środa, 19 lutego 2014

39. Namiesza ci w głowie, a potem zniszczy doświadczeniem.

Kiedy się obudziłam, Nathana nie było obok, na poduszce leżała za to karteczka.

Chciałem być obok Ciebie, kiedy się obudzisz, ale mamy pilne spotkanie,a Ty mocno i słodko spałaś ;) Nathan xx

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Sięgnęłam po telefon. Miałam wiadomość od Iris.

Jak coś, to wszyscy jemy śniadanie na dole. W towarzystwie zawsze lepiej ;)

Wzięłam prysznic, lekko malowałam rzęsy, i dopiero wtedy coś zauważyłam.
- O ja cież pierdzielę - nachyliłam się bliżej do lustra.
Malinka na obojczyku.
- No ja go zabiję - mruknęłam.
Dokończyłam malowanie, wygrzebałam z walizki jakąś lekką chustkę, którą zakryłam dowody zbrodni i zjechałam na dół. W restauracji siedzieli Iris, Matt, Josh i Holly.
- Dzień dobry - powiedziałam wesoło zajmując miejsce.
- A ty co taka wesoła? - zdziwiła się Iris.
Zazwyczaj przez pierwsze dwie godziny od wstania burczałam coś pod nosem zamiast odpowiadać.
- A czemu mam nie być? Jest piękna pogoda, dobrze się czuję, nic mnie nie boli... Omlety i sok, dziękuję - wtrąciłam w wypowiedź zamówienie dla przechodzącej obok kelnerki. - Więc czemu mam nie być wesoła?
Matt złapał mnie za brodę, obrócił moją twarz w jedną stronę, w drugą, do dołu, do góry...
- Jest coś dziwnego w twojej twarzy... - stwierdził dalej mi się przyglądając.
- Masz rację - powiedziałam. - W nocy zdążyłam wstrzyknąć sobie botoks.
- Nie, to nie to - pokręcił głową kompletnie ignorując bezsensowność mojej wypowiedzi. - Dziewczyny zazwyczaj promienieją tak po... seksie.
- Rozgryzłeś mnie - westchnęłam. - Koniec końców wpuściłam do siebie tego kolesia, który dobijał się przez dwadzieścia minut i trochę się zabawiliśmy.
- Ty coś ukrywasz - pokiwał na mnie palcem.
- Już mówiłam, jesteśmy w Los Angeles, dobrze spałam, z małymi przeszkodami, ale koniec końców miałam dobry sen - wkładałam wiele wysiłku w to, żeby nie zacząć się uśmiechać na wspomnienie ostatniej nocy. Nie na wspomnienie pijanego kolesia dobijającego się do mojego pokoju, na wspomnienie tego, co było potem. - To wszystko.
- Właśnie, co było z tym kolesiem? - spytała Iris.
- W skrócie był pijany, chciał pójść do łazienki, ale pomylił drzwi i wyszedł na korytarz i tak się zakręcił, że znowu pomylił drzwi i zaczął dobijać się do mnie - wyjaśniłam szybko.
- Zostawić cię samą w pokoju, zaraz coś ci się przytrafia - pokręcił głową z dezaprobatą Matt.
- Co, załatwiłeś jakiejś dziewczynie ścieżkę wstydu rano w hallu? - odgryzłam się.
- A wyobraź sobie, że nie - wystawił język.
- Och wow, wpiszę tę datę w kalendarzu - udałam zszokowanie.

Zjedliśmy i każdy rozszedł się do pokoju. No cóż, jestem pewna, że każdy, kto wyszedł wczoraj, ma dzisiaj kaca. Jeszcze dobrze nie zamknęłam drzwi, ktoś zaczął do nich pukać. Mam nadzieję, że tym razem to nie pijany sąsiad.
- Hej - uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć - Nathan wszedł do środka, zamknął drzwi i czule mnie pocałował.
- Co tam masz? - zajrzałam mu za plecy, za którymi trzymał jedną rękę.
- Przepustki dla ciebie i całego zespołu na nasz dzisiejszy koncert - dał mi komplet smyczy z identyfikatorami.
- Dzięki.
- A teraz coś ci pokażę - powiedział i zaczął ściągać koszulkę.
- Co robisz? - spytałam. - Znaczy wiesz, nie żeby mi się nie podobało, ale jest jedenasta...
Nathan odwrócił się do mnie plecami.
- O wow - zatkało mnie. - Napadł cię wilkołak czy coś? - zapytałam.
Sporą część pleców Natha pokrywały czerwone ślady. Że... że niby ja?
- Jeśli ty jesteś wilkołakiem, to tal - odpowiedział z powrotem zakładając koszulkę (po co?!).
- Ach tak? - ściągnęłam chustkę. - Remis - wskazałam na malinkę na obojczyku.
Nathan zaśmiał się lekko.
- No to remis.
- Tyle, że ty nie paradujesz zazwyczaj bez koszulki, a ja bez chustki to i owszem, zwłaszcza w tym upale.
- Hmm... Cóż mogę powiedzieć - zamyślił się. - Nawet nie jest mi przykro. Cześć, mam próbę dźwięku - powiedział szybko i wybiegł z pokoju.
- Facet.... - westchnęłam.
Dzień wolny... Co zrobić z tym fantem. Włączyłam laptopa i zadzwoniłam do Hayley na Skypie.
- Następnym razem, jak nie będziesz się odzywała tak długo, nawet nie odbiorę - powiedziała na dzień dobry.
- Zawsze można liczyć na miłe powitanie z twojej strony - westchnęłam. - Ale masz rację. Jestem najgorszą przyjaciółką na świecie - schyliłam głowę z pokorą.
- Nie użalaj się nad sobą, lepiej powiedz, co u ciebie.
- Jestem w LA, jest wspaniale, tak ciepło, jakbym była na wakacjach, a nie w pracy.
- W Anglii też jest wyjątkowo ciepło, więc ten fragment pominęłam. Poza tym, Em, jest lato, po co ci ta chustka?
Ha, byłam już przygotowana na to pytanie. Stanęłam na łóżku i odeszłam kawałek od laptopa.
- Widzisz? Mam tylko spodenki i białą bokserkę, potrzebuję tej chustki, żeby mi tu trąciło trochę stylem - powiedziałam.
- Niech ci będzie. To, co mi kupiłaś? - zaklaskała w ręce.
- A co byś chciała?
- Coś czego nie dostanę w Anglii - powiedziała jak oczywistą oczywistość.
- No tak, jasne. Jak z tobą i Chrisem? - spytałam, bo od dłuższego czasu wszystko kręci się wokół mnie, powinnam zainteresować się też nią.
- Zaskakująco dobrze. Szczerze? Kiedy zaczęliśmy się spotykać, nie pomyślałam, że to przetrwa tak długo - Hayley sama była zdziwiona.
- Szczerze, to ja też - zaśmiałam się.
- No, a co z tobą i panem Sykesem? I wyskakującą jak spod ziemi panną Grande?
- Dobrze - powiedziałam lekko się uśmiechając.
Oczywiście, zamierzałam powiedzieć jej o tym, co stało się ostatniej nocy, ale twarzą w twarz, żeby widzieć jej reakcję i żeby powstrzymać ją przed wyznaniem tej sensacji Chrisowi.
- Tak po prostu? Dobrze? To znaczy co? Przestaniecie bawić się w podchody? Zaczniecie bawić się jak dorośli ludzie?
- Możliwe. Ale to nie jest takie proste - westchnęłam. - Mam szansę podbić Amerykę. I chcę zrobić to jako Emma Collins, nie jako dziewczyna Nathana Sykesa - wyjaśniłam.
- Tak, tylko pamiętaj, że karierę kiedyś skończysz i lepiej żebyś nie skończyła wtedy sama.
- Oj wiem, przecież wiem - wywróciłam oczami.
-I co zamierzasz z tym zrobić? - spytała.
- O rany, Hay, kiedy zrobiłaś się taka... zrzędliwa?
- Przecież za to mnie kochasz - wyszczerzyła się do kamerki.
- Niby tak - zaśmiałam się. - Miałam przygodę ostatniej nocy.
- Przygodny seks z nieznajomym?
- Nie - wywróciłam oczami. - Czasami zastanawiam się, czy ty i Matt nie jesteście rozdzielonym w dzieciństwie rodzeństwem - stwierdziłam.
- Matt to twój hot perkusista?
- Przypominam ci tylko, że chodzisz z moim kuzynem. I tak, Matt to mój perkusista. A poza tym męska zdzira. I nie, nie uprawiałam przygodnego seksu z nieznajomym. Nieznajomy za to próbował wejść do mojego pokoju w środku nocy.
- Co?!
- Jak opowiesz to Chrisowi, przypilnuj, żeby nie dotarło do mojej mamy, bo zaraz będzie się denerwować dzwonić do mnie w środku nocy i siać panikę - wywróciłam oczami i streściłam jej historię.
- A ten recepcjonista jakiś do rzeczy?
- Hayley - westchnęłam i zaśmiałam się. - Koniec tej rozmowy. I nie tylko dlatego, że nie mam dzisiaj siły na twoje żarciki, ale dlatego, że zamierzam iść zakupy, żeby wam coś kupić, a kończy mi się czas, bo jeszcze idę dzisiaj na koncert.
- Jasne, rozumiem, odrzucasz mnie dla odlotowych amerykańskich sklepów - otarła niewidzialną łzę.
- Na razie, wariatko - posłałam jej całusa do kamerki i skończyłam rozmowę.

