środa, 26 sierpnia 2015

41. On Cię kocha.

Następne dwa dni praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Chyba że do kuchni po coś do jedzenia, lub do łazienki. Żyłam sobie w spokoju, powoli zmieniając się z nastolatki w... dziada, aż trzeciego dnia ktoś zaburzył mój spokój i bardzo uporczywie dobijał się do drzwi. Na palcach do nich podeszłam, zajrzałam przez judasz i szczerze, nawet nie byłam zaskoczona. Zastanawiałam się tylko, kto zawita do mnie pierwszy. Otworzyłam drzwi i wpuściłam Hayley do środka.
- Emma, co się z tobą dzieje?- spytała. - Twoi rodzice świrują w Birmingham, cały dzień wczoraj z Chrisem i Sarah przekonywaliśmy, że lepiej będzie jeśli ja po ciebie pojadę.
- Po mnie? - spytałam.
- Tak, po ciebie. Okłamałaś nas wszystkich, wróciłaś trzy dni wcześniej, nie dajesz znaku życia, okłamałaś Iris... Schudłaś - zmierzyła mnie wzrokiem. - Em, co się dzieje?
Zbierałam się w sobie, żeby powiedzieć to na głos, wcześniej tego nie zrobiłam, nikomu nie powiedziałam, co się stało, po prostu nie potrafiło mi to przejść przez gardło. Do oczu naszły mi łzy, obróciłam się na pięcie, poszłam do sypialni i z powrotem położyłam się do łóżka.
- O mój Boże - Hay stanęła w drzwiach jak wryta. - Czy mieszka tu z tobą też banda bezdomnych? - spytała.
- Nie, to tylko ja - powiedziałam biorąc łyk coli prosto z dwulitrowej butelki.
- Więc, powiesz mi w końcu? - usiadła obok mnie na łóżku.
Spuściłam wzrok i wzięłam głęboki oddech.
- Nathan całował się z Arianą.
- Co?!
- Nie każ mi tego powtarzać, ledwie raz przeszło mi przez gardło - powiedziałam przez łzy.
- O, nie. Tak mi przykro - Hayley objęła mnie, a ja rozpłakałam się jeszcze bardziej. - Ciiii, będzie dobrze, cii...
- Nie będzie - mruknęłam. Nie wiesz, co stało się dwadzieścia cztery godziny wcześniej, pomyślałam. - Było mi do tego stopnia źle, że napisałam piosenkę - powiedziałam, żeby zmienić temat.
- Po Tony'm też napisałaś piosenkę i to był hit, więc będzie z tego jakiś profit - zażartowała.
- O nie, nie, nie. To bardzo smutna piosenka, ludzie zaczęliby popełniać masowe samobójstwa - stwierdziłam. - Chodź, zagram ci.
Wstałam z łóżka i poszłyśmy do drugiego pokoju. Usiadłam przy klawiszach, zaczęłam grać i śpiewać i z trudem dotrzymałam do końca, jak tylko skończyłam rozryczałam się na dobre.
- Em, to naprawdę piękna piosenka - przytuliła mnie, ale ja dalej się nie uspokoiłam. - Chodź, położymy się do łóżka.
Poszłyśmy z powrotem do sypialni, ja sobie cicho łkałam, a Hay głaskała mnie po głowie.
- Emma, chodzi o coś więcej niż tylko przyłapanie go z Arianą, prawda? - spytała.
- Jednocześnie nienawidzę go, ale też... brakuje mi go. Czuję się taka pusta...
- Co się stało?
Poczułam, że jeśli o tym powiem, najdzie mnie kolejna fala płaczu, ale kiedyś musiał nadejść ten moment.
- Spałam z nim.
