czwartek, 30 stycznia 2014

36. Każdy ma przeszłość.

Następne trzy dni były istnym maratonem. Niby miałam je na spędzenie z rodziną, ale telefon cały czas dzwonił. Daybreak czy Good Morning America? Ryan Seacrest czy jakiś inny program? Koncert w Waszyngtonie czy Miami? Aż w końcu nie wytrzymałam...
- Nie wiem, Iris! - krzyknęłam do słuchawki. - To twoja praca! Zrób, to tak, żebym dała czadu, ale nie ustaw mnie przypadkiem na trzy występy tego samego dnia w różnych częściach Stanów. Dziękuję. Zadzwoń do mnie, z ustaleniami, nie pytaniami, papa - rozłączyłam się i wyciszyłam dźwięki. - No, teraz będzie chwila spokoju. 
- Dobra, skupmy się - powiedziała Sarah. Siedziałyśmy na podłodze w moim pokoju, wokół leżało pełno moich ciuchów lub ich zdjęcia ściągnięte z internetu, jeśli były w Londynie. - Występujesz w Ameryce pierwszy raz i jak będziesz wyglądała jest ważne, bo, nie mówię, że tak będzie, ale może, ludzie zapamiętają cię tak, jak zobaczą się po raz pierwszy. Jak ubierzesz słodką pastelową sukienkę i szpilki, to nawet jeśli byś śpiewała "Ghetto Baby", wszyscy zapamiętają sukienkę i okrzykną cię brytyjską Arianą Grande...
- Więc jaka jest inna opcja? - spytałam szybko. 
- Możemy ubrać się prosto, ale nie zwyczajnie. Czyli tak, jak na co dzień. 
- I wtedy będę tylko sobą i ludzie zapamiętają mnie, jako mnie? 
- Tak sądzę, Em, nie znam się na tym - Sarah wywróciła oczami.
- Więc... w co się ubiorę na pierwszy występ po drugiej stronie oceanu? 
- Co śpiewasz?
- "4ever".
- Tylko?
- Tylko z tego mnie tam znają.
- Dobra... Więc będziesz się ruszać, skakać i tak dalej. 
- Na pewno nie będę stała w miejscu i machała ręką jak nienormalna - stwierdziłam.
- Nie oszukujmy się. To Ameryka. Musisz coś pokazać. Cycki czy brzuch? 
- Słucham?!
- Emma, żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku...
- Brzuch - wywróciłam oczami. 
Sarah wzięła do ręki moją bluzkę, nożyczki i... zaczęła ciąć.
- Co ty robisz!? - krzyknęłam.
- Strój dla ciebie. Nie przeszkadzaj mi, bo mam wenę - powiedziała ze skupieniem w głosie. - Załóż to - podała mi bluzkę.
- Sarah, ucięłaś jakieś dwa centymetry?
- Muszę widzieć czy dobrze tnę, załóż to!
- Nie drzyj się - wysyczałam zdejmując bluzkę i zakładając moją niszczoną koszulkę. 
- Idealnie, ściągaj - stwierdziła Sarah po ułamku sekundy.
- Więc z czym to założę? - spytałam oddając jej ciuch.
- Zaraz - mruknęła nie odrywając nożyczek od materiału. - Bordo pasuje do... - zastanowiła się i zaczęła przerzucać moje ciuchy. - Idealnie... Założysz to i buty z Summertime Ball.
- A jeśli usłyszę chociaż jedną negatywną opinię o moim wyglądzie, znajdę cię - pogroziłam jej. 
- Pff, to się nie stanie - machnęła ręką. 
- Trzymam cię za słowo.

W jednej chwili siedziałam z siostrą na podłodze, a chwilę później siedziałam w samolocie do Nowego Jorku. No dobra, chwila to trzy dni. Mało tego, w pierwszej klasie w samolocie! Chyba byłam tym faktem podniecona bardziej niż cała reszta mojej ekipy. A najgorsze, że nie mogłam o tym napisać nigdzie, nigdzie, NIGDZIE. Była to tajemnica, nikt nie mógł się dowiedzieć, aż do momentu mojego wejścia na scenę. To było jednocześnie straszne i ekscytujące. Uwielbiam pierwszą klasę w samolotach, uwielbiam mieć tak dużo miejsca, uwielbiam mieć swój telewizor, uwielbiam móc oglądać na nim teledyski. A raczej uwielbiałam do momentu, kiedy jako pierwsza propozycja wyskoczył mi teledysk do "Almost Is Never Enough". A czego można się spodziewać po osobie, która jako hobby czy wszystkie niepochlebne plotki o sobie? Tak, tak. Odpaliłam video. 
- Zabieraj te łapy od jego włosów - mruknęłam obgryzając paznokcia. - Zabieraj te łapy od jego ramienia...
- Czy ty gadasz do siebie? - nagle koło mnie wyrósł Josh.
- Zdaje ci się - szybko wyłączyłam teledysk.
- Za późno, widziałem.
- Więc zachowaj to dla siebie, albo cię zwolnię - kłamałam. Wiedziałam to ja i wiedział to on. Kochałam cały mój zespół, ale nie wiedzieć czemu, to z Joshem byłam najbliżej, może dlatego, że z nim zaczęłam pracować najwcześniej. 
- Pierwszy występ jest na koncercie, na którym występują też prawdopodobnie The Wanted.
- Czy wyglądam, jakby mnie to obchodziło?
- Tak. Chcesz, żeby to po tobie spływało, ale ci nie wychodzi, a jeśli chcesz, żeby po tobie spływało, to znaczy, że chodzi o coś z Nathanem.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi, może dlatego, że to zdanie było nieskładne gramatycznie? Idę spać i tobie też radzę, bo jak wylądujemy, będziemy mieć trzy godziny na próbę dźwięku i ogarnięcie się, żeby wyglądać, jak ludzie, więc dobranoc - powiedziałam wyciągając opaskę na oczy, zakładając ją i kładąc się, nie zwracając najmniejszej uwagi na Josha. 
Iris obudziła mnie, kiedy podchodziliśmy do lądowania, a potem wszystko potoczyło się tak szybko... No, może oprócz wieczności, którą czekaliśmy na wydanie nam instrumentów. A potem szybko trzeba było wpakować się do samochodu, dojechać na miejsce i zrobić próbę dźwięku, zanim zaczną wpuszczać ludzi, a czasu było naprawdę mało. Mało do tego stopnia, że byłam na próbie jakieś dwie minuty, potem musiałam spadać do garderoby, żeby zajęła się mną charakteryzatorka, pomalowała mnie, włosy miałam rozpuszczone, z warkoczem przy twarzy , potem zostało mi tylko ubrać się, w to coś, co wymyśliła dla mnie Sarah.