Zakupy? 

Wysłałam smsy do Holly, Mollie i Iris. Holly leczy kaca, Iris ma trochę roboty, ale Mollie była chętna. Poszłyśmy do najbliższej galerii handlowej i zaczęłyśmy obchodzić wszystkie sklepy.
- Wiesz, ceny w dolarach wydają się takie niskie, ale jak się je przeliczy na funty, to wychodzi na to samo, co w Anglii - stwierdziła.
- Dlatego zostańmy przy dolarach, mniej boli - zaśmiałam się. - Wiem, że nie potrzeba mi kolejnej bluzki w paski, ale kiedy myślę, że miałabym jej nie kupić, zaczyna mnie boleć głowa.
- Bluzek w paski nigdy za wiele - poklepała mnie po ramieniu. - Em, bo tak się zastanawiałam...
- Tak?
- Bo wiesz... faceci są tacy ślepi i w ogóle. I myślałam, że może gdybym... no wiesz... zakręciła się koło Matta, ale tak wiesz... inaczej... nie jak siostra czy koleżanka z pracy, tylko... inaczej, to może...
- Nie, nie, nie, nie, nie - chociaż w tym bełkocie ciężko było zrozumieć treść, mi się udało, a teraz moim zadaniem było wyperswadowanie jej tego z głowy. - Mols, takie coś nigdy nie działa. Zaczniesz grać w jego grę, tylko bardziej namiesza ci w głowie, a potem zniszczy doświadczeniem, a potem powie coś w stylu "No co ty, Mollie, jesteś dla mnie jak młodsza siostra" - przeraziło mnie, jak idealnie naśladowałam jego głos.
- Pewnie masz rację - mruknęła.
- Wiesz co, odkładamy te bluzki w paski, idziemy na kawę - odłożyłam ciuchy na półkę i pod ramię wyszłam z nią ze sklepu.
Obie zamówiłyśmy frappucino i usiadłyśmy przy stoliku.
- Co jest z tymi dziewczynami, że zawsze ciągnie je do tych najgorszych typów? - spytałam.
- Emma, sama jesteś dziewczyną.
- O nie, nie, nie. Mój chłopak, fakt, był kapitanem szkolnej drużyny, i tak, zerwaliśmy, bo mnie zdradzał, ale nie zakochałam się w nim, bo pociągała mnie jego mroczna i niegrzeczna strona, czy dwudniowy zarost. Jest tylu miłych chłopców, Mol, dlaczego nie znajdziesz sobie studenta... prawa?
- Dobra, dobra, ale wiesz, jak to jest, każda dziewczyna chciałaby złego chłopca, który były dobry tylko dla niej. Nie kłam - zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wiem o czym mówisz - zaśmiałam się. - Zrobisz, jak zechcesz, ale... takie gierki to jego specjalność, nie twoja i może to się skończyć po prostu tak, że... stracisz szacunek do samej siebie.
- Więc mam odpuścić?
Uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
- Dzięki za wszystko, Em.
- Nie ma sprawy - uściskałam Mollie.

Po zakupach spokojnie wróciłyśmy do hotelu, aż w holu wpadł na nas właśnie Matt.
- Czy ty się przed kimś chowasz? - spytałam, bo dosłownie chował się za wysokim kwiatkiem.
- Ta dziewczyna przy recepcji...
- Co z nią? Mówiłeś, że nie zabawiałeś się wczoraj...
- Nie, powiedziałem, że żadna dziewczyna nie wychodziła rano z mojego pokoju - syknął. - Może coś tam było w klubie i może za dużo jej powiedziałem, a skoro tu przyszła, to najwidoczniej jest nakręconą wariatką i do końca życia się od niej nie uwolnię, jeśli teraz mnie złapie, więc pomóż mi - pisnął błagalnie.
- Naważyłeś piwa, to je wypij - wzruszyłam ramionami, może wreszcie dostanie nauczkę. - Chodź, Mols.
- Nie, czekajcie! - wyskoczył zza kwiatka i właśnie wtedy dziewczyna przy recepcji go zobaczyła. - Cholera. Proszę, jedna z was musi mnie kryć.
- O mnie zapomnij, nie chcę, żeby ktokolwiek potem mnie z tobą łączył - uniosłam obronnie ręce.
- Matt! - dziewczyna była coraz bliżej.
- Mollie? - spojrzał błagalnie na nią.
- Nie! - odpowiedziałam za nią, za nim sama zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, ale za późno, żeby powstrzymać Matta.
Zanim zdążyłam zareagować, przyciągnął do siebie i pocałował Mol, a jego koleżanka z ostatniej nocy gwałtownie zmieniła kierunek i ruszyła do wyjścia. Teraz mogłam tylko czekać, aż Mollie się rozpadnie. W końcu Matt odsunął się od niej.
- Poszła? - rozejrzał się wokół. - Uratowałaś mi skórę.
- Jasne - odpowiedziała słabo dziewczyna.
- Chodź, Mol, miałyśmy pokazać Holly, co kupiłyśmy, jak wrócimy - złapałam ją za rękę i pociągnęłam do windy. - Przysięgam, że go zastrzelę! - wyrzuciłam z siebie, jak tylko drzwi się zamknęły.
- Emma...
- Mollie, tylko proszę nie rozpamiętuj tego, błagam, bo będzie cię to zżerać od środka.
- Nie zamierzam - odparła. - Nic między nami nie ma, nie było i nie będzie.
Zabrzmiała zaskakująco szczerze. Mówiła prawdę, a nie uspokajała mnie i brzmiało to prawdziwie.
- Okej - wykrztusiłam w końcu.

Kilka godzin później wszyscy czekaliśmy już na koncert The Wanted. Wszyscy, jak zazwyczaj robią ludzie w przepustkami, stali obok stanowiska akustyka, bo wbrew powszechnej opinii, to stamtąd, nie spod sceny był najlepszy widok, ale ja jestem powsinogą i włóczyłam się za kulisami, lubiłam być tam, gdzie coś się dzieje, pomagałam chłopakom z odsłuchami i tak dalej. Kilka minut przed rozpoczęciem koncertu Nathan poszedł wyprowadzić mnie zza kulis.
- Póki pamiętam... - powiedziałam. - Co chciałeś mi powiedzieć wczoraj? - spytałam.
Przygryzł dolną wargę.
- Musimy teraz?
- Fakt, że chciałeś powiedzieć to wczoraj, w średnio typowym momencie na rozmawianie, a nie chcesz teraz, napawa mnie podejrzeniami - założyłam ręce.
- Dobra - westchnął. - Ale pamiętaj, to tylko praca, tak?
- Nathan... Prosto z mostu i do rzeczy.
- Scooter chce, żebyśmy z Arianą udawali parę - wyrzucił z siebie.
Nic nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam na niego z całkowitym poker facem. Przez dłuższą chwilę.
- Powiesz coś? - spytał starając się odczytać coś z mojego wzroku.
- Nie spodziewałam się takiego czegoś. Ale... taki jest show biznes... Nie powiem, że podoba mi się to, czy coś, ale... sam powiedziałeś, to tylko praca.
- Ale wszystko między nami okej, tak?
- Tak, jasne - wcale nie. - Idź przygotować się na występ, ja idę do swoich - uśmiechnęłam się lekko i poszłam na stanowisko akustyka.
- Wszystko gra? - spytała Iris.
- Jasne, czemu miałoby nie grać?  - wzruszyłam ramionami.
Nagle podeszła do mnie Mollie i za łokieć odciągnęła mnie kilka centymetrów.
- Nie uwierzysz, co właśnie zrobiłam - powiedziała zadowolona.
- Co zrobiłaś? - spytałam niepewnie, nie wiedząc, czego się spodziewać.
- Spławiłam Matta - przysięgam, urosła ze dwa centymetry.
- To znaczy?
- Podszedł do mnie przed chwilą i zaczął coś w stylu "Mollie, to co zaszło wcześniej w hallu" - mi udawanie jego głosu wychodziło lepiej. - A ja mu na to "Matt, ile ty masz lat, to był tylko pocałunek dla przykrywki". Miał minę... Nie potrafię jej opisać...
- Wyobrażam sobie - uśmiechnęłam się. - Jestem dumna, przybij piątkę.
W końcu koncert się zaczął, chłopaki dali z siebie wszystko, jak zawsze z resztą. I jak zawsze chciałam zaraz po ich zejściu ze sceny, wbiec do ich garderoby i powiedzieć, jacy byli wspaniali. Przeszłam przez jedne drzwi, kawałek dalej, przez drugie, które prowadziły korytarzem wzdłuż prosto do garderoby, ale już po jednym kroku zobaczyłam Nathana i Arianę...



