poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kilka słów...

Wiem, nie było mnie mega długo i przepraszam za to. I nie tylko za to.
Próbowałam napisać rozdział przez bardzo długi czas, ale przyznam, że nie spędzało mi to snu z powiek. Bloga założyłam rok temu, a od tego czasu wiele się zmieniło, przede wszystkim ja się zmieniłam i zgaduję, że (przynajmniej teraz) pisanie bloga nie jest czymś, czym mam ochotę się zajmować, już nie chodzi o brak czasu, który fakt faktem był powodem w czerwcu i na początku lipca, ale o brak chęci. Każdy z nas tak ma, że coś na początku nas mega jara i spędzałybyśmy całe dnie przy tym, a z czasem ta fascynacja spada i tak właśnie stało się ze mną...
Nie wiem, może jeszcze wrócę do pisania, jeśli coś zmieni się w moim życiu i będę miała pustkę do zapełnienia, ale raczej  nie prędko.
Dziękuję Wam za cały ten czas, kiedy ze mną byłyście i za wszystkie komentarze! :*

środa, 23 kwietnia 2014

40. Nie mogę na ciebie patrzeć.

Nathan i Ariana. Całowali się. Odsunął się od niej, a sekundę później drzwi, którymi weszłam trzasnęły. Wtedy odwrócił się w moją stronę i pobladł, jakby zobaczył ducha.
- Emma... - powiedział cicho.
Pokręciłam głową, odwróciłam się i zaczęłam biec, aż wpadłam wprost na Matta.
- Właśnie szedłem powiedzieć ci, że my zwijamy do hotelu, ty możesz zostać z chłopakami jak... Em, wszystko gra? Dobrze się czujesz, jesteś blada jak ściana.
- Trochę słabo mi - przyznałam.
- Chodź na powietrze - powiedział.
Akurat staliśmy obok bocznych drzwi, więc pchnęłam je i szybko wyszłam na zewnątrz, Matt zrobił coś na telefonie, schował go do kieszeni i usiadł obok mnie na betonie.
- Wszystko ok?
- Nie - odpowiedziałam. I nie chodziło mi tylko o moje roztrzaskane na milion kawałków serce. - Rozmazujesz mi się. I słabo mi.
- W takim razie, chociaż nie będziesz zadowolona, dobrze, że zrobiłem, to co zrobiłem.
- Co zrobiłeś? - spytałam, ale przez dłuższą chwilę nie odpowiadał. - Nie - jęknęłam. - Tylko nie Iris.
- Sorry.
Wtedy drzwi otworzyły się i cała banda wypadła na zewnątrz.
- Emma? Emma? Słyszysz mnie? - zapytała Iris.
- Mam tylko zamknięte oczy, nie umarłam - powiedziałam cicho.
- Mollie, daj swoją wodę - powiedziała, po chwili poczułam, jak butelka dotyka moich ust. Zrobiłam kilka łyków.
W międzyczasie poczułam czyjąś rękę na nadgarstku i usłyszałam, jak Oliver oddala się rozmawiając przez telefon.
- Ollie, jeśli dzwonisz na pogotowie oficjalnie cię nienawidzę i nie jesteś już moim ulubionym keybordzistą - wymamrotałam.
- Trzeba cię pilnować jak małe dziecko - mruknęła Iris.
Drzwi z hukiem się otworzyły i usłyszałam znajomy, obecnie znienawidzony głos:
- Co się dzieje?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nathana. Emocje mają ogromną moc. Moja złość, na przykład, dała mi siłę, żeby podnieść się na równe nogi, chociaż parę sekund temu nie miałam siły mówić.
- Emma, co ty... - Matt i wszyscy inni zaczęli protestować.
- Czy możecie zamknąć się i dać mi spokój? - warknęłam.
Zrobiłam kilka kroków, aż zrobiło mi się ciemno przed oczami...

Obudziłam się w karetce, poczułam coś na ręce, automatycznie chciałam to zerwać.
- Hola, hola - poczułam rękę łapiącą mnie za dłoń.
Otworzyłam oczy, zobaczyłam ratownika medycznego, który powstrzymał mnie przed wyrwaniem wenflonu z ręki.
- Co to? - spojrzałam na kroplówkę.
- Witaminy.
- Historia lubi się powtarzać - mruknęłam. Rozejrzałam się po samochodzie. - Gdzie Iris?
- Szatynka, która próbując przekonać kogoś do swoich racji wymachuje na lewo i prawo ręką, w której trzyma iPhone'a i powtarza "jestem jej managerką"?
- Tak.
- Nie mogliśmy jej wziąć nie jest z rodziny - odpowiedział.
- Jest moją managerką! - jęknęłam.
- Nie jest z rodziny - powtórzył, jak zacięta płyta.
Westchnęłam.
- Długo będziecie mnie trzymać?
- Prawdopodobnie... tak.
- Słucham?
- Omdlenie, ledwie wyczuwalne tętno, uderzenie w głowę, trupia bladość... - zaczął wyliczać.
- Jestem Brytyjką. Bladość mam we krwi - powiedziałam.
- Inne rzeczy nie.
Na tym rozmowa się skończyła. Zaczęłam odtwarzać w pamięci wszystko, co stało się, zanim zemdlałam... Zacisnęłam mocno wargi, żeby się nie rozpłakać i patrzyłam tępo przed siebie.
Po kilku minutach dojechałam na miejsce, pobrano mi krew, zrobiono prześwietlenie, podano nową kroplówkę i kazano czekać w pokoju. Położyłam się na boku i patrzyłam przed siebie, nie wiem, kiedy po policzku popłynęła mi pojedyncza łza. Drzwi do sali otworzyły się, otarłam ją szybko wierzchem dłoni i obróciłam się.
- Jeszcze jeden taki numer i odchodzę - powiedziała siadając na krześle obok łóżka.
- Kiedy mnie wypuszczą? - spytałam.
- Prawdopodobnie dopiero rano.
- Co?!
- Szpital w Manchesterze przesłał im twoją kartę, wiedzą, że to nie pierwszy raz, zatrzymają cię na obserwacji.
- Świetnie - mruknęłam. - Kup mi na jutro bilet - powiedziałam po chwili ciszy.
- Bilet gdzie?
- Do Londynu.
- Emma, mamy samolot za trzy dni.
- Po prostu zrób to - obróciłam się do niej tyłem powstrzymując się od płaczu.

Rano lekarz powiedział mi, jak beznadziejne są moje wyniki, że mam się wziąć za siebie, jeść zdrowo i regularnie, nie przemęczać, przepisał jakieś witaminy i wypisał mnie do domu.
Przez całą drogę nie odzywałam się, w hotelu wzięłam z recepcji kartę do mojego pokoju, ruszyłam w kierunku windy, kiedy Iris złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w drugą stronę.
- Co ty robisz? - spytałam.
- Najpierw śniadanie - odparła i wylądowałyśmy w restauracji.
Zamówieniem śniadania dla mnie zajęła się oczywiście Iris, bo ja najwidoczniej nie umiem tego zrobić.
- Kupiłaś mi bilet? - spytałam.
- Emma, o co cho...
- Prosiłam tylko o wcześniejszy bilet do domu - powiedziałam przez zęby, ale spokojnie.
- Tylko kiedy powiesz mi, o co chodzi - uparła się.
- Iris, to ty pracujesz dla mnie, nie ja dla ciebie - wiem, zabrzmiało to ostro i wyszłam na sukę, ale nie miałam ochoty na jej psychologiczne bzdety. Wzięłam ostatni kęs do buzi i ruszyłam do windy. - Aha, bilet na dzisiaj - dodałam na odchodne.
Czekałam na windę, drzwi się otworzyły i wypadł z niej cały mój zespół. Świetnie, tylko tego mi było trzeba.
- Em, jak się czujesz?
- Wszystko dobrze?
- Co ci powiedzieli w szpitalu?
- Ta, wszystko gra, mam po prostu wziąć się za siebie - odpowiedziałam na lawinę pytań. - Wiecie, Iris dalej je, pogadajcie z nią, na razie - szybko wyminęłam ich, weszłam do windy, wcisnęłam przycisk i pojechałam na górę.
Szybko, ale cicho przemknęłam do mojego pokoju, zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i powoli osunęłam się na ziemię. Tarcza, którą zbudowałam wokół siebie, żeby nie rozryczeć się wśród ludzi, zaczęła pękać, teraz byłam sama. Podniosłam się na nogi, rozebrałam i poszłam pod prysznic. I tak się zaczęło. Stałam, a z oczu niekontrolowanie leciały mi łzy, szlochałam tak bardzo, że nie mogłam wziąć oddechu. Czułam do siebie wstręt, miałam ochotę zdrapać z siebie każdy kawałek skóry, którego kiedykolwiek dotknął Nathan.  Nienawidziłam siebie, nienawidziłam jego, nienawidziłam całego świata, miałam ochotę położyć się w łóżku i zostać tam na zawsze. Tak też zrobiłam. Ubrałam się w dresy i położyłam. I dalej płakałam. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Nie zamierzałam podnosić się, ani otwierać.
- Emma, to ja, otwórz! - usłyszałam Iris. - Wiem, że tam jesteś.
Dobra, niech jej będzie, byle tylko przestała się drzeć pod tymi drzwiami, zanim Sykes usłyszy.
Wstałam otworzyłam drzwi i z powrotem położyłam się do łóżka.
- Emma - zaczęła spokojnie. - Kupię ci ten bilet, ale musisz mi powiedzieć, co się dzieje... - usiadła obok mnie.
- Po prostu chcę... wrócić do domu - głos mi się załamał i rozpłakałam się.
- Em?
- Nie chcę tu być, Iris - wyszeptałam.
- Ale... co się stało?
Nie mogłam jej powiedzieć, czułam wstyd i wstręt.
- Proszę, Iris - powiedziałam przez łzy.
- Dobrze, zobaczę, co dam radę załatwić - pogłaskała mnie po głowie i podniosła się do wyjścia.
- Weź mój laptop i zrób to tutaj - powiedziałam spokojniej, chociaż po policzkach dalej leciały mi łzy.
- Dobrze - Iris wzięła komputer i znowu usiadła na łóżku. Oparłam się o nią głową i płakałam nie wydając żadnego dźwięku. - Jest samolot o osiemnastej.
- Idealnie - powiedziałam cicho.
- Zrobione - powiedziała po chwili. - Zejdę do recepcji, żeby wydrukowali mi kartę pokładową.
- Iris... - zawołałam, kiedy już stała w drzwiach. - Nie mów nic nikomu, dopóki nie wylecę.
Przyglądała mi się uważnie przez chwilę.
- Dobrze - pokiwała głową i wyszła.
Położyłam się na boku i zamknęłam oczy. Skupiłam się na swoich oddechu, żeby przestać ryczeć. Wydaje mi się, że zasnęłam, w każdym bądź razie, obudziło mnie pukanie. Pewnie Iris wróciła z kartą pokładową.
Podniosłam się z łóżka, otworzyłam drzwi i... to nie była Iris. Wręcz przeciwnie. Nathan. Chciałam bez słowa zamknąć drzwi, ale przytrzymał je ręką.
- Muszę z tobą porozmawiać - powiedział.
- Nie wydaje mi się - powiedziałam przez zęby. - Teraz zabierz tę rękę, bo chciałabym zamknąć drzwi.
Nic z tego, próbował wejść do środka, ale tym razem ja zablokowałam drzwi stopą. Jak się mieszka samemu w Londynie, trzeba umieć sobie radzić.
- Em, to nie tak ja...
- Stop - przerwałam mu. - Jeśli powiesz "To nie tak jak myślisz", przysięgam, że wybuchnę. Tony powiedział to samo, sekundę zanim go spoliczkowałam, kiedy złapałam go z Kaylą, więc jeśli nie chcesz dostać w twarz, to daj mi spokój.
- Daj mi tylko coś wytłumaczyć.
- Co wytłumaczyć? Pozwól, że ja to zrobię. Wprawdzie nie mam w tym doświadczenia, ale "udawanie pary" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu - nie oznacza całowania się za kulisami, bo zgadnij, nikt tam wam zdjęcia nie zrobi. Chociaż mogłam zrobić wam tę przysługę, wtedy sprzedaż na pewno by wzrosła...
- Emma, to nie...
- Nie przerywaj mi - wysyczałam. - Nie mogę na ciebie patrzeć. Kiedy tak tu stoisz, ja zastanawiam się, czy czuję większy wstręt do ciebie, czy do siebie przez to, co stało się 24 godziny zanim złapałam cię z Arianą. I chociaż wstyd mi to przyznać, to przepłakałam przez ciebie całe morze łez. Nienawidzę. Cię. Słyszysz? Nienawidzę. Nigdy, ale to przenigdy ci nie zaufam. Mam tylko w sobie na tyle dojrzałości, żeby nie odzwierciedlać mojego życia osobistego na twitterze i tym podobnych i tylko dlatego, że nie chcę jakiś dramatów i domyśleń, nie będę bawiła się w jakiś unfollowanie i tym podobne. Ale nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
Po tych słowach odpuścił, cofnął się kilka kroków i mogłam zamknąć drzwi. Wtedy moja maska znowu opadła. Osunęłam się na podłogę i zaczęłam cicho łkać.  Weź się w garść, powiedziałam do siebie. Dwa głębokie oddechy.
Podniosłam się z podłogi, rzuciłam walizkę na łóżko i wyciągnęłam jakieś mniej zdezelowane dresy, generalnie ubrałam się bardziej do ludzi.


Chwyciłam hotelowy telefon i zamówiłam obiad do pokoju, podładowałam telefon, dokończyłam pakowanie, kiedy ktoś zapukał do drzwi, już miałam się rzucić, żeby otworzyć, ale stwierdziłam, że poczekam chwilę.
- Room service - usłyszałam.
Dobra, teraz można.
- Nie chcę zabrzmieć przemądrzale, ale od kiedy to recepcjoniści przynoszą obiady do pokoi? - spytałam wpuszczając do środka Seana, recepcjonistę, który wybawił mnie od kolesia, który pomylił pokoje dwie noce temu.
- Restauracja ma teraz ogromny ruch, a nas na recepcji jest aż za dużo - powiedział wjeżdżając z obiadem do środka.
- Okej. Tak czy inaczej dziękuję. Za obiad i za to dwie noce temu.
- Wykonuję tylko swoją pracę. Może to nie mój interes, ale... wszystko w porządku?
Rzygałam tym pytaniem. Wszyscy do oporu pytali mnie o to, kiedy rozstałam się z Tony'm, a teraz znowu to samo...
- W zasadzie to... nie - odpowiedziałam. - Ale wracam dzisiaj do domu - wskazałam na spakowane torby - więc z czasem będzie lepiej - uśmiechnęłam się słabo.
- Rozumiem. W takim razie, życzę smacznego - Sean wskazał na tacę z obiadem i wycofał się do wyjścia.
- Dziękuję - powiedziałam i kiedy drzwi się zamknęły zabrałam się za jedzenie.
Mięso, sałatka, ryż, Iris byłaby zadowolona, gdyby widziała mój obiad. Z resztą, zobaczyła go, bo jak tylko wzięłam pierwszy kęs do ust, zaczęła dobijać się do pokoju.
- Twoja karta - podała mi kartę papieru do ręki.
Złożyłam ją i wsadziłam do tej samej kieszeni w plecaku, co paszport.
- Nie powiem nic nikomu do osiemnastej, ale potem, kiedy będą pytać, poinformuję tylko, że poleciałaś do domu, bo tak chciałaś - dodała.
- Dobra - odpowiedziałam i powoli drobiłam obiad.
Było pyszne, chciałam to zjeść, ale nie mogłam...
- Iris, chcę to zjeść, ale nie mogę - westchnęłam.
- Rozumiem. Po prostu zadbaj o siebie w Londynie.
- Jasne - pokiwałam głową.
- Zamówiłam ci taksówkę, zaraz będzie na dole.
- Więc chyba pora się wymeldować - stwierdziłam.
Iris pomogła mi z walizkami, zjechałyśmy windą na dół, wymeldowałam się i przyjechała taksówka.
- Zadzwonisz sama do rodziców, czy ja mam to zrobić? - spytała.
- Zrobię to z taksówki - skłamałam.
Nie zamierzałam dzwonić do rodziców, ani jechać do Birmingham. Myślą, że jeszcze trzy dni będę w Los Angeles i niech tak zostanie. Potem wymyślę, że mam robotę w Londynie. Chciałam spokoju, nie potrzebowałam wszystkim dopytujących się, co mi się dzieje.
Uściskałam Iris i weszłam do taksówki. Trzy godziny później byłam już wysoko nad ziemią. Zjadłam dwie paczki orzeszków, wsadziłam słuchawki do uszu i zamknęłam oczy. Obudziłam się kilka razy w trakcie lotu, ale generalnie cały przespałam. Całe lotnisko przeszłam z okularami na oczach, złapałam taksówkę i pojechałam do mieszkania, gdzie... tak, zamknęłam drzwi, rzuciłam torby, zdjęłam buty i poszłam spać.