Następną chwilę poświęciłam na rozgrzanie głosu. Nie mogłam wyjść z garderoby aż do ostatniego momentu przed występem, bo ja jako niespodzianka byłam największym atutem organizatorów, a w dzisiejszym świecie internetu i smartfonów, gdyby ktoś zobaczył mnie gdzieś za sceną, zaraz wrzuciłby zdjęcie na twittera. Iris siedziała ze mną i nagrywała wszystko na kamerę. Łazi z nią za mną 24 godziny na dobę, a potem wycina z tego wszystkiego 10 minut. 
- Emma, to już - Ben przyszedł po mnie do garderoby. 
Wypuściłam powietrze ze świstem, wzięłam mikrofon do ręki i poszłam za Benem. Kiedy cichaczem i ukradkiem dotarłam pod scenę. Złapałam Hollie i Mollie za ręce. 
- Dziewczyny, damy z siebie wszystko - powiedziałam z udawanym spokojem. 
- Chyba zaraz się zrzygam z nerwów - stwierdziła Mollie.
- Spoko, laski, denerwujemy się razem z wami - powiedział Matt.
- Na was nie będzie się patrzeć kilka tysięcy par amerykańskich oczu - stwierdziłam. 
Na jedną piosenkę nie było sensu rozkładać sprzętu, więc podkład idzie z taśmy. 
Lawson skończyli, teraz moja kolej. Zeszli ze sceny, obsługa szybko zwijała się ze sprzętem, im o mało oczy z orbit nie wypadły, kiedy mnie zobaczyli, a ja tylko powiedziałam cicho "Nie teraz". Wiedziałam, że ktoś mnie zapowiadał, ale byłam tak zestresowana, że nie słyszałam ani słowa. Hollie i Mollie wyszły ukradkiem szybciej na scenę, kiedy jeszcze mnie zapowiadano. Usłyszałam tylko "Emma Collins!", zaczęła grać muzyka, więc to chyba był moment, kiedy miałam wyjść na scenę. 
Pierwszy wers był jakąś porażką... Z nerwów miałam uwiązane gardło.... Nie, koniec, nie po to przeleciałam cały ocean, żeby teraz zrobić takie coś. Z każdym następnym wersem było coraz lepiej, zaczęłam skakać, ruszać się, było dobrze.
Kiedy zeszłam ze sceny, cała się trzęsłam, ale było dobrze, było bardzo dobrze. Wskoczyłam na pierwszą, lepszą osobę i tak się złożyło, że był to Matt.
- O rany, jak mi serce wali - powiedziałam, kiedy postawił mnie na ziemi.
- Zaraz się poemocjonujesz, teraz ścianka - Iris pociągnęła mnie za rękę i poprowadziła przed nieszczęsnych fotografów.
Postałam chwilę, pouśmiechałam się, przyszła pora na wywiad. Łiii! Wywiad w Ameryce!
- Teraz jest ze mną Emma Collins, witaj Emmo.
- Cześć - uśmiechnęłam się do dziennikarki i kamery.
- Jak się czujesz zaraz po zejściu ze sceny?
- Wciąż jestem bardzo podekscytowana, to mój pierwszy występ w Ameryce i wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jestem.
- "4ever" właśnie weszło na pierwsze miejsca w wielu listach przebojów, jak się w tym czujesz?
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Pamiętam, kiedy wydawałam mój pierwszy singiel i modliłam się chociaż o drugą dziesiątkę w Anglii, a teraz mój drugi singiel jest na pierwszym miejscu na drugim końcu świata, wydaje mi się, że to coś, o czym marzy każdy artysta, żeby zostać docenionym w swoim kraju, ale także poza nim.
- Wiemy, że jesteś blisko z zespołami Lawson i The Wanted, cieszysz się, że ich tu spotkałaś?
- Tak, jesteśmy przyjaciółmi. W zasadzie jeszcze z nimi nie rozmawiałam, tylko widziałam Lawson, kiedy schodzili ze sceny i ucieszyli się, kiedy mnie zobaczyli, ale byłam tak zestresowana, że powiedziałam tylko "Nie teraz". Ale teraz pójdę przywitać się z chłopakami.
- Ostatnie pytanie, które zadajemy każdej wokalistce, powiedz coś o swoim stroju.
- Naprawdę nie pamiętam, skąd mam spodnie i szelki, ale koszulka jest z Topshopu i obcięła ją moja siostra, a buty to Jeremy Scott dla Adidasa i występowałam w nich na Summertime Ball na Wembley w Londynie, to był mój pierwszy występ przed tak dużą publicznością, i teraz mam je na sobie na pierwszym występie w Ameryce, więc mam nadzieję, że przyniosą mi szczęście.
- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i poszłam szukać moich dwóch ulubionych zespołów.
Wróciłam pod scenę, gdzie kręcili się w sumie wszyscy.
- Co ty ru robisz?! - usłyszałam za sobą.
- Ryaaaaan! - podbiegłam do Lawsona i zrobiliśmy group hug.
- Czemu nikt nic nie wiedział? Jeszcze rozumiem, że my, ale The Wanted? Jak wyszłaś na scenę, to jakby ducha zobaczyli.
- Nie mogłam nikomu powiedzieć, to miała być tajemnica - wyjaśniłam.
- No wiesz, przecież nikt by nie wygadał - stwierdził Andy.
- Ty akurat nie powinieneś się odzywać, bo rok temu wypaplałeś, że występujecie na Summertime Ball, a też nikt miał nie wiedzieć - wypomniałam.
- Wiesz, jak masz mi tu wypominać, to idź sobie lepiej do The Wanted - powiedział z udawanym fochem.
- Idę, ale nie ciesz się za bardzo, zaraz wrócę - poklepałam go po ramieniu.
Pierwszego zobaczyłam Seeva, co w sumie jest logiczne, skoro jest najwyższy. Przepchałam się między ludźmi i poklepałam jego i Jaya po ramionach, jednocześnie się odwrócili.
-Emma! - krzyknęli wesoło i przytulili mnie, sekundę później na naszą trójkę rzucił się jeszcze Tom.
- Czemu nic nie powiedziałaś? - spytali chórem.
- Nie, nie chce mi się tego znowu tłumaczyć - wywróciłam oczami. - Po prostu... nie mogłam. To musiała być tajemnica, nie mogło się wydać, że wystąpię.
- I niby my mielibyśmy wygadać?
- No jakoś informację o moim supporcie wyciekła wcześniej niż miesiąc przed trasą - przypomniałam.
- Ale to nie my - bronił się Tom - to on wygadał - wskazał palcem (niekulturalnie, Tom) na Nathana. Akurat trafił na niefortunny moment, kiedy Max bawił się uchem jego i... Ariany.
Chill, Emma, chill. Zaszłam Maxa od tyłu i zasłoniłam mu oczy.
- Zgadnij kto to - powiedziałam.
- Hmmm, czyżby mała, pyskata, wyszczekana Emma Collins - odwrócił się do mnie przodem.
- O nie, jak to zgadłeś? - udałam zdziwienie.
- Nie wiem, może jestem medium czy coś - zamyślił się.
- Hej, jestem Ariana - nikt inny, jak właśnie panna Grande wyciągała w moim kierunku rękę.
Spokój Emma. Prawda jest taka, że nawet jej nie znam. Mam awersję do niej przez ten duet, ale poza tym nic o niej nie wiem. To może być najmilsza osoba na ziemi, a ja z automatu nie lubię jej przez... ugh.. Nathana. Zachowuj się, Collins.
- Cześć, Emma - odzwajemniłam uścisk.
 No ale dziewczyno, nikt już nie nosi szpilek z taką koturną. Yhh, teraz chyba pora przypomnieć sobie, co zawsze powtarza mi Iris, że nieważne gdzie jestem, zawsze ktoś może mnie filmować, robić zdjęcia czy cokolwiek, a potem umieścić to w internecie. A przywitanie się ze wszystkimi, łącznie z Arianą, oprócz Nathana pewnie będzie źle wyglądało w internecie.
- Cześć, Nathan - poklepałam go po ramieniu, nawet nie patrząc w jego stronę. - Więc... występowaliście już?
- Nie, jesteśmy ostatni, Ariana jest przed nami - odpowiedział Nathan. Nie pytałam ciebie i nie pytałam o nią.
- I Nathan będzie śpiewał ze mną duet - dodała dziewczyna.
- Jak... miło. To bardzo ładna piosenka - bycie miłą przede wszystkim.
- Słyszeliśmy o trasie, brawo, mała - Max poklepał mnie po ramieniu.
- Dzięki - uśmiechnęłam się szeroko. Cały czas czułam na sobie wzrok Nathana i bardzo, ale to bardzo mnie on denerwował. - Umm, wiecie, naprawdę nie mam pojęcia, co dalej. Nie wiem, gdzie występuję i kiedy, więc pójdę poszukać Iris, żeby mniej więcej mnie uświadomiła. Więc, tak, bardzo za wami tęskniłam, cieszę się, że was spotkałam, jeszcze się pewnie zobaczymy, zdzwonimy czy coś, miło było cię poznać, Ari, to na razie - machnęłam ręką i zmyłam się, bo atmosfera z każdą sekundą robiła się coraz cięższa, pewnie każdy wyczuwał napięcie.
Weszłam do budynku, w którym były szatnie, szłam powoli do swojej, kiedy ktoś złapał mnie za łokieć.
- Chodź ze mną.
- Puść mnie, Sykes, jestem zajęta - próbowałam się wyrwać, ale nic z tego, był silniejszy ode mnie.
Zaprowadził mnie do garderoby The Wanted i przekręcił zamek.
- I co, zamierzasz mnie tu trzymać do końca świata i jeden dzień dłużej? - spytałam z założonymi rękami.
- Nie, wypuszczę cię, jak porozmawiamy.
- Nie mamy o czym rozmawiać - stwierdziłam dalej unikając jego spojrzenia.
- Ja jestem innego zdania.
- To już twój problem - chciałam go wyminąć i wyjść, ale zaszedł mi drogę. - Och, gdzie moje maniery - zreflektowałam się - piękny teledysk. Naprawdę czuć chemię.
- Ty dalej o tym - westchnął. - Em, co się dzieje?
- Co cię to obchodzi, jak sprawdzałam ostatnim razem, twoim głównym źródłem wiedzy o mnie były jakieś głupie pisemka, które swatały mnie z moim byłym.
- Przygadał kocioł garnkowi - prychnął.
- Słucham?
- Odezwała się ta, która bierze wiedzę z filmików z występów i teledysków.
- Kiedy ostatnim razem rozmawialiśmy, powiedziałam, co widziałam, a ty nad interpretowałeś fakty i Bóg wie, jakim prawem robiłeś mi wyrzuty o nic - robiłam się coraz bardziej zdenerwowana, to i mówiłam coraz szybciej - kiedy sam zabawiasz się w nie wiadomo co z Arianą i nie wciskaj mi kitu, bo wiem, że zerwała z chłopakiem, więc sorry, nie wiem, co kombinujesz, ale ja nie zamierzam się w to bawić i jeśli myślisz, że będę toczyła o ciebie jakieś boje z tą amerykańską księżniczką w cukierkowych sukienkach, to się... - nie dane mi było dokończyć, bo Nathan przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
Nie wiem, czy zgodnie z moją wolą, czy wbrew mojej woli, ale chociaż chciała tego każda komórka mojego ciała, to nie mogłam. Z oporem, który sama sobie sprawiałam oderwałam się od niego.
- Ja... muszę znaleźć Iris - powiedziałam cicho i wybiegłam.
Wpadłam do swojej garderoby. Byli tam Iris, Matt i Ben.
- Em, wszystko gra? - spytała managerka.
- Zostawcie mnie samą - powiedziałam. - Ty, Iris, wróć za dziesięć minut.
Spojrzeli po sobie ze zdezorientowaniem, ale bez słowa wyszli. Usiadłam na kanapie. Co on sobie wyobrażał. Wyszłam z powrotem na korytarz, teraz akurat chciałam spotkać Nathana.
- Co ty sobie myślisz? - uderzyłam do w ramię. - Nie możesz najpierw robić mi wyrzutów, a to, że nie jesteśmy razem, chociaż dobrze wiesz dlaczego, potem dziękować za to Bogu, rzucać słuchawką...
- To ty się rozłączyłaś - zauważył.
- Nie przerywaj mi! - krzyknęłam. - Rzucać słuchawką, nie dawać znaku życia, robić mi awantury bez powodu, a potem od tak sobie całować. Nie możesz, słyszysz?
- Przynajmniej przestałaś mnie ignorować. Bo ominęłaś mały szczegół, kiedy przez ostatnie trzy dni próbowałem się do ciebie dodzwonić, ale mnie olewałaś. A ja chciałem tylko porozmawiać i wyjaśnić.
- I dobrze, czy ja ci bronię?! Chcesz wyjaśniać, proszę bardzo. Ale będziesz miał na to jedną szansę. Jak już będę wiedziała, gdzie się zatrzymuję, napiszę ci nazwę hotelu, o której możesz przyjść i wtedy będziemy rozmawiać, jak dorośli ludzie. Siedząc na dwóch końcach stołu - zaznaczyłam. - A teraz żegnam - odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do garderoby.
- Już nie udawaj, że ci się nie podobało - powiedział mi do ucha mijając mnie.
Otworzyłam szeroko buzię ze zszokowania. Co za tupet...
- Uważaj, bo ci mucha wleci - usłyszałam od Nathana, kiedy już wchodziłam od garderoby.
Iris wróciła trochę wcześniej niż po umówionym dziesięciu minutach.
- Umm, nie wiem, czy to ważne, ale kazałaś wszystkich odciągać cię od coli, bo masz odsłonięty brzuch, a od bąbelków zawsze ci go wysadza - powiedziała niepewnie.
- Nie obchodzi mnie to - wzruszyłam ramionami.
- Co się dzieje? - spytała.
- Nic. Nic nie wiem. Nie wiem, gdzie jutro występuję, nie wiem, w jakim hotelu śpię, nie wiem, kiedy wracam do domu. Każdy byłby wkurzony i nadpobudliwy - dobra ściema nie jest zła.
- Umm, okej, dzisiaj zatrzymujemy się w Four Seasons, jutro też występujemy w Nowym Jorku, potem Boston, Waszyngton, a później dwa występy w Los Angeles i to powinno być tyle, chyba że wyskoczy jakś ciekawa propozycja - powiedziała spokojnie Iris.
- Dobrze, dziękuję.
- W sumie jeśli chcesz, to już teraz możemy pojechać do hotelu, pewnie też jesteś zmęczona.
- Nie, chcę obejrzeć występy - stwierdziłam, wzięłam puszkę energy drinka i paczkę chipsów i wyszłam z garderoby.
Szybko znalazłam mój zespół, stali razem z Lawsonem i The Wanted. W zasadzie to The Wanted minus Nathan.
- O, Emma wróciła i już nie wygląda jak wściekła osa - powiedział Matt.
- Cicho bądź - powiedziałam z pełną buzią.
Wtedy zaczęło się przeklęte "Almost Is Never Enough" i po chwili do Ariany na scenie dołączył Nathan. Obserwowałam ich spod byka, aż Josh przywrócił mnie do porządku.
- Emma, roi się tu od kamer, zachowuj się przynajmniej neutralnie - powiedział do mnie cicho.
- Wiesz, Iris powinna cię zatrudnić jako asystenta od upominania mnie, o dobrze ci to wychodzi - stwierdziłam.
- Po prostu przestań patrzeć na nich z żądzą mordu w oczach - zaśmiał się.
- Postaram się - uśmiechnęłam się słodko. - O brawo Sykes, jeszcze krok bliżej i będziesz mógł jej wsadzić język do gardła - mruknęłam.
- Dzieciaki, pogadacie w końcu jak dorośli? - spytał Josh.
- Jak przyjdzie na to odpowiednia pora, to może tak.
- Oj, Em, Em... Będziecie tak się kręcić wokół siebie, aż będzie za późno.
Spojrzałam na niego bez słowa. Miał rację, ale ja nie umiałam z tym nic zrobić.