Heeeej.
Po pierwsze przepraszam, że rozdział jest taki krótki, naprawdę chciałam, żeby był dłuższy, ale z drugiej strony chciałam też dodać, go w tym tygodniu, a dzisiaj jest ostatni dzień, kiedy mam czas pisać, do tego jest 23:18, a jutro mam zajęcia o ósmej, więc muszę się sprężać. 
Za to w następnym rozdziale przewiduję dużo akcji, więc wyczekujcie go :D
Axelle Love, sama nie mam pojęcia, jaki głos ma Emma :P Dobieram jej piosenki bez ładu i składu, takie pod które można podłożyć jakąś historię, lub które mi się chwilowo podobają ;)

wtorek, 11 lutego 2014

38. Wiem, czego chcę.

Złapałam Nathana za szyję i nawet nie wiem, kiedy znalazłam się na jego kolanach. Wpletłam palce w jego włosy, zaczął całować mnie po szyi i tak, wtedy oczywiście zadzwonił telefon. Zamarliśmy w bezruchu.
- Odebrać? - spytał.
- Nie wiem, to Twój telefon - wzruszyłam ramionami.
Nathan pocałował mnie w ramię i sięgnął po komórkę.
- Dziwne, Iris. Halo?... Emma? - spojrzał na mnie.
Zaczęłam machać rękami jak opętana, bezgłośnie powiedziałam, żeby odpowiedział, że śpię, że nie wie, gdzie jestem.
- Yy, nie, nie ma jej ze mną, wydaje mi się, że mogła pójść spać, bo po obiedzie wyglądała jakby była w ciąży.
Walnęłam go w ramię i to naprawdę porządnie, ale tylko się zaśmiał.
- Jasne, jak ją spotkam, powiem, że jej szukasz... tak, powiem, że to pilne, na razie - rozłączył się i odłożył telefon. - Iris...
- Tak, wiem, to pilne, blabla, jak nie oddzwonię, to mnie zabije blabla - wywróciłam oczami. - Taki telefon powtarza się przynajmniej raz w tygodniu. Ale niech jej będzie, idę się obudzić - zeszłam z jego kolan. - Wolałabym zostać - powiedziałam poprawiając bluzkę - ale praca wzywa - uśmiechnęłam się, ruszyłam do wyjścia, ale po trzech krokach stanęłam. - Zobaczysz, czy nie ma jej na korytarzu?
- Jasne - zaśmiał się, otworzył lekko drzwi i wsadził przez nie głowę. - Czysto.
- Świetnie, na razie - pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Tempo, Emma, tempo, cała długość korytarza przed tobą.
Szłam szybkim krokiem, jeszcze tylko dwa pokoje, bam, drzwi windy otworzyły się i wyszła z nich Iris.
- Emma, wszędzie cię szukam! - powiedziała na mój widok. - Gdzie byłaś? Nathan twierdził, że śpisz - zaczęła mi się podejrzliwie przyglądać.
- Yyy... Ja właśnie... - szybko szukałam w głowie jakiejś wymówki. Naprawdę na razie nie chciałam, żeby ktoś wiedział cokolwiek na temat tego czegoś między mną a Nathanem.
I wtedy zobaczyłam tabliczkę za plecami mojej managerki.
Zapraszamy na taras widokowy na ostatnim piętrze.
- Byłam na tarasie widokowym. Mega widok - powiedziałam z uznaniem.
- Ach tak? A jak znalazłaś się na tym piętrze, skoro nie szłaś do pokoju od strony wind?
- Schodami - odpowiedziałam szybko. Za szybko, kolejne podejrzliwe spojrzenie. - Serio, czy ty wiesz, ile ja zjadłam na obiad? Zresztą, Tom na zdjęcia. Więc, o co chodzi?
- Robimy babską noc.
Patrzyłam na nią tępo przez kilka sekund.
- I to ta poważna sprawa niecierpiąca zwłoki? - spytałam.
- Tak. Holly i Molly już robią zakupy. A, no i robimy to u ciebie w pokoju.
- Okej, czyli wszystkie będziemy oglądać filmy, jeść niezdrowe przekąski, ale tylko ja będę spać w okruchach, spoko - pokiwałam głową. - W takim razie idę się teraz przespać, wpadajcie później, jakbym nie otwierała, dobijajcie się, albo zadzwońcie na pogotowie, bo nie zamierzam stamtąd wychodzić, papa - weszłam do pokoju, ścianęłam buty i padłam do łóżka.
Obudziła mnie Molly.
- Wstawaj, Em, przyjdziemy za pięć minut - powiedziała.
- Jasne, już się ogarniam - przeciągnęłam się.
Podeszłam do lustra, otrzepałam okruszoną maskarę spod oczu, poprawiłam łóżko. Po chwili rozległo się pukanie do pokoju.
- Witam panie - powiedziałam wpuszczając Holly, Mollie i Iris do środka. - Co dla mnie macie?
- Krakery, ciastka, czipsy, winogron i...
- Wino! - dodała Iris.
- Wow, pozwalasz mi zrobić coś zniegodnego z prawem. Jestem w szoku.
- Jak już masz się upijać, to przy mnie.
- My mamy babski wieczór, a co robią chłopcy? - spytałam.
I jak na zawołanie znowu rozległo się pukanie do drzwi. Tym razem Matt.
- O właśnie pytałam, co robicie - powiedziałam wpuszczając go do środka. - Jak to co? Błagam, to LA, idziemy szaleć, trzeba coś powyrywać, gdzie, jak nie tu - odpowiedział poprawiając włosy przy lustrze.
Wywróciłam oczami i przy okazji zobaczyłam grymas na twarzy Mollie. O nie, tylko nie to.
- Wiesz, Matty, pamiętaj tylko, że dziewczyny też potrafią się bawić, więc uważaj, żeby jakaś kiedyś nie załatwiła ciebie tak, jak ty wszystkie do tej pory - powiedziałam.
- Nie ze mną te numery - zaśmiał się. - Tak więc żegnam panie, miłego oglądania "Pretty Woman" czy innego badziewia, do zobaczenia jutro - ukłonił się i wyszedł.
- Czy ktoś może pi przypomnieć, dlaczego go zatrudniłam? - spytałam siadając z dziewczynami na łóżku. - Chwila, ty to zrobiłaś - wskazałam na Iris.
- Bo jest dobry w tym, co robi? Nie mówię o wyrywaniu lasek, chociaż w tym najwidoczniej też, ale o graniu na perkusji.
- To fakt, jest dobry i kiedy nie zmienia się w... typowego faceta, jest jak starszy brat - przyznałam.
- Kiedyś w końcu pozna dziewczynę, która go odmieni i dorośnie - stwierdziła Holly.
Mols nic nie mówiła, tylko skubała pościel.
- Okej, otwórzmy to wino - powiedziałam.
