn z publiczności, ale dzisiaj jest specjalny dzień, nie tylko dlatego, że gramy koncert w Londynie, ale dlatego że nasza bardzo dobra przyjaciółka Emma ma dzisiaj urodziny...
- O nie... - mruknęłam.
- ... i to właśnie ona będzie dzisiaj jedyną vacancy girl - dokończył.
- Emma, chodź do nas - powiedział Tom idąc w moją stronę.
- Nie, nie, nie, nie, nie - powiedziałam i chciałam uciec, ale Kevin zagrodził mi drogę.
- Chodź - powiedział Tom ciągnąc mnie za rękę, jednocześnie Kev zabrał mój odsłuch.
Tyle dobrego, że nie zdążyłam przebrać butów i dalej miałam na sobie trampki, to zapierałam się nogami, ale na niewiele się to zdało, w końcu wypchnął mnie na środek sceny, gdzie przejął mnie Max, bo zaczęła grać muzyka i zaczęła się jego część.
- Zabiję was - powiedziałam wyciągnąwszy mu jedną słuchawkę z ucha. Zaśmiał się, ale nie przerwał śpiewania.
Z początku miałam ochotę się schować, w końcu jednak zaczęłam śpiewać pod nosem razem z resztą. Od Maxa przejął mnie Tom, potem wspólnie Siva i Jay (w Jivie raźniej), a po solówce Jaya Nathan i lekko przyspieszyło mi serce. Opanuj się, głupia. Nath mocno, aż do końca piosenki, mnie przytulał. Sykes, przestań ze mną pogrywać... Kiedy piosenka się skończyła, chłopcy zaczęli śpiewać "Happy Birthday", a razem z nimi ponad 20 tysięcy ludzi, a na scenę weszli Kevin i wszyscy moi "ludzie" i wszystko stało się jasne. Najnormalniej w świecie mnie wkręcali, żeby zrobić mi niespodziankę. I to jaką!
Nawet nie wiem, kiedy się rozpłakałam, wszystko mi się rozmazało, trzepałam rzęsami jak głupia, żeby się nie rozmazać. Nagle z jednej strony Nathan daje mi wielki bukiet kwiatów, Siva prezent, Iris kolejny, a Max do tego swój mikrofon, że niby mam coś mówić.
- Wow, szczerze to nie wiem, co powiedzieć - zaczęłam jeszcze w szoku. - Pewnie w wiecie, ale oni wszyscy - wskazałam na The Wanted i mój team - przez cały dzień nie złożyli mi życzeń, kompletnie nic, jakby zapomnieli, albo nie wiedzieli, że są moje urodziny, jedynie Mollie złożyła mi życzenia, chociaż pewnie była podstawiona. Ale było warto czekać, bo naprawdę nie spodziewałam się czegoś tak wielkiego, dziękuję wam wszystkim, jeszcze nigdy tyle ludzi nie śpiewało mi "Happy Birthday". Tak poza tym, to siedziałam teraz zamknięta w garderobie, a Kevin wyciągnął mnie stamtąd mówiąc, że Nathanowi popsuł się odsłuch i musi użyć mój, bo już tak robiliśmy, ale to inna historia. A teraz pozwólcie, że obejrzę sobie prezenty - oddałam Maxowi mikrofon, a Nathowi z powrotem przekazałam kwiaty, żeby je potrzymał.
Pierwszy otworzyłam prezent do mojego teamu. W ślicznie opakowanym pudełku był równie śliczny mikrofon wysadzany równie ślicznymi czarnymi kryształkami. Kochani, słuchali, jak mówiłam, że srebrny jest kiczowaty. Wściskałam wszystkich i przeszłam do prezentu od The Wanted. Na wierzchu była koperta, a w niej, cytuję, "zaproszenie na najlepszą i najfantastyczniejszą imprezę-niespodziankę z równie fantastycznym beforeparty".
- Brzmi interesująco, ale nie wiem, czy mam się bać - zaśmiałam się i zajrzałam znowu do opakowania. - No nie wierzę! - zaśmiałam się i wyciągnęłam ze śmiechem słodki, różowiutki szlafrok Victoria's Secret.
-Czy teraz przestaniesz o nim gadać przy KAŻDEJ możliwej okazji? - spytał Tom.
- Taaak - powiedziałam ze śmiechem. - Ale czy mogę mieć jeszcze jedną prośbę? - spytałam i nie czekając na odpowiedź kontynouwałam - ja się zwijam, a wy zaśpiewajcie jeszcze raz "Heart Vacancy" i wybierzcie pięć dziewczyn, bo one tutaj po to są, dziękuję za uwagę - oddałam mikrofon Maxowi i zwinęłam się ze wszystkimi ze sceny, dalej chciało mi się płakać ze wzruszenia.
Jednak nie było już czasu na sentymenty, pobiegłam do garderoby, poprawiłam makijaż, przebrałam buty, a Iris zamontowała mi odsłuch. W tym czasie chłopcy drugi raz zaśpiewali piosenkę, potem razem zaśpiewaliśmy cover, dalej cierpliwie czekałam, aż skończą koncert z nadzieją, że chociaż oni powiedzą mi, co to za urodzinowa impreza, żebym wiedziała, jak mam się ubrać.
- Nic z tego - powiedział Jay widząc mnie kręcącą się w te i z powrotem po korytarzu.
- Co nic z tego?
- Nie powiemy ci co to za impreza, ani gdzie idziemy - dokończył Siva.
- No ale Seev, nie wiem, co mam włożyć - jęknęłam.
- Ubierz się ładnie - powiedział Nathan dając mi kuskańca w bok.
- Świetna rada! - podziękowałam z sarkazmem i poszłam do tourbusa, gdzie miałam walizkę z ciuchami.
Rozrzuciłam wszystko na łóżku (nie tylko moim, więc bardziej wskazana byłaby liczba mnoga), w końcu postawiłam na zestaw żywcem zerżnięty od Mirandy Kerr, ale z racji tego, że moja wytrzymałość na szpilkach jest dosyć ograniczona, wzięłam buty z Summertime Ball i dałam Iris do jej wielkiej torebki, bez której się nie ruszała. Wróciłam do garderoby i cierpliwie czekałam, aż The Wanted przyjdą i porwą mnie na moją urodzinową imprezę.
W końcu, bez pukania naturalnie, cała banda wpadła do mojej garderoby.
- Party time! - krzyczał Tom. - Ruszaj się, ruszaj!
- Czekam tu na was od dwudziestu minut - zauważyłam. - I zdążyłam przebrać się, poprawić włosy i makijaż i dalej musiałam czekać.
- Bardzo ładnie wyglądasz, ale teraz odwróć się - powiedział Nathan podchodząc do mnie z opaską na oczy.
- Mam się bać? - spytałam, kiedy zawiązywał mi oczy.
- Przecież wiesz, że ze mną krzywda ci się nie stanie - powiedział Nath tak cicho, że tylko ja mogłam to usłyszeć.
- A teraz daj nam się prowadzić - Max złapał mnie za rękę.
- Hola, hola, powoli, mam obcasy! - zganiłam ich za szybkie tempo.
- Emma, impreza czeka! - popędził Tom.
- Nie marudź! Załóż szpilki, przepaskę na oczy, to wtedy pogadamy.
- Myślę, że jeśli przestaniesz gadać to mimo szpilek, będziesz szła szybciej - powiedział Nathan delikatnie ciągnąć mnie do przodu.
W końcu znaleźliśmy się na dworze, poczułam leciutki chłód na nogach.
- I co, będziemy tak szli do samego klubu? - spytałam.
- W klubie też będziemy, ale na razie to impreza przybyła do nas - powiedział Nathan i ściągnął mi przepaskę z oczu.
- Chłopaki, to autobus - zauważyłam błyskotliwie.
- Nie, to partybus! - powiedział wesoło Jay.
- Nie, to piętrowy czerwony autobus, którym najczęściej jeżdżą turyści, bo tak fajniej - stwierdziłam.
- Po prostu jej pokażmy - wywrócił oczami Max.
Wszyscy poszliśmy do środka - fakt, to nie był autobus. Zamiast siedzeń był bar i budka do robienia zdjęć. Jedynie kierowca był na swoim miejscu.
- Wow - powiedziałam zszokowana. - Co w takim razie jest na górze? - podekscytowana weszłam po schodach na górę.
- NIESPODZIANKA! - krzyknęli Matt, Josh, Dan, Olivier, Mollie, Holly, Shay, Amelia, Iris, Ben a także Kelsey i Nareesha, chłopcy z The Wanted stali za mną.
- Wariaci! - zaśmiałam się i otarłam pojedynczą łzę.
- Kevin, zapuść jakąś muzykę! - krzyknął Siva.
Kev, którego wcześniej nie zauważyłam siedział przy laptopie, z którego wychodziły różne kable i z głośników pomontowanych w najróżniejszych częściach autobusu zaczęła grać muzyka.
- Jesteście najlepsi - powiedziałam cicho.
- Napijmy się - zarządził głośno Max.
Wszyscy zeszli do baru, gdzie kelner już czekał z kolejką wódki dla każdego.
- Ale tak serio, naprawdę myślałaś, że wszyscy zapomnieli? - spytała Kelsey.
- No bo wszyscy byli tacy przekonywujący... I podesłali Mollie, żeby to nie wyglądało podejrzanie i w ogóle... I przepraszam, ale już objechałam was z chłopakami z Lawsona - przyznałam.
- Wybaczamy - powiedział Jay.
- Dobra, uwaga - zaczęła Iris - zdrowie Emmy. Naszej ukochanej, jedynej w swoim rodzaju, ślicznej i utalentowanej Emmy.
- Zdrowie Emmy! - powiedzieli wszyscy i wypiliśmy zawartość kieliszków.
Wprawdzie w tym hałasie nie dało się usłyszeć dzwonka telefonu, ale poczułam wibracje. Wyszłam przed autobus, bo było najciszej i wyciągnęłam telefon z torebki.
- Witam pana, panie Tomie Daley - odebrałam.
- Witam panią, pani Emmo Collins, teraz już w moim wieku. Wszystkiego najlepszego - powiedział.
- Dziękuję, Tom. W ogóle, czemu cię tu nie ma?!
- Nathan dzwonił do mnie, mówił, żeby przyjechał, ale mam jutro ostatni egzamin.
- Rozumiem... Kurde, twoich urodzin nie mogliśmy oblać, bo byłam zawalona robotą, w moje urodziny masz egzaminy, musimy to w końcu nadrobić.
- Koniecznie, ale obawiam się, że niezbyt prędko. Mam niedługo zawody.
- Ale po zawodach koniecznie - uparłam się.
- Jasne, wracaj na imprezę, baw się dobrze.
- A ty ucz się pilnie, papa - zaśmiałam się, schowałam telefon i wróciłam do autobusu.
- W końcu jesteś! Możemy jechać! - zawołał Tom i ruszyliśmy.
- Ale gdzie?
- No chyba nie myślałaś, że będziemy tu tak stać? - spytał retorycznie Jay. - Robimy objazdówkę po Londynie!
- To zakłócanie ciszy nocnej - zauważyłam.
- Spoko loko, mamy wszystkie pozwolenia - zapewnił Nathan.
- No dobra, w takim razie rozkręćmy tę imprezę - stwierdziłam.
Autobus ruszył, muzyka zaczęła grać głośniej, a alkohol zaczął się lać strumieniami.
- Oh, masz na sobie moje buty - zauważyła Nareesha.
- A no mam - powiedziałam z uśmiechem. - Mam też pytanie. Będziemy w tym autobusie cały czas, czy jedziemy nim w konkretne miejsce? Proszę powiedz mi, bo moja obcasowa wytrzymałość jest ograniczona.
- Najpierw będziemy nim trochę jeździć, ale potem trafimy do klubu. Ale ty nic nie wiesz.
- Jasne - zapewniłam.
- Zdjęcie! - Iris podeszła do nas z aparatem.
Po zrobionej fotce powiedziałam:
- Iris daj mi płaskie buty z torby - poprosiłam. - Szpilki zachowam na wyjście do ludzi - wyjaśniłam.
- Czy to te słodkie buty z Wembley? - zapytała Nare.
- Tak, czekają na specjalne okazje. Iris, robimy zdjęcia póki wszyscy jeszcze wyglądają - z managerką chodziłam od osoby do osoby, z każdym robiłam sobie zdjecie.

