czwartek, 31 października 2013

26. Jesteś moim najlepszym wyborem.

- Hayley muszę z tobą porozmawiać, nie interesuje mnie, co robisz - moje pierwsze słowa po imprezie urodzinowej trzymając butelkę wody przy twarzy.
Rano bez słowa przeniosłam się z tourbusa do hotelu w Brighton, gdzie poległam na kolejne dwie godziny.
- Jak tam, rozkręciły się twoje urodziny?
- Tak, było świetnie, nikt nie zapomniał, miałam imprezę niespodziankę w autobusie, i była tam budka do zdjęć i byłam tak strasznie pijana i byłam tam z  Nathanem i... i pocałowaliśmy się...
- Co?! - krzyknęła i zgaduję, że podniosła się z leżenia do siedzenia. W tyle usłyszałam jakiś pomruk i wiedziałam, kto go wydał.
- Pozdrów Chrisa - mruknęłam. - Ale nic mu nie mów!
- Czekaj, pójdę do łazienki - chwila ciszy. - No mów, jak było?
- Hayley!
- No co? Ostro? Delikatnie? Skończyliście w łóżku?
- Matko... - wywróciłam oczami. - Uciekłam.
- Jak to uciekłaś?
- Przeprosiłam go i uciekłam z autobusu, weszłam do klubu i poszłam prosto do baru.
- Zawsze przepraszasz kolesi, jak się z nimi całujesz?
- Hayley, zabiję cię zaraz... Chodzi o to... Nathan jest naprawdę dobrym człowiekiem, jest ciepły i kochany, a ja... no wiesz, mam tę wadę...
- O rany...
- Co się stało?
- Podkochujesz się w nim! - powiedziała oskarżycielsko. - A jeszcze niedawno byłabyś w stanie przysiąść na własne dziewictwo, gdybyś je miała, że absolutnie nie.
- Hay, nie pomagasz mi.
- Dobra, już się uspokajam. Gadałaś z nim?
- Nie.
- Musisz to zrobić. Ale przede wszystkim musisz pamiętać, żeby nie wylatywać mi z tekstami, że Nathan jest taki wspaniały i zasługuje na kogoś lepszego niż ty, bo jesteś piękna, mądra, utalentowana i jesteś najlepszym co mogłoby trafić mu się w życiu.
- To nie jest takie proste. Jesteśmy przyjaciółmi, przyjaciele się nie całują.
- No właśnie! A wy się całowaliście, czyli nie jesteście przyjaciółmi, ale czymś więcej, więc działaj zanim jakaś siksa wykorzysta twoją stratę.
- Muszę kończyć, mam mega kaca, ale chcę coś zjeść. Pewnie banana.
- Trzymaj się, mała.
Cisnęłam telefonem w poduszkę. Nie pomogła mi. Ale to cała Hayley - nie świeciła złotymi radami, dopóki sytuacja nie była naprawdę beznadziejna, wtedy była nieoceniona.
Włożyłam dresy, zjechałam windą, wzięłam kilka bananów i wróciłam do swojego pokoju. Dobra, czas zająć się obowiązkami. A do moich obowiązków należy nie tylko wydanie płyty, ale też kontakt z fanami, chociaż to raczej przyjemność. Weszłam na twittera, podziękowałam za wszystkie tweety z życzeniami, większość nawet przeczytałam, podziękowałam też za promocję teledysku do "4ever", bo czasami mam wrażenie, że fani robią więcej niż część managementu odpowiedzialna za to. Po dobrych kilku godzinach ktoś w końcu przypomniał sobie o mnie i postawił sprawdzić, czy żyję, bo rozległo się pukanie do pokoju.
- Cześć, Iris.
- Nie chcę być niemiła...
- To nie bądź.
- Ale wyglądasz, jak siedem nieszczęść.
- Wiem, mam największego kaca w życiu - powiedziałam ostentacyjnie pijąc wodę.
- Zajęłaś się twitterem?
- Oczywiście, że tak.
- Świetnie. Mam dobrą wiadomość, teledysk miał całkiem sporą ilość wyświetleń w Stanach. Gdybyś weszła na przynajmniej do drugiej dziesiątki jakiejś ich listy, moglibyśmy cię tam wysłać - do tej pory chodziłam po pokoju, teraz nagle przystanęłam.
- Skąd pomysł, że chcę jechać do Stanów?
- Emma, każdy chce podbić USA - prychnęła, jakby było to takie oczywiste.
- Może najpierw podbiję swój rodzimy kraj, a potem zajmę się drugą stroną oceanu? - spytałam.