Trzy butelki wina i miliard okruszków w mojej pościeli później Mollie w łazience rozmawiała z rodzicami, Holly i Iris już się zwinęły, a ja trzepałam kołdrę.
- Dobra, idę spać - Mollie wyszła z łazienki.
- Co u rodziców? - spytałam.
- Wszystko dobrze - dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła do wyjścia.
- Mollie? - zawołałam.
- Tak?
- Usiądź na chwilę - położyłam kołdrę, usiadłam i poklepałam miejsce obok siebie.
- O co chodzi? - spytała lekko przestraszona.
Głęboki oddech, pójdę prosto z mostu.
- Lubisz Matta?
- Oczywiście, lubię wszystkich w zepsole, jesteśmy jak rodzina - powiedziała błądząc wzrokiem na boki.
- Nie o takim lubieniu mówię - wywróciłam oczami. - Widziałam dzisiaj twoją minę, kiedy gadał o swoim wyrywaniu.
- To głupie, prawda? - spytała patrząc w podłogę.
- Nie, to nie jest głupie - objęłam ją. - Matt jest głupi. W pewnym sensie.
- To zwykły gracz... Tylko by mnie zranił...
- Nie chcę go oczerniać, ani mówić o nim za jego plecami, ale chociaż kocham go jak brata, to tak. Jest taka możliwość. Nie dorośł do związku, dlatego bawi się w te wyrywanki na jedną noc.
- Do tego nie jestem tą jedyną, która go odmieni, więc przypadło. Może zacznę z powrotem zakochiwać się w aktorach - zamyśliła się.
- Hello, jesteśmy w Los Angeles, jutro możesz któregoś spotkać na ulicy - zaśmiałam się.
- Emma, to zostanie między nami? - spytała.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się i przytuliłam ją. - Zasługujesz na kogoś, kto będzie cię traktował jak księżniczkę, pamiętaj.
- Będę. Dziękuję za wszystko. Idę spać - uśmiechnęła się i wyszła.
- O rany - powiedziałam, kiedy już byłam sama. - Ze wszystkich ludzi na świecie musiała zacząć zakochiwać się właśnie w Matcie?! - spytałam patrząc w sufit.
Żadna z nas nie wyolbrzymiała. Owszem, był kochany, był świetnym przyjacielem, ale był beznadziejny jako facet. Gorszy jest chyba tylko Simon Cowell.
A swoją teorię umocniłam następnego dnia w garderobie przed występem.
- Traktujesz dziewczyny przedmiotowo i w końcu karma się odwróci, zapamiętaj moje słowa - ostrzegłam go któryś raz  z kolei.
- Wcale nie, to nie tak, że nie chcą, nie robię nic wbrew ich woli - bronił się w swój beznadziejny sposób.
- Tak? A ilu z nich obiecałeś, że zadzwonisz i tego nie zrobiłeś?
- Nie chce mi się liczyć - stwierdził.
- Masz rację, lepiej policz swoje choroby weneryczne.
W garderobie oprócz nas byli tylko Josh i Holly i do tej pory siedzieli cicho, teraz wydali z siebie zbiorowe "uuuu".
- Jesteś taka sztywna, jeśli chodzi o te sprawy. I wiem dlaczego - powiedział pewnie Matt.
- Ach tak? Słucham? - założyłam ręce.
- Seksu ci potrzeba.
- Wara od mojego życia seksualnego.
- Nie można odczepić się od czegoś czego nie ma.
- Nie mam to rzeżączki, w przeciwieństwie do ciebie.
- Ach tak? Kiedy ostatni raz uprawiałaś seks?
Teraz już wszyscy patrzyli na mnie i czekali na odpowiedź. Wszystko zostaje w rodzinie, raz kozie śmierć.
- W lutym - nie pytał, którego roku.
- Pół roku?! - oczy wyszły mu na wierzch. 
- W zasadzie to półtora.
- Twoje narządy jeszcze istnieją czy już zanikły? - spytał.
- Nic nie zanika, idioto - uderzyłam go w ramię. - Po prostu nie puszczam się na lewo i prawo jak ty.
- Nie chodzi o puszczanie się, tylko o  spuszczanie z siebie stresu. Jakby ktoś się tobą zajął, przestałabyś być taka spięta całe życie - stwierdził krzyżując ręce. -  Nic nie słyszę w odsłuchu, nic nie słyszę... Przyciszcie Matta, bo słyszę tylko perkusję... Czemu jeszcze nikt nie ma założonego odsłuchu... - udawał mnie.
- Naprawdę niewiele mi brakuje, żeby cię spoliczkować - powiedziałam.
- To jakiś rodzaj gry wstępnej? Bo wiesz... Mogę do ciebie wpaść po występie.
- Matt! - miałam ochotę go zamordować. Ktoś zapytał do drzwi. - Masz szczęście - powiedziałam. - Proszę!
- Hej, mogę cię porwać na chwilę? - Nathan wszedł do środka.
- O, Nathan, może ty masz ochotę... - zaczął Matt.
- Nie, nie ma - przerwałam ostro i wyszłam z Nathem na korytarz.
- Ochotę na co?
- Na nic - machnęłam ręką. - Co tam?
- Włącz bluetooth w telefonie - powiedział i zaczął grzebać w swoim.
- Już.
Nathan zaczął przesyłać mi plik.
- Czy to jest to, co myślę? - spytałam.
- Nie wiem, o czym myślisz, ale tak.
- Super! - ucieszyłam się. Nie mogłam się doczekać, aż posłucham piosenki, którą wczoraj nagraliśmy.
Już do mnie doszła, już miałam ją puścić, kiedy zza rogu wyszła Ariana.
- O siema - zawołała.
Myślę, że może mogłabym ją polubić. Gdyby wyraźnie nie podwalała się do mojego przyszłego chłopaka i nie mówiła czasami tym denerwującym tonem, jakby zaraz miała zemdleć.
- Hej - odpowiedzieliśmy jednocześnie.
- Scooter cię szuka - powiedziała do Nathana.
- Gdzie jest?
- U mnie.
- To do zobaczenia później - powiedział do mnie Nath, Ariana uśmiechnęła się i poszli.
Później poszło już normalnie, próba występy, jakiś wywiad. Kiedy już zbieraliśmy swoje rzeczy z garderoby, weszli Tom i Max.
- Siema Parker, masz ochotę na kolejny zakład? - spytałam.
- Zapomnij. Przychodzimy z pokojową propozycją.
- Mamy taki klub, z którym mamy niepisaną umowę, że jak się ładnie uśmiechniemy, wpuszczają naszych znajomych poniżej dwudziestu jeden lat. Czytajcie: Nathana - wyjaśnił Max. - I właśnie dzisiaj się tam wybieramy. Reflektujecie?
Rozejrzałam się po wszystkich, nie widziałam sprzeciwu.
- Spoko - odpowiedziałam.
- To widzimy się wieczorem, na razie.