Przez swój płacz usłyszałam ciche westchnięcie Hayley. Już miała coś powiedzieć, ale z torby zaczął dochodzić dzwonek jej telefonu.
- Daj mi chwilkę - wyciągnęła telefon i odebrała. - Hej, Chris... Tak, jestem... Tak, wszystko dobrze, znaczy... tak jakby... Potrzebujemy chwili... Nie, raczej nie... Jutro, tak jutro... I emm, powiedz Sarah, żeby kupiła lody. I czekoladę... Dobra, papa. Przyjedź po nas na dworzec - rozłączyła się. - Em, jutro jedziemy do Birmingham - zwróciła się do mnie.
- Zauważyłam - skrzywiłam się.
Było mi dobrze, jak tak siedziałam sobie sama. To znaczy, oczywiście, tęskniłam za rodzicami, Sarah i generalnie całą rodziną, ale nie chciałam mieć ich zwalonych na głowę, pytających co się dzieje.
- Wiem, o czym myślisz, ale obiecuję ci, że tak nie będzie - złapała mnie za rękę. - Nikt nie będzie męczył cię pytaniami, będą tylko troszczyć się, żebyś nie umarła z głodu. Zwłaszcza po tym, co stało się w LA.
- He?
- Do prasy ktoś przesłał zdjęcie, jak wynoszą cię z karetki na noszach, redakcja dopisała coś o przemęczeniu i tak dalej - powiedziała Hayley. - Twoja mama prawie dostała ataku paniki, dlatego to takie ważne, żeby mieli cię blisko siebie.
- I nikt nie będzie mnie męczył? Ani za nadto nadskakiwał?
- Tak - zapewniła.
- No dobra - westchnęłam. - Ale na razie wracamy do leżenia.
Hayley położyła się obok i zaczęła głaskać mnie po głowie.
- Ona jest takim typem człowieka - powiedziałam w końcu po jakichś dwóch godzinach myślenia.
- Kto? Co?
- Mówi się, że ładni ludzie mają w życiu łatwiej. I Ariana jest właśnie takim ładnym człowiekiem, który pokazuje palcem, co chce i to dostaje. Teraz na przykład wymarzyła sobie sławę w UK i Nathan jej ją zapewni - mruknęłam.
- Nie generalizuj ładnych ludzi. Ty też jesteś ładna, a na wszystko sama zapracowałaś. Zabroniłaś chłopakom w ogóle wspominać o tobie czy twoim albumie, bo chcesz wszystko osiągnąć sama.
- Bo są dwa typy ładnych ludzi. I Ariana to ten gorszy - powiedziałam.
Podniosłam się z łóżka, sięgnęłam po notes i długopis i położyłam się z powrotem.
- Ładne - powiedziała Hay, kiedy napisałam kilka linijek.
- Ale... coś mi nie pasuje - stwierdziłam. - Muszę... napisać coś przed tym. To będzie refren.
- Emma...
- Nie przeszkadzaj mi, ja tu tworzę - uciszyłam ją gestem ręki. - Dobra, co chciałaś? - spytałam po półtora godziny, kiedy stwierdziłam, że piosenka jest skończona.
- Eeee - dziewczyna musiała się chwilę zastanowić. - A, może weszłabyś na twittera, bo ludzie mogą niedługo zacząć popełniać masowe samobójstwa.
- Jezu, dobra - wywróciłam oczami - sięgnęłam po telefon. - Ups...
- Gdzie masz ładowarkę? - wywróciła oczami.
- W walizce.
Po chwili Hayley podłączyła mi telefon do ładowarki, a ja mogłam wejść na twittera. Najpierw przyszło pięć miliardów smsów, że ktoś próbował się do mnie dodzwonić, milion nieodebranych połączeń, pierdyliard smsów od rodziców, Sarah i Hayley i nawet od Nathana, ten to ma tupet.