Trzy godziny później byłam już w hotelu, jedyne na co miałam ochotę to zasnąć albo umrzeć. Ale najpierw miałam rozmowę do odbycia. Napisałam Nathanowi smsa z hotelem i numerem pokoju, a potem wzięłam się za tworzenie smsów do rodziców, Sarah i Hayley, niestety nie mogłam stworzyć jednego i wysłać do wszystkch, bo każdego interesowało co innego.
Mama: Jestem już w hotelu, występ poszedł dobrze, tylko jet lag zwala mnie z nóg. Odezwę się jutro xx
Tato: Jestem po występie, dałam czadu :) Zadzwonię jutro x
Sarah: Spotkałam The Wanted i Lawson, poznałam Arianę, opowiem Ci wszystko jutro x
Hayley: Znajdź sobie występ w internecie, Nathan występował z Arianą, to też znajdź sobie w internecie, teraz nagle chce mu się ze mną gadać. W ogóle co on zrobił! Opowiem Ci jutro x

Wysłane, wysłane, wysłane, wysłane. Cacy. Pukanie do pokoju. O rany, jeszcze nie, to za wcześnie, nie przygotowałam się mentalnie. Podeszłam do drzwi, głęboki oddech...
- O... To ty - odetchnęłam na widok Iris.
- A kogo się spodziewałaś? - spytała wchodząc do środka.
- Właśnie nikogo, dlatego się zdziwiłam - zamknęłam za nią drzwi.
- Jutro możesz zaśpiewać ze trzy, cztery piosenki - oznajmiła zadowolona. Musisz tylko wybrać, które. Oczywiście wybierasz "4ever" i "Black Box".
- Oczywiście dlaczego "Black Box"? - spytałam.
- Bo to twój pierwszy singiel?
- Nawet nie był wydany w Ameryce. Już nie lubię tej piosenki - stwierdziłam.
- Sama ją napisałaś - zauważyła Iris.
- Tak, na fortepian. A wy zmieniliście ją na jakieś coś dustepopodobne - odetchnęłam głęboko. - Dobra, zastanowimy się nad tym potem. Wybierzmy następne piosenki. Może... "Ego"?
- Myślisz? Pamiętaj, że od następnych paru występów zależy ważna część twojej przyszłości.
- Więc, co ty proponujesz? - spytałam. - Czekaj, zadzwonię do Josha, nie cierpię tego przyznawać, ale zazwyczaj ma rację.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer.
- Halo?
- Śpisz? - spytałam, bo brzmiał dziwnie.
- Już nie. Co tam?
- Jutro mogę zaśpiewać więcej piosenek. Wybierz dwie.
- "Ego" i "Made". Bo już je śpiewałaś na żywo, więc mamy je obcykane.
- Okej, dzięki, pa, dobranoc - rozłączyłam się. - Tak więc "4ever", "Ego" i "Made".
- Dobra, napiszę smsy, żeby poinformować resztę. Wyśpij się, jutro ma być bardzo gorąco, więc nie ubierałabym długich spodni.
- Spoko - mruknęłam kładąc się na łóżku.
Iris wyszła, a ja walczyłam ze snem. Zachciało mi się toczyć rozmowy, mogłam powiedzieć, żeby wysłał maila. Znowu pukanie, tym razem aż podskoczyłam. Otworzyłam drzwi i wpuściłam Nathana do środka bez słowa.
- Słucham... - powiedziałam po chwili ciszy.
- Przepraszam - powiedział w końcu Nathan.
- Też przepraszam - podstawa to przyznanie się do własnego błędu. - Przyznaję, byłam... - głęboki oddech, bo inaczej nie przejdzie mi to przez usta - zazdrosna. Trochę. Można wiedzieć swoje, ale kiedy widzi się zdjęcia, czyta artykuły, czy ogląda występ, to wyobraźnia i tak dorysowuje coś czego nie ma.
- A ja nie powinienem robić ci wyrzutów, bo... bo nie powinienem.
- Każdy ma przeszłość, Nathan. A kiedy spotkałam się z Tony'm, zamykałam swoją, odcinałam się. Ale rozumiem, że mogło to być odebrane różnie, bo dostałam miliard tweetów, czy to mój chłopak, czy to mój były chłopak, czy zeszłam się w byłym chłopakiem, co z Tomem Daleyem, co z Nathanem, blablabla.
- A jeśli chodzi o Arianę... Cokolwiek by nie pisało w internecie, zapamiętaj, Em, ona jest tylko koleżanką, nagraliśmy razem piosenkę głównie dlatego, że mamy jednego managera, nic między nami nie ma i to czy ona ma chłopaka czy nie, nie ma znaczenia, bo czekam na taką jedną blondynkę z pokręconym akcentem - uśmiechnął się.
Podeszłam do niego i bez słowa się przytuliłam.
- Nathan, nie chcę zaczynać nic w tym momencie - powiedziałam cicho. - Czeka mnie pewnie parę wywiadów i nie chcę kłamać, że jestem singlem, bo nie jestem kłamczuchą, z drugiej strony, nie chcę być znana jako dziewczyna Nathana Sykesa i... o rany... to takie pokręcone, że już sama nie wiem, o co mi chodzi - westchnęłam.
- Spokojnie - Nath pogłaskał mnie po plecach. - Kiedy obydwoje będziemy już w Anglii, obiecuję, że zabiorę cię na porządną randkę i zobaczymy, jak mnie polubisz, może coś z tego będzie.
- Hmm... Muszę się zastanowić - zaśmiałam się.
- Zastanowisz się jutro, idź spać, bo w Londynie jest... - spojrzał na zegarek i długo, długo się zastanawiał - jakiś środek nocy. Bliżej nieokreślony środek nocy.
- Jesteś beznadziejny w strefach czasowych - stwierdziłam. - To tylko pięć godzin do przodu.
- Okej, świetnie, w pół do trzeciej, do łóżka.
- Wiem, wiem, mam jutro występ - jak na zawołanie zaczęłam ziewać.
- Do zobaczenia kiedyśtam - pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Wow, jestem pewna, że nawet Josh uznałby to za dojrzałe. Wzięłam gorący prysznic i padłam do łóżka.