Wieczorem, wieczorem. Do wieczora zdążyłam się rozchorować. Nie miałam gorączki, po prostu mega bolała mnie głowa i nie miałam siły podnieść się z łóżka. Tom musiał osobiście przyjść na kontrolę, żeby stwierdzić, że faktycznie nie nadaję się do wyjścia.
- Fakt, nic z ciebie dzisiaj nie będzie - stwierdził patrząc jak wyglądam jak ostatnia ofiara. - Dzisiaj ci się upiekło.
- Wow, ale ze mnie szczęściara - mruknęłam.
- Trzymaj się, ktoś musi śmiać się rano z naszego kaca - pocałował mnie w policzek. - Powiem reszcie, że nie czekamy na ciebie.
- Miłej zabawy - uśmiechnęłam się lekko i Tom wyszedł.
Leżałam kilka minut, w końcu stwierdziłam, że  czas doczłapać się do łazienki. Napuściłam pełną wannę wody, leżałam sobie w niej dobre dwadzieścia minut, ale w efekcie tylko bardziej rozbolała mnie głowa. Wróciłam do łóżka, puściłam cicho muzykę i spróbowałam zasnąć.
Obudziło mnie łomotanie. Spojrzałam na zegarek, było parę minut po północy. Znowu walenie w drzwi. Podeszłam do nich na palcach. Znowu łomotanie, aż doskoczyłam. Ktoś wkładał wiele wysiłku, żeby dostać się do mojego pokoju.
- Kto tam? - spytałam.
- Wpuść mnie!
- Spytam jeszcze raz, kto to?
- Daruj sobie ten akcent i otwórz te cholerne drzwi!
Znowu kilkukrotne walenie i przysięgam, drzwi się poruszyły, a cała ta sytuacja przestała być zabawna. Nie żeby była chociaż przez chwilę. A ja, jak to mam w wielu sytuacjach, prawie zaczęłam płakać. Litości, on zaraz wyrwie klamkę. Podeszłam do telefonu i zadzwoniłam na recepcję.
- Słucham? - usłyszałam recepcjonistę.
- Jest taka sprawa... - głos mi drży i ciężko zebrać myśli, kiedy ktoś ciągle puka do drzwi. - Jakiś mężczyzna próbuje dostać się do mojego pokoju.
- Słucham?
- Jakiś facet dobija się do mojego pokoju, więc jakby mógł pan przysłać ochronę, albo policję, było by super.
- Oczywiście, już się tym zajmuję, w którym pokoju pani jest?
- 606.
- Proszę poczekać - odpowiada recepcjonista i rozłącza się.
"Błagam, szybciej", powtarzam cicho siedząc skulona na podłodze koło łóżka. Po chwili pukanie ustało. W skupieniu przyglądałam się drzwiom. Po chwili znowu ktoś zapukał, tym razem lekko i spokojnie. Cicho podeszłam do drzwi  i nasłuchiwałam.
- Jestem Sean Anderson, pracuję w recepcji, czy może pani otworzyć drzwi?
To mógł być Anderson z recepcji, ale to mógł też dalej być ten facet, tylko zmienił taktykę. Stałam obok drzwi, ale nic nie mówiłam.
- Wiem, że pani tam jest, rozwiązałem problem tamtego mężczyzny, proszę otworzyć.
- Skąd mogę wiedzieć, że to pan? - spytałam.
Chwila ciszy.
- Mam klucz uniwersalny, którym mogę otworzyć drzwi, ale nie wolno mi tego zrobić, póki pani na to nie pozwoli.
Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam lekko drzwi. Faktycznie, koleś za drzwiami był w garniturze i widziałam go, kiedy wróciłam z występu. Otworzyłam drzwi szerzej i wpuściłam go do środka.
- Kim był ten mężczyzna? - spytałam cicho.
- Mieszka w pokoju obok, był dosyć zaspany i mocno pijany, chciał pójść do toalety, ale pomylił drzwi i wyszedł na korytarz. Potem zorientował się, ale zaczął dobijać się do złego pokoju. Myślał, że jest pani jego żoną i nie chce go wpuścić.
- Nie wpuściłabym, nawet gdybym była - stwierdziłam.
- Jest pani roztrzęsiona, może nie pani wypije sobie coś z minibarku?
- Mam dziewiętnaście lat.
- W takim razie może przynieść pani herbaty?
- Mogę zejść z panem na dół? - spytałam. - Nie chcę być teraz sama.
- Oczywiście.
Założyłam szybko trampki i wyszliśmy z pokoju.
- I proszę nie mówić mi per pani - powiedziałam, kiedy byliśmy w windzie.
- Oczywiście - zaśmiał się.
Zjechaliśmy na parter, usiadłam w jednym z foteli, recepcjonista po chwili przyszedł z kocem i herbatą dla mnie. Owinęłam się kocem i usiadłam skulona w fotelu z kubkiem herbaty. Próbowałam uspokoić bijące jak oszalałe serce. Dzisiaj już na pewno nie zasnę. Piłam cicho herbatę, z nadzieją, że w końcu przestanę się trząść, kiedy drzwi hotelu otworzyły się i usłyszałam:
- Emma?
Podniosłam wzrok. Nathan, Mollie i Dan wrócili z imprezy.
- Nathan - powiedziałam cicho i rzuciłam mi się w ramiona.
- Co się stało? Cała się trzęsiesz - przyjrzał mi się troskliwie.
- Miałam małe sensacje - powiedziałam.
- Co się stało, Em? - spytała Mollie.
- W skrócie pijany facet pomylił pokoje i w środku nocy próbował wejść do mojego - wyjaśniłam po krótce. - Niby nic takiego, ale po prostu się przestraszyłam.
- Ale w końcu się go pozbyłaś?
- Tak, zadzwoniłam na recepcję. Nie chciałam być sama w pokoju, dlatego siedzę tutaj.
- Chodź, zaraz cię ululamy - Nathan objął mnie delikatnie i poprowadził do windy.
- Emma?
Spojrzałam w stronę recepcji.
- Tak?
- Zostawiłaś kartę do pokoju na stoliku - Sean z recepcji wskazał głową w miejsce, gdzie faktycznie leżała moja karta.
- Dzięki - uśmiechnęłam się i wróciłam po kawałek plastiku.
Wsiadłam do windy z Nathanem, Mollie i Danem, ja i Sykes wysiedliśmy na szóstym, oni jechali jedno wyżej. Weszłam do pokoju, wpuściłam Nathana ze sobą.
- Jak było w klubie? - spytałam.
- Nie tak interesująco jak u ciebie, z tego co słyszę - odpowiedział. - Wystaw rękę.
Nie wnikałam po co, po prostu to zrobiłam. Latała w każdą stronę, jak u narkomana na głodzie.
- Emma, dalej się trzęsiesz. Chrzanić herbatę, coś innego ci pomoże - poszedł do minibarku i wyciągnął z niego jakiś trunek.
- Nathan, wiesz, że nie mogę, będę mieć potem kłopoty - powiedziałam.
- Spoko, podmienimy z butelką u Sivy w pokoju, zawsze tak robię - wyznał nalewając do dwóch szklanek, po czym jedną mi podał. - Czemu nie zadzwoniłaś, jak to wszystko się stało, hm?
- Byłam przerażona... Tak bardzo, że recepcjonista trzy minuty prosił przez drzwi, żebym wpuściła go do środka. Poza tym, po co? Nie chciałam nikomu psuć zabawy - wzruszyłam ramionami i napiłam się mały łyczek.
Nie wiem, co to było, ale smakoszem alkoholu na pewno nie jestem.
- A nie mówiłem ci, że do mnie możesz dzwonić zawsze, o każdej porze?
- Pewnie mówiłeś - uśmiechnęłam się lekko.
- Dobra, kładź się, jesteś zmęczona - wziął ode mnie szklankę i poprowadził mnie do łóżka.
Posłusznie wsunęłam się pod kołdrę. Nathan pocałował mnie w czoło i już miał gasić lampkę przy moim łóżku.
- Możesz zostać? - spytałam.
- Słucham?
- Czy możesz położyć się obok mnie i poczekać z gaszeniem światła, aż zasnę? Naprawdę nie chcę być sama - powiedziałam cicho.
- Ten koleś naprawdę cię przestraszył, co? - zapytał ściągając trampki i bluzę i kładąc się obok mnie.
- Dziękuję - powiedziałam obejmując Natha, kiedy on wsuwał rękę pod moją głowę.
Było mi tak dobrze, mogłabym tak leżeć dniami i nocami. Zeszło ze mnie całe przerażenie, dopiero teraz zauważyłam, że już nie boli mnie głowa i czuję się całkiem dobrze, uspokoił mi się oddech i tętno. Pewnie dlatego Nathan myślał, że już śpię. Delikatnie zaczął wysuwać swoją rękę spod mojej głowy.
- Tak szybko się nie wywiniesz - zaśmiałam się.
- O ty spryciulo, siedziałaś tak cicho, myślałem, że już śpisz - powiedział.
- Na razie się uspokoiłam - podsunęłam się lekko do góry, nasze twarze znalazły się na jednej wysokości. - Dziękuję - powtórzyłam się. - Gdyby nie ty, pewnie dalej siedziałabym na dole i piła kolejną herbatę, albo nie wiem... grała w karty z recepcjonistą.
- Zawsze do usług - uśmiechnął się.
Popatrzył przed siebie, twarz miał zwrócona do mnie bokiem, przybliżyłam się żeby pocałować go w policzek, ale w tym samym momencie Nathan odwrócił głowę w moją stronę i w efekcie pocałowałam go w usta. Odsunęłam się lekko i spojrzałam mu w oczy. Nathan złapał mnie delikatnie za podróbek, nasze usta znowu się połączyły. Najpierw spokojnie i delikatnie, potem coraz namiętniej, mocno przyciągnął mnie do siebie. Przechylił się do przodu, w efekcie czego z siadu przeszliśmy do leżenia. Był na górze, obejmowałam go nogami, rękami przyciągałam go do siebie za szyję, chociaż bliżej już się nie dało. Ale ja chciałam więcej. Czułam jego dłoń ściskającą moje udo i usta błądzące po mojej szyi. Drugą ręką jeździł wzdłuż mojego tułowia, delikatnie muskając piersi. Przygryzłam dolną wargę, gdy podniósł nosem moją bluzkę i zaczął składać pocałunki na moim brzuchu. Szybkim ruchem zdjęłam jego koszulkę i przyciągnęłam jego usta z powrotem do moich. Nagle on odsunął się. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Emma... - szepnął cicho. - Jesteś zmęczona, przestraszona, nie myślisz trzeźwo.
- Nie, mylisz się - powiedziałam. - Wiem, czego chcę - wyraźnie zaakcentowałam każde słowo i z powrotem zaczęłam go całować.
- Em - znowu lekko mnie odsunął. - Muszę ci o czymś powiedzieć.
- Jutro - mruknęłam całując jego szyję i okolice uszu.
- Powinnaś o czymś wiedzieć.
- Jeśli nie chodzi o jakieś choroby weneryczne, to naprawdę nic mnie nie interesuje.
- Ale... - zaczął.
- Spójrz mi w oczy i powiedz, że tego nie chcesz - powiedziałam.
Mógł sobie mówić, ale i tak by się nie wyłgał, widziałam pożądanie w jego oczach. To właśnie z tym pożądaniem spojrzał na mnie i znowu zaczął całować. Inaczej niż przed chwilą, kiedy myślał, że to tylko niewinne zabawy. Teraz jego usta były bardziej agresywne, jakby ciągle chciał więcej.
Teraz ja siedziałam na nim, jego ręce błądziły pod moją koszulką, ja obcałowywałam każdy centymetr jego torsu, jednocześnie rękami rozpinając jego spodnie. Zsunęłam je Nathanowi do kolan, później on kilka ruchami nóg zrzucił je na podłogę. Nath znowu obrócił nas tak, że on znajdował się na górze, zębami rozwiązał sznurek od spodenek które robiły mi za piżamę, przygryzłam wargę, żeby stłumić lekki pisk, wbiłam palce w jego plecy. Jednak w całej tej ekstazie moja odpowiedzialna i rozsądna strona nie dała o sobie zapomnieć.
- Nathan... - powiedziałam cicho, a kiedy popatrzył na mnie nadal z ustami w okolicach mojego pępka, spojrzałam na niego wymownie.
Odsunął się ode mnie, sięgnął do spodni po portfel, wyciągnął z niego dokładnie to, o co mi chodziło i na razie położył obok. Teraz mogliśmy kontynuować. Usiadłam na nim okrakiem,  przygryzłam płatek jego ucha, zjeżdżałam ustami coraz niżej i niżej, patrząc mu w oczy chwyciłam zębami gumkę od jego bokserek, odchyliłam ją kilka centymetrów i puściłam. Ocierając się całym ciałem o niego wróciłam do jego ust, ale ledwie zdążyłam je musnąć, kiedy Nathan jednym ruchem ściągnął moją bluzkę i zaczął bawić się moimi piersiami. Wsadziłam dwa palce centymetr za jego bokserki i przejechałam po całym obwodzie. Nathan puścił mnie na chwilę, złapał leżącą obok prezerwatywę. Po chwili przejechał swoimi dłońmi po moim rękach splótł swoje palce z moimi, a moje ciało zaczęła ogarniać fala jeszcze większej przyjemności...