Em, proszę odbierz. Albo włącz telefon.

Nie odpuszczę dopóki z tobą nie porozmawiam. 

Emma... 

Wiem, że nawaliłem, ale... zależy mi na Tobie i raczej nie przestanie. 

Skubany, przyszedł mu sms, że włączyłam telefon, bo po chwili zaczął dzwonić. Ale ja nie zamierzałam odbierać.
Weszłam na twittera.

Żyję.

- Wow, Emma, rozumiem, że ci się nie chce, ale mogłaś bardziej się wysilić - stwierdziła Hayley.
- No dobra - wywróciłam oczami. - Twitlonger, pasuje ci?

Hej, baaaardzo, bardzo przepraszam, że zniknęłam na kilka dni, wiem, że wiele osób się martwiło, ale okoliczności tego wymagały. Nie rozmawiałam z Iris, ani z nikim innym z managementu, więc może mi się oberwać za to, co zaraz napiszę, ale chcę być szczera. Tak, zdjęcia z LA są prawdziwe, byłam w szpitalu, było to spowodowane lekkim osłabnięciem (jet lag i te sprawy). Dlatego tak niespodziewanie wróciłam do Londynu szybciej, niż było to zaplanowane, po prostu wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, a ja potrzebuję właśnie kilku dni spokoju. Tak więc robię sobie przerwę, nie wiem, jak długo potrwa, Iris na pewno zadba o to, żeby wszystko było jasne. 
Do zobaczenia wkrótce, kocham Was, 
Emma xx

- Zanim coś powiesz, tak wiem, że odrobinę i tak nagięłam rzeczywistość - powiedziałam.
- Nie zamierzałam nic mówić - uniosła ręce w obronnym geście, ale ja wiem, że kłamała.
W mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzałam zlękniona na Hayley.
- Na palcach pójdę zobaczyć kto to - powiedziała cicho.
Po chwili usłyszałam, jak otwiera drzwi i na chwilę zamarłam. W sensie... nie musiałam jej chyba mówić, że nie chcę nikogo oglądać. W sypialni pojawiła się Iris.
- Cześć kłamczucho - powiedziała.
- Cześć. Skąd wiedziałaś, że tu jestem? - spytałam.
- Mam swoje sposoby. Widziałam twitlongera. Powinnaś go najpierw uzgodnić z kimś, wiesz o tym?
- Tak, tak - wywróciłam oczami.
- Dobra, zajmę ci tylko chwilę, nie chcę, ale muszę. Ile chcesz tego wolnego?
- Do końca świata i jeden dzień dłużej - mruknęłam.
- Em... Mogę odwołać ci wszystkie występy, ale nie dam rady odwołać wszystkich wywiadów na następne półtora miesiąca.
- Odwołaj mi wszystkie koncerty, oprócz Fusion Fest w Birmingham - powiedziałam. - To akurat za... trzy i pół tygodnia. Do tego czasu chciałabym mieć wolne.
Iris przeglądała kalendarz, w którym miała wpisane moje wszystkie występy, wywiady, sesje...
- Spoko... Zaraz... Nie. Za tydzień jest spotkanie w wytwórni.
- Po co?
- Simon chce, Simon zwołuje... - mruknęła.
-Dobra, przyjadę na zebranie - powiedziałam.
- Skoro tak, to spoko. Spotkamy się kilka dni przed występem. Trzymaj się - Iris mocno mnie przytuliła. - Pilnujcie jej tam w tym Birmigham - powiedziała do Hayley.
- Spoko - uśmiechnęła się.

- Emma? - zaczęła Hay po kilku godzinach oglądania łzawych filmów.
- Hm? - mruknęłam.
- Rozmawiałaś z nim chociaż?
- Przyszedł do mojego pokoju, próbował się tłumaczyć, ale doskonale wiem, co miałby do powiedzenia, więc oszczędziłam nam tego - powiedziałam wsadzając od buzi łyżkę lodów.
- Słońce, wiem, że myślisz, że pewnie nagadałby ci tych samych bzdur, co Tony, ale... może, to faktycznie nie było to, na co wyglądało - powiedziała niepewnie.
- Jeśli usta dwóch osób się, dotykają, wygląda to dosyć oczywiście dla mnie - stwierdziłam.
- Wiem, wierzę w to, co widziałaś, ale... - zawahała się. - Nie wierzę, że Nathan by to zrobił.
- Widzisz, też nie byłam w stanie w to uwierzyć.
- I tak uważam, że powinnaś z nim porozmawiać - powiedziała cicho.
- Wleciało i wyleciało, daj spokój - powiedziałam wstając z łóżka.
- Co robisz?
- Muszę się spakować do domu - krzyknęłam wywalając pudełko po lodach.
- Pomogę ci ogarnąć ten bur... - urwała.
Wróciłam do sypialni, zobaczyć, co zobaczyła.
Hayley podnosiła z podłogi zdjęcia, które oglądałam w akcie masochistycznym i potem niedbale rzuciłam.
- On cię kocha - powiedziała machając mi fotkami przed twarzą.
- Skończ - wyrwałam jej zdjęcia i wsadziłam do szuflady.
- Ty naprawdę nie widzisz, ile rzeczy dla ciebie zrobił?! Myślisz, że jak często to zespoły latają do swoich supportów z umową? Nigdy, management to robi, a Nathan przyszedł z papierami na twoją sesję zdjęciową. Sama mówiłaś, pierwszy dobiegł do ciebie, kiedy zasłabłaś w Manchesterze, w Birmingham oglądał spod sceny twój występ przed koncertem i nie mógł oderwać od ciebie wzroku... Z resztą wiesz to wszystko, ale jesteś głupia i uparta.
- Jak masz tak na mnie siadać, tu równie dobrze możesz pojechać do Birmingham już dziś - powiedziałam zbierając butelki z podłogi
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Z trudem, ale tak.
Hayley pokręciła ze zrezygnowaniem głową i poszła do łazienki.