- Na razie to tylko takie gdybanie, zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja, jutro postaram się przynieść ci dokładną rozpiskę promocji singla, występów na festiwalach i promocji płyty.
- Kiedy premiera?
- 14 lipca.
- Okej - już czułam się zmęczona na samą myśl o tym, co czeka mnie w lipcu. Festiwale, promocja płyty, a gdzie czas na wakacje? W grudniu?
- Próba dźwięku jest dzisiaj, za dwie godziny, ogarnij się choć trochę - powiedziała Iris wstając do wyjścia.
- I teraz mi to mówisz?! - krzyknęłam za nią.
Szybko wystrzeliłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic, dużą część pozostałego czasu spędziłam z korektorem w ręce starając się zamaskować ślady imprezy do białego rana. Założyłam mój standardowy poimprezowy zestaw - dresy, bokserka, katana i obowiązkowo okulary, włosy związałam w luźnego koka i byłam gotowa do wyjścia.
Weszłam do windy, drzwi były już prawie zamknięte, aż w ostatnim momencie ktoś włożył w nie rękę i z powrotem się otworzyły, a do środka weszli Jay i... Nathan.
- Siema Emma - powiedział wesoło wyraźnie skacowany Jay.
- Cześć - odpowiedziałam, Nathan też mruknął coś, co miało przypominać "hej".
- Jak żyjesz po imprezie?
- Ledwie. Myślisz, że mam okulary na nosie w windzie, bo tak fajnie? - zaśmiałam się.
- Widzisz, młody też tak, nawet nie wiedziałem, że był aż tak nawalony, żeby dzisiaj być taki... przedwczorajszy.
Raczej wszyscy chcieliby, żeby to był alkohol...
Dojechaliśmy na dół i rozeszliśmy się do busów, które miały nas zawieźć na próbę. Standardowo ja poszłam pierwsza, odwaliłam swoje, chociaż z małymi potknięciami spowodowanymi moim rozdrażnieniem i usiadłam pod sceną. 
Dobra, wiem, że miałam z nim pogadać o tym, co się stało, ale zwyczajnie nie mogłam się na to zebrać. Bałam się... Bałam się, że machnie na to ręką i powie, że nic się nie stało. Z drugiej strony bałam się, że właśnie nie machnie. Zadzwoniłam do Hayley pożalić się jej z moich rozterek.
- Czasami wydaje mi się, że jesteś dwubiegunowa - powiedziała z pełną buzią.
- Serio, Hay? To wszystko, co masz mi do powiedzenia?
- Dobra, skup się - usłyszałam, że odłożyła widelec, łyżkę czy czymkolwiek jadła. Oho, robi się poważnie... - Gdybyś mogła powtórzyć to bez żadnych konsekwencji, zrobiłabyś to?
- Pewnie tak.
- Lubisz go inaczej niż resztę The Wanted czy twój zespół?
- No tak - przyznałam i przysięgam, że się zaczerwieniłam.
- To idź do jego pokoju, przekręć zamek w drzwiach do weź się do roboty! Nie będziesz żyć wiecznie, a jemu kiedyś może znudzić się czekanie, weźmie ślub z kimś z rozsądku i obydwoje będziecie nieszczęśliwi.
- Rozpatrzę twoją propozycję. Dokończ sobie spokojnie jedzenie, na razie.
- Pa.
Dzisiaj nie zamierzałam nic rozpatrzać. Zamówiłam do pokoju lody i mnóstwo filmów. Łzawych filmów. Jednak szybciej niż roomservice do mojego pokoju zapukał ktoś inny...
- Hej, mogę wejść? - spytał Nathan opierając się o framugę drzwi.
- Tak, jasne - otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam go do środka. - Siadaj - wskazałam ręką na łóżko i usiadłam obok niego.
- Wczorajsza noc... - zaczął powoli. - My...
- My... byliśmy pijani - dokończyłam.
- Tak, to też...
- Nath, jesteśmy w pracy. Zostały nam cztery koncerty, pięć dni, musimy skupić się na tym, żeby dać z siebie wszystko na scenie. Profesjonalizm.
- Tak, masz rację - powiedział lekko zbity z tropu. - Pewnie masz... Więc na razie zostawmy to  dajmy z siebie wszystko na koncertach, ale wiedz, że wrócę do ciebie za pięć dni i nie odpuszczę.
- To dobrze. Nie chcę żebyś odpuścił - sama siebie zadziwiłam tą szczerością. - Ja po prostu się... boję.
- Wiem - złapał moją dłoń. - Pamiętam każde słowo, które wczoraj powiedziałaś i zapamiętaj sobie. Jesteś moją najlepszą opcją - powiedział patrząc mi głęboko w oczy. - No, to do zobaczenia - i jak gdyby nigdy nic wstał i wyszedł.