Hej, hej, hej, przepraszam, że nic nie napisałam pod poprzednim rozdziałem, ale kiedy skończyłam go pisać byłam bardzo zmęczona. I tak, przy tym rozdziale wczoraj znowu wcisnęłam "Opublikuj" zamiast "Zapisz", mam nadzieję, że jednak nikt tego nie zauważył ;)
Ktoś, nie pamiętam teraz kto, podsunął mi scenę kłótni między Nathanem i Emmą i voila, oto jest, dlatego bardzo lubię czytać Wasze komentarze, zawsze przychodzi mi wtedy coś nowego do głowy, więc piszcie ich jak najwięcej i podsuwajcie swoje pomysły, co może wydarzyć się dalej :)
Blogami, na które mnie zapraszacie, blogami, które czytam, ale ostatnio zaniedbałam i nominacjami zajmę się po egzaminach (ostatni mam 12 lutego).

czwartek, 16 stycznia 2014

35. Dobre wieści.

Przyłożyłam telefon do ucha. Jeśli u mnie była ósma rano, w Los Angeles była północ, a Nathan powiedział wyraźnie, że jakby coś się działo, to o tej porze mogę spokojnie dzwonić, bo na pewno nie śpi. A moim zdaniem coś się dzieje...
- Halo?
- Hej, Nath! - powiedziałam wesoło.
- O, cześć Em.
- Śpisz? - spytałam, bo jakoś nie słyszałam entuzjazmu w jego głosie. - Przepraszam, jeśli cię obudziłam, po prostu mówiłeś, że o tej porze mogę dzwonić, bo nie śpisz i pomyślałam, że zadzwonię - z każdym wyrazem mówiłam coraz szybciej.
- Nie, nie śpię.
Czekałam, aż powie coś jeszcze, ale się nie doczekałam.
- Umm.. okej. Jesteś zajęty? Jeśli ci przeszkadzam czy coś, mogę zadzwonić kiedy indziej lub... czekać aż ty się odezwiesz.
- Nie, nie, nie. To może powiedz, jak było w Birmingham.
- Dobrze, chociaż już o tym mówiłam... Posiedziałam z rodzicami i Sarah, bardzo za nimi tęskniłam... Z Hayley i Chrisem spotkałam sie na Skype'ie czyli w sumie norma. Nic szczególnego...
- Ale za to twarzą w twarz spotkałaś się z Tony'm...
Czyli jednak chodziło o to.
- To przez te zdjęcia jesteś taki niemrawy i w ogóle się nie odzywasz? Nath, chyba troszkę nadinterpretowałeś to, co jest na tych fotkach.
- Wyglądałaś na bardzo roześmianą - mruknął.
- Jezu, Nathan. Uśmiechnęłam się. Uśmiechnęłam się do niego, kiedy w końcu obiecał, że da mi spokój i pozwoli ruszyć do przodu - mówiłam coraz głośniej.
- I to wymagało kawki w przytulnej knajpce i tak dalej... Może nawet, kiedy z tobą rozmawiałem, szedł obok ciebie i odprowadzał cię do domu...
- Wiesz, że nie. Jesteś zazdrosny, czy co? - powiedziałam ostrzej niż chciałam.
- Bardziej... oszukany. Ja nie spotykam się z ludźmi, o których mówię, że ich nienawidzę i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.
O co tak w ogóle mu chodziło?
- Ach tak? Wiesz, ty też nie wyglądałeś na obojętnego na Arianę, kiedy wczoraj śpiewaliście przed koncertem Biebera - o rany, brzmię jak zazdrosna małpa.
- A ty co, zazdrosna?
- Chciałbyś - prychnęłam. - To ty wymyśliłeś sobie problem. Kto jak kto, ale ty powinieneś wiedzieć, jak media potrafią wszystko przeinaczyć. Poza tym, jakim prawem robisz mi tu jakieś wyrzuty?
- Raczej to ja powinienem o to zapytać, bo to ty masz tu problem z moim duetem z Arianą, nie wiedzieć czemu, bo nawet nie jesteśmy razem - uhu uniósł się męską dumą.
- I wiesz co?! Bardzo jestem z tego powodu szczęśliwa, bo dzieciak z ciebie, Nathan! - dobra, ja też się uniosłam.
- Ja też jestem zadowolony z tego powodu.
Teraz to mnie zatkało. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Emma... - powiedział cicho Nath.
- Pieprz się, Nathan. Najlepiej z nią - rozłączyłam się i cisnęłam telefonem przez całą długość salonu na kanapę.
Pukanie do drzwi. Pewnie Iris.
- Cześć - powiedziałam dalej wzburzona wpuszczając ją do środka.
- Hej, wiem, że zaraz byś zeszła, chciałam się tylko upewnić, że pamiętasz, żeby się nie malować. Makijażystka zrovi to na miejscu, wiesz kamera, światło i tak dalej.
- Tak, Iris, nie mam sklerozy! - krzyknęłam z garderoby wybierając ubrania.
- Co cię ugryzło? - spytała.
- Nic mnie nie ugryzło, daj mi się ubrać, albo zejdź poczekać w samochodzie.
- Mogę wziąć na chwilę twój telefon?
- A bierz sobie. Albo wypieprz go przez okno.
Dzień był chłodniejszy, ubrałam więc dżinsy i lekki sweterek, później w pośpiechu zbierałam rzeczy do torebki.
- Aha, i wszystko jasne - powiedziała Iris.
- Co jasne? - zapytałam zabierając jej mój telefon i chowając do torebki.
- Ostatnia rozmowa była z Nathanem. Czym cię wkurzył?
- Ostatnia rozmowa była z kim? - spytałam. - Nowa zasada, nie mówimy o tym niedojrzałym gnojku - postanowiłam zgarniając klucze z blatu i wychodząc z mieszkania.
- Okeej - powiedziała zdezorientowana Iris.
Całą drogę w aucie przesiedziałam ze słuchawkami na uszach, powoli się uspokajając i doprowadzając do stanu pozwalającego na przebywanie wśród ludzi. W końcu miałam zrobiony makijaż i włosy i mogłam zacząć nagrywać. Postanowiłam, że z bloopersów, a będzie ich dużo, zrobię filmik na niedzielę. Znaczy Iris zrobi.
Na pierwszy ogień poszło "4ever".
- Pamiętaj Em, możesz zacinać się, zastawiać, poprawiać, wszystko potem sklei się w ładną całość - przypomniała Iris.
- Okej - głęboki oddech. - "4ever"  po imprezie... To bardzo zły wstęp. Byłam na imprezie, wszyscy się upili, a potem napisałam "4ever". Jeszcze gorzej. Moja przyjaciółka i mój kuzyn byli ze mną na imprezie w Londynie. I zabalowali trochę za bardzo i kiedy robiłam im o to wyrzuty, moja przyjaciółka powiedziała "Emma, we ain't gonna live forever". I o tym właśnie jest ta piosenka. Nie o tym, że kiedyś umrzemy, tylko, że jeśli chcemy coś zrobić, to zróbmy to teraz, bo za jakiś czas może być na to za późno, będziemy za starzy, żeby coś zrobić. Więc wyjdź z domu i zrób to, bo właśnie teraz jest czas na robienie głupot. A poza tym myślę, że to świetna piosenka, żeby wprawić się w imprezowy nastrój. Takie moje skromne zdanie - wzruszyłam ramionami.
- "Untouched" - powiedziała Iris.
- Uuu, nie mogę później? Nie wiem, co powiedzieć - przygryzłam wargę.
- Nie, bo idziemy po kolei.
Pokazałam jej język i wzięłam głęboki oddech.
- Okej... - powiedziałam powoli i przez następną minutę powtarzałam sobie w głowie tekst piosenki. I wtedy przypomniało mi się, co kiedyś powiedział Matt. - Kiedy nagrywaliśmy tą piosenkę, mój perkusista Matt w przerwie spytał "Ta piosenka jest o byciu napalonym?". Nie! Chociaż wydaje mi się, że każdy powinien odczytać tę piosenkę według swojego uznania. Dla Matta jest o byciu napalonym, albo po prostu głodnemu chleb na myśli, ktoś inny powie, że jest o związku na odległość i tęskni się za drugą osobą i po prostu chce się ją poczuć... Czy to w ogólne było składne gramatycznie? Ktoś inny, chyba Molly, stwierdziła, że chodzi o to, że, powiedzmy, chłopak pogrywa z dziewczyną, a ona chce czegoś więcej. Absolutnie kocham tę piosenkę! Zwłaszcza skrzypce. I wydaje mi się, że mój zespół też ją lubi, bo jest w niej dużo gitary elektrycznej i perkusji i naprawdę nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła zaśpiewać ją na żywo. 