Nigdy nie pomyślałabym, że jeżdżenie po mieście autobusem może być takie fajne. Najlepsze były reakcje ludzi, kiedy zatrzymywaliśmy się na światłach, a oni szli chodnikiem i nie mieli pojęcia, o co chodzi. W pewnym momencie po bawieniu się z każdym, tańczeniu i piciu, człowiek męczy się nawet na płaskich butach, dlatego poszłam na dół usiąść. Po chwili doszedł do mnie Nathan.
- Jak się bawisz? - spytał.
- Świetnie, to moje najlepsze urodziny! - podskoczyłam podekscytowana. - Czyi to był pomysł? - spytałam.
- Każdego po trochę.
- Najlepsza impreza urodzinowa na świecie - powiedziałam szczęśliwa. - Dziękuję.
- Zasługujesz na wszystko, co najlepsze - powiedział Nathan patrząc mi w oczy.
Znowu to robi, znowu powtarza się ta sama sytuacja. Patrzy mi w oczy, zaraz zacznie się do mnie zbliżać, aż ktoś albo coś nam przerwie.
- Nie ma siedzenia, Emma pijemy! - ze schodów zbiegli Tom i Josh.
- Ee, tak jasne - otrząsłam się z nathanowego uroku i poszłam do baru. Znowu wypiłam inny rodzaj trunku, będę miała kaca jak stąd do Las Vegas...

Po dobrych dwóch godzinach tułania się po mieście, autobus zatrzymał się pod klubem.
- Sprawdźcie dokładnie czy wszystko macie, autobus odjeżdża, nie zabiera nas z powrotem - najtrzeźwiejsze Nareesha i Iris upominały wszystkich.
Powoli wytaczaliśmy się z autobusu, przed samym wejściem do klubu zorientowałam się, że nie przebrałam butów na szpilki.
- Iris, masz moje obcasy? - spytałam.
- Cholera, musiały zostać w środku. Ale Nathan szuka tam telefonu, na pewno pomoże ci szukać.
- Jasne, zaraz wracam - podbiegłam do tourbusa j wbiegłam na górę, dokładnie wiedziałam, gdzie są moje buty, sama je tam zostawiłam.
Wzięłam szpilki w rękę i zeszłam na dół, Nathan akurat znalazł telefon.
- Kiedyś ty tu weszła? - zdziwił się na mój widok.
- Chyba szukałeś wtedy komórki za kanapą. Ja przyszłam po buty - pomachałam parą czerwonych szpilek.
- Idziemy?
- Jasne - zrobiliśmy ze trzy kroki, kiedy Nathan szybko powiedział:
- Nie mamy zdjęcia z budki - i wciągnął mnie za sobą do środka.
- Nathan, autobus zaraz odjeżdża.
- Zdążymy - wcisnął przycisk, maszyna zrobiła nam serię zdjęć, na wszystkich się wydurnialiśmy, wydrukowaliśmy dwie kopie, dla mnie i dla niego.
- Chodźmy już - powiedziałam rozbawiona patrząc na zdjęcia i wstałam, ale alkohol i rozwiązane sznurówki to złe połączenie i z impetem spadłam z powrotem na ławkę, a raczej prawie na Nathanie, na dodatek oberwał ode mnie w nos.
- Jeny przepraszam - przestraszyłam się. - Nie leci ci krew?
- Nie, będę żył - zaśmiał się. - Aczkolwiek trochę boli.
- Wiem, co ci pomoże - może to promile, może imprezowy nastrój, a może chroniczne przemęczenie, ale pocałowałam go czubek nosa. - Lepiej? - spytałam odsuwając się od niego na kilka milimetrów.
Praktycznie siedziałam mu na kolanach, nasze twarze dzieliły milimetry, oboje byliśmy pijani... Nathan gwałtownie, ale delikatnie, wpił się w moje usta. Przyciągnęłam się do niego mocniej i teraz już zdecydowanie siedziałam na jego kolanach. Wymienialiśmy pocałunki, aż gdzieś w malutkiej trzeźwej części mojej podświadomości doszło do mnie, że chociaż bardzo tego chciałam, miałam w sobie tą wadę. Wadę, przez którą nie potrafiłam w pełni zaufać ludziom, a Nathan był dobrym człowiekiem, zasługiwał na kogoś, kto zaufa mu w ten sposób w pełni od samego początku, na kogoś lepszego niż zamknięta w swojej skorupie zdradzonej nastolastki ja.
- Nie mogę - odsunęłam się od niego gwałtownie. Chłopak patrzył na mnie zdezorientowany. - Zasługujesz na kogoś lepszego, Nathan. Teraz może tego nie rozumiesz, ale jeśli przeanalizujesz to w głowie, to zrozumiesz, że po tym wszystkim, co stało się w moim życiu, nie umiem do końca zaufać i nie chcę cię tym zranić. Przepraszam.
Powstrzymując łzy wybiegłam z autobusu i wbiegłam do klubu, gdzie skierowałam się prosto do baru.

I'm baaaaaack! Przepraszam, że ten rozdział jest taki długi i bezkształtny, ale pisałam go przez naprawdę długi czas z przerwami, a obiecałam, że w tym w końcu się pocałują i musiałam obietnicy dotrzymać. A przede wszystkim przepraszam, że tyle się nie odzywałam, ale dużo się wydarzyło: studia, przeprowadzka, przez długi czas nie miałam podłączonego internetu... Postaram się być bardziej systematyczna i dodać szybko rozdział także na drugiego bloga :)
Dziękuję też za każdy pojedynczy komentarz i za naprawdę dużo pytań, kiedy dodam kolejny rozdział, naprawdę poczułam, że piszę dla kogoś :) xx

sobota, 21 września 2013

24. Otworzyć serce na kogoś innego

Moja radość i euforia po Wembley trwała do czasu, aż zadzwoniłam do Sarah. Kiedy już wieczorem zbierałam swoje rzeczy, miałam wiadomość, żebym zadzwoniła do niej jak najszybciej będzie to możliwe.
- No co się dzieje? - spytałam.
- Mam przeogromne wiadomości - powiedziała podekscytowana. - Ale to naprawdę bomba!
- No mów, o co chodzi - ponagliłam siostrę.
- Siedzisz?
- Sarah... - westchnęłam.
- Kayla zaciążyła - pisnęła w słuchawkę.
Wtedy usiadłam.
- Co?!
- Kayla jest w ciąży - powtórzyła trochę spokojniej.
- Z kim?
- No z Tony'm, a z kim?!
- Przecież zerwali...
- Miesiąc później mieli jednorazową akcję na jakiejś imprezie. Poza tym skąd wiesz, że zerwali?
- Jak jechałam do Birmingham, bo szłam z tobą na koncert, wtedy co spotkałam go w pociągu, mówił, że zerwali - wyjaśniłam. - Sarah, jutro jestem w Birmingham, dostaniecie z rodzicami przepustki, znajdziemy chwilę, żeby o tym pogadać, muszę kończyć - szybko się rozłączyłam i zaczęłam się gapić tępo w ścianę.
Nie wiem, nie potrafię wyjaśnić, czemu tak mnie to ruszyło. Minęło dokładnie piętnaście miesięcy, od marca zeszłego roku przez dobre kilka tygodni każdego dnia życzyłam im wszystkiego, co najgorsze. W ich mniemaniu pewnie właśnie nadeszło.
- Idiotka - mruknęłam.
Nazwałam tak siebie. Zdradził mnie, a raczej zdradzał wielokrotnie, upokorzył, odebrał mi na dłuższy czas poczucie własnej wartości, uszkodził mnie wewnętrznie, nie wiem, czy będę jeszcze w stanie komukolwiek zaufać, a ja mam ochotę się rozpłakać, bo będzie miał dziecko z moją byłą przyjaciółką.
Byłam zła na siebie, chciałam, żeby ta informacja przeleciała mi koło nosa, ale tak się nie stało. Nie kochałam Tony'ego, już nie, ale zawsze będę coś do niego czuła. Mimo tego jak mnie potraktował, w jakiej atmosferze publicznego na skalę szkolną skandalu się rozstaliśmy, wcześniej było nam dobrze. Chociaż chcę, to nie mogę nie przyznać, że był moją pierwszą miłością. Nigdy w życiu bym do niego nie wróciła, nigdy nie mogłabym znowu mu zaufać, fakt, że będzie miał dziecko z inną trochę... boli. Jestem aż tak żałosna, że nawet popłynęła mi pojedyncza łza, którą szybko otarłam, kiedy Iris wpadła do garderoby.
- Gotowa do wyjazdu? - spytała rozglądając się wokół. - Emma, jeśli chcesz spać dzisiaj w domu musimy wyjechać jakieś dziesięć minut temu.
- Tak, jasne, daj mi minutkę - szybko podniosłam się i zaczęłam pakować rzeczy byle jak do torby, byle jak najszybciej.
- Em, wszystko dobrze? - Iris uważnie mi się przyglądała.
- Tak - powiedziałam krótko. - Idziemy?
- Tak, do tourbusa.
Wyszłyśmy z garderoby i poszłyśmy na parking, gdzie tourbusów było jeszcze  kilka innych. Najgorsze było to, że przez następne dwie godziny nie będę miała nawet chwili sam na sam. Muszę uśmiechać się i udawać, że wszystko okej, nie chcę dzielić się z nikim tym, jak żałosna jestem. Zorientowałam się, że zgubiłam gdzieś Iris. Odwróciłam się, a moja managerka stała przy wejściu z Davidem i na pewno dawała mu swój numer. Uśmiechnęłam się lekko i poszłam do busa.
- Hej, wszystko dobrze? - podszedł do mnie Nathan.
- Tak, jasne - znowu lekki uśmiech.
- Na pewno? Wyglądasz na jakąś przybitą.
- Nie, jestem tylko zmęczona - zapewniłam i poszłam do pojazdu.
W środku jak zwykle było wesoło, ja bez słowa podeszłam do swoich walizek i rzeczy z małej torby podróżnej, którą miałam ze sobą wyrzuciłam, włożyłam tam ciuchy na jutro i inne potrzebne rzeczy, które musiałam wziąć ze sobą, żeby spać w domu. Kiedy skończyłam, cicho weszłam na swoje łóżko i założyłam słuchawki na uszy. Weszłam na twittera, było tam mnóstwo tweetów od fanów, którym podobał się występ, Capital dodał już filmiki z występów, wszyscy pisali, że podoba im się nowy singiel i tak dalej. Czas napisać coś od siebie.