Obudziłam się o szóstej, podeszłam do lustra. Wyglądałam jak siedem nieszczęść. Poduszka odciśnięta na twarzy, oczy  całe zapuchnięte, czarna koszulka cała oblazła mi pościelą... Pokręciłam głową, westchnęłam i podeszłam do walizki. Wyciągnęłam z niej stare, dobre dresy, choć w nie najlepszym stanie i poszłam wziąć prysznic. Stałam pod wodą całą wieczność i gapiłam się w ścianę. Już nie miałam sił płakać. Później zamówiłam chińszczyznę, ale... nie mogłam. Wzięłam jeden kęs i czułam, że jeśli zjem chociaż gram więcej, zwymiotuję. Podeszłam do tablicy korkowej, na której miałam przyczepione mnóstwo zdjęć. W tym z Nathanem. O dziwo nie poczułam nienawiści czy niechęci. Poczułam się słaba. Samotna.
Co jeśli... Co jeśli to faktycznie nie było to, na co wyglądało? Może coś mi się przewidziało? Może moja wyobraźnia z przemęczenia płatała mi figle?
Moje dziwne rozmyślania przerwały wibracje telefonu.
- Cześć, Iris - starałam się brzmieć normalnie.
- Jezu, czemu nie dałaś znać, że jesteś w domu, zamartwiałam się.
- Przepraszam, byłam zmęczona, zapomniałam - strasznie dużo kłamię ostatnimi czasy.
- Dzwoniłaś do rodziców?
- Tak, tato dzisiaj po mnie przyjedzie - znowu kłamstwo.
- Okej, trzymaj się.
- Pa - rozłączyłam się.
Odczepiłam zdjęcia od tablicy i wzięłam je ze sobą do łóżka. Nathan zranił mnie, to było niezaprzeczalne i niepodważalne. Tylko dlaczego czułam się taka... pusta. Jakby brakowało we mnie jakiegoś elementu układanki.
Nie wiem jak, nie wiem czemu i po co, ani nawet kiedy wzięłam do ręki telefon i wykręciłam jego numer. Jednak kiedy usłyszałam jego "Halo" w telefonie poczułam jakieś ciepło w sobie. Dopiero, kiedy powiedział "Emma?" ocknęłam się i wróciłam do żywych. Szybko się rozłączyłam.
- Czemu jestem taką idiotką? - pacnęłam się w czoło.
Moje wyzywanie samej siebie przerwał dzwoniący telefon. Nathan. Co mam robić? Co mam robić? Wzięłam głęboki oddech i odebrałam.
- Tak? - spytałam.
- Dzwoniłaś do mnie - powiedział.
- Ta, przez przypadek. Miałam telefon w tylnej kieszeni i jakoś samo się zadzwoniło - brzmiałam jednocześnie obojętnie i ostro.
- Aha, okej.
- No to cześć - rozłączyłam się szybko.
Położyłam się na skos na łóżku. Głowę miałam na poduszce, na której spał Nathan, kiedy nocował u mnie, jak była burza. Czemu mój mózg przypomina sobie takie rzeczy?!
Koniec, trzeba wyjść. Przebrałam się z powrotem w moje wyjściowe dresy i podeszłam do lustra.
- No, śmiało Em. Uśmiech - powiedziałam, po czym wygięłam usta w dziwny łuk. Ani to wyglądało naturalnie ani ładnie.
Jeszcze jedna próba. Wyglądam, jakby jadła coś ohydnego. To bez sensu. Po co mam się uśmiechać. Wzięłam okulary i portfel i wyszłam do sklepu na zakupy. Kręciłam się między regałami bez celu dobre pół godziny, aż doszło do mnie, że dobrze byłoby wrzucić coś do koszyka. Naprawdę chciałam wziąć się za siebie, dlatego kupiłam i zdrowe i śmieciowe jedzenie w proporcjach pół na pół. I butelkę wina. No dobra, dwie. I sześciopak piwa.
Wróciłam do domu, wypakowałam zakupy, przebrałam się w domowe dresy i włączyłam komputer. Zaczęłam przeglądać strony wszystkich możliwych szmatławców, pocieszając się, jakie głupie plotki chodzą o innych, kiedy o mnie nikt nic nie wie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Zjeżdżałam w dół strony The Sun, aż zobaczyłam nagłówek "Played with love got Emma brokenhearted"*. Słucham?
Zakup premium członkostwa na stronie kosztował mnie jakieś grosze, ale musiałam zobaczyć ten artykuł zanim ukaże się w jutrzejszej gazecie.

Praktycznie od samego początku mówi się o domniemanych związkach Emmy Collins (19), a to z Nathanem Sykesem (20), a to z Tomem Daleyem (19), ale cała trójka, jak jeden mąż wszystkiemu zaprzecza. Tymczasem Emma, która mogłoby się wydawać, jeszcze przez kilka dni miała być w Los Angeles, niespodziewanie przyleciała wczoraj do Londynu i, przepraszamy, nie wyglądała najlepiej. Tom Daley w tym czasie jest na zawodach z Meksyku, ale to nie o niego tutaj chodzi. Otóż Emma nie była w LA sama i nie mamy tu na myśli jej zespołu, czy managementu. Dużo czasu spędzała właśnie z Nathanem, który z zespołem zatrzymał się nawet w tym samym hotelu. Tak, jak u nas plotkuje się o romansie tej dwójki, tak w Ameryce media spekulują na ten związku Nathana i Ariany Grande, z którą ostatnio nagrał duet, który ostro promują w całych Stanach nie szczędząc sobie przy tym słodkich spojrzeń na scenie. Czy więc nagły powrót Emmy oznacza, że amerykańskie media miały rację? Czy Nathan zmęczył się walką o względy słodkiej blondynki z przyjacielem i zajął się Arianą Grande? Emma zawsze wychwalała muzykę zespołu Lawson, w tym ich ostatni singiel "Brokenhearted", który najwidoczniej bardzo dobre opisuje jej stan.

Gapiłam się w ekran, jak głupia. Co. Za. Szuje. Trzasnęłam laptopem i rozpłakałam się. Jak oni śmieli. Nienawidzę prasy. Nienawidzę dziennikarzy. Nienawidzę ludzi wtykających nos w nieswoje sprawy. Chciałabym zapaść się pod ziemię, gdzie nie dochodziłyby do mnie żadne głosy z zewnątrz...
Wzięłam lody z zamrażalnika i powoli jadłam je, z czasem zrobiła się z nich mało apetyczna papka, ale mi to nie przeszkadzało. Nawet nie wiem, kiedy zrobiła się 23. Zgasiłam światło i chciałam iść spać. Byłam tylko ja i cztery ściany. Absolutna cisza, mimo to nie mogłam zasnąć. Spojrzałam na zegarek. Kiedy zrobiła się pierwsza?! Wzięłam słuchawki, puściłam cicho muzykę i zamknęłam oczy, to powinno pomóc. Nie pomogło. Zapomniałam, że mam na telefonie wersję "Almost Is Never Enough", którą nagrałam z Nathanem. Tak, nie trzeba mi było wiele, znowu po policzkach zaczęły lecieć mi łzy.


*Parafraza wersu z "Brokenhearted" Lawsona ;)


Ekhem... Hej, czy coś. 
Wiem, że długo mnie nie było i tak dalej, pisałam już wyjaśnienie na pierwszym blogu, nie mam siły się powtarzać, ale za to zdradzę Wam parę szczegółów, co planuję ;) Taka nagroda za Wasze czekanie. Dwa, trzy rozdziały będą jeszcze takie łzawe, potem może trochę przymulone, ale później Emma wróci z podwójną siłą ;)

środa, 19 lutego 2014

39. Namiesza ci w głowie, a potem zniszczy doświadczeniem.

Kiedy się obudziłam, Nathana nie było obok, na poduszce leżała za to karteczka.

Chciałem być obok Ciebie, kiedy się obudzisz, ale mamy pilne spotkanie,a Ty mocno i słodko spałaś ;) Nathan xx

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Sięgnęłam po telefon. Miałam wiadomość od Iris.

Jak coś, to wszyscy jemy śniadanie na dole. W towarzystwie zawsze lepiej ;)

Wzięłam prysznic, lekko malowałam rzęsy, i dopiero wtedy coś zauważyłam.
- O ja cież pierdzielę - nachyliłam się bliżej do lustra.
Malinka na obojczyku.
- No ja go zabiję - mruknęłam.
Dokończyłam malowanie, wygrzebałam z walizki jakąś lekką chustkę, którą zakryłam dowody zbrodni i zjechałam na dół. W restauracji siedzieli Iris, Matt, Josh i Holly.
- Dzień dobry - powiedziałam wesoło zajmując miejsce.
- A ty co taka wesoła? - zdziwiła się Iris.
Zazwyczaj przez pierwsze dwie godziny od wstania burczałam coś pod nosem zamiast odpowiadać.
- A czemu mam nie być? Jest piękna pogoda, dobrze się czuję, nic mnie nie boli... Omlety i sok, dziękuję - wtrąciłam w wypowiedź zamówienie dla przechodzącej obok kelnerki. - Więc czemu mam nie być wesoła?
Matt złapał mnie za brodę, obrócił moją twarz w jedną stronę, w drugą, do dołu, do góry...
- Jest coś dziwnego w twojej twarzy... - stwierdził dalej mi się przyglądając.
- Masz rację - powiedziałam. - W nocy zdążyłam wstrzyknąć sobie botoks.
- Nie, to nie to - pokręcił głową kompletnie ignorując bezsensowność mojej wypowiedzi. - Dziewczyny zazwyczaj promienieją tak po... seksie.
- Rozgryzłeś mnie - westchnęłam. - Koniec końców wpuściłam do siebie tego kolesia, który dobijał się przez dwadzieścia minut i trochę się zabawiliśmy.
- Ty coś ukrywasz - pokiwał na mnie palcem.
- Już mówiłam, jesteśmy w Los Angeles, dobrze spałam, z małymi przeszkodami, ale koniec końców miałam dobry sen - wkładałam wiele wysiłku w to, żeby nie zacząć się uśmiechać na wspomnienie ostatniej nocy. Nie na wspomnienie pijanego kolesia dobijającego się do mojego pokoju, na wspomnienie tego, co było potem. - To wszystko.
- Właśnie, co było z tym kolesiem? - spytała Iris.
- W skrócie był pijany, chciał pójść do łazienki, ale pomylił drzwi i wyszedł na korytarz i tak się zakręcił, że znowu pomylił drzwi i zaczął dobijać się do mnie - wyjaśniłam szybko.
- Zostawić cię samą w pokoju, zaraz coś ci się przytrafia - pokręcił głową z dezaprobatą Matt.
- Co, załatwiłeś jakiejś dziewczynie ścieżkę wstydu rano w hallu? - odgryzłam się.
- A wyobraź sobie, że nie - wystawił język.
- Och wow, wpiszę tę datę w kalendarzu - udałam zszokowanie.

Zjedliśmy i każdy rozszedł się do pokoju. No cóż, jestem pewna, że każdy, kto wyszedł wczoraj, ma dzisiaj kaca. Jeszcze dobrze nie zamknęłam drzwi, ktoś zaczął do nich pukać. Mam nadzieję, że tym razem to nie pijany sąsiad.
- Hej - uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć - Nathan wszedł do środka, zamknął drzwi i czule mnie pocałował.
- Co tam masz? - zajrzałam mu za plecy, za którymi trzymał jedną rękę.
- Przepustki dla ciebie i całego zespołu na nasz dzisiejszy koncert - dał mi komplet smyczy z identyfikatorami.
- Dzięki.
- A teraz coś ci pokażę - powiedział i zaczął ściągać koszulkę.
- Co robisz? - spytałam. - Znaczy wiesz, nie żeby mi się nie podobało, ale jest jedenasta...
Nathan odwrócił się do mnie plecami.
- O wow - zatkało mnie. - Napadł cię wilkołak czy coś? - zapytałam.
Sporą część pleców Natha pokrywały czerwone ślady. Że... że niby ja?
- Jeśli ty jesteś wilkołakiem, to tal - odpowiedział z powrotem zakładając koszulkę (po co?!).
- Ach tak? - ściągnęłam chustkę. - Remis - wskazałam na malinkę na obojczyku.
Nathan zaśmiał się lekko.
- No to remis.
- Tyle, że ty nie paradujesz zazwyczaj bez koszulki, a ja bez chustki to i owszem, zwłaszcza w tym upale.
- Hmm... Cóż mogę powiedzieć - zamyślił się. - Nawet nie jest mi przykro. Cześć, mam próbę dźwięku - powiedział szybko i wybiegł z pokoju.
- Facet.... - westchnęłam.
Dzień wolny... Co zrobić z tym fantem. Włączyłam laptopa i zadzwoniłam do Hayley na Skypie.
- Następnym razem, jak nie będziesz się odzywała tak długo, nawet nie odbiorę - powiedziała na dzień dobry.
- Zawsze można liczyć na miłe powitanie z twojej strony - westchnęłam. - Ale masz rację. Jestem najgorszą przyjaciółką na świecie - schyliłam głowę z pokorą.
- Nie użalaj się nad sobą, lepiej powiedz, co u ciebie.
- Jestem w LA, jest wspaniale, tak ciepło, jakbym była na wakacjach, a nie w pracy.
- W Anglii też jest wyjątkowo ciepło, więc ten fragment pominęłam. Poza tym, Em, jest lato, po co ci ta chustka?
Ha, byłam już przygotowana na to pytanie. Stanęłam na łóżku i odeszłam kawałek od laptopa.
- Widzisz? Mam tylko spodenki i białą bokserkę, potrzebuję tej chustki, żeby mi tu trąciło trochę stylem - powiedziałam.
- Niech ci będzie. To, co mi kupiłaś? - zaklaskała w ręce.
- A co byś chciała?
- Coś czego nie dostanę w Anglii - powiedziała jak oczywistą oczywistość.
- No tak, jasne. Jak z tobą i Chrisem? - spytałam, bo od dłuższego czasu wszystko kręci się wokół mnie, powinnam zainteresować się też nią.
- Zaskakująco dobrze. Szczerze? Kiedy zaczęliśmy się spotykać, nie pomyślałam, że to przetrwa tak długo - Hayley sama była zdziwiona.
- Szczerze, to ja też - zaśmiałam się.
- No, a co z tobą i panem Sykesem? I wyskakującą jak spod ziemi panną Grande?
- Dobrze - powiedziałam lekko się uśmiechając.
Oczywiście, zamierzałam powiedzieć jej o tym, co stało się ostatniej nocy, ale twarzą w twarz, żeby widzieć jej reakcję i żeby powstrzymać ją przed wyznaniem tej sensacji Chrisowi.
- Tak po prostu? Dobrze? To znaczy co? Przestaniecie bawić się w podchody? Zaczniecie bawić się jak dorośli ludzie?
- Możliwe. Ale to nie jest takie proste - westchnęłam. - Mam szansę podbić Amerykę. I chcę zrobić to jako Emma Collins, nie jako dziewczyna Nathana Sykesa - wyjaśniłam.
- Tak, tylko pamiętaj, że karierę kiedyś skończysz i lepiej żebyś nie skończyła wtedy sama.
- Oj wiem, przecież wiem - wywróciłam oczami.
-I co zamierzasz z tym zrobić? - spytała.
- O rany, Hay, kiedy zrobiłaś się taka... zrzędliwa?
- Przecież za to mnie kochasz - wyszczerzyła się do kamerki.
- Niby tak - zaśmiałam się. - Miałam przygodę ostatniej nocy.
- Przygodny seks z nieznajomym?
- Nie - wywróciłam oczami. - Czasami zastanawiam się, czy ty i Matt nie jesteście rozdzielonym w dzieciństwie rodzeństwem - stwierdziłam.
- Matt to twój hot perkusista?
- Przypominam ci tylko, że chodzisz z moim kuzynem. I tak, Matt to mój perkusista. A poza tym męska zdzira. I nie, nie uprawiałam przygodnego seksu z nieznajomym. Nieznajomy za to próbował wejść do mojego pokoju w środku nocy.
- Co?!
- Jak opowiesz to Chrisowi, przypilnuj, żeby nie dotarło do mojej mamy, bo zaraz będzie się denerwować dzwonić do mnie w środku nocy i siać panikę - wywróciłam oczami i streściłam jej historię.
- A ten recepcjonista jakiś do rzeczy?
- Hayley - westchnęłam i zaśmiałam się. - Koniec tej rozmowy. I nie tylko dlatego, że nie mam dzisiaj siły na twoje żarciki, ale dlatego, że zamierzam iść zakupy, żeby wam coś kupić, a kończy mi się czas, bo jeszcze idę dzisiaj na koncert.
- Jasne, rozumiem, odrzucasz mnie dla odlotowych amerykańskich sklepów - otarła niewidzialną łzę.
- Na razie, wariatko - posłałam jej całusa do kamerki i skończyłam rozmowę.