- "This Love"... Jest o parze, która bardzo się kocha i są bardzo szczęśliwi i wszystko, ale z jakichś powodów muszą się rozstać, ale nigdy nie przestaną się kochać... To smutne... Nie wiem, czemu mam taką smutną piosenkę... Może dlatego, że moje życie miłosne nie istnieje? Żartuję. Chociaż w zasadzie nie. Więc jeśli wyjeżdżasz na studia na drugi koniec kraju, puść to swojemu chłopakowi i powiedz, że go kochasz. Chyba, że go nie kochasz. Wtedy nie mów, bo to złe. Poza tym po to wymyślono Skype'a.
- "Hurts Like You".
- Praktycznie wymyśliłam tę piosenkę, kiedy jechałam samochodem z siostrą, kazałam jej włączyć dyktafon w telefonie i zaczęłam bełkotać wszystko, co przyszło mi do głowy, a Sarah patrzyła na mnie tak - zrobiłam minę przypominającą przerażenie zmieszane ze zdziwieniem. - Byłam wtedy pod wpływem bardzo silnych emocji - cholernie mocnych, rzekłabym, to było dnia, kiedy z Sarah i Hayley spotkałam Tony'ego przed centrum handlowym - i wiele myśli kołatało mi się po głowie, więc musiałam zarejestrować je właśnie w tym momencie, bo potem to nie byłoby już to samo. A chodzi o to, że każdy cię zrani. Prędzej czy później. I nawet nie żartuję. A najbardziej ranią nas osoby, które są lub były dla nas ważne. Bo jeśli ktoś, kogo nawet nie znasz, napisze ci na twitterze czy gdzieś, że cię nienawidzi i tak dalej, to średnio cię to ruszy, ale jeśli usłyszy się to od kogoś ważnego... to boli. Dobra, to po prostu piosenka o miłości - westchnęłam. - Jestem taka nudna... Mogłabym napisać piosenkę o graniu w piłkę nożną, a i tak pewnie na koniec byłaby o miłości... Wytniemy to - stwierdziłam.
- Teraz "Gravity". Tak, wiemy, o miłości - wywróciła oczami Iris.
- Wydaje mi się, że z całego albumu z tej piosenki jestem najbardziej dumna. Jeszcze nie śpiewałam jej na żywo, ale wiem, że na występach będzie brzmiała nieco inaczej, może bardziej emocjonalnie... Chodzi o to, że grawitacja działa na dwa sposoby... Ten, o którym uczą w szkole i tak dalej, grawitacja trzyma nas przy ziemi, blabla. Ale jest też takie coś, co ciągle przyciąga nas do osoby, do której może coś czujemy, może ten ktoś z nami pogrywa i o tym wiemy, ale tak czy inaczej, chcemy zbliżyć się do tej osoby, chociaż wiemy, że to, złe, że ten ktoś może nas zranić...
Siedziałam tak i gadałam co mi ślina na język przyniosła przez następną godzinę. Kiedy już kończyłam i zbierałam się do wyjścia, Iris odebrała telefon i wróciła mega podekscytowana.
- Zgadnij, co się stało - przysięgam, prawie zaczęła podskakiwać.
- A może po prostu mi powiesz? - spytałam. Dalej byłam nie w humorze.
- Mam dwie dobre wiadomości, dobrą i dobrą...
- Do rzeczy - westchnęłam.
- Pierwsza... "4ever" ma numer jeden w Stanach!
- Nie! - otworzyłam oczy ze zdumienia.
- Tak!
Wydałam z siebie cichy pisk radości. Numer jeden po Wielką Brytanią. Mission complete. Zaczęłam podskakiwać, tupać i śmiać się jak małe dziecko.
- Masz numer jeden w kilku ważniejszych stacjach, jeszcze nic nie jest przesądzone, ale... możliwe, że pojedziesz tam jeszcze w sierpniu.
- O rany... - złapałam się za głowę. Jak wszystko w ciągu paru godzin może się obrócić o 180 stopni... Jeszcze rano miałam ochotę urwać komuś łeb, a teraz najchętniej ucałowałabym każdego. - Jaka jest druga wiadomość?
- Teraz przydałyby się werble... - stwierdziła Iris. - Robisz trasę koncertową. Na koniec roku, moźe początek przyszłego.
- O mój Boże - już nie miałam siły uśmiechać się jeszcze bardziej. A przecież to o trasie koncertowej marzyłam najbardziej na świecie.
- Więc teraz usiądziesz z powrotem na krześle i nagrasz ogłoszenie o trasie, które wrzucimy na YouTube. Tylko powiedz to składnie, żebyśmy mogli zrobić to jeszcze dzisiaj.
- Iris... Mogę najpierw cię przytulić? - nie czekając na odpowiedź mocno ściskałam managerkę. Wiem, że często na nią narzekam, zwłaszcza, kiedy mówi, że muszę gdzieś być o świcie, ale gdyby nie motywowała mnie do wszystkiego tak mocno, nie wiem, gdzie dzisiaj bym była.
Usiadłam na krześle, na znak zaczęłam mówić do kamery:
- Heeej, mam super specjalne ogłoszenie. Jestem bardzo podekscytowana i szalenie szczęśliwa, że mogę ogłosić moją pierwszą trasę koncertową, wooo! Odbędzie się ona prawdopodobnie na koniec roku lub na początku przyszłego, obiecuję, że daty koncertów podam w ciągu najbliższych dni i mam nadzieję, że wszystkich was tam zobaczę. Dziękuję za wasze wsparcie, bo nie mogłabym tego zrobić bez was, kocham was!
Skończyłam nagranie, stałam nad technikiem, aż udostępnił mi filmik i wrzuciłam go na YT. Na twittera i facebooka wrzuciłam linka do filmiku z podpisem:

Wielkie ogłoszenie!

Przy okazji zobaczyłam też tweeta od The Wanted.

Gratulacje dla naszej przyjaciółki @EmmaCollins, która właśnie zdobyła swój pierwszy numer 1 w USA! x

Przypominając sobie, że prawdopodobnie już nigdy nie będę rozmawiać z Nathanem, z początku chciałam zignorować tweet, ale The Wanted to nie tylko Sykes, ale też moich czterech przyjaciół, więc nie mogłam tego zrobić. Poszedł RT i odpowiedziałam:

Dzięki chłopaki :) Tęsknię za Wami! :( x

Oprócz Nathana.
W międzyczasie Iris zdążyła odebrać następny telefon.
- Emma... - przysięgam była jeszcze bardziej podekscytowana. - Za cztery dni wylatujesz do Stanów.
- Co?! - jakbym coś jadła, to bym się zakrztusiła.
- Telefony z Ameryki się urywają, każdy chce ciebie. Stacje radiowe, telewizyjne, organizacje charytatywne, wszyscy organizują jakieś koncerty i każdy chce ciebie.
W szoku usiadłam na krześle.
- Cała siedziba managementu teraz pracuje nad tym, żeby ustawić cię na najdogodniejsze imprezy. 
- Uszczypnij mnie - poprosiłam.
- Nie ma czasu ma sczypanie, jedziesz na trzy dni do domu, pożegnaj się z rodziną, bo nie wiadomo, kiedy wrócisz.
- O rany, muszę wiedzieć, ile występów mam, muszę wymyślić stroje!
- Wszystkiego dowiesz się jutro, najpóźniej pojutrze. Leć, auto czeka!
- Tak, jasne, lecę! - wzięłam torebkę i pobiegłam do auta. 
- Cześć Arthur! Do domu a potem na dworzec! - ppowiedziałam. 
Nie pamiętam, kiedy byłam tak podekscytowana.
- Dobre wieści? - spytał spoglądając na mnie we wstecznym lusterku.
- Dobre to mało powiedziane - uśmiechnęłam się szeroko.
Wybiegłam z samochodu, zanim jeszcze dobrze się zatrzymał i poleciałam do domu. Do torby wrzuciłam pierwsze ciuchy, jakie wpadły mi w ręce, szybko spakowałam kosmetyki i zleciałam na dół. Dobra trzeba to uczcić. Najpierw napisałam do rodziców, siostry i Hayley, że wszyscy mają być w domu, jak przyjadę. Ale zanim to postanowiłam obdarzyć innych swoją radością. 