Wembley! To było niesamowite, najlepszy dzień w moim życiu! :) Jutro czeka mnie równie ekscytujący dzień - występuję u siebie w Birmingham! :) x

Później napisałam smsa do taty, żeby przyjechał po mnie pod hotel, schowałam telefon pod poduszkę i położyłam się.
Po dłuższej chwili i kilkunastu przesłuchanych piosenkach stwierdziłam, że nie pozwolę, żeby cudza wpadka zepsuła mi prawdopodobnie najlepszy występ w czasie trasy z The Wanted. Żebym to ja wpadła, to rozumiem, ale sama wiatropylna nie jestem, więc nie mam takich problemów.
Koniec, Emmo Collins weź się w garść, nie pozwól, żeby to, co dzieje się gdzieś tam między twoim byłym i jego byłą wpływało na twoje życie. Otóż to! Ale to nie znaczy, że nie mogę zjeść lodów. Zeszłam z łóżka i podreptałam do autobusowej kuchni, tam dopadła mnie Iris.
- Kitować to my, ale nie nas, gadaj, co się dzieje - powiedziała stanowczo.
- Tony i Kayla zaciążyli - powiedziałam pakując sobie wielką łyżkę lodów do buzi.
- Myślałam, że zerwali.
- To jak widać nie przeszkadza - wzruszyłam ramionami.
- Ale co? Ruszyło cię to?
- Właściwie nie wiem czemu - westchnęłam. - Mimo tego, co mi zrobił, jakaś cząstka mnie zawsze będzie mieć do niego pewien sentyment. Znaliśmy się praktycznie całe życie, byliśmy razem prawie rok, był moim pierwszym w każdym możliwym znaczeniu tego słowa, nie wymażę tego wszystkiego od tak o.
- Jasne, rozumiem. To normalne, że Cię to uderzyło.
- Życie toczy się dalej - wzruszyłam ramionami.

Po ponad dwóch godzinach byliśmy już w Birmingham. Tato zgodnie z umową pojechał po mnie pod hotel i razem wróciliśmy do domu.
- Dawno nie widziałem cię na żywo - powiedział w samochodzie.
- Wiem, wiem. Jak skończę trasę, promocję singla i letnie festiwale przyjadę do domu na cały tydzień i żadnego telefonu ani internetu - postanowiłam.
- Ciekawe, czy dożyję - zaśmiał się.