Zakupy? 

Wysłałam smsy do Holly, Mollie i Iris. Holly leczy kaca, Iris ma trochę roboty, ale Mollie była chętna. Poszłyśmy do najbliższej galerii handlowej i zaczęłyśmy obchodzić wszystkie sklepy.
- Wiesz, ceny w dolarach wydają się takie niskie, ale jak się je przeliczy na funty, to wychodzi na to samo, co w Anglii - stwierdziła.
- Dlatego zostańmy przy dolarach, mniej boli - zaśmiałam się. - Wiem, że nie potrzeba mi kolejnej bluzki w paski, ale kiedy myślę, że miałabym jej nie kupić, zaczyna mnie boleć głowa.
- Bluzek w paski nigdy za wiele - poklepała mnie po ramieniu. - Em, bo tak się zastanawiałam...
- Tak?
- Bo wiesz... faceci są tacy ślepi i w ogóle. I myślałam, że może gdybym... no wiesz... zakręciła się koło Matta, ale tak wiesz... inaczej... nie jak siostra czy koleżanka z pracy, tylko... inaczej, to może...
- Nie, nie, nie, nie, nie - chociaż w tym bełkocie ciężko było zrozumieć treść, mi się udało, a teraz moim zadaniem było wyperswadowanie jej tego z głowy. - Mols, takie coś nigdy nie działa. Zaczniesz grać w jego grę, tylko bardziej namiesza ci w głowie, a potem zniszczy doświadczeniem, a potem powie coś w stylu "No co ty, Mollie, jesteś dla mnie jak młodsza siostra" - przeraziło mnie, jak idealnie naśladowałam jego głos.
- Pewnie masz rację - mruknęła.
- Wiesz co, odkładamy te bluzki w paski, idziemy na kawę - odłożyłam ciuchy na półkę i pod ramię wyszłam z nią ze sklepu.
Obie zamówiłyśmy frappucino i usiadłyśmy przy stoliku.
- Co jest z tymi dziewczynami, że zawsze ciągnie je do tych najgorszych typów? - spytałam.
- Emma, sama jesteś dziewczyną.
- O nie, nie, nie. Mój chłopak, fakt, był kapitanem szkolnej drużyny, i tak, zerwaliśmy, bo mnie zdradzał, ale nie zakochałam się w nim, bo pociągała mnie jego mroczna i niegrzeczna strona, czy dwudniowy zarost. Jest tylu miłych chłopców, Mol, dlaczego nie znajdziesz sobie studenta... prawa?
- Dobra, dobra, ale wiesz, jak to jest, każda dziewczyna chciałaby złego chłopca, który były dobry tylko dla niej. Nie kłam - zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wiem o czym mówisz - zaśmiałam się. - Zrobisz, jak zechcesz, ale... takie gierki to jego specjalność, nie twoja i może to się skończyć po prostu tak, że... stracisz szacunek do samej siebie.
- Więc mam odpuścić?
Uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
- Dzięki za wszystko, Em.
- Nie ma sprawy - uściskałam Mollie.

Po zakupach spokojnie wróciłyśmy do hotelu, aż w holu wpadł na nas właśnie Matt.
- Czy ty się przed kimś chowasz? - spytałam, bo dosłownie chował się za wysokim kwiatkiem.
- Ta dziewczyna przy recepcji...
- Co z nią? Mówiłeś, że nie zabawiałeś się wczoraj...
- Nie, powiedziałem, że żadna dziewczyna nie wychodziła rano z mojego pokoju - syknął. - Może coś tam było w klubie i może za dużo jej powiedziałem, a skoro tu przyszła, to najwidoczniej jest nakręconą wariatką i do końca życia się od niej nie uwolnię, jeśli teraz mnie złapie, więc pomóż mi - pisnął błagalnie.
- Naważyłeś piwa, to je wypij - wzruszyłam ramionami, może wreszcie dostanie nauczkę. - Chodź, Mols.
- Nie, czekajcie! - wyskoczył zza kwiatka i właśnie wtedy dziewczyna przy recepcji go zobaczyła. - Cholera. Proszę, jedna z was musi mnie kryć.
- O mnie zapomnij, nie chcę, żeby ktokolwiek potem mnie z tobą łączył - uniosłam obronnie ręce.
- Matt! - dziewczyna była coraz bliżej.
- Mollie? - spojrzał błagalnie na nią.
- Nie! - odpowiedziałam za nią, za nim sama zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, ale za późno, żeby powstrzymać Matta.
Zanim zdążyłam zareagować, przyciągnął do siebie i pocałował Mol, a jego koleżanka z ostatniej nocy gwałtownie zmieniła kierunek i ruszyła do wyjścia. Teraz mogłam tylko czekać, aż Mollie się rozpadnie. W końcu Matt odsunął się od niej.
- Poszła? - rozejrzał się wokół. - Uratowałaś mi skórę.
- Jasne - odpowiedziała słabo dziewczyna.
- Chodź, Mol, miałyśmy pokazać Holly, co kupiłyśmy, jak wrócimy - złapałam ją za rękę i pociągnęłam do windy. - Przysięgam, że go zastrzelę! - wyrzuciłam z siebie, jak tylko drzwi się zamknęły.
- Emma...
- Mollie, tylko proszę nie rozpamiętuj tego, błagam, bo będzie cię to zżerać od środka.
- Nie zamierzam - odparła. - Nic między nami nie ma, nie było i nie będzie.
Zabrzmiała zaskakująco szczerze. Mówiła prawdę, a nie uspokajała mnie i brzmiało to prawdziwie.
- Okej - wykrztusiłam w końcu.

Kilka godzin później wszyscy czekaliśmy już na koncert The Wanted. Wszyscy, jak zazwyczaj robią ludzie w przepustkami, stali obok stanowiska akustyka, bo wbrew powszechnej opinii, to stamtąd, nie spod sceny był najlepszy widok, ale ja jestem powsinogą i włóczyłam się za kulisami, lubiłam być tam, gdzie coś się dzieje, pomagałam chłopakom z odsłuchami i tak dalej. Kilka minut przed rozpoczęciem koncertu Nathan poszedł wyprowadzić mnie zza kulis.
- Póki pamiętam... - powiedziałam. - Co chciałeś mi powiedzieć wczoraj? - spytałam.
Przygryzł dolną wargę.
- Musimy teraz?
- Fakt, że chciałeś powiedzieć to wczoraj, w średnio typowym momencie na rozmawianie, a nie chcesz teraz, napawa mnie podejrzeniami - założyłam ręce.
- Dobra - westchnął. - Ale pamiętaj, to tylko praca, tak?
- Nathan... Prosto z mostu i do rzeczy.
- Scooter chce, żebyśmy z Arianą udawali parę - wyrzucił z siebie.
Nic nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam na niego z całkowitym poker facem. Przez dłuższą chwilę.
- Powiesz coś? - spytał starając się odczytać coś z mojego wzroku.
- Nie spodziewałam się takiego czegoś. Ale... taki jest show biznes... Nie powiem, że podoba mi się to, czy coś, ale... sam powiedziałeś, to tylko praca.
- Ale wszystko między nami okej, tak?
- Tak, jasne - wcale nie. - Idź przygotować się na występ, ja idę do swoich - uśmiechnęłam się lekko i poszłam na stanowisko akustyka.
- Wszystko gra? - spytała Iris.
- Jasne, czemu miałoby nie grać?  - wzruszyłam ramionami.
Nagle podeszła do mnie Mollie i za łokieć odciągnęła mnie kilka centymetrów.
- Nie uwierzysz, co właśnie zrobiłam - powiedziała zadowolona.
- Co zrobiłaś? - spytałam niepewnie, nie wiedząc, czego się spodziewać.
- Spławiłam Matta - przysięgam, urosła ze dwa centymetry.
- To znaczy?
- Podszedł do mnie przed chwilą i zaczął coś w stylu "Mollie, to co zaszło wcześniej w hallu" - mi udawanie jego głosu wychodziło lepiej. - A ja mu na to "Matt, ile ty masz lat, to był tylko pocałunek dla przykrywki". Miał minę... Nie potrafię jej opisać...
- Wyobrażam sobie - uśmiechnęłam się. - Jestem dumna, przybij piątkę.
W końcu koncert się zaczął, chłopaki dali z siebie wszystko, jak zawsze z resztą. I jak zawsze chciałam zaraz po ich zejściu ze sceny, wbiec do ich garderoby i powiedzieć, jacy byli wspaniali. Przeszłam przez jedne drzwi, kawałek dalej, przez drugie, które prowadziły korytarzem wzdłuż prosto do garderoby, ale już po jednym kroku zobaczyłam Nathana i Arianę...



Heeeej.
Po pierwsze przepraszam, że rozdział jest taki krótki, naprawdę chciałam, żeby był dłuższy, ale z drugiej strony chciałam też dodać, go w tym tygodniu, a dzisiaj jest ostatni dzień, kiedy mam czas pisać, do tego jest 23:18, a jutro mam zajęcia o ósmej, więc muszę się sprężać. 
Za to w następnym rozdziale przewiduję dużo akcji, więc wyczekujcie go :D
Axelle Love, sama nie mam pojęcia, jaki głos ma Emma :P Dobieram jej piosenki bez ładu i składu, takie pod które można podłożyć jakąś historię, lub które mi się chwilowo podobają ;)