Macie zboczuchy :P Pisałam to wczoraj do drugiej w nocy, więc doceńcie mój wysiłek, chcę zobaczyć tu mnóstwo komentarzy! :P

Witam Cię, Anusiaku, zostaje Ci wybaczone :P

Jutro mam ostatni egzamin, trzymajcie za mnie kciuki, bo chcę zdać i móc cały czwartek grać na Guitar Hero :P

Piszę jedną ręką, bo drugą trzymam telefon, jest to dosyć kłopotliwe, więc kończę, do napisania :) xx

czwartek, 6 lutego 2014

37. Our feelings will show.

Obudziło mnie łomotanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Fuck, zaspałam. Teraz już nawet wiedziałam, kto się dobija. Iris. Zerwałam się na równe nogi.
- Tak, wiem, przepraszam - mówiłam otwierając drzwi.
- Masz piętnaście minut na oddanie klucza do recepcji - Iris weszła do środka, chyba po to, żeby obejrzeć w jakim stanie jest pokój. Było czysto, jak miałoby być, skoro byłam tu jedną noc.
- Okej, okej, tylko się ubiorę, twarzą i włosami zajmę się później - nie wiem, czy próbowałam uspokoić siebie czy ją.
- Pamiętaj, że dzisiaj będzie gorąco - przypomniała i zostawiła mnie samą.
Ubrałam się, zebrałam do kupy swoje rzeczy, wymeldowałam się z hotelu i wsiadłam do samochodu, w którym reszta już na mnie czekała. Bez śniadania, bez makijażu, z nieuczesanymi włosami.
- Molly, zrób coś z moimi włosami, proszę - powiedziałam do dziewczyny, bo siedziała najbliżej.
- Umiem tylko kłosa, więc szału nie będzie - stwierdziła ściągając gumkę do włosów z mojej ręki.
- Słówko do kamery, Em - powiedziała Iris.
- Wooo, jesteśmy w Ameryce! - wcale nie powiedziałam tego w ekscytujący czy szczęśliwy sposób. - Wiem, że tak nie brzmię, ale jestem naprawdę mega podekscytowana, po prostu jet lag jest silniejszy ode mnie. I od mojego budzika, bo zaspałam. Dlatego jadę na występ bez makijażu - podniosłam na chwilę okulary - bez śniadania, Mol teraz mnie czesze... W pewnym sensie jestem trochę zawiedziona, bo w końcu, po raz pierwszy w życiu jestem w Nowym Jorku i nie mam czasu na nic. Nawet nie widziałam Statuy Wolności. Ale zamierzam to nadrobić, kiedy zrobię, co mam do zrobienia w Ameryce, wrócę do Nowego Jorku i będę zwiedzaaaać! Jestem głodna tak w zasadzie - mruknęłam.
Zadzwonił mój telefon.
- Yhyhyh, gdzie jesteś telefonie? - spytałam grzebiąc w torbie.
- Nie wierć się - upomniała Molly.
- Sorry, mam - wygrzebałam komórkę. Nathan. Zachowuj się naturalnie. - Halo?
- Jak tam, Collins?
- Zaspałam - przyznałam się.
- A mówiłem, idź spać!
- Poszłam! Nie moja wina, że jet lag był silniejszy ode mnie! - powiedziałam obronnym tonem.
- Dobra, wygrałaś, jet lag jest suką - przyznał.
- Chciałam wyrażać się jak dama, ale tak, to miałam na myśli - zaśmiałam się.
- Tom dumny ze swoich fotograficznych zdolności, wysyła ci właśnie zdjęcie, które zrobił wczoraj i...
- Jak nie dasz tego na publiczny widok, to cię zniszczę - usłyszałam Toma w tle.
- Rozpatrzę jego grzeczną prośbę - zaśmiałam się.
- Muszę kończyć, pędzimy na samolot.
- Gdzie lecis... znaczy, gdzie lecicie? - spytałam.
- Chicago.
- Oh, okej - zachowuj się normalnie Em, zachowuj się.
- A ty wiesz w końcu, gdzie występujesz?
- Dzisiaj Nowy Jork, jutro Boston, pojutrze Waszyngton i później dwa razy Los Angeles - wymieniłam. - Rany, to brzmi tak nierealnie.
- Przyzwyczaisz się - zaśmiał się.
- Mam nadzieję, że będę miała szansę się przyzwyczaić.
- Na pewno, pokochają cię, bo kto by tego nie zrobił - powiedział Nathan i po nagłym urwaniu zdania domyśliłam się, że nie wszystko chciał powiedzieć.
- Kończ to, ma zobaczyć zdjęcie! - usłyszałam Toma.
- Okej, kończę, zobaczę zdjęcie i zaraz napisze Tomowi, jakie jest wspaniałe - zaśmiałam się. - To na razie.
- Do usłyszenia.
Rozłączyłam się i sprawdziłam mmsa. Wow, samozachwyt Toma nie był ani trochę przesadzony. Nie wiem, jak je zrobił, ani w którym momencie występu, ale słońce było za mną i dawało to taką delikatną poświatę za mną.

Wygrałeś, jest świetne, zasługuje na instagram ;)

Wysłałam wiadomość do Toma, ale nie zamierzałam zakładać żadnego konta w tym momencie, byłam zbyt skupiona na tym, że jestem głodna.
- Iriiiis... - jęknęłam.
- Emma, obiecuję, jak dotrzemy na miejsce będziesz mogła jeść aż do występu z przerwą na próbę dźwięku i nie będzie mnie interesowało, czy wydyma ci brzuch czy nie - Iris była wyraźnie czymś zajęta w telefonie, pewnie czymś związanym ze mną, ale mnie to nie interesowało, bo byłam GŁODNA.
- Masz i siedź cicho - Olivier rzucił czym we mnie.
Paczka M&M'sów.
- Dlaczego tak długo ją przede mną chowałeś?! - spytałam.
- Bo miały być dla mnie, ale chociaż kocham cię, nie mogę cię już znieść - przyznał.
- Awww, ja ciebie też kocham, teraz jeszcze bardziej - powiedziałam z pełną buzią.
- Zmiany w planie - Iris oderwała wzrok od telefonu.
- Jakie zmiany?
- Nie ma Waszyngtonu. Po Bostonie lecimy prosto do LA. Ekonomiczną.
- Myślę, że jakoś przeżyjemy - stwierdziłam.
Ekonomiczna to nie koniec świata, ani luk bagażowy, większość ludzi na świecie tak lata.

Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. O matko, kocham Amerykę, żadnych paparazzi, zero. Uwielbiam być anonimowa. Dostałam garderobę, tam już miałam zająć się makijażem, kiedy wpadła Iris (nawet nie wiem, kiedy wyszła prawdę mówiąc) i ogłosiła:
- Próba dźwięku.
- Ale... - zrobiłam podkówkę z ust. - Miałam zjeść i zrobić makijaż.
- Em, wiem, ale to nie zależy ode mnie, wszyscy idziemy - machnęła ręką do wyjścia.
Wszyscy wyszliśmy i poszliśmy na scenę.
- Ile tu wchodzi ludzi? - bardziej mruknęłam do samej siebie niż spytałam, widząc przestrzeń rozciągającą się wokół sceny.
- Będzie około stu tysięcy - powiedziała Iris jak gdyby nigdy nic.
- Co? - wytrzeszczyłam oczy. - Mam zaśpiewać przed stoma tysiącami ludzi w Ameryce?! W Anglii nie śpiewałam przed tak wielką publicznością.
- Błagam cię, każdy odcinek X Factora ogląda kilka milionów osób.
- Serio? - popatrzyłam na nią z powątpiewaniem.
Naprawdę właśnie porównała występ przed stoma tysiącami żywych ludzi do występowania w telewizji. Różnica stref czasowych źle na nią wpływa. Odbębniłam próbę i poleciałam z powrotem do garderoby, nie czekając na nikogo. Miałam rzucić się na jedzenie, ale stwierdziłam, że lepiej najpierw zająć się makijażem, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znowu będę musiała wyjść. Kiedy w końcu podeszłam do stołu z jedzeniem...
- Serio? - mruknęłam. - Czym tu mam się najeść?
- No co, zdrowe odżywianie - trącił mnie Matt.
- Oh, spadaj, ty zdążyłeś zjeść śniadanie w hotelu. A ja co, mam się najeść owocami?
- Są jeszcze paluszki - wskazał głową na przekąskę.
- Tak i są to moje paluszki, jak ktoś je ruszy, to poucinam ręce - zagroziłam.
- Nie możesz uciąć moich rąk, te ręce tworzą cuda na perkusji - stwierdził.
- A chcesz się założyć, że mogę? - spytałam słodko.
- Opaski na ręce - Iris każdemu rozdała po opasce, której, broń Boże, nie mogliśmy ściągnąć, bo, no cóż, obsługa nie zna każdej pojedynczej osoby, która pojawi się na scenie, a każda nieupoważniona osoba znajdująca się za kulisami zostaje wykopana szybciej niż się pojawiła.