OCZAMI NATHANA

Przez ostatnie trzy dni non stop dobijałem się do Emmy. Nie odbierała, nie odpisywała, nic. Siedziałem w garderobie w Las Vegas bijąc się z myślami, czy nie spróbować znowu do niej zadzwonić. Do środka wszedł Scooter.
- Nath, musimy obgadać występ z Arianą - powiedział.
- Musimy to robić? - spytałem z przekąsem. - Naprawdę nie mam ochoty na nią patrzeć, a tym bardziej stać z nią na jednej scenie - powiedziałem chowając telefon do kieszeni.
- Dasz radę - klepnął mnie w ramię od niechcenia. - Nie wyolbrzymiaj całej tej sytuacji.
- Nie zaczynaj - powiedziałem przez zęby.
Naprawdę żałowałem, że reszta została w LA, Tom albo Jay z pewnością rozładowaliby atmosferę.
- Chodź na próbę - westchnął.
Poszedłem za nim na scenę, podpiąłem odsłuch, wziąłem mikrofon do ręki i usiadłem na skraju sceny. Ariana występowała w dużym klubie, a ja miałem zaśpiewać z nią to przeklęte "Almost Is Never Enough", po sali kręcili się ludzie z obsługi. Usłyszałem muzykę w odsłuchu, zaraz usiadła obok mnie Ariana. Udając, że poprawiam spodnie, trochę się od niej odsunąłem. Skończyliśmy piosenkę, bez słowa wstałem i ruszyłem za kulisy. Ariana dobiegła do mnie jeszcze na scenie i złapała mnie za przedramię.
- Chociaż udawaj, że zachowujesz się normalnie - powiedziałam upewniwszy się, że obydwoje mamy wyłączone mikrofony.
- Nie mam ochoty na ciebie patrzeć, a tym bardziej zachowywać się normalnie - odparłem.
- Nathan, chyba nie chcesz, żeby ludzie zwęszyli, że coś jest nie tak, co? Jeśli ci to pomoże to, nie wiem... Wyobrażaj sobie tę przeklętą Emmę, jak na mnie patrzysz.
- Nawet o niej nie wspominaj - syknął i wróciłem do garderoby.
Usiadłem w fotelu i zadzwonił mój telefon. Tom.
- Cześć młody, jak Vegas? - spytał.
- Mam ochotę stąd uciec - powiedziałem zrezygnowany. - Ustaliliście coś?
- Nie pytaj skąd i jak, ale wiem, że niestety, Emma odwołała wszystko i to dosłownie wszystko do końca sierpnia. Pojawi się dopiero na Fusion Fest
- No tak, Birmingham. Wcześniej nic?
- Nic, pewnie zamknęła się w domu. Nath, może... daj jej czas.
- Może masz rację, dzięki - westchnąłem.

OCZAMI EMMY

Następnego dnia wróciłam z Hayley do Birmingham, Chris, odebrał nas z dworca.
- No witam moje piękne panie! - rozłożył szeroko ramiona.
- Hej, Chris - przytuliłam się do niego. - Jesteś jedynym chłopakiem, na którym można polegać - powiedziałam.
Kuzyn spojrzał zdezorientowany na Hayley, ta tylko pokręciła głową.
- Mam komuś przyłożyć? - spytał.
- Chętnie, ale najpierw zawieź mnie do domu.
Ruszyliśmy od auta, pół godziny później byłam już u siebie. Rodzice byli jeszcze w pracy, ale Sarah czekała na mnie w kuchni.
- Emma! - podbiegła do mnie, jak tylko przekroczyłam próg.
- Hej, mała - uśmiechnęłam się lekko i mocno ją przytuliłam.
- Mama zrobi dzisiaj curry - powiedziała.
- Super. Idę do siebie.
- Em? Wiem, że mamy się ciebie o nic nie pytać, ale pozwól mi siedzieć u ciebie, nie będę się odzywać - obiecała.
- Chodź - objęłam ją.

TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ

Tydzień spędziłam zamknięta w swoim pokoju, następny tydzień spędziłam z Sarah na Ibizie, pojechałyśmy same, bo urlop rodziców wyczerpał się w maju, kiedy to ich wysłałam na wakacje. Po powrocie Hayley siadła na mnie, że gdybym miała normalne życie, już dawno musiałabym zebrać się do kupy, tak jak było z Tony'm. Fakt, wtedy cały weekend przepłakałam, ale w poniedziałek w szkole zachowywałam zimną twarz, mimo spojrzeń i szeptów na korytarzu. A teraz, dostałam trzy tygodnie wolnego, mogłam użalać się nad sobą całymi dniami. W końcu jednak Hayley wpadła do mnie razem z Iris.
- Okej, dosyć tego dobrego - powiedziała Iris. - Jesteś piękna, zdolna, masz przed sobą świetlaną przyszłość, nie możesz załamywać się przez faceta - ostatnie słowo wypowiedziała niemal z obrzydzeniem.
- Kiedy Tony cię zranił, poszłaś na przesłuchanie i wygrałaś XFactor, pomyśl, czego możesz dokonać tym razem - dodała Hayley.
Nie chciałam tego przyznać, ale miały rację. I tak oto teraz, weszłam pewnym siebie krokiem na próbę przed występem na Fusion Fest. Pierwszym występem od trzech tygodni. Występem na tym samym festiwalu co The Wanted. Ale to nie ważne. Skupiam się na pracy.
- Cześć wszystkim! - krzyknęłam otwierając drzwi.
-Emma! - zabrzmiał wesoły chór.
Przywitałam się z każdym po kolei.
- Powiesz nam, co się stało? Wtedy w LA? - spytała niepewnie Mollie.
- Nie. A to dlatego, że nie jesteśmy tu, żeby robić mi grupową terapię, tylko żeby skupić się na pracy - powiedziałam rzucając swoje rzeczy w kąt. - No, skoro jest już po premierze płyty, to co nowego zaprezentujemy na Fusion Fest? - spytałam zacierając ręce.




2 komentarze:

  1. Ledwo bo ledwo ogarniam co działo się wcześniej, ale zagłębiając się w lekturze wszystko się przypomina.. ;d
    Świetnie jest znów przeczytać takie cudo *,*
    Czekam na next (może pojawić się nie wiem kiedy, ważne by coś było. Możesz nawet napisać ponownie za rok, a ja nadal tu będę)
    Powodzenia! ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. pisałam to już na twoim drugim blogu, ale naprawdę bardzo się stęskniłam za tobą i twoim pisaniem! :*
    kocham tego bloga, to moje ulubione opowiadanie i chyba jeszcze nigdy mnie nie zawiodłaś ;) tak samo jest i teraz, rozdział jest świetny! szkoda mi Emmy, ale jak widzieliśmy na koniec rozdziału zaczyna wychodzić na prostą, no i oczywiście na pewno napisała cudowne piosenki, więc są jakieś małe pozytywy w tym wszystkim. mam nadzieję, że przekonamy się co Nathan miał do powiedzenia i jak wygląda jego wersja historii z Arianą, jak widać teraz nie jest zbyt szczęśliwy (chyba nie muszę mówić, że najchętniej udusiłabym pannę Grande). życzę im jak najlepiej i mam nadzieję, że wszystko sobie wyjaśnią, przebaczą i będą szczęśliwi (tak, trochę za bardzo poważnie traktuję bohaterów i wydarzenia w opowiadaniach)
    pisz, kiedy tylko będziesz miała ochotę - ja cierpliwie czekam i chętnie przeczytam następne rozdziały kiedy tylko dodasz.
    pozdrawiam i do zobaczenia niedługo, mam nadzieję :*

    OdpowiedzUsuń