wtorek, 11 lutego 2014

38. Wiem, czego chcę.

Złapałam Nathana za szyję i nawet nie wiem, kiedy znalazłam się na jego kolanach. Wpletłam palce w jego włosy, zaczął całować mnie po szyi i tak, wtedy oczywiście zadzwonił telefon. Zamarliśmy w bezruchu.
- Odebrać? - spytał.
- Nie wiem, to Twój telefon - wzruszyłam ramionami.
Nathan pocałował mnie w ramię i sięgnął po komórkę.
- Dziwne, Iris. Halo?... Emma? - spojrzał na mnie.
Zaczęłam machać rękami jak opętana, bezgłośnie powiedziałam, żeby odpowiedział, że śpię, że nie wie, gdzie jestem.
- Yy, nie, nie ma jej ze mną, wydaje mi się, że mogła pójść spać, bo po obiedzie wyglądała jakby była w ciąży.
Walnęłam go w ramię i to naprawdę porządnie, ale tylko się zaśmiał.
- Jasne, jak ją spotkam, powiem, że jej szukasz... tak, powiem, że to pilne, na razie - rozłączył się i odłożył telefon. - Iris...
- Tak, wiem, to pilne, blabla, jak nie oddzwonię, to mnie zabije blabla - wywróciłam oczami. - Taki telefon powtarza się przynajmniej raz w tygodniu. Ale niech jej będzie, idę się obudzić - zeszłam z jego kolan. - Wolałabym zostać - powiedziałam poprawiając bluzkę - ale praca wzywa - uśmiechnęłam się, ruszyłam do wyjścia, ale po trzech krokach stanęłam. - Zobaczysz, czy nie ma jej na korytarzu?
- Jasne - zaśmiał się, otworzył lekko drzwi i wsadził przez nie głowę. - Czysto.
- Świetnie, na razie - pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Tempo, Emma, tempo, cała długość korytarza przed tobą.
Szłam szybkim krokiem, jeszcze tylko dwa pokoje, bam, drzwi windy otworzyły się i wyszła z nich Iris.
- Emma, wszędzie cię szukam! - powiedziała na mój widok. - Gdzie byłaś? Nathan twierdził, że śpisz - zaczęła mi się podejrzliwie przyglądać.
- Yyy... Ja właśnie... - szybko szukałam w głowie jakiejś wymówki. Naprawdę na razie nie chciałam, żeby ktoś wiedział cokolwiek na temat tego czegoś między mną a Nathanem.
I wtedy zobaczyłam tabliczkę za plecami mojej managerki.
Zapraszamy na taras widokowy na ostatnim piętrze.
- Byłam na tarasie widokowym. Mega widok - powiedziałam z uznaniem.
- Ach tak? A jak znalazłaś się na tym piętrze, skoro nie szłaś do pokoju od strony wind?
- Schodami - odpowiedziałam szybko. Za szybko, kolejne podejrzliwe spojrzenie. - Serio, czy ty wiesz, ile ja zjadłam na obiad? Zresztą, Tom na zdjęcia. Więc, o co chodzi?
- Robimy babską noc.
Patrzyłam na nią tępo przez kilka sekund.
- I to ta poważna sprawa niecierpiąca zwłoki? - spytałam.
- Tak. Holly i Molly już robią zakupy. A, no i robimy to u ciebie w pokoju.
- Okej, czyli wszystkie będziemy oglądać filmy, jeść niezdrowe przekąski, ale tylko ja będę spać w okruchach, spoko - pokiwałam głową. - W takim razie idę się teraz przespać, wpadajcie później, jakbym nie otwierała, dobijajcie się, albo zadzwońcie na pogotowie, bo nie zamierzam stamtąd wychodzić, papa - weszłam do pokoju, ścianęłam buty i padłam do łóżka.
Obudziła mnie Molly.
- Wstawaj, Em, przyjdziemy za pięć minut - powiedziała.
- Jasne, już się ogarniam - przeciągnęłam się.
Podeszłam do lustra, otrzepałam okruszoną maskarę spod oczu, poprawiłam łóżko. Po chwili rozległo się pukanie do pokoju.
- Witam panie - powiedziałam wpuszczając Holly, Mollie i Iris do środka. - Co dla mnie macie?
- Krakery, ciastka, czipsy, winogron i...
- Wino! - dodała Iris.
- Wow, pozwalasz mi zrobić coś zniegodnego z prawem. Jestem w szoku.
- Jak już masz się upijać, to przy mnie.
- My mamy babski wieczór, a co robią chłopcy? - spytałam.
I jak na zawołanie znowu rozległo się pukanie do drzwi. Tym razem Matt.
- O właśnie pytałam, co robicie - powiedziałam wpuszczając go do środka. - Jak to co? Błagam, to LA, idziemy szaleć, trzeba coś powyrywać, gdzie, jak nie tu - odpowiedział poprawiając włosy przy lustrze.
Wywróciłam oczami i przy okazji zobaczyłam grymas na twarzy Mollie. O nie, tylko nie to.
- Wiesz, Matty, pamiętaj tylko, że dziewczyny też potrafią się bawić, więc uważaj, żeby jakaś kiedyś nie załatwiła ciebie tak, jak ty wszystkie do tej pory - powiedziałam.
- Nie ze mną te numery - zaśmiał się. - Tak więc żegnam panie, miłego oglądania "Pretty Woman" czy innego badziewia, do zobaczenia jutro - ukłonił się i wyszedł.
- Czy ktoś może pi przypomnieć, dlaczego go zatrudniłam? - spytałam siadając z dziewczynami na łóżku. - Chwila, ty to zrobiłaś - wskazałam na Iris.
- Bo jest dobry w tym, co robi? Nie mówię o wyrywaniu lasek, chociaż w tym najwidoczniej też, ale o graniu na perkusji.
- To fakt, jest dobry i kiedy nie zmienia się w... typowego faceta, jest jak starszy brat - przyznałam.
- Kiedyś w końcu pozna dziewczynę, która go odmieni i dorośnie - stwierdziła Holly.
Mols nic nie mówiła, tylko skubała pościel.
- Okej, otwórzmy to wino - powiedziałam.
Trzy butelki wina i miliard okruszków w mojej pościeli później Mollie w łazience rozmawiała z rodzicami, Holly i Iris już się zwinęły, a ja trzepałam kołdrę.
- Dobra, idę spać - Mollie wyszła z łazienki.
- Co u rodziców? - spytałam.
- Wszystko dobrze - dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła do wyjścia.
- Mollie? - zawołałam.
- Tak?
- Usiądź na chwilę - położyłam kołdrę, usiadłam i poklepałam miejsce obok siebie.
- O co chodzi? - spytała lekko przestraszona.
Głęboki oddech, pójdę prosto z mostu.
- Lubisz Matta?
- Oczywiście, lubię wszystkich w zepsole, jesteśmy jak rodzina - powiedziała błądząc wzrokiem na boki.
- Nie o takim lubieniu mówię - wywróciłam oczami. - Widziałam dzisiaj twoją minę, kiedy gadał o swoim wyrywaniu.
- To głupie, prawda? - spytała patrząc w podłogę.
- Nie, to nie jest głupie - objęłam ją. - Matt jest głupi. W pewnym sensie.
- To zwykły gracz... Tylko by mnie zranił...
- Nie chcę go oczerniać, ani mówić o nim za jego plecami, ale chociaż kocham go jak brata, to tak. Jest taka możliwość. Nie dorośł do związku, dlatego bawi się w te wyrywanki na jedną noc.
- Do tego nie jestem tą jedyną, która go odmieni, więc przypadło. Może zacznę z powrotem zakochiwać się w aktorach - zamyśliła się.
- Hello, jesteśmy w Los Angeles, jutro możesz któregoś spotkać na ulicy - zaśmiałam się.
- Emma, to zostanie między nami? - spytała.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się i przytuliłam ją. - Zasługujesz na kogoś, kto będzie cię traktował jak księżniczkę, pamiętaj.
- Będę. Dziękuję za wszystko. Idę spać - uśmiechnęła się i wyszła.
- O rany - powiedziałam, kiedy już byłam sama. - Ze wszystkich ludzi na świecie musiała zacząć zakochiwać się właśnie w Matcie?! - spytałam patrząc w sufit.
Żadna z nas nie wyolbrzymiała. Owszem, był kochany, był świetnym przyjacielem, ale był beznadziejny jako facet. Gorszy jest chyba tylko Simon Cowell.
A swoją teorię umocniłam następnego dnia w garderobie przed występem.
- Traktujesz dziewczyny przedmiotowo i w końcu karma się odwróci, zapamiętaj moje słowa - ostrzegłam go któryś raz  z kolei.
- Wcale nie, to nie tak, że nie chcą, nie robię nic wbrew ich woli - bronił się w swój beznadziejny sposób.
- Tak? A ilu z nich obiecałeś, że zadzwonisz i tego nie zrobiłeś?
- Nie chce mi się liczyć - stwierdził.
- Masz rację, lepiej policz swoje choroby weneryczne.
W garderobie oprócz nas byli tylko Josh i Holly i do tej pory siedzieli cicho, teraz wydali z siebie zbiorowe "uuuu".
- Jesteś taka sztywna, jeśli chodzi o te sprawy. I wiem dlaczego - powiedział pewnie Matt.
- Ach tak? Słucham? - założyłam ręce.
- Seksu ci potrzeba.
- Wara od mojego życia seksualnego.
- Nie można odczepić się od czegoś czego nie ma.
- Nie mam to rzeżączki, w przeciwieństwie do ciebie.
- Ach tak? Kiedy ostatni raz uprawiałaś seks?
Teraz już wszyscy patrzyli na mnie i czekali na odpowiedź. Wszystko zostaje w rodzinie, raz kozie śmierć.
- W lutym - nie pytał, którego roku.
- Pół roku?! - oczy wyszły mu na wierzch. 
- W zasadzie to półtora.
- Twoje narządy jeszcze istnieją czy już zanikły? - spytał.
- Nic nie zanika, idioto - uderzyłam go w ramię. - Po prostu nie puszczam się na lewo i prawo jak ty.
- Nie chodzi o puszczanie się, tylko o  spuszczanie z siebie stresu. Jakby ktoś się tobą zajął, przestałabyś być taka spięta całe życie - stwierdził krzyżując ręce. -  Nic nie słyszę w odsłuchu, nic nie słyszę... Przyciszcie Matta, bo słyszę tylko perkusję... Czemu jeszcze nikt nie ma założonego odsłuchu... - udawał mnie.
- Naprawdę niewiele mi brakuje, żeby cię spoliczkować - powiedziałam.
- To jakiś rodzaj gry wstępnej? Bo wiesz... Mogę do ciebie wpaść po występie.
- Matt! - miałam ochotę go zamordować. Ktoś zapytał do drzwi. - Masz szczęście - powiedziałam. - Proszę!
- Hej, mogę cię porwać na chwilę? - Nathan wszedł do środka.
- O, Nathan, może ty masz ochotę... - zaczął Matt.
- Nie, nie ma - przerwałam ostro i wyszłam z Nathem na korytarz.
- Ochotę na co?
- Na nic - machnęłam ręką. - Co tam?
- Włącz bluetooth w telefonie - powiedział i zaczął grzebać w swoim.
- Już.
Nathan zaczął przesyłać mi plik.
- Czy to jest to, co myślę? - spytałam.
- Nie wiem, o czym myślisz, ale tak.
- Super! - ucieszyłam się. Nie mogłam się doczekać, aż posłucham piosenki, którą wczoraj nagraliśmy.
Już do mnie doszła, już miałam ją puścić, kiedy zza rogu wyszła Ariana.
- O siema - zawołała.
Myślę, że może mogłabym ją polubić. Gdyby wyraźnie nie podwalała się do mojego przyszłego chłopaka i nie mówiła czasami tym denerwującym tonem, jakby zaraz miała zemdleć.
- Hej - odpowiedzieliśmy jednocześnie.
- Scooter cię szuka - powiedziała do Nathana.
- Gdzie jest?
- U mnie.
- To do zobaczenia później - powiedział do mnie Nath, Ariana uśmiechnęła się i poszli.
Później poszło już normalnie, próba występy, jakiś wywiad. Kiedy już zbieraliśmy swoje rzeczy z garderoby, weszli Tom i Max.
- Siema Parker, masz ochotę na kolejny zakład? - spytałam.
- Zapomnij. Przychodzimy z pokojową propozycją.
- Mamy taki klub, z którym mamy niepisaną umowę, że jak się ładnie uśmiechniemy, wpuszczają naszych znajomych poniżej dwudziestu jeden lat. Czytajcie: Nathana - wyjaśnił Max. - I właśnie dzisiaj się tam wybieramy. Reflektujecie?
Rozejrzałam się po wszystkich, nie widziałam sprzeciwu.
- Spoko - odpowiedziałam.
- To widzimy się wieczorem, na razie.