Występ jak występ, Boston jak Boston, myślami już dawno byłam w Los Angeles. Co było głupie, bo nawet nie miałam pewności, że spotkam The Wanted, ale już świadomość przebywania w jednym mieście napawała mnie ekscytacją. Ale to raczej nie ekscytacja była odpowiedzialna za moje beznadziejne samopoczucie w trakcie lotu.
- Jak się czujesz? - spytała po raz setny Iris.
- Tak samo, jak gdy pytałaś się o to dwie godziny temu - mruknęłam.
- A może ty nic nie jadłaś? Albo nie piłaś?
- Odżywiam się może i gównianie, ale nie jestem małym dzieckiem, żeby zapomnieć, że mam zjeść. Ale jakbyś załatwiła mi trochę wody, byłoby super.
- Jasne, zaraz dostaniesz - Iris poszła złapać stewardessę, po chwili dostałam wodę.
Napiłam się i stwierdziłam, że spróbuję zasnąć. Obudziłam się jakąś godzinę przed lądowaniem.
- Jak się czujesz? - spytała Holly.
- Nie wiem, przez pierwsze kilka minut po przebudzeniu nie pamiętam nawet jak się nazywam - zaśmiałam się.
- Em... Bo... Martwię się...
- O co?
- Nie o co, tylko o kogo. O ciebie.
- Słucham? - spojrzałam na nią zdziwiona.
- Boję się, że dzieje się z tobą to samo, co w trakcie trasy z The Wanted. Znowu nie masz kiedy jeść, a jeśli już jesz, to coś śmieciowego, jak frytki albo M&M'sy. I nie tylko ja się martwię. Josh i Matt też to zauważyli, tylko nic nie mówią.
- Hols, to słodkie - objęłam ją. - Ale przysięgam, że nic mi się nie dzieje. Może jestem trochę przemęczona i fakt, nie odżywiam się najlepiej, ale obiecuję, że pierwszą rzeczą po przyjeździe do hotelu będzie zjedzenie normalnego obiadu w restauracji - uśmiechnęłam się lekko.
- Okej - Holly pokiwała głową.
Jak obiecałam tak zrobiłam i jak tylko zostawiłam rzeczy w pokoju, wyszłam na obiad. Czekałam cierpliwie na windę, a kiedy przyjechała i drzwi się otworzyły...
- Emma? Śledzisz nas czy co? - spytał Tom.
- Co... wy tu robicie? - byłam równie zdziwiona jak Tom, ale chyba jednak nie tak bardzo jak Nathan, bo on nie mógł z siebie wydusić słowa.
- Mieszkamy.
- Nie miałaś być w Waszyngtonie? - spytał Nathan.
- Zmiana planów, prosto z Bostonu, przyleciałam tutaj.
- Więc dokąd teraz zmierzasz?
- Idę na dół do restauracji na obiad, obiecałam to Holly, ponieważ część mojego zespołu jawnie obawia się, że wyląduje w szpitalu.
- Coś się dzieje? - zapytał Nath.
- Nie, było mi tylko trochę słabo w samolocie, a znacie Holly, Josha i Matta, zaraz panikują - machnęłam ręką.
- Oh litości - stwierdził Tom. - Nie będziesz jadła tutaj. Bierz torebkę, czy co tam potrzebujesz, żeby wyjść do ludzi, pokażemy ci, gdzie się je w tym mieście.
- Tom, ale ja jestem naprawdę, naprawdę głodna - jęknęłam.
- To niedaleko - upierał się.
- No dobra - westchnęłam. - Chodźcie - machnęłam na nich ręką i poszłam do pokoju.
- Mieszkamy na jednym piętrze, wyczuwam imprezę - powiedział Tom.
- Wszyscy? - spytałam.
- Nie, Jay, Siva i Max mają pokoje piętro wyżej.
- Dobra, jestem gotowa - stwierdziłam zakładając torebkę przez ramię.
- Szybko poszło, zupełnie jak nie dziewczynie - mruknął Tom.
- Spadaj - pacnęłam go w ramię. - Więc, gdzie mnie porywacie? - spytałam, kiedy wyszliśmy z hotelu.
- Niedaleko - powiedział Parker, słowny jak zawsze.
- No tak, to wszystko wyjaśnia.
- Za rogiem jest taka restauracja - dopowiedział Nathan.
- Aaa za rogiem, no tak, przecież jem tam za każdym razem, jak jestem w Los Angeles - sarkazm moim największym przyjacielem. - O nie, a miałam taki spokój - jęknęłam. - To wszystko wasza wina - stwierdziłam.
- Co?
- Hieny po drugiej stronie ulicy. Nikt się mną tu nie interesuje, mogę robić, co chcę, a wyjdę z wami i od razu BAM!
- Ma się ten fejm - stwierdził Tom.
- Voila, oto jesteśmy - powiedział Nathan, otworzył drzwi i wpuścił mnie przodem do środka.
Weszłam do środka, zajęliśmy stolik, po chwili przyszła kelnerka z kartami.
- Raaany, jestem taka głodna - powiedziałam przeglądając menu.
- Serio? - Tom spojrzał na mnie z powątpiewaniem. - Ile taka chudzina może zjeść?
- Zdziwiłbyś się - powiedziałam jednocześnie z Nathanem.
- A ty, młody, skąd możesz to wiedzieć? - Tom popatrzył podejrzliwie na Nathana.
To, że tam spotkaliśmy się parę razy, nie było tajemnicą, ale też jakby nikt o tym nie wiedział.
- Tom, byliśmy z nią trzy tygodnie w trasie - pięknie wymyślił to na poczekaniu.
- Mogę już przyjąć zamówienie? - podeszła do nas uśmiechnięta kelnerka.
- Dajesz, Em - Nath kiwnął na mnie głową.
- Hmm, dobra, na starter mała sałatka z pieczywem czosnkowym, później frytki ze stekiem, dużym i dobrze wysmażonym, do picia cola, dużo coli, a na koniec - przeleciałam szybko na kartę deserów - brownie. I truskawkowy smoothie.
Tom i Nathan patrzyli na mnie z szeroko wytrzeszczonymi oczami, kelnerka była bardziej subtelna, chociaż i tak nie do końca udało jej się ukryć zdziwienie. Trudno jej się dziwić, jesteśmy w Hollywood, świątyni szkieletów, nikt nie zamawia tu takich porcji.
Chłopcy złożyli swoje zamówienia i cierpliwie czekaliśmy. Tomowi zadzwonił telefon, wyszedł na zewnątrz i zostałam sama z Nathanem.
- Czemu tak dziwnie się na mnie patrzysz? - spytałam.
- Po prostu wciąż jestem zaskoczony, że cię tu spotkaliśmy - powiedział.
- Wciąż, to nie uprawnia cię do wgapiania się we mnie - sięgnęłam przez stół i zakryłam jego twarz moją ręką.
- Ale to bardzo dobrze, że tu jesteś, bo nie wiedziałem, czy starczy mi na coś czasu, ale skoro jesteś tu wcześniej, na pewno się uda.
- Okeeej, o ile to coś nie jest naćpaniem mnie i wywiezieniem do domu publicznego w Meksyku.
- Hmm, ostatnim razem jak sprawdzałem, planowałem co innego, ale ciekawe rzeczy dzieją się w twojej głowie - przyznał.
- Okej, skoro nie chcesz mnie wywieźć do Meksyku, to spoko - odetchnęłam. - Więc, co to jest to coś?
- Nie mogę ci powiedzieć, gdzie wtedy niespodzianka? Musisz przyjść do mojego pokoju.
Spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Teraz to znowu brzmi, jakbyś chciał wywieźć mnie do Meksyku dla kasy.
- Uwielbiam twoje poczucie humoru, ale nie, nie wywiozę cię do domu publicznego w Meksyku - zaśmiał się.
Wrócił do nas Tom.
- O czym sobie gawędzicie?
- O domach publicznych w Meksyku.
- Taaa, zawsze wiedziałem, że jesteście dziwni - spojrzał na nas, jakbyśmy uciekli z wariatkowa.
Kelnerka przyniosła napoje i moją sałatkę.
- W końcu jedzenie - zatarłam dłonie.
- Prawdopodobnie znowu stwierdzisz, że jesteś mega głodna i nie wiesz, o czym mówimy, ale powinniśmy cię ostrzec, że steki tutaj są naprawdę ogromne - powiedział Tom.
- Takie mniej więcej jak twoja głowa - stwierdził Nathan.
- Moja głowa jest mała, a ja jestem naprawdę głodna.
- Stówa, że nie zje wszystko - powiedział cicho Tom do Natha.
- Ach tak? - spytałam. - Dobra. Jeśli nie zjem wszystkiego dam wam po stówie, jeśli zjem, dostaję sto dolców od każdego z was.
Chłopaki spojrzeli po sobie.
- Spoko - odpowiedzieli równocześnie.
- Nie wiem, jak wy, ale ja potem idę na zakupy, dostanę dwieście dolarów za nic - ucieszyłam się.
Biedne, głupie dzieci, nie wiedzą, co to znaczy głodna Emma.
Zjadłam swoją sałatkę.
- Co, już czujesz sytość w żołądku? - spytał usatysfakcjonowany, nie wiem z jakiego powodu, Tom.
- Nie, w zasadzie, to boję się, że zaraz zacznie mi burczeć w brzuchu - wyznałam cicho.
- Kłamie, na pewno kłamie - stwierdził Nathan z założonym rękami.
- Nic z tego, już możecie wyskakiwać z kasy - uśmiechnęłam się słodko.
- Zaraz zniknie ci ten uśmiech z twarzy - w momencie, kiedy Tom to powiedział, kelnerka postawiła przede mną i przed nimi talerze.
O ja cież pierdzielę, ale się wkopałam. Tak, lubię jeść. Lubię jeść dużo i kiedy za parę lat mój metabolizm zacznie zwalniać, to się na mnie odbije, ale to, co zobaczyłam na tym talerzu, chyba przerasta nawet mnie.
- Ty, Tom, miałeś rację, przestała się uśmiechać - Nathan wybuchnął śmiechem.
Ścięłam ich obu spojrzeniem.
- Jeszcze nie wiecie, do czego jestem zdolna, gdy chodzi o dwie stówy - powiedziałam i zabrałam się za jedzenie. - O matko, jakie dobre - mruknęłam po pierwszym kęsie.
- No bam my wiemy, gdzie się stołować - Tom dumnie się wyprostował.
- Tak, tak, zajmij się jedzeniem - machnęłam na niego ręką.
Było naprawdę, ale to naprawdę pyszne, ale kiedy z talerza ubyło mi niewiele więcej niż połowa, poczułam, że mam dość. Odetchnęłam głęboko.
- Co, już się najadłaś?
- Po moim trupie - mruknęłam.
Z trudem wszystko zjadłam, kiedy już skończyłem i dziękowałam temu, kto wymyślił luźne bluzki, kelnerka przyniosła deser. Spojrzałam na ciastko i napój z żądzą mordu w oczach.
- Wiesz, Em, czasem lepiej przegrać dwie stówy niż umrzeć z przejedzenia - powiedział Nathan.
- Tu nie chodzi o kasę - spojrzałam na niego zmrużonymi oczami. - Tu chodzi o honor.
- O matko, jaka honorowa się nagle zrobiła - mruknął Tom robiąc mi zdjęcie.
- Co robisz? - spytałam z pełną buzią.
- Zdjęcie.
- Tak jakby trzecie - dopowiedział Nathan.
- Po co?
- Żeby wszystkim to pokazać, bo jakby, nie daj Boże, przypadkiem ci się udało, muszę mieć na to namacalny dowód, bo nikt nam nie uwierzy.
- O rany, teraz czuję presję otoczenia - stwierdziłam. - Matko, to gorsze niż chubby bunny z piankami.
- Robiłaś to? - spytali równocześnie.
- Chyba oszaleliście - spojrzałam na nich z przerażeniem. - Chociaż Sarah tak mi tym truje, że chyba się zgodzę, żeby dała mi spokój.
- Pamiętaj, żeby nas o tym poinformować, musimy to nagrać.
- No raczej! Nie będę zapychała sobie japy piankami na ilość, żeby potem nikt o tym nie wiedział. A teraz cicho - zamknęłam oczy - skupiam się na powiększaniu objętości mojego żołądka.
Gryzek po gryzku, łyczek po łyczku, zajęło to całe wieki, ale skończyłam.
- Wygrałam - powiedziałam słabo zsuwając się z krzesła.
Tom i Nathan patrzyli na mnie z rozdziawionymi paszczami.
- Nie. Wierzę - szepnął zszokowany Tom.
Kelnerka przyniosła rachunek, to i sięgnęłam do portfela.
- Co robisz? - spytał Nathan.
- Wyciągam portfel, żeby zapłacić za siebie?
- Haha, nic z tego - powiedział Tom. - My płacimy, znaczy, jeden z nas.
- Nie, no przestańcie. Wystarczy, że ograbiłam was z dwóch stów.
- Zapomnij, kobieto - Nathan machnął na mnie ręką. - Masz, twoja zasłużona stówa - podał mi banknot, Tom poszedł w jego ślady.
- A dziękuję - uśmiechnęłam się chowając pieniądze do portfela.
-  Orzeł czy reszka? - spytał Nathan Toma.
- Reszka.
Sykes rzucił monetą.
- Sorry, Parker, płacisz - powiedział z satysfakcją.
- Więcej z wami nie wychodzę - stwierdził.