- Co to było? - mruknęłam do siebie.
Po chwili w końcu dojechał mój room service, jedząc lody i oglądając filmy jechałam sama po sobie:
- Jesteśmy w pracy? Co to w ogóle za tekst jest?! Idiotka...
Po dodanych koncertach w Brighton i Bournemouth nadeszła pora na Belfast i Dublin. Pierwszy niezbyt mnie ruszał, to wciąż Wielka Brytania. Ale Dublin... To już inna bajka. Po pierwsze nigdy tu nie byłam, po drugie, jakby nie patrzeć, to inny kraj, a to otwiera mi dobre możliwości wyjścia poza UK. Bardzo podekscytowana zaczęłam swoją gadaninkę po pierwszej piosence:
- Cześć Dublin. Jestem mega podekscytowana i bardzo się cieszę, że tu jestem. Nie mam na myśli tylko sceny, ale ogólnie Dublin, bo nigdy tu nie byłam, ale bardzo mi się tu podoba. Można by powiedzieć, że moja dziewicza podróż do Dublina ma miejsce z The Wanted, czyli w sumie straciłam dziewictwo z The Wanted... Dopiero teraz do mnie doszło; że to zabrzmiało źle w każdy możliwy sposób - dodałam po namyśle, a wszyscy wybuchnęli śmiechem. - To znak, że starczy gadania, to mój cover "Locked Out Of Heaven".
Zajęłam się śpiewaniem, z pewnością miało to lepsze skutki niż tworzenie złotych myśli. Dokończyłam swój występ, obejrzałam kawałek koncertu, przebrałam się, zaśpiewałam z chłopakami, do tego momentu wszystko było ok, ale kiedy już miałam schodzić ze sceny, Nathan wyciągnął mi słuchawkę z ucha i powiedział:
- Ty właśnie skończyłaś pracę.
- Tak, tak wiem - powiedziałam starając się brzmieć jak najnormalniej się dało.
O rany, o rany, co teraz? Przerażona biłam się z myślami, rozsądkiem i własnym sercem, co zajęło mnie tak bardzo, że nie zauważyłam kilku kabli, a że byłam w szpilkach, skutki były do przewidzenia, wylądowałam na ziemi.
- Auć - mruknęłam pod nosem.
Obejrzałam nogi z każdej strony, dobra, chyba jestem cała. Zabrałam się do wstawania... Ups, jednak nie. Prawa kostka. Miałam tylko nadzieję, że to tylko chwilowe, a nie coś na dłuższą metę, jak skręcenie, bo naprawdę to najgorszy możliwy moment. Misja - dotrzeć do garderoby. Samemu, bo wołanie kogoś byłoby, jak rzucanie grochem o ścianę, bo było zwyczajnie za głośno. Zdjęłam szpilki, ostrożnie się podniosłam i zaczęłam podskakiwać podpierając się o ścianę. Pięć milionów skoków później doskakałam się do garderoby i wskoczyłam do środka.
- Co ci się stało? - spytał Josh.
- Potknęłam się o kable - powiedziałam siadając na kanapie.
- Skręciłaś kostkę? - spytała Iris.
- Nie wiem, nie jestem lekarzem. Ale boli...
Managerka kucnęła przede mną i zaczęła oglądać nogę.
- Ała! Nie dotykaj! - pacnęłam ją po ręce. - Dajcie mi lodu.
Holly podała mi worek z lodem, przyłożyłam go sobie do obolałej kostki.
- Musimy jechać z tym do szpitala - stwierdził Ben.
- Ciii - wsłuchałam się w odgłosy z zewnątrz. - Właśnie skończył się koncert, nie wyjdziemy stąd przez następne pół godziny, musimy przeczekać.
Siedziałam z tym cholernie zimnym lodem na cholernie bolącej kostce, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - powiedziała Iris.
- Koniec trasy, wszyscy idą na imprezę! - do środka wpadło The Wanted z Tomem na czele.
- No ja raczej słabo - wskazałam palcem na kostkę.
- Co ci się stało? - spytał Nathan.
- Po występie potknęłam się o kable i oto leżę i czekam, aż ludzie się rozejdą i będę mogła spokojnie pojechać do szpitala.
- Jak mogłaś potknąć się o kable? Powinny być schowane!
- Opanuj się, Nathan, obsługa wymieniała głośnik godzinę przed koncertem, nie było czasu na chowanie kabli - zganiłam go.
- Bardzo boli? - zapytał Siva.
- Trochę... Chociaż teraz już nie wiem, wiem, że jest mi zimno w tą kostkę. Dacie mi chwilę, przebiorę się z tej sukienki i pojadę do szpitala.