Wieczorem, wieczorem. Do wieczora zdążyłam się rozchorować. Nie miałam gorączki, po prostu mega bolała mnie głowa i nie miałam siły podnieść się z łóżka. Tom musiał osobiście przyjść na kontrolę, żeby stwierdzić, że faktycznie nie nadaję się do wyjścia.
- Fakt, nic z ciebie dzisiaj nie będzie - stwierdził patrząc jak wyglądam jak ostatnia ofiara. - Dzisiaj ci się upiekło.
- Wow, ale ze mnie szczęściara - mruknęłam.
- Trzymaj się, ktoś musi śmiać się rano z naszego kaca - pocałował mnie w policzek. - Powiem reszcie, że nie czekamy na ciebie.
- Miłej zabawy - uśmiechnęłam się lekko i Tom wyszedł.
Leżałam kilka minut, w końcu stwierdziłam, że  czas doczłapać się do łazienki. Napuściłam pełną wannę wody, leżałam sobie w niej dobre dwadzieścia minut, ale w efekcie tylko bardziej rozbolała mnie głowa. Wróciłam do łóżka, puściłam cicho muzykę i spróbowałam zasnąć.
Obudziło mnie łomotanie. Spojrzałam na zegarek, było parę minut po północy. Znowu walenie w drzwi. Podeszłam do nich na palcach. Znowu łomotanie, aż doskoczyłam. Ktoś wkładał wiele wysiłku, żeby dostać się do mojego pokoju.
- Kto tam? - spytałam.
- Wpuść mnie!
- Spytam jeszcze raz, kto to?
- Daruj sobie ten akcent i otwórz te cholerne drzwi!
Znowu kilkukrotne walenie i przysięgam, drzwi się poruszyły, a cała ta sytuacja przestała być zabawna. Nie żeby była chociaż przez chwilę. A ja, jak to mam w wielu sytuacjach, prawie zaczęłam płakać. Litości, on zaraz wyrwie klamkę. Podeszłam do telefonu i zadzwoniłam na recepcję.
- Słucham? - usłyszałam recepcjonistę.
- Jest taka sprawa... - głos mi drży i ciężko zebrać myśli, kiedy ktoś ciągle puka do drzwi. - Jakiś mężczyzna próbuje dostać się do mojego pokoju.
- Słucham?
- Jakiś facet dobija się do mojego pokoju, więc jakby mógł pan przysłać ochronę, albo policję, było by super.
- Oczywiście, już się tym zajmuję, w którym pokoju pani jest?
- 606.
- Proszę poczekać - odpowiada recepcjonista i rozłącza się.
"Błagam, szybciej", powtarzam cicho siedząc skulona na podłodze koło łóżka. Po chwili pukanie ustało. W skupieniu przyglądałam się drzwiom. Po chwili znowu ktoś zapukał, tym razem lekko i spokojnie. Cicho podeszłam do drzwi  i nasłuchiwałam.
- Jestem Sean Anderson, pracuję w recepcji, czy może pani otworzyć drzwi?
To mógł być Anderson z recepcji, ale to mógł też dalej być ten facet, tylko zmienił taktykę. Stałam obok drzwi, ale nic nie mówiłam.
- Wiem, że pani tam jest, rozwiązałem problem tamtego mężczyzny, proszę otworzyć.
- Skąd mogę wiedzieć, że to pan? - spytałam.
Chwila ciszy.
- Mam klucz uniwersalny, którym mogę otworzyć drzwi, ale nie wolno mi tego zrobić, póki pani na to nie pozwoli.
Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam lekko drzwi. Faktycznie, koleś za drzwiami był w garniturze i widziałam go, kiedy wróciłam z występu. Otworzyłam drzwi szerzej i wpuściłam go do środka.
- Kim był ten mężczyzna? - spytałam cicho.
- Mieszka w pokoju obok, był dosyć zaspany i mocno pijany, chciał pójść do toalety, ale pomylił drzwi i wyszedł na korytarz. Potem zorientował się, ale zaczął dobijać się do złego pokoju. Myślał, że jest pani jego żoną i nie chce go wpuścić.
- Nie wpuściłabym, nawet gdybym była - stwierdziłam.
- Jest pani roztrzęsiona, może nie pani wypije sobie coś z minibarku?
- Mam dziewiętnaście lat.
- W takim razie może przynieść pani herbaty?
- Mogę zejść z panem na dół? - spytałam. - Nie chcę być teraz sama.
- Oczywiście.
Założyłam szybko trampki i wyszliśmy z pokoju.
- I proszę nie mówić mi per pani - powiedziałam, kiedy byliśmy w windzie.
- Oczywiście - zaśmiał się.
Zjechaliśmy na parter, usiadłam w jednym z foteli, recepcjonista po chwili przyszedł z kocem i herbatą dla mnie. Owinęłam się kocem i usiadłam skulona w fotelu z kubkiem herbaty. Próbowałam uspokoić bijące jak oszalałe serce. Dzisiaj już na pewno nie zasnę. Piłam cicho herbatę, z nadzieją, że w końcu przestanę się trząść, kiedy drzwi hotelu otworzyły się i usłyszałam:
- Emma?
Podniosłam wzrok. Nathan, Mollie i Dan wrócili z imprezy.
- Nathan - powiedziałam cicho i rzuciłam mi się w ramiona.
- Co się stało? Cała się trzęsiesz - przyjrzał mi się troskliwie.
- Miałam małe sensacje - powiedziałam.
- Co się stało, Em? - spytała Mollie.
- W skrócie pijany facet pomylił pokoje i w środku nocy próbował wejść do mojego - wyjaśniłam po krótce. - Niby nic takiego, ale po prostu się przestraszyłam.
- Ale w końcu się go pozbyłaś?
- Tak, zadzwoniłam na recepcję. Nie chciałam być sama w pokoju, dlatego siedzę tutaj.
- Chodź, zaraz cię ululamy - Nathan objął mnie delikatnie i poprowadził do windy.
- Emma?
Spojrzałam w stronę recepcji.
- Tak?
- Zostawiłaś kartę do pokoju na stoliku - Sean z recepcji wskazał głową w miejsce, gdzie faktycznie leżała moja karta.
- Dzięki - uśmiechnęłam się i wróciłam po kawałek plastiku.
Wsiadłam do windy z Nathanem, Mollie i Danem, ja i Sykes wysiedliśmy na szóstym, oni jechali jedno wyżej. Weszłam do pokoju, wpuściłam Nathana ze sobą.
- Jak było w klubie? - spytałam.
- Nie tak interesująco jak u ciebie, z tego co słyszę - odpowiedział. - Wystaw rękę.
Nie wnikałam po co, po prostu to zrobiłam. Latała w każdą stronę, jak u narkomana na głodzie.
- Emma, dalej się trzęsiesz. Chrzanić herbatę, coś innego ci pomoże - poszedł do minibarku i wyciągnął z niego jakiś trunek.
- Nathan, wiesz, że nie mogę, będę mieć potem kłopoty - powiedziałam.
- Spoko, podmienimy z butelką u Sivy w pokoju, zawsze tak robię - wyznał nalewając do dwóch szklanek, po czym jedną mi podał. - Czemu nie zadzwoniłaś, jak to wszystko się stało, hm?
- Byłam przerażona... Tak bardzo, że recepcjonista trzy minuty prosił przez drzwi, żebym wpuściła go do środka. Poza tym, po co? Nie chciałam nikomu psuć zabawy - wzruszyłam ramionami i napiłam się mały łyczek.
Nie wiem, co to było, ale smakoszem alkoholu na pewno nie jestem.
- A nie mówiłem ci, że do mnie możesz dzwonić zawsze, o każdej porze?
- Pewnie mówiłeś - uśmiechnęłam się lekko.
- Dobra, kładź się, jesteś zmęczona - wziął ode mnie szklankę i poprowadził mnie do łóżka.
Posłusznie wsunęłam się pod kołdrę. Nathan pocałował mnie w czoło i już miał gasić lampkę przy moim łóżku.
- Możesz zostać? - spytałam.
- Słucham?
- Czy możesz położyć się obok mnie i poczekać z gaszeniem światła, aż zasnę? Naprawdę nie chcę być sama - powiedziałam cicho.
- Ten koleś naprawdę cię przestraszył, co? - zapytał ściągając trampki i bluzę i kładąc się obok mnie.
- Dziękuję - powiedziałam obejmując Natha, kiedy on wsuwał rękę pod moją głowę.
Było mi tak dobrze, mogłabym tak leżeć dniami i nocami. Zeszło ze mnie całe przerażenie, dopiero teraz zauważyłam, że już nie boli mnie głowa i czuję się całkiem dobrze, uspokoił mi się oddech i tętno. Pewnie dlatego Nathan myślał, że już śpię. Delikatnie zaczął wysuwać swoją rękę spod mojej głowy.
- Tak szybko się nie wywiniesz - zaśmiałam się.
- O ty spryciulo, siedziałaś tak cicho, myślałem, że już śpisz - powiedział.
- Na razie się uspokoiłam - podsunęłam się lekko do góry, nasze twarze znalazły się na jednej wysokości. - Dziękuję - powtórzyłam się. - Gdyby nie ty, pewnie dalej siedziałabym na dole i piła kolejną herbatę, albo nie wiem... grała w karty z recepcjonistą.
- Zawsze do usług - uśmiechnął się.
Popatrzył przed siebie, twarz miał zwrócona do mnie bokiem, przybliżyłam się żeby pocałować go w policzek, ale w tym samym momencie Nathan odwrócił głowę w moją stronę i w efekcie pocałowałam go w usta. Odsunęłam się lekko i spojrzałam mu w oczy. Nathan złapał mnie delikatnie za podróbek, nasze usta znowu się połączyły. Najpierw spokojnie i delikatnie, potem coraz namiętniej, mocno przyciągnął mnie do siebie. Przechylił się do przodu, w efekcie czego z siadu przeszliśmy do leżenia. Był na górze, obejmowałam go nogami, rękami przyciągałam go do siebie za szyję, chociaż bliżej już się nie dało. Ale ja chciałam więcej. Czułam jego dłoń ściskającą moje udo i usta błądzące po mojej szyi. Drugą ręką jeździł wzdłuż mojego tułowia, delikatnie muskając piersi. Przygryzłam dolną wargę, gdy podniósł nosem moją bluzkę i zaczął składać pocałunki na moim brzuchu. Szybkim ruchem zdjęłam jego koszulkę i przyciągnęłam jego usta z powrotem do moich. Nagle on odsunął się. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Emma... - szepnął cicho. - Jesteś zmęczona, przestraszona, nie myślisz trzeźwo.
- Nie, mylisz się - powiedziałam. - Wiem, czego chcę - wyraźnie zaakcentowałam każde słowo i z powrotem zaczęłam go całować.
- Em - znowu lekko mnie odsunął. - Muszę ci o czymś powiedzieć.
- Jutro - mruknęłam całując jego szyję i okolice uszu.
- Powinnaś o czymś wiedzieć.
- Jeśli nie chodzi o jakieś choroby weneryczne, to naprawdę nic mnie nie interesuje.
- Ale... - zaczął.
- Spójrz mi w oczy i powiedz, że tego nie chcesz - powiedziałam.
Mógł sobie mówić, ale i tak by się nie wyłgał, widziałam pożądanie w jego oczach. To właśnie z tym pożądaniem spojrzał na mnie i znowu zaczął całować. Inaczej niż przed chwilą, kiedy myślał, że to tylko niewinne zabawy. Teraz jego usta były bardziej agresywne, jakby ciągle chciał więcej.
Teraz ja siedziałam na nim, jego ręce błądziły pod moją koszulką, ja obcałowywałam każdy centymetr jego torsu, jednocześnie rękami rozpinając jego spodnie. Zsunęłam je Nathanowi do kolan, później on kilka ruchami nóg zrzucił je na podłogę. Nath znowu obrócił nas tak, że on znajdował się na górze, zębami rozwiązał sznurek od spodenek które robiły mi za piżamę, przygryzłam wargę, żeby stłumić lekki pisk, wbiłam palce w jego plecy. Jednak w całej tej ekstazie moja odpowiedzialna i rozsądna strona nie dała o sobie zapomnieć.
- Nathan... - powiedziałam cicho, a kiedy popatrzył na mnie nadal z ustami w okolicach mojego pępka, spojrzałam na niego wymownie.
Odsunął się ode mnie, sięgnął do spodni po portfel, wyciągnął z niego dokładnie to, o co mi chodziło i na razie położył obok. Teraz mogliśmy kontynuować. Usiadłam na nim okrakiem,  przygryzłam płatek jego ucha, zjeżdżałam ustami coraz niżej i niżej, patrząc mu w oczy chwyciłam zębami gumkę od jego bokserek, odchyliłam ją kilka centymetrów i puściłam. Ocierając się całym ciałem o niego wróciłam do jego ust, ale ledwie zdążyłam je musnąć, kiedy Nathan jednym ruchem ściągnął moją bluzkę i zaczął bawić się moimi piersiami. Wsadziłam dwa palce centymetr za jego bokserki i przejechałam po całym obwodzie. Nathan puścił mnie na chwilę, złapał leżącą obok prezerwatywę. Po chwili przejechał swoimi dłońmi po moim rękach splótł swoje palce z moimi, a moje ciało zaczęła ogarniać fala jeszcze większej przyjemności...



Macie zboczuchy :P Pisałam to wczoraj do drugiej w nocy, więc doceńcie mój wysiłek, chcę zobaczyć tu mnóstwo komentarzy! :P

Witam Cię, Anusiaku, zostaje Ci wybaczone :P

Jutro mam ostatni egzamin, trzymajcie za mnie kciuki, bo chcę zdać i móc cały czwartek grać na Guitar Hero :P

Piszę jedną ręką, bo drugą trzymam telefon, jest to dosyć kłopotliwe, więc kończę, do napisania :) xx

czwartek, 6 lutego 2014

37. Our feelings will show.

Obudziło mnie łomotanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Fuck, zaspałam. Teraz już nawet wiedziałam, kto się dobija. Iris. Zerwałam się na równe nogi.
- Tak, wiem, przepraszam - mówiłam otwierając drzwi.
- Masz piętnaście minut na oddanie klucza do recepcji - Iris weszła do środka, chyba po to, żeby obejrzeć w jakim stanie jest pokój. Było czysto, jak miałoby być, skoro byłam tu jedną noc.
- Okej, okej, tylko się ubiorę, twarzą i włosami zajmę się później - nie wiem, czy próbowałam uspokoić siebie czy ją.
- Pamiętaj, że dzisiaj będzie gorąco - przypomniała i zostawiła mnie samą.
Ubrałam się, zebrałam do kupy swoje rzeczy, wymeldowałam się z hotelu i wsiadłam do samochodu, w którym reszta już na mnie czekała. Bez śniadania, bez makijażu, z nieuczesanymi włosami.
- Molly, zrób coś z moimi włosami, proszę - powiedziałam do dziewczyny, bo siedziała najbliżej.
- Umiem tylko kłosa, więc szału nie będzie - stwierdziła ściągając gumkę do włosów z mojej ręki.
- Słówko do kamery, Em - powiedziała Iris.
- Wooo, jesteśmy w Ameryce! - wcale nie powiedziałam tego w ekscytujący czy szczęśliwy sposób. - Wiem, że tak nie brzmię, ale jestem naprawdę mega podekscytowana, po prostu jet lag jest silniejszy ode mnie. I od mojego budzika, bo zaspałam. Dlatego jadę na występ bez makijażu - podniosłam na chwilę okulary - bez śniadania, Mol teraz mnie czesze... W pewnym sensie jestem trochę zawiedziona, bo w końcu, po raz pierwszy w życiu jestem w Nowym Jorku i nie mam czasu na nic. Nawet nie widziałam Statuy Wolności. Ale zamierzam to nadrobić, kiedy zrobię, co mam do zrobienia w Ameryce, wrócę do Nowego Jorku i będę zwiedzaaaać! Jestem głodna tak w zasadzie - mruknęłam.
Zadzwonił mój telefon.
- Yhyhyh, gdzie jesteś telefonie? - spytałam grzebiąc w torbie.
- Nie wierć się - upomniała Molly.
- Sorry, mam - wygrzebałam komórkę. Nathan. Zachowuj się naturalnie. - Halo?
- Jak tam, Collins?
- Zaspałam - przyznałam się.
- A mówiłem, idź spać!
- Poszłam! Nie moja wina, że jet lag był silniejszy ode mnie! - powiedziałam obronnym tonem.
- Dobra, wygrałaś, jet lag jest suką - przyznał.
- Chciałam wyrażać się jak dama, ale tak, to miałam na myśli - zaśmiałam się.
- Tom dumny ze swoich fotograficznych zdolności, wysyła ci właśnie zdjęcie, które zrobił wczoraj i...
- Jak nie dasz tego na publiczny widok, to cię zniszczę - usłyszałam Toma w tle.
- Rozpatrzę jego grzeczną prośbę - zaśmiałam się.
- Muszę kończyć, pędzimy na samolot.
- Gdzie lecis... znaczy, gdzie lecicie? - spytałam.
- Chicago.
- Oh, okej - zachowuj się normalnie Em, zachowuj się.
- A ty wiesz w końcu, gdzie występujesz?
- Dzisiaj Nowy Jork, jutro Boston, pojutrze Waszyngton i później dwa razy Los Angeles - wymieniłam. - Rany, to brzmi tak nierealnie.
- Przyzwyczaisz się - zaśmiał się.
- Mam nadzieję, że będę miała szansę się przyzwyczaić.
- Na pewno, pokochają cię, bo kto by tego nie zrobił - powiedział Nathan i po nagłym urwaniu zdania domyśliłam się, że nie wszystko chciał powiedzieć.
- Kończ to, ma zobaczyć zdjęcie! - usłyszałam Toma.
- Okej, kończę, zobaczę zdjęcie i zaraz napisze Tomowi, jakie jest wspaniałe - zaśmiałam się. - To na razie.
- Do usłyszenia.
Rozłączyłam się i sprawdziłam mmsa. Wow, samozachwyt Toma nie był ani trochę przesadzony. Nie wiem, jak je zrobił, ani w którym momencie występu, ale słońce było za mną i dawało to taką delikatną poświatę za mną.

Wygrałeś, jest świetne, zasługuje na instagram ;)

Wysłałam wiadomość do Toma, ale nie zamierzałam zakładać żadnego konta w tym momencie, byłam zbyt skupiona na tym, że jestem głodna.
- Iriiiis... - jęknęłam.
- Emma, obiecuję, jak dotrzemy na miejsce będziesz mogła jeść aż do występu z przerwą na próbę dźwięku i nie będzie mnie interesowało, czy wydyma ci brzuch czy nie - Iris była wyraźnie czymś zajęta w telefonie, pewnie czymś związanym ze mną, ale mnie to nie interesowało, bo byłam GŁODNA.
- Masz i siedź cicho - Olivier rzucił czym we mnie.
Paczka M&M'sów.
- Dlaczego tak długo ją przede mną chowałeś?! - spytałam.
- Bo miały być dla mnie, ale chociaż kocham cię, nie mogę cię już znieść - przyznał.
- Awww, ja ciebie też kocham, teraz jeszcze bardziej - powiedziałam z pełną buzią.
- Zmiany w planie - Iris oderwała wzrok od telefonu.
- Jakie zmiany?
- Nie ma Waszyngtonu. Po Bostonie lecimy prosto do LA. Ekonomiczną.
- Myślę, że jakoś przeżyjemy - stwierdziłam.
Ekonomiczna to nie koniec świata, ani luk bagażowy, większość ludzi na świecie tak lata.

Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. O matko, kocham Amerykę, żadnych paparazzi, zero. Uwielbiam być anonimowa. Dostałam garderobę, tam już miałam zająć się makijażem, kiedy wpadła Iris (nawet nie wiem, kiedy wyszła prawdę mówiąc) i ogłosiła:
- Próba dźwięku.
- Ale... - zrobiłam podkówkę z ust. - Miałam zjeść i zrobić makijaż.
- Em, wiem, ale to nie zależy ode mnie, wszyscy idziemy - machnęła ręką do wyjścia.
Wszyscy wyszliśmy i poszliśmy na scenę.
- Ile tu wchodzi ludzi? - bardziej mruknęłam do samej siebie niż spytałam, widząc przestrzeń rozciągającą się wokół sceny.
- Będzie około stu tysięcy - powiedziała Iris jak gdyby nigdy nic.
- Co? - wytrzeszczyłam oczy. - Mam zaśpiewać przed stoma tysiącami ludzi w Ameryce?! W Anglii nie śpiewałam przed tak wielką publicznością.
- Błagam cię, każdy odcinek X Factora ogląda kilka milionów osób.
- Serio? - popatrzyłam na nią z powątpiewaniem.
Naprawdę właśnie porównała występ przed stoma tysiącami żywych ludzi do występowania w telewizji. Różnica stref czasowych źle na nią wpływa. Odbębniłam próbę i poleciałam z powrotem do garderoby, nie czekając na nikogo. Miałam rzucić się na jedzenie, ale stwierdziłam, że lepiej najpierw zająć się makijażem, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znowu będę musiała wyjść. Kiedy w końcu podeszłam do stołu z jedzeniem...
- Serio? - mruknęłam. - Czym tu mam się najeść?
- No co, zdrowe odżywianie - trącił mnie Matt.
- Oh, spadaj, ty zdążyłeś zjeść śniadanie w hotelu. A ja co, mam się najeść owocami?
- Są jeszcze paluszki - wskazał głową na przekąskę.
- Tak i są to moje paluszki, jak ktoś je ruszy, to poucinam ręce - zagroziłam.
- Nie możesz uciąć moich rąk, te ręce tworzą cuda na perkusji - stwierdził.
- A chcesz się założyć, że mogę? - spytałam słodko.
- Opaski na ręce - Iris każdemu rozdała po opasce, której, broń Boże, nie mogliśmy ściągnąć, bo, no cóż, obsługa nie zna każdej pojedynczej osoby, która pojawi się na scenie, a każda nieupoważniona osoba znajdująca się za kulisami zostaje wykopana szybciej niż się pojawiła.