W domu chwilę porozmawiałam z mamą i Sarah, padnięta poszłam pod prysznic i spać. Nie spędziłam dużo czasu z rodziną, ale zawsze fajniej spać we własnym łóżku. Rano tato po drodze do pracy zawiózł mnie na miejsce koncertu.
- Kurde, nie mam przepustki - pacnęłam się w czoło.
- Dasz sobie radę?
- Tak, zaraz zadzwonię do Iris. Oczywiście będziecie wieczorem?
- Naturalnie, jak miałbym to ominąć.
- Świetnie, załatwię wam trzy przepustki. Jedź już, praca czeka - pocałowałam tatę w policzek i wysiadłam z auta.
Iris, jak to się często zdarzało, nie odebierała. Spróbujmy Bena. Też cisza. Nathan. Ten zawsze ma telefon ze sobą.
- Halo?
- Chwała Bogu, w końcu ktoś odebrał - ucieszyłam się.
- Emma, wszyscy na ciebie czekają.
- Dlatego dzwonię. Jestem przed Areną, nie mam przepustki.
- Haha, jak zwykle - zaśmiał się.
- To nie jest śmieszne, przynieś ją albo przyślij kogoś.
- Zaraz się załatwi.
Schowałam telefon do kieszeni i z braku laku zaczęłam chodzić wzdłuż parkingu po krawężnikach.
- Wow, to takie kreatywne - zaśmiał się Nathan, kiedy w końcu się zjawił.
- Drukowałeś tą przepustkę czy co? - spytałam. - Całe wieki chodzę po tym krawężniku jak głupek - zeszłam na chodnik i sięgnęłam po przepustkę, ale Nathan cofnął rękę do tyłu. - Ummm... Proszę?
- A co z tego będę miał? - zapytał machając smyczą z przepustką.
- Moją dozgonną wdzięczność? No daj spokój, tyle razy przynosiłeś mi przepustki, powinieneś się przyzwyczaić - próbowałam złapać smycz, ale Sykes podniósł rękę do góry i nie mogłam złapać.
- No właśnie, tyle razy i zero wdzięczności.
Spojrzałam na niego zrezygnowana, westchnęłam głęboko  i zrobiłam coś, co w sumie chciałam zrobić. Stanęłam na palcach i cmoknęłam go w policzek.
- Emmo Collins, teraz zasłużyłaś na przepustkę - zadowolony powiesił mi smycz na szyi.
- Dziękuję łaskawy Panie, że w końcu mogę dostać się na moją próbę dźwięku - ukłoniłam się lekko i weszliśmy do budynku.
- Na Boga, zgubiliście się czy co? - spytała Iris, kiedy dotarłam na scenę i nie czekając na odpowiedź kontynuowała - Zanim zaczniesz, czeka na ciebie szef ochrony, spodziewamy się dzisiaj wielu osób od ciebie, podaj mu wszystkie imiona i nazwiska, żeby ich wpuścić, bo przepustki dostaną dopiero ode mnie.
- Jasne, gdzie on jest?
- Tam siedzi w pierwszym rzędzie - pokazała na lekko otyłego pana po czterdziestce, nie wiem kogo mógłby ochronić.
- Dzień dobry, chciał pan ze mną rozmawiać? - spytałam siadając obok.
- Tak, tak, potrzebuję imienną listę osób, które chce pani, żeby weszły za kulisy.
- To tak: Susan i Mitch Collins, Sarah Collins, jeśli będzie z kimś, to nie ma sprawy, Hayley Coben - wtedy przypomniałam sobie, że jestem najokropniejszą przyjaciółką pod słońcem, bo przez trasę i tak dalej praktycznie nie rozmawiałam z nią od czasu weekendu w Londynie. Nawet nie wiem, czy gada z Chrisem. Czy on w ogóle tu będzie? - Niech będzie jeszcze Chris Collins. W zasadzie... jeśli ktoś poda się za moją ciotkę, wujka, babcię, proszę go wpuścić na moją odpowiedzialność - powiedziałam i wróciłam na scenę.
Szybko zrobiłam próbę, obejrzałam soundcheck The Wanted, byłam całkiem innym człowiekiem niż wczoraj po telefonie od siostry, ale to właśnie Birmignham wypełniało mnie taką energią.
Siedzieliśmy w garderobie, jadłam sałatkę owocową, kiedy przyszedł ktoś ochroniarz, mówiący, że jest ktoś, kto nalega na spotkanie.
- Mówiłam wpuszczać wszystkich - mruknęłam wychodząc z garderoby, przeszłam kawałek aż zobaczyłam...
- Ten pan będzie tu dłużej na przepustce? - spytał ochroniarz.
- Nie, nie, za chwilę wyjdzie, dziękuję - powiedziałam.
Ochroniarz oddalił się.
- Co ty tu robisz, Tony? - zapytałam.
- Miałem nadzieję, że z tobą porozmawiam.
- Co u Kayli? Ma już poranne mdłości? - spytałam jadowitym tonem, a Tony pobladł na twarzy.
- Skąd o tym wiesz?
- Dobre wieści szybko się rozchodzą, gratuluję, tatusiu - klepnęłam go w ramię. - A tak serio, po co przyszedłeś?
- Nie wiem, co mam robić, Emma. Przerasta mnie ta sytuacja - wyznał, widać, że był nie swój, ale to nie był mój problem.
- Jeśli to będzie chłopak, naucz go dobrze traktować dziewczyny.
- Emma...
- Nie emmuj mi tu - ucięłam krótko.
- Wszystko gra? - usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się.
- Tak, jasne - odpowiedziałam i zapadła chwila ciszy. - Poznajcie się, to jest Nathan z The Wanted, to Tony, mój były chłopak - drugą część powiedziałam patrząc w podłogę.
- Ach tak - mruknął Nathan.
- Dobra Tony, co chcesz? - spytałam ponownie. Ten spojrzał lekko na Natha. - Mów teraz, innej okazji nie będzie.
- W zasadzie, to chciałem sam ci powiedzieć o TEJ sprawie...
- Ta sprawa to ciąża, Tony, naucz się to wypowiadać - przerwałam.
- I miałem nadzieję, że coś mi poradzisz czy coś...
- Nie mam doświadczenia w ciąży, nie mam też obowiązku dawania ci złotych rad. Jedyne, co możesz zrobić, to zebrać się do kupy i wychować z nią to dziecko.
- Em, zastanawiałaś się, co by było gdyby...
- Nie - ucięłam zanim skończył, bo wiedziałam, co ma na myśli. - Czy ty masz jakiś radar? Zawsze, kiedy znowu się pozbieram i mam się dobrze, pojawiasz się ty...
- Może to coś znaczy? - Tony zrobił krok w moją stronę.
- Nie, nie, nie. Już o tym mówiliśmy, zraniłeś mnie, jak się później okazało wielokrotnie, nie mam ci nic do powiedzenia i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
- Em...
- Przestań! - krzyknęłam.
- Okej, starczy tego dobrego - powiedział Nathan, który do tej pory spokojnie się przysłuchiwał. - Chyba trafisz do wyjścia - zwrócił się do Tony'ego.
- Tak, jasne - ten był wyjątkowo spokojny, bo dawniej w tym momencie robiło się gorąco i podwijał rękawy. - Powodzenia na występie, będę oglądał - powiedział do mnie.
- Co?
- Musiałem przyjść z Kaylą.
- Yhym, bądź tak dobry i nie przyprowadzaj jej do mnie.
- Emma, chodź - Nathan pociągnął mnie za łokieć.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam za Nathem.
- Zabierz mni stąd, błagam - szepnęłam.
- Robi się.
Szłam za nim, jego dłoń z mojego łokcia powoli zjeżdżała w dół, aż zatrzymała się na dłoni.
Weszliśmy na scenę, zeszliśmy z niej, przeszliśmy do sekcji z fotelami i usiedliśmy w najciemniejszym kącie.
- Jego była jest w ciąży - powiedziałam po dłuższej chwili.
- Jego była to ta sama, z którą...
- Tak - przerwałam. - Kiedy dotrze do niego, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego... - pokręciłam ze zrezygnowaniem głową. - Dasz wiarę, za prawie każdym razem, kiedy jestem w Birmingham, gdzieś na niego trafiam?
- Nie zazdroszczę.
- Pamiętasz, jak mówiłam, jak chodziłam i cały czas grałam "Warzone"?
- Pamiętam.
- Miałam śpiewać to w XFactorze, ale nie dałam rady i w ostatniej chwili zmieniłam piosenkę.
- Czemu? - spytał zdziwiony.
- Zrezygnowałam, jak trzeci raz rozpłakałam się na próbie. Teraz żałuję, bo myślę, że jeśli zaśpiewałabym, to wszystko by ze mnie zeszło i całkiem zamknęłabym ten rozdział...
- To da się zrobić - powiedział Nathan. - Chodź! - znowu złapał mnie za rękę, drugą zrobił coś w telefonie i pobiegliśmy, jak się okazało na scenę.
- Nathan, co ty robimy?
- Możesz zaśpiewać "Warzone" w czasu do supportu - powiedział o wiele bardziej podekscytowany ode mnie.
- Nie, nie, nie, nie, nie! Ludzie by mnie jutro zjechali w internecie. Poza tym, co im powiem? "Ach tak nagle zaśpiewam sobie piosenkę więcej"?
- Jesteś w Birmingham! Twoje miasto zasługuje na coś więcej od ciebie.
- Nie nagabuj mnie! - walnęłam go w ramię.
- Jeśli sądzisz, że może ci to pomóc, czemu nie spróbować?
- A co jeśli nie dam rady? Co jeśli znowu się rozpłaczę?
- Dobrze, to ci pomoże - zapewnił patrząc na mnie z troską.
- Czemu to robisz, Nathan? - spytałam.
- Bo zasługujesz na to, żeby zostawić to za sobą i otworzyć serce na kogoś innego...