Usłyszałam dzisiaj wiele dobrych wieści, co powiecie na follow spree? Dalej! RT! :)

Podniosłam wzrok nad telefon i zobaczyłam, że to nie jest droga na dworzec.
- Umm Arthur? Gdzie jedziemy? - spytałam.
- Zawiozę cię do Birmingham, jesteś w takiej euforii, że wsadzenie cię do pociągu mogłoby skończyć się źle - zaśmiał się. 
- Nie wiem, czy to komplement, ale dziękuję - uśmiechnęłam się. 
W drodze doszło do mnie, że "usłyszałam dzisiaj wiele dobrych wieści" może mieć inny oddźwięk dla mnie, a inny na przykład dla... Nathana. Nie, koniec, nie będę sama sobie psuła dnia. 
Po dwóch godzinach Arthur wysadził mnie pod domem, pożegnałam się i pobiegłam do domu.
- Jesteście? - krzyknęłam rzucając torbę na podłogę. 
- W salonie! - odkrzyknęła Sarah.
- Okej, mam świetne wieści! - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia.
Byli rodzice, Sarah i Hayley z Chrisem.
- Serio? Rano pisałaś, że mas ochotę spoliczkować kogoś lub wyrzucić telefon przez okno - powiedziała przyjaciółka. 
- Hay... - wywróciła oczami.
- Czy to Givenchy? - spytała Sarah patrząc na moją torebkę.
- Jezu, ludzie dacie mi dojść do głosu? - zapytałam.
- Tak, już mów,  Emmo - powiedziała mama.
- Po pierwsze... Na koniec roku robię własną trasę koncertową...
- Widzieliśmy filmik - odpowiedział Chris. 
- Po drugie - zignorowałam jego komentarz. - Dzisiaj osiągnęłam numer 1 w USA.
- Widzieliśmy tweet od The Wanted - wtrąciła Sarah, ją też zignorowałam.
- Po trzecie za trzy dni lecę do Stanów wystąpić na kilku imprezach - teraz już prawie piszczałam z podniecenia.
- O rany, to świetnie! - ucieszyła się Hayley. 
- Wiem! -podskoczyłam w miejscu. 
- Jesteśmy z ciebie dumni - powiedział tato. 
- Sarah, musisz ułożyć mi kilka zestawów ciuchów, muszę jakoś wyglądać. 
- Jasne, od rana się tym zajmę - uśmiechnęła się szeroko. 
- Myślę, że to dobra okazja, żeby mimo wczesnej pory napić się wina - stwierdził tato i poszedł do kuchni.
- Ja też dostanę? - Sarah poszła za nim. 
- Chodź na chwilę - poprosiła Hayley i poszłyśmy na taras. 
- Tak? - spytałam zamykając za nami drzwi.
- Dlaczego coś mówi mi, że za twoim porannym smsem kryje się coś związanego z Nathanem?
To tyle jeśli chodzi o niepsucie humoru.... 

środa, 8 stycznia 2014

34. Przykład płynie z góry.

Zaczęłam czytać.

Emmo,
Zanim wyrzucisz ten list, spalisz czy porwiesz na kawałeczki - proszę nie rób tego, bo to naprawdę ważne, żebyś to przeczytała.
Sorry, że podałem zmyślonego nadawcę, ale musiałem wymyślić coś wiarygodnego, w innym wypadku, Sarah pewnie własnoręcznie pozbyła się tego listu i nigdy byś się o nim nie dowiedziała. Dlatego, skoro doczytałaś do tego momentu, możesz poświęcić jeszcze chwilę na doczytanie do końca. 


Nagle do pokoju weszła mama.
- Chcesz się iść umyć bez swoich rzeczy? - spytała kładąc moją torbę na ziemi.
- A, tak zapomniałam - zaśmiałam się nerwowo.
- Co to? - spytała widząc list w mojej ręce.
- Yyy, to bank - machnęłam ręką. - Znowu chcą mi wcisnąć kartę z większym limitem, ale nie dam im się - uśmiechnęłam się.
- Myj się szybko i schodź do nas - uśmiechnęła się mam wychodząc.
W ten sposób to nie wypali, pomyślałam. Wzięłam kosmetyczkę i piżamę, zabrałam list i poszłam do łazienki.
Usiadłam na brzegu wanny i kontynuowałam.

Ostatnio liczyłem, znamy się dokładnie piętnaście lat. I chyba czas najwyższy, żebyś się dowiedziała, że chociaż zaczęliśmy ze sobą chodzić dopiero, gdy mieliśmy po szesnaście, to właśnie piętnaście miałem, kiedy się w Tobie zakochałem. A dalszą część już znasz, mógłbym napisać książkę „Jak spieprzyć coś, o co starało się przez rok”. I wiem, pewnie wygląda to tak, jakbym się nad sobą użalał i tak dalej, ale chodzi o to, że w sumie nigdy tak naprawdę nie przeprosiłem Cię za to jak bardzo Cię skrzywdziłem i ile przeze mnie cierpiałaś… A widziałem Cię codziennie w szkole, mimo to nigdy nie zdobyłem się na głupie „przepraszam”, a to jak bardzo cierpiałaś doszło do mnie dopiero niedawno, kiedy zobaczyłem Cię ostatnio i kiedy trafię gdzieś na Twoje zdjęcie i znowu, po ponad roku, widzę ten emmowy uśmiech.
Mam uczucie, że nie wszystko, a w zasadzie nic sobie nie wyjaśniliśmy po tym, co się stało. I nie pytam, czy moglibyśmy się spotkać, bo jestem realistą i wiem, jaka byłaby odpowiedź, ale gdybyś przeczytała ten list i dała mi chociaż znać, że mogę napisać, co mi leży i mieć pewność, że to przeczytasz…
Teraz pewnie doleję oliwy do ognia, ale czasem coś jakby… tęsknię.
Tony
PS Sarah, jeśli to Ty, odłóż to z łaski swojej, żeby Emma to dostała.

Złożyłam list i zastanawiałam się. Nie chciałam słuchać Tony’ego, nie miałam ochoty go widzieć, ani czytać jego wypocin, chciałam po prostu raz na zawsze zostawić to za sobą. Ale niestety znałam go i wiedziałam, że on nie odpuści, dopóki nie postawi na swoim.
- Niech ci będzie – mruknęłam.
Wzięłam telefon, napisałam gdzie i o której się spotkamy, z zaznaczeniem, że mogę się spóźnić, w końcu w pracy jestem.
Szybko wzięłam kąpiel, list złożyłam na kilka części i schowałam do portfela, tam nikt nie powinien go znaleźć i wróciłam do salonu.
Rano wstałam przed ósmą, wyjątkowo spędziłam nad walizką więcej niż trzy minuty na wybranie stroju i lepiej, żeby Iris była zadowolona. 
W sumie nigdy nie nosiłam tych szelek, a podpisywanie płyt w rodzinnym mieście, to dobra okazja. Ubrana i umalowana zeszłam do kuchni.
- Dzień dobry wszystkim - powiedziałam wesoło, ku mojemu zdziwieniu także Sarze. - A ty nie masz co robić, tylko wstawać w wakacje o ósmej? - spytałam.
- Nie mam spania - powiedziała.
- O biedactwo - pogłaskałam ją po głowie. - Ciesz się wakacjami, póki możesz, w pracy nie ma wakacji - stwierdziłam robiąc sobie kanapkę z nutellą i nalewając soku. 
- Dobra, rodzice są na górze, więc mów. Często tak do siebie dzwonicie wieczorkami z Nathanem? - spytała Sarah.
- Oj Sarah - westchnęłam i wywróciłan oczami.
- Nie "Oj Sarah", Hayley mówisz wszystko!
- Dobra, masz rację.
- No więc, jak to jest? - spytała podekscytowana.
- Hmm chyba jesteśmy gdzieś w tym miejscu, w którym ciężko jest określić status - stwierdziłam.
- No ale, jest chemia? Jak się z nim czujesz?
- No jest chemia no - uśmiechnęłam się pod nosem. Sarah nie wiedziała o tym, co stało się w fotobudce w moje urodziny. Może kiedyś się dowie. - A kiedy jestem z nim... czuję się dobrze. I bezpiecznie. Czuję, że nic złego nie może mi się stać...
Rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę - zaoferowałam się i wstałam z krzesła.
- Dzień dobry - powiedział mężczyzna ubrany na brązowo z... kwiatami w ręce.
- Dzień dobry...
- Pani Emma Collins? - spytał zaglądając w papiery.
- Tak to ja - powiedziałam starając się nie szczerzyć od ucha do ucha.
- Proszę podpisać - podał mi długopis, w podpisach w powietrzu miałam już wprawę, więc nawet nie wyszedł tak strasznie.
- To dla pani, do widzenia - mężczyzna podał mi kwiaty.
- Miłego dnia! - krzyknęłam za nim zamykając drzwi.
Zadowolona wróciłam do kuchni.
- O. Mój. Boże - powiedziała zszokowana Sarah.
- Ach no tak, jeszcze przysyła mi kwiaty.
- Czy Tony kiedykolwiek dał ci kwiaty?
- Bez przesady, jest draniem, ale kwiaty mi dał. Ze dwa razy.
- Wow, dwa razy przez prawie dwa lata - stwierdziła z przekąsem Sarah. - O, liścik.
Wyciągnęłam malutką kopertę, zanim siostra dorwała ją w swe ręce.