Wróciliśmy do hotelu, poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Wygrałam, ale za jaką cenę, miałam wrażenie, że zaraz pęknę. Spróbuję zasnąć, może mi przejdzie. Yhym, już pospałam. Ledwie zamknęłam oczy, ktoś zapukał do pokoju. Nie chciało mi się wstawać, więc krzyknęłam:
- Kto to?
- Nathan.
Zaskakująco szybko jak na mój agonalny stan zeskoczyłam z łóżka i poszłam otworzyć drzwi.
- Oh, Nathan, jak długo cię nie widziałam! - udałam zaskoczenie. - Ile to było? Dziesięć minut?
- Dobra, dobra, daruj sobie - machnął ręką. - Chodź - jedną ręką złapał moją kartę do pokoju, drugą złapał mnie i wyszliśmy z pokoju.
- Co robimy? - spytałam.
- Zamierzam cię naćpać i wysłać do domu publicznego w Meksyku - wywrócił oczami.
- Spoko, jestem tak najedzona, że przeżyłabym tam rok o samej wodzie - stwierdziłam.
- Po tym co dzisiaj zobaczyłem w restauracji, jestem skłonny uwierzyć ci we wszystko - powiedział wpuszczając mnie do swojego pokoju.
- A tak serio, po co mnie tu przyprowadziłeś? - spytałam.
- Siadaj tam - wskazał palcem na krzesło przy stole, na którym stał laptop i mały mikrofon, taki sam, którego używam, żeby nagrać w domu demo piosenki, zanim pójdę z nią do studia.
- Więc znowu spytam, co robimy? - zapytałam siadając na miejscu.
- Dokładnie to posłuchaj i zapamiętaj każde wejście - założył mi słuchawki na uszy i puścił piosenkę.
"Almost Is Never Enough". Serio?
- Nathan, znam to - powiedziałam.
- Cicho siedź kobieto i słuchaj.
Nie mu będzie, przesłuchałam piosenkę dwa razy, zwracając uwagę na techniczne detale.
- Dobra, panno Collins - powiedział Nathan siadając obok mnie - powinna pani wiedzieć, że gdyby zależało to ode mnie, nagrałbym tą piosenkę z panią. I dlatego zrobię to teraz.
- Co? - spytałam.
- Masz tekst - podał mi kartkę, wyciągnął mi jedną słuchawkę i wsadził w swoje ucho - puszczam sam podkład, a ty śpiewasz.
- Fajnie - stwierdziłam.
Na serio się skupiłam i zaczęłam śpiewać, dopiero wtedy sobie uświadomiłam, że nigdy tak na dobrą sprawę, nie skupiłam się na tekście, zajęłam się tym dopiero teraz. I im bardziej wgłębiałam się w tekst, tym dziwniej było śpiewać tę piosenkę z Nathanem, bo częściowo niebezpiecznie opisywała nas. A jeszcze dziwniej zrobiło się, kiedy przyszła pora na część Nathana. Mikrofon był jeden, więc przybliżył się do mnie, a kiedy ma się twarze w odległości 15 centymetrów, ciężko w końcu nie złapać kontaktu wzrokowego, tym razem moment ten przypadł, na Nathana "Try to deny it as much as you want, but in time our feelings will show" i kontakt już się nie skończył. Skończyła się za to piosenka, Nathan nie odrywając ode mnie wzroku, wcisnął na klawiaturze coś, co pewnie skończyło nagrywanie i wyciągnął nam słuchawki.
Delikatnie zaczęliśmy się do siebie zbliżać, Nathan przejechał czubkiem swojego nosa po moim, po policzku, aż nasze usta delikatnie się złączyły.




Hej, hej, hej :)
Wydaje mi się, że trochę tu nudnawo i przydałoby się więcej akcji, a niestety, albo i stety, moje akcje są najczęściej destruktywne, więc brace yourself na rozlew krwi :D No dobra, może obejdzie się bez krwi, ale troszkę namieszamy ;)