O rany... Przesłyszałam się. Całkowicie absolutnie się przesłyszałam. To dlaczego Nathan właśnie coraz bardziej się do mnie zbliża i położył rękę na moim policzku...
Cześć mnie mówi "Uciekaj", inna "Przyspiesz to", ale walkę między nimi przerwała część Nathana a w zasadzie jego telefon. Odsunęliśmy się od siebie, a Sykes odebrał telefon.
- Co? ... Skąd pomysł, że wiem, gdzie jest? ... Dobra, zaraz będziemy - rozłączył się. - Na ciebie czeka wizażystka, a ja zaraz mam meet&greet.
- Tak, jasne, chodźmy - poszliśmy w stronę garderob. - Skąd wiedzieli, że jestem z Tobą? - sama wywnioskowałam o co chodziło.
- Tylko nas nie ma. To co z tym "Warzone"?
- Sama nie wiem - jęknęłam. - Boję się.
- Emma, dasz radę. Znasz tą piosenkę, puścimy podkład z taśmy, żebyś miała wszystko tak samo, nawet możemy załatwić takie cuda, że będziesz słyszała słowa w odsłuchu, wszystko.
- A ludzie nie powiedzą, że odwalam prywatę i robię Emma Party na waszym koncercie?
- A kogo obchodzi, co ludzie mówią?
- Serio? - popatrzyłam na niego z powątpiewaniem. - Wszyscy wiemy, że ciebie obchodzi.
- Mniejsza z tym, ciebie nie musi.
- Gdzie wyście byli?! - krzyknął Tom idący z Maxem w naszą stronę.
- Eeee - zaczął Nathan. Tak, Sykes, to wszystko wyjaśnia.
- Zdradzająca mnie gnida, zwana też moim byłym, tu była - wypaliłam. - Musiałam trochę odreagować i uspokoić się. A teraz żegnam, mam makijaż do zrobienia - minęłam ich i poszłam w stronę swojej garderoby.
- Emma, co z tą sprawą? - spytał Nathan.
- Zastanowię się! - krzyknęłam nieodwracając się i weszłam do środka. - O rety, co wy tu robicie?! - spytałam widząc rodziców, Sarah, Hayley, Chrisa i Craiga (tak, byłego przyjaciela mojego byłego, tylko dzięki niemu nie wróciłam do tej łajzy, a od tego czasu był jakby moim przyjacielem).
- Czekamy na ciebie, a ciebie nie ma i nie ma - powiedziała Sarah.
- Gdzie byłaś i co robiłaś sama z Nathanem Sykesem? - spytała Hayley.
- Skąd wy... Nieważne. Zaczęło się od tego, że był tu Tony...
Na twarze wszystkich wstąpiły kamienne miny.
- Czego chciał? - spytał ostro tato.
- W sumie to nie wiem, chyba sam chciał mnie poinformować o wpadce z Kaylą.
- Jakiej wpadce? - spytali jednocześnie Chris i Craig.
- Dobra, wyjaśnijcie sobie wszystkie nieścisłości, ja mam makijaż i włosy do zrobienia, zaraz wracam - zaraz czyli jakaś godzina.
Po tym właśnie zaraz znalazłam chwilę, żeby wyrwać się gdzieś na bok z Hayley.
- Dobra, co z tobą i Chrisem? - spytałam.
- Dobrze - odpowiedziała. I tyle.
- Okej, przez ostatni tydzień byłam najgorszą przyjaciółką na świecie, ale teraz mów mi wszystko!
- No dobra - wywróciła oczami. - No jesteśmy razem, jest nam bardzo dobrze.
- Nie obraca się za laskami?
- A żebyś wiedziała, że nie - powiedziała Hayley i sama była tym lekko zdziwiona.
- To dobrze. Bardzo się cieszę - uśmiechnęłam się. - Ale jestem zobligowana, żeby to powiedzieć: to mój najukochańszy kuzyn, jest, jaki jest, ale jak złamiesz mu serce, to ja złamię ci nos.
- Zawsze byłaś taka chętna do bójki? - spytała Hayley.
- Nie, to tylko jak spotkam tą gnidę.
- Jak się z tym czujesz? - zapytała z troską.
- Wstyd mi za samą siebie, ale kiedy wczoraj Sarah zadzwoniła i powiedziała mi o tym, miałam konkretnego doła przez dobre dwie godziny - przyznałam. - Sama nie wiem... Z jednej strony to nie mój problem i dobrze im tak, a z drugiej jakaś cząstka mnie zawsze będzie miała jakiś sentyment do niego.
- Nie wiedzieć czemu...
- Hay, pomijając dwa ostatnie miesiące byliśmy dobrą parą.
- No masz rację, to było love story jak z książki - przyznała w końcu. - Em, zasługujesz na kogoś lepszego, zostaw to za sobą.
- Następna - wywróciłam oczami.
- Co? Kto mnie uprzedził?! - udała oburzenie.
- Nathan.
- No proszę, znowu Nathan - powiedziała z tym swoim szukającym romansu wyrazem twarzy.
- A idź ty - machnęłam ręką. Stwierdziłam, że nie ma co na razie mówić jej o tym prawie incydencie na scenie. Spojrzałam na zegarek. - Wracajmy, muszę przygotować się do występu.
Wróciłyśmy do garderoby, przebrałam się, Sarah miała kupiony VIP bilet i poszła szybciej zająć swoje miejsce i nie wiadomo jak i kiedy zrobiła się dwudziesta. Przytuliłam się z każdym, kto przyszedł mnie odwiedzić, w końcu doszłam do Chrisa.
- Mam znowu go stłuc? - spytał cicho.
- Przestań, tym razem by ci się nie upiekło. Wiem o tobie i Hayley, jestem taka szczęśliwa, ale jak złamiesz jej serce, to ja złamię ci nos - wyszeptałam.
- Raczej wątpię, czy dosięgłabyś do mojego nosa, ale niech ci będzie - zaśmiał się.
- Emma! Wychodzisz! - krzyknęła Iris.
Jak zwykle zestresowana szłam pod scenę, po drodze zgarniając kopniaki na szczęście od całego The Wanted.
- Collins, to jak? - spytał Nathan.
- No dobra - przełamałam się. - Ale jak to będzie klapa, to to będzie twoja wina - krzyknęłam wchodząc już na platformę.
Dobra Emma, to Birmingham, jesteś u siebie, musisz dać z siebie wszystko, powiedziałam sobie i zaczęłam śpiewać. W choreografii dałam z siebie wszystko, byłam lepsza niż wczoraj na Wembley, wszystkie zmartwienia i czarne myśli mnie opuściły, nie interesował mnie ani Tony i jego ciąża, ani Nathan i to co prawie się stało, nic, tylko scena, ja i niewygodny mikrofon przymocowany do ucha.
- Cześć Birmingham, dawno mnie tu nie było. Wczorak występowałam na Summertime Ball na Wembley i chociaż tutaj jest was trochę mniej, to mogę śmiało powiedzieć, że chyba czuję się lepiej niż wczoraj, bo w końcu jestem u siebie... - pogadałam chwilę, zaśpiewałam piosenki, z przerwami na gadanie oczywiście, aż skończyłam "Black Box" i przyszedł moment, w którym zazwyczaj schodziłam ze sceny. Teraz miałam zrobić coś jeszcze, ale lekko zwątpiłam. Spojrzałam za kulisy, stał tam Nathan, lekko skinął głową. Dobra, raz się żyje.
- Zazwyczaj w tym momencie już kończę - mówiłam - ale Birmingham to moje rodzinne miasto i  dlatego zasługujecie na coś więcej. Niewiele z was, a właściwie nikt z was, nie wie, że kiedy w xFactorze mieliśmy tydzień "Break Up Songs" to nie miałam od początku śpiewać "Grenade", na tą piosenkę zdecydowałam się później, kiedy okazało się, że z takich, a nie innych powodów nie mogę zaśpiewać "Warzone" naszego wspaniałego The Wanted. Dlatego po konsultacji z chłopcami zaryzykowałam i postanowiłam to zrobić teraz, bo Birmingham zasługuje na coś ekstra - powiedziałam, wsadziłam z powrotem obie słuchawki odsłuchy do uszu, część oświetlenia zgasła, żeby nie było widać zespołu, bo podkład leciał z taśmy, ktoś z obsługi przyniósł mi stojak na mikrofon, żebym mogła ładnie stać i po chwili muzyka zaczęła grać.
Ostatni głęboki wdech, już nie ma odwrotu.
Zaczęłam śpiewać "girl of my dreams" zamieniłam na "boy", było w sumie nieźle, na ilość ładunku emocjonalnego mogłabym spokojnie konkurować z Sykesem. Zaczęłam drugą zwrotkę i w odsłuchu usłyszałam Nathana:
- Jak mnie słyszysz i dajesz radę śpiewać, to tupnij czy coś.
No to tupnęłam. Obudzona w środku nocy dałabym radę zaśpiewać tą piosenkę.
- Idzie ci naprawdę świetnie, ale teraz moją część zaśpiewaj z takim pierdolnięciem.
Mówisz - masz.
- It's clear to me, the lies you use, the ones that kill me ain't hurting you - dałam takie pierdolnięcie, że ludzie zaczęli klaskać.
Dałam takie pierdolnięcie, że poleciała mi łza. Jeszcze nie skończyłam piosenki, a już było mi lepiej, byłam gotowa zamknąć ten rozdział.
- Dziękuję Birmingham, kocham was - powiedziałam na końcu, ustawiłam się z zespołem w rzędzie i zeszliśmy ze sceny. Za kulisami pierwsze co - rzuciłam się na Nathana.
- Dziękuję - powiedziałam cicho przytulając się do niego.
- Nie ma za co. I co, lepiej?
- Lepiej - przyznałam odklejając się od niego.
- Nie rycz znowu, nie wiem, co robić, kiedy dziewczyny płaczą - powiedział wycierając mi drugą pojedynczą łzę.
- Dzisiaj nic nie rób, idź się przygotować, jesteś jeszcze nieprzebrany - pogoniłam go i sama poszłam do swojej garderoby.

  

Wiem, że czekacie na jakąś akcję między Emmą i Nathanem, wiem i wiem, że nie o "prawie incydent" Wam chodziło, ale obiecuję, że za rozdział, maksymalnie dwa coś się wydarzy ;)
I przepraszam, że taki długi xx

poniedziałek, 16 września 2013

23. Wembley!

Po kolejnych kilku koncertach w Anglii wróciłam do Londynu, ekspresowo nagrałam piosenkę (jak chcę, to potrafię), pojechałam do Szkocji i czułam się megamiędzynarodowo. Mniej fajne było uczucie, kiedy po koncercie w Aberdeen musieliśmy jak najszybciej ładować się do tourbusów, żeby odbyć dziewięciogodzinną podróż na Summertime Ball. Ale czego się nie robi dla Wembley. Zaoszczędziliśmy czasu na pakowaniu sprzętu, bo nie musieliśmy czekać aż ekipa złoży scenę, co zajmowało dobre dwie godziny. Pracownicy robili to swoim tempem i pojechali prosto do Birmingham, gdzie na spokojnie mogli ją złożyć.

Miałam bardzo lekki sen, co w sumie nie dziwi, bo spanie w jadącym tourbusie nie należy do przyjemności, dlatego fragmentami świadomości zarejestrowałam, kiedy dojechaliśmy na miejsce, mimo to, kiedy Iris próbowała ściągnąć mnie z łóżka, obróciłam się na drugi bok. Jakiś kwadrans później znowu ktoś poruszał moim ramieniem.
- Iris, idź sobie, niech The Wanted zrobią próbę pierwsi - mruknęłam.
- Niespodzianka, to nie Iris - usłyszałam znajomy głos, na dźwięk którego musiałam włożyć wiele wysiłku, żeby się nie uśmiechnąć. Ale to była moja tajemnica, o której nikt nie wiedział.
- Sykes, co za odmiana - powiedziałam podnosząc się do siedzenia.
- Sykes i to nie z pustymi rekami - powiedział zadowolony Nathan i podał mi kubek z kawą.
- O rany, Nathan jesteś najlepszy - powiedziałam biorąc od niego napój. - Dziękuję, kochanie.
- O wow, chyba będę częściej przynosił ci kawę, jak mam być tak ładnie nazywany - zaśmiał się.
- W zasadzie mówię tak do ludzi na okrągło, nawet częściej niż Siva, ale spoko, możesz przynosić, nie mam nic przeciwko - powiedziałam biorąc łyk. Karmelowe latte. - Skąd wiedziałeś, że piję taką kawę? - spytałam.
- Mam swoje źródła - poruszał brwiami. - Bierz kawę i schodź, reżyser ma z tobą dużo kwestii do obgadania.
- Która w ogóle godzina? - zapytałam rozglądając się wokół.
- Siódma trzydzieści.
- O rany. Możesz podać mi tą małą czarną kosmetyczkę z podłogi?
- Proszę - Nathan błyskawicznie schylił się po przedmiot.
- Sykes, czemu nie powiedziałeś mi, że wyglądam jak panda? - spytałam widząc swoją twarz w lusterku. Nie chciało mi się zmyć makijażu w nocy...
- Jestem nauczony, że dziewczynom nie zwraca się uwagi na makijaż, parę razy okazało się, że tak miało być i wyszło niezręcznie - wyznał.
- Jesteśmy przyjaciółmi, zawsze masz mi mówić, kiedy coś może być nie tak - powiedziałam.
Mokrą chusteczką wytarłam okruszony makijaż, zostawiłam makijaż na rzęsach, bo nawet z taką w takim obsranym stanie czułam się lepiej. Zeskoczyłam z łóżka i założyłam okulary na nos.
- Możemy iść - powiedziałam i wyszliśmy z tourbusa.
- O właśnie, twoja przepustka - Nathan powiesił mi na szyi smycz z identyfikatorem.
Z takim skupieniem wyciągał mi spod niej włosy, tak miło było czuć jego ręce, kiedy delikatnie przejechał nimi po mojej szyi...
Ogarnij się Emma, minutę temu sama powiedziałaś, że jesteście przyjaciółmi. Może mieć każdą, dlaczego miałby wybrać mnie...

Nathan był na Wembley czwarty raz, ja, po tej stronie, pierwszy, byłam trochę jak małe dziecko zagubione w centrum handlowym, dlatego grzecznie szłam za nim, aż doszliśmy na scenę.
- O mój Boże... - powiedziałam cicho oszołomiona.
- Co myślisz? - podeszła Iris z kamerą.
- Co myślę?! W zeszłym roku siedziałam gdzieś... tam - pokazała palcem na trybuny - a dzisiaj jestem tutaj - wskazałam scenę. - Osiemdziesiąt tysięcy ludzi... Osiemdziesiąt tysięcy ludzi kontra mała, sama ja... O rany, ale się stresuję...
- Emma? Jestem David, reżyser sceniczny festiwalu - podszedł do mnie mężczyzna koło trzydziestki, bardzo dobrze ubrany, czego nie mogę powiedzieć o większości reżyserów scenicznych, których do tej pory widziałam.
- Bardzo mi miło - przywitałam się. - To jest moja managerka, Iris.
- Miło mi - wymienili uścisk dłoni i przysięgam, że Iris lekko się zarumieniła.
- Dobra, to jaki jest plan? - spytałam.
- Wchodzisz po zespole Lawson, jak wiesz, jesteś niespodzianką, więc wchodzisz po nich, kiedy zapowie się Justin Timberlake...
- Justin Timberlake wypowie moje imię! - powiedziałam do kamery. - Przepraszam, proszę, kontynuuj.
- Jakie piosenki śpiewasz?
- Tak się składa, że jestem w trasie z The Wanted, zawsze otwieram z piosenką z przesłuchania, to jest "Ghetto Baby".
- Tak, świetnie, widziałem na YouTube. I do tego co, "Black Box"?
- Tak, pewnie, ale też myślałam, że to świetna okazja, żeby zaprezentować mój nowy singiel, nikt jeszcze go nie słyszał, myślę, że to byłoby coś.
- Świetny pomysł. To co, "Ghetto...", ten nowy i "Black Box" na końcu, żeby skończyć czymś znanym?
- Mi pasuje - zgodziłam się.
- A pani manager co sądzi? - spytał David.
- Tak, tak, oczywiście to będzie świetne - powiedziała ze swoją lekko flirtującą miną.
- Dobrze - uśmiechnął się mężczyzna. - Jak już mówiłem, widziałem twój występ w internecie, na początku zawsze wyjeżdżasz na platformie, tu też możesz tak zrobić i masz do wyboru jeden z tych pięciu kwadratów tu na scenie, ten jeden kwadrat w połowie drogo od sceny do kółka i to wielkie koło na końcu. Co wybierasz?
- O cholercia... Dajcie mi dosłownie minutę - powiedziałam i odeszłam na krawędź sceny z kubkiem kawy i usiadłam. Dosłownie po minucie miałam w głowie plan. - Wiem. Wyjadę tym kwadratem w połowie, a Shay i Amelia będą stały na scenie. W momencie, kiedy normalnie wchodzę po schodach przejdę tutaj na scenę, potem kiedy schodzę po schodach razem z dziewczynami przejdę tam na kółko na końcu i zostaniemy tam do końca piosenki.
- Emmo, jestem pod wrażeniem, sam bym tego lepiej nie wymyślił - powiedział z podziwem David. - Widzę, że zespół jest gotowy, to co, czas na próbę?
- Pewnie - powiedziałam zadowolona  własnego geniuszu.