Występ jak występ, Boston jak Boston, myślami już dawno byłam w Los Angeles. Co było głupie, bo nawet nie miałam pewności, że spotkam The Wanted, ale już świadomość przebywania w jednym mieście napawała mnie ekscytacją. Ale to raczej nie ekscytacja była odpowiedzialna za moje beznadziejne samopoczucie w trakcie lotu.
- Jak się czujesz? - spytała po raz setny Iris.
- Tak samo, jak gdy pytałaś się o to dwie godziny temu - mruknęłam.
- A może ty nic nie jadłaś? Albo nie piłaś?
- Odżywiam się może i gównianie, ale nie jestem małym dzieckiem, żeby zapomnieć, że mam zjeść. Ale jakbyś załatwiła mi trochę wody, byłoby super.
- Jasne, zaraz dostaniesz - Iris poszła złapać stewardessę, po chwili dostałam wodę.
Napiłam się i stwierdziłam, że spróbuję zasnąć. Obudziłam się jakąś godzinę przed lądowaniem.
- Jak się czujesz? - spytała Holly.
- Nie wiem, przez pierwsze kilka minut po przebudzeniu nie pamiętam nawet jak się nazywam - zaśmiałam się.
- Em... Bo... Martwię się...
- O co?
- Nie o co, tylko o kogo. O ciebie.
- Słucham? - spojrzałam na nią zdziwiona.
- Boję się, że dzieje się z tobą to samo, co w trakcie trasy z The Wanted. Znowu nie masz kiedy jeść, a jeśli już jesz, to coś śmieciowego, jak frytki albo M&M'sy. I nie tylko ja się martwię. Josh i Matt też to zauważyli, tylko nic nie mówią.
- Hols, to słodkie - objęłam ją. - Ale przysięgam, że nic mi się nie dzieje. Może jestem trochę przemęczona i fakt, nie odżywiam się najlepiej, ale obiecuję, że pierwszą rzeczą po przyjeździe do hotelu będzie zjedzenie normalnego obiadu w restauracji - uśmiechnęłam się lekko.
- Okej - Holly pokiwała głową.
Jak obiecałam tak zrobiłam i jak tylko zostawiłam rzeczy w pokoju, wyszłam na obiad. Czekałam cierpliwie na windę, a kiedy przyjechała i drzwi się otworzyły...
- Emma? Śledzisz nas czy co? - spytał Tom.
- Co... wy tu robicie? - byłam równie zdziwiona jak Tom, ale chyba jednak nie tak bardzo jak Nathan, bo on nie mógł z siebie wydusić słowa.
- Mieszkamy.
- Nie miałaś być w Waszyngtonie? - spytał Nathan.
- Zmiana planów, prosto z Bostonu, przyleciałam tutaj.
- Więc dokąd teraz zmierzasz?
- Idę na dół do restauracji na obiad, obiecałam to Holly, ponieważ część mojego zespołu jawnie obawia się, że wyląduje w szpitalu.
- Coś się dzieje? - zapytał Nath.
- Nie, było mi tylko trochę słabo w samolocie, a znacie Holly, Josha i Matta, zaraz panikują - machnęłam ręką.
- Oh litości - stwierdził Tom. - Nie będziesz jadła tutaj. Bierz torebkę, czy co tam potrzebujesz, żeby wyjść do ludzi, pokażemy ci, gdzie się je w tym mieście.
- Tom, ale ja jestem naprawdę, naprawdę głodna - jęknęłam.
- To niedaleko - upierał się.
- No dobra - westchnęłam. - Chodźcie - machnęłam na nich ręką i poszłam do pokoju.
- Mieszkamy na jednym piętrze, wyczuwam imprezę - powiedział Tom.
- Wszyscy? - spytałam.
- Nie, Jay, Siva i Max mają pokoje piętro wyżej.
- Dobra, jestem gotowa - stwierdziłam zakładając torebkę przez ramię.
- Szybko poszło, zupełnie jak nie dziewczynie - mruknął Tom.
- Spadaj - pacnęłam go w ramię. - Więc, gdzie mnie porywacie? - spytałam, kiedy wyszliśmy z hotelu.
- Niedaleko - powiedział Parker, słowny jak zawsze.
- No tak, to wszystko wyjaśnia.
- Za rogiem jest taka restauracja - dopowiedział Nathan.
- Aaa za rogiem, no tak, przecież jem tam za każdym razem, jak jestem w Los Angeles - sarkazm moim największym przyjacielem. - O nie, a miałam taki spokój - jęknęłam. - To wszystko wasza wina - stwierdziłam.
- Co?
- Hieny po drugiej stronie ulicy. Nikt się mną tu nie interesuje, mogę robić, co chcę, a wyjdę z wami i od razu BAM!
- Ma się ten fejm - stwierdził Tom.
- Voila, oto jesteśmy - powiedział Nathan, otworzył drzwi i wpuścił mnie przodem do środka.
Weszłam do środka, zajęliśmy stolik, po chwili przyszła kelnerka z kartami.
- Raaany, jestem taka głodna - powiedziałam przeglądając menu.
- Serio? - Tom spojrzał na mnie z powątpiewaniem. - Ile taka chudzina może zjeść?
- Zdziwiłbyś się - powiedziałam jednocześnie z Nathanem.
- A ty, młody, skąd możesz to wiedzieć? - Tom popatrzył podejrzliwie na Nathana.
To, że tam spotkaliśmy się parę razy, nie było tajemnicą, ale też jakby nikt o tym nie wiedział.
- Tom, byliśmy z nią trzy tygodnie w trasie - pięknie wymyślił to na poczekaniu.
- Mogę już przyjąć zamówienie? - podeszła do nas uśmiechnięta kelnerka.
- Dajesz, Em - Nath kiwnął na mnie głową.
- Hmm, dobra, na starter mała sałatka z pieczywem czosnkowym, później frytki ze stekiem, dużym i dobrze wysmażonym, do picia cola, dużo coli, a na koniec - przeleciałam szybko na kartę deserów - brownie. I truskawkowy smoothie.
Tom i Nathan patrzyli na mnie z szeroko wytrzeszczonymi oczami, kelnerka była bardziej subtelna, chociaż i tak nie do końca udało jej się ukryć zdziwienie. Trudno jej się dziwić, jesteśmy w Hollywood, świątyni szkieletów, nikt nie zamawia tu takich porcji.
Chłopcy złożyli swoje zamówienia i cierpliwie czekaliśmy. Tomowi zadzwonił telefon, wyszedł na zewnątrz i zostałam sama z Nathanem.
- Czemu tak dziwnie się na mnie patrzysz? - spytałam.
- Po prostu wciąż jestem zaskoczony, że cię tu spotkaliśmy - powiedział.
- Wciąż, to nie uprawnia cię do wgapiania się we mnie - sięgnęłam przez stół i zakryłam jego twarz moją ręką.
- Ale to bardzo dobrze, że tu jesteś, bo nie wiedziałem, czy starczy mi na coś czasu, ale skoro jesteś tu wcześniej, na pewno się uda.
- Okeeej, o ile to coś nie jest naćpaniem mnie i wywiezieniem do domu publicznego w Meksyku.
- Hmm, ostatnim razem jak sprawdzałem, planowałem co innego, ale ciekawe rzeczy dzieją się w twojej głowie - przyznał.
- Okej, skoro nie chcesz mnie wywieźć do Meksyku, to spoko - odetchnęłam. - Więc, co to jest to coś?
- Nie mogę ci powiedzieć, gdzie wtedy niespodzianka? Musisz przyjść do mojego pokoju.
Spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Teraz to znowu brzmi, jakbyś chciał wywieźć mnie do Meksyku dla kasy.
- Uwielbiam twoje poczucie humoru, ale nie, nie wywiozę cię do domu publicznego w Meksyku - zaśmiał się.
Wrócił do nas Tom.
- O czym sobie gawędzicie?
- O domach publicznych w Meksyku.
- Taaa, zawsze wiedziałem, że jesteście dziwni - spojrzał na nas, jakbyśmy uciekli z wariatkowa.
Kelnerka przyniosła napoje i moją sałatkę.
- W końcu jedzenie - zatarłam dłonie.
- Prawdopodobnie znowu stwierdzisz, że jesteś mega głodna i nie wiesz, o czym mówimy, ale powinniśmy cię ostrzec, że steki tutaj są naprawdę ogromne - powiedział Tom.
- Takie mniej więcej jak twoja głowa - stwierdził Nathan.
- Moja głowa jest mała, a ja jestem naprawdę głodna.
- Stówa, że nie zje wszystko - powiedział cicho Tom do Natha.
- Ach tak? - spytałam. - Dobra. Jeśli nie zjem wszystkiego dam wam po stówie, jeśli zjem, dostaję sto dolców od każdego z was.
Chłopaki spojrzeli po sobie.
- Spoko - odpowiedzieli równocześnie.
- Nie wiem, jak wy, ale ja potem idę na zakupy, dostanę dwieście dolarów za nic - ucieszyłam się.
Biedne, głupie dzieci, nie wiedzą, co to znaczy głodna Emma.
Zjadłam swoją sałatkę.
- Co, już czujesz sytość w żołądku? - spytał usatysfakcjonowany, nie wiem z jakiego powodu, Tom.
- Nie, w zasadzie, to boję się, że zaraz zacznie mi burczeć w brzuchu - wyznałam cicho.
- Kłamie, na pewno kłamie - stwierdził Nathan z założonym rękami.
- Nic z tego, już możecie wyskakiwać z kasy - uśmiechnęłam się słodko.
- Zaraz zniknie ci ten uśmiech z twarzy - w momencie, kiedy Tom to powiedział, kelnerka postawiła przede mną i przed nimi talerze.
O ja cież pierdzielę, ale się wkopałam. Tak, lubię jeść. Lubię jeść dużo i kiedy za parę lat mój metabolizm zacznie zwalniać, to się na mnie odbije, ale to, co zobaczyłam na tym talerzu, chyba przerasta nawet mnie.
- Ty, Tom, miałeś rację, przestała się uśmiechać - Nathan wybuchnął śmiechem.
Ścięłam ich obu spojrzeniem.
- Jeszcze nie wiecie, do czego jestem zdolna, gdy chodzi o dwie stówy - powiedziałam i zabrałam się za jedzenie. - O matko, jakie dobre - mruknęłam po pierwszym kęsie.
- No bam my wiemy, gdzie się stołować - Tom dumnie się wyprostował.
- Tak, tak, zajmij się jedzeniem - machnęłam na niego ręką.
Było naprawdę, ale to naprawdę pyszne, ale kiedy z talerza ubyło mi niewiele więcej niż połowa, poczułam, że mam dość. Odetchnęłam głęboko.
- Co, już się najadłaś?
- Po moim trupie - mruknęłam.
Z trudem wszystko zjadłam, kiedy już skończyłem i dziękowałam temu, kto wymyślił luźne bluzki, kelnerka przyniosła deser. Spojrzałam na ciastko i napój z żądzą mordu w oczach.
- Wiesz, Em, czasem lepiej przegrać dwie stówy niż umrzeć z przejedzenia - powiedział Nathan.
- Tu nie chodzi o kasę - spojrzałam na niego zmrużonymi oczami. - Tu chodzi o honor.
- O matko, jaka honorowa się nagle zrobiła - mruknął Tom robiąc mi zdjęcie.
- Co robisz? - spytałam z pełną buzią.
- Zdjęcie.
- Tak jakby trzecie - dopowiedział Nathan.
- Po co?
- Żeby wszystkim to pokazać, bo jakby, nie daj Boże, przypadkiem ci się udało, muszę mieć na to namacalny dowód, bo nikt nam nie uwierzy.
- O rany, teraz czuję presję otoczenia - stwierdziłam. - Matko, to gorsze niż chubby bunny z piankami.
- Robiłaś to? - spytali równocześnie.
- Chyba oszaleliście - spojrzałam na nich z przerażeniem. - Chociaż Sarah tak mi tym truje, że chyba się zgodzę, żeby dała mi spokój.
- Pamiętaj, żeby nas o tym poinformować, musimy to nagrać.
- No raczej! Nie będę zapychała sobie japy piankami na ilość, żeby potem nikt o tym nie wiedział. A teraz cicho - zamknęłam oczy - skupiam się na powiększaniu objętości mojego żołądka.
Gryzek po gryzku, łyczek po łyczku, zajęło to całe wieki, ale skończyłam.
- Wygrałam - powiedziałam słabo zsuwając się z krzesła.
Tom i Nathan patrzyli na mnie z rozdziawionymi paszczami.
- Nie. Wierzę - szepnął zszokowany Tom.
Kelnerka przyniosła rachunek, to i sięgnęłam do portfela.
- Co robisz? - spytał Nathan.
- Wyciągam portfel, żeby zapłacić za siebie?
- Haha, nic z tego - powiedział Tom. - My płacimy, znaczy, jeden z nas.
- Nie, no przestańcie. Wystarczy, że ograbiłam was z dwóch stów.
- Zapomnij, kobieto - Nathan machnął na mnie ręką. - Masz, twoja zasłużona stówa - podał mi banknot, Tom poszedł w jego ślady.
- A dziękuję - uśmiechnęłam się chowając pieniądze do portfela.
-  Orzeł czy reszka? - spytał Nathan Toma.
- Reszka.
Sykes rzucił monetą.
- Sorry, Parker, płacisz - powiedział z satysfakcją.
- Więcej z wami nie wychodzę - stwierdził.

Wróciliśmy do hotelu, poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Wygrałam, ale za jaką cenę, miałam wrażenie, że zaraz pęknę. Spróbuję zasnąć, może mi przejdzie. Yhym, już pospałam. Ledwie zamknęłam oczy, ktoś zapukał do pokoju. Nie chciało mi się wstawać, więc krzyknęłam:
- Kto to?
- Nathan.
Zaskakująco szybko jak na mój agonalny stan zeskoczyłam z łóżka i poszłam otworzyć drzwi.
- Oh, Nathan, jak długo cię nie widziałam! - udałam zaskoczenie. - Ile to było? Dziesięć minut?
- Dobra, dobra, daruj sobie - machnął ręką. - Chodź - jedną ręką złapał moją kartę do pokoju, drugą złapał mnie i wyszliśmy z pokoju.
- Co robimy? - spytałam.
- Zamierzam cię naćpać i wysłać do domu publicznego w Meksyku - wywrócił oczami.
- Spoko, jestem tak najedzona, że przeżyłabym tam rok o samej wodzie - stwierdziłam.
- Po tym co dzisiaj zobaczyłem w restauracji, jestem skłonny uwierzyć ci we wszystko - powiedział wpuszczając mnie do swojego pokoju.
- A tak serio, po co mnie tu przyprowadziłeś? - spytałam.
- Siadaj tam - wskazał palcem na krzesło przy stole, na którym stał laptop i mały mikrofon, taki sam, którego używam, żeby nagrać w domu demo piosenki, zanim pójdę z nią do studia.
- Więc znowu spytam, co robimy? - zapytałam siadając na miejscu.
- Dokładnie to posłuchaj i zapamiętaj każde wejście - założył mi słuchawki na uszy i puścił piosenkę.
"Almost Is Never Enough". Serio?
- Nathan, znam to - powiedziałam.
- Cicho siedź kobieto i słuchaj.
Nie mu będzie, przesłuchałam piosenkę dwa razy, zwracając uwagę na techniczne detale.
- Dobra, panno Collins - powiedział Nathan siadając obok mnie - powinna pani wiedzieć, że gdyby zależało to ode mnie, nagrałbym tą piosenkę z panią. I dlatego zrobię to teraz.
- Co? - spytałam.
- Masz tekst - podał mi kartkę, wyciągnął mi jedną słuchawkę i wsadził w swoje ucho - puszczam sam podkład, a ty śpiewasz.
- Fajnie - stwierdziłam.
Na serio się skupiłam i zaczęłam śpiewać, dopiero wtedy sobie uświadomiłam, że nigdy tak na dobrą sprawę, nie skupiłam się na tekście, zajęłam się tym dopiero teraz. I im bardziej wgłębiałam się w tekst, tym dziwniej było śpiewać tę piosenkę z Nathanem, bo częściowo niebezpiecznie opisywała nas. A jeszcze dziwniej zrobiło się, kiedy przyszła pora na część Nathana. Mikrofon był jeden, więc przybliżył się do mnie, a kiedy ma się twarze w odległości 15 centymetrów, ciężko w końcu nie złapać kontaktu wzrokowego, tym razem moment ten przypadł, na Nathana "Try to deny it as much as you want, but in time our feelings will show" i kontakt już się nie skończył. Skończyła się za to piosenka, Nathan nie odrywając ode mnie wzroku, wcisnął na klawiaturze coś, co pewnie skończyło nagrywanie i wyciągnął nam słuchawki.
Delikatnie zaczęliśmy się do siebie zbliżać, Nathan przejechał czubkiem swojego nosa po moim, po policzku, aż nasze usta delikatnie się złączyły.