Tęsknię za Tobą...

Przysięgam, pozabijam te owady w żołądku.
- Emma, ale teraz serio - Sarah delikatnie spoważniała. - Nie każę ci od razu brać z nim ślubu, ale nie graj z nim. To dobry chłopak. Wiem, że po tym wszystkim, co zrobił ci Tony, ciężko komuś zaufać, ale... Nathan to nie Tony.
- Wiem... - westchnęłam.
Na dół zeszli rodzice.
- O proszę, proszę - powiedziała zdziwiona mama.
- Ktoś tu ma cichego wielbiciela - stwierdził tato.
- Nie takiego znowu cichego - mruknęła Sarah, za co dostała łokciem w żebra.
- Na moje szczęście muszę już wychodzić. Żegnam państwa, Sarah wstaw je do wody - podałam jej kwiatki, zgarnęłam ze stołu drobniaki, telefon i słuchawki i wyszłam z domu.
Najśmieszniejsze było to, że Iris myślała, że na podpisywanie przywiezie mnie tato, a rodzice myśleli, że przyjedzie po mnie auto. Nic z tego. Postanowiłam pojechać autobusem. Zażyć choć trochę normalności.
Nie miałam pojęcia, w której części Ameryki jest Nathan, ani która jest tam godzina, dlatego stwierdziłam, że sms jest bezpieczniejszy niż telefon.