***
Już kilka godzin później moje nerwy były na skraju wytrzymania. Po głowie chodziło mi tylko "80 tysięcy ludzi".
- Emma, mam Twój strój - Iris przyszła ze standardowym czarnym workiem na ubrania.
- I są tam te odlotowe adidasy? - spytałam.
- Są.
- To dobrze. Kupiłam je specjalnie na tę okazję.
- Tak, wiem, powiedziałaś o tym ze sto razy - zaśmiała się. - Jest pół godziny do rozpoczęcia, a na pewno będziesz chciała obejrzeć występy, chociażby The Wanted, a otwierają w tym roku, więc myślę, że czas się ubrać.
- Jasne - powiedziałam i wzięłam się za ubieranie.
- Emma, naprawdę, mogłaś bardziej się wysilić jeśli chodzi o bluzkę - powiedziała Iris.
- Dzisiaj jestem sportowa i na luzie - wystawiłam język.
W momencie, kiedy skończyłam się ubierać, drzwi otworzyły się, bez pukania naturalnie, i weszło całe The Wanted.
- Zaraz wchodzimy, przyszliśmy po kopa na szczęście - powiedział Max.
- Błagam was, jesteście tu starymi wyjadaczami, czwarty raz, już macie to obcykane - zaśmiałam się, przytulając go i kopiąc kolanem w tyłek.
- Masz odlotowe buty - zauważył Siva.
- A dziękuję, jeszcze niechodzone, zostawione specjalnie na dzisiaj - powiedziałam z dumą.
Przytuliłam i kopnęłam jego, Toma i Jaya.
- Młody, a ty? - spytał Parker.
- Już, już - powiedział zapatrzony w telefon Nathan.
Podszedł w moją stronę i niestety nie zauważył leżącego na środku podłogi buta (tak, mojego), o którego potknął się i duża część jego coli znalazła się na mnie.
- Nathan! - pisnęłam łapiąc mokrą bluzkę, żeby odciągnąć ją od ciała i modliłam się by spodnie były czyste.
- Emma! O Boże, przepraszam! - powiedział przestraszony.
- Czy to tylko bluzka? - spytała Iris. - Z nią coś się wymyśli, ale drugich spodni ci nie wynajdę.
Przyjrzałam się cała w lustrze.
- Na szczęście tylko bluzka - powiedziałam. - Niech ktoś poda mi ręcznik, proszę.
- Trzymaj - Nathan szybko podał mi, o co prosiłam.
Włożyłam ręcznik pod bluzkę chcąc się wytrzeć, ale cienko mi to szło, więc zdjęłam bokserkę. Wtedy chłopcy, jak na rozkaz wszyscy odwrócili się tyłem do mnie.
- Pomyślałby kto, że tacy wszyscy speszeni, jak dziewczynę w staniku zobaczyli - zaśmiałam się. - Ale serio, litości, to tylko stanik, góra od bikini wygląda tak samo i nikt nie robi dramatu, kiedy nosi się tylko ją. Jak chcecie, to możecie się odwrócić.
- Nie chcemy, żebyś czuła się skrępowana - powiedział Max.
- Sama wam powiedziałam, żebyście się odwrócili - wywróciłam oczami. - Ale okej - sięgnęłam po bluzę, którą szybko założyłam. - Już, jestem ubrana.
Powoli i ostrożnie się odwrócili.
- Dobra, Iris, to będzie się trochę gryzło z tym, co powiedziałam przed chwilą, ale nie mogę wystąpić w staniku, a bluzka się nie nadaje.
- Nie wiem, nie mam pojęcia - powiedziała lekka spanikowana.
- Co masz pod koszulą? - spytałam.
- Tu jesteście! - do garderoby wszedł Kevin. - Wszędzie was szukam, zaraz wchodzicie.
- Musimy lecieć...
- Tak, tak, idźcie, ja zaraz tam dojdę - machnęłam ręką.
TW ruszyło do wyjścia.
- Jeszcze raz przepraszam - powiedział Nathan.
- Nic się nie stało, idź już - uśmiechnęłam się lekko. - Jeszcze raz, co masz pod koszulą?
- Top, żebym mogła mieć koszulę tak rozpiętą i zawiązana - powiedziała Iris.
- To zapniesz ją i włożysz do spodni, dawaj ten top - nakazałam.
- Ale... ale jesteś pewna? - managerka nie była zbyt chętna do zmiany wyglądu.
- Iris, nie mam innej opcji, jesteś moją jedyną nadzieją.
- No dobra... - westchnęła.
Po chwili i lekkich zmianach obie byłyśmy gotowe.
Szybko zostałam zaprowadzona w miejsce, z którego mogłam oglądać koncert do momentu mojego występu.
The Wanted oczywiście dali z siebie wszystko, było mega mega niesamowicie. Potem po prostu słuchałam muzyki do momentu, kiedy na scenę weszli Lawson, a Iris miała niezły ubaw nagrywając mnie, kiedy ruszałam ustami słowa piosenki i grałam na wyimaginowanej perkusji przy "Learn To Love Again", ale kiedy ta piosenka się skończyła przyszedł ktoś z obsługi, że czas żebym się przygotowała.
W zespołem poszłam w odpowiednie miejsce, zostaliśmy rozdzieleni, bo oni wchodzili na scenę, ja wyjeżdżałam platformą, ale i tam słyszałam, jak Justin Timberlake mnie zapowiada.
- JT mnie zapowiada - powiedziałam do trzymanej przez Iris kamery. - JT zaraz powie moje imię - zaklaskałam i podskoczyłam. - Tak poza tym, dobrze, że nie jadłam dzisiaj dużo, przynajmniej brzuch mam płaski. Powiem wam, nie mialam być dokładnie tak ubrana, ten top jest Iris, a oto historia jak Nathan Sykes zniszczył moją bluzkę - powiedziałam, a Iris pokiwała zadowolona głową.
- Wkleimy tu ten moment, bo nagrywałam wtedy.
- Emma, wchodzisz - usłyszałam i weszłam na platformę, oczywiście miałam przyczepiony do ucha ten przeklęty mikrofon, jedyny powód, dla którego wykonywanie tej piosenki z choreografią mnie denerwowało.
Muzyka zaczęła grać, ostatnie pomachanie do kamery, zaczęłam śpiewać i wyjechałam na górę. Widoknie uderzył, nie wiem, jakim cudem nie zapomniałam słów, ale to było coś niesamowitego. Kiedy zobaczyłam ten wielki tłum miałam sekundę na obudzenie się i zrozumienie, że to jest moja szansa i muszę dać z siebie jak najwięcej. Moja szansa, żeby pokazać, że nie jestem tylko dziewczyną, która wygrała XFactora, ale że naprawdę jestem kimś i potrafię coś zaprezentować.
"Ghetto Baby" wyszło mi lepiej niż idealnie, kiedy skończyłam, 80 tysięcy ludzi klaskało i wrzeszczało.
- Cześć Wembley! - powiedziałam idąc w stronę sceny, gdzie miałam mieć zajęty mikrofon i dostać normalny. Znowu wrzawa. - Mam nadzieję, że podoba wam się niespodzianka w postaci mojej skromnej osoby i mam nadzieję, że spodoba się na tyle, ze będę mogła występować tu co roku i że za trzy lata będę mogła powiedzieć, jak moi dobrzy przyjaciele z the Wanted, że występuje czwarty raz na Summertime Ball. Podobał wam się występ The Wanted? - spytałam. Dałam im chwilę na pokrzyczenie, w tym czasie pan odpiął mi mkrofon. - Dziękuję bardzo - powiedziałam biorąc do ręki normalny. - Ostatnio tak sobie pomyślałam, że skoro już tu jestem, to fajnie byłoby zrobić coś ekstra godnegi Summertime Ball. Potem pomyślałam, że czas na jakiś nowy singiel może. I zdecydowałam się połączyć te dwie rzeczy. Może myślicie "Jaki nowy singiel, nic nie słyszałem" i dobrze, bo właśnie teraz, przed 80 tysiącami ludzi po raz pierwszy zaprezentuję mój nowy singiel "4ever"! - powiedziałam, a tłum znowu zaczął piszczeć i klaskać.
Byłam jeszcze bardziej zestresowana, bo z racji, że cały czas kręcił się koło mnie ktoś z The Wanted, a chciałam, żeby oni też nic o tym nie wiedzieli, dlatego tej piosenki nie wypróbowaliśmy porządnie. Tu nie było żadnej choreografii, Shay i Amelia zeszły ze sceny, a ja latałam w te i z powrotem. Okazało się, że nawet bez próby piosenki można dać z siebie wszystko i wydaje mi się, że poszło całkiem nieźle.
- Okej, więc to mój nowy singiel, mam nadzieję, że wam się podoba, w środę wychodzi teledysk, piosenka do kupienia na iTunes od 30 czerwca, co jest bardzo fajne dla mnie, bo tydzień przede mną na iTunes wchodzi "Walks Like Rihanna" a tydzień później "Brokenhearted" Lawsona, która jest jedną z moich ulubionych piosenek. Dobra, już kończę, musiałam to powiedzieć, management i te sprawy - powiedziałam po piosence. - Jest mi bardzo smutno, ale niestety mój czas już się kończy, została mi ostatnia piosenka. Myślę, że część z was może ją znać, to "Black Box".
Shay i Amelia wróciły na scenę, muzyka zaczęła grać, odstawiłam piosenkę, którą śpiewałam już 2749191 razy, kiedy skończyłam i przyszła pora na ukłon zawołałam do siebie cały zespół, stanęliśmy w rzędzie i zrobiliśmy to razem, tak jak powinno być, bo na dobrą sprawę "Emma Collins" to nie tylko ja. To też Josh, Matt, Dan, Oliver, Holly, Mollie, Shay, Amelia, Iris i Ben. Sama nie zrobiłabym niczego.
Kiedy zeszliśmy ze sceny, miotał mną tajfun emocji, byłam taka szczęśliwa, podekscytowana i Bóg wie, co jeszcze.
- Aaaaa, Iris! - krzyknęłam i rzuciłam się na managerkę. - O Boże, jestem taka szczęśliwa! To najlepszy dzień mojego życia! Rany, Ben, niech no cię uściskam - rzuciłam się na swojego ochroniarza. - Zespołowy uścisk! - krzyknęłam i wszyscy objęliśmy się i podskakiwaliśmy w kółko.
- Hej Emma! - usłyszałam i obejrzałam się za siebie.
- Jak ja z wami dawno nie rozmawiałam! - pisnęłam i rzuciłam się na chłopaków z Lawsona, z każdym pokolei się uściskałam.
- Byłaś świetna - powiedział Adam.
- Dzięki - uśmiechnęłam się, co nie zmienia faktu, że, kiedy wyjechałam na scenę i zobaczyłam tych wszystkich ludzi, głos na moment uwiązł mi w gardle.
- Stres robi swoje, ale dałaś radę - powiedział Andy.
- Dzięki, rany jestem taka szczęśliwa! - podskoczyłam.
Tak, zachowywałam się jak małe dziecko, ale miałam ku temu powód.
- Hehehej Nathan! - powiedział Ryan.
Do tego momentu nie wiedziałam, że potrafię się odwrócić tak szybko, podbiec do uśmiechniętego Nathana i rzucić się na niego. Chłopak ma niezły refleks, złapał mnie i obrócił się ze mną dwa razy.
- Nathan, to było najlepsze piętnaście minut mojego życia! - powiedziałam, kiedy w końcu stanęłam na ziemi.
- Cieszę się, że ci się podobało - powiedział z uśmiechem.
- Żartujesz?! - spytałam. - To było meeega, mam tyle energii, że zapomniałam, że jestem zmęczona, mogłabym dać piętnaście koncertów bez przerwy!
- Spoko, za dwie godziny z ciebie zejdzie i pójdziesz spać - zaśmiał się. - Siema, chłopaki - kroczek po kroczku doszliśmy z powrotem do chłopaków z Lawsona.
Wszyscy się przywitali, kiedy podeszła do mnie Iris:
- Emma, musisz dać wywiad.
- Jasne, prowadź mnie - poszłam za nią na ściankę, gdzie oprócz wywiadu czekali też fotografowie.
Poprawiłam włosy, postałam chwilę, dałam im porobić zdjęcia i poszłam na wywiad.
- Emma, Twój debiut na Summertime Ball, jak czujesz się zaraz po występie? - spytała dziennikarka.
- Świetnie, cała buzuję, w euforii dosłownie skaczę na wszystkich, mój cały team, Lawson - przez ułamek sekundy pomyślałam, że wymienienie samego Nathana będzie źle odebrane - The Wanted, wszyscy.
- Jesteś teraz w trakcie trasy właśnie z The Wanted, jak to jest, nie jesteś zmęczona? Wiemy, że całą noc jechaliście z Aberdeen.
- Tak, zaraz po koncercie spakowaliśmy rzeczy i wsiedliśmy w tourbusy, po siódmej dojechaliśmy tutaj, od razu mieliśmy próbę dźwięku, roboty było więcej niż energii, ale szybko zaczął się stresik, ekscytacja, więc zmęczenie nie było aż tak odczuwalne.
- Powiedz jeszcze, teraz jesteś w trasie, niedługo wydajesz nowy singiel, który naprawdę mi się spodobał, a co z płytą?
- Tak, teraz supportuję The Wanted, potem wiadomo jak to latem, jest sezon festiwalowy, więc też mam trochę pracy, poza tym czeka mnie promocja singla, a płyta jest już prawie gotowa, mam piosenki, ale muszę załatwić formalności i zrobić sesję okładkową, ale jestem prawie pewna, że będzie w lipcu - powiedziałam.
- Jak już wspomniałyśmy kilka razy jesteś w trasie z The Wanted i nawet pomijając wiele innych pracujących przy trasie osób jest pewna dysproporcja między liczbą kobiet i mężczyzn, jak się czujesz, kiedy z każdej strony otaczają cię faceci?
- Dobrze - zaśmiałam się. - Ale faktycznie, z dziewczyn jestem ja, moja managerka Iris, moje ukochane chórki Holly i Mollie, tancerki Shay i Amelia i chyba jest jeszcze fryzjerka The Wanted, bo moja dojeżdża. Więc tak, facetów jest o wiele więcej, ale wszyscy mamy świetny kontakt, naprawdę dobrze się dogadujemy, chłopcy traktują mnie trochę jak młodszą siostrę, ale to fajne.
- A kiedy możemy się spodziewać twojej własnej trasy?
- Nie chcę nic obiecywać, ale sama mam nadzieję, że jeszcze w tym roku.
- Mam ostatnie pytanie, wybrane od fanów z twittera. Kiedy zamierzasz ruszyć na podbój Ameryki?
- Uuu, to ciężkie pytanie. Żeby ruszać na Amerykę trzeba być naprawdę dużym w Brytanii, poza tym w Ameryce ciężko jest się przebić i trzeba być do tego naprawdę wewnętrznie gotowym. Little Mix są pierwszą grupą, która wygrała XFactor, a do Ameryki pojechały dopiero teraz, półtora roku później. Poza tym nie chcę się z niczym spieszyć, nie mam wielkiego parcia, żeby już teraz lecieć do USA. Najpierw chcę zrobić coś porządnie w UK. Co nie znaczy, że nie pojadę do Ameryki tak o, na wycieczkę - zaśmiałam się.
- To tyle, dziękuję ci bardzo - podziękowała dziennikarka, a operator wyłączył kamerę.
- Bardzo proszę, cała przyjemność po mojej stronie - uśmiechnęłam się i odeszłam na bok.
Poszłam z Iris do garderoby, w której wyjątkowo nikogo nie było, usiadłam naprzeciwko kamery i nagrałyśmy zakończenie filmiku.
- Tak więc, oto mój debiut na Capital Summertime Ball, wciąż jestem bardzo szczęśliwa i podekscytowana, ale to był jeden z najlepszych dni mojego życia, nawet włączając tą brudną z coli bluzkę - podniosłam z ziemi ciuch i pokazałam do kamery. - Ale emocje dalej mnie nie opuszczą, bo już jutro występuję z The Wanted u siebie, czyli w Birmingham! Aaa! Już nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że zdążę może zjeść obiad w domu, hmmm. Tak czy inaczej, dzięki za oglądanie, do zobaczenia w następnym filmiku, paaaa!