Hej, hej, hej :)
Wydaje mi się, że trochę tu nudnawo i przydałoby się więcej akcji, a niestety, albo i stety, moje akcje są najczęściej destruktywne, więc brace yourself na rozlew krwi :D No dobra, może obejdzie się bez krwi, ale troszkę namieszamy ;)

czwartek, 30 stycznia 2014

36. Każdy ma przeszłość.

Następne trzy dni były istnym maratonem. Niby miałam je na spędzenie z rodziną, ale telefon cały czas dzwonił. Daybreak czy Good Morning America? Ryan Seacrest czy jakiś inny program? Koncert w Waszyngtonie czy Miami? Aż w końcu nie wytrzymałam...
- Nie wiem, Iris! - krzyknęłam do słuchawki. - To twoja praca! Zrób, to tak, żebym dała czadu, ale nie ustaw mnie przypadkiem na trzy występy tego samego dnia w różnych częściach Stanów. Dziękuję. Zadzwoń do mnie, z ustaleniami, nie pytaniami, papa - rozłączyłam się i wyciszyłam dźwięki. - No, teraz będzie chwila spokoju. 
- Dobra, skupmy się - powiedziała Sarah. Siedziałyśmy na podłodze w moim pokoju, wokół leżało pełno moich ciuchów lub ich zdjęcia ściągnięte z internetu, jeśli były w Londynie. - Występujesz w Ameryce pierwszy raz i jak będziesz wyglądała jest ważne, bo, nie mówię, że tak będzie, ale może, ludzie zapamiętają cię tak, jak zobaczą się po raz pierwszy. Jak ubierzesz słodką pastelową sukienkę i szpilki, to nawet jeśli byś śpiewała "Ghetto Baby", wszyscy zapamiętają sukienkę i okrzykną cię brytyjską Arianą Grande...
- Więc jaka jest inna opcja? - spytałam szybko. 
- Możemy ubrać się prosto, ale nie zwyczajnie. Czyli tak, jak na co dzień. 
- I wtedy będę tylko sobą i ludzie zapamiętają mnie, jako mnie? 
- Tak sądzę, Em, nie znam się na tym - Sarah wywróciła oczami.
- Więc... w co się ubiorę na pierwszy występ po drugiej stronie oceanu? 
- Co śpiewasz?
- "4ever".
- Tylko?
- Tylko z tego mnie tam znają.
- Dobra... Więc będziesz się ruszać, skakać i tak dalej. 
- Na pewno nie będę stała w miejscu i machała ręką jak nienormalna - stwierdziłam.
- Nie oszukujmy się. To Ameryka. Musisz coś pokazać. Cycki czy brzuch? 
- Słucham?!
- Emma, żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku...
- Brzuch - wywróciłam oczami. 
Sarah wzięła do ręki moją bluzkę, nożyczki i... zaczęła ciąć.
- Co ty robisz!? - krzyknęłam.
- Strój dla ciebie. Nie przeszkadzaj mi, bo mam wenę - powiedziała ze skupieniem w głosie. - Załóż to - podała mi bluzkę.
- Sarah, ucięłaś jakieś dwa centymetry?
- Muszę widzieć czy dobrze tnę, załóż to!
- Nie drzyj się - wysyczałam zdejmując bluzkę i zakładając moją niszczoną koszulkę. 
- Idealnie, ściągaj - stwierdziła Sarah po ułamku sekundy.
- Więc z czym to założę? - spytałam oddając jej ciuch.
- Zaraz - mruknęła nie odrywając nożyczek od materiału. - Bordo pasuje do... - zastanowiła się i zaczęła przerzucać moje ciuchy. - Idealnie... Założysz to i buty z Summertime Ball.
- A jeśli usłyszę chociaż jedną negatywną opinię o moim wyglądzie, znajdę cię - pogroziłam jej. 
- Pff, to się nie stanie - machnęła ręką. 
- Trzymam cię za słowo.

W jednej chwili siedziałam z siostrą na podłodze, a chwilę później siedziałam w samolocie do Nowego Jorku. No dobra, chwila to trzy dni. Mało tego, w pierwszej klasie w samolocie! Chyba byłam tym faktem podniecona bardziej niż cała reszta mojej ekipy. A najgorsze, że nie mogłam o tym napisać nigdzie, nigdzie, NIGDZIE. Była to tajemnica, nikt nie mógł się dowiedzieć, aż do momentu mojego wejścia na scenę. To było jednocześnie straszne i ekscytujące. Uwielbiam pierwszą klasę w samolotach, uwielbiam mieć tak dużo miejsca, uwielbiam mieć swój telewizor, uwielbiam móc oglądać na nim teledyski. A raczej uwielbiałam do momentu, kiedy jako pierwsza propozycja wyskoczył mi teledysk do "Almost Is Never Enough". A czego można się spodziewać po osobie, która jako hobby czy wszystkie niepochlebne plotki o sobie? Tak, tak. Odpaliłam video. 
- Zabieraj te łapy od jego włosów - mruknęłam obgryzając paznokcia. - Zabieraj te łapy od jego ramienia...
- Czy ty gadasz do siebie? - nagle koło mnie wyrósł Josh.
- Zdaje ci się - szybko wyłączyłam teledysk.
- Za późno, widziałem.
- Więc zachowaj to dla siebie, albo cię zwolnię - kłamałam. Wiedziałam to ja i wiedział to on. Kochałam cały mój zespół, ale nie wiedzieć czemu, to z Joshem byłam najbliżej, może dlatego, że z nim zaczęłam pracować najwcześniej. 
- Pierwszy występ jest na koncercie, na którym występują też prawdopodobnie The Wanted.
- Czy wyglądam, jakby mnie to obchodziło?
- Tak. Chcesz, żeby to po tobie spływało, ale ci nie wychodzi, a jeśli chcesz, żeby po tobie spływało, to znaczy, że chodzi o coś z Nathanem.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi, może dlatego, że to zdanie było nieskładne gramatycznie? Idę spać i tobie też radzę, bo jak wylądujemy, będziemy mieć trzy godziny na próbę dźwięku i ogarnięcie się, żeby wyglądać, jak ludzie, więc dobranoc - powiedziałam wyciągając opaskę na oczy, zakładając ją i kładąc się, nie zwracając najmniejszej uwagi na Josha. 
Iris obudziła mnie, kiedy podchodziliśmy do lądowania, a potem wszystko potoczyło się tak szybko... No, może oprócz wieczności, którą czekaliśmy na wydanie nam instrumentów. A potem szybko trzeba było wpakować się do samochodu, dojechać na miejsce i zrobić próbę dźwięku, zanim zaczną wpuszczać ludzi, a czasu było naprawdę mało. Mało do tego stopnia, że byłam na próbie jakieś dwie minuty, potem musiałam spadać do garderoby, żeby zajęła się mną charakteryzatorka, pomalowała mnie, włosy miałam rozpuszczone, z warkoczem przy twarzy , potem zostało mi tylko ubrać się, w to coś, co wymyśliła dla mnie Sarah.