Dziękuję :) x

Doszłam na przystanek, po chwili przyjechał autobus, kupiłam bilet i spokojnie usiadłam na miejscu. Ze słuchawkami w uszach dojechałam na miejsce, przeszłam kawałek, zadzwoniłam po Iris, żeby po mnie wyszła i po krótkim mentalnym przygotowaniu usiadłam przy stole, a obsługa zaczęła dopuszczać do mnie ludzi. Dostałam strasznie dużo prezentów, miałam ochotę zabrać je wszystkie do domu i pochwalić się, ale... były dosyć nieporęczne, jeśli miałam spotkać się z Tony'm.
- Iris, weźmiesz te prezenty do auta? - spytałam wychodząc z budynku. 
- No tak, chyba zaniesiesz je do domu, no nie?
- W zasadzie nie jadę tam od razu, mam coś jeszcze do załatwienia.
- Co? Chcesz iść z Benem?
- Nie, nie potrzeba mi Bena - zapewniłam. - To Birmingham, tu nie ma paparazzi, którzy są w stanie staranować mnie byle zrobić zdjęcie. 
- Okej, skoro tego chcesz. Podwieźć cię chociaż? - spytała.
- Nie, przejdę się, to niedaleko, dzięki. Do jutra - pożegnałam się i ruszyłam w stronę kawiarni. 
Już po kilkunastu metrach przekonałam się, że to był błąd, chyba zbliżało się ochłodzenie, bo zrobiło się dosyć nieprzyjemnie i dostałam gęsiej skórki, dlatego przyspieszyłam kroku. Niedługo dotarłam na miejsce, Tony już czekał, dałam mu znak, żeby poczekał, sama zamówiłam mrożoną kawę, cierpliwie poczekałam na nią przy ladzie i dopiero, gdy dostałam napój usiadłam naprzeciwko niego.
- Cześć - powiedziałam dosyć neutralnym tonem.
- Hej. Zgaduję, że dostałaś list.
- No tak, sama z siebie nie napisałam - powiedziałam i wciągnęłam przez słomkę łyk napoju. - Więc... 
- Przepraszam - powiedział ze skruchą w głosie. Półtora roku czekałam, żeby to usłyszeć.
- Za co dokładnie? Wymień mi wszystko, za co mnie przepraszasz.
- Za to, że cię zdradziłem...
- Hola, hola - przerwałam mu. - "Zdradziłem" sugeruje, że zrobiłeś to raz - spojrzałam na niego znacząco.
- Za to, że cię zdradzałem - poprawił się. - Za to, że zraniłem cię. Za to, że nie wiedziałem, jaki skarb miałem...
- Kiedy się we mnie zakochałeś? - spytałam, przypominając sobie treść listu. 
- Pamiętasz, kiedy pierwszy raz śpiewałaś na szkolnym apelu? Wtedy jakoś... usłyszałem cię inaczej. Spojrzałem na ciebie w inny sposób... Kiedy odradzałem ci pójście na casting do X Factora, czy jakiegoś innego programu, to nie dlatego, że w ciebie nie wierzyłem. Wiedziałem, jaki masz potencjał, wiedziałem, że jeśli pójdziesz tam, to zawojujesz cały świat i bałem się, że jeśli zaczniesz robić karierę, to to nas poróżni...
- Cóż za ironia - mruknęłam. 
Zapadło kilka minut średnio niezręcznej ciszy. 
- Jak Kayla? - spytałam w końcu od niechcenia.
- Widać jej brzuch - powiedział Tony, widać było, że średnio wiedział, co jeszcze dodać. - Em? - spytał.
- Taa?
- Czy gdyby nie ta ciąża i w ogóle, kiedykolwiek byłabyś w stanie... no wiesz...
- Nie Tony, w żadnym alternatywnym wszechświecie, nie wróciłabym do ciebie - powiedziałam. - Kochałam cię. Kochałam cię jeszcze długo po tym, jak zerwaliśmy, ale... - wzięłam głęboki oddech. - Ale nie mogę od tak wymazać całego bólu i tych wszystkich łez, które przez ciebie wypłakałam i nigdy nie będę w stanie znowu ci zaufać. A zaufanie jest najważniejsze... 
- Rozumiem, oczywiście, że rozumiem. 
- To, co teraz powiem, może zabrzmieć egoistycznie, może nawet wrednie, chociaż będę starała się odpowiednio tonować głos. Chcę ruszyć do przodu. Chcę zostawić za sobą przeszłość, odciąć się od tego, co stało się półtora roku temu, zdobyć się na to, żeby zrobić z kimś następny krok, ale nie mogę, jeśli przeszłość ciągle mi o sobie przypomina. Dlatego, proszę, Tony, nie dzwoń do mnie więcej. 
- Oczywiście. Obiecuję, że więcej nie będę ci o sobie przypominał i więcej mnie nie spotkasz. A przynajmniej nie przez moje umyślne działanie. 
- Dziękuję - lekko się uśmiechnęłam. - Powinnam już się zbierać, mama pewnie czeka z jedzeniem.
- Odprowadzić cię?
- Nie, zaraz mam autobus, poza tym to nie jest zbyt dobry pomysł.
- Ta, pewnie masz rację. 
- Żegnaj, Tony - powiedziałam, lekko się uśmiechnęłam i wyszłam z kawiarni.
W filmach ludzie zawsze czują nagłą ulgę, jakby przestali nieść wielki bagaż na plecach i nagle go zrzucili, w tym momencie znowu upewniłam się, że filmy kłamią. Nie czułam ulgi, nie czułam się wolna, miałam wielki mętlik w głowie, ot co. Chciałam zamknąć się w pokoju ze słoikiem nutelli i/lub tabliczką czekolady. 
Wtedy zadzwonił Nathan. 
- Hej - odebrałam i starałam się brzmieć normalnie. 
- Hej, jak minął ci dzień?
- Dobrze być w Birmingham - stwierdziłam. - A ty co robisz, robiłeś, lub zamierzasz robić, bo nie wiem, która tam jest godzina?
- Dzisiaj tak się składa, że kręcę teledysk z Arianą. 
- O, świetnie - mam nadzieję, że zabrzmiało szczerze. Nie było szczere. Dostawałam ścisku na samą myśl, o ich piosence, a co dopiero teledysku. - Dziękuję za kwiaty - pora zmienić tor tej rozmowy. Znaczy oddalić go od duetu.
- Cieszę się, że ci się spodobały. Zdaje mi się, czy idziesz gdzieś?
- Tak, idę na piechotę do domu, miałam jechać autobusem, ale spacer dobrze mi zrobi. Wiesz, trochę normalności.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej? Tak, wiem, o czym mówisz - zaśmiał się.
- Dokładnie. Birmingham naprawdę nie należy do najcichszych miast, ale uwierz, w porównaniu do Londynu to oaza spokoju - powiedziałam, jak na ironię przekrzykując jadący na sygnale ambulans.
- Super, skoro tam tak fajnie, to wproszę się kiedyś na herbatę.
- A zapraszam bardzo - zaśmiałam się. Teraz bardzo skoncentrowałam się, żeby zabrzmieć beztrosko. - To, kiedy wracacie z Ameryki? - dobrze, liczba mnoga brzmi beztrosko.
- Wydaje mi się, że w drugiej połowie sierpnia.
- Wow.. - na sekundę przystanęłam. - To znaczy... długo tam siedzicie...
- Tak, kończymy płytę, koncerty i jeszcze kilka innych rzeczy. Trochę tego jest.
- O, kończycie płytę, czyli doczekam się jej w tym stuleciu?
- Bardo śmieszne, bardzo.
- Tylko się zgrywam - zaśmiałam się. - Przecież wiem, że ciężko pracujecie. Sama mam urwanie głowy.
- No opowiadaj co tam, poza podpisywaniem.
- Zaraz jak wrócę do Londynu nagrywam "Track By Track", wiesz, będę mówić o każdej piosence z płyty, wrzucę to na YT, żeby podnieść sprzedaż...
- Przecież z tego, co słyszałem płyta ma się świetnie - przerwał mi zdziwiony.
- Wiesz, niestety jestem w tej samej wytwórni co One Direction, więc z niewiadomych powodów oczekują takich samych wyników - wywróciłam oczami.
- Bez sensu, zupełnie bez sensu - stwierdził.
- Wiem.
- Em, ktoś się dobija to drzwi, to pewnie Kevin, bo powinienem wyjść pięć minut temu, odezwę się później - powiedział Nathan.
- Jasne. Miłego dnia - pożegnałam się, rozłączyłam i z powrotem puściłam muzykę przez słuchawki.
Dotarłam w końcu do domu, od drzwi usłyszałam:
- Gdzieś ty była tyle czasu?!
- Wracałam na piechotę - odpowiedziałam spokojnie.
- Ale po co? Tato mógł po ciebie podjechać - powiedziała mama.
- Właśnie po to. Czy wiesz, kiedy ostatnio mogłam przejść się spokojnie do domu, piechotą, bez stresu, bez pośpiechu? Bo ja nie pamiętam - odpowiedziałam idąc do kuchni i nalewając sobie soku.
- No dobra, może masz rację - stwierdziła w końcu. - Siadaj, dam ci jedzenie.
- No i na to liczyłam - z uśmiechem satysfakcji usiadłam przy stole.
Po posiłku obejrzałam z rodziną film, poszłam wziąć prysznic, kiedy już leżałam w łóżku, przyszła do mnie Sarah.
- Kładź się - powiedziałam odchylając kołdrę. - Co tam?
- Zabrzmi to sentymentalnie, ale tęsknię za tobą - powiedziała kładąc się obok.
- Oj, Sarah, bo się rozpłaczę. Wiesz, że wzięłabym cię do Londynu na całe wakacje, ale czy jest sens, żebyś siedziała całymi dniami w mieszkaniu, kiedy ja pracuję? - spytałam.
- Em, nie mówię tego, żeby wzbudzić w tobie poczucie winy. Tak tylko.
- Spoko, wiem - uśmiechnęłam się.
Przez moment leżałyśmy w ciszy, aż w końcu, nie wiem nawet kiedy, wymsknęło mi się:
- Spotkałam się z Tony'm.
- Co?! - podniosła się do siedzenia.
- Nie patrz na mnie tym osądzającym wzrokiem - powiedziałam błagalnie.
- Emma, tylko nie mów, że wy...
- Oszalałaś?! - teraz ja podniosłam się do siedzenia.
- To po co się z nim spotykałaś?
- Bo poprosił - powiedziałam cicho.
- Świetnie. Więc, to ta gnida miała ci do powiedzenia?
- Sarah... - westchnęłam.
- Nie saruj mi tu. Coś ci powiem. Kiedy miałam trzynaście czy czternaście lat, zresztą nawet do tej pory, przykład płynie do mnie z góry, więc kiedy byłam trochę mniejsza, byłam zapatrzona w ciebie i w Tony'ego, bo wtedy miałam wrażenie, że traktował cię jak księżniczkę i że moglibyście razem góry przenosić. A potem zobaczyłam jak z dnia na dzień złamał ci serce. Wyobraź sobie, że mogło to na mnie oddziałać. Jak na przykład może zaczęłam się zastanawiać, że może ta cała miłość to ściema? Bo jeśli dwójka ludzi patrzy na siebie w taki sposób, o jakim mówią w filmach, a tymczasem jedna z nich używa sobie na boku, to miłości nie ma...
- Sarah, nie mów tak - złapałam ją za dłoń. - Posłuchaj mnie. Nie możesz pozwolić, żeby to, co przytrafia się mi, oddziaływało na ciebie. I miłość istnieje, jeśli ja w to wierzę, to ty też musisz.
- Niech ci będzie - mruknęła.
- A spotkałam się z Tony'm, żeby spalić wszystkie mosty. Koniec, obiecał, że więcej nie da mi o sobie znać.
- O wow, to takie niepodobne do niego - stwierdziła Sarah. - Pamiętasz, jak spotkałyśmy go przed centrum handlowym? Dzień po moich urodzinach?
- Wtedy, co powiedział, że dalej żywię do niego uczucia, bo nie spływa po mnie to, co gada, tak pamiętam.
- Najbardziej podobał mi się twój tekst - zamyśliła się... jak to szło... jak powiedział, że jak na kogoś kto zarobi dwa miliony w rok jesteś niedojrzała... a mam! "Gdybyś wiedział, że mi się uda trzymałbyś interes w spodniach, a język w swoich ustach".
- Tak, pamiętam! - pisnęłam.
- I powiedziałaś mu, że karma go dopadnie. I dopadła. Bo kto marzy o dziecku w wieku dziewiętnastu lat.
- Racja - pokiwałam głową. - Ale muszę stwierdzić, że się zmienił... Dojrzał.
Streściłam Sarze całą rozmowę, poplotkowałyśmy jeszcze trochę i młoda poszła do swojego łóżka. Mam taką wadę, że niektóre rzeczy strasznie długo rozpamiętuję, dlatego też całą noc biłam się z myślami, ale przynajmniej zaowocowało to nową piosenką. Ba, piosenką. Nie samymi słowami. Melodię też ułożyłam, a z tym szło mi najgorzej, więc jest to wyczyn.

***
Przez następne dni byłam tak zajęta, że nawet nie miałam za bardzo czasu wejść na twittera czy gdziekolwiek i poczytać kolejnych plotek na mój temat. Dlatego zrobiłam to dopiero rano, kiedy byłam już w Londynie i czekało mnie nagrywanie "Track by track". Jadłam płatki, odpaliłam komputer i wtedy to zaatakowało mnie w każdym tweecie.... Cofam wszystko, co powiedziałam o cichym i spokojnym Birmingham. Wszędzie było zdjęcie, jak siedzę w kawiarni z Tony'm. Taa, niby nic, a jednak coś. Wystarczająco, żeby powstało 24892 artykułów i znalazło się 2439458 życzliwych, którzy wiedzą, co nas łączy.
Znalazł się też jeden odważny, który napisał artykuł. Jednak już tytuł skutecznie odebrał mi chęci czytania tych wypocin... "Emma Collins chowa coś (a raczej kogoś) przed światem w Birmingham?". Spojrzałam tylko na datę. Trzy dni temu. Szybko skojarzyłam, że Nathan ostatni raz zadzwonił... też trzy dni temu i już wtedy wyczuwałam coś innego. Nie, bez sensu, nie może być zły o Tony'ego. O kogo jak kogo, ale jego? Coś jednak mnie podkusiło i sama wybrałam jego numer...



Hej, hej, hello! :D
Dawno mnie nie było, wiem, postaram się poprawić, ale niestety nie mogę nic obiecać :( Tuż za rogiem czai się sesja, a my sesji nie lubimy :(
Obiecuję jednak, że będzie to wcześniej niż za miesiąc :P Nie będę więcej robić takich długich przerw choćby nie wiem co ;) 
Co jeszcze... Nominacją na tym i pierwszym blogu zajmę się w przyszłym tygodniu :)
Dominika pytałaś o co chodzi z Tomem. Tom Daley o ile się nie mylę, a wiem, że tak jest, 3 grudnia zamieścił na YT filmik, w którym wyznał, że ma chłopaka.
Dreamer - dziękuję za taki długaśny komentarz, na nartach nie pojeździłam, bo nie było śniegu, ale robiłam dużo innych fajnych rzeczy :)

W przyszłym tygodniu postaram się też nadrobić czytanie blogów :) xx