Dzień dobry, cześć i czołem :D
Jak Wam leci moi drodzy? Jestem trochę śpiąca i nie za bardzo już wiem, co mam dopisać...
Jeśli dostałam jakieś nominacje na tym blogu czy coś, to zrobię je przy następnym rozdziale.
Aaa, póki pamiętam, przepraszam, że powiem ktoś, ale piszę na telefonie w aplikacji i nie mam za bardzo jak sprawdzić, ale ktoś chciał link do mojego pierwszego bloga, klik tutaj :) Mam nadzieję, że będzie się podobać :) xxx

środa, 11 września 2013

22. Jestem jaka jestem

Po występie w Manchesterze, kiedy byłam już przebrana w sukienkę do duetu, zdecydowałam się nagrać krótką wiadomość dla fanów, bo wszyscy mieli rację - na twitterze fani wariowali.
- Hej - uśmiechnęłam się do kamery. - Przed chwilą skończyłam mój występ w Manchesterze, teraz czekam na tą drugą część. Chcę tylko powiedzieć, żebyście się nie martwili, nic mi nie jest, to było zwykłe zasłabnięcie - lekkie niedopowiedzenie - już czuję się lepiej, muszę się po prostu bardziej pilnować i zwracać uwagę, żeby jeść coś innego niż ciastka i Red Bull. Tak czy inaczej, mam się dobrze, mam nadzieję, że wy też, kocham was, do zobaczenia w następnym filmiku - pomachałam do kamery.
Dawanie koncertów dzień po dniu ma to do siebie, że nie ma na nic czasu. Po występie w Manchesterze wszyscy udali się prosto do hotelu, może oprócz The Wanted, którzy zajęli się fanami czekającymi koło tourbusa. W hotelu stwierdziłam, że czas o siebie zadbać i po prysznicu poszłam prosto do łóżka. Rano Iris przypilnowała mnie, żebym zjadła porządne śniadanie, w sumie traktowała mnie trochę jak małe dziecko, ale nie ma co się dziwić - zasłużyłam. W Sheffield w ogóle zrezygnowaliśmy z hotelu, bo nie miał sensu - przyjechaliśmy o jedenastej prosto na miejsce koncertu, siedzieliśmy tam cały dzień, a potem czekało nas ponad 4 godziny jazdy do Brighton. Wprawdzie między tymi dwoma miastami był dzień przerwy, ale zgodnie zdecydowaliśmy jechać w nocy, rano dotrzeć do Brighton i zameldować się tam na dwa dni w hotelu.
W międzyczasie pojawiło się w internecie kilka wypocin, które nie są warte nazwania artykułami, na temat mojej wizyty w szpitalu. Wśród nich oczywiście kilka rewelacji wyssanych z palca, typu zaburzenia odżywiania, zatrucia, bulimia, wychudzenie blablabla, które potem musiałam prostować za pomocą twittera.
Koncert w Sheffield skończył się jak zwykle po dziesiątej, czekaliśmy prawie trzy godziny na złożenie sceny, zanim mogliśmy wyruszyć. Do Brighton dojechaliśmy po piątej rano i chociaż wszyscy spali w tourbusach, poszli prosto do swoich pokoi. Następnego dnia daliśmy koncert i pojechaliśmy prosto do Cardiff, gdzie mieliśmy całe dwa dni wolnego. W międzyczasie postanowiliśmy zrobić coś dla fanów i zrobiliśmy z The Wanted coś na wzór TW on TW, z tym, że ja zadawałam pytania im, a oni mi. Nie wiem też z jakiej racji robiliśmy to w moim pokoju hotelowym, gdzie wszyscy jedli i pili na moim łóżku, będę musiała spać w okruchach, a Iris, która powinna reprezentować moje interesy czy coś i wszystkiemu się przyglądała, nie powiedziała ani słowa, zamiast tego nastawiała kamerę, a naszym wygłupom przyglądali się też Kevin, Ben i Paul, tour manager The Wanted.
Iris dała znać ręką, że zaczęła nagrywać.
- Hej - powiedzieliśmy chórem.
- Jesteśmy w Cardiff - powiedziałam.
- I jesteśmy znudzeni - dodał Siva.
- Dlatego zebraliśmy wasze pytania i dzisiaj na nie odpowiemy - Max pomachał kartkami. - W tej części to my zadajemy pytania Emmie - powiedział Jay.
- Zaczynaj, Nath - Tom podał mu kartki, bo siedział na skraju, a mieli zadawać pytania pokolei.
- Okej - Nathan wziął kartki. - Ulubiona piosenka The Wanted i dlaczego?
- O rany, znowu - westchnęłam. - Więc znowu obawiam się, że nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo nie potrafię wybrać jednej, ale wahałabym się między "Warzone", "Lie To Me", CTS i GYC.
Następny był Max.
- O to będzie ciekawe - poruszał brwiami, a ja zaczęłam się bać. - Gdybyś mogła, z kim zmieniłabyś się ciałem?
- Hmm... Z Mirandą Kerr. Wiecie, jest modelką, ale nie jest przesadnie wychudzona, dba o siebie, biega, uprawia jogę, jest bardzo ładna, jest aniołkiem VS, więc może gdybym miała jej ciało, też bym była i miałabym ten słodki różowy szlafroczek - uśmiechnęłam się słodko.
- Ona znowu o szlafroku - wywrócił oczami Tom. - Daj mi to - Max podał mu kartki przed moją twarzą. - To będzie dobre! Najseksowniejszy twoim zdaniem członek The Wanted.
- Tom, kochanie moje, nie musisz czytać po kolei, możesz omijać! - zaprotestowałam. - Dobra... Więc powiem, że jest to... - dramatyczna chwila oczekiwania, żebym mogła wymyślić jakąś sprytną odpowiedź - Kevin - wskazałam ręką na ochroniarza zespołu.
- Nawet nie jest w zespole! - zaprotestował Tom.
- Tom! Ochronia twój tyłek! - krzyknęłam.
- Śpi przez większość czasu!
- Jesteś okropny - mruknęłam. - Siva, dajesz dalej.
- Czy gdybyś mogła, zostałabyś jurorką w XFactorze? - spytał mulat.
- Jeśli dostałabym taką propozycję, to na pewno bym ją przyjęła. Jednak z pewnością nie za rok, raczej za kilka lat, bo sądzę, że jestem zbyt niedoświadczona, żeby udzielać rad komuś innemu. Ale z pewnością byłabym bardzo szczęśliwa, gdybym miała taką okazję.
- Jakie miejsce chcesz odwiedzić najbardziej na świecie? - zapytał Jay.
- Nowy Jork! Nowy Jork! Nowy Jork! - podskoczyłam na łóżku. - Mój pokój w Birmingham jest cały w Nowy Jork. Na ścianie mam Nowy Jork, mam pościel z Nowym Jorkiem, tablicę magnetyczną z Nowym Jorkiem, skarbonkę i zasłony też z Nowym Jorkiem.
- Maniak.
- Dlatego, kiedy pojadę do Nowego Jorku będę najszczęśliwszą osobą na świecie.
- Dlaczego do tej pory tam nie pojechałaś?
- Bo jestem zajęta? Ale pojadę tam jeszcze w tym roku, daję słowo samej sobie i mam świadków - powiedziałam.
Potem przeszły jeszcze dwie kolejki pytań, nagraliśmy drugi filmik, w którym ja zadawałam pytania im, w międzyczasie przyszła pora na moje witaminy.  Później dalej siedzieliśmy razem i wygłupialiśmy się, aż wieczorem zachciało im się iść na imprezę. Ja po pierwsze miałam szlaban na całonocne imprezy po moim omdleniu, po drugie nawet mi się nie chciało i wolałam po prostu się wyspać.
Następnego dnia przyszła wyjechaliśmy rano na próbę dźwięku. Kiedy skończyłam swoją, poszłam zadzwonić do Sarah, która dobijała się do mnie przez całą godzinę, okazało się, że po prostu jej się nudziło i odczuwała potrzebę rozmowy. Po skończonej konwersacji wróciłam do garderoby i zobaczyłam mój cały zespół, minus tancerki i chórki, i The Wanted skupionych wokół laptopa.
- Rozdają coś w tym komputerze? - spytałam.
- Czy ty wiesz, co dzisiaj za dzień? - spytał Matt.
- Zdaje mi się, że poniedziałek?
- Właśnie! - powiedział Josh. - I ten magazyn - rzucił mi gazetę - publikuje dzisiaj listę najseksowniejszych dziewczyn poniżej 25. roku życia.
- Myślałam, że FHM robi to na początku maja i dotyczy wszystkich kobiet na świecie?
- To co innego - powiedział, załamany moją niewiedzą.
- Tak poza tym, ty, ty i ty - pacnęłam w głowę Josha, Sivę i Toma - macie dziewczyny.
- Jesteśmy tylko ciekawi - powiedział Tom.
- Jest! - krzyknął Max.
- Jak dzieci - pokręciłam głową i poszłam do stołu z jedzeniem.
- Nie wiem, czym się jarają, bo lista będzie beznadziejna - stwierdziła Holly. - Ile jest sławnych poniżej 25 lat? Wstawią tam pół Disneya i Little Mix, może jeszcze Dionne Bromfield po tym jak pozowała w samej bieliźnie w gazecie, a portale napisały "Dionne pokazuje Sykesowi co stracił" - nakreśliła nagłówek ręką w powietrzu.
- Holly! - syknęłam.
- A tak, sorry - zorientowała się, że Nathan jest w tym samym pomieszczeniu.
- Ale prawdą jest, że w wieku siedemnastu lat nie powinna robić sobie zdzirowatych zdjęć, zwłaszcza, że jego nie za bardzo to odeszło - powiedziałam cicho.
Słyszałam, że chłopcy zawzięcie komentowali, każdą pozycję, która się wyświetliła, aż nagle zamilkli.
- Co wam się tam pokazało? - spytałam zaciekawiona.
- Nic - wszyscy jak na komendę odwrócili się przodem do mnie, zasłaniając przy tym cały ekran.
- Ty, ty ty i ty - wskazałam palcem na moich muzyków - pracujecie dla mnie, odsunąć się, albo was zwolnię - powiedziałam, ale wszyscy wiedzieli, że tego nie zrobię, bo miałam najlepszych ludzi na świecie. - A dla was pracuję ja - powiedziałam do The Wanted - więc z drogi.
Wszyscy posłusznie rozstąpili się jak Morze Czerwone i ekran ukazał się moim oczom.
- Co?! - krzyknęłam.
- Dlatego nie chcieliśmy ci pokazywać.
- Druga, albo trzecia dziesiątka byłaby okej, ale gdzie mnie na pierwsze miejsce? - stałam z rozdziawioną buzią i czekałam aż przyznają się, że to ich fotomontaż, ale nic takiego nie miało miejsca. - O Boże - mruknęłam. - Dan, odłóż tą kamerę - powiedziałam.
- Oj, powiedz wszystkim, co się stało.
- Kiedy ten filmik będzie w sieci, już wszyscy będą wiedzieli - powiedziałam.
- Emma jest najseksowniejszą dziewczyną poniżej 25 roku życia - powiedział Jay, a ja pokiwałam z niedowierzaniem głową.
- O tak, nawet wyglądam sexy - wskazałam na siebie, a akurat miałam na sobie  bokserkę, dresy i skarpetki, nawet butów nie miałam. - Dlaczego? Co ja złego zrobiłam w życiu?
- Myślę, że sprawę załatwiła ta króciutka złota sukienka z finału - Tom pokazał na ekran, gdzie było kilka moich zdjęć.
- No ale to, to już przesada - wskazałam zdjęcie, które nie było niczym innym jak kadrem z XFactora, kiedy to półfinałowa piątka była w aquaparku, a co za tym idzie, byłam w kostiumie kąpielowym. - Dobra, dawajcie komputer, muszę w samotności obejrzeć całą listę.
Cher Lloyd, Miley Cyrus, Demi, Selena, Ariana Grande, Taylor Swift, Dionne, dziewczyny z Little Mix i na samym szczycie ja. Ktoś miał bardzo wygórowane poczucie humoru...
- Nonsens - mruknęłam kładąc laptop na stole.
- Sama jesteś nonsens - Matt pacnął mnie w czoło.
- Oh spadaj i macie nie wykorzystywać tego faktu przeciwko mnie - zagroziłam.
Byłam tak zaczytana w liście, że nawet nie zauważyłam, kiedy The Wanted wyszli na próbę, zorientowałam się dopiero teraz, kiedy Nathan przyszedł po mnie na próbę "Broken String".
- Czekaj, nie wiem, gdzie mam buty - powiedziałam przeczesując wzrokiem podłogę. Byłoby prościej coś znaleźć, gdyby wszystko nie leżało porozwalane.
- Po co ci buty? Nie ma czasu, i tak mamy obsuwę.
- Podłoga na korytarzu jest mega brudna - powiedziałam.
- Wskakuj - westchnął Nathan i stanął do mnie tyłem.
- Fajnie! - wskoczyłam mu na plecy. - Więc tak to działa? Trzeba być do tyłu z czasem?
- Nie przyzwyczajaj się - zaśmiał się i tak poszliśmy na scenę.
- A jej nie za dobrze? - spytał Jay, kiedy przyszliśmy.
- A co, zazdrosny jesteś? - spytałam. - Dziękuję, kochany, możesz mnie postawić - powiedziałam do Nathana i posłusznie postawił mnie na ziemi.
Włożyłam sobie odsłuch do uszu i zaczęliśmy próbę, mnie dotyczyła tutaj jedna piosenka i już po chwili wróciłam do garderoby. Iris dostarczyła mi obiad, spokojnie go zjadłam, w międzyczasie słuchałam muzyki i jak zawsze zaczęły mnie nachodzić różne myśli. Dzisiaj były spowodowane tą nieszczęsną listą, w której siłą rzeczy większość osób to idiolki nastolatek. Nastolatek, które patrzą na najczęściej sphotoshopowane zdjęcia, chcą wyglądać tak samo, wpadają w kompleksy i nie potrafią zaakceptować siebie takimi, jakie są. I wtedy doszło do mnie. Że ja jestem jedną z osób z listy, że mimo że wciąż to do mnie nie dochodzi, mam fanów, którzy non stop piszą mi, że jestem dla nich wzorem, że nagrałam płytę, ale tak naprawdę nie ma tam żadnej piosenki dla nich... Dlatego muszę taką zrobić. Muszę mieć piosenkę, która doda im pewności, sprawi, że pokochają siebie takimi, jakimi natura stworzyła.
Zjadłam ostatniego kęsa, wzięłam do reki notes i długopis i usiadłam w kącie.
Skup się, Emma. Umiesz to zrobić. Rozejrzałam się po garderobie. Panował tak rozgardiasz, dziewczyny plotkowały, Iris rozmawiała przez telefon, Ben był z Kevinem, Matt, Dan i Oliver oglądali coś na laptopie, Josh brzdąkał na gitarze. Właśnie, Josh...
- Zagraj to jeszcze raz - poleciłam.
Przyzwyczajony do moich dziwnych życzeń, zagrał melodię.
- Momma, Momma... - zanuciłam. - Zapamiętaj to - powiedziałam i wróciłam do pisania. - Shay?
- Tak? - tancerka odwróciła się przodem do mnie.
- Czego życiowego nauczyła cię mama? - spytałam.
- Yyy żebym mówiła to, co myślę - odpowiedziała.
- Amelia?
- Żebym zawsze chodziła z podniesioną głową.
Spytałam też Holly i Mollie, wszystko zapisałam na marginesie. Zadziwiłam samą siebie, pobiłam swój osobisty rekord i napisałam piosenkę w dwadzieścia minut. Ładną piosenkę. Ładną piosenkę bez melodii.
- Josh, potrzebuję cię - powiedziałam.
Wiedział, o co chodzi, usiadł obok mnie z gitarą. I właśnie to w nim uwielbiałam. Kochałam wszystkich w swoim zespole, Iris miała świetnego nosa, wspaniale się dogadywaliśmy, ale to właśnie Josh był ze mną najdłużej,  otwarcie przyznał, że jestem dla niego jak młodsza siostra i tak mnie traktował. I wiedział, kiedy chciałam napisać piosenkę i świetnie potrafił wymyśleć melodię, wiedział, co mi się podoba.
- Co jest? - spytał.
- Zagraj to, co grałeś jakieś dwadzieścia minut temu - poprosiłam.
Zaczął grać, a ja zaczęłam mruczeć pod nosem słowa.
- Śpiewaj głośniej, bo chcę słyszeć, żeby móc improwizować dalej - powiedział.
Zaczęłam głośniej, Josh wziął ode mnie kartkę, grał, notował, grał, notował. Po dwudziestu minutach skończyliśmy.
- Josh, jesteśmy wielcy - powiedziałam.
- I co zrobisz z tą piosenką? - spytał.
- Emma - Iris skończyła rozmawiać przez telefon. - Wytwórnia wyrzuciła jedną piosenkę z płyty, stwierdzili, że nie pasuje.
- którą?
- "Under The Sun".
- Wiedziałam, że tak będzie, bo nie pasowała - nie przejęłam się za bardzo. - To nic, bo właśnie zrobiliśmy Joshem nową.
- Kiedy? - spytała zdziwiona.
- Teraz kiedy siedzieliśmy w kącie.
- Zrobiliście piosenkę w niecałą godzinę? - spytała Holly.
- Tak, chcecie usłyszeć?
- Jasne! - powiedzieli chórem.
- Tylko wiecie, to jeszcze wersja robocza - uprzedziłam.
- Grajcie już! - krzyknęła Mollie.
- Dawaj, Josh - powiedziałam.
Zaczął grać na gitarze, ja zaśpiewałam, co wymagało dużego skupienia, bo jeśli nie zna się piosenki, nie jest się wyuczonym, kiedy wejść i tak dalej. Ale wszystko poszło sprawnie i płynnie, kiedy skończyliśmy wszyscy byli zadowoleni, a Iris pod wrażeniem.
- Czyli chcesz dać to na płytę zamiast "Under The Sun"? - spytała.
- Tak - odpowiedziałam pewnie.
- Świetnie. Problem jest inny. Kiedy zamierzasz ją nagrać? - spytała.
- Oh.. - no tak, jestem w trasie, nie mam czasu iść do sklepu po Snickersa, a co dopiero jechać do Londynu, żeby nagrać piosenkę. - Dobra, zaraz to wymyślimy, dajcie mi kartkę ze spisem koncertów - Ben podał mi listę. - Dobra, jutro mamy Liverpool, po jutrze Newcastle, to odpada, ale między Newcastle a Glasgow mamy dzień wolnego. Z Newcastle do Londynu jest jakieś pięć godzin, a z Londynu do Glasgow ponad sześć.
- Więc chcesz jechać po koncercie w Newcastle? - upewniła się Iris.
- Tak. Ale nie tourbusem, bo zajmie więcej czasu. Musisz skołować auto, tylko to większe, bo muszę zmieścić się ja, Holly i Mollie i zespół.
- I ja - dodała Iris.
- Ty ewentualnie też możesz - stwierdziłam. - Dobra, słońce zrób mnie na bóstwo - powiedziałam siadając naprzeciwko wizażystki, która czekała, żeby wziąć się do pracy niezliczoną ilość czasu.
Heeej, przepraszam, że taki nieskładny ten rozdział, ale jak widzicie pisałam go przez długi okres czasu, sama już się pogubiłam w swojej historii, ale w następnych rozdziałach postaram się wszystko poskładać do kupy :)
I tak jak na poprzednim blogu, tutaj też napiszę - założyłam twittera, na którym piszę o nowych rozdziałach na blogach: @Ka_renBlogger :) xx