- Tak, jasne, wychodzimy - razem z The Wanted wyszli wszyscy oprócz Iris, która pomogła mi zmienić sukienkę na spodenki i top, dzisiaj było naprawę gorąco, wątpię, żebym nawet po dziesiątej w nocy miała zmarznąć, ale dla pewności wzięłam też bluzę.
Szpilki zamieniłam na trampki, wzięłam dokumenty i telefon i zaczęłam wyskakiwać z garderoby, wszyscy czekali na korytarzu.
- Na co tak czekacie, rozdają coś za darmo? - spytałam dla rozładowania atmosfery. - Litości i tak wszyscy ze mną nie pojedziecie, zbierzcie swoje rzeczy i idźcie na imprezę.
- My mamy się bawić, kiedy ty będziesz czekać na izbie przyjęć? - Max popatrzył na mnie z powątpiewaniem.
- Tak. To były intensywne trzy tygodnie pracy, wszyscy narobili się jak woły, zasługujecie, żeby się pobawić - zapewniłam. - A teraz przepraszam, muszę doskoczyć do samochodu - zaczęłam podskakiwać wzdłuż ściany.
- Litości, Emma - Josh podszedł do mnie i ni stąd ni zowąd wziął mnie na ręce.
- Josh, postaw mnie, dam sobie radę - zero reakcji. - Josh, na zewnątrz na pewno są paparazzi, co powie Alice?
- Zrozumie, dwa dni nosiłem jej przyjaciółkę, jak skręciła kostkę, a jest trochę cięższa od ciebie.
Westchnęłam ze zrezygnowaniem, Josh to Josh, jego nie przegadam. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Nathana, nie wyglądał na zadowolonego...
Josh zaniósł mnie do podstawionego samochodu, do szpitala pojechała ze mną tylko Iris, która na miejscu pobiegła po wózek inwalidzki (serio?), na którym wwiozła mnie do środka. Wypełniłam jakieś papierki, poczekałam dobrą godzinę, zabrano mnie na prześwietlenie, potem czekałam kolejne pół godziny, aż zjawił się doktor i na wejściu powiedział:
- Skręcenie drugiego stopnia.
- Domyślam się, że to nie za dobrze, ale co dokładnie oznacza drugi stopień? - spytałam.
- Częściowe uszkodzenie więzadeł, gips na dwa tygodnie.
- Panie doktorze - zmieniłam ton na milutki. - Wie pan, jestem bardzo zapracowana, zwłaszcza teraz, festiwale i tak dalej, dobrze by było, gdyby moja mobilność nie była ograniczona przez gips. Nie ma innych opcji?
- Niestety nie. Mam też dla pani tabletki  -podał mi dwie fiolki. - Te mniejsze proszę brać tylko, gdy kostka będzie bolała, te drugie rano po jednej sztuce.
- Rozumiem, dziękuję.
- Za chwilę przyjdzie pielęgniarka, która zabierze panią do gipsowni.
- Okej...
Lekarz wyszedł i zostałam w pokoju z Iris.
- W sumie to szczęście w nieszczęściu - stwierdziłam.
- Gdzie ty tu masz szczęście?
- Stało się to po ostatnim koncercie, a nie po pierwszym i mam z głowy choreografię na festiwalach, bo nie mogę tańczyć.
- No tak, pod tym względem nie mogłaś trafić lepiej.
Po kolejnych trzydziestu minutach wyszłam o kulach ze szpitala.
Wróciłam do hotelu, rozeszłyśmy się z Iris do pokoi. Jeszcze dobrze nie usiadłam na łóżku, rozległo się pukanie do drzwi.
- Litości, Iris, idealne wyczucie czasu - powiedziałam na tyle głośno, żeby mogła usłyszeć.
Tyle że to nie była ona...
- Cześć, Nathan... Nie jesteś na imprezie?
- Nie, jakoś nie miałem nastroju. Jak kostka?
- Jak widać - wskazałam na gips. - Stanie w drzwiach nie jest zbyt komfortowe dla mnie, wchodź do środka - ruszyłam z powrotem do łóżka rozstawiając mu otwarte drzwi i nie mając pojęcia, co za chwilę może się stać, jaka rozmowa się zapewne zacznie i jak przebiegnie...
Heeeej :)
Jak obiecałam, ten rozdział jest duuuużo szybciej niż poprzedni :) Nie za bardzo wiem, co napisać, może dlatego, że jest późno i jestem zmęczona (dopiszę, że jest 00:30 w nocy z czwartku na piątek, bo rozdziały czasami dodają się z datami, jakie im się podobają ;/). Do następnego xx