Następną chwilę poświęciłam na rozgrzanie głosu. Nie mogłam wyjść z garderoby aż do ostatniego momentu przed występem, bo ja jako niespodzianka byłam największym atutem organizatorów, a w dzisiejszym świecie internetu i smartfonów, gdyby ktoś zobaczył mnie gdzieś za sceną, zaraz wrzuciłby zdjęcie na twittera. Iris siedziała ze mną i nagrywała wszystko na kamerę. Łazi z nią za mną 24 godziny na dobę, a potem wycina z tego wszystkiego 10 minut. 
- Emma, to już - Ben przyszedł po mnie do garderoby. 
Wypuściłam powietrze ze świstem, wzięłam mikrofon do ręki i poszłam za Benem. Kiedy cichaczem i ukradkiem dotarłam pod scenę. Złapałam Hollie i Mollie za ręce. 
- Dziewczyny, damy z siebie wszystko - powiedziałam z udawanym spokojem. 
- Chyba zaraz się zrzygam z nerwów - stwierdziła Mollie.
- Spoko, laski, denerwujemy się razem z wami - powiedział Matt.
- Na was nie będzie się patrzeć kilka tysięcy par amerykańskich oczu - stwierdziłam. 
Na jedną piosenkę nie było sensu rozkładać sprzętu, więc podkład idzie z taśmy. 
Lawson skończyli, teraz moja kolej. Zeszli ze sceny, obsługa szybko zwijała się ze sprzętem, im o mało oczy z orbit nie wypadły, kiedy mnie zobaczyli, a ja tylko powiedziałam cicho "Nie teraz". Wiedziałam, że ktoś mnie zapowiadał, ale byłam tak zestresowana, że nie słyszałam ani słowa. Hollie i Mollie wyszły ukradkiem szybciej na scenę, kiedy jeszcze mnie zapowiadano. Usłyszałam tylko "Emma Collins!", zaczęła grać muzyka, więc to chyba był moment, kiedy miałam wyjść na scenę. 
Pierwszy wers był jakąś porażką... Z nerwów miałam uwiązane gardło.... Nie, koniec, nie po to przeleciałam cały ocean, żeby teraz zrobić takie coś. Z każdym następnym wersem było coraz lepiej, zaczęłam skakać, ruszać się, było dobrze.
Kiedy zeszłam ze sceny, cała się trzęsłam, ale było dobrze, było bardzo dobrze. Wskoczyłam na pierwszą, lepszą osobę i tak się złożyło, że był to Matt.
- O rany, jak mi serce wali - powiedziałam, kiedy postawił mnie na ziemi.
- Zaraz się poemocjonujesz, teraz ścianka - Iris pociągnęła mnie za rękę i poprowadziła przed nieszczęsnych fotografów.
Postałam chwilę, pouśmiechałam się, przyszła pora na wywiad. Łiii! Wywiad w Ameryce!
- Teraz jest ze mną Emma Collins, witaj Emmo.
- Cześć - uśmiechnęłam się do dziennikarki i kamery.
- Jak się czujesz zaraz po zejściu ze sceny?
- Wciąż jestem bardzo podekscytowana, to mój pierwszy występ w Ameryce i wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jestem.
- "4ever" właśnie weszło na pierwsze miejsca w wielu listach przebojów, jak się w tym czujesz?
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Pamiętam, kiedy wydawałam mój pierwszy singiel i modliłam się chociaż o drugą dziesiątkę w Anglii, a teraz mój drugi singiel jest na pierwszym miejscu na drugim końcu świata, wydaje mi się, że to coś, o czym marzy każdy artysta, żeby zostać docenionym w swoim kraju, ale także poza nim.
- Wiemy, że jesteś blisko z zespołami Lawson i The Wanted, cieszysz się, że ich tu spotkałaś?
- Tak, jesteśmy przyjaciółmi. W zasadzie jeszcze z nimi nie rozmawiałam, tylko widziałam Lawson, kiedy schodzili ze sceny i ucieszyli się, kiedy mnie zobaczyli, ale byłam tak zestresowana, że powiedziałam tylko "Nie teraz". Ale teraz pójdę przywitać się z chłopakami.
- Ostatnie pytanie, które zadajemy każdej wokalistce, powiedz coś o swoim stroju.
- Naprawdę nie pamiętam, skąd mam spodnie i szelki, ale koszulka jest z Topshopu i obcięła ją moja siostra, a buty to Jeremy Scott dla Adidasa i występowałam w nich na Summertime Ball na Wembley w Londynie, to był mój pierwszy występ przed tak dużą publicznością, i teraz mam je na sobie na pierwszym występie w Ameryce, więc mam nadzieję, że przyniosą mi szczęście.
- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i poszłam szukać moich dwóch ulubionych zespołów.
Wróciłam pod scenę, gdzie kręcili się w sumie wszyscy.
- Co ty ru robisz?! - usłyszałam za sobą.
- Ryaaaaan! - podbiegłam do Lawsona i zrobiliśmy group hug.
- Czemu nikt nic nie wiedział? Jeszcze rozumiem, że my, ale The Wanted? Jak wyszłaś na scenę, to jakby ducha zobaczyli.
- Nie mogłam nikomu powiedzieć, to miała być tajemnica - wyjaśniłam.
- No wiesz, przecież nikt by nie wygadał - stwierdził Andy.
- Ty akurat nie powinieneś się odzywać, bo rok temu wypaplałeś, że występujecie na Summertime Ball, a też nikt miał nie wiedzieć - wypomniałam.
- Wiesz, jak masz mi tu wypominać, to idź sobie lepiej do The Wanted - powiedział z udawanym fochem.
- Idę, ale nie ciesz się za bardzo, zaraz wrócę - poklepałam go po ramieniu.
Pierwszego zobaczyłam Seeva, co w sumie jest logiczne, skoro jest najwyższy. Przepchałam się między ludźmi i poklepałam jego i Jaya po ramionach, jednocześnie się odwrócili.
-Emma! - krzyknęli wesoło i przytulili mnie, sekundę później na naszą trójkę rzucił się jeszcze Tom.
- Czemu nic nie powiedziałaś? - spytali chórem.
- Nie, nie chce mi się tego znowu tłumaczyć - wywróciłam oczami. - Po prostu... nie mogłam. To musiała być tajemnica, nie mogło się wydać, że wystąpię.
- I niby my mielibyśmy wygadać?
- No jakoś informację o moim supporcie wyciekła wcześniej niż miesiąc przed trasą - przypomniałam.
- Ale to nie my - bronił się Tom - to on wygadał - wskazał palcem (niekulturalnie, Tom) na Nathana. Akurat trafił na niefortunny moment, kiedy Max bawił się uchem jego i... Ariany.
Chill, Emma, chill. Zaszłam Maxa od tyłu i zasłoniłam mu oczy.
- Zgadnij kto to - powiedziałam.
- Hmmm, czyżby mała, pyskata, wyszczekana Emma Collins - odwrócił się do mnie przodem.
- O nie, jak to zgadłeś? - udałam zdziwienie.
- Nie wiem, może jestem medium czy coś - zamyślił się.
- Hej, jestem Ariana - nikt inny, jak właśnie panna Grande wyciągała w moim kierunku rękę.
Spokój Emma. Prawda jest taka, że nawet jej nie znam. Mam awersję do niej przez ten duet, ale poza tym nic o niej nie wiem. To może być najmilsza osoba na ziemi, a ja z automatu nie lubię jej przez... ugh.. Nathana. Zachowuj się, Collins.
- Cześć, Emma - odzwajemniłam uścisk.
 No ale dziewczyno, nikt już nie nosi szpilek z taką koturną. Yhh, teraz chyba pora przypomnieć sobie, co zawsze powtarza mi Iris, że nieważne gdzie jestem, zawsze ktoś może mnie filmować, robić zdjęcia czy cokolwiek, a potem umieścić to w internecie. A przywitanie się ze wszystkimi, łącznie z Arianą, oprócz Nathana pewnie będzie źle wyglądało w internecie.
- Cześć, Nathan - poklepałam go po ramieniu, nawet nie patrząc w jego stronę. - Więc... występowaliście już?
- Nie, jesteśmy ostatni, Ariana jest przed nami - odpowiedział Nathan. Nie pytałam ciebie i nie pytałam o nią.
- I Nathan będzie śpiewał ze mną duet - dodała dziewczyna.
- Jak... miło. To bardzo ładna piosenka - bycie miłą przede wszystkim.
- Słyszeliśmy o trasie, brawo, mała - Max poklepał mnie po ramieniu.
- Dzięki - uśmiechnęłam się szeroko. Cały czas czułam na sobie wzrok Nathana i bardzo, ale to bardzo mnie on denerwował. - Umm, wiecie, naprawdę nie mam pojęcia, co dalej. Nie wiem, gdzie występuję i kiedy, więc pójdę poszukać Iris, żeby mniej więcej mnie uświadomiła. Więc, tak, bardzo za wami tęskniłam, cieszę się, że was spotkałam, jeszcze się pewnie zobaczymy, zdzwonimy czy coś, miło było cię poznać, Ari, to na razie - machnęłam ręką i zmyłam się, bo atmosfera z każdą sekundą robiła się coraz cięższa, pewnie każdy wyczuwał napięcie.
Weszłam do budynku, w którym były szatnie, szłam powoli do swojej, kiedy ktoś złapał mnie za łokieć.
- Chodź ze mną.
- Puść mnie, Sykes, jestem zajęta - próbowałam się wyrwać, ale nic z tego, był silniejszy ode mnie.
Zaprowadził mnie do garderoby The Wanted i przekręcił zamek.
- I co, zamierzasz mnie tu trzymać do końca świata i jeden dzień dłużej? - spytałam z założonymi rękami.
- Nie, wypuszczę cię, jak porozmawiamy.
- Nie mamy o czym rozmawiać - stwierdziłam dalej unikając jego spojrzenia.
- Ja jestem innego zdania.
- To już twój problem - chciałam go wyminąć i wyjść, ale zaszedł mi drogę. - Och, gdzie moje maniery - zreflektowałam się - piękny teledysk. Naprawdę czuć chemię.
- Ty dalej o tym - westchnął. - Em, co się dzieje?
- Co cię to obchodzi, jak sprawdzałam ostatnim razem, twoim głównym źródłem wiedzy o mnie były jakieś głupie pisemka, które swatały mnie z moim byłym.
- Przygadał kocioł garnkowi - prychnął.
- Słucham?
- Odezwała się ta, która bierze wiedzę z filmików z występów i teledysków.
- Kiedy ostatnim razem rozmawialiśmy, powiedziałam, co widziałam, a ty nad interpretowałeś fakty i Bóg wie, jakim prawem robiłeś mi wyrzuty o nic - robiłam się coraz bardziej zdenerwowana, to i mówiłam coraz szybciej - kiedy sam zabawiasz się w nie wiadomo co z Arianą i nie wciskaj mi kitu, bo wiem, że zerwała z chłopakiem, więc sorry, nie wiem, co kombinujesz, ale ja nie zamierzam się w to bawić i jeśli myślisz, że będę toczyła o ciebie jakieś boje z tą amerykańską księżniczką w cukierkowych sukienkach, to się... - nie dane mi było dokończyć, bo Nathan przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
Nie wiem, czy zgodnie z moją wolą, czy wbrew mojej woli, ale chociaż chciała tego każda komórka mojego ciała, to nie mogłam. Z oporem, który sama sobie sprawiałam oderwałam się od niego.
- Ja... muszę znaleźć Iris - powiedziałam cicho i wybiegłam.
Wpadłam do swojej garderoby. Byli tam Iris, Matt i Ben.
- Em, wszystko gra? - spytała managerka.
- Zostawcie mnie samą - powiedziałam. - Ty, Iris, wróć za dziesięć minut.
Spojrzeli po sobie ze zdezorientowaniem, ale bez słowa wyszli. Usiadłam na kanapie. Co on sobie wyobrażał. Wyszłam z powrotem na korytarz, teraz akurat chciałam spotkać Nathana.
- Co ty sobie myślisz? - uderzyłam do w ramię. - Nie możesz najpierw robić mi wyrzutów, a to, że nie jesteśmy razem, chociaż dobrze wiesz dlaczego, potem dziękować za to Bogu, rzucać słuchawką...
- To ty się rozłączyłaś - zauważył.
- Nie przerywaj mi! - krzyknęłam. - Rzucać słuchawką, nie dawać znaku życia, robić mi awantury bez powodu, a potem od tak sobie całować. Nie możesz, słyszysz?
- Przynajmniej przestałaś mnie ignorować. Bo ominęłaś mały szczegół, kiedy przez ostatnie trzy dni próbowałem się do ciebie dodzwonić, ale mnie olewałaś. A ja chciałem tylko porozmawiać i wyjaśnić.
- I dobrze, czy ja ci bronię?! Chcesz wyjaśniać, proszę bardzo. Ale będziesz miał na to jedną szansę. Jak już będę wiedziała, gdzie się zatrzymuję, napiszę ci nazwę hotelu, o której możesz przyjść i wtedy będziemy rozmawiać, jak dorośli ludzie. Siedząc na dwóch końcach stołu - zaznaczyłam. - A teraz żegnam - odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do garderoby.
- Już nie udawaj, że ci się nie podobało - powiedział mi do ucha mijając mnie.
Otworzyłam szeroko buzię ze zszokowania. Co za tupet...
- Uważaj, bo ci mucha wleci - usłyszałam od Nathana, kiedy już wchodziłam od garderoby.
Iris wróciła trochę wcześniej niż po umówionym dziesięciu minutach.
- Umm, nie wiem, czy to ważne, ale kazałaś wszystkich odciągać cię od coli, bo masz odsłonięty brzuch, a od bąbelków zawsze ci go wysadza - powiedziała niepewnie.
- Nie obchodzi mnie to - wzruszyłam ramionami.
- Co się dzieje? - spytała.
- Nic. Nic nie wiem. Nie wiem, gdzie jutro występuję, nie wiem, w jakim hotelu śpię, nie wiem, kiedy wracam do domu. Każdy byłby wkurzony i nadpobudliwy - dobra ściema nie jest zła.
- Umm, okej, dzisiaj zatrzymujemy się w Four Seasons, jutro też występujemy w Nowym Jorku, potem Boston, Waszyngton, a później dwa występy w Los Angeles i to powinno być tyle, chyba że wyskoczy jakś ciekawa propozycja - powiedziała spokojnie Iris.
- Dobrze, dziękuję.
- W sumie jeśli chcesz, to już teraz możemy pojechać do hotelu, pewnie też jesteś zmęczona.
- Nie, chcę obejrzeć występy - stwierdziłam, wzięłam puszkę energy drinka i paczkę chipsów i wyszłam z garderoby.
Szybko znalazłam mój zespół, stali razem z Lawsonem i The Wanted. W zasadzie to The Wanted minus Nathan.
- O, Emma wróciła i już nie wygląda jak wściekła osa - powiedział Matt.
- Cicho bądź - powiedziałam z pełną buzią.
Wtedy zaczęło się przeklęte "Almost Is Never Enough" i po chwili do Ariany na scenie dołączył Nathan. Obserwowałam ich spod byka, aż Josh przywrócił mnie do porządku.
- Emma, roi się tu od kamer, zachowuj się przynajmniej neutralnie - powiedział do mnie cicho.
- Wiesz, Iris powinna cię zatrudnić jako asystenta od upominania mnie, o dobrze ci to wychodzi - stwierdziłam.
- Po prostu przestań patrzeć na nich z żądzą mordu w oczach - zaśmiał się.
- Postaram się - uśmiechnęłam się słodko. - O brawo Sykes, jeszcze krok bliżej i będziesz mógł jej wsadzić język do gardła - mruknęłam.
- Dzieciaki, pogadacie w końcu jak dorośli? - spytał Josh.
- Jak przyjdzie na to odpowiednia pora, to może tak.
- Oj, Em, Em... Będziecie tak się kręcić wokół siebie, aż będzie za późno.
Spojrzałam na niego bez słowa. Miał rację, ale ja nie umiałam z tym nic zrobić.

Trzy godziny później byłam już w hotelu, jedyne na co miałam ochotę to zasnąć albo umrzeć. Ale najpierw miałam rozmowę do odbycia. Napisałam Nathanowi smsa z hotelem i numerem pokoju, a potem wzięłam się za tworzenie smsów do rodziców, Sarah i Hayley, niestety nie mogłam stworzyć jednego i wysłać do wszystkch, bo każdego interesowało co innego.
Mama: Jestem już w hotelu, występ poszedł dobrze, tylko jet lag zwala mnie z nóg. Odezwę się jutro xx
Tato: Jestem po występie, dałam czadu :) Zadzwonię jutro x
Sarah: Spotkałam The Wanted i Lawson, poznałam Arianę, opowiem Ci wszystko jutro x
Hayley: Znajdź sobie występ w internecie, Nathan występował z Arianą, to też znajdź sobie w internecie, teraz nagle chce mu się ze mną gadać. W ogóle co on zrobił! Opowiem Ci jutro x

Wysłane, wysłane, wysłane, wysłane. Cacy. Pukanie do pokoju. O rany, jeszcze nie, to za wcześnie, nie przygotowałam się mentalnie. Podeszłam do drzwi, głęboki oddech...
- O... To ty - odetchnęłam na widok Iris.
- A kogo się spodziewałaś? - spytała wchodząc do środka.
- Właśnie nikogo, dlatego się zdziwiłam - zamknęłam za nią drzwi.
- Jutro możesz zaśpiewać ze trzy, cztery piosenki - oznajmiła zadowolona. Musisz tylko wybrać, które. Oczywiście wybierasz "4ever" i "Black Box".
- Oczywiście dlaczego "Black Box"? - spytałam.
- Bo to twój pierwszy singiel?
- Nawet nie był wydany w Ameryce. Już nie lubię tej piosenki - stwierdziłam.
- Sama ją napisałaś - zauważyła Iris.
- Tak, na fortepian. A wy zmieniliście ją na jakieś coś dustepopodobne - odetchnęłam głęboko. - Dobra, zastanowimy się nad tym potem. Wybierzmy następne piosenki. Może... "Ego"?
- Myślisz? Pamiętaj, że od następnych paru występów zależy ważna część twojej przyszłości.
- Więc, co ty proponujesz? - spytałam. - Czekaj, zadzwonię do Josha, nie cierpię tego przyznawać, ale zazwyczaj ma rację.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer.
- Halo?
- Śpisz? - spytałam, bo brzmiał dziwnie.
- Już nie. Co tam?
- Jutro mogę zaśpiewać więcej piosenek. Wybierz dwie.
- "Ego" i "Made". Bo już je śpiewałaś na żywo, więc mamy je obcykane.
- Okej, dzięki, pa, dobranoc - rozłączyłam się. - Tak więc "4ever", "Ego" i "Made".
- Dobra, napiszę smsy, żeby poinformować resztę. Wyśpij się, jutro ma być bardzo gorąco, więc nie ubierałabym długich spodni.
- Spoko - mruknęłam kładąc się na łóżku.
Iris wyszła, a ja walczyłam ze snem. Zachciało mi się toczyć rozmowy, mogłam powiedzieć, żeby wysłał maila. Znowu pukanie, tym razem aż podskoczyłam. Otworzyłam drzwi i wpuściłam Nathana do środka bez słowa.
- Słucham... - powiedziałam po chwili ciszy.
- Przepraszam - powiedział w końcu Nathan.
- Też przepraszam - podstawa to przyznanie się do własnego błędu. - Przyznaję, byłam... - głęboki oddech, bo inaczej nie przejdzie mi to przez usta - zazdrosna. Trochę. Można wiedzieć swoje, ale kiedy widzi się zdjęcia, czyta artykuły, czy ogląda występ, to wyobraźnia i tak dorysowuje coś czego nie ma.
- A ja nie powinienem robić ci wyrzutów, bo... bo nie powinienem.
- Każdy ma przeszłość, Nathan. A kiedy spotkałam się z Tony'm, zamykałam swoją, odcinałam się. Ale rozumiem, że mogło to być odebrane różnie, bo dostałam miliard tweetów, czy to mój chłopak, czy to mój były chłopak, czy zeszłam się w byłym chłopakiem, co z Tomem Daleyem, co z Nathanem, blablabla.
- A jeśli chodzi o Arianę... Cokolwiek by nie pisało w internecie, zapamiętaj, Em, ona jest tylko koleżanką, nagraliśmy razem piosenkę głównie dlatego, że mamy jednego managera, nic między nami nie ma i to czy ona ma chłopaka czy nie, nie ma znaczenia, bo czekam na taką jedną blondynkę z pokręconym akcentem - uśmiechnął się.
Podeszłam do niego i bez słowa się przytuliłam.
- Nathan, nie chcę zaczynać nic w tym momencie - powiedziałam cicho. - Czeka mnie pewnie parę wywiadów i nie chcę kłamać, że jestem singlem, bo nie jestem kłamczuchą, z drugiej strony, nie chcę być znana jako dziewczyna Nathana Sykesa i... o rany... to takie pokręcone, że już sama nie wiem, o co mi chodzi - westchnęłam.
- Spokojnie - Nath pogłaskał mnie po plecach. - Kiedy obydwoje będziemy już w Anglii, obiecuję, że zabiorę cię na porządną randkę i zobaczymy, jak mnie polubisz, może coś z tego będzie.
- Hmm... Muszę się zastanowić - zaśmiałam się.
- Zastanowisz się jutro, idź spać, bo w Londynie jest... - spojrzał na zegarek i długo, długo się zastanawiał - jakiś środek nocy. Bliżej nieokreślony środek nocy.
- Jesteś beznadziejny w strefach czasowych - stwierdziłam. - To tylko pięć godzin do przodu.
- Okej, świetnie, w pół do trzeciej, do łóżka.
- Wiem, wiem, mam jutro występ - jak na zawołanie zaczęłam ziewać.
- Do zobaczenia kiedyśtam - pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Wow, jestem pewna, że nawet Josh uznałby to za dojrzałe. Wzięłam gorący prysznic i padłam do łóżka.


Hej, hej, hej, przepraszam, że nic nie napisałam pod poprzednim rozdziałem, ale kiedy skończyłam go pisać byłam bardzo zmęczona. I tak, przy tym rozdziale wczoraj znowu wcisnęłam "Opublikuj" zamiast "Zapisz", mam nadzieję, że jednak nikt tego nie zauważył ;)
Ktoś, nie pamiętam teraz kto, podsunął mi scenę kłótni między Nathanem i Emmą i voila, oto jest, dlatego bardzo lubię czytać Wasze komentarze, zawsze przychodzi mi wtedy coś nowego do głowy, więc piszcie ich jak najwięcej i podsuwajcie swoje pomysły, co może wydarzyć się dalej :)
Blogami, na które mnie zapraszacie, blogami, które czytam, ale ostatnio zaniedbałam i nominacjami zajmę się po egzaminach (ostatni mam 12